Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III
Alison - Czw 19 Kwi, 2007 08:29
| Marija napisał/a: | Niteczki wyrzucił...To co będzie miętolił? |
Właścicielkę
Marija - Czw 19 Kwi, 2007 08:30
| Alison napisał/a: | | Marija napisał/a: | Niteczki wyrzucił...To co będzie miętolił? |
Właścicielkę |
Na naszych oczach?
Alison - Czw 19 Kwi, 2007 08:34
| Marija napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Marija napisał/a: | Niteczki wyrzucił...To co będzie miętolił? |
Właścicielkę |
Na naszych oczach? |
W naszej wyobraźni. Wystarczająco bujną ona jest
Marija - Czw 19 Kwi, 2007 08:37
| Alison napisał/a: | W naszej wyobraźni. Wystarczająco bujną ona jest | ??: Eeeeeee........
Maryann - Czw 19 Kwi, 2007 08:49
| Alison napisał/a: | | Ona była w Hertfordshire, on był w Kent, albo Londynie, albo Derbyshire, nie ważne gdzie. Nigdy więcej się nie spotkają, o ile on tego nie zaplanuje, nigdy. |
Się zdziwi, planista jeden...
Ania1956 - Czw 19 Kwi, 2007 09:14
Zaczynam czytać z coraz większą przyjemnością nastęne strony, w oczekiwaniu na spotkanie. Szkoda niteczek
Gitka - Czw 19 Kwi, 2007 09:36
Niteczki zużyte już były, podwędzi nowe
Marija - Czw 19 Kwi, 2007 09:48
| Gitka napisał/a: | Niteczki zużyte już były, podwędzi nowe | Tylko ciekawe, z czego je wypruje .
Alison - Czw 19 Kwi, 2007 10:07
| Marija napisał/a: | | Gitka napisał/a: | Niteczki zużyte już były, podwędzi nowe | Tylko ciekawe, z czego je wypruje . |
Z haftowanego parawanika
Marija - Czw 19 Kwi, 2007 10:23
| Alison napisał/a: | | Marija napisał/a: | | Gitka napisał/a: | Niteczki zużyte już były, podwędzi nowe | Tylko ciekawe, z czego je wypruje . |
Z haftowanego parawanika | To w wersji przyzwoitej .
Maryann - Czw 19 Kwi, 2007 10:54
| Ania1956 napisał/a: | | Zaczynam czytać z coraz większą przyjemnością nastęne strony, w oczekiwaniu na spotkanie |
Na spotkanie z ciocią oczywiście...
Alison - Czw 19 Kwi, 2007 12:48
| Marija napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Marija napisał/a: | | Gitka napisał/a: | Niteczki zużyte już były, podwędzi nowe | Tylko ciekawe, z czego je wypruje . |
Z haftowanego parawanika | To w wersji przyzwoitej . |
Jako Porządnej Matce, o innej wersji w ogóle nie wolno mi myślec
Ania1956 - Czw 19 Kwi, 2007 14:05
| Maryann napisał/a: | | Na spotkanie z ciocią oczywiście... |
OCZYWIŚCIE !!! :grin:
QaHa - Czw 19 Kwi, 2007 15:57
już mi się gęba śmieje bo nam Darcy normalnieje
julianna - Czw 19 Kwi, 2007 18:29
Jeszcze chwila i zobaczymy
w wykonaniu Darcy'ego zaręczyny!
trifle - Czw 19 Kwi, 2007 19:38
Z podekscytowania tego w ogóle nie czujecie,
kiedy rymujecie
Ulka - Czw 19 Kwi, 2007 23:26
| Marija napisał/a: | Niteczki wyrzucił...To co będzie miętolił? |
Zaraz poleci na spacer szukać niteczek! Albo pan Collins mu je przyniesie "Panie Darcy [niski ukłon] zgubił pan to przejeżdżając [płask do ziemi]"
Ania1956 - Pią 20 Kwi, 2007 07:30
| Ulka napisał/a: | | Marija napisał/a: | Niteczki wyrzucił...To co będzie miętolił? |
Zaraz poleci na spacer szukać niteczek! Albo pan Collins mu je przyniesie "Panie Darcy [niski ukłon] zgubił pan to przejeżdżając [płask do ziemi]" |
Już to widzę, całkiem realna scena
Caroline - Pią 20 Kwi, 2007 09:01
Rozdział I, cz.9
Powóz zbliżał się do Rosings, siedziby rodziny de Bourgh i domu ich owdowiałej ciotki Catherine. Darcy poznał po nagłych, niespokojnych ruchach Fitzwilliama wokół krawata i uwadze poświęconej surdutowi i kamizelce, że kuzyn zaczął zbierać zasoby dobrego humoru i galanterii na spotkanie i wizytę. Lady Catherine przerażała Richarda, kiedy byli chłopcami, ale z wiekiem odkrył sztuczki działające na kobiecą wrażliwość i skutecznie wprowadzał je w życie wobec ich ciotki. Przez te wszystkie lata sprawił, że stała się milsza, na tyle na ile mogła okazać się miła osoba o jej osobowości, ale było to osiągnięcie, jak zawsze twierdził, które wymagało starannych, liczonych w latach starań.
Minęli bramę i jechali przez park. Konie prowadzone spokojną ręką Jamesa przyspieszyły czując, że ich wysiłek już wkrótce dobiegnie końca. Gdy minęli zakręt, który zbliżył ich do otwartej alei wymyślonej przez dziadka sir Lewisa, myśli Darcy’ego przerwał błysk koloru, przywodzący na myśl kobiecą suknię albo peliskę. Marszcząc lekko brew odwrócił się, pragnąc dowiedzieć się, co to mogło być, ale gęstość drzew i prędkość uniemożliwiły mu to.
- Coś zobaczyłeś? – zapytał Fitzwilliam.
- Nic… służącą idącą do wsi, jak sądzę – otrząsnął się, a potem dodał ze złośliwym uśmiechem – i nie, nie wiem, czy była piękna.
- Darcy, wiesz, że nie zadaję się ze służącymi! – Fitzwilliam spojrzał na niego urażony – Ojciec przybiłby mnie do drzwi stajni, gdybym kiedykolwiek wcześniej to zrobił i nie wahałby się postąpić tak i teraz. - Fitzwilliam zadrżał na całym ciele rozwodząc się nad wysiłkiem, jaki włożyłby jego ojciec w okazanie swojego niezadowolenia z takich rozrywek. - A matka! Mater podawałaby gwoździe!
Im bardziej gorączkowo protestował, tym szerszy uśmiech wypływał na twarz Darcy’ego, co w końcu przykuło uwagę Fitzwilliama. Zdawszy sobie sprawę, że z niego zakpiono, zamilkł natychmiast i tylko patrzył na Darcy’ego, a po chwili sam się zaczął śmiać.
Gdy jednak James zatrzymał powóz pod portykiem Rosings, znów byli poważnymi dżentelmenami, jakich spodziewała się zobaczyć ciotka. A czekano już na nich. Orszak służby stał w linii od schodów do drzwi, w skupieniu, gotów wyładować powóz i poprowadzić gości przed oblicze lady.
- Zaczyna się – Fitzwilliam jeszcze raz pociągnął krawat i sprawdził kanty na spodniach – Jeśli będzie narzekać, że nie jesteśmy w wizytowych spodniach, wina po wieczność spadnie na ciebie! – zapewnił Darcy’ego, gdy powóz zatrzymał się, a drzwi gwałtownie otworzono. Lokaj przy drzwiach był tym samym, który pełnił ten obowiązek odkąd Darcy pamiętał. Skłonił się na jego „Witamy w Rosings!”, po czym ruszył za nim po schodach, gdy tylko Fitzwilliam wydostał się z powozu. Obaj naturalnie znali drogę, ale lady Catherine była bezwzględna, jeśli chodzi o przestrzeganie właściwych form, dlatego też obaj panowie podążali statecznie za powolnym służącym, aż osiągnęli drzwi salonu różanego.
Alison - Pią 20 Kwi, 2007 09:19
Boże, biedne chłopaki...nie ma to jak wizyta u "wytwornej" rodziny. Miałam taką ciotkę stoliczną, miała uogromne mieszkanie przy Alejach Niepodległości i anonsującą gości gosposię. I byli ludzie co ich nie wpuszczała poza kuchnię, i ludzie co byli dopuszczani na salony Musielim ją z moim Tatkiem regularnie odwiedzać, i to była katastrofa, bo mój Tata uwielbiał ją szokować zachowaniami typu "nabiorę sobie drugi raz szparagów na talerz" Ubaw był nie z tej ziemi. Obłaskawiał ją pączkami od Bliklego. Kurcze, obydwojga już nie ma na świecie, ale ja mam za to śmieszne wspomnienia. Tak mi się skojarzyło po tym kawałku...
Dzięki Carolku
Maryann - Pią 20 Kwi, 2007 09:26
| Alison napisał/a: | | Ubaw był nie z tej ziemi. Obłaskawiał ją pączkami od Bliklego. |
Coś jak Mr Darcy senior swoją szwagierkę... Tylko, że nie za pomocą pączków... :grin:
Ania1956 - Pią 20 Kwi, 2007 12:34
| Caroline napisał/a: |
myśli Darcy’ego przerwał błysk koloru, przywodzący na myśl kobiecą suknię albo peliskę. Marszcząc lekko brew odwrócił się, pragnąc dowiedzieć się, co to mogło być, ale gęstość drzew i prędkość uniemożliwiły mu to.
|
miał dobre przeczucie to mogła być Elizabet :smile: wciągam się coraz bardziej
Marija - Pią 20 Kwi, 2007 12:55
| Alison napisał/a: | | Obłaskawiał ją pączkami od Bliklego. |
Też bym się dała obłaskawić, w ramach odchudzania oczywiście :razz: . Ale cóż to za ciotka-arystokratka? Ja tam z chłopstwa, to ani marzyć o ciotkach o takim sawuarwiwrze...
Alison - Pią 20 Kwi, 2007 13:34
| Marija napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Obłaskawiał ją pączkami od Bliklego. |
Też bym się dała obłaskawić, w ramach odchudzania oczywiście :razz: . Ale cóż to za ciotka-arystokratka? Ja tam z chłopstwa, to ani marzyć o ciotkach o takim sawuarwiwrze... |
No, z tym, "sawuarwiwrem" to różnie bywało Jak się wstydziła kogoś z rodziny, to się do niego nie przyznawała przed znajomymi, a przyjaźniła się na przykład z Niną Andrycz. Obie po jednych pieniądzach, ale dzisiaj wspominam te wszystkie podchody z rozrzewnieniem, choć przechodziłam młodzieńczy okres buntu na odwiedziny u cioci, a jak już musiałam się tam pojawić, to nigdy nie omieszkałam jej zbulwersować swoimi poglądami
Teraz moja kolejna ciocia "warszawska" cioteczna siostra mego Taty, przejęła pałeczkę i obdarowuje mnie swoimi tomikami wierszy z egzaltowanymi dedykacjami. Na Święta Wielkanocne dostałam od niej smsa (bo mimo, że ma dobrze po 70. to jest bardzo nowoczesną ciocią) z dłuuugiiimi życzeniami (chyba był 3 częściowy) w tym z hasłem, że "miłuje mnie całym sercem" Ale kocham te swoje ciocie, bo one są dla mnie łącznikiem z dawnymi czasami. Ta od pączków, nie cierpiała mojej Babci Rosjanki, i jeszcze w latach 80. za każdą wizytą wypominała mi, że jak przed wojną przyjechała ich odwiedzić w Grodnie to przysłano po nią dorożkę na stację (mój Tata był wtedy bardzo chory, więc go nie odstępowano, ale to wszystko nic wobec takiej zniewagi). I ja o tym za każdym razem musiałam usłyszeć.
Marija - Pią 20 Kwi, 2007 13:44
Ali, powinnaś to wszystko spisać i wydać jako quasi-pamiętnik z wielkim hukiem, z reklamami w egzaltowanej prasie kobiecej... Świetne historie .
|
|
|