To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Jane Eyre (2006) cz. 2

trifle - Pon 16 Mar, 2009 16:44

Mi też sie nie wydaje, żeby sprowadzenie gości było taką zimną zagrywką - żeby zagrać na uczuciach Jane. Nie byłby taki cyniczny wobec niej chyba jednak... Goście byli zasłoną dymną. Rochester próbował jakoś sprowokować Jane do wyznania albo do jakiejś reakcji, która pozwoliłaby mu uznać, że ona jego kocha. A tymczasem Jane odbierała wszystko po swojemu i wyszło zupełnie inaczej ;)
szarlotka - Pon 16 Mar, 2009 18:45

Moim zdaniem jest tak cyniczny.
Dla mnie scena na schodach w drugim odc. to akurat przykład obrzydliwego Rochesterowego pastwienia się nad Jane. Moim zdaniem jego pytanie do Jane czy uważa, że R. jest zakochany w Blanche, ma na celu jedynie doprowadzenie jej do stanu, którego punktem kulminacyjnym jest scena oświadczyn pod drzewem – rozpaczy. Ostatecznie dlaczego miałaby uważać, że nie jest zakochany w Blanche? A odpowiedź Jane „nie wiem, co to miłość” to dla mnie po prostu oznaka irytacji i ucięcie tej rozmowy, a nie wymigiwanie się.
Czyli potwór, owszem. Sęk w tym że pociągający ;)

szarlotka - Pon 16 Mar, 2009 19:41

Trochę pokrętna logika, chyba tego nie kupuję (albo nie rozumiem intencji, ale to już chyba musiałaby nam Sandy Welch powiedzieć, co miała na myśli ;) ) Nie wydaje mi się, żeby był tak niepewny uczuć Jane – ostatecznie ma mnóstwo sygnałów. Choćby scena, kiedy pyta ją dlaczego płacze...Stary cynik ;)
Anonymous - Pon 16 Mar, 2009 20:38

szarlotka napisał/a:
Dla mnie scena na schodach w drugim odc. to akurat przykład obrzydliwego Rochesterowego pastwienia się nad Jane.

nie lubię tej sceny, staram się ją przewijać. Boli mnie autentycznie ból Jane. Bez względu na intecje, nie postąpił ładnie.

Sofijufka - Pon 16 Mar, 2009 20:47

i tu się zgadzamy!
Anonymous - Pon 16 Mar, 2009 21:24

Pocieszyć?
Ona chciała uciec, popłakać w samotnosci a to było dręczenie, ja bym traktowała to jako upokorzenie się w jego oczach, jako odkrycie kart. Odarcie z sekretów.

damamama - Pon 16 Mar, 2009 21:34

Dlaczego płacze? Przecież przed chwilą usłyszała, co towarzystwo myśli o guwernantkach a zabolało ją to, bo naprawdę się zakochała. Mało prawdopodone aby płakała nad zalotami Rochestera i Blanche. Pewności co do uczuć Jane, prędzej mógł nabrać, gdy wracała od ciotki i zaczęła mu dziękować. Chociaż minę miał raczej zdziwioną.
damamama - Pon 16 Mar, 2009 22:00

Mag13 napisał/a:
ale by przerwać tę dyskusję wybiera metodę najgorszą z możliwych - zaprasza pannę Ingram na konną przejażdżkę, co dodatkowo rani Jane.
Ale zabiera ją równocześnie sprzed oczu Jane. Ja wiem, że to głupie bo tym samym utwierdza ją w przekonaniu, że jest zakochany w pannie Ingram. Jeśli chodzi o Ingram to ciekawi mnie jak potoczyła się ich rozmowa (chyba w bibliotece), gdy w trakcie "przechadzki" odnalazła Rochestera.
nicol81 - Wto 17 Mar, 2009 14:03

Co do owego artykułu- po pierwsze, nie lubię wciągania prywatnego życia pisarzy do interpretacji ich dzieł. Po drugie, nie sądzę, że Bronte idealizuje Rochestera- widać to chociażby po karze, jaką musi odbyć, by odzyskać Jane.
Jednak myślę, że przypomnienie o ciemnej stronie Rochestera nie zaszkodzi :wink: A w tym artykule zaciekawiło mnie jedno, o czym się nie mówi- jego zachowanie wobec Blanki.

idgie_t - Wto 17 Mar, 2009 15:59

Włożyłam kij w mrowisko i milczę... Co mogę powiedzieć? Ja też lubię myśleć, że miłość szlachetnej kobiety może przemienić serce każdego łajdaka.
Ale wolę nie sprawdzać prawdziwości tego twierdzenia. :mrgreen:

Co do Blanche: ciekawy wątek - czy Rochester miał prawo ją zwodzić, "testować" używając wprowadzenia w błąd i na koniec odrzucić?
Zwykłam myśleć, że tak, ponieważ była niemiła dla Jane, głupia, pusta i stała na drodze "prawdziwej miłości" - Jane i Edwarda.
Pytanie brzmi jednak, kto ją na tej drodze postawił, bo sama tego zrobić raczej nie mogła? I czy to, że jakiegoś bohatera nie lubimy daje prawo drugiemu, lubianemu zrobić sobie z niego zabawkę. Abstrahując od uczuć Blanche , w jakim świetle ta znajomość stawia Rochestera?

idgie_t - Wto 17 Mar, 2009 16:03

nicol81 napisał/a:
Jednak myślę, że przypomnienie o ciemnej stronie Rochestera nie zaszkodzi :wink:

Nam raczej nie :lol: :lol: :lol:

Sofijufka - Wto 17 Mar, 2009 16:07

cóż - książkowy Rochester ma w sobie sporo bezwzględności...A Blanche to zimna sucz: zapatrzona w siebie egoistka o ciasnych horyzontach, bezwzględna w stosunku do ludzi zależnych i pełna pychy. Po mamci to ma! Ale.... to jednak nie dawało prawa panu R. do manipulowania nia i stawiania jej w fałszywymu położeniu. Gdyby to jeszcze robił, żeby się czegoś nauczyła, coś zrozumała - no, to bym go usprawiedliwiała. Ale on potraktował jak rzecz żywego choć mocno nieprzyjemnego człowieka....
nicol81 - Wto 17 Mar, 2009 16:20

Sofijufka napisał/a:
A Blanche to zimna sucz: zapatrzona w siebie egoistka o ciasnych horyzontach, bezwzględna w stosunku do ludzi zależnych i pełna pychy. Po mamci to ma! Ale.... to jednak nie dawało prawa panu R. do manipulowania nia i stawiania jej w fałszywymu położeniu. Gdyby to jeszcze robił, żeby się czegoś nauczyła, coś zrozumała - no, to bym go usprawiedliwiała. Ale on potraktował jak rzecz żywego choć mocno nieprzyjemnego człowieka....

No właśnie- Blanka jest taka, że mi jej średno żal, ale jednak to nie usprawiedliwia Rochestera. Pamiętajmy o kontekście historycznym- robienie kobiecie fałszywych nadziei było niehonorowe. A guwernantki była ogólnie uważana za osobę o niższej pozycji (choć zachowanie Blanki wobec Jane to chyba i tak przesadne było..)

trifle - Wto 17 Mar, 2009 17:42

A ja wyskoczę jak Filip z konopii: bardzo lubię jak w trzecim odcinku Rochester mówi do Ashtona po powrocie Jane, kiedy ten mu mówi, że jest najbardziej cyniczną osobą jaką zna: I am the most romantic person I know! :mrgreen: On tak pięknie mówi po angielsku! Cudnie się słucha.
Anonymous - Wto 17 Mar, 2009 20:09

Rochester nie byl pierwszym-lepszym-naiwnym, ani tym bardziej głupim. Doskonale wiedzial o planach pan Ingram, a mimo to nie wyprowadzil je z bledu. prowadzil gre psychologiczna, ktorej ofiara padla zarowno Jane, jaki Blanche i jej matka. Niezaleznie od ich charakteru i natury - gra odbyla sie ich kosztem i Rochester wobec wszystkich byl nie fair...
trifle - Wto 17 Mar, 2009 20:29

Filipa część druga: lubię też fragment, kiedy Rochester mówi do Jane: Sit, a siada Pilot :lol:
W ogóle próby bycia uprzejmym w wydaniu Rochestera są dobre: "Sit... if you please" :lol:

Anonymous - Wto 17 Mar, 2009 20:33

Ja kiedys wypisywalam moje ulubione momenty - jak mi wyszlo, ze zdarza sie z czestotliwoscia co kilka sekund, stwierdzilam, ze to nie ma sensu calkowicie :D
Anonymous - Wto 17 Mar, 2009 20:50

Bycie uprzejmym, a stwarzanie pozorow to dwie zupelnie inne sprawy. Jemu odpowiadala taka dwuznacznosc sytuacji w grze z Jane. Chcial, zeby byla zazdrosna i mu sie to udalo - to ze czula sie przez to niedowartosciowana to juz inna rzecz. Rochester nie byl naiwnym mlodziakiem, ktory nie wiedzial co sie dzieje - jakos w czasie pobytu Jane u ciotki nie mial problemow z "byciem nieuprzejmym". Adoracja Blanche byla mu na reke i perfidnie ja wykorzystal - jak widac, nawet rozwiazujac sytuacje, brak mu bylo cywilnej odwagi na to, aby poniesc pelna konsekwencje swoich bledow i wczesniejszych czynow - zrobil wszystko cichcem, nieoficjalnie...
Gosia - Wto 17 Mar, 2009 20:53

Jestem pewna, że gdzieś to słyszałam/czytałam, jak Rochester mówił Jane, że po to sprowadził Blankę, by rozkochać w sobie Jane. Może to w jakiejś adaptacji było? :mysle:
Chyba nie myli mi się z czymś innym...

lemurcio - Wto 17 Mar, 2009 21:02

Aine, myślałam że ty jesteś wielbicielką Rochestera, mimo wszystkich jego paskudnych wad, ładnych parę stron wcześniej tak dzielnie go broniłaś, pełną piersią! :mrgreen:

W książce jest mowa o karze, Rochester na pytania Jane wprost odpowiada, że chciał ukarać Blanche, upokorzyć jej pychę. Moim skromnym zdaniem to też z jego strony podświadoma zemsta za to jak jego wrobiono w mariaż z Berthą. Jego potraktowano wówczas jak rzecz, więc odpowiada tym samym.

lemurcio - Wto 17 Mar, 2009 21:08

Cytat:
Rochester mówił Jane, że po to sprowadził Blankę, by rozkochać w sobie Jane


nie myli ci się - to ten sam fragment w którym R mówi o ukaraniu Blanki. "Chciałem cię tak mocno rozkochać w sobie, jak sam się w tobie kochałem" Z pamięci cytuję, ale mam tę książkę we krwi od dziecka, więc chyba dobrze pamiętam. :roll:
Manipulant jeden. Ale i tak m i się podoba :ops1:

Anonymous - Wto 17 Mar, 2009 21:18

Lemurcio - dla mnie Rochester jest idealem faceta - tak w ogole, tyle ze dla mnie ideal nie jest krystalicznie czysty, a ja nie jestem slepa na jego wady. Bo kocha sie nie za cos, a pomimo czegos, czyz nie?
A ja z piesnia na ustach okadzam oltarze Rochestera pomimo manipulacji, grania na uczuciach, jego oszustw, apodyktycznosci i narzucania wlasnego zdania.

damamama - Wto 17 Mar, 2009 21:21

Ciekawa jestem, czy tak by postąpił a nawet jakby rozwiązał sytuację, gdyby Blanche faktycznie się w nim zakochała. Że tak nie było przekonał się, gdy wróżce (a w książce sam w przebraniu wróżki), kazał powiedzieć, że wcale nie jest taki bogaty jakby się wydawało. Blanche zmieniła wtedy swój stosunek do niego, ale gdyby było inaczej? Czy wtedy też by ją tak łatwo odrzucił. :mysle:
lemurcio - Wto 17 Mar, 2009 21:35

Cytat:
A ja z piesnia na ustach okadzam oltarze Rochestera


To ja dołączam do procesji :-P

Blanche to chyba niezdolna była do głębszych uczuć, ale gdyby faktycznie coś czuła do Rochestera, to miałby facet niezły z tym zgryz...trzy naraz. Mnie kilka razy w trakcie oglądania uderzyła myśl, że on był taki ślepy na urodę Sophie - w końcu była i "dark", i "handsome", czyli w jego typie. I znał ją zanim pojawiła się Jane. :roll:

trifle - Wto 17 Mar, 2009 21:40

I co z tego, że by się zakochała? Nadal pozostałaby taką zimną, wredną, wywyższającą się panną :roll: Czy ona była w ogóle zdolna do zakochania się? Mi jej nie żal, niestety, nawet jeśli Rochester postąpił z nią nie fair.


Filip III: końcówka, Jane przynosi R. tacę z wodą zamiast George'a, R. pyta, czy nie jest snem, czy jest prawdziwa, Jane opowiada, że tak, że jest niezależną kobietą, ma 20tys funtów, ale większość już rozdała. A R: no takich szczegółów to bym nie wyśnił :wink:
Zostawiłam sobie odcinki na komputerze i puszczam sobie ku rozrywce :banan_Bablu:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group