Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III
asiek - Nie 10 Cze, 2007 20:57
| Caroline napisał/a: | | istniała dla niego tylko kobieta siedząca naprzeciwko, otoczona nimbem porannego światła padającego z najbliższego okna. |
Rozmarzyłam się...
Jaka miła niespodzianka - ABT w pełnym składzie !
Dziewczyny, dzięki za wypieki.
Maryann - Pon 11 Cze, 2007 06:01
Caroline po raz drugi.
Rozdział II, cz. 30
- To nic ważnego, panie Darcy – uśmiech pani Collins był szczery, podobnie jak zaciekawienie, które rysowało się na jej twarzy. Będzie musiał uważać na swoje błąkające myśli. Nie, nie błąkające, poprawił się, jego problem był zgoła odwrotny, były skupione… całkowicie skupione na Elizabeth. Na jej twarzy, figurze, włosach, na tym, jak zniewalająco jej głos wznosił się i opadał, na delikatności jej rąk i palców zajętych robótką, nie śmiał nawet myśleć o jej oczach i tych ustach, które teraz wygięły się w odpowiedzi na jego potyczkę z Richardem – a może na jego roztargnienie? „Do diaska!” Darcy odwrócił głowę do okna. To była jego trzecia wizyta na plebanii w tym tygodniu, druga z Richardem, a nie był bliższy podjęcia decyzji niż w niedzielę. „Problem polegał na tym” stwierdził, „problem polegał na tym, że wokół było zbyt wiele osób!” Choć z ostatnich doświadczeń wynikało, że rozmowy na osobności były najeżone niebezpieczeństwami i trudnościami, jak inaczej mógł uzyskać odpowiedź, której pragnął? Ale jak miał to osiągnąć? Nie mógł polegać na kolejnym szczęśliwym zbiegu okoliczności, ani nie mógł czaić się w krzakach, żeby przyłapać ją na samotności.
- Nie może pan tak myśleć! – odpowiedź pani Collins na coś, co powiedział Fitzwilliam przerwała rozmyślania Darcy’ego nad tym dylematem. – Panna Bennet jest twarda, jak wiele młodych dam z Hertfordshire. Pamiętam, że potrafiła pójść do Meryton i z powrotem dwa razy tego samego dnia!
Spacer! Oczywiście! Jak mógł zapomnieć? Wspomnienie zaróżowionych od wiatru policzków i błyszczących oczu, gdy pospiesznie weszła do jadalni w Neherfield powróciło z niepokojącą jasnością, która przepełniła go na dłuższą chwilę. Do rzeczy! Często i w samotności spacerowała w Hertfordshire. Czy po parku Rosings też chodziła sama?
- Czy to prawda, Darcy? – Fitzwilliam zmarszczył porozumiewawczo brew wciągając go do konwersacji. – Czy panna Elizabeth Bennet jest tak wspaniałym piechurem, jak pani Collins chciałaby, żebyśmy wierzyli?
- Bez wątpienia – odpowiedział Darcy, a potem, nagle doznał olśnienia. – Mogę ręczyć za nią, jeśli chodzi o wycieczki w Hertfordshire, ale czy panna Bennet uważa Kent warte swoich wędrówek, sama musi powiedzieć.
- W takim razie, czy Kent jest dla pani kuszące, panno Bennet? – Fitzwilliam uśmiechnął się do niej – A może raczej, powinienem zapytać, Rosings Park? Musi pani zapomnieć, że jesteśmy kuzynami lady Catherine i powiedzieć prawdę!
Alison - Pon 11 Cze, 2007 09:44
No nie! Chcą zwabić dziewczynę w krzaki! Czy to ma być zachowanie godne dżentelmenów? Swoją drogą oświadczyny przy akompaniamencie ptasich treli mogłyby być romantyczne...
Ciekawe czy w Rosings są komary...
Marija - Pon 11 Cze, 2007 11:39
| Alison napisał/a: | Ciekawe czy w Rosings są komary... | To a propos czego, hm? a) akompaniamentu komarzych treli przy oświadczynach; b) Telimeny i mrówek?
1agawa - Pon 11 Cze, 2007 11:45
| Cytat: | | - W takim razie, czy Kent jest dla pani kuszące, panno Bennet? – Fitzwilliam uśmiechnął się do niej – A może raczej, powinienem zapytać, Rosings Park? Musi pani zapomnieć, że jesteśmy kuzynami lady Catherine i powiedzieć prawdę! | Jak możecie przerywać w takim miejscu?! Co odpowidziała Elżietka?
| Alison napisał/a: | No nie! Chcą zwabić dziewczynę w krzaki! Czy to ma być zachowanie godne dżentelmenów? Swoją drogą oświadczyny przy akompaniamencie ptasich treli mogłyby być romantyczne...
Ciekawe czy w Rosings są komary... |
Ostatnio nie było. Ale za to były dzikie gęsi , lisy :grin: , króliki :smile: i duuuuużo owiec (a może baranów???) Aha jeszcze widziałam sarenki (te z maślanymi smutnymi oczętami).
Biedny Darcy, będzie się musiał opędzać. To znaczy króliki zapewne uciekną, ale reszta?
Alison - Pon 11 Cze, 2007 11:57
O matko, znaczy, polować będą a nie oświadczać się! Dobrze zatem, że wszystko rozegra się pod dachem. Uwaga, to ja tłumaczę tę kluczową scenę, ciąży na mnie brzemię okropnej odpowiedzialności. Aua, nie wiem czy udźwignę
Co to kumarów, to którą Marijko ewentualność chcesz, tę wybierz. Oświadczyny wśród rojów wściekłych komarzyc, mogłoby być śmiesznie...
Marija - Pon 11 Cze, 2007 12:00
Reasumując, Darcy będzie się opędzał od baranów i królików raczej .
Wersja z ratowaniem damy serca przed atakiem wściekłych komarzyc mogłaby być....hmmm.... ....Musiałby ją oklepać tu i ówdzie ...
Maryann - Pon 11 Cze, 2007 12:19
| Marija napisał/a: | Wersja z ratowaniem damy serca przed atakiem wściekłych komarzyc mogłaby być....hmmm.... ....Musiałby ją oklepać tu i ówdzie ... |
Mógłby też sobie łatwo wytłumaczyć, dlaczego posłała go do diabła... Po prostu - wściekła komarzyca ją ujadła...
Alison - Pon 11 Cze, 2007 20:43
Właśnie...jakoś by nam to łatwiej było przełknąć, a tak... no trudno. Komary trzeba zachować na jakąś inną okazję.
Maryann - Pon 11 Cze, 2007 21:06
| Alison napisał/a: | | Komary trzeba zachować na jakąś inną okazję. |
Jak teściowa z wizytą do Pemberley zjedzie...
Maryann - Wto 12 Cze, 2007 05:51
| 1agawa napisał/a: | | Cytat: | | - W takim razie, czy Kent jest dla pani kuszące, panno Bennet? – Fitzwilliam uśmiechnął się do niej – A może raczej, powinienem zapytać, Rosings Park? Musi pani zapomnieć, że jesteśmy kuzynami lady Catherine i powiedzieć prawdę! | Jak możecie przerywać w takim miejscu?! Co odpowidziała Elżietka? |
No właśnie - co odpowiedziała ?
Caroline - fragment trzeci.
Rozdział II, cz. 31
~~~~~~~~~~&~~~~~~~~~~
Tak, wielką przyjemność sprawiały jej spacery po polach i zagajnikach Rosings Park, które stały się równie przyjemnym celem wędrówek jak w Hertfordshire. Darcy uśmiechnął się, gdy scenka z domu w Hunsford przewinęła się znów w jego pamięci. Wiedział, że poufny ton jaki przyjęła Elizabeth wobec krewnych lady Catherine był szczery i satysfakcja płynąca z pewności, że znał jej myśli, umiał odczytać ich znaczenie, była głęboka i trwała. Jej radość była nieudawana, tak więc teraz, ledwie opadła rosa, przemierzał park niecierpliwie i w podekscytowaniu na czekające go spotkanie... sam na sam. Przyspieszone bicie serca miało niewiele wspólnego z długością i szybkością kroków, wynikało tylko i wyłącznie z jego nadziei. Ten niepokorny organ opierał się wszelkim próbom opanowania go, narzucenia mu spokojniejszego rytmu i to od pierwszych chwili przebudzenia.
Przynajmniej nie zaskoczył Fletchera. Lokaj był przygotowany na poranne wezwanie, posadził go na krześle do golenia nie mówiąc nic ponad „Dzień dobry, panie Darcy”. Było to trochę niezwykłe. Spodziewał się po trosze szekspirowskich docinków, nad którymi miałby rozmyślać, ale Fletcher pracował z cichą pilnością i zostawił go fachowo przyodzianego życząc mu jedynie „Powodzenia, panie Darcy”. Było to trochę niezwykłe. Darcy jeszcze nigdy nie usłyszał takiego błogosławieństwa na pożegnanie z ust Fletchera, ale błysk żółtego koloru spomiędzy drzew przegonił ciekawość z jego myśli i skłonił jego serce do bicia w jeszcze szybszym tempie. Ściskając mocno swoją malakkową* laseczkę przyspieszył kroku, bicie serca dudniło mu w uszach tak głośno, że zastanawiał się, jak to możliwe, że nie przegania ptaków siedzących na łukowatych gałęziach nad nim.
Gdy minął zakręt ścieżki, zobaczył ją, była tam, kremowo-żółte zjawisko spacerujące w zamyśleniu między koronkowymi paprociami i dzikimi fiołkami zaściełającymi zagajnik. Darcy zwolnił czyniąc ostatnie próby uspokojenia się, zanim ona zda sobie sprawę z jego obecności, ale bez skutku. Elizabeth uniosła głowę przerywając studiowanie natury, gdy tylko zbliżył się do niej. Jej oczy, szeroko otwarte ze zdumienia, splotły się nieomylnie z jego spojrzeniem ponad dzielącą ich przestrzenią, Darcy odczuł je niczym uwolnioną strzałę, która przebijała się przez jego klatkę piersiową sięgając w głąb i zmuszając go do natychmiastowego zatrzymania się.
- Panie Darcy! – zaskoczenie i niepewność w głosie Elizabeth przedarła się do jego świadomości. Ciekawość zwyciężyła nad zdziwieniem w jej spojrzeniu, gdy szedł w jej kierunku.
- Panno Bennet. - usłyszał swoją odpowiedź, która przywróciła mu władze w ciele. Posłał jej ukłon.
- Zaczęła pani poranny spacer – spytał głosem nie tak pewnym, jak by sobie tego życzył, – czy kończy już pani swoją wędrówkę?
- Właśnie miałam zawrócić – poinformowała go, jej wzrok podążał w głąb ścieżki, którą przyszedł. – Czy pułkownik Fitzwilliam panu nie towarzyszy?
- Nie, mój kuzyn nie uważa porannego światła za przyjemne – odpowiedział pragnąc zakończyć rozmowę o Richardzie. Zmusił się, by naciskać dalej i przejąć stery konwersacji. – Jeśli zamierza pani zawrócić, panno Bennet, czy pozwoli pani, że ją odprowadzę?
Oblicze Elizabeth ponownie zdradzało niepewność.
- Byłoby mi miło – dodał cicho i wyciągnął do niej ramię. Powoli skinęła zgadzając się i wsunęła rękę pod jego ramię, Darcy ledwie powstrzymał się przed wyciągnięciem dłoni i przykryciem jej opiekuńczo. Zamiast tego zaproponował, by ruszyli w drogę powrotną.
- Idziemy?
- Tak, dziękuję, jest pan bardzo miły. – wymamrotała Elizabeth.
- To nic wielkiego – odpowiedział Darcy w roztargnieniu, skupiał całą uwagę na uspokojeniu ogłuszającego łomotu serca, ciesząc się jednocześnie każdym wrażeniem wynikającym z jej bliskości. To tylko trening, zmusił się do przyznania – nadaremnie. Szli w ciszy, przynajmniej taką miał nadzieję.
* malakka – laseczka z rattanu, od Malakki, miasta w Malezji
Ania1956 - Wto 12 Cze, 2007 07:19
Ale z tego Darciego zazdrośnik On jednak zupełnie opacznie rozumie zachowanie Lizzy. Ona oporna i zakłopotana , a on odczytuje to jako objaw zainteresowania. Tylko chyba zakochani mogą widzieć to co chcą, a nie to co sie dzieje rzeczywiście. Szkoda mi go :-(
Marija - Wto 12 Cze, 2007 07:43
Musiała wyczuć ten jego łomot serca, jeśli trzymała go pod ramię . Hehehehe ...
Maryann - Wto 12 Cze, 2007 08:50
Jeśli pod prawe - to niekoniecznie... Hehehe...
Marija - Wto 12 Cze, 2007 09:08
Nie napisane, pod które . Ale jak mu tak serce hałasowało, to zasadniczo obojętne ramię, cały musiał podrygiwać .
Maryann - Wto 12 Cze, 2007 09:19
Oj, chyba jednak ten hałas nie był taki głośny... Przecież gdyby słyszała ten łomot, to musiałaby się czegoś domyślić... A ona cały czas w błogiej nieświadomości tkwi.
MiMi - Wto 12 Cze, 2007 09:37
Piękny fragment! Rozmarzyłam się szkoda tylko, że wiem, co będzie dalej, bo pewnie byłabym przekonana, że ona go przyjmnie...
Marija - Wto 12 Cze, 2007 09:39
| Maryann napisał/a: | Oj, chyba jednak ten hałas nie był taki głośny... Przecież gdyby słyszała ten łomot, to musiałaby się czegoś domyślić... A ona cały czas w błogiej nieświadomości tkwi. | Akurat , nie z nami takie numery...
Maryann - Wto 12 Cze, 2007 09:46
| MiMi napisał/a: | | szkoda tylko, że wiem, co będzie dalej, bo pewnie byłabym przekonana, że ona go przyjmnie... |
Nie byłabyś w tym przekonaniu odosobniona...
MiMi - Wto 12 Cze, 2007 10:06
| Maryann napisał/a: | | MiMi napisał/a: | | szkoda tylko, że wiem, co będzie dalej, bo pewnie byłabym przekonana, że ona go przyjmnie... |
Nie byłabyś w tym przekonaniu odosobniona... |
Ja już chcę wiedzieć jak on przyjmnie jej krytykę... To musiał być cios w samo serce: jest przekonany, że ona go kocha, a tu okazuje się, że go nienawidzi...
Dione - Wto 12 Cze, 2007 14:38
Darcy, nie przeczę, ma trochę wygórowane mniemanie o sobie, ale jaki jest w tym słodki
A Pamelka znowu przegina, po co znowu wprowadza Lady Sylvanie Czyżby znowu chciała ja z Darsikiem swatać? Niech tylko spróbuje
Darcy biedak ze złamanym sercem wróci do Londynu i wystarczająco będzie mu słodzić panna Bingley. No, chyba że lady S. będzie się chciała mścić
Kiedy Pamelcia tak kręci, to się cieszę, że znam zakończenie
Maryann - Wto 12 Cze, 2007 14:46
| Dione napisał/a: | A Pamelka znowu przegina, po co znowu wprowadza Lady Sylvanie Czyżby znowu chciała ja z Darsikiem swatać? |
Milady już wyswatana... Ale jeszcze się pojawi (choć przelotnie). W najgorszym dla Darcy'ego momencie.
Gunia - Wto 12 Cze, 2007 18:18
Nareszcie nadrobiłam zaległości... Nie czytałam fan ficka już z tydzień, bo był najgorszy okres w szkole, ale teraz już wszystko zdane, zaliczone etc. i mogłam się zachłysnąć ogromną porcją Darsika. Dzięki, ATB.
asiek - Wto 12 Cze, 2007 18:48
| Ania1956 napisał/a: | | Tylko chyba zakochani mogą widzieć to co chcą, a nie to co sie dzieje rzeczywiście. |
Taaa...miłość fałszuje obraz świata.
Niesamowite, jak ludzie potrafią się mijać w oczekiwaniach.
Jakoś mi markotno, gdy myślę co Darcy'go czeka. :neutral:
| Gunia napisał/a: | | ... był najgorszy okres w szkole, ale teraz już wszystko zdane, zaliczone |
Guniu, GRATULACJE !
Caroline, Maryann
Mag - Wto 12 Cze, 2007 20:14
Dziękuję kochane ABT
Uważam że Pamelka niepotrzebnie urozmaica sytuację Sylvaną, wystarczyłoby to co wiemy od JA i akcja szłaby szybciej (tylko P. nie o to chodziło )
|
|
|