Ekranizacje - Perswazje Persuasion (2007)
Maryann - Pią 04 Maj, 2007 11:09
Z książki wynika, że zarobił na wojnie całkiem legalnie jakieś 20-25 tys. funtów. Można było z tego kapitału całkiem wygodnie żyć, ale czy można było za to kupić majątek... ??:
Bngley miał 100 tysięcy funtów po ojcu.
Anonymous - Pią 04 Maj, 2007 11:18
No a tam się kolejna wojna nie szykowała?
Może wziął kredyt i potem wysłał pocztówke z pozdrowieniami z własnej posiadłości
Mógł też mu pomóc szwagier nie mieli dzieci z żoną a lubili Anne i kapitana, ale troszkę przesadzili z tym prezentem, wydaje mi się, ze pan Elkliot nawet gdyby mógł nie sprzedałby tak łatwo domu
Maryann - Pią 04 Maj, 2007 11:21
Akcja "Perswazji" to mniej więcej rok 1814, więc raczej koniec wojny.
A kredytu to ja bym mu chyba nie dała. Zbyt niebezpieczną miał robotę...
Anetam - Pią 04 Maj, 2007 11:25
Całkowicie się z Wami zgadzam,ale czy takie zakończenie nie jest lepsze i romantyczniejsze?
W końcu kapitan tak kochał Anne,że kupił dla niej dom do którego była przecież tak bardzo przywiązana. Ja tam wolę się nie doszukiwać szczegółów :neutral:
Maryann - Pią 04 Maj, 2007 11:30
Przywiązana była bardzo, to fakt. Pamiętam, jak zastanawia się, jak jej siostra, która była panią na Kellynch Hall może tak ekscytować się zarządzaniem wynajmowaną kamienicą w Bath...
Nawiasem mówiąc, Elżbieta Elliott nie podobała mi się w żadnej z adaptacji...
Anonymous - Pią 04 Maj, 2007 11:34
Bo taka miała rolę, Ona miała wzbudzać raczej negatywne uczucia.
Ale ta z 2007 była dość stara, no może gdyby była milsza sympatyczniejsza to też by w naszych oczach wyłądniałą.
A co do ekscytacji w zarządzaniu to ona była z dumna i nie przyznałaby się do degradacji jakiejkolwiek
Marija - Pią 04 Maj, 2007 11:35
| Maryann napisał/a: | | Nawiasem mówiąc, Elżbieta Elliott nie podobała mi się w żadnej z adaptacji... | Prawidłowo, wyjątkowo nie lubię tej postaci ??: , godna córka swojego rozgarniętego inaczej ojca .
przecinek - Pią 04 Maj, 2007 11:41
Skusiłam się na obejrzenie „trylogii” ITV, mimo że oglądanie pociętego filmu to prawdziwa męczarnia, ale ciekawość była większa. Zaczęłam od „Perswazji”, bo zarówno książkę jak i wersję BBC uwielbiam. Niestety adaptacja 2007 do najlepszych nie należy. Zawiodłam się głównie na postaciach Anny i kapitana. Po Sally Hawkins nie widać tej dobroci i mądrości, którymi charakteryzuje się Anna w książce, natomiast kapitan wydaje mi się za młody i niedoświadczony, chodzi groźnie zmarszczony przez cały film, na pewno nie widać w nim tego cierpienia jak w Hindsie. Na plus i to duży plus zaliczam postacie negatywne, dużo lepsze niż w poprzedniej wersji. Zwłaszcza Elżbieta Elliot – to dopiero jest „przekwitła” piękność, widać juz pierwsze zmarszczki, ale postawa, elegancja i ogólny wygląd wciąż robią wrażenie. I do tego ten wzrok, którym chciałaby zamordować swoją siostrę, gdy z sympatią i dość gwałtownie zwraca się do niej pan Elliot z pominięciem starszej siostry. Sir Elliot – w tej wersji jest on rzeczywiście przystojnym i zadbanym mężczyzną, zarozumiałym, mimo to daje się go lubić (może to „wina” aktora, którego bardzo cenię). A młodszy pan Elliot, to juz moje odkrycie od czasów serialu „Rzym” – przystojny, wyniosły, egoistyczny, znający swoją wartość, prawdziwy drań. Ogólnie ten film wydawał mi się strasznie skracany przez producentów, tak jakby brakło im juz środków i czasu na pełną adaptację. Stąd marginalne potraktowanie pani Smith, przesunięcie w czasie wątków, pominięcie niektórych postaci. Piękna jest za to scena przy falochronie – rozmowa między kapitanem Wentworthem a kapitanem Harvilem o uczuciach. Jedyne, czego nie wybaczę twórcom, obojętnie ile razy będę oglądać ten film, to sposób w jaki przedstawiono czytanie listu kapitana – Anna biegająca po mieście, trącająca przechodniów, prawie krzycząca – zupełnie bez klasy. Zagubiono zupełnie emocje, miłość i uczucie niepewności, jakie zawiera ten list. Na dodatek Bath przedstawiono w bardzo brzydki i ponury sposób, trudno uwierzyć, że ma to być uzdrowisko. To tyle po pierwszej emisji, biorę się teraz za czytanie Waszych opinii. A później kolejny raz oglądam „Perswazje”, może ta niechęć trochę minie.
Maryann - Pią 04 Maj, 2007 12:02
| przecinek napisał/a: | | Po Sally Hawkins nie widać tej dobroci i mądrości, którymi charakteryzuje się Anna w książce, |
zwłaszcza mądrości...
| przecinek napisał/a: | | kapitan wydaje mi się za młody i niedoświadczony, chodzi groźnie zmarszczony przez cały film, na pewno nie widać w nim tego cierpienia jak w Hindsie. |
Prawda ?! :grin:
| przecinek napisał/a: | | Elżbieta Elliot – to dopiero jest „przekwitła” piękność, widać juz pierwsze zmarszczki |
Chyba nawet nie pierwsze... Przekwitła 29-letnia (podobno) piękność... ??:
| przecinek napisał/a: | | Jedyne, czego nie wybaczę twórcom, obojętnie ile razy będę oglądać ten film, to sposób w jaki przedstawiono czytanie listu kapitana – Anna biegająca po mieście, trącająca przechodniów, prawie krzycząca – zupełnie bez klasy. Zagubiono zupełnie emocje, miłość i uczucie niepewności, jakie zawiera ten list. |
AMEN
QaHa - Pią 04 Maj, 2007 12:09
| Maryann napisał/a: | | Tak a'propos, wczoraj po drugim oglądaniu nasunęło mi się pytanie: czy kapitan kupił Annie Kellynch Hall w prezencie ślubnym ? A jeśli tak, to ciekawa jestem, w jaki sposób zdołał tego dokonać ? |
obawiam się, że zakup Kellynch Hall nie wszyscy poczytaliby mu za zasługę - przecież to takie niedelikatne i upokażające dla rodziny dziewczyny - tak mi się w każdym razie wydaje, że więcej by stracił niż zyskał zakupem Kellynch
Maryann - Pią 04 Maj, 2007 12:12
| QaHa napisał/a: | | obawiam się, że zakup Kellynch Hall nie wszyscy poczytaliby mu za zasługę |
No teść i szwagierki na pewno nie... Żeby jakiś nie-Elliott się szarogęsił w ich rodowej siedzibie...
QaHa - Pią 04 Maj, 2007 13:21
| Maryann napisał/a: | | No teść i szwagierki na pewno nie... Żeby jakiś nie-Elliott się szarogęsił w ich rodowej siedzibie... |
życ by im tym szemraniem za uszami nie dali - nie znam się an tamtejszych układach towarzyskich, ale zakup takiej siedziby rodowej najpewniej ściągnąłby im na głowę całą szacowną rodzinkę w postaci zmanierowanej starszej siostry i beztroskiego tatuśka - bo niby gdzie mieliby mieszkać :neutral:
Maryann - Pią 04 Maj, 2007 13:42
Jak to gdzie ? W Bath, grzejąc się w blasku kuzynki-lady Darlymple (czy jak jej tam było)...
O ile oczywiście po spłacie wierzycieli zostałaby im kasa na wynajem...
Bo jeśli nie, to rzeczywiście: tatuś i starsza siostra w domu, młodsza siostra za miedzą... ??:
przecinek - Pią 04 Maj, 2007 13:43
Co do zakupu posiadłości - sir Elliot był w poważnych tarapatach finansowych, podobnie filmowy, pokreślam filmowy, pan Elliot, który tonął w długach i dążył do ślubu z Anną, właśnie po to aby sprzedać, jako właściciel, Kellynch Hall. Przypuszczam więc że obaj zgodzili sie na sprzedaż. Pan Elliot starszy dostał zapewne dożywotnią rentę, z zastrzeżeniem pozostania w Bath, podobnie jak Elżbieta, a Elliot młodszy - spłatę długów i tytuł baroneta.
Maryann - Pią 04 Maj, 2007 13:53
W "Perswazjach" JA jest taka cytowana wypowiedź młodszego pana Elliotta, że gdyby tytuł baroneta można było sprzedać, to pozbyłby się go bez namysłu razem z rodową siedzibą. Więc chyba nie było takiej możliwości i znowu mamy filmową licentia poetica.
Zresztą o ile pamiętam, książkowy Elliott junior wcale nie był bankrutem.
Znalazłam kiedyś w jakiejś książce informację, że właściciele większości z majątków ziemskich w Anglii nie mogli ich sprzedawać - to znaczy kiedy je odziedziczyli, to mogli z nich korzystać, eksploatować, zadłużać, ale nie mogli ich tak po prostu zamienić na gotówkę. Byli więc w pewnym sensie przywiązani do tych posiadłości niczym chłop do ziemi...
Nie jestem tylko pewna co się działo w przypadku, gdy taki "ubezwłasnowolniony" właściciel za bardzo się zadłużył. Może mógł sprzedawać np. ziemię, ale nie samą posiadłość (tzn. budynek) ? A może komornika już te zakazy nie dotyczyły ?
Muszę się zainteresować tym tematem...
asiek - Pią 04 Maj, 2007 18:17
Maryannku, ciekawy temat pruszyłaś. :grin:
Moja pierwsza myśl, po oberzeniu filmu, była taka, że Kapitan porozumiał się z siostrą i szwagrem, by odstąpili mu dzierżawę Kellynch Hall. Kupna posiadłości nie brałam pod uwagę.
| Maryann napisał/a: | | Nie jestem tylko pewna co się działo w przypadku, gdy taki "ubezwłasnowolniony" właściciel za bardzo się zadłużył. Może mógł sprzedawać np. ziemię, ale nie samą posiadłość (tzn. budynek) ? A może komornika już te zakazy nie dotyczyły ? |
Nie wiem, czy to dobry przykład /powieść czytałam daaawno temu/, ale z tego co pamiętam, to Heathcliff z Wichrowych Wzgórz wykupił za długi posiadłość Hindley'a Earnshaw. A zatem można sądzić, że komornik miał w tym zakresie wolną rękę.
Pemberley - Pią 04 Maj, 2007 20:31
| asiek napisał/a: |
Moja pierwsza myśl, po oberzeniu filmu, była taka, że Kapitan porozumiał się z siostrą i szwagrem, by odstąpili mu dzierżawę Kellynch Hall. Kupna posiadłości nie brałam pod uwagę. |
To jest rozwiazanie! Kupuje!
Ulka - Pią 04 Maj, 2007 21:23
Kupić według mojej wiedzy nie mógł. Tzn Sir Elliot nie mógł Kellynch sprzedać, ani kawalądka. Ktoś kiedyś omawiał ten temat, tylko znaleźć to teraz..
Maryann - Pią 04 Maj, 2007 22:12
| asiek napisał/a: | | Moja pierwsza myśl, po oberzeniu filmu, była taka, że Kapitan porozumiał się z siostrą i szwagrem, by odstąpili mu dzierżawę Kellynch Hall. |
I panna Elliott miałaby mieszkać w wynajmowanym domu ? Córka baroneta ?! Toż wszyscy przodkowie sir Waltera w grobach by się przewrócili...
asiek - Pią 04 Maj, 2007 23:07
| Maryann napisał/a: | | ... Toż wszyscy przodkowie sir Waltera w grobach by się przewrócili... |
Zmiana pozycji wyszłaby im tylko na dobre.
Pemberley - Sob 05 Maj, 2007 09:52
| Maryann napisał/a: | I panna Elliott miałaby mieszkać w wynajmowanym domu ? Córka baroneta ?! |
Przeciez w Bath tez wynajmowali dom, wiec to taka ujma chyba by nie byla... poza tym jako zona Fryderyka jest teraz w jego " klasie spolecznej"...
| asiek napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | ... Toż wszyscy przodkowie sir Waltera w grobach by się przewrócili... |
Zmiana pozycji wyszłaby im tylko na dobre. |
Tego nie znalam
Maryann - Sob 05 Maj, 2007 10:05
| Pemberley napisał/a: | | Maryann napisał/a: | I panna Elliott miałaby mieszkać w wynajmowanym domu ? Córka baroneta ?! |
Przeciez w Bath tez wynajmowali dom, wiec to taka ujma chyba by nie byla... poza tym jako zona Fryderyka jest teraz w jego " klasie spolecznej"... |
No niby tak... Chociaż ta przeprowadzka sir Waltera do Bath miała niejakie pozory dobrowolności i tymczasowości. No i pozostał właścicielem ziemskim i - przynajmniej teoretycznie - zawsze mógł do Kellynch Hall wrócić.
No i tak mi się skojarzyło z DiU, gdy JA wspomina, że Caroline bardzo chciała pełnić rolę pani w Netherfield, choć to była TYLKO dzierżawa, a zwłaszcza gdy pani Bennet oskarża Darcy'ego, że był niegrzeczny dla pani Long, bo się dowiedział, że przyjechała na bal wynajętym powozem.
A co do klasy społecznej to chyba tak nie do końca... Przecież Mary zawsze do znudzenia podkreślała, że ona jest przecież córką baroneta i należy jej się pierwszeństwo nawet przed teściową...
Alison - Sob 05 Maj, 2007 19:09
O matko, aleście sie naprodukowały! Woda mi we wannie wystygła chyba!
Trochę się mi niektóre naraziły, alem taka Was stęskniona, że nie będę tego rozbierać na czynniki pierwsze. Co do majątku, skoro był tak zadłużony, to czy kapitan nie mógł go kupić, wykupując długi? Przecież licytowali swego czasu różnych hulaków-właścicieli ziemskich?
Ale kij tam w oko majątkom. Gosiu, za te "of course" kapitana masz u mnie PLUS
Słuchając go niezliczoną ilość razy w słuchawkach doszlam do wniosku, że dostaję taką samą strzałę w pikawę jak słyszę to "ko:s" bo Rupert mówi to identycznie jak Tobik w scenie kominkowej, kiedy Jane mówi, że jej zimno, i on okrywa ją płaszczem. Mówi wtedy dwa razy "of course, of course" i mówi to identycznie jak Rupert rozwiązujący krawat.
A w ogóle to fajnie, że już znowu mogę sobie tu pogadać o Rupercikach i innych głupocikach
Alison - Sob 05 Maj, 2007 21:51
Przejrzałam jeszcze raz posty krytyczne. Gitko! I Ty Brutusie!!
Ale po zastanowieniu przypomnialam sobie swoje pierwsze wrażenia. Właściwie byłam tak samo jak Wy "niezachwycona". Ten film trzeba obejrzeć kilka razy, pozwolić go sobie odkryć. Rupert wydaje się taki posągowy, ale to tylko "first impression". W rzeczywistości postać z całej siły odgrywa szopkę bycia kompletnie zobojętniałym na Anne i na to co między nimi zaszło. Uważam, że Rupert to świetnie odegrał. Trzeba się uważnie przyjrzeć żeby pod bardzo skąpymi środkami wyrazu, których dla potrzeb tej roli używa, dojrzeć ten falujący ocean uczuć. To są nieznacznie grymasy ust, błyskawiczne spojrzenia, odwrócenia czy opuszczenia głowy, nieznaczne zmiany rytmu wypowiadanych zdań - to wszystko umyka przy pierwszym oglądaniu. Dlatego zachęcam te z Was, których ten film od razu i całkowicie nie odrzucił, do podjęcia dalszych prób dojrzenia dalszych planów ukrytych pod pierwszym wrażeniem, fakt, niezbyt oszałamiającym.
Kaziuta - Nie 06 Maj, 2007 01:56
Nie tam żebym sie podlizywała Mateczce bo wróciła, ale mi sie podobał od pierwszego wejrzenia tzn. film mi sie podobał.
|
|
|