Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura
Trzykrotka - Nie 10 Paź, 2010 22:29
Gdyby zdradził, że widział ją na dworcu, naraziłby ja na publiczny pręgierz. Ona zostałaby zamieszana w śledztwo w sprawie czyjejś śmierci. Gdyby uznano ją za morderstwo, mogło sie to źle skończyć, bo chcąc zataić tożsamość swojego towarzysza, musiałaby kłamać, albo nie bronić sie w ogóle. Wyszłaby na a/kobietę podejrzanego prowadzenia się, b/pomocnicę mordercy, kto wie, co jeszcze. Jej reputacja byłaby zrujnowana.
John na pewno wierzył w jej niewinność co do śmierci tego obwiesia; podejrzewał jednak (każdy by podejrzewał), że na sekretny romans. Ale to nie przestępstwo, żeby o tym mówić policji.
Trzykrotka - Wto 12 Paź, 2010 14:18
Przeczytałam sobie jeszcze raz rozdział po wyjeździe Fryderyka, ten, w którym Margaret odwiedza policjant, a ona zaprzecza, że była na dworcu, kiedy Leonards szamotał się z tajemniczym mężczyzną. Policjant mówi o tym Thorntonowi, radząc się go, co robić w tej sytuacji z panną Hale.
Gaskell powiązała rewelacyjnie w jednym punkcie cały splot emocji, jaki jest pomiędzy tą parą. Ona z całej siły, choćby za cenę własnej reputacji, stawania w sądzie, śledztwa, wyjawienia, że kłamała, chce zataić udział Fryderyka. Dowiaduje się, że śledztwa nie będzie na skutek interwencji Thorntona, który przychyla się do jej słów. Margaret wie, że on wie, że ona kłamie. Czuje się zbrukana i poniżona tym, że on teraz nią pogardza. Nie wiem, cz do końca zdaje sobie sprawę z jego uczuć.
On wie, że ona była na dworcu, w ciemnościach, w objęciach nieznajomego. Wie, że kłamie. Nie wie, że ona ukrywa cudzą tajemnicę, nie ma pojęcia, że ma brata. Wyobraża to sobie tak, że porwana namiętnością do jakiegoś innego niż on sam mężczyzny, pozwoliła się przyłapać w kompromitującej sytuacji i teraz nie chce się przyznać. Postanawia ją uratować i wycisza sprawę, która i tak ma bardzo błahe podstawy do rozdmuchiwania: Leonards był chory, był awanturnikiem, nie zamordowano go, upadek tylko przyspieszył to, co było nieuniknione.
Ale już nie patrzy na Margaret jak przedtem. Nie jest już w jego oczach nieskalana, dumna i czysta jak śniegi.
Ona to wie i – nagle czuje też, że jej zależy na jego dobrej opinii. To chyba właśnie to wydarzenie wywołuje u niej wstrząs taki, jak w Lizzie przeczytanie listu Darcy'ego. Zależy jej – sama jeszcze nie uświadamia sobie, dlaczego, ale zależy.
Tutaj cała ich historia może się zacząć od nowa.
arielian - Pon 15 Lis, 2010 20:29
Gaskell pisze ze sledczy byl protegowanym johna. Poza tym John prowadzil sprawe jako sedzia. Wiedzial wiec ze swiadek wyraznie stwierdzil, ze Frederick popchnal lennoxa. Zareagowal na pijacki belkot. Czego swiadek nie wiedzial belkot to nie byly obrazy pod adresem Margareth. W tej sytuacji Frederick mogl sie zdenerwowac. Wina Margareth to raczej jej watpliwy "moral conduct". Znajdowala sie na stacji o 12 w nocy. Bez przyzwoitki w towarzystwie mlodego mezczyzny. Sam fakt ze wyszla o tej porze bez przyzwoitki byl zabojczy. Zreszta fakt ze znajdowala sie na stacji i tak wychodzi na jaw. Pani Thornton oficjalnie obwieszcza ze bedzie izolowac Fanny, by nie ulegla zgubnemu wplywowi Margareth. Ucieczka siostry Lizzy w Dumie to nic w porownaniu z tym. John jest przekonany o romansie Margareth. co gorsza podejrzewa ze Margareth moze nie do konca postepuje "maidenly". Mysli o tym ze Margareth z cala pewnoscia kochalaby goraco. Mysli ze byc moze Margareth ulegla komus niegodnemu. Ze strony jego serca nie groziloby jej zadne "falshood". Gdyby go tylko kochala. John nie ratuje reputacji Margareth on nie chce by cien padl na niego. Gdyby kobieta ktora on kochal stanela przed widmem skandalu reputacja Johna bylaby zrujnowana. On to gdzies nawet "mysli". Wyraza sie mniej wiecej tak : He might despise her but the women whom he once loved should be kept from shame. And shame it would be to clag herself to the public court or ..... to byl po prostu last faithfull act of service
Katrin - Wto 16 Lis, 2010 20:55
| arielian napisał/a: | | John nie ratuje reputacji Margareth on nie chce by cien padl na niego. Gdyby kobieta ktora on kochal stanela przed widmem skandalu reputacja Johna bylaby zrujnowana. On to gdzies nawet "mysli". |
Hm, nie jestem pewna, czy on wtedy myślał o sobie. Przede wszystkim chciał uchronić swoją ukochaną Margaret. Wątpię, żeby jego reputacja była jakoś specjalnie naderwana po procesie Margaret (do którego jednak nie doszło ). W końcu nie wszyscy wiedzieli w Milton, że John zakochał się w pannie Hale - chodziła przecież plotka, że to Fanny broniła Johna przed strajkującymi.
Aragonte - Śro 10 Sie, 2011 14:37
Odświeżam wątek, bo właśnie dotarłam mniej więcej do tego miejsca, które komentowałyście
Frederick już jest poza Anglią, Margaret dręczy się myślami, JT też, a w Milton krążą plotki, które docierają do pani Thornton.
No to czekam na starcie dwóch mocnych kobiecych osobowości
BTW co jakiś czas wzdycham z irytacją, że to Margaret, przedstawicielka "słabszej płci" ciągle jest wyznaczana do przekazywania różnych złych wieści, bo inni nie mają dość odwagi
Mimo wszystko książkowy pan Hale budzi we mnie więcej zrozumienia niż filmowy. Tam jego rozterki były zbyt enigmatyczne, a postać raczej mnie denerwowała, podobnie jak matka Margaret.
Ale Fanny jest taka sama jak zawsze
nicol81 - Śro 10 Sie, 2011 21:42
Mnie akurat matka bardziej w książce denerwuje...Ale zgadzam się, że bardzo skrótowo wątpliwości pana Hale'a są potraktowane.
Aragonte - Czw 11 Sie, 2011 18:35
Mam niedosyt po końcówce I nie o to chodzi, że brakuje mi sceny peronowej Po prostu ogółem czegoś mi w tym zakończeniu zabrakło. Może wcześniejszej autoanalizy uczuć Margaret? Wcześniej było tego sporo. Może gdyby te rozmowy biznesowe z Henrym nie były tylko wzmiankowane, ale podane wprost, to nie miałabym takiego wrażenia?
W każdym razie końcówka wydaje mi się jakaś pośpieszna, trochę mnie nie przekonuje.
Alicja - Czw 11 Sie, 2011 20:23
tak jak scena peronowa w filmie była niezłym pomysłem, tak w książce jej po prostu " nie widzę". Nie pasowałaby tam. Chociaż w zakończeniu ksiązkowym też czegoś mi brakuje. Może dlatego scenarzyści dodali coś od siebie, bo zakończenie wg pomysłu samej autorki nie gwarantowało zadowolenia widzów
Aragonte - Pią 12 Sie, 2011 22:32
Ale mnie nie brakuje w książce sceny peronowej, nie o to chodzi. Zwyczajnie jakoś za szybko się wszystko kończy, jakby autorka prześlizgnęła się już nad tematem, bo chciała zwyczajnie "mieć to z głowy" Przydałoby mi się moim zdaniem ciut wolniejsze tempo, więcej psychologii (tzn. tego, co myślała i odczuwała Margaret), ukazanie zachodzących w niej przemian inaczej niż przez statyczny obraz Małgosi wpatrzonej w morze i parę dialogów.
No i temat Milton też jakoś po łebkach w tej końcówce jest potraktowany. I nie chodzi o to, że brakuje mi jakichś romansowych napięć (prawdę mówiąc parę wcześniejszych określeń typu "dzika, oszałamiająca miłość" raczej wywoływało mój ironiczny uśmiech niż wzruszenie ), zwyczajnie tempo powieści i głębia w zakończeniu odstaje w moim odczuciu od pozostałych rozdziałów.
I ostrzegam wielbicieli kotów - jest jedna scena, tzn. dialog w XLVI rozdziale, który ciężko się czyta
BeeMeR - Wto 16 Sie, 2011 16:27
| Aragonte napisał/a: | | zwyczajnie tempo powieści i głębia w zakończeniu odstaje w moim odczuciu od pozostałych rozdziałów. | z tym się zgadzam.
Kota nie pamiętam - z jakiej to okazji było
Aragonte - Wto 16 Sie, 2011 17:22
Podczas powrotu Margaret do Helstone. To niby tylko w dialogu było streszczone, ale i tak
Od razu mi się pozytywistyczne lekturki przypomniały, taki "Antek" na ten przykład
BeeMeR - Wto 16 Sie, 2011 19:06
Antka nie pamiętam, jeno Rozalkę co ją w piecu przypiekano
Aragonte - Wto 16 Sie, 2011 19:29
| BeeMeR napisał/a: | Antka nie pamiętam, jeno Rozalkę co ją w piecu przypiekano |
Toż to właśnie w "Antku" było, brrrrr.
BeeMeR - Śro 17 Sie, 2011 13:17
*idzie sie schowac za kanape ze wstydu*
Aragonte - Śro 17 Sie, 2011 15:19
Wyłaź, ja poza tą Rozalką też mało co z "Antka" pamiętam, nie czytuję tego do poduszki
BeeMeR - Śro 17 Sie, 2011 17:23
No ja jestem pewna, że nigdy w życiu tego już nie przeczytam
Alicja - Śro 17 Sie, 2011 17:24
przez Rozalkę wystarczy mi na całe życie Antka
Anaru - Śro 17 Sie, 2011 18:16
Ja do tej pory pamiętam jak dosłownie brzmiał ustęp o Rozalce z pieca, trauma normalnie...
Admete - Śro 17 Sie, 2011 21:10
U mnie też trauma - a to wtedy kazali czytać w 5 klasie...Ale mądre...Śniło mi się to później.
Alicja - Śro 17 Sie, 2011 21:19
teraz już nie w piątej klasie? koszmarna lektura dla dzieci
Admete - Śro 17 Sie, 2011 21:20
Nie, nie ma tego w lekturach.
Deanariell - Czw 18 Sie, 2011 02:23
| Admete napisał/a: | | U mnie też trauma - a to wtedy kazali czytać w 5 klasie...Ale mądre...Śniło mi się to później. |
Jeżu Maryjo! Rozalka! Nie przypominajcie mi tego, bo to był koszmar również i dla mnie... Nawet jako dziecko nie mogłam zrozumieć i zaakceptować takiej beznadziejnej głupoty u dorosłych. Straszny był ten opis...
BeeMeR - Czw 18 Sie, 2011 09:22
Moja pierwsza trauma to była "małpa w kąpieli" potem mi się śnił wrzątek i oparzenia różnych stopni - a byłam kilkulatkiem
Rozalka "tylko"/aż dokończyła dzieła
Ania Aga - Pon 22 Sie, 2011 19:37
Mój ulubiony tekst z „Północy i Południa”
Pan Hale, pani Hale, Margaret
„-Mój wzorowy uczeń, jak Margaret go nazywa powiedział mi, że jego matka zamierza jutro złożyć wizytę pani i pannie Hale.
- Pani Thornton! – wykrzyknęła pani Hale.
- Ta matka, o której nam opowiadał? – spytała Margaret.
- Pani Thornton. Jedyna matka jaką ma, jak przypuszczam – potwierdził cicho pan Hale.”
Nie wiem, czy efekt komizmu był zamierzony, ale ja parsknęłam śmiechem!
Aragonte - Pon 22 Sie, 2011 20:50
Myslę, że był To w sumie taki stonowany komizm, tak czy siak.
|
|
|