Z Południa na Północ Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.
Ekranizacje - Jane Eyre (2006) cz. 2
damamama - Czw 12 Mar, 2009 10:26 Ja od poniedziałku idę na zaległy urlop, to do południa zrobię sobie seans z całością. Ostatnio oglądam to na raty, bo ciągle ktoś przeszkadza. Mam ochotę przypomnieć sobie również DiU 1995 i chyba tak zrobię.idgie_t - Czw 12 Mar, 2009 23:50 To ja wracam - "Trudno mi jest tak pisać na podrzucony temat"
lemurcio napisał/a:
"Our quests were given a mirror to hold up to themselves" Psotnik jeden!
Wypatrzyłaś! Ale sprawdziłam jeszcze i albo źle szukam , albo nie ma tego w książce. Czyli jednak , jak wspomniała Mag koncepcja reżyserki.
Inna scena "lustrzana" , która mnie urzekła , to Jane , malująca swój autoportret. W lustrze oczywiście. Jane, świadoma swojej niskiej pozycji i dyskusyjnej urody , używa lustra dla obiektywnego zbadania swoich szans. A nawet , żeby potwierdzić brak szansy. Lustro , jedyna rzecz, jaka może jej pomóc , nie pokazuje jednak wcale obrazu rzeczywistego , a tylko smutne refleksje Jane. Powstaje obraz-szkic węglem , czarny i bezwzględny, pokazujący okrutnie głównie wady i niedoskonałości. Bardzo różny od barwnego portretu Blanche , który jest namalowany jakby dla podkreślenia różnic w pastelach.
I tym razem , jak w poprzednich scenach , lustro nie odbija prawdy , tylko uczucia.lemurcio - Pią 13 Mar, 2009 15:37
Cytat:
Lustro , jedyna rzecz, jaka może jej pomóc , nie pokazuje jednak wcale obrazu rzeczywistego , a tylko smutne refleksje Jane
Ładnie to ujęłaś z tymi portretami. To jest właśnie piękne w adaptacji 2006 - bezbłędnie interpretuje głębię i wymowę pewnych scen, tych wydawałoby się pomniejszych, ale kluczowych do zrozumienia naszych bohaterów. Rysunki Jane są w takim samym stopniu obrazem uczuć Jane, co nasze lustra. Te oczy Rochestera, które próbuje usilnie naszkicować w Gateshead
Obejrzałam sobie sto lat za murzynami dodatki do JE, wywiady są ciekawe (Toby zwłaszcza... ), sceny usunięte rzeczywiście nie powinny się w filmie znaleźć (no może scena z pokojem Jane byłaby fajna, ale jest brzydko nakręcona i dialogowo niemrawa) Natomiast poraził mnie trailer - montaż scen świetny, podkręca apetyt na obejrzenie do maximum, ale podkład muzyczny!? -z innej bajki. I to tło pomarańczowe na samym końcu...błe. Jane Eyre i pomarańczowy? Zdegustowałam się.
PS A o którą scenę chodzi, że jej nie ma w książce? Bo nie załapałamlemurcio - Pią 13 Mar, 2009 21:19 Mag, avatarek cudny cudny cudny! Kocham te malutką scenę motylową od pierwszego wejrzenia.
Ruth ślicznie wygląda w tej scenie przed pierwszą rozmową z R, kiedy przegląda się lustrze, ubrana w perłową suknię, robi taką śmieszną minkę i mówi "this will have to do" Fajnie że Jane filmowa nosi szare suknie, książkowa miała głównie pogrzebowe czarne, i jedną perłową. PS Czy jakaś dobra dusza może mi powiedzieć co mówi po francusku Adelka? czasami można się domyślić, ale nie zawsze. W salonie mówi coś jakby "dezalmą" - migdały ?trifle - Pią 13 Mar, 2009 23:09 A w którym momencie co mówi Adelka?
Ja, jak mówiłam, po przyjeździe do domu zaczęłam sobie oglądać JE. Jakie to jest cudne.. już mi się zdążyło zapomnieć.. Śmierć Helen, te lodowate mury, zamarznięta woda, żadnej przyjaznej duszy. Wyobraźcie sobie nigdy nie dostać żadnego prezentu Czuję się dzisiaj jak taka bibułka, chłonę wszystko jak dawno nie. Cały ten smutny, samotny żywot Jane do mnie mocno przemawia Ruth to po prostu jest Jane.
A jeszcze teraz doszkolona waszymi obserwacjami, zwracam uwagę na różne szczegóły, lustra, motyle.
Toby-Rochester jest fascynujący. Co się pojawia na ekranie, nie mogę przestać się w niego wpatrywać. Ależ jego Edward ma spojrzenie! I te uśmiechy kącikiem ust.
Nie mogę się doczekać szczęśliwego Rochestera mówiącego "we're going to town!" w śmiesznym powozie.
Ale potem znowu będzie smutno
Ech. Idę oglądać drugi odcinek.trifle - Sob 14 Mar, 2009 12:47 Obejrzałam w nocy jeszcze część drugą i trzecią. I mi smutno. Chyba największe wrażenie robi na mnie ten spokój i "cichość" Jane, zewnętrzna przynajmniej. Względem pani Reed, tych wszystkich salonowych motyli, nawet w czasie ślubu. Niezwykłe. Scena zdejmowania sukni jest niesamowita, a ani jedno słowo nie pada. Nie ma krzyków, łez, wybuchów.
Nie jestem pewna, czym są owe motylki ale rzeczywiście, te wszelkie spojrzenia Rochestera robią wrażenie.
Lubię scenę, kiedy Jane pyta, czy może wyjechać na tydzień albo dwa. I całe to pożegnanie "Don't go, Jane. What would I do without you?"...
Też nie wiem, po co kupił ten biały powóz. Może jeszcze wtedy nie był do końca pewny, jak to będzie...
Została mi jedna część i z jednej strony chętnie obejrzałabym ją już, a z drugiej żal, bo to ostatnia, heh.damamama - Sob 14 Mar, 2009 14:18
Mag13 napisał/a:
Dla przyszłej pani Rochester, ale przecież wiedział, że z Blanche Ingram się przecież ożenić nie może z wiadomych powodów.... Chciał nim jeździć z guwernantką?)
Moim zdaniem powóz kupowany był z myślą o Jane. Chciał pokazać, że dla niego jest najpiękniejsza na świecie i musi jeździć pięknym powozem. Chciał ją obdarować tylko najładniejszymi rzeczami (wide wizyta w sklepie czy zapowiedź sprowadzenia biżuterii). Z drugiej strony to tak jakby jej do końca nie znał i nie wiedział, że Jane z tym by się źle czuła. Zakochany człowiek jest jednak ślepy. Zresztą tak postępował przecież ze swoimi kochankami, co trochę o nim źle świadczy, jeśli chciał ją w tym samym szeregu ustawić.idgie_t - Sob 14 Mar, 2009 15:04 A mnie się wydaje - no w końcu Rochester jest nieco zgorzkniały i sarkastyczny, bo życie go doświadczyło, i jeszcze nie wie, czy przestało doświadczać - że w ten sposób chciał pokazać innym jak bardzo nie liczy się z ich zdaniem . Każda kobieta, którą wybierze , czy to "miejscowa piękność" , czy skromna guwernantka , będzie miała status królowej , z którym będzie się obnosić. Ponieważ stać go na to . Po pierwsze mentalnie , bo nie przejmuje sie opinią swoich sąsiadów i znajomych - znak, że nic im do tego. Po drugie po prostu okazuje im, że mógłby ich niemalże kupić.
Trochę mi to przypomina wypowiedź Wokulskiego , że mógłby kupić pierwszą lepszą i przebrać jak Izabelę - bogaty arogant zawiedziony uczuciowo.
A może rzeczywiście liczył , że zaimponuje/uszczęśliwi Jane?
P.S. A teraz idgie idzie sie stroić (wystawa malarstwa przyjaciela) - a może dziś znów (wczoraj było do nocy) skończy się imprezką - mój mężuś już się cieszy...
P.S.2 A potem złakniona towarzystwa Dam powrócę damamama - Sob 14 Mar, 2009 15:30
idgie_t napisał/a:
Każda kobieta, którą wybierze , czy to "miejscowa piękność" , czy skromna guwernantka , będzie miała status królowej , z którym będzie się obnosić. Ponieważ stać go na to . Po pierwsze mentalnie , bo nie przejmuje sie opinią swoich sąsiadów i znajomych - znak, że nic im do tego.
Poniekąd tak, ale dobrze wiedział, że dla Jane jest ważne to co wewnątrz a nie na zewnątrz. W książce zaś karczmarz, który opowiada Jane o tym co stało się w Thornfield mówi:służące mówiły, że nigdy nie widziały kogoś tak zakochanego jak on; snuł się za nią jak cień......bo zresztą nikt oprócz niego nie widział w niej takiej piękności. Kobiety, które kochał nauczony był obdarowywać tym co najlepsze i tak samo chciał postąpić z Jane, ale na dobre mu to nie wyszło.szarlotka - Sob 14 Mar, 2009 19:04 Niby się wycofuje, bo słyszy, że nadchodzą ludzie i nie chce, żeby ich razem widzieli.
Też mnie zastanawia ten brak domyślności Jane. Moim skromnym zdaniem to po prostu nielogiczność książki, której w filmie nie dało się skorygować (bo i jak?). Ostatecznie już przed zajściem z Masonem Jane ma podejrzenia, że coś jest nie tak – widzi, jak służące o czymś konspiracyjnie rozmawiają itp. Zdumiewające jest też, że po nocnej wędrówce Berty zakończonej podarciem welonu tak łatwo daje się zbyć Rochesterowi („Burza ucichła” to trochę mało damamama - Sob 14 Mar, 2009 20:35 Mason przy powozie mówi Rochesterowi aby o Bertę dbał i otrzymuje zapewnienie, że wszystko będzie tak jak zwykle. Także, gdy przyprowadza Jane mówił Masonowi iż miał na niego zaczekać a nie iść do niej sam.Może uważała, że to jakiś układ Rochester - Mason. Na pewno nie podejrzewała Rochestera o uwięzienie żony. W takim przypadku służba wiedziałaby, że Rochester nie może się ożenić i ktoś by jej to powiedział. Wtedy chyba tak jak i teraz nawet, gdy się coś podejrzewa, nie mówi się o tym głośno.Sofijufka - Sob 14 Mar, 2009 20:55 służba podejrzewała, że Berta to dawna kochanka Rochestera... Jane pewnie też - że z poczucia obowiązku zaopiekował sie nią, tak jak Adelką... Tyle, że myślała o Gracji Pooledamamama - Sob 14 Mar, 2009 21:07 Ale nie już gdy Berta podarła jej welon. Wtedy widziała, że to nie Grace Poole.szarlotka - Nie 15 Mar, 2009 11:20 W wersji na TVN Style opowieść o ptaku też niestety „odleciała”
A co do pani Fairfax - chyba musiała wiedzieć. Zresztą jej reakcja na wiadomość Jane, że Rochester się jej oświadczył, wiele mówi. Jest wyraźnie wstrząśnięta – chyba nie tym, że szykuje się mezalians... Dlaczego nie powiedziała Jane? – może zdecydowała lojalność wobec Rochestera, może się go bała, może jedno i drugie.Gosia - Nie 15 Mar, 2009 11:25 Pani Fairfax nie wiedziała, że tamta była żoną Rochestera, może uważała, że kochanką, która oszalała. I matką Adelki.lemurcio - Nie 15 Mar, 2009 11:51 Co do fabuły powieści, to chyba zgodzicie się że to najbardziej nieprawdopodobny, a chwilami nielogiczny splot wydarzeń które mogły mieć miejsce w życiu 19-letniej guwernantki. Polski tłumacz dał temu wyraz przerabiając tytuł z oryginalnego "Jane Eyre" na "DZIWNE losy Jane Eyre". Charlotte Bronte musiała też być świadoma jak dziwną historię pisze - w książce w scenie wróżenia Rochester aka Cyganka mówi do Jane - "nie wiem czy znalazłaby się w Anglii druga guwernantka w takiej jak ty sytuacji" (z pamięci cytuję)...No faktycznie - młodziutka dziewczyna ucząca nieślubne dziecko w starym dworze bogatego "kawalera", który trzyma szaloną żonę na strychu...ekhmmm. Na szczęście JE jest świetnie napisana, a intryga jakkolwiek nieprawdopodobna ma swój urok i trzyma w napięciu. I kochamy ją mimo wszystko, prawda? Sofijufka - Nie 15 Mar, 2009 11:58 ojjj taaakdamamama - Nie 15 Mar, 2009 12:42
Cytat:
No dobrze, a pani Fairfax? Odnoszę się tu do wersji filmowej - widzimy ją "konspirującą" z Grace Poole, a potem zbywa pytania Jane o jej osobę i szybko odchodzi (rozmowa w korytarzu). Film nie daje jednoznacznej odpowiedzi, co wiedziała pani Fairfax na temat wieży, Berthy i roli Grace Poole. Wydaje się bowiem mało prawdopodobne, by jako osoba zarządzająca całością służby, mogła niczego nie wiedzieć.
W książce jest to wytłumaczone. Rochester zabronił przy zatrudnianiu guwernantki wspominać o tym, że w Thornfield mieszka szalona osoba z obawy, że nikt nie będzie chciał podjąć się tej pracy. Co się tyczy reakcji Pani Fairfax na wieść o oświadczynach to faktycznie jest ona dwuznaczna. Z jednej strony logicznie to wytłumaczyła ale z drugiej ....... Jednak nie wydaje mi się, aby świadomie narażała Jane, chyba jednak miała sumienie.idgie_t - Nie 15 Mar, 2009 22:20 Drogie Damy,
Zabieram głos w tej dyskusji i już się zastanawiam co mi za to zrobicie . Ten niesamowicie dowcipny komentarz znalazłam dzięki linkowi z C19.
Mógłby on i w naszym skromnym gronie stać się przyczynkiem do gorącej dyskusji. Jest po angielsku , ale moim zdaniem zrozumiały , bo nie jestem anglistą, a rozumiem .
Zastanówmy się więc czy Rochester był potworem, choć temat dotyczy bardziej książki niż filmu.
Miłej lektury!Gosia - Nie 15 Mar, 2009 22:37 Ciekawe wpis.
Muszę przyznać, że nie lubię Rochestera (chociaż lubię jednak tę postać) za to w jaki sposób bawi się uczuciami Jane. W tym sensie na pewno jest potworem damamama - Nie 15 Mar, 2009 23:25 Może dla polskojęzycznych jakaś dama streści artykuł? Anonymous - Pon 16 Mar, 2009 00:17 Mnie złościła ta zabawa z wróżeniem, to było nie fair. Gdybym ja padła ofiarą czegoś takiego czułabym się upokorzona. Odarta ze swoich sekretów, nawet pod pozorem miłości nie można się kimś tak bawić.trifle - Pon 16 Mar, 2009 00:51 Ale Jane się nie dała przecież. Nie powiedziała nic głupiego, nie wydała się z niczym. Nie wiem, czemu ta wróżka tak głupio się wydała. Może to było zaplanowane? Może Rochester chciał, żeby Jane wiedziała, że on tam był i że chce o niej wiedzieć wszystko? Gosia - Pon 16 Mar, 2009 12:04 No przepraszam, ale sprowadzając Blankę chciał zagrać na uczuciach Jane, sprawdzić ją, to oczywiste. A potem w rozmowie moim zdaniem też nie był lepszy.idgie_t - Pon 16 Mar, 2009 12:17
damamama napisał/a:
Może dla polskojęzycznych jakaś dama streści artykuł?
Nie jestem tłumaczem zawodowo , ale sie postaram. Próbowałam dosłownie , żeby oddać ton , ale w niektórych miejscach musiałam zastąpić czymś idiomy , a w innych było mało po polsku i wyszło TO.
Spoiler:
Narodziny Potwora.
April 11, 2008 by Moira
Przez całe swoje dzieciństwo Charlotte Bronte- ze swym bratem Branwellem- zapełniała jedną po drugiej maleńkie książeczki opowieściami z Angrii - wymyślonej krainy, którą ona i Branwell stworzyli. Jej historie wypełniali mroczni byroniczni bohaterowie i piękne uległe heroiny, które często więzione były przez dłuższy czas w obrzydliwych i podmokłych lochach. Wszystko bardzo melodramatyczne, afektowane i młodzieńcze.
Jej pierwsza próbką dorosłego pisania był fatalny The Professor, który- choć wyprzedzał mocno większość powieści pisanych wtedy masowo przez współczesnych autorów - nie był jednak dokładnie tym , co moglibyście nazwać wielkim światowym sukcesem. W rzeczywistości tak bardzo sukcesem nie był, że jej wydawcy - Smith Elder-rozsądnie odmówili wydania go za jej życia. (Po śmierci, oczywiście, stał się gorącym numerkiem, jakiemu nie oprze sie żaden szanujący się wydawca.) Nie umiała porzucić swojego "Angryjskiego" stylu i chociaż można już dostrzec przebłyski pisarstwa , jakie może stać się jej udziałem, lepiej czytać tę książkę jako ciekawostkę, niż jako wielką klasykę literatury angielskiej.
Najbardziej przekonujące rozdziały, to te osadzone w Belgii. Innymi słowy oparte na jej własnych doświadczeniach.
W 1842 ona i jej siostra Emily zapisały sie do szkoły z internatem p. Hegera w Brukseli w celu dalszego kształcenia się i przygotowania się do prowadzenia własnej szkoły w Haworth.
Charlotte zapałała bolesnym i nieodwzajemnionym uczuciem do Constantina Hegera - mężczyzny , który razem z żoną prowadził tę szkołę (na zdjęciu). Był kochającym ojcem i wiernym mężem i w żaden sposób nie odwzajemniał jej uczuć , ale jej obsesja na jego punkcie miała wyraźny wpływ na jej życie i twórczość.
Kiedy Charlotte wreszcie pogodziła się z faktem, że nikt nie chce mieć nic do czynienia z "Profesorem", zaczęła od nowa.Tym razem wskrzesiła swego ulubionego bohatera z Angrii - aroganckiego i brutalnie przystojnego Zamornę - i zapłodniła go krzyżowo z wyidealizowanym w pamięci portretem Constantina Hegera.
I w ten sposób stworzyła potwora.
Stworzyła Edwarda Fairfaxa Rochestera.
Nie pamiętam już kiedy dokładnie zaświtało mi,że Rochester był ohydny , ale wydaje mi się, że koło trzydziestki , w którym to wieku mój "detektor fałszu" był już w pełni rozwinięty.
Jestem raczej przekonana, że kiedy pierwszy raz czytałam scenę z początku ich znajomości , jak Rochester opowiada Jane o swoim romansie z Celine Varens, pomyślałam "Ooo. Człowiek światowy. Jakie to strasznie porywające." Kiedy czytałam to po raz drugi - wiele lat później - myślałam"Chwileczkę. Trzydziestoparoletni mężczyzna opowiada nieżyciowej nastolatce,a swojej podwładnej, własną niesmaczną przygodę seksualną. Fuj."
A potem jest gorzej. Znacznie gorzej.
Pamiętacie scenę, w której nasza dzielna bohaterka chroni go przed śmiercią w płomieniach po nocnej pielgrzymce Szalonej Berty? Tak? To dobrze. Teraz skupcie sie na tym, co on dalej robi. Czyniąc oczywistym, że jego uczucia wykraczają poza zwykłą wdzięczność, Pan ArcyManipulator decyduje się ją "sprawdzić". Pozostawia ja samą, przywozi całe przyjęcie od Ingramów do domu , pozwala gościom upokorzyć Jane , doprowadza ja do łez ,udaje, że zaleca sie do Blanche Ingram, a POTEM odgrywa tę idiotyczną sztuczkę z cygańską wróżką.
Ręka do góry kto nie znalazłby w pobliżu tępego przedmiotu i nie przyłożył nim aroganckiemu dupkowi.
Gra nie tylko na uczuciach Jane , ale też bezdusznie wykorzystuje i zwodzi Blanche Ingram...i zanim ktoś zerwie sie i zawoła "Ale przecież..."- nie , NIE zasłużyła na to, nawet jeśli jest nieznośną krową.(Pominiemy delikatnie co charakterystyka Blanche Ingram mówi nam o Charlotte Bronte i jej niezliczonych zawodach z przeszłości, bo to całkiem nowy artykuł.)
Wtedy, właśnie wtedy gdy myślicie ,że już bardziej nieznośny być nie może , Koronowany Książę Dziwaków odsłania kolejne atuty.
Oświadczyny. Te paskudne, zawstydzająco zmanipulowane oświadczyny. Najpierw ją unieszczęśliwia , miesza jej w głowie , przekonuje, że będzie wysłana do Irlandii...i nagle wyskakuje z tym pytaniem, jakby sobie nagle przypomniał , że powinien występować w powieści romantycznej.
Próbuje popełnić bigamię. Kłamie przez zatajenie. Deklaruje dozgonną miłość małej Janey , gdy przez cały czas wie, że nie może zawrzeć legalnego małżeństwa. Kiedy zostaje zdemaskowany usprawiedliwia się,że Berta nie jest naprawdę jego żoną , ponieważ wyraźnie brak jej piątej klepki. Wrobiono go w ten ślub, sami rozumiecie. Jasne,że był...oślepiony jej urodą i nieświadomy jej deprawacji, nim było już za późno,bla,bla,bla...
Wszyscy wzdychają. Biedne jagniątko. Nie trudno cię było wmanewrować w to małżeństwo,hm? Jak mama mawiała "Jak się chce to i sposób się znajdzie..."
Tak... Oto Jane w swojej sukni ślubnej , znękana, łkająca i trochę zbyt szybko opuszcza zamek, by zrobić coś mocno melodramatycznego , marznąca i głodująca przez następnych pięć stron , a on co zrobi, żeby ja zatrzymać? Opowie jej resztę swego brudnego życia głośno płacząc. A jeśli to nie zadziała? Wpada we wściekłość. W jednym z najdziwniejszych i najbardziej mrożących ustępów w XIX-wiecznej literaturze , całkowicie się zatraca. Rzeczywiście , z perspektywy wygląda to jak nagły atak furii.
I mogłabym tak dalej(i dalej, i dalej...)ale obraz juz macie.
Jane Eyre jest jednym z największych ćwiczeń na myślenie życzeniowe w literaturze angielskiej. W dużej mierze Charlotte Bronte stworzyła guwernantkę na swój obraz i podobieństwo - małą , biedną i nieładną. Rochester to przetworzony w wyobraźni Monsieur Heger. Biedna szalona Berta - czy to mogła być Madame Heger... głupia jak but i przeznaczona, by spaść z dużej wysokości,za to tylko , że stanęła na drodze?
Nieładnie ,Charlotte. Jesteś córką wikarego , pamiętasz? Teraz napisz jakąś dojrzałą książkę. Nawet poddam ci tytuł. Nazwij ją "Villette"
Większość klasyki fabularnej ma dla czytelnika jakiś przekaz. Z tego co wiem jedynym użytecznym wnioskiem w "Jane Eyre" jest to: jeśli otrzymasz pracę jako guwernantka u krewkiego mężczyzny , który cierpi na dramatyczną huśtawkę nastrojów , zażądaj kompletnego spisu inwentarzowego jego domu , nim podpiszesz umowę.