Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")
Pemberley - Pon 24 Wrz, 2007 15:34
O rany, i badz tu czlowieku jeden dzien nie na forum..
Sorry, ja nie nosach. I nie sadze, zeby Jane pisala ( podobnie jak p. Potter), by sie utrzymac z pisania, lecz z czystej fascynacji piorem . To rodzina poczela pierwsze kroki w stone publikacji..
Dla mnie mezczyni nie dziela sie na slodkich drani i budzacych poczucie bezpieczenstwa nudziarzy, nie o nie. Lefroy zadnym draniem nie byl. Kropka. Wrecz przeciwnie. Porownanie do Willogbougby to duza przesada, nie kazdy doswiadczony i obyty w swiecie mezczyna jest od razu lobuzem, Henremu tego nikt nie zarzucal. Willougby planuje flirt z Marianna jako rozrywke na wakcje, a kiedy sam sie zakochuje, bo prostu ucieka..i w jego wypadku rezygnacja z milosci oznacza wybranie szybszego powozu i wiekszego domu, dla Toma utrzymanie calej rodziny..
Rozumiem, ze dla kogos p. Wisley jest osoba wzbudzajaca zaufanie, ze taki to nigdy nie zdradzi, nie namiesza w zyciorysie, bedzie wiernie stal w potrzebie etc, ale moje dowiadczenie wsrod znajomych jest takie ( zeby juz pozostac w powyzszym sterotypie,) ze kilku " cicha woda" to jednak zaszalala, a kilku drani jednak sie ustatkowalo na stare lata.... Poza tym trzeba miec duzo w sobie milosci, zeby wytrzymac to ciagle deptanie po palcach w tancu i ciagla niepewnosc w towarzystwie. Z tego sie -wbrew pozorom -raczej nie wyrasta. To jest slodkie a la Edward Ferrars, jesli stoi za tym sila moralna i wytrwalosc w przekonaniach, ale nie jesli silna mama ( czy ciocia). Pan Wisley mi sie podobal, owszem, ale jako bohater romantyczny absolutnie nie powinien sie oswiadczac " mam 2 tysiace i dostane jeszcze po ciotce". Dobrze, ze potem zrozumial, ze to oznacza byc kochanym dla pieniedzy.. Osobiscie uwazam, ze Lefroy jako mezczyzna ma duzo wiecej do zaoferowania..
A co do Toma Jonesa, to skoro Jane nasmiewa sie z Lefroya w swoich listach, ze ciagle chodzi w tym bialym plaszczu jak swoj ulubiony bohater, to chyba nie byla to taka straszna rzecz dla panienki przyznac sie, ze zna te ksiazke??
Anonymous - Pon 24 Wrz, 2007 15:53
| Pemberley napisał/a: | | A co do Toma Jonesa, to skoro Jane nasmiewa sie z Lefroya w swoich listach, ze ciagle chodzi w tym bialym plaszczu jak swoj ulubiony bohater, to chyba nie byla to taka straszna rzecz dla panienki przyznac sie, ze zna te ksiazke?? |
To zaraz, my tu rozpatrujemy prawdziwą Jane Austen, czy filmową? Bo dla mnie to dwie różne osoby, i sama zazwyczaj pisałam o tej filmowej, bo w końcu to temat o filmie .
Jeżeli chodzi o "Toma Jonesa" i prawdziwą Jane - wg tego co czytałam, to Jane znała książkę wcześniej i czytała ją, mimo że uważano, że akurat tę książkę mogą czytać tylko mężatki (i z góry mówię, że nie jest to moja opinia, prędzej już autora biografii, którą czytałam). Jane ją znała, bo ogólnie jej rodzina była, że tak powiem, bardzo intelektualna - dzieci namawiano, by dużo czytały i pisały, co szczególnie w przypadku dziewcząt było dość nietypowe. (tu też mówię od razu, że to nie moja opinia, ale wzięta z biografii, więc proszę mi nie zarzucać, że to nieprawda).
Alison - Pon 24 Wrz, 2007 15:54
Pemciu, pójdź w me ramiona, bom w przerażeniu stała i bezradności, że duch romantyczny w narodzie zamiera
Admete - Pon 24 Wrz, 2007 16:11
Ja tam nadal nie wiem, co takiego fajnego w tym całym miłosnym romantyzmie. Jak dla mnie to głównie się cierpi, ale jak powiadają cierpienie uszlachetnia, więc w zasadzie to w porządku Ja tam wolę nie cierpieć, jak nie muszę
A tak serio to ja najbardziej lubię w literaturze czy filmie romantyzm nie tyle miłosny co - nazwijmy go jakoś - ideowy. O ile całe Becoming Jane mnie tak średnio wzruszyło, to przy Amazing Grace popłakałam się starszliwie i dla mnie działania głównego bohatera są tam romantyczne własnie. Na podobnej zasadzie wolę Konrada i scenę więzienną od Gustawa i jego popłakiwania w mankiet
I podoba mi się cała ta nasza dyskusja
trifle - Pon 24 Wrz, 2007 16:24
Ręce mi opadły, bo już wczoraj zgłupiałam o czym mowa Dziś obejrzałam film drugi raz i on mi się nadal podoba. Wisley również, ale nie żebym płakała nad nim z zachwytu, on po prostu wzbudza moją sympatię i zastanawia mnie, co by było, gdyby np. Tom Lefroy się nie pojawił.. Jane miała pecha, bo chyba gdyby nie ten list Johna Warren'a (czy jak się tam zwał..) to może udałoby się zjednać wuja Lefroya. Wierzę w szczerość uczucia Lefroya, widzę, że się zmienił - co widać w tym momencie pomiędzy wyjazdem a pomysłem ucieczki, gdy jest w jednym z yyy domów rozrywki i odpycha kobietę lekkich obyczajów. ALE! Nie rozumiem, dlaczego nie czekał. Przecież w końcu się dorobił, coś osiągnął, a Jane została panną.
Trudno mi się wypowiadać o zgodności filmu z biografią, bo nie znam jej szczególnie dobrze, podpieram się wiedzą innych znanych mi osób, które się lepiej orientują i twierdzą, że ten film nie ma w sobie "prawdy historycznej". Film sam w sobie - na pewno jeszcze obejrzę.
A co do miłości i wymarzonych mężczyzn to też nie mam się co wypowiadać, bo za dużego doświadczenia nie mam, żeby nie powiedzieć "żadnego" Romantyzm i szaleńcze pomysły póki co, trochę mnie nie przekonują..
Alison - Pon 24 Wrz, 2007 16:33
| Admete napisał/a: | Ja tam nadal nie wiem, co takiego fajnego w tym całym miłosnym romantyzmie. Jak dla mnie to głównie się cierpi, ale jak powiadają cierpienie uszlachetnia, więc w zasadzie to w porządku Ja tam wolę nie cierpieć, jak nie muszę
|
Admetko, cierpienie przychodzi najczęściej potem, jak ogień juz dogasa, i jest ono naturalnym dopełnieniem romantycznej miłości. Kiedy ona trwa to jest cudownie, czujesz się jak królowa, jedyna taka na świecie, tak mocno i pięknie kochana, że wszystko ci się chce, wszystkim byś krzyczała o tym jaka jesteś szczęśliwa. Każdy dzień przynosi jakąś cudną niespodziankę wymyśloną specjalnie dla Ciebie przez ukochanego, taką, która dowodzi, że on słucha każdego Twojego słowa i zgaduje Twoje myśli i pragnienia. To uczucie jest jak narkotyk, okropnie uzależnia, dlatego kiedy to wszystko słabnie, a osłabnąć w końcu musi, człowiek tak sie dołuje i przygnębia. Ale uważam, że warto zapłacić sporą cenę za przeżycie takich chwil i potem mieć co wspominać, niż przeżyć życie spokojne i ciepłe jak kisiel, a przed śmiercią nie mieć na czym myśli uwiesić. Ot takie jest moje zdanie na temat romantycznych wzlotów i upadków. Myślę, że Ikar nie żałował, że spadł (może nie zdążył ) bo dane mu bylo polecieć i spełnić swoje marzenie. Ja taką miłość przeżyłam, potem dostałam siermiężnie w tyłek. A mimo to, nie żałuję! Było warto.
Admete - Pon 24 Wrz, 2007 16:36
Alison bo Ty jesteś jak moja ta moja przyjaciółka, ja to wszystko wiem od niej i dalej niet. Jestem w takich rzeczach racjonalna do bólu. Wspominać przed smiercią wolałabym coś innego. Szczesliwa rodzinę, właściwe wybory życiowe.
Anonymous - Pon 24 Wrz, 2007 16:43
W momencie kiedy mówimy li i jedynie o filmie - to nie ma w zasadzie po co dyskutować o tym czy jane mogła czytac Toma jonesa czy nie, czy Tom mógł uprawiać boks, czy nie.
Ja z góry założyłam, że jest to pięknie sfilmowana historia miłosna będaca jedną z hipotez przygód miłosnych Jane. W żadnym wypadku nie uważam tego za film biograficzny.
W momencie gdy porównujemy jednak film do realiów życia w czasach JA, kiedy porównujemy fabułę do faktów z jej zycia - sory winetu, ale tutaj nie można nie mówić o czasach w których żyła i - bądźmy szczerzy - nie można nie krytykować. Aczkolwiek niekoniecznie to, o czym tutaj czytam
Anonymous - Pon 24 Wrz, 2007 17:02
| Admete napisał/a: | | Alison bo Ty jesteś jak moja ta moja przyjaciółka, ja to wszystko wiem od niej i dalej niet. Jestem w takich rzeczach racjonalna do bólu. Wspominać przed smiercią wolałabym coś innego. Szczesliwa rodzinę, właściwe wybory życiowe. |
Hmm. Czuję jak Admete, chciałabym jak Matula. Moim problemem jest to, że ja sie po prostu nie zakochuje, a raczej - sporadycznie. Zawsze twierdziłam, że w moim sercu i duszy jest miłosna lodówka. W ej dziedzinie wszystko analizuję na zimno, racjonalnie. Mogę mówić o przyjaźni, fascynacji, ale nie o miłości.
Tylko mnie nie jest z tym dobrze.
Alison - Pon 24 Wrz, 2007 17:50
Wszystkie nasze reakcje mają pewnie jakieś psychologiczne uzasadnienie i zakorzenione są w naszym dzieciństwie. Zamknięcie i otwarcie na miłość, słodkie szaleństwo, strach przed konsekwencjami, takie racjonalne przewidywanie co by było gdyby, więc może lepiej nie. Każdy jest kowalem swego losu i tak też jest dobrze. Nie wszyscy potrafią się zebrać po takim obudzeniu z reką w nocniku i nie wszyscy nie dają się zalać żółci i goryczy po czyms takim. Za dużo by po świecie okaleczonych ludzi się szwendało.
Wracając jednak tym torem do filmu, to zważcie, że zarówno Jane, jak i Tom pochodzili z małżeństw gdzie rodzice pobrali się z miłości, oboje mieli sporo kochającego się rodzeństwa, oboje pochodzili z harmonijnych, choć ubogich rodzin. Oboje dali się porwać miłości i oboje z niej zrezygnowali zważając na jej konsekwencje. Rzekłabym, że Tom był tu bardziej romantyczny niż Jane, bo to on najpierw odstąpił myśląc o tym, co winien jest rodzinie, potem jednak miłość zwyciężyła, ale jednak Jane postawiła go z powrotem na ziemi. Ja jako ja i ja jako widz, żałuję, że nie dane im było zasmakować jakby im było razem. Pewnie skończyliby jak rodzice Fanny Price, ale nie zna życia kto nie przeżył szalonej, spełnionej miłości, to znaczy chciałam powiedzieć, kto nie służył w marynarce
Anonymous - Pon 24 Wrz, 2007 17:55
| trifle napisał/a: | Ręce mi opadły, bo już wczoraj zgłupiałam o czym mowa |
Nie Ty jedna . Bo zaczęło się chyba ode mnie, gdyż napisałam, że głównym elementem romantyzmu w filmach nie musi być piękny bohater i światło księżyca, i to, że ja wolę siedzącego w pokoju brzydala, nie znaczy, że nie jestem romantyczna. Zeszło na to, czy lepsza jest miłość szalona czy spokojna. Później zeszło na nie-wiadomo-co, gdzie jedne pisały o Jane filmowej, drugie o Jane prawdziwej, i w zasadzie się zagubiłam i chyba oficjalnie kończę tu pisać, bo ani nie rozumiem, ani nie jestem rozumiana .
asiek - Pon 24 Wrz, 2007 17:59
| Admete napisał/a: | | ... Ja tam wolę nie cierpieć, jak nie muszę |
Słusznie.
A ci co powiadają, że cierpienie uszlachetnia, to ja bym z rozkoszą ...po kolankach i niech szlachetnie cierpią.
| Pemberley napisał/a: | | Osobiscie uwazam, ze Lefroy jako mezczyzna ma duzo wiecej do zaoferowania.. |
W ostatecznym rozrachunku jednak niczego nie zoferował. Wprawdzie Jane powiedziała nie, ale same wiemy, że to nie szybko zamieniłoby się w tak, gdyby Lefroy podjął próbę usamodzielnienia się i ponownie zaczął ubiegać się o rękę Jane. A w zasadzie "ponownie", to złe określenie, bo w istocie, to Jane wyszła z taką inicjatywą i to ona naciskała w sprawie małżeństwa. Lefroy pozwolił się jedynie prowadzić za rączkę.
Anonymous - Pon 24 Wrz, 2007 18:00
| Alison napisał/a: | Rzekłabym, że Tom był tu bardziej romantyczny niż Jane, bo to on najpierw odstąpił myśląc o tym, co winien jest rodzinie, potem jednak miłość zwyciężyła, ale jednak Jane postawiła go z powrotem na ziemi. Ja jako ja i ja jako widz, żałuję, że nie dane im było zasmakować jakby im było razem. Pewnie skończyliby jak rodzice Fanny Price, ale nie zna życia kto nie przeżył szalonej, spełnionej miłości, to znaczy chciałam powiedzieć, kto nie służył w marynarce |
Amen Matulu.
Anonymous - Pon 24 Wrz, 2007 18:01
| asiek napisał/a: | | W ostatecznym rozrachunku jednak niczego nie zoferował. Wprawdzie Jane powiedziała nie, ale same wiemy, że to nie szybko zamieniłoby się w tak, gdyby Lefroy podjął próbę usamodzielnienia się i ponownie zaczął ubiegać się o rękę Jane. A w zasadzie "ponownie", to złe określenie, bo w istocie, to Jane wyszła z taką inicjatywą i to ona naciskała w sprawie małżeństwa. Lefroy pozwolił się jedynie prowadzić za rączkę. |
Asku - pogubiłam sie. Możesz wyjaśnic?
Loana - Pon 24 Wrz, 2007 18:02
| Aine napisał/a: | | Przez cały okres studiów poświęcał sie dla rodziny. Brat Jane naprawde furdał pieniedzmi, Tom udawał, że to robi |
Taaaaak? Jakos nie zauwazylam, zeby Tom az tak udawal. Tzn moze nie gral hazardowo, ale to jedyna rzecz, ktora ich roznila. Pil, romansowal z paniusiami i szalal tak jak Henry. Znal przeciez wszystkie londynskie miejsca uciech, watpie, zeby tylko o nich slyszal -_-'.
| asiek napisał/a: | | Nie da się bowiem ukryć, że w domu uciech wszelkich był dobrze znany,a nocka z kurtyzaną nie była dla niego niczym nadzwyczajnym. Plusik dla Toma, że przy takim trybie życia potrafił jeszcze zaoszczędzić. Chyba korzystał z częstych promocji. |
No wlasnie to jest zastanawiajace, jakim cudem korzystajac z przyjemnosci zycia w londynie mial okazje jeszcze oszczedzac? Albo ile on oszczedzal? Zapewne zycie w londynie bylo o wiele drozsze niz na wsi, wiec do domu posylal pewnie mniej niz polowe kasy, a oni i tak sie cieszyli, ze tak duzo dostali.
| asiek napisał/a: | | Lefroy, to nie facet na całe życie. Zreszta dał temu dowód - szybko zrezygnował z Jane.Wprawdzie przekonywał , że umie zarabiać pieniądze, jednak nie skupił wszystkich sił na pracy, by zdobyć niezależność, i nie próbował ponownie pozyskać Jane? |
No wlasnie, dalej nie moge tego zrozumiec??? Czemu on sie nie wzial, nie skonczyl studiow, nie zaczal sie wybijac, a potem nie wrocil po Jane? Jesli narzeczony Kassandry mogl najpierw starac sie o kase, a dopiero potem zenic, to czemu Tom nie mogl? Cos mu stalo na przeszkodzie??? W ogole nie przemawia do mnie jego milosc, jesli tak latwo potrafil ja poswiecic. Zgadzam sie z Alison, ze rozbudzil literacko Jane, przy okazji troche przycierajac jej nosa. Ale tylko tyle, nic wiecej dla "ukochanej" nie zrobil, tylko troche pocierpial przy spotkaniu po latach -_-'. Zalosne i tyle.
| Trifle napisał/a: | | Wierzę w szczerość uczucia Lefroya, widzę, że się zmienił - co widać w tym momencie pomiędzy wyjazdem a pomysłem ucieczki, gdy jest w jednym z yyy domów rozrywki i odpycha kobietę lekkich obyczajów |
A co on tam robil??? Szczerze kochal Jane i na pocieszenie poszedl do domu uciech? I co, moze mial tam zamiar sie wyplakac jakiejs pani w rekaw? Poszedl tam, bo chcial sie "pocieszyc" i tyle. I wcale nie zauwazylam, ze on odrzuca ta panienke, przyjal wino i wypil, a ze wygladal jakby mial dosc swiata, to go pani zostawila w spokoju. Co prawda w koncu zmienil postanowienie i doszedl do wniosku, ze naprawde kocha Jane, ale po drodze zdazyl sie jeszcze zareczyc!?!? nie ma co, nie zasypial gruszek w popiele, szybki gosciu...
| Aine napisał/a: | | Tylko mnie nie jest z tym dobrze. |
Aine, ja mam podobnie, ale nie czuje sie z tym zle. Powiedzialam sobie, ze sie zakocham i zakochalam sie w swoim mezu. I jest okej . A ze lodowka troche ze mnie, no coz, bywa, nie kazdy musi zakochiwac sie slepo i bezmyslnie . Troche rozumu w zyciu nie zaszkodzi, przynajmniej mam szanse na dlugie i przyjemne zestarzenie sie przy wybranym swiadomie partnerze. I przy okazji kochanym, bo co tak naprawde znaczy to slowo? A co do romantycznego zachowania - nic nie stoi na przeszkodzie raz na jakis czas wprowadzic troche romantyzmu do zwiazku samemu albo poprosic polowke o to . I wilk syty i owca cala .
Alison - Pon 24 Wrz, 2007 18:04
| asiek napisał/a: | | W ostatecznym rozrachunku jednak niczego nie zoferował. |
Boże! Miłość zaoferował, MIŁOŚĆ a nie dwa tysiące rocznie i majątek po cioci
A poza tym pozostając juz tylko przy filmie, to dzięki niemu powstało "First impression" (pod którego wpływem najwyraźniej pozostałyście na wieki ) zwane "Dumą i uprzedzeniem", dzięki któremu Jane została sławną pisarką, tak jak zawsze marzyła.
asiek - Pon 24 Wrz, 2007 18:05
| Nimloth napisał/a: | | ..."Dumę" dostała 110 funtów, zaś za "Rozważną" - 150. Pieniądze za "DiU" dostała po 12 miesiącach, zaś za "RiR" dopiero, gdy przyszły zyski z wydania - czyli w 1813 roku miała 260 funtów.... |
Nimloth bardzo dziękuję za info.
Alison - Pon 24 Wrz, 2007 18:09
| Loana napisał/a: | A ze lodowka troche ze mnie, no coz, bywa, nie kazdy musi zakochiwac sie slepo i bezmyslnie . |
To o mnie?
Widzę, że żadna ze stron nie da sie przekonać tej drugiej, jesteście w stosunku do Tomcia bezkompromisowe, ale cieszy mnie, że temacik az paruje od postów. To mi się podoba!
Loana - Pon 24 Wrz, 2007 18:21
| Alison napisał/a: | | To o mnie? |
?_?
hehe, uderz w stol,a nozyce sie odezwa akurat nie mialam na mysli Alison, tylko taka jedna moja kolezanke co nie zmienia faktu, ze dla niektorych taka szalencza milosc jest bardzo wazna w zyciu - a dla innych nie. I fajnie jest, ze mozemy sobie podyskutowac o tym . Ja mysle, ze kazdy w zyciu potrzebuje troche szalenstwa i niepewnosci - mi akurat dziecinstwo dostarczylo takiej rozrywki, wiec w dojrzalym zyciu szukam czegos odwrotnego. A poniewaz wiekszosc ludzi ma zwykle nudne dziecinstwo, to sobie odbija w zyciu uczuciowym - i dzieki nim powstaja pozniej takie fajne romantyczne filmy, ktore ja moge sobie ogladac i wzruszac sie na nich. Ze akurat BJ bardziej mnie smieszylo niz wzruszalo, to inna kwestia .
Anonymous - Pon 24 Wrz, 2007 18:26
| Loana napisał/a: | | No wlasnie to jest zastanawiajace, jakim cudem korzystajac z przyjemnosci zycia w londynie mial okazje jeszcze oszczedzac? Albo ile on oszczedzal? Zapewne zycie w londynie bylo o wiele drozsze niz na wsi, wiec do domu posylal pewnie mniej niz polowe kasy, a oni i tak sie cieszyli, ze tak duzo dostali. |
Nie zapominajmy, ze nie oddawał rodzinie całosci, po drugie - walki. Moim zdaniem to było główne źródło jego dochodów. Niby dla sportu, w rzeczywistosci - dla kasy.
| Cytat: | | No wlasnie, dalej nie moge tego zrozumiec??? Czemu on sie nie wzial, nie skonczyl studiow, nie zaczal sie wybijac, a potem nie wrocil po Jane? Jesli narzeczony Kassandry mogl najpierw starac sie o kase, a dopiero potem zenic, to czemu Tom nie mogl? Cos mu stalo na przeszkodzie??? |
Rodzina. Bez poparcia wuja - nie mógł niczego zdziałać w swoim zawodzie. W sumie - tak teoretyzując - gdyby oboje wyjechali wówczas do Stanów Zjednoczonych, jako prawnik miałby czystą kartę, nie potrzebowałby protekcji. W tym czasie potrzebowano w Ameryce zdolnych prawników. Może nawet na to i zdecydowałby sie - gdyby Jane nie zrezygnowała. Teoretyzujac - mozna mu zarzucic, że nie starał sie zdobyć kasy na przyszłe życie, ale może i jego duma została w jakimś stopniu zraniona? Zaczynac od zera można z kimś - chociazby dla wsparcia. I tutaj mając u boku ukochaną kobietę miałby motywację. Moim zdaniem po prostu sie poddał. Uległ woli wuja, pewnie dalej wspierał rodzine. Gorzkie to ciepełko musiało być.
Alison - Pon 24 Wrz, 2007 18:43
| Loana napisał/a: | | Alison napisał/a: | | To o mnie? |
?_?
hehe, uderz w stol,a nozyce sie odezwa akurat nie mialam na mysli Alison, tylko taka jedna moja kolezanke |
To pytanie było szansą, której niestety nie wykorzystałaś....
Nieważne, wracając do tematyki austenowej. Chciałabym przypomnieć kapitana Wentwortha, który jako marynarz-singiel mógł do czegoś dojść i ponowić podchody do Anne, a jednak nie zrobił tego, mając ją przed nosem, na tacy niemal, tylko najspokojniej w świecie umizgał się na jej oczach do innej. Jakoś tam ta jego niestałość Was nie raziła, bo koniec był inny. Przypomnijcie sobie co on wtedy mówił o zranionej dumie, jak trudno mu było to przełamać. Kto nam zaręczy, że nie bywał w odwiedzanych portach w "różnych" miejscach? Jestem prawie pewna, że bywał. A gdyby tam po drodze trafiła się jakaś ładna, bogata gubernatorówna, kto wie czy nie byłaby lekiem, który miałby wyleczyć go z tej miłości. Może się po prostu nie trafiła? Oczywiście wolę wierzyć, że był wierny i kochał całe 7 lat równiusieńko
asiek - Pon 24 Wrz, 2007 18:55
| AineNiRigani napisał/a: | | asiek napisał/a: | | W ostatecznym rozrachunku jednak niczego nie zoferował. Wprawdzie Jane powiedziała nie, ale same wiemy, że to nie szybko zamieniłoby się w tak, gdyby Lefroy podjął próbę usamodzielnienia się i ponownie zaczął ubiegać się o rękę Jane. A w zasadzie "ponownie", to złe określenie, bo w istocie, to Jane wyszła z taką inicjatywą i to ona naciskała w sprawie małżeństwa. Lefroy pozwolił się jedynie prowadzić za rączkę. |
Asku - pogubiłam sie. Możesz wyjaśnic? |
Już wyjaśniam.
Jane jako pierwsza wyznała swe uczucia, zainicjowała pocałunek. Tom był zupełnie zaskoczony sytuacją. Owszem mówi, że kocha, ale mówi też "nie mogę się oświadczyć". Jane jednak naciska. Podczas wizyty u wuja Toma, to Jane pyta się, czy może mieć nadzieję na ich wspólne życie...nie Tom. Po nieszczęsnej rozmowie z sędzią, to Jane próbuje ratować ich związek...usiłuje obmyślić jakiś plan na przyszłość, ale Tom rezygnuje. Zaręcza się z inną, odwiedza dom uciech. Dopiero na wieść, że Jane przujmuje oświadczyny innego biegnie do niej i proponuje infantylne wyjście z sytuacji - ucieczkę. Co stało na przeszkodzie, aby się oświadczyć i wyjaśnić, że ślub odbędzie się dużo później, gdy skończy naukę i zacznie pracować jako prawnik ? Przecież Cassandra i jej narzeczony również odłożyli ślub, do czasu usamodzielnienia się Fowle'a.
Kiedy Jane uzmysławia sobie, a potem Tomowi, że ucieczka, to poważny błąd, Tom nie ma nic do zaoferowania. Nie mówi poczekajmy, aż moja sytuacja się zmieni, nie rozstawajmy się ... Jestem przekonana, że Jane poszłaby na to, tak jak każda z nas ...jak sądzę.
asiek - Pon 24 Wrz, 2007 19:05
| Alison napisał/a: | | Chciałabym przypomnieć kapitana Wentwortha, ... był wierny i kochał całe 7 lat równiusieńko |
OCZYWIŚCIE ! ...Nigdy nie wątpiłam w Wentwortha 2007.
Co do Wentwortha 1995 ... niestety są pewne podejrzenia, że prowadzał sie z pewną guwernantką o imieniu Jane.
Aragonte - Pon 24 Wrz, 2007 19:08
| Alison napisał/a: | | Właśnie sprawdziłam w biografii, że dzieciorków spłodził aż dziewięcioro, a ożenił się ze swoja przyjaciółką z dzieciństwa. W biografii ponoc przyznał się do zadurzenia w Jane, ale okreslił to jako szczeniacką miłość. Czemu nie wybrali do tej historii tego tajemniczego gentelana, w którym Jane podobno zakochała się na zabój, ale który krótko po tym jak się poznali zginął? To by dopiero był melodramat :wink: |
Oj, też mi to chodziło po głowie, kiedy oglądałam BJ... Dlaczego właśnie Lefroy?
Film uważam za bardzo ładny, ale tylko ładny, nie poruszył mnie specjalnie. I w sumie to żaden z panów nie wzbudził we mnie żadnych większych emocji, niestety...
Matulu, chyba skazana jestem na ten kisielek, niestety, czasy rycerzy dawno minęły
Loana - Pon 24 Wrz, 2007 19:13
| Alison napisał/a: | To pytanie było szansą, której niestety nie wykorzystałaś.... [...]
Oczywiście wolę wierzyć, że był wierny i kochał całe 7 lat równiusieńko |
Szansa na co? Wypowiadac moge sie tylko o osobach, ktorych sytuacje chociaz pobieznie znam, stad moje zaprzeczenie, ze nie Ciebie mialam na mysli . Chociaz tak szczerze, dla mnie milosc danej osoby moze byc slepa i bezmyslna, ale to nie mnie sie tyczy, wiec nie moge do konca tego oceniac. Wybaczcie wiec, jak mi sie czasem cos wyrwie, lubie sobie pomarudzic co jakis czas, ze swiat pelen jest szalencow i narwancow i nikomu juz nie mozna wierzyc ;P.
Co do dalszej czesci cytatu - miloby uwierzyc w takie cos i dzieki Jane za to, ze nie pisala, co sie w miedzyczasie dzialo z kapitanem, bo daje nam szanse na wiare .
Aha, zeby nie bylo, Tom w filmie calkiem mi sie podobal, to taki wesoly mlody czlowiek, umiejacy korzystac z zycia . A przy okazji nie pozbawiony dozy rozsadku oraz umiejetnosci obserwacji. I calkiem przystojny . Dlatego szkoda, ze tak dziwnie wszystko mu sie ulozylo. Zgadzam sie z pogladem, ze odrzucenie go przez Jane moglo zranic jego dume. Co prawda troche gosciu jest niekonsekwentny, tzn jak on odrzucil, to musiala mu przebaczyc, a jak ona z tego samego powodu go odrzuca, to juz nie jest okej, ale dobra, w koncu to facet .
A co do Wisleya - to byl dobry material na meza .
|
|
|