To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Seriale - Chirurdzy - Grey's Anatomy

Agnesse - Nie 15 Mar, 2009 11:38

Spoiler:
"Uh,and then we found out that she had enlarged
lymph nodes and a suspicious mole,which was biopsied and the biopsy
revealed dividing cells.
M.R.I. With contrast showed a met on her right temporal lobe. That coupled with further staging tests led to our final diagnosis of metastatic melanoma with mets to the liver,skin and brain.


Czyli Izzy ma czerniaka złośliwego :( z przerzutami do wątroby, skóry i mózgu.



Gosia - Nie 15 Mar, 2009 11:42

Aragonte, oddzielam, nie jestem niemądra, choć uważam, że patrząc na człowieka, nawet jeśli gra jakąś fikcyjną postać, mogę domyślić się jaki jest naprawdę jako człowiek. Oczywiście jest to czasem zwodnicze...
Aragonte - Nie 15 Mar, 2009 12:42

Gosia napisał/a:
Aragonte, oddzielam, nie jestem niemądra, choć uważam, że patrząc na człowieka, nawet jeśli gra jakąś fikcyjną postać, mogę domyślić się jaki jest naprawdę jako człowiek. Oczywiście jest to czasem zwodnicze...

Gosiu, wybacz, ale nie możesz się domyślić, to czysta gra wyobraźni i ewentualnie uprzedzeń - chyba że aktor jest do bani i gra wyłącznie samego siebie. To już lektura pudelków i babskich pisemek może więcej powiedzieć o aktorze jako osobie, chociaż też bym im bezgranicznie nie ufała :roll:

trifle - Nie 15 Mar, 2009 12:48

Gosia napisał/a:
uważam, że patrząc na człowieka, nawet jeśli gra jakąś fikcyjną postać, mogę domyślić się jaki jest naprawdę jako człowiek. Oczywiście jest to czasem zwodnicze...


Też mi się tak czasami wydaje... Aktor nie musi grać pozytywnej roli, ale mimo to jakoś tak czuję, jaki jest.
Mam przy tym pełną świadomość, że to moje wyobrażenie i że rzeczywistość może być inna, ale właściwie komu to przeszkadza? Nie interesuję się życiem prywatnym aktorów, nie obchodzą mnie żony, dzieci, dziewczyny, partnerzy, kto ma jaki dom itp. Mam taki "własny realny świat" fikcyjnych bohaterów. Może to durne :roll:

Co do Meredith i Dereka - ja właśnie nie widzę żadnej chemii między nimi :mysle: Nie mogę pojąć, co takiego ich do siebie "skłania". Chemię to ja wyczuwam między Cristiną i Owenem.

Nie pamiętam, kto to mówił, ale wydaje mi się, że słyszałam, że Katherine Heigl chce odejść z serialu. Więc może nie przeżyje? I jeśli rzeczywiście byłoby tak, że Derek by ją operował i ona byłaby kolejną nieuratowaną - to co dalej z nim? :mysle:

Gosia - Nie 15 Mar, 2009 12:53

A :mrgreen: ja nie widzę chemii między Cristiną a Owenem...
Admete - Nie 15 Mar, 2009 12:58

trifle napisał/a:
Gosia napisał/a:
uważam, że patrząc na człowieka, nawet jeśli gra jakąś fikcyjną postać, mogę domyślić się jaki jest naprawdę jako człowiek. Oczywiście jest to czasem zwodnicze...


Też mi się tak czasami wydaje... Aktor nie musi grać pozytywnej roli, ale mimo to jakoś tak czuję, jaki jest.


A ja uważam, że to bzdura. Wybaczcie, ale aktorzy są szkoleni do tego, żeby grać, to ich zawód. Oczywiście, jeśli aktor jest słaby to przenosi siebie na ekran - taka aktorska Mary Sue. Natomiast u Gosi jest tak - "nie podoba mi się aktor z wyglądu, na dodatek gra postać, którą, gdybym spotkała w życiu, to bym nie znosiła, więc musi być także złym człowiekiem w realnym życiu..." Ja to tak rozumiem. Powiem wam szczerze, ze właśnie mnie i Aragonte nie obchodza zupełnie prywatne sprawy aktorów, dla mnie istotne sa ich kreacje aktorskie - to coz nimi zrobili. W takich kategoriach oceniam postać Alexa kareva jaką interesującą. W przypadku roli Dereka aktor jest w porządku, jego gra również, ale zawninili scenarzyści. Sama Gosiu napisałaś, ze dla wielu serial stoi głównie związkiem MerDer - scenarzyści tak bardzo starali się przypodobać tej własnie grupie, że zupełnie zapomnieli o zwykłych oglądających, którzy romansów nie stawiaja na piedestale na przykład mnie. Jestem zbyt rozsądna, by fascynowac się z lekka toksycznym związkiem dwojga ludzi.

Anonymous - Nie 15 Mar, 2009 13:04

Admete napisał/a:
Powiem wam szczerze, ze właśnie mnie i Aragonte nie obchodza zupełnie prywatne sprawy aktorów, dla mnie istotne sa ich kreacje aktorskie - to coz nimi zrobili.

Mogę się dopisać?
Bo szczerze mówiąc, nie mam pojęcia o życiu prywatnym aktorów....

Gosia - Nie 15 Mar, 2009 13:18

Ale mnie tez nie interesuje życie prywatne aktorów, nie czytam serwisów plotkarskich, bo uważam to za stratę czasu, ale faktycznie oglądając kogoś w jakiejś roli trochę wyobrażam sobie go jako człowieka. Zresztą scenarzyści czasem też tak robią, modyfikują scenariusz dodając nieco z życia prywatnego postaci, niejako uwiarygadniając postać.
Ot, choćby Bruce Willis, w życiu był barmanem, lubił się zabawić, ma duże poczucie humoru, lubi śpiewać - w filmie taki jest David Addison, scenarzyści dodali do tej postaci Willisowe smaczki, Bruce trochę improwizował grając Addisona, wiele jego tekstów, żartów sam wymyślił... Tak się dzieje w filmach. Dlatego nie jest mi trudno czasem patrząc na postać filmową, widzieć człowieka. ale jak pisałam bywa to zwodnicze.

Nic nie mam do gry Chambersa, gra dobrze, ale dla mnie to niesympatyczna postać a on nie dodał od siebie niczego, co by mnie do niego przekonało.

BeeMeR - Nie 15 Mar, 2009 13:24

Bardzo ciekawa dyskusja się tu wywiązała - szczerze mówiąc dla mnie Alex jest jedną z najciekawszych i najmniej jednoznacznych postaci, choć w życiu mierżą mnie osoby, które sobie tak pogrywają z uczuciami innych no i "wydymają wargi" uważając, że są najwspanialsze. :P
Ale ja też nie przenoszę ekranu na życie i nawet jeśli się kimś zachwycam na ekranie to nie znaczy, że w chciałabym go życiu prywatnym. Absolutnie nie chciałabym żadnego serialowego/filmowego bohatera w realu :roll:
I jest mi zupełnie obojętne, co aktorzy grający daną postać robią w swoim życiu :P
Wolę zwykłe, nudne, spokojne życie - a jeśli wypełnione serialami - to na ekranie :P

Anonymous - Nie 15 Mar, 2009 13:32

BeeMeR napisał/a:
Ale ja też nie przenoszę ekranu na życie i nawet jeśli się kimś zachwycam na ekranie to nie znaczy, że w chciałabym go życiu prywatnym.

Bo to byłoby ciężkie ot Alan Rickman. W Harrym Potterze gra postać negatywną, a w Rozważnej i Romantycznej jest wspaniały i której wersji wierzyć?

BeeMeR - Nie 15 Mar, 2009 13:34

lady_kasiek napisał/a:
której wersji wierzyć?
a w dodatku obie są cudowne :mrgreen:
Anonymous - Nie 15 Mar, 2009 13:36

BeeMeR napisał/a:
a w dodatku obie są cudowne

ale na różne sposoby. Nie każdemu opowiada taki Snape, zimny, okrutny, sypiący złośliwościami jak z rękawa.
O albo rola Alana w "To właśnie miłość" nawet mi do głowy nie przyszło, że w prywatnym życiu mógłby być taki jak postać którą grał. Chociaż przyznam, że o jego życiu prywatnym nie myślałam. Lubię go jako aktora, ma magiczne spojrzenie i cudowny głos :serduszkate:

Aragonte - Nie 15 Mar, 2009 14:11

Gosia napisał/a:
Nic nie mam do gry Chambersa, gra dobrze, ale dla mnie to niesympatyczna postać a on nie dodał od siebie niczego, co by mnie do niego przekonało.

Możesz odbierać Alexa jak chcesz, masz do tego święte prawo, ja oponuję tylko przeciwko rzutowaniu jego roli na aktora jako człowieka - nie jestem wyznawczynią biografizmu ani w literaturze, ani w filmie.

Taka mała anegdotka zasłyszana od koleżanki z pracy, nie wiem, na ile prawdziwa: otóż aktorka grająca Mirandę Bailey ponoć sama poprosiła o złagodzenie rysunku jej serialowej postaci, bo jej wymyślano na ulicy czy coś w tym rodzaju. Jeśli to faktycznie prawda, to amerykańscy telewidzowie wyraźnie mieli problem z odróżnieniem fikcji od życia :lol:

trifle - Nie 15 Mar, 2009 14:46

Eee, to bez przesady ;)

Mi się po prostu mimowolnie tworzy obraz aktora jako składowa ról, które zagrał. Z jednej postaci trochę, z drugiej trochę itp. Wiem, że to w ogóle się nie musi przekładać na rzeczywistość - ale tej nie znam i nie chce mi się poznać, bo i tak żadnego Patricka D. nie poznam nigdy, więc ot, mam taką hybrydę w głowie.
Ale jakiegoś szalonego znaczenia to dla mnie nie ma, nie siedzę i nie zastanawiam się, jakby to było cudownie znać tego czy owego, nie mam żadnych aktorskich plakatów (poza malutką ramką z Kennethem Branagiem jako Lockhartem w ramach żartu :P ), nawet na tapecie w komputerze mam widoczki, a nie aktorów, bo mi się szybko nudzą (tylko bracia W. dłużej przetrwali, ale ostatecznie zostali pokonani przez Saharę na ten moment ;) ).
Fakt, czasem postać rzuca niezwykły urok i - wtedy - przenosi się to jakoś na aktora, bo chce się obejrzeć inny film z nim, a nie inny film z ciągiem dalszym historii tamtego bohatera. Z niechęcią trochę inaczej jednak, bo mam "odgórną" wiarę w ludzi i wierzę w dobro bardziej niż w zło w ludziach. Co oznacza, że łatwiej "przenoszę" cechy pozytywne niż negatywne.

Gosia - Nie 15 Mar, 2009 17:08

Aragonte napisał/a:

Taka mała anegdotka zasłyszana od koleżanki z pracy, nie wiem, na ile prawdziwa: otóż aktorka grająca Mirandę Bailey ponoć sama poprosiła o złagodzenie rysunku jej serialowej postaci, bo jej wymyślano na ulicy czy coś w tym rodzaju. Jeśli to faktycznie prawda, to amerykańscy telewidzowie wyraźnie mieli problem z odróżnieniem fikcji od życia :lol:


No sorry, ale nie porównuj mnie z taką osobą :roll:
U nas się też tacy zdarzali, co radzili postaciom co mają robić, że mają nie zdradzać, nie być tacy okropni itd. to zdarza się wszędzie.
A poza tym ja akurat lubię Bailey ;)

Aragonte - Nie 15 Mar, 2009 17:27

Wcale Cię z nią nie porównuję, podaję tylko pewien skrajny i absurdalny przykład. Czemu bierzesz to do siebie?
Gosia - Nie 15 Mar, 2009 18:42

Nie biorę do siebie, tylko mówię, że ja potrafię odróżnić aktora od postaci.
Gosia - Nie 15 Mar, 2009 22:01

5 x 17

SPOILERY!
Sosik to jednak wspaniały wynalazek :mrgreen:
Dobry to jednak odcinek - po pierwsze ciekawie poprowadzony wątek MerDer. Widać jak role się odwróciły. To tak naprawdę sprawdzian, czy ona naprawdę chce z nim być, on daje jej możliwość odwrotu. Dawna Mer by z tego skorzystała.
Widać jej reakcje na to jak on zamiast jej dać ten pierścionek, uderzył go kijem.
Żal mi było Mer w tym momencie, gotowa była faktycznie przyjąć ten pierścionek, miała uśmiech na twarzy, a potem widać było, że jest jej przykro, że jest niemile zaskoczona.
Ciekawe czy Derek będzie szukał tego pierścionka czy sam wpadnie mu on w ręce całkiem przypadkiem.
Po drugie - równie ciekawie poprowadzony wątek Izzie, która sama boryka się z tym, co ją spotyka i jeszcze przy tym uczy stażystów.
Po trzecie - ciekawy przypadek medyczny, bo decyzja czy wycinać żołądek mając szanse na to, że się nie zachoruje jest bardzo trudna. Przypomina mi to 2 sezon, kiedy to przyjaciółka Addison miała podobny, choc trochę inny dylemat, ale podjęła decyzje, żeby wyciąc swoje narządy, choć mąż był temu przeciwny.
Po czwarte podobało mi się jak do szpitala wkroczyła zona szefa i powiedziała do niego - "Conference room, Richard. Now!". To było świetne!

trifle - Nie 15 Mar, 2009 22:53

Spoiler:
Od końca ;) A mi się nie spodobało, że Bailey nakablowała na szefa do jego żony. Co to miało być :roll: Ale już ta potulność szefa wobec żony jest ciekawa ;)
Przypadek medyczny rzeczywiście ciężki. Nie wiem, jak wygląda odżywianie po wycięciu żołądka... Też nie wiem, czy bym się na to zdecydowała...Trudne..
Izzie mi jest strasznie żal. I po prostu bardzo ją tutaj teraz podziwiam, że jest taka silna. Chodzi po szpitalu, obserwuje, mówi, że uwielbia lunch, uczy stażystów i jest w tym dobra. Teraz ten cały wątek z Dennym nabiera sensu. Dobry pomysł, tylko tam wcześniej przesadzili w jego długości..
Co do Meredith i Dereka - nie wydaje mi się, żeby w którymkolwiek momencie tam pod przyczepą M. chciała dostać pierścionek. Może myślała, że przypominając mu o pierścionku, zdoła go "podejść" i Derek nie będzie jej tak odpychał. Ale wg mnie to i tak było wyjątkowo głupie: wiem o pierścionku, szef mi powiedział...
Jestem bardzo ciekawa teraz, jak w następnym odcinku rozwiną wątek Izzie.

Gosia - Nie 15 Mar, 2009 23:07

SPOIIER!
Chciała mu dać do zrozumienia, że wie, że on myślał o niej poważnie, że to , że ją teraz odpycha to tylko chwilowe załamanie. Na jej miejscu bym mu o tym nie przypominała, ale trochę rozumiem kontekst.
Moim zdaniem przyjęłaby ten pierścionek.

Co do Bailey - oczywiście, że telefon do żony był nie na miejscu, ale ubawiłam się tym wejściem żony, jej rozkazem i posłuszeństwem szefa :mrgreen:

Anonymous - Pon 16 Mar, 2009 00:14

Spoiler:
Biedna Izzie. Też bym powiedziała Cristinie, gdybym wiedziała, że umieram powiedziałabym komuś, kto jest racjonalny, kto wiedziałabym, że nie będzie bardziej przerażony niż ja. Dokładnie tak jak zrobiła Izzie.
Noi żal mi Dereka, biedny tak się dręczy, ale znowu ciuciubabka Ona chce a On nie. Czy to możliwe, że oni się w końcu zejdą, że będą razem mimo wszystko? W sumie jeżeli przetrwają te wszystkie rozstania i powroty to faktycznie ich związek będzie jak z żelbetonu. Jeżeli dadzą radę.
Ciekawi mnie wątek Cristiny i Rudiego, Ona się zmieniła, przy Burke`u nie była taka delikatna, troskliwa i opiekuńcza, ona nie jest z Rudim dla jego umiejętności tylko dla tego jaki on jest. To takie ni Cristinowate.
Świetna była Addele wpadająca i uciszająca szefa jak pieska, jak on uszy po sobie ułożył. Ot to wzorowe wychowanie chłopa, żeby mieć pociechę na stare lata.
i o czym to jeszcze miałam napisać? :mysle:
A Karev szeroko tu komentowany, żal mi go też było jak taki radosny rozmawia z Izzie, taki też jak nie On, a tu się takie czarne chmury szykują.
I Rozbawiłą mnie Mała Grey opowiadająca jak łamie wszystko Namiętnemu :rotfl:

trifle - Pon 16 Mar, 2009 00:48

Spoiler:
Hyhy, w ogóle Sloan rozwalający ;) Ale ładnie powiedział małej Grey, że to ona go poskładała. Co do niej - też mi się podobało jak sama przyszła do Izzie i z nią rozmawiała, już po tej ostatniej diagnozie stażystów.
A w sumie tak się zastanawiam - czy Izzie wiedziała, co jej jest i tylko sprawdzała, czy stażyści sobie poradzą? Czy to zadanie to rzeczywiście szukanie diagnozy - tylko skąd wtedy pewność, że się nie pomylili nigdzie? :mysle:
Mówiłam, że obejrzałam drugi raz ten odcinek z napisami już? Obejrzałam. I tak jakoś zwróciłam rzeczywiście uwagę na Alexa. Fajnie się zajął tą młodą dziewczyną z zespołu i przeganiał tę wredną marudzącą dwójkę. Dochodzę do wniosku, że postać jest ciekawa, ale to aktor mnie odpycha. Nie podoba mi się, nie lubię na niego patrzeć. Jeszcze w pierwszych sezonach było lepiej, ale był bardziej wredny. Teraz się zmienił, ale gorzej wygląda i ma tę głupią brodę. Błe ;)
Masz rację, Kasiek! Z Cristiną i Owenem. Mnie się wydaje jednak, że Cristina się mocno zmieniła pod wpływem rozstania z B. Dotarło do niej to i owo. Zresztą, sama - na końcu drugiej serii - mówiła, że robi się miękka, emocjonalna. Jak na nią. Dla mnie to ona jest tu ciekawą postacią. I razem z Owenem są interesujący.

BeeMeR - Pon 16 Mar, 2009 19:29

Cytat:
BeeMeR napisał/a:
a w dodatku obie są cudowne

ale na różne sposoby
Oczywiście - chodziło mi o to, że kreacje aktorskie sa cudowane, a nie, że chciałaby się np. Snape'a zabierać do domu ;) bo postac taka cudowana :mrgreen:
trifle - Pią 20 Mar, 2009 22:45

Obejrzałam właśnie 18. odcinek i prawie cały przepłakałam, a przynajmniej większą część.
Spoiler:
Nie wiem, czemu mnie to tak wszystko ruszyło. Człowiek bez twarzy i tych kilka lat oczekiwania na operację. Przecież to straszne, straszne! A ta starsza, ciemnoskóra pani, jedna z trojga, tak cudnie do niego mówiła.
Izzie stająca się pacjentką lekarzy, z którymi normalnie pracuje - też jakieś takie straszne :( Ja nie wiem, ale chyba dobrą rzeczą dla pacjenta z nowotworem jest to, że nie wie do końca, co się będzie działo w trakcie leczenia i raczej wierzy, że będzie dobrze, ma nadzieję. A lekarz? Zna najdrobniejsze szczegóły i możliwości komplikacji. Matko kochana :(
Bardzo mnie wzruszył widok George'a, który jak tylko usłyszał od Bailey, co się dzieje z Izzie, to po prostu uciekł. On jeden coś podejrzewał.
Gosiu, dobrze przypuszczałaś - możliwe, że to Derek będzie operował Izzie.
Heh, w sumie to był jedyny komiczny moment. Bailey wysyłająca kolejnych lekarzy - Callie, Owena - żeby pojechali do lasu, do przyczepy i ściągnęli Dereka. Tymczasem wszyscy skończyli przy stole, dołując się i pijąc piwo. Aż przyjechał szef.
Dobry odcinek, podobał mi się.

Gosia - Sob 21 Mar, 2009 01:04

To fakt, 5 sezon się teraz zrobił bardzo ciekawy i wzruszający.

spoiler!

Mnie odcinek też się podobał, ale było wiele rzeczy, ktorych nie rozumialam w szczegolach, ze wzgledu na niejakie komplikacje z ogladaniem..
W kazdym razie przypadek chlopaka byl wstrzasajacy.
Ale naprawde ruszylo mnie dopiero na koncu, gdy zobaczyłam Izzie i wszystkich, ktorzy na nią patrzyli, już wiedząc...
MerDer troche smutno. Mer w sumie mu pomaga, choc poczul się lekko podlamany po jej slowie: "Nie". Ale w kazdym razie wiadomo, że on ją wciąz kocha i od razu żałował tego co zrobił. Ciekawe czy znalazl pierscionek? ;)
Ale juz wiadomo, że na pewno zajmie się Izzie, od razu zaczal te zdjecia ogladac. ;)
Musze koniecznie to jeszcze raz obejrzec.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group