To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - "Jeżycjada"

Tamara - Śro 26 Maj, 2010 22:54

Otóż to :? to sie od Kalamburki zaczęło :roll:
Anonymous - Śro 26 Maj, 2010 23:00

Pierwsze postaci byly realne - Musierowicz faktycznie tworzyla je opierajac sie na realiach, a one byly wierne czasom w ktorych zyly. Obecne sa wyidealizowane - od mlodych do starych calkowicie sprzeczne z rzeczywistoscia. Jakby Musierowicz chciala kreowac idealny swiat pelen wspanialych idealnych ludzi - nawet niby buntownicza Laura, czy malomowny Jozinek wpisuje sie w schemat. Mlodziez gardzi Bravo, czyta Seneke i wysoką literature, jest pelna szlachetnych idealow, nie pije coca-coli, nie szydzi z hamburgerów i McDonald's, a jesli znajdzie sie jakis zwolennik - to jest pokazany jako antywzor, a "nasi" bohaterowie go nie lubia. A takich wzorow cnot w swiecie realnym - po prostu nie ma.
Jakby autorka za wszelka cene chciala sie odciac od konumpcyjnosci i pewnego rodzaju plastykizacji, ktora cechuje nasze spoleczrenstwo kreujac wzorce - ale przez to postaci traca na wiarygodnosci.

Anonymous - Śro 26 Maj, 2010 23:00

Co bhater to kryształ to naprawdę wkurza. Gdzie postacie z krwi i kości z zaletami i wadami? Mam fenomenalnych znajomych, ale tak IDEALNYCH to raczej nie
Trzykrotka - Czw 27 Maj, 2010 00:37

lady_kasiek napisał/a:
Sprężyna całkiem mi sie podobała, ale te postacie straciły.... są tak idealne, że nierzeczywiste....

Chyba sama Musierowicz sie w tym gubi.
Nie wiem, czy dobrze, ze Jeżycjada jest właściwie Borejkjadą. Kiedy w kuchni spotyka się powiedzmy - Józinek z Laurą, ja zawsze muszę przystanąć i pomyśleć, kim oni dla siebie są i na jakim stopniu drabiny pokoleniowej stoją.
Garysia - nieznośnie dobra i wiecznie w koszuli w kratę. Kto się tak dziś ubiera, na miły Bóg?
Ignaś - dajcie spokój, postać wzięta z księżyca.
Igancy, nestor rodu - kiedyś nawet intrygujący, teraz od dawna tylko irytujący. Toż samo babcia, Mila
I tak dalej.
Chyba parcie na zapchanie nienasyconych gąb czytelniczych wymusza tworzenie taśmowe, z wymogów rynku, a nie potrzeby serca.

Anonymous - Czw 27 Maj, 2010 08:32

Trzykrotka napisał/a:
Igancy, nestor rodu - kiedyś nawet intrygujący, teraz od dawna tylko irytujący. Toż samo babcia, Mila

dokłądnie. Podpisuję się obiema rencami

Tamara - Czw 27 Maj, 2010 09:52

Zrobili się nudni , po prostu . Ale przyzwyczajenie drugą naturą , więc czytamy :mrgreen: Jeszcze Ida czasem jest do wytrzymania i najbardziej do rzeczywistości zbliżona .
Trzykrotka - Czw 27 Maj, 2010 11:39

I rodzina Żeromskich - też jest kompletnie z ucha królika. Czytałam kiedyś wydaną przez Znak korespondencję pani Musierowicz z nieżyjącym już profesorem Raszewskim (jego Krótką historię teatru polskiego dźwigała Aniela pod pachą). On dał jej kilka bezcennych wskazówek co do pisania. Między innymi chwalił za konkret i realizm (opisy tego, co stoi na półkach w sklepie, jakie bluzeczki i dżinsy nosi się w danym roku, jaka jest pogoda, modne imiona, seriale, itd) przestrzegał za to przed zbyt ozdobnym językiem bohaterów, co groziło według niego popadnięciem w manierę. Zauważył tę tendencję już w "Szóstej klepce." No i kiedy go zabrakło, pani Małgorzata stworzyła jednak Bernarda Żeromskiego. Podobnie do niego wyraża się Piotr Żeromski, a Aniela jest w ogóle jakimś bytem astralnym.
BeeMeR - Czw 27 Maj, 2010 12:09

Mnie się nawet szczerze mówiąc nie chciało czytać książek o dzieciach bohaterów początkowych tomów Jeżycjady, z którymi się polubiłam dawno, dawno, i którzy w mej pamięci są wiecznie młodzi, zadziorni, i żyją w czasach, które już nigdy nie wrócą. :)
Anonymous - Czw 27 Maj, 2010 12:19

Bernard jest dla mnie jedna z najsensowniejszych postaci - wlasnie dlatego, ze jest oryginalem. On nie wzooruje sie na kims, on po prostu taki jest. Jezyk w jego przypadku nie jest krysztalowa zaleta, a wrecz wada - wszyscy patrza na niego jak na wariata (skad ja to znam). Bernard jest pewnego rodzaju archetypem poczciwego dziwaka i w zasadzie jest dla mnie kim duzo realniejszym niz krysztalowa Gabrysia. Dodam, ze takiego Bernarda Zeromskiego w realu spotkalam, Gabrysi, Ignacego - nie.
Tamara - Czw 27 Maj, 2010 12:40

Bernarda bardzo lubię i wg. mnie jest bardziej prawdopodobny , niż Borejkowie . A ozdobnie sama się lubię wyrażać , więc to akurat nie jest takie niezwykłe :-P a Aniela jako artystka wcale nie jest zła - to są naprawdę ludzie z innej planety .
Trzykrotka - Czw 27 Maj, 2010 12:50

Wiecie, mnie nie chodzi o ozdobność Bernarda, tylko o obraz jego rodziny. Ile razy czytam o Anieli przechadzajacej się w woalu na głowie, dostaję wysypki. Ostatni fajny jej opis był w Córce Robrojka - ładnie ubrana pani z pęczkiem marchewki w ręku. Potem zmieniła sie w karykaturę Wielkiej Aktorki.
A Bernard z ostatnich dzieu też mi się wydaje karykaturą. Fajny był w Brulionie, w Imieninach. Teraz już go nie kupuję.
Gabrysi nie kupuję ani - ani odrobinę.

Trzykrotka - Czw 27 Maj, 2010 15:19

BeeMeR napisał/a:
Mnie się nawet szczerze mówiąc nie chciało czytać książek o dzieciach bohaterów początkowych tomów Jeżycjady, z którymi się polubiłam dawno, dawno, i którzy w mej pamięci są wiecznie młodzi, zadziorni, i żyją w czasach, które już nigdy nie wrócą. :)

Wśród tych nowszych książek trafiały się perłeki.
Ja sobie je dzielę tak: od Szóstej klepki do Opium w rosole/Brulionu Bebe B (w dwóch ostatnich pierwsze bohaterki były już dorosłe, ale ja chyba miałam jeszcze do nich nastoletnie podejście), dalej do Kalamburki, potem cała reszta, chyba najsłabsza.
W tym środkowym segmencie bardzo lubię Pulpecję, Nutrię i Nerwusa, Córkę Robrojka. Mam wrażenie, że przy ich pisaniu autorka miała pomysły i nie spieszyła się tak okropnie. Klimat Snu nocy letniej w Nutrii i Pięknej i bestii w Córce Robrojka uważam za genialny. Książki są osadzone w konkrecie (Natalia taszcząca się po Wielkopolsce z dwiema kapryśnymi siostrzenicami, Bella zmagająca się z remontem, brakiem kasy, frustracją ojca), a jednocześnie przepięknie poetyckie.
Jeśli będę miała nadmiar czasu, to sobie którąś powtórzę :-D
Edit: jeszcze Dziecko piątku, smutna i poważna książka o trudnej relacji dziecka z rodzicami, samotności starego człowieka - bardzo mnie zawsze poruszała. Zresztą Aurelia jest bardzo dobrze opisaną bohaterką.

BeeMeR - Czw 27 Maj, 2010 15:40

Ja pokochałam bez żadnego "ale" :serduszkate: i do tych chętnie wrócę
# 1977 Szósta klepka
# 1979 Kłamczucha
# 1981 Kwiat kalafiora
# 1981 Ida sierpniowa
# 1986 Opium w rosole

polubiłam, ale już nie aż tak, jak poprzednie:
# 1990 Brulion Bebe B.
# 1992 Noelka
# 1993 Pulpecja
# 1993 Dziecko piątku

przeczytałam następnych kilka, ale bez porywów:
# 1995 Nutria i Nerwus
# 1996 Córka Robrojka
# 1998 Imieniny
# 1999 Tygrys i Róża

i nawet nie pamiętam kto z kim :roll: więc i za kolejne się nie biorę :P

Trzykrotka - Czw 27 Maj, 2010 15:50

Z tych najnowszych fajna jest ostatnia, Sprężyna :wink:
BeeMeR - Czw 27 Maj, 2010 15:54

Jak mi wpadnie w zasięg, chętnie przeczytam :)
Anonymous - Czw 27 Maj, 2010 16:31

Aniela zawsze byla szalona i na swoj sposob, to ona kreowala styl - a nie powielala. W woalu jak najbardziej mi pasuje. Pasuje tez mi to, ze spotykajac ja gdzies przypadkowo na ulicy jest Artystka - daleka i wyniosla. Spotkalam sie z tym dosc czesto, ze osoba publiczna stwarza olbrzymi dystans (chodzi z woalem), a prywatnie po prostu chodzi w kapciach i trzyma marchewki. Duzo gorzej jest z artystkami o mentalnosci Gwiazdy, ale one zazwyczaj musza jakos zatuszowac brak talentu...
Admete - Czw 27 Maj, 2010 19:03

Z tych nowszych bardzo lubię Córkę Robrojka, Spręzyny nie czytałam.
Trzykrotka - Czw 27 Maj, 2010 19:42

Aniela jest postacią niekonsekwentnie prowadzoną i na dodatek nie osobą z krwi i kości, podobnie zresztą jak cała rodzina en masse. Scenki z ich udziałem wypadają najbardziej absurdalnie i od czapy, czy to w Imieninach, czy w Czarnej polewce. Akurat skopania tej postaci trochę żałuję, bo Kłamczuchę czytałam jako pierwszą z cyklu Jeżycjady i z tego powodu miałam dużo sympatii do Anieli.
Anonymous - Czw 27 Maj, 2010 20:36

Mnie zawsze razi to takie maloprzyszlosciowe traktowanie bohaterow pobocznych. Pojawiaja sie nowi, ktorzy pokazuja sie nam jako honorowi, fajni, empatyczni, a potem jak bohaterka ma sie w nich odkochac - sa egoistyczni, chamscy, beznadziejni. Tak spieprzyla Nerwusa i Wolfiego, dwie calkiem fajne postaci. Juz od Pyziaka zaczela - czytalam gdzies, ze to dlatego, ze zarzucali jej, ze wszyscy sa tacy mili i nie maja wielkich problemow. To Gabrysie zrobila samotna matka. Poniewaz podobno sie nie liczylo ze wzgledu na kochajacych rodzicow, zrobila z Kreski sierote, a poniewaz tez sie nie liczylo, bo Kreska miala kochajacego dziadka - osierocila Genowefe, ktora nie miala ani kochajacego ojca, ani sasiada. Dopiero w ksiazce poznala babcie. Pyziak byl calkiem fajna postacia w Kwiecie Kalafiora i zrobila z niego sukinsyna, a zeby to przyklepac - obdarowala wredna siostra.
Trzykrotka - Czw 27 Maj, 2010 20:49

Oj tak, tak! Wolfiego i Nerwusa nie mogę jej darować. Pyziak też był fajną postacią jako chłopak. Robrojek jest (z tej epoki) zbyt dobry i aseksualny...
Anonymous - Czw 27 Maj, 2010 21:01

Trzykrotka napisał/a:
Oj tak, tak! Wolfiego i Nerwusa nie mogę jej darować. Pyziak też był fajną postacią jako chłopak. Robrojek jest (z tej epoki) zbyt dobry i aseksualny...


Robrojek jest po prostu zbyt tatusiowaty. Szczegolnie z wasami. A ona stworzyla wreszcie jakichs prawdziwych facetow - takich z testosteronem zamiast mleczka, to trzeba bylo ich usunac "jakos". A Pani M ma tylko jeden sposob... :frustracja:

Trzykrotka - Czw 27 Maj, 2010 21:11

I niestety, od razu robią się z tego rozmiękłe kluchy. Drapieżny Florek o wilczym uśmiechu zmienia się w poczciwego ogrodnika, poetyczna Nutria znika z horyzontu, bo jakże to można pogodzić - uniesienia nad Rilkem ze zmienianiem pieluszek, inni niewygodni po prostu znikają, najlepiej za granicą :roll:
Anonymous - Czw 27 Maj, 2010 21:22

Małżeństwo Pulpecji to horror. Dosłownie rozmiękłe kluchy. "Ależ oczywiście Patrycjo" :roll:
Tamara - Czw 27 Maj, 2010 21:58

lady_kasiek napisał/a:
Małżeństwo Pulpecji to horror. Dosłownie rozmiękłe kluchy. "Ależ oczywiście Patrycjo" :roll:

A niby dlaczego horror :roll: ? Spróbuj żyć z kimś szalonym , nieobliczalnym i nieliczącym się z nikim i niczym oprócz własnych fantazji . To jest dopiero horror . Ja uważam , że akurat Baltona jako mąż jest idealny . Normalny człowiek w małżeństwie nie zachowuje się jak odleciany artysta i indywidualista . A Pyziak od początku miał skłonności do skakania w różne strony i jedno w nim było nieprawdopodobne- znajomość Uczty Trymalchiona :roll: Nerwus też był z lekka walnięty , a że z lekka , to wylazło to dopiero w praniu :-P

Nie lubię Kalamburki i Czarnej polewki , którą przeczytałam po łebkach . Sprężyna jest fajna .

Anonymous - Czw 27 Maj, 2010 22:05

Tmaro horror w sensie, że on jest takim pantoflarzem strasznym idelnie mdło jest. Patrycja też jest nijaka..... jakaś.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group