To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II

QaHa - Czw 22 Lut, 2007 15:11

Marija napisał/a:
nie pozwolę sobie popsować wizji pana Darcy w tunice na grzybach .

i pomyśle ze dzierży w dłoniach jakis wyjątkowo piękny okaz muchomora ehhehehe.

Marija napisał/a:
Ale swoją drogą to z Bingleya jemioła .

ha niestety ciapa z niego ciapa w papciach jakos taki biernie zakochany ze nie umie zaqwalczyc o swoje tylko sie tak poddaje innym

Anonymous - Czw 22 Lut, 2007 17:23

No coz, pasuje do jane jak ulał :D
Gunia - Czw 22 Lut, 2007 20:31

Asiek napisał/a:
Oczywiście to stwierdzenie absolutnie nie dotyczy Guni, a odnosi się do młodej damy żyjącej kilka stuleci wstecz :cool:

Zeszłam. :lol: To było bardzo miłe, dziękuję. :D
asiek napisał/a:
QaHa napisał/a:
asiek napisał/a:
Kaziuta napisał/a:
Piekne słówka, komplemenciki, odrobina elokwencji może zauroczyś najbardziej rozsądną kobitkę.

....i już po nas :serduszkate:

a ja wiem ja to zawsze uwazam za maks podejrzane jak mi ktos zaczyna słodzic . prrzeważnie delikwenta wysyłam na grzyby bo to tam wiecej pozytku z niego bedzie

Ostrożności nigdy dosyć, ale....jakby delikwentem był Darcy /w osobie Collina/
bądź Atylla /w osobie Gerarda "upiora"/, to bym z nim poszła na te grzyby :mrgreen:

Ja bym jeszcze podkreśliła, że czasami wystarczy sam głos, żeby uwieść Damę. ;) Nadal uważam, że Rysiek by mnie rozkochał mówiąc nawet o pietruszce lub mojej własnej głupocie. :roll:
A ja Wam coś powiem: Lady Pamela się nie zna! :roll: Nie będzie mi tu Darcy'ego demonizować! :evil:

Kaziuta - Czw 22 Lut, 2007 21:02

Ale cyniczny łobuz z tego Darcyego. :twisted:
On i kwoka, phii. Z niego to jakaś wredna małpa dzisiaj wyszła, a nie kwoka.
A niech go kanarki zaliżą. :evil:

Anonymous - Czw 22 Lut, 2007 21:11

niech !!!
QaHa - Czw 22 Lut, 2007 21:35

Gunia napisał/a:
Ja bym jeszcze podkreśliła, że czasami wystarczy sam głos, żeby uwieść Damę. ;) Nadal uważam, że Rysiek by mnie rozkochał mówiąc nawet o pietruszce lub mojej własnej głupocie. :roll:
A ja Wam coś powiem: Lady Pamela się nie zna! :roll: Nie będzie mi tu Darcy'ego demonizować! :evil:

własnie nei zna sie i kroopka aby nam bohatera herosa tak obdzierac :cry2:

a co do głosu to sie zgadzam :oops: ale co do tej pietruszki to bym nie przesadzala :wink: chociaz.... jak by to bylo w lesie na grzybach ehhehe to moglaby byc i pietruszka...
ach zapomnialam do lasu na samotbe zbieranie grzybów to ja przeciez takich lalusiowatycjh podrywaczy jak wickham wyslalm. darcego nie bo by sie biedak zagubil w leśnych ostępach i buyyloby szkoda a takiego wickahama to niech wilki zeźrą

Anonymous - Czw 22 Lut, 2007 22:34

QaHa, podobno żona Kiepury - Marta Eggerth zakochała się w jego głosie. Miłość od drugiego wejrzenia - podobno kilka godzin sie odprowadzali (raz ona jego, raz on ją) cały czas rozmawiajac. Ona mówiąc po wegiersku, on po polsku.
Jak siostra się jej spytała - jak w takim razie się zrozumieli, skoro Marta nie rozumiała ani słowa po polsku, a Jan po węgiersku. Marta stwierdziła "a bo ty nic nie rozumiesz. Rozmawialiśmy w uniwersalnym języku miłości"

W tym języku, nawet traktat o pietruszce brzmiałby niezwykle seksownie :D

asiek - Czw 22 Lut, 2007 23:02

QaHa napisał/a:
....aby nam bohatera herosa tak obdzierac

No właśnie :sad: Będziem dochodzić odszkodowania za straty moralne ! :wsciekla:

Trzeba się teraz wykazać dużym hartem ducha, aby wytrwać w miłości do Darcy'ego :neutral:

QaHa - Czw 22 Lut, 2007 23:25

AineNiRigani napisał/a:
"a bo ty nic nie rozumiesz. Rozmawialiśmy w uniwersalnym języku miłości"
:? ??: jakbym ja byla to siostrą to pewnie leżałabym i tsarzała sie ze śmiechu po podłodze albo troskliwie zaleciłabym magnes hehehehe.
Ale tak z drugiej strony to baaardzo romanatyczne ehhhhh.
Hmm ona sie zakochala w głosie a on?

Anonymous - Czw 22 Lut, 2007 23:35

on też, słynne "złote dziecko" :D :D
Oboje mieli piekne głosy, w dodatku Marta była naprawde piekną dziewczyną.

Marta
Marta i Jan
Marta

Juz nie pamietam tak dokladnie, czy ona poczatkowo nie zwracala na niego uwagi, czy on, ale po raz drugi spotkali sie podczas krecenia wspolnego filmu muizycznego i juz pierwszego dnia wpadli na amen ... odprowadzali sie wlasnie tego pierwszego dnia, a miłość zakończyła się dopiero śmiercią Kiepury (dla niego nauczyła się polskiego i mówi idealnie :D )

Maryann - Pią 23 Lut, 2007 08:51

Rozdział IV część 6

„Kilka partii bilardu” później sakiewka Darcy’ego była odrobinę lżejsza, a uśmiech jego kuzyna odpowiednio szerszy. Chociaż, na użytek Richarda odegrał scenę żalu z powodu swoich strat, nie był żadną miarą niezadowolony z rozstania się z kilkoma gwineami, skoro w zamian mógł widzieć Fitzwilliama zaspokojonego do końca kwartału. Darcy wiedział, że jego kuzyn jest szczodry dla ludzi, właściwie chłopców, pod jego komendą, szczególnie dla tych, którzy tak jak on byli młodszymi synami. Richard troszczył się o nich raczej jak kwoka o kurczęta, upewniając się, czy piszą do domu, ratując ich z tarapatów i zmieniając ich w godne uznania okazy Gwardzistów Jego Królewskiej Mości. Ale to wymagało wydatków, które nie zawsze mógł pokryć ze swojej kwartalnej pensji bez ograniczenia własnych potrzeb, a nie chciał ciągle zwracać się do ojca z prośbą o dodatkowe pieniądze. Darcy więc dzielił się z nim swoimi środkami w sprawach, które interesowały ich obu, jak teatr czy opera, a w innych zakładał się z nim przy bilardzie czy kartach, zapewniając mu to, czego potrzebował. To nigdy nie zostało oczywiście przez żadnego z nich nazwane, ale było zrozumiane. Potrzebne pieniądze szczodrze przegrane przez jednego były wdzięcznie przyjmowane przez drugiego.
- Cóż, stary. Muszę chyba okazać niezwykłe miłosierdzie i zabierać się z powrotem do koszar, zanim wygram od ciebie Pemberley.
Rozprostował mięśnie ramion zanim sięgnął po swój mundur. Wsunął gwinee do wewnętrznej kieszeni i narzucił kurtkę.
Darcy udał grymas.
- Skoro tak mówisz... Ale dzień jeszcze się nie skończył – sięgnął po własny surdut i poszedł pierwszy w kierunku schodów, Fitzwilliam za nim – Więc przyjedziesz na Boże Narodzenie? – zapytał.
- Możesz być pewien – odparł Fitzwilliam, kiedy schodzili po schodach – Zaintrygowałeś mnie nowinami o Georgianie i nawet gdybym nie był jej opiekunem, musiałbym się nimi zainteresować, choćby tylko przez wzgląd na nasze bliskie pokrewieństwo. Poza tym, od tak dawna nie spędzaliśmy razem Świąt ! Moja matka będzie wniebowzięta, że będzie mnie miała na Boże Narodzenie w domu i że spędzi je znowu w Pemberley. – Doszli do hallu i Fiztwiliam odwrócił się do Darcy’ego z poważnym wyrazem twarzy – Ona martwiła się o ciebie, Fitz, o was oboje. Naprawdę. To zaproszenie z pewnością ją uspokoi.
- Doceniam troskę cioci – zapewnił go Darcy – I muszę wyznać, że zaniedbałem ostatnio korespondencję z nią. Teraz to naprawię. Napiszę do niej dziś wieczorem !
- Więc zostawiam cię z tym. Wyświadcz mi przysługę i przekaż jej, że widziałeś mnie dzisiaj i że jedliśmy razem obiad itd. itd. – przyszła mu do głowy nagła myśl – I nie zapomnij wspomnieć, że byłem w kościele, bądź dobrym kumplem ! Oczywiście ucieszy się z wiadomości od ciebie, ale podwójnie chętnie usłyszy, że jej marnotrawny syn spędził trzeźwo niedzielę. Sam bym do niej napisał, ale tobie ona uwierzy.
Witcher otworzył drzwi na skinienie Darcy’ego i kuzyni uścisnęli sobie dłonie w mocny, znajomy sposób.
- Napiszę do niej, Richardzie – Obiecał Darcy solennie, po czym zaśmiał się – Chociaż naprawienie twojego charakteru wydaje się mojej ciotce próżnym i spóźnionym wysiłkiem – na okrzyk Fitzwilliama dodał żartobliwie – Może, gdybyś przywdział habit…
- Nie, nie ! Dziękuję ci. Napisz, proszę, krótko i wszystko będzie w porządku. Do widzenia więc, do Świąt ! Witcher ! – Fitzwilliam skinął głową staremu kamerdynerowi i owinąwszy się ciasno peleryną zbiegł ze stopni Erewile House i wsiadł do zamówionej dorożki, podczas gdy Darcy zawrócił w kierunku schodów i nie niemiłego zadania napisania listu do ciotki Fitzwilliam.

W oddali słońce przegrywało walkę z chmurami i mgłą. Ustępując pola księżycowi obserwowało, jak jemu się ona powiedzie, kiedy Darcy kończył swój list. Osuszając go z żalem zauważył, że już jest ciemno. Teraz nie tylko pogoda, ale i zmrok stały na przeszkodzie pomysłowi krótkiego spaceru wokół placu, żeby rozruszać napięte mięśnie nóg i ukoić wzburzenie umysłu. Odłożył list na srebrną tacę, żeby Hinchcliffe rano go wysłał i z jękiem wstał od biurka.
- Wickham !
Darcy podszedł do okna i oparłszy ramię o framugę patrzył w ciemność. Plac przed nim był nienaturalnie cichy, odgłosy koni i przejeżdżających powozów tłumiła wszechogarniająca mgła. Poranne nabożeństwo zaskoczyło go i wytrąciło jego umysł ze zwykłej równowagi. Uczucie było bardzo nieprzyjemne, a próba rozwiązania problemu wspólnie z Richardem okazała się kompletnie nieudana. Nadal pozostawało pytanie: Jak wyjaśnić postępowanie Wickhama i jemu podobnych ? I dalej: czy był gotów uwierzyć, że w oczach Opatrzności Wickham nie był wiele gorszy od niego ?
Richard zupełnie go nie zrozumiał, myśląc, że próbuje znaleźć usprawiedliwienie dla postępków Wickhama. Nie mógłby być dalszy od prawdy ! Świeża uraza Darcy’ego do Wickhama rosła bez wysiłku, dowodząc, że była tak nieprzejednana, jak kiedyś, być może dlatego, że wydawał się on mieć bliski związek ze złą opinią, jaką miała o nim Elizabeth Bennet. Nie, Richard nie rozpoznał stylu dyskutanta, jaki przybrał, żeby rozwiązać problem w bezpieczny, obiektywny sposób, ale zareagował z całą pasją buntującą się przeciwko takim subtelnościom. Teraz do urazy dodane zostały uczucia niesprawiedliwości ze strony Najwyższego Sędziego, który miałby pozwolić takiemu łajdakowi przestąpić bramy niebios tylko za cenę kilku śmiesznie małych dobrych uczynków spełnionych, bez wątpienia, dla jego własnej chwilowej korzyści. Ten cały pomysł był nie do zniesienia ! Ale nie było nikogo, z kim mógłby go rozwiązać, w każdym razie nie w tej chwili. I robiło się późno.

Matylda - Pią 23 Lut, 2007 08:53

No jestem
Poczytałam
Wielkie dzieki za mozolna pracę :thud: :kwiatek:
A tak swoją droga to Darcy to strasznie zarozumiały bubek :razz:
Dobrze , że dostanie po nosie , szkoda , że dopiero na Wielkanoc i jeszcze tak długo będzie sie " opiekował " Bingleyem. Ta przyjaź ń jest trochę toksyczna. Sam sobie nie ułożył jeszcze życia a skubany wie co dla innych jest najlepsze
Tak swoją drogą to dość leniwie spedzali czas ci wielcy państwo, chyba , że " interes" sam sie jakoś kręcił

Anonymous - Pią 23 Lut, 2007 09:12

Maryann napisał/a:
I nie zapomnij wspomnieć, że byłem w kościele, bądź dobrym kumplem ! (...). Sam bym do niej napisał, ale tobie ona uwierzy.


Cóż, Bingley okazał się jemiołą, Darcy - kwoką...
Fitz rulez !!!!!!!

Alison - Pią 23 Lut, 2007 11:24

Nie podoba mi się udawanie, że Darcy przegrywa do kuzyna kasę, żeby ten mógł za nią wspomagać biednych żołnierzy, jakieś to takie protekcjonalne. Poza tym co tu kryć, po Trędowatej, opisy przyrody lady Pameli, wydają mi się być tak żałośnie ubogie, że aż wstyd to czytać. :wink:
QaHa - Pią 23 Lut, 2007 12:01

Maryann napisał/a:
Darcy wiedział, że jego kuzyn jest szczodry dla ludzi, właściwie chłopców, pod jego komendą,

Maryann napisał/a:
Potrzebne pieniądze szczodrze przegrane przez jednego były wdzięcznie przyjmowane przez drugiego.

jakoś mnie to strasznie zniesmacza :? ??: żałosne ten chwy lady Pameli zdecydowanie nie wyszedł w cale nie budzi w ludziu pozytywnych odczuc, raczej denerwuje tym swoim tanim chwytem jakim usilowala wypromoac postacie bleee

Maryann - Pią 23 Lut, 2007 12:17

Alison napisał/a:
Nie podoba mi się udawanie, że Darcy przegrywa do kuzyna kasę, żeby ten mógł za nią wspomagać biednych żołnierzy, jakieś to takie protekcjonalne.

Mi się ten fragment też nie spodobał. Więcej - jest dla mnie jakoś mało wiarygodny i nie pasuje do tego obrazu pułkownika, jaki sobie wyrobiłam po DiU. Żeby dżentelmen i oficer Jego Królewskiej Mości pozwalał się tak sponsorować ? :evil:

Alison napisał/a:
Poza tym co tu kryć, po Trędowatej, opisy przyrody lady Pameli, wydają mi się być tak żałośnie ubogie, że aż wstyd to czytać. :wink:

Za to opisy uczuć wychodzą jej znacznie jepiej... :wink:

Ania1956 - Pią 23 Lut, 2007 13:18

Akcja książki ma tendencje spadkowe. Może niech Darcy już pojedzie do tego Pemberley i będzie się coś w końcu działo :? ??:
Maryann - Pią 23 Lut, 2007 13:41

No pojedzie, pojedzie. O ile się nie mylę, to chyba najdalej w poniedziałek... :wink:
Alison - Pią 23 Lut, 2007 13:45

Maryann napisał/a:
No pojedzie, pojedzie. O ile się nie mylę, to chyba najdalej w poniedziałek... :wink:


Nie, jedzie już w niedzielę! Ale jeszcze w karecie będzie wspominał swoje bezeceństwa względem Bingley'a, a Bingley.... Boże, serce Wam pęknie.... :sad: Ale dopiero we wtorek :rotfl:

QaHa - Pią 23 Lut, 2007 13:48

Alison napisał/a:
Nie, jedzie już w niedzielę!

uff ajaka ulga ze w niedizele do poniedziałku to b człowiek szczęzł
Alison napisał/a:
Boże, serce Wam pęknie.... Ale dopiero we wtorek

no i z czego to sue śmiać :evil: skoro serca maja grupowo pękac

Gunia - Pią 23 Lut, 2007 14:32

I jest niby ten "charakterny" Fitzwilliam? :? ??:
Maryann - Pią 23 Lut, 2007 14:35

Gunia napisał/a:
I jest niby ten "charakterny" Fitzwilliam? :? ??:

...którego nawet Wickham uważał za skończonego dżentelmena. :? ??:

Gunia - Pią 23 Lut, 2007 14:48

Skandal! :evil:
Maryann - Sob 24 Lut, 2007 08:17

Rozdział IV część 7

Darcy wyprostował się, wrócił do biurka i zdmuchnął stojącą na nim lampę. Stojąc bez ruchu w ciemnej bibliotece ze znużeniem przypominał sobie jutrzejsze obowiązki. Rano musi załatwić pozostałe sprawy biznesowe. Potem o wpół do trzeciej iść na Cavendish Square i zlecić Lawrence’owi namalowanie portretu Georgiany po ich powrocie do miasta. W końcu był oczekiwany na Aldford Street na obiedzie u Bingleya i jego siostry.
Zamknął oczy i jęknął znowu. Bingley ! Jeśli wszystko pójdzie dobrze, przynajmniej ta sprawa zostanie zakończona. Modlił się, żeby Caroline Bingley dokładnie wypełniła jego polecenia i ograniczyła się do obojętnego potwierdzenia wątpliwości, które on zasiał w umyśle jej brata. Darcy zdawał sobie sprawę, że jeżeli będzie próbowała zmuszać Bingleya do wyrzeczenia się panny Bennet, to wtedy wszystkie jego subtelne sugestie będą daremne i będzie zmuszony zmierzyć się z zaciętym i upartym niczym muł Bingleyem.
Ta myśl go zmroziła. Nie przewidywał porażki. Jeżeli, wbrew rodzinie i przyjacielowi, Bingley będzie się upierał przy pannie Bennet…
Nawet w ciemności spojrzenie Darcy’ego bez trudu odnalazło półkę, na której stała książka zawierająca włożone w nią nici do haftu. Nie musiał ich widzieć. Znał ich kolory: trzy zielone, dwie żółte i po jednej niebieskiej, różowej i lawendowej. Czy zerwałby znajomość, czy trwałby przy Bingleyu ? Byłby przy nim, z pewnością ! Ale jakim kosztem ? Być może bardzo niewielkim. Całkiem możliwe, że Bingley jako żonaty człowiek nie byłby już zainteresowany atrakcjami stolicy i kontakty między młodą parą a przyjaciółmi z czasów kawalerskich uległyby osłabieniu…
Darcy potrząsnął głową. Nie, Bingley pozostałby sobą. Chociaż jego towarzystwo zawiodłoby w niektórych przypadkach, Darcy nie wątpił w jego sympatię. A to oznaczałoby…
- Elizabeth.
Nie zastanawiał się nad tym, ale wypowiedziane głośno imię odezwało się echem w ciemnej bibliotece i miękko wpadło do jego uszu. Darcy ścisnął krawędź biurka z bolesną siłą i nakazał sobie nie być głupcem.
- Ona cię nie lubi, idioto ! To powinno stanowić wystarczający powód przeciwko przebywaniu w jej towarzystwie.
Zanim zaczął bardziej przywoływać się do porządku, drzwi do biblioteki nagle się otwarły, a płomień trzymanej wysoko lampy zmusił Darcy’ego do mrugnięcia powiekami i zasłonięcia oczu.
- Panie Darcy ! – lampa została opuszczona i postawiona na stole w hallu.– Przepraszam, sir. Usłyszałem jakiś głos, a ponieważ w bibliotece było ciemno, nie wiedzieliśmy, co to.
Kiedy jego oczy w końcu przywykły do światła, Darcy mógł rozpoznać swojego kamerdynera stojącego w drzwiach razem z jednym z mocniej zbudowanych lokajów uzbrojonym w długi kij.
- To po tej sprawie w Wapping, sir. Ci wszyscy biedacy pomordowani we własnych łóżkach.
Darcy spojrzał nieufnie na służących.
- W porządku, Witcher. To zrozumiałe, przypuszczam, ale jesteśmy daleko od Wapping !
- Tak, sir – skłonił się Witcher – Myślę, że to przez mgłę, sir. Wszyscy robią się nerwowi, nie wiedząc, co jest za i przed nimi. To taka pogoda dobra do psot. – odesłał lokaja z powrotem do jego obowiązków i ukłonił się Darcy’emu – Przepraszam raz jeszcze, sir. Czy mam zostawić lampę ?
- Nie, możesz ją zabrać. Dobranoc, Witcher.
- Dobranoc, panie Darcy.
Darcy odczekał aż stary służący zejdzie po schodach na piętro służby zanim skierował się na górę do sypialni. Sen będzie jedyną ucieczką od dręczących wątpliwości dzisiejszego dnia.
- Spać. Ale, dobry Boże, nie śnić. Błagam.

Anonymous - Sob 24 Lut, 2007 08:44

I wyszło szydło z worka. Darcy'emu chodziło o siebie i to, że jako przyjaciel Bingley'a bedzie musiał się spotykac z Lizzy ...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group