Literatura - Proza i poezja - Wiersze ukochane ...
Trzykrotka - Pią 28 Sie, 2015 10:19
Nikt nie pisał takich erotyków, jak Leśmian
(tam na rzece...)
Tam na rzece jest na pewno łódź,
Trzeba tylko fale wiosłem pruć.
I na pewno jest za rzeką — dal,
Trzeba tylko wytężyć swój żal.
Patrzysz na mnie — oniemiała snem
Nic nie mówisz, ale wszystko wiem!
Wiem ja, kiedy poruszyć, jak mgłą,
Ciałem twoim, żeby ku mnie szło…
Wiem, jak spojrzeć — co szepnąć… I znów
Dłoń do piersi przytulić bez słów…
Chętna ciału — suknia twoja lgnie
Do tych bioder, co kochają mnie.
Wiem ja wszystko! Ale czemu łkam —
Tego nie wiem, nie pojmuję sam!…
Adam Strug, Stanisław Soyka: Tam na rzece
https://www.youtube.com/watch?v=xFsPSFDj4ac
Admete - Pią 28 Sie, 2015 14:05
Chyba tego nie znałam, dzięki.
Admete - Pią 18 Wrz, 2015 15:52
Wisława Szymborska
Jacyś ludzie
Jacyś ludzie w ucieczce przed jakimiś ludźmi.
W jakimś kraju pod słońcem
i niektórymi chmurami.
Zostawiają za sobą jakieś swoje wszystko,
obsiane pola, jakieś kury, psy,
lusterka, w których właśnie przegląda się ogień.
Mają na plecach dzbanki i tobołki,
im bardziej puste, tym z dnia na dzień cięższe.
Odbywa się po cichu czyjeś ustawanie,
a w zgiełku czyjeś komuś chleba wydzieranie
i czyjeś martwym dzieckiem potrząsanie.
Przed nimi jakaś wciąż nie tędy droga,
nie ten, co trzeba most
nad rzeką dziwnie różową.
Dokoła jakieś strzały, raz bliżej, raz dalej,
w górze samolot trochę kołujący.
Przydałaby się jakaś niewidzialność,
jakaś bura kamienność,
a jeszcze lepiej niebyłość
na pewien krótki czas albo i długi.
Coś jeszcze się wydarzy, tylko gdzie i co.
Ktoś wyjdzie im naprzeciw, tylko kiedy, kto,
w ilu postaciach i w jakich zamiarach.
Jeśli będzie miał wybór,
może nie zechce być wrogiem
i pozostawi ich przy jakimś życiu.
Aragonte - Pią 18 Wrz, 2015 15:57
Bardzo na czasie
Admete - Pią 18 Wrz, 2015 18:53
Dlatego wkleiłam. Takie memento.
praedzio - Wto 13 Paź, 2015 08:11
Z wizytą
pukam do siebie
nikogo
dobijam się
nikt
dzwonię
nic
gdzie ja jestem
gdzie się podziewam
(Urszula Kozioł)
Admete - Wto 13 Paź, 2015 15:26
Całkiem jak o mnie.
BeeMeR - Czw 15 Paź, 2015 17:18
~ Jesień ~
Szumiał las, śpiewał las,
gubił złote liście,
świeciło się jasne słonko
chłodno a złociście...
Rano mgła w pole szła,
wiatr ją rwał i ziębił;
opadały ciężkie grona
kalin i jarzębin...
Każdy zmierzch moczył deszcz,
płakał, drżał na szybkach...
I tak ładnie mówił tatuś:
jesień gra na skrzypkach...
Józef Czechowicz
Ania Aga - Czw 15 Paź, 2015 21:31
BeeMer dzięki za wspomnienia z dzieciństwa!
BeeMeR - Czw 15 Paź, 2015 21:46
| Ania Aga napisał/a: | | wspomnienia z dzieciństwa! | dokładnie tak jest i dla mnie
Lubię taki rytm i rym.
Admete - Pią 16 Paź, 2015 07:11
Miałam pytać czy czytacie z Adasiem i Anią
BeeMeR - Pią 16 Paź, 2015 07:30
Oczywiście, że czytamy - stąd wspomnienie
Admete - Pią 16 Paź, 2015 09:24
Jesienią, jesienią sady się rumienią...
Jesienią, jesienią
Sady się rumienią;
Czerwone jabłuszka
Pomiędzy zielenią.
Czerwone jabłuszka,
Złociste gruszeczki
Świecą się jak gwiazdy
Pomiędzy listeczki.
— Pójdę ja się, pójdę
Pokłonić jabłoni,
Może mi jabłuszko
W czapeczkę uroni!
— Pójdę ja do gruszy,
Nastawię fartuszka,
Może w niego spadnie
Jaka śliczna gruszka!
Jesienią, jesienią
Sady się rumienią;
Czerwone jabłuszka
Pomiędzy zielenią.
- Maria Konopnicka
To jeszcze takie wspomnienie
BeeMeR - Pią 16 Paź, 2015 16:50
| Admete napisał/a: | To jeszcze takie wspomnienie |
Admete - Pią 16 Paź, 2015 17:00
Lubię ciągle ten wiersz.
BeeMeR - Pią 16 Paź, 2015 17:02
Ładny jest, taki ciepły
Admete - Śro 04 Lis, 2015 08:29
Jan Kasprowicz
XXXI
Pożółkły znużone pola,
Niebiosa coraz to bledsze,
Żądnymi piersiami chłonę
Ciche, jesienne powietrze.
Rozglądam się naokoło -
Niebujnie tu, niebogato,
A przecież mi nie żal dzisiaj,
Że się prześniło lato.
W tej pustce, w tym wyczerpaniu,
Które mi w oczach rośnie,
To samo odczuwam życie,
Jak w pełnej, kwitnącej wiośnie.
Przystaję na długiej miedzy,
Ku rżyskom nakłaniam lica,
Z powiędłych kępek ta sama
Wyziera mi tajemnica...
Mgły jakieś nieuchwytne
Las osnuwają bury,
Nieśmiało migocą w słońcu
Śniegiem pokryte góry.
Urocza, smętna martwota,
Zda się, iż śmierć jest gdzieś bliska,
Na pochyłościach wierchu
Jesienne dymią ogniska.
Nieletni, wątły pastuszek
Okiem mnie wita lękliwie -
Jeszcze się bydło pasie
Na tej wychudłej niwie.
Jeszcze jest jakaś czerstwość
Na niwie tej wypalonej -
Z wrzaskiem niesamowitym
W krąg się zwołują wrony.
Gdzieś lecą, gdzieś giną w dali,
Wzięły ze sobą zmorę -
Garść pełną zoranej gleby
Do chciwej ręki biorę.
Upajam się jej zapachem,
I dzisiaj tak samo on świeży -
O rodzicielko żywota,
O święta, płodna Macierzy!
O skarbie ty mój najdroższy,
Rozstać się z tobą nie mogę -
Zielone jeszcze sitowie
Z uśmiechem zaszło mi drogę.
Na gruzem zasłanej miedzy
Jałowiec krzewi się młody,
Dziś barwy mu odmieniły
Fijoletowe jagody.
Skąpo się fala toczy
Potokiem, co wysechł w lecie,
Spomiędzy chwastów nad brzegiem
Samotne żółcieje kwiecie.
Ostatnie to już - zapewne!
O innych nie usłyszycie,
Lecz ja w tej pustce dzisiejszej
To samo odczuwam życie.
W tym wyczerpaniu, co dzisiaj
Świat tak cudownie mroczy,
Ta sama wszak tajemnica
Dziwem otwiera mi oczy.
Powiędły, przymarły pola,
Niebiosa coraz to bledsze,
Żądnymi piersiami chłonę
Ciche, jesienne powietrze.
Niesamowicie podoba mi się ten fragment z Walącego się domu Kasprowicza "człowiek, który ma powieki otwarte na śmierć."
Aragonte - Śro 04 Lis, 2015 16:44
Piękne. Zaczęłam czytać i nie mogłam przestać.
Admete - Śro 04 Lis, 2015 17:36
To z późnego okresy w twórczości Kasprowicza. Wydaje mi się, że pisane już wtedy, gdy osiadł w Harendzie.
BeeMeR - Czw 05 Lis, 2015 17:04
Bardzo ładny wiersz - zawsze miałam słabość do Kasprowicza
Anonymous - Czw 05 Lis, 2015 18:57
Ciagle poezja nie jesjt moja domena
Admete - Czw 05 Lis, 2015 19:08
U mnie z wiekiem nabiera znaczenia...
Anioł
Budowałek sobie chatę:
Na me stare lata,
Myślę sobie, przyda mi się
Jaka taka chata.
Komu się tu dziwić, komu?
Jestem gazda z gazdów,
Choć me dziady i pradzlady
Nie mieli pojazdów.
Mieli swoją płóskę ziemi,
Lecz tego za mało
Dla nas wszystkich: podzielili,
Mnie nic nie zostało.
Mieli jakąś chałupinę,
Ale dziatwa mnoga:
Podzielili, na mnie nawet
Nie spadło ćwierć proga.
Powróciłek z Hameryki
Z dłońmi stwardniałemi:
Pobuduję sobie chatę
Na kawałku ziemi.
Lecz to, widać, była chciwość
I niewczesna pycha:
Zło się skrada na człowieka,
Gdzie-li może, czyha.
A Bóg za nim ze swa karą
Idzie wolnym krokiem,
Czasem płacze, czasem wzdycha
Westchnieniem głębokiem.
Ale zawsze robi swoje,
Karze cię i karze,
Bo nie wolno Mu folgować
Człowieczej przywarze.
Tak też było ze mną! Widać
Pycha nazbyt wielka,
Bo na grzeszne moje cielsko
Gruba spadła belka.
Połamała ręce, nogi
I zgniotła ml piersi:
Żałowali mnie sąsiedzi
Ci, co są najszczersi.
Zawieźli mnie do szpitala,
Pomiędzy doktory;
"Będziesz tutaj ginął, bracie,
Boś jest bardzo chory".
"Będę ginął, to i będę,
Jako tam potrzeba,
Ale myślę, są gdzieś jeszcze
Litościwe nieba".
Ledwiem rzekł to, gdy w tej chwili
Jasno się dokoła
Uczyniło, nad mym łóżkiem
Ujrzałek anioła;
Białe skrzydła ma u głowy,
Szerokie rękawy
Owiewają świętą postać,
Jak obłoczek mgławy.
Pewnie która z pielęgniarek,
Sióstr pełnych litości:
Jest ich dosyć w tym szpitalu
Dla nieszczęsnych gości.
Cóż do diabla i z snu się budzę
I przecieram ślepia:
Ktoś nachyla się nade mną,
Głowy mej się czepia.
Chłodzi skronie i leciuchno
Przytula do łona,
I powiada: "To ja, chłopie,
Twa baba, twa żona".
To o Marusi, drugiej ( w zasadzie trzeciej ) zonie Kasprowicza.
Nasturcje
Kwiaty nasturcji gęste,
Nieugaszone rany,
Krwawym wieńcem opasują
Nasz domek drewniany.
Świecą jak złote słońca,
Płoną jak purpury,
To spadają ku dołowi,
To się pną do góry.
Naokół naszego balkonu
Smrekowe korytka,
A z nich główki swe wychyla
Kwiatów gawiedź wszytka.
Niektóre z nich swe dzióbki
Wznoszą szczebiotliwie
Z gniazd drewnianych, niby ptactwo
Pierzące się na niwie.
Lecz po co szukać niwy?
Szczebiocą by jaskółki,
Co się tak do nich lubią mizdrzyć
Z balkonowej półki.
Dola kwiatów, ludzi, ptaków
Ze sobą jest sprzęgnięta:
Jednaką spójnią los je spina,
O losie Bóg pamięta.
Cóż tam się dzieje na górze?
Coś wre w jaskółek gnieździe.
Czyżby tu się już znudziły?
Myślą o wyjeździe?
Myślą rzucić już okap?
Nasturcji rzucić kwiaty?
O jak nam będzie bez nich smutno!
O raty! przeraty!
O jakże będą więdnąć!
Jak będą gasnąć one!
O jakże nasze zemrą serca,
Całkiem przygaszonel
Lecz chwała Bogu, że dotąd
Jeszcze płomienieją,
Chociaż ich ogień będzie tylko
Zwodniczą nadzieją.
Palcie się, kwiaty drogie!
Palcie się do syta!
I niech z was się o swe losy
Żaden już nie pyta.
Palcie się, kwiaty wrzące!
Chłońcie własne ognie!
Bez troski o to, co was jutro
Zwarzy, skruszy, pognie.
I trochę humoru - bo pewnie większości Kasprowicz się kojarzy z Dies Irae albo Krzakiem dzikiej róży w ciemnych smerczynach:
Spowiedź
Niedawno po naszych parafiach
Bydlili sami poganie
O gębach niewyparzonych,
Aż źle było patrzeć na nie.
Szedł do spowiedzi gazda
Z Bańskiego czy Gleczarowa:
"Jak tu się nie spowiadać,
Gdy grzeszne są myśli i słowa".
Namyślał się przecież idący:
"Rad bym pogwarzyć społem
Z gazdą jak ja, z Panem Bogiem,
Nie z jakimś tam jego pachołem".
W końcu zawyrokował:
"Ale jak trzeba, to trzeba,
Dwieć drogi ma człowiek przed sobą,
Do piekła i drogę do nieba".
Pomaszerował przez kościół
Do konfesjonału:
"Uklęknij, biedny grzeszniku!"
"Pomału, Jegomość, pomału!
Gdzie ja tam biedny! Mam krowy
I konie, i niezłe stadko
Na hali Waksmundzkiej, a teraz
Pójdzie już spowiedź gładko.
W karczmie-m ja łbów nie rozbijał,
Barana-m nie ukradł nikomu,
Ze aż mi żal, iż dobytku
Nie umiem przysparzać w domu.
Raz do chorego wiozłem
Księżyczka z Panem Jezusem,
Ksiądz zberey, a koń się stracha,
Raz dęba, to szybkim kłusem.
«Nie zberkaj, księże, tak proszę,
Koń jest ostrego chowu,
Ani się spostrzeżemy,
Jak nas wysypie do rowu».
I tak się też stało. Bicz w garści,
Rzekę do księdza: «Ha, wiecie,
Gdyby nie ten Pan Jezus,
Porządnie bym sprał was po grzbiecie»."
"Zakamienialcze, świętego
Doprowadziłbyś do szału!
Ksiądz musi być jednak cierpliwy".
"Pomału, Jegomość, pomału!
.
Mam jeszcze jedną przewinę,
Której się wstydzić muszę."
"Nie wstydź się, miły mój bracie,
Bóg twą ocali duszę".
"Gdyście tak stał przed ołtarzem
Z tym kółkiem wygolonem,
To-m se pomyślał: tak biyscy
Jak kotce pod ogonem.
Czy, księże, to grzech śmiertelny,
Pouccie głupiego górala."
"Juźcić to nie grzech, lecz czystość
Myśleć tak nie pozwala.
Dam rozgrzeszenie, jeżeli
Innego nie macie grzechu",
I w imię Ojca, Syna, Ducha
Pożegnał go w pośpiechu.
Za chwilę - puk, puk - ten sam gazda
Do konfesjonału:
"I cóż tam znowu?" "Ja jestem,
Pomału, Jegomość, pomału.
W karczmie-m ja łbów nie rozwalał,
Barana-m nie ukradł nikomu,
Ze aż mi żal, iż dobytku
Nie umiem przysparzać w domu.
Inom zabacył, że przecież
Śmiertelny mam grzech na duszy".
"Wyznajże szczerze, mój bracie,
Szczerość twa Boga wzruszy".
"Jak pyszny ślachcic, dyć folgę
Grzesznemu dałek ciału".
"Jakże to folgę?" "Dyć wyznam,
Pomału, Jegomość, pomału.
.
Kąpałek się, to jest, mój księże,
Śmiertelny grzech na sumieniu,
Zaś wszystkie inne to znaczą,
Co niby jaszczurki w cieniu.
Przychodzę więc po pokutę,
Do konfesjonału".
"Zaraz ci, bracie, ja zadami"
"Pomału, Jegomość, pomału!"
"2e to jest grzech ponad grzechy,
Godna pokuty zbrodnia,
Więc za ten grzech będziesz, bracie,
Kąpał się co tygodnia".
"Do kiedy? Czy to wytrzymam?
Wcierniosty w każdym siedzi]!"
"Będziesz mi pokutował
Aż do następnej spowiedzi".
"Więc przyjdę, księżuniu, jutro,
Bo nie chcę tygodniami
Plamić mej duszy: wiadomo,
Że grzech śmiertelny plami".'
I żeby tak miec swoje miejsce na ziemi...
Nie ma tu nic szczególnego,
Żadnych tu dziwów świata
Fundament z skalnych odłamów,
Z płazów świerkowych chata.
Przed chatą mały ogródek,
A w nim - o ludzie zmęczeni!:
- Czuwa nad naszym spoczynkiem
Rząd pewnych siebie jasieni.
Rozłożył swoje korony
- O ludzie, nękani strachem!
- Nad zrębem naszego domu,
Nad domu naszego dachem...
Nie ma tu nic szczególnego...
Droga się snuje pod płotem -
Skąd ona i dokąd wiedzie,
Prawie nie myślę o tem...
Bo na cóż taka świadomość,
O ludzie, zbytnio ciekawi!? -
Poranek zeszedł nad drogą,
Droga się w blaskach pławi!
Ach, dokąd wy tak spieszycie,
U ludzie, tęsknotą gnani?
Tu las jest, tu potok szumi,
Wyzwoleń z głaźnej otchłani...
Nie ma tu nic szczególnego...
Dzwon się odezwał z wieży,
W czerwcowych omżach południa
Łąka rozkwitła leży.
Pozbywa się moje serce -
O ludzie, żyjący nadzieją! -
Wszelakiej skazy, gdy widzę,
Jak trawy śmiać się umieją.
Gdy stojąc w progach tej chaty -
O ludzie, żądni bogactwa! -
Wyciągam ręce i zgarniam
Skarby Bożego władztwa...
Nie ma tu nic szczególnego...
Bo jakiż cud tu być może,
Gdzie w wieczór na górskich szczytach
Żagwią się ognie Boże? Zagasły!...
Że zgasły tak prędko -
O ludzie, żywota chciwi! -
I że zagasnąć musiały,
Nikt tu się temu nie dziwi.
Z głębin tych mroków błękitnych -
Walczący z chwiejnością ludzie! -
Przypływa dziś ku mnie pewność
O cudzie i o nie-cudzie...
Nie ma tu nic szczególnego,
Żadnych tu dziwów świata:
Fundament z skalnych odłamów,
Z płazów świerkowych chata.
Ania Aga - Nie 08 Lis, 2015 13:21
Na dzisiejszą pogodę:
Czyż nie piękniejsze stokroć wiatr i niepogoda?
U nas dość głowę podnieść: ileż to widoków!
Ileż scen i obrazów z samej gry obłoków!
Bo każda chmura inna: na przykład jesienna
Pełznie jak żółw leniwa, ulewą brzemienna,
I z nieba aż do ziemi spuszcza długie smugi,
Jak rozwite warkocze, to są deszczu strugi;
Chmura z gradem, jak balon szybko z wiatrem leci,
Krągła, ciemnobłękitna, w środku żółto świeci,
Szum wielki słychać wkoło; nawet te codzienne,
Patrzcie państwo, te białe chmurki, jak odmienne!
Zrazu jak stada dzikich gęsi lub łabędzi,
A z tyłu wiatr jak sokół do kupy je pędzi:
Ściskają się, grubieją, rosną — nowe dziwy!
Dostają krzywych karków, rozpuszczają grzywy,
Wysuwają nóg rzędy i po niebios sklepie
Przelatują jak tabun rumaków po stepie:
Wszystkie białe jak srebro, zmieszały się… nagle
Z ich karków rosną maszty, z grzyw szerokie żagle,
Tabun zmienia się w okręt i wspaniale płynie
Cicho, z wolna po niebios błękitnej równinie!»
Admete - Nie 08 Lis, 2015 15:00
Lubię ten fragment z Pana Tadeusza.
Ania Aga - Nie 08 Lis, 2015 18:17
Mam ochotę powtórnie przeczytać "Pana Tadeusza"
|
|
|