North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
Maryann - Sob 12 Sie, 2006 20:39
| Gosia napisał/a: | No przeciez na pewno nie stala tylem do niego.
Z pewnoscia stala przy stole, raczej przodem do niego lub bokiem, w koncowce prawie kladac na stole glowe, a wiec obnizyla sie cala.
Pamietajcie, ze on byl bardzo wysoki, wiec kiedy kleknal, mogl miec glowe na wysokosci jej twarzy. |
Tyle że ona chyba też raczej niska nie była. Jakoś ta cała operacja z kładzeniem na stojąco głowy na stole nie bardzo mi się układa - co to był za stół ???
Harry_the_Cat - Sob 12 Sie, 2006 20:45
| Maryann napisał/a: | | Tyle że ona chyba też raczej niska nie była. Jakoś ta cała operacja z kładzeniem na stojąco głowy na stole nie bardzo mi się układa - co to był za stół ??? |
Ja za nic tego nie rozumiem. Wczytywałam się swego czasu w oryginał i w ogóle nie byłam sobie w stanie tego wyobrazić...
Więc skupiłam się w końcu na innych fragmentach...
Maryann - Sob 12 Sie, 2006 20:50
Może Mrs Gaskell się pomyliła - miało być. że siedziała przy tym stole, a nie stała ? To wtedy miało by jakiś sens...
Skupić się na meritum nie można przez takie niejasności... :smile:
GosiaJ - Sob 12 Sie, 2006 21:10
Ech, dziewczyny, skupiacie się na szczegółach, zamiast padać z wrażenia nad tym, co mówi i jak mówi!
Fragment był mi już znany, ale został rzeczywiście odpowiednio "dopieszczony" - i przeczytany na końcu, po tych wszystkich perypetiach, jest jakby zupełnie nowy.
Dzięki wielkie, Alison
Maryann - Sob 12 Sie, 2006 21:18
Ale my się chcemy skupiać, tylko te detale nas niepotrzenie rozpraszają.
Ale oczywiście masz rację - one są bez znaczenia. W końcu można sobie wszystko poukładać zgodnie z własnym wyobrażeniem, nie ? Najważniejsze, że clou sceny nie budz ŻADNYCH wątpliwości. :smile:
Harry_the_Cat - Sob 12 Sie, 2006 21:25
Tak, jest NAJMNIEJSZYCH!
Maryann - Sob 12 Sie, 2006 21:39
| Jola napisał/a: | | do tego, co było najważniejsze w tej rozmowie, potrzebni byli tylko oni obydwoje. |
Troje to byłby już tłum...
Anonymous - Sob 12 Sie, 2006 21:52
A teraz dwa cytaciki
Jego oczy błyszczały z uniesienia. Jak ona nauczyła się zależeć od niego! Wydawało się jakby każdy dzień teraz dawał mu pewność, bez której nigdy nie zdecydowałby się oświadczyć jej ponownie.
Straciłem tu już zbyt wiele czasu. (...) To nigdy nie zostanie ustalone, o ile „to” to jest to, co przypuszczalnie masz na myśli. To się nigdy nie stanie Edith, więc przestań o tym myśleć.
Taka gwałtowna przemiana. W kilka godzin.
Jola - Sob 12 Sie, 2006 22:08
Dzisiejszy fragment jest wspaniały także z innego powodu.
Jak myślicie, co zdarzyło się pomiędzy prośbą Margaret o zasuszone kwiaty i odpowiedzią Johna "Dobrze, ale musisz mi za nie zapłacić", a zdaniem wypowiedzianym przez Margaret po chwili słodkiego milczenia "Boże, jak ja to powiem cioci Shaw?"
Osobiście sądzę, że E. Gaskell zobaczyła w tym miejscu scenę podobną do tej, jaka rozegrała się na filmowej peronowej ławeczce. Zaiste słodka zapłata.
Fragment ten jest bardzo piękny właśnie dlatego, że cudownie uruchamia wyobraźnię.
Ktoś już napisał na forum, że Gaskell tak prowadzi opis, iż rzeczy ważne dla fabuły powieści podaje jakby mimochodem, przy okazji opisu jakichś mniej istotnych rzeczy, czy zdarzeń, dlatego spadają na czytelnika, jak przysłowiowy grom z jasnego nieba. Dopiero powtórne, czy wręcz kolejne czytania pozwalają na uchwycenie wszystkich smaków i smaczków.
achata - Sob 12 Sie, 2006 22:15
| AineNiRigani napisał/a: | Jenyściewy, jak ja na ten moment czekałam !!!!!!!!!!
Jest zrobiony dużo lepiej niż w filmie.
Przy 3 lub 4 czytaniu przykuły mnie jednak zdania:
Wciąż stała ze szczelnie zasłoniętą twarzą, opuszczając głowę coraz niżej, prawie opierając ją o stół, przy którym stała. Podszedł bardzo blisko. Ukląkł tak by mieć twarz na wysokości jej ucha i szepnął
To jakie są między nimi proporcje? Gdzie ona stała? Stopień niżej?
Hmm. |
Zajrzałam do angielskiego tekstu i chyba mogę to wyjaśnic.
Moim zdaniem Margaret siedziała podczas tej rozmowy.
U tłumaczeniu jest "ona chodziła szukając jakiegoś papieru", to "chodziła" wzięło się z angielskiego "she went on looking for some papers". Zwrot "to go on" od którego jest to przeszła forma oznacza również "kontynuować" i rozumiem to tak, że rozmawiając z Thorntonem Margaret zaczęła szukać przy biurku dokumentów i kontynuuowala to po pierwszej wymianie zdań. Co do zacytowanego fragmentu w tekście oryginalnym jest tylko "Still lower went the head; more closely hidden was the face, almost resting on the table before her". Ja bym dała po prostu "Jej głowa opadła jeszcze niżej a twarz została szczelniej zakryta tak, że prawie oparła ją o stojacy przed nią stół", dosłownie byłoby "o stół przed nią".
Tłumaczenie bardzo dobre poza tą niewinną zmyłką. To chyba jeszcze nie koniec? Gosia pisała, ze tłumaczy teraz dokładnie początek powieści. Czekam z niecierpliwością i gratuluję tłumaczkom wspaniałego finału.
Też podoba mi sie tutaj dyskretna postawa Henryczka. Znacznie wdzięczniej usuwa sie w cień niż w filmie. Musze przyznać, że to powściagliwie-namiętne zakończenie książkowe nawet bardzie przypada mi do gustu niz scena peronowa
Anonymous - Sob 12 Sie, 2006 22:21
To by wiele wyjasniało, bo gdyby się schylała, to tak dziwnie by było oprzeć głowe na jego ramieniu.
Czytałam przed chwilą ten fragment ponownie. Próbowałam sobie wyobrazić to schylanie sie. jenysciewy. Długo nie mogłam się uspokoić.
Teraz przeczytałam z tym jak ona siedzi. Mniam. To ma sens
Maryann - Nie 13 Sie, 2006 11:53
| Jola napisał/a: | | Jak myślicie, co zdarzyło się pomiędzy prośbą Margaret o zasuszone kwiaty i odpowiedzią Johna "Dobrze, ale musisz mi za nie zapłacić", a zdaniem wypowiedzianym przez Margaret po chwili słodkiego milczenia "Boże, jak ja to powiem cioci Shaw?" |
Jak to - CO ?
Mag - Nie 13 Sie, 2006 12:59
Piękne!!!!
Dzięki dziewczyny za te cudeńka!!!!
Nic więcej nie piszę bo wszystko już zostało napisane
aknowi - Nie 13 Sie, 2006 14:30
Wielkie podziękowania dla tłumaczek za pracę wykonaną dla chorych z miłosci do Thortona fanek!!!
Anonymous - Nie 13 Sie, 2006 14:55
E tam, podziekowania.
Pokłony i peany dziękczynne !!!
Co niniejszym czynię:
Gosia - Nie 13 Sie, 2006 16:18
Wspomnialam Alison o kwestii: siedziala czy stala. Oto info od niej:
Jakby siedziała to by mu nieporęcznie było ją przytulić i ręce przenosić na ramiona. W ogole niewygodnie by im bylo. Ja jestem za tym, że stała cały czas, przecież tych dokumentów szukała
No i jeszcze na temat, ktore lepsze zakonczenie - z filmu czy z ksiazki:
Do filmowego jestem przywiązana, ale jakby było w filmie też bym się nie obraziła. Widzę to jak do niego dociera to co ona czuje i to "Margaret" przeszywa dreszczem.
W filmie on rozaniela się od razu na jej widok. W książce cudny był ten przeskok z pozornie spokojnej rozmowy do przytulasów po 2 latach niepewności.
Pozdrawiam Was girls z max zapyziałych gór!
kikita - Nie 13 Sie, 2006 16:22
Kurde belans , tylko na chwile straciłam komputer z oczu i masz.Ale sie porobiło.Najpierw szkolenie bez dostepu do komputera.Ledwo sie dorwałam do kompa to padł mi dysk.A kiedy porzadny człowiek wreszcie dorwal sie do forum to co widzi ? Koniec powieści.
Czekałam na zakończenie a teraz mi zal.Jakos tak sie wzruszyłam. Nie bede cytowac zadnych fragmentów bo uwielbiam całosc i kropka.Chciałam tylko podziekowac z całego serca naszym tłumaczkom za wszystkie motylki. DZIEKUJE!!.
Jola - Nie 13 Sie, 2006 18:16
Nie wychodzi mi cytowanie, więc spróbuję tak:
cyt.
Maryann napisał/a
Jola napisał/a:
Jak myślicie, co zdarzyło się pomiędzy prośbą Margaret o zasuszone kwiaty i odpowiedzią Johna "Dobrze, ale musisz mi za nie zapłacić", a zdaniem wypowiedzianym przez Margaret po chwili słodkiego milczenia "Boże, jak ja to powiem cioci Shaw?"
Jak to - CO ? - kon. cyt.
Sewgo czasu nasze kochane tłumaczki, korzystając ze swych wielkich uzdolnień, przewidziały, że pewien fragment zakończenia książki E. Gaskell musiał zaginąć.
Nie wiem, czy udało się im go odnaleźć, czy też inaczej zostały wtajemniczone, ale czytelniczki na forum za ich pośrednictwem dowiedziały się, jak była ta brakująca treść.
Podaję ją poniżej, z malutkim tylko pominięciem, bo dotyczyło H. Lennoxa.
Pocałunek Margaret i Johna czyli
zaginiony fragment ostatniego rozdziału powieści Elisabeth Gaskell.
Alison
"Delikatnie musnął palcami jej włosy, pogładził skroń, policzek, usta, jakby chciał upewnić się, że to naprawdę ona...
Widział jak cała drży odczuwajac jego dotyk niczym muśnięcia motylich skrzydeł. Ujął jej twarz w obie dłonie, jak kryształową czarkę pełną źródlanej wody, którą nareszcie będzie mógł zaspokoić palące go od tylu dni i nocy pragnienie...
Kiedy nachylił się i dotknął ustami jej twarzy, przymknął oczy i pomyślał, że wszystko co stało się w jego życiu do tej chwili było pozbawione sensu. Dotknięcie jej ust sprawiło, że poczuł jakby świat zaczął się właśnie w tym momencie, jakby on sam narodził się w chwili, kiedy stali się niemal jednością. Pragnął, aby ta chwila nigdy się nie skończyła, czuł jej zapach, jej ciepło, rytm jej rozdygotanego serca pulsujący pod jego palcami".
Gosia
"Nie cofała twarzy. Lekko poddała się władzy jego rąk. Tylko oczy spuściła w obawie przed głębią tego spojrzenia. Nie mogła więc widzieć jego oczu, które muskały jej twarz, nie mogąc się nią nasycić. Prawie niedostrzegalnie podała usta do przodu. Wtedy już zupełnie oszalał i stracił resztki spokoju. Chwila rozkoszna i pełna ciszy była przed nimi....
Skłonił twarz w zachwyceniu i zagarnął swoimi ustami jej miękkie wargi. Poddawała mu się ulegle, co tylko rozbudziło jego namiętność. Po chwili poczuł, że oddaje mu pocałunki. Nigdy nie sądził, że ta chwila nadejdzie. Nawet w najskrytszych marzeniach nie myślał, że ta kobieta będzie go kochała, a teraz już nic się nie liczyło, tylko ta chwila, ten moment pełen rozkoszy....Chciał by to się nigdy nie kończyło, by zawsze już była przy nim, wtulona w niego. Jej czułe pocałunki przeszywały jego serce. Wiedział już, że nie ma dla niego odwrotu, że będzie kochał tę kobietę zawsze, cokolwiek się w życiu zdarzy..."
Alison
"Margaret [......] nic nie mogło przeszkodzić jej w przeżywaniu tego błogostanu. Ogarnęło ją ciepło i spokój, trudny do opisania. Wiedziała, że od tej chwili jest już bezpieczna, że te delikatne, ale silne ręce, które przytrzymywały jej głowę, ochronią ją przed całym złem. Zawsze obawiała się utraty wolności, a teraz z rozkoszą oddała mu wszystko, całą siebie..."
I jak tu nie dziękować, padać do nóg i Bóg wie co jeszcze. "Trafiły" się nam nie tylko uzdolnione tłumaczki ale też osoby pięknie posługujące się językiem polskim jako samodzielne autorki.
Oby Was wszystkie drogie Damy, które tyle pracy włożyłyście w codzienne teksty, spotkało tyle dobra i radości, ile doświadczyliśmy tu wszyscy wspólnie za waszym udziałem.
Anonymous - Nie 13 Sie, 2006 18:54
Nooo. Nie pozostaje mi nic innego:
kikita - Nie 13 Sie, 2006 19:51
Jak juz pisalam zachwycają mnie nasze tłymaczki , ich profesjonalizm i talent .Mam jednak obawy aby ogromny ten talent nie poszedl w odstawkę.Wielką swiat odczułby stratę.
Chce zauwazyc,że bedzie mi szelenie brakować Waszych tlumaczeń i tego tematu.
Dlatego też z pewna dawka oportunizmu pozwole się zapytać - czy cos jeszcze bedzie tłumaczone?
Wiem , wiem ledwo N&S sie skończyło a tu bezczelna baba wrzeszczy o nowe wytchnienia nie dając. Ale jak w jakieś madrej ksiązce wyczytałam" zawsze miej nadzieje' i "jezeli czegos chcesz nie bój sie poprosić,może to dostaniesz" .Widzicie wiec,że pretensje do autora ksiązki trzeba słac ,on mi tak w głowie zamącił.
A ze tak sprytnie jeszcze spytam - moze któres dziewczyny myslą podobnie???
Caitriona - Nie 13 Sie, 2006 19:57
Wszystkim naszym kochanym tłumaczkom chciałabym serdecznie podziękować za te wspaniałe fragmenty. Dzięki Wam poznałam ksiażkę pani Gaskell. Codziennie czekałam na kolejne ciasteczko i przeżyłam wiele emocji, wzruszeń, ataków motylkowych.
Dzięki!!
Gosia - Nie 13 Sie, 2006 22:24
Wspominalam juz, ze tlumacze pierwsze rozdzialy "North and South", ktore tlumaczone dotad nie byly. Chce jednak zachowac pelen szacunku odstep czasowy wobec tlumaczen moich wspanialych poprzedniczek, zeby ruszyc z moimi skromnymi dostawami.
Juz mam gotowe 2 pierwsze rozdzialy, wyrabia sie ciasto na trzeci
Wiec w tym watku cos sie jeszcze bedzie dzialo o ile bedziecie mialy ochote dowiedziec sie czegos o zyciu Margaret przedThorntonowym
Anonymous - Nie 13 Sie, 2006 22:31
| Gosia napisał/a: | o ile bedziecie mialy ochote dowiedziec sie czegos o zyciu Margaret przedThorntonowym |
Gosiu, no ba !!!
Caitriona - Pon 14 Sie, 2006 00:00
| Gosia napisał/a: | Wiec w tym watku cos sie jeszcze bedzie dzialo o ile bedziecie mialy ochote dowiedziec sie czegos o zyciu Margaret przedThorntonowym |
Jak nie, jak tak!
Ja już nie mogę się doczekać!
Gosia - Pon 14 Sie, 2006 00:05
Jesli sa zainteresowani to moze juz jutro rusze z wypiekami, choc chcialam zaczekac, az wszystkie damy przeczytaja zakonczenie powiesci i opowiedza o swoich wrazeniach.
|
|
|