Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III
asiek - Śro 30 Maj, 2007 19:52
| Alison napisał/a: | | Elizabeth nie wdzięczyła się, ....Nie, jej urok, bezpośreniość były tak wyraźne, że mężczyzna szybko mógł je docenić swoim umysłem, tak samo jak zmysłami. A Richard, niech go licho porwie, docenił je już wystarczająco! |
Yes, ! Wreszcie błękitna krew Darce'go została zasilona dawką testosteronu. :razz:
Ali, dzięki za smakowity deser
Balbina - Czw 31 Maj, 2007 12:35
Nie będzie dzisiaj fragmenta z ukochanym Darsikiem
Dione - Czw 31 Maj, 2007 14:51
Czemu nie będzie???
Alison - Czw 31 Maj, 2007 16:19
Sorki dziewczynki, ale z tych nerw wylecialo mi z głowy.
Rozdz. II, cz. 19
- Często mówię młodym damom, że nie osiągną biegłości w muzyce, jeśli nie będą wytrwale ćwiczyć - dostojnie poinformowała swoich słuchaczy lady Catherine, wyraźnie zwracając się do Elizabeth, napięta cisza w pokoju jedynie zachęciła jej wysokość do kontynuowania wypowiedzi - Już kilka razy mówiłam pannie Bennet, że nigdy nie będzie grała naprawdę dobrze, jeśli nie będzie więcej ćwiczyła.
Wzrok Darcy'ego popłynął ku Elizabeth, który był przekonany, że cokolwiek zostanie jeszcze powiedziane będzie równie natrętne, jeśli nie obraźliwe. Jak ona to zniesie? Jak odpowie?
- I chociaż pani Collins nie ma instrumentu, już wiele razy jej mówiłam, że będzie mile widziana przychodząc codziennie do Rosings, żeby grać na pianoforte w pokoju pani Jenkinson. Wiesz, nikomu nie byłaby zawadą, w tej części domu.
Wstyd za to jaką ciotka okazała niegrzeczność i złe zachowanie tak upokorzyło Darcy'ego, że reakcja Elizabeth zniknęła pod jego własnym zażenowaniem. Niezdolny spojrzeć na nią w obliczu słów ciotki, prawie zerwał się z miejsca na kanapie i podszedł do wielkiego okna, z którego rozpościerał się widok na podjazd. Cóż za niewłaściwe zachowanie! Takie zlekceważenie tego co należało się podwładnym i gościom! Mocno zaciskał szczęki. I żeby tak odezwać się do Elizabeth... Dlaczego nigdy wcześniej nie zauważył takich skłonności? Głosy, przyciszone lecz ożywione, wyraźnie doszły jego uszu, odwrócił się z powrotem w stronę pokoju, żeby zobaczyć, że Richard stojąc podaje ramię delikatnie rozbawionej Elizabeth. Dobrze zatem, okazało się, że ona przynajmniej, zachowała się jak prawdziwa dama i nie pozwoliła dotknąć się niegrzecznemu zachowaniu lady Catherine. Ani, jak się wydawało, nie zraziła jej krytyka gospodyni, dlatego, że Richard nawet teraz prowadził ją do wspaniałego, choć nieużywanego pianoforte, które stało paradnie w kącie salonu. Ona miała zagrać! Poruszony swoim odkryciem, Darcy, nie ufając sobie, podszedł tylko do miejsca gdzie stała kanapa i ponownie zajął na niej miejsce. Obserwował dokładnie jak Elizabeth kładzie palce na klawiszach z kości słoniowej, jak jej rzęsy rzucają cień na policzki, a pierś delikatnie unosi się, kiedy nabierała tchu do zaśpiewania piosenki, ponownie odczuwał to jako przyjemność. Ale, niestety krótkotrwałą, gdyż po wysłuchaniu nie więcej niż połowy tego co miała do zaoferowania Elizabeth, lady Catherine powróciła do rozmowy o wszystkim, co odnosiło się do jego ostatniej działalności i dobrobytu Pemberley. Odpowiadał jej wymijająco, jego odpowiedzi były lapidarne, i ostentacyjnie spoglądał w stronę grającej; ale lady Catherine nie dawała się pohamować. Jeśli ona nie zaprzestanie, myślał z rosnącym rozdrażnieniem, on straci całą piosenkę panny Elizabeth, a tego, jak twierdził, nie mógłby sobie darować!
- Musi mi pani wybaczyć, madam - Darcy wstał gwałtownie, przerywając jej wysokości wpół zdania, z rozwagą odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę pary siedzącej przy pianoforte. Po chwili, niemal zatrzymał się na środku pokoju, ale nie mógł już nic innego zrobić, jak dołączyć do tych dwojga. Podchodząc do instrumentu, spokojnie przyjął pozycję, która pozwalała mu mieć najlepszy widok na swoją piękną dręczycielkę i poddać się rozkoszy słuchania jej występu.
- Chciał mnie pan przestraszyć, panie Darcy, przechodząc przez cały pokój żeby mnie posłuchać? - oczy Elizabet spojrzały wyzywająco spod uniesionych łukowato brwi - ale mnie to nie przeraża, mimo, iż pańska siostra gra tak dobrze. Jestem tak przekorna, że nigdy nie przestraszam się na czyjeś życzenie. Moja odwaga rośnie z każdą próbą nastraszenia mnie.
Rozpoznając jej ton z ich dawnych pojedynków słownych, Darcy uśmiechnął się, lecz nie wahał się spotkać się z nią en garde uzbrojony w ripostę i własne ciosy.
- Nie powiem, że jest pani w błędzie, bo pani tak naprawdę wcale nie wierzy w to, że znajduję rozrywkę w wywoływaniu u pani strachu. - uśmiechnął się szerzej, kiedy ona ściągnęła usta na jego odpowiedź - Mam przyjemność znać panią wystarczająco długo, by wiedzieć, że znajduje pani wspaniałą rozrywkę wygłaszając okazjonalnie opinie, które w rzeczywistości, nie są pani własnymi.
Radość z jej śmiechu wywołanego jego docinkiem całkowicie wynagrodziła mu dyskomfort tego wieczoru.
- Ładną opinię o mnie przedstawia panu pański kuzyn - Elizabeth zwróciła się do Fitzwilliam'a - i uczy pana nie wierzyć w ani jedno moje słowo - Richard potrząsnął głową, natychmiast zaprzeczając i razem z nią podniósł wzrok na kuzyna - Mam doprawdy szczególnego pecha, spotykając osobę, tak świetnie znającą mój prawdziwy charakter, i to w tej części świata, gdzie miałam nadzieję zdobyć dla siebie jakąś odrobinę zaufania - kontynuowała - Doprawdy, panie Darcy, to bardzo niewdzięczne z pana strony wspominać o wszystkich moich wadach, jakie pan poznał w Hetfordshire...i, niech mi to będzie wolno powiedzieć, także bardzo niepolitycznie, bo prowokuje mnie to do odwzajemnienia się, a mogą wyjść na jaw rzeczy, które zszokują pańskich krewnych.
Salwa śmiechu Richarda powitała jej stwierdzenie, ale Darcy nie wycofał się. To było zbyt słodkie!
- Nie boję się pani - powiedział, uśmiechając się do niej.
- Proszę pozwolić mi usłyszeć, o co go pani oskarża - krzyknął jego kuzyn - chciałbym wiedzieć, jak on zachowuje się między obcymi.
- Zatem pan usłyszy - zręcznie przyjęła jego kontrwyzwanie - ale proszę się przygotować na coś naprawdę okropnego. Za pierwszym razem kiedy go zobaczyłam w Hertfordshire, a musi pan wiedzieć, że było to na balu...więc na tym właśnie balu, jak pan myśli co robił? Zatańczył tylko cztery tańce! Przykro mi sprawiać panu ból, ale tak właśnie było. Tańczył tylko cztery razy, choć wielki tam panował niedostatek dżentelmenów, i jak mi wiadomo, więcej niż jedna młoda dama siedziała, z powodu braku partnera. Panie Darcy, nie może pan temu zaprzeczyć. - spojrzała na niego ze słodko wyzywającymi iskierkami w oczach. Być może zbyt pospiesznie zgodził się na tą potyczkę słowną. Jej oskarżenie było zbyt prawdziwe, jej skarga na niego zbyt uzasadniona. Ale, niech to diabli, skąd miał wiedzieć, że głupia wiejska zabawa wśród obcych ludzi, wpłynie na jego życie aż w takim stopniu?
- Nie miałem wówczas zaszczytu znać żadnej damy poza tymi z mojego towarzystwa - odpowiedział.
- To prawda, bo oczywiście nie można zostać komuś przedstawionym na sali balowej, - zwolniła go z jego samoobrony - dobrze, pułkowniku, co mam teraz zagrać, moje palce czekają na pańskie rozkazy.
Zraniony przez protekcjonalną nieszczerość jej odpowiedzi, nie mógł tego tak pozostawić:
- Być może, powinienem lepiej osądzić sytuację, i szukać znajomości, ale raczej nie potrafię rekomendować się obcym.
- Zapytamy pańskiego kuzyna o powód? - zapytała Fitzwilliam'a, jej oczy pojaśniały na jego zręczny unik - Spytamy go dlaczego człowiek rozumny i wykształcony, który obraca się w świecie, nie potrafi się rekomendować obcym?
- Och, to nie jest trudne. - upewnił ją Fitzwilliam - Mogę odpowiedzieć na pani pytanie bez zwracania się do niego. - uśmiechnął się wymuszenie do Darcy'ego - To dlatego, że on nie lubi sobie zadawać jakiegokolwiek trudu.
Aragonte - Czw 31 Maj, 2007 16:56
Ali I czekam niecierpliwie na ciąg dalszy rozmowy przy pianoforte :grin:
asiek - Czw 31 Maj, 2007 19:08
Ali, dzięki za okruszek radości w ten smutny czas
Gunia - Czw 31 Maj, 2007 20:48
A czy pianoforte to to samo, co fortepian? Bo w wielu tłumaczeniach z angielskiego jest właśnie "pianoforte" i zastanawiam się, czy mowa o tym instrumencie, czy to coś innego?
Maryann - Czw 31 Maj, 2007 21:54
Wg mojego słownika "pianoforte" to właśnie fortepian. Sprawdziłam, że u JA jest albo właśnie "pianoforte" albo ogólniej: "instrument". Natomiast w tłumaczeniach JA (wszystkich jednej autorki) jest to raz klawikord, raz fortepian, a innym razem pianino... ??:
Narya - Pią 01 Cze, 2007 00:02
Wspaniały fragment Uwielbiam tą scenę z serialu. Więcej, więcej, więcej!
Alison - Pią 01 Cze, 2007 08:27
Dziewczynki dziś dalszy ciąg pyszności serwuje Carolcia:
Rozdział II, cz. 20
„Poczekaj tylko do wieczora”, obiecał mu cicho Darcy. Ale co powinien powiedzieć? Jedno wiedział na pewno, nie chciał, by sprawy stały tak, jak teraz. Jak ona zareaguje naprawdę? Może nadszedł czas, by się przekonać. Skupił się na twarzy Elizabeth, pragnąc, by zrozumiała.
- Z pewnością nie mam talentu, który posiadają niektórzy, by swobodnie prowadzić konwersację, z tymi, których nie znam – wyznał. – Nie potrafię podchwycić tonu ich rozmowy, albo udawać zainteresowanego, tak jak widzę często, że się to robi.
Stając się na nowo poważną, Elizabeth nabrała tchu;
- Moje palce nie poruszają się po tych klawiszach tak biegle, jak u wielu kobiet. Nie mają tej siły ani prędkości, ani nie dają tej samej ekspresji. Ale zawsze uważałam, że to moja wina, ponieważ nie przykładałam się do ćwiczeń. Co nie znaczy, że moja palce są gorsze od tych, które mają kobiety szczycące się piękniejszymi wykonaniami.
Darcy stał bardzo spokojnie, gdy mówiła, zdumiony jej słowami. Miała całkowitą rację, zrozumiał to natychmiast. Ale to nie trafność jej spostrzeżeń sprawiała, że serce biło mu gwałtownie, a krew krążyła szybciej w żyłach. Przed nim była Diana i Minerwa, odwaga i mądrość, siedzące niczym muza na stołeczku przy pianoforte jego ciotki. Cóż za wspaniała, niezwykła kobieta! Nie tylko rozłożyła na kawałki jego słowa i pokazała mu, że się łudzi, ale zrobiła to z wielkim taktem i wdziękiem. Gdy spoglądał w jej wspaniałe, spoglądające z oczekiwaniem oczy, instynktownie zrozumiał, że wszelka próba kontrolowania swojego serca była pozorem i że z równym powodzeniem mógłby próbować pohamować uśmiech wypływający mu teraz na twarz, co odmówić jej racji.
- Ma pani rację – przyznał. – Znacznie lepiej wykorzystała pani swój czas.
Potem spoglądając na tyle, na ile się odważył w jej oczy, posłużył się jej metaforą mając nadzieję, że zrozumie, co chciał jej powiedzieć. – Nikt, kto miał przywilej pani słuchać, nie może pomyśleć, że czegokolwiek pani grze brakuje. Żadne z nas nie umie udawać przed nieznajomymi.
Później tej nocy, gdy Darcy leżał w nieprzyjemnym łóżku ciotki, był wdzięczny za niewygodę, bo pozwalała mu ona na nowo przemyśleć burzliwe wydarzenia wieczoru. Musi uspokoić umysł i dojść do ładu z uczuciami wobec Elizabeth Bennet! Świeca za nim zamigotała rozbudzając cienie tańczące na baldachimie nad jego głową, przeciągnął się i wbił wzrok w ciemność zaplatając palce za głową. Tutaj, w cichych głębiach mroku mógł myśleć jasno, widzieć ją jasno, bez zakłóceń. Niewiele słów wymienili po tym jak wstała od pianoforte, poza tym, czego wymagała grzeczność i etykieta, ale każde spojrzenie, każde słowo, które padło z jej ust, każda uprzejmość, jaką wymienili została wyryta w jego pamięci. Widział ją siedzącą nieruchomo przy instrumencie, płomienie świec odbijały się w jej błyszczących oczach. Odkrywał każdy uśmiech, każde uniesienie brwi, każdą piosenkę, którą śpiewała. Pod każdym względem zdawała się posiąść rozsądek, inteligencję, dowcip, wdzięk, które kiedyś wymieniał zmuszony do tego dociekliwymi pytaniami Georgiany. Wiedział, że jest współczująca i niezmiennie lojalna wobec tych, którzy mogli tego od niej oczekiwać. Na dodatek, jak pokazał ten wieczór wyrozumiale i grzecznie znosiła nieuzasadniony krytycyzm ciotki. Poza tym sprawiła, że poznał siebie.
Kurcze Carol, no normalnie sie rozmarzyłam...
Maryann - Pią 01 Cze, 2007 08:36
Się rozpłynęłam...
Kaziuta - Pią 01 Cze, 2007 10:06
Ja też wymiękłam, tylko niestety znam dalszy ciąg i jakoś to mi nie pasuje do tych niemiłych oświadczyn.
Maryann - Pią 01 Cze, 2007 10:19
No bo jak by to powiedzieć... Wszystko jest kwestią interpretacji i prawidłowości wyciągniętych wniosków...
Mag - Pią 01 Cze, 2007 19:36
| Alison napisał/a: | | - Moje palce nie poruszają się po tych klawiszach tak biegle, jak u wielu kobiet. Nie mają tej siły ani prędkości, ani nie dają tej samej ekspresji. Ale zawsze uważałam, że to moja wina, ponieważ nie przykładałam się do ćwiczeń. Co nie znaczy, że moja palce są gorsze od tych, które mają kobiety szczycące się piękniejszymi wykonaniami. |
To jest moje ulubione zdanie w tej książce, dzięki Carolciu
Nareszcie Darcy spojrzał dalej poza majątek, rodzinę i koneksje.
Maryann - Pią 01 Cze, 2007 19:42
| Mag napisał/a: | | Nareszcie Darcy spojrzał dalej poza majątek, rodzinę i koneksje. |
Spojrzał... Ale ta majątkowo-rodzinna rzeczywistość dalej mu w łepetynie skrzeczy i przestać nie chce... ??:
Tak sobie pomyślałam, co by było, gdyby lady ciocia wtedy zaczęła coś podejrzewać i wzięła siostrzeńca na rozmowę. Czy by się wycofał ?
Mag - Pią 01 Cze, 2007 20:22
| Maryann napisał/a: | | Tak sobie pomyślałam, co by było, gdyby lady ciocia wtedy zaczęła coś podejrzewać i wzięła siostrzeńca na rozmowę. Czy by się wycofał ? |
Na tym etapie mogłaby wyrządzić wiele szkody. Darcy coraz bardziej doceniał Lizzy, ale te "dumne" sprawy były dla niego ważne.
Maryann - Pią 01 Cze, 2007 20:54
Też tak myślę. Te kwestie były dla niego na tyle ważne, że nie omieszkał jej o tym powiedzieć. I to w TAKIEJ chwili... Zupełnie jakby chciał, żeby zrozumiała wagę jego propozycji i skalę jego poświęcenia...
Tak, Darcy doceniał Lizzy, ale nie jestem przekonana, czy już wtedy NAPRAWDĘ ją kochał. Chyba raczej zauroczyły go jej piękne oczy, błyskotliwa inteligencja i cięty dowcip - do tego stopnia, że postanowił zamknąć oczy na wszystkie problemy, byle tylko dostać te wszystkie atrakcje na wyłączność. Pokusa była zbyt silna, by potrafił się jej oprzeć.
Matylda - Sob 02 Cze, 2007 07:43
Fragmencik do zjedzenia
Myślę , że Darcy i tak cioci już by się nie przestraszył . Ten facet i tak zrobi co chce. Przecież ma całe towarzystwo w nosie co go tam , że jet nielubiany. On dobrze wie , że do pięknej posiadłości Pemberley pasuje tylko wyjątkowa kobieta...........
Alison - Sob 02 Cze, 2007 07:52
Rozdział II, cz. 21
Co właściwie czuł, gdzie znajdował się w tej męczącej plątaninie? Cienie zamigotały na baldachimie drażniąc go tajemnicą wpływu, jaki wywarła ta dziewczyna z Hertfordshire na jego życiu. To Georgiana, w swej romantycznej naiwności, pierwsza mu to powiedziała. Czy on ją… kochał? „Nie wiem” brzmiała odpowiedź. Wcześniej wykręcał się od odpowiedzi i szukał ucieczki w odsuwaniu na bok emocji, ale teraz… prawda była niezbędna dla jego spokoju! Może powinien zacząć od początku? Podziwiał ją, to pewne. Niewiarygodnie go pociągała. Tak, każda cząstka jego ciała mogła o tym zaświadczyć. Rozmowa z nią, jej dowcip były wyzwaniem, były podniecające i niezwykle przyjemne. Po czwarte, Darcy zatrzymał się na długą chwilę. Po czwarte? Śmiech odezwał się echem w ciszy sypialni, gdy Darcy nagle zobaczył, jak jest śmieszny. Co on robił, zachowywał się jak żałosny rachmistrz sumujący zasoby swojej damy na brzegu księgi rachunkowej. „Przyznaj to, człowieku”. Obserwował cienie tańczące do migotliwych błysków świecy dając sobie więcej czasu zanim przyznał się do tego, co miało zmienić jego życie na zawsze.
- Kochasz ją.
Powiedział to głośno jeszcze raz.
Stało się, jego życie już nigdy nie będzie takie samo. Ile miesięcy się dręczył odrzucając swoje uczucia, nawet kiedy wyobrażał ją sobie przy swoim boku? Czegóż nie robił by się z niej wyleczyć, posunął się nawet do spędzenia okropnego tygodnia u Saye’a poszukując niebezpiecznie kobiety, która przegoniłaby Elizabeth z jego myśli i duszy. Niedorzeczna wyprawa była farsą od początku, bo nawet kiedy poprzysiągł zapomnieć o niej w ramionach innej kobiety, nie był w stanie rzucić w ogień jej jedwabnych nitek ani nawet zostawić ich gdzieś za sobą. Tak, w końcu zebrał w sobie siły, by puścić je na wiatr, ale co mu to dało? Natychmiast rzeczywistość wślizgnęła się na ich miejsce i zaplątał się jeszcze bardziej niż wcześniej. Kochał ją i wszystkie cudowne rzeczy, których była uosobieniem! Pragnął jej, siła tęsknoty za jej łagodnym pocieszeniem, ciepłym powitaniem odbierała mu dech w piersi. Jej pobyt w Hunsford i w Rosings dały mu przedsmak emocji, jakich dostarczyłoby codzienne przebywanie blisko niej. Myśl o powrocie do dawnego życia, ponownej walki z tęsknotą za nią przez resztę życia była nie do zniesienia. Ogromnie poruszony odrzucił pościel i zsunął się z łóżka, nagie stopy dotknęły podłogi, zaczął przemierzać pokój w tę i z powrotem.
Carol! Ale jedziesz! Krótko, ale jakże treściwie
Bo to Carolcia dziś serwowała to wyborne ciasteczko
1agawa - Sob 02 Cze, 2007 09:03
Po przebudzeniu pierwsza rzecz, którą zrobiłam, to wlączyłam komputer - a tu:
| Alison napisał/a: | Rozdział II, cz. 21
- Kochasz ją.
Powiedział to głośno jeszcze raz.
...
Kochał ją i wszystkie cudowne rzeczy, których była uosobieniem! Pragnął jej, siła tęsknoty za jej łagodnym pocieszeniem, ciepłym powitaniem odbierała mu dech w piersi. |
Dziękuję bardzo za miłe rozpoczęcie dnia.
PS. Co robi Twinky Winky przy damie? Także czyta o przygodach Darcy'ego?
Matylda - Sob 02 Cze, 2007 09:08
Rozmarzyłam się
I jak tu teraz siegnąc po miotłę i ścierkę
Dzięki dziewczyny
Maryann - Sob 02 Cze, 2007 09:20
| Matylda napisał/a: | | I jak tu teraz siegnąc po miotłę i ścierkę |
Jak ? Normalnie. W ręku miotła/ścierka, a w głowie zakochany Darcy jako remedium na skrzeczącą rzeczywistość...
No to do dzieła... Żebym się tylko za bardzo nie rozmarzyła...
Alison - Sob 02 Cze, 2007 09:42
| Maryann napisał/a: | | Matylda napisał/a: | | I jak tu teraz siegnąc po miotłę i ścierkę |
Jak ? Normalnie. W ręku miotła/ścierka, a w głowie zakochany Darcy jako remedium na skrzeczącą rzeczywistość...
No to do dzieła... Żebym się tylko za bardzo nie rozmarzyła... |
Uważajcie, żeby Wam sie komputery nie wessały w odkurzacze, bo nie dowiecie sie co on myślał w okolicach oświadczyn :razz:
Chociaż Maryanek to może sobie wsysać, bo i tak wie, ale nie zrobi krzywdy swojemu obolałemu monitorkowi. A, a propos, jak tam sie ma maleństwo?
Maryann - Sob 02 Cze, 2007 10:23
| Alison napisał/a: | | Chociaż Maryanek to może sobie wsysać, bo i tak wie |
Wie, ale Maryanek prawym nałogowcem jest, a takiemu nigdy nie dosyć...
| Alison napisał/a: | jak tam sie ma maleństwo? |
MALEŃSTWO... Rozpuszczony bachor, a nie maleństwo. Zbiesił się i chyba mnie zmusi do poszukania jakiej instytucji finansowej proponujące raty "zeroprocentowe", bo jak na razie żadne z sugerowanych zabiegów nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie - robi się coraz bardziej turkusowy... ??:
Narya - Sob 02 Cze, 2007 10:24
Oj rzeczywiście treściowe dzisiaj było. I to jak A oświadczyny coraz bliżej
|
|
|