Aktorzy z wrzosowisk Haworth - Toby Stephens
idgie_t - Czw 12 Mar, 2009 15:35
Anaru - Czw 12 Mar, 2009 17:02
| Mag13 napisał/a: | Trzeba uważać. W Fotografie elfów kobieta, którą kocha (stosując skrót myślowy! ) Toby Stephens, wpada do szczeliny lodowej i ginie w niej bez wieści. Nie chciałabym być na jej miejscu! |
Już nawet tego nie pamietam
No to się trza utożsamiać tylko do pewnych - rozsądnych - granic
Anonymous - Czw 12 Mar, 2009 17:26
| damamama napisał/a: | E bardzo proste, jak bohater (którego gra nasz najulubieńszy aktor) kocha się w kobiecie, to chcemy być na jej miejscu. W sytuacji jak wyżej to już nie bardzo się chce być. Dlatego tak istotne jest jaką orientację ma bohater filmowy. |
Jeden z moich najulubienszych aktorow w zyciu prywatnym jest gejem, niemal wszyscy sa zonaci, a ja szczerze mowiac mam to w nosie. Moze gdybym znala ich osobiscie, kochala sie lub zadurzyla w ktoryms naprawde - w realu, to cholera wie.... Iiii tam !!! Szkoda czasu i nerwow na fikcyjna postac zagrana przez fikcyjna dla mnie, badz co badz, osobe ...
trifle - Czw 12 Mar, 2009 19:58
| AineNiRigani napisał/a: | | a ja szczerze mowiac mam to w nosie. Moze gdybym znala ich osobiscie, kochala sie lub zadurzyla w ktoryms naprawde - w realu, to cholera wie.... Iiii tam !!! Szkoda czasu i nerwow na fikcyjna postac zagrana przez fikcyjna dla mnie, badz co badz, osobe ... |
Amen.
damamama - Pią 13 Mar, 2009 09:40
| AineNiRigani napisał/a: | | Jeden z moich najulubienszych aktorow w zyciu prywatnym jest gejem, niemal wszyscy sa zonaci, a ja szczerze mowiac mam to w nosie. Moze gdybym znala ich osobiscie, kochala sie lub zadurzyla w ktoryms naprawde - w realu, to cholera wie.... Iiii tam !!! Szkoda czasu i nerwow na fikcyjna postac zagrana przez fikcyjna dla mnie, badz co badz, osobe ... |
Przecież mówimy o orientacji bohaterów filmowych (życiu prywatnym mogą ją mieć dowolną). Na fikcyjne postacie to my reagujemy odruchowo , gdyby było inaczej to forum nie miałoby prawo bytu. Ja się nie muszę kochać w aktorze, żeby móc wyobrazić sobie siebie na miejscu bohaterki, ale muszę przyznać, że jak aktor ma w sobie to coś, to przychodzi to o wiele łatwiej. | Mag13 napisał/a: | Trzeba uważać. W Fotografie elfów kobieta, którą kocha (stosując skrót myślowy! ) Toby Stephens, wpada do szczeliny lodowej i ginie w niej bez wieści. Nie chciałabym być na jej miejscu! | w takiej sytuacji też nie chciałabym być.
Anonymous - Pią 13 Mar, 2009 11:16
Kiedy zasada jest taka sama. Pomimo uwielbienia do Rochestera, trudno by mi bylo utozsamic sie z Jane, skoro mamy tak rozne osobowosci. Podobna zasada jest z wiekszoscia powiesci (wyjatek stanowila chyba tylko Idusia z Idy Sierpniowej ), ale chyba nie to jest sednem.
Przypuszczam, ze cala nasza dyskusja wynika tak naprawde z tego jak odbieramy bodzcez zewnatrz. Ja jestem ewidentnym dotykowcem z bardzo silnymi cechami wzrokowca - jak czytam ksiazke, bohaterowie dla mnie w tym okreslonym momencie ożywają. W glowie pojawiaja mi sie wszystkie sceny (czesto z detalami), widze wszystkie postaci, ale nie jestem jedna z nich - jestem obserwatorem. Moze wlasnie dlatego potrafie nabrac tego dystansu do czytanego tekstu, ogladanego filmu? Jest mi totalnie wszystko jedno, czy postac jest gejem, biseksem, pedofilem, czy zoofilem, byleby mnie sie podobala (niekoniecznie pod wzgledem urody). Bo skoro to ja jestem obserwatorem i lubie patrzec na interesujacych ludzi - to widok mdlych postaci jest jedyna rzecza, ktora moze mnie rozczarowac...
damamama - Pią 13 Mar, 2009 11:57
Ja też jestem wzrokowcem i mam dosyć bujną wyobraźnię. Nigdy też czytając jakąkolwiek książkę nie utożsamiałam się z żadnym bohaterem. To o czym pisałam raczej dotyczy naszej sfery emocjonalnej. Nie spotkałam jeszcze osoby, która nie pragnęłaby być kochana, adorowana czy wręcz pożądana. Lubimy też wszyscy marzyć. Proza życia jest jaka jest i miejsca na romantyzm nie ma za dużo (tak na marginesie jestem w swoim związku szczęśliwa), dlatego też czasami marzymy, aby być tą albo tamtą postacią z filmu lub książki. Napisałam, że mogę sobie wyobrazić a nie, że wyobrażam sobie zawsze. Nie mam takiej psychicznej potrzeby. Z drugiej strony jak mam chandrę (co zdarza się bardzo rzadko), chętnie sięgam po fajny film, dobrze zagrany i wzbudzający emocje. I marzę sobie i marzę. Zawsze poprawia mi to nastrój.
Anonymous - Pią 13 Mar, 2009 12:19
Ja jak mam chandre ide narabac stos drewna lub na silownie wyboksowac worek. W ostatecznosci na dlugi spacer
Marzenia o milosci, a utożsamianie sie z bohaterka dla milosci do bohatera meskiego - to jednak dwie zupelnie inne sprawy. Dyskusja zaczela sie od zalu, ze Tobik gral geja, czyli fascynacji aktorem, a nie postacia - to po pierwsze. Po drugie sama przeciez napisalas o utożsamianiu sie z bohaterka:
| Cytat: | | E bardzo proste, jak bohater (którego gra nasz najulubieńszy aktor) kocha się w kobiecie, to chcemy być na jej miejscu. W sytuacji jak wyżej to już nie bardzo się chce być. Dlatego tak istotne jest jaką orientację ma bohater filmowy. |
To ja juz nic nie rozumiem
idgie_t - Pią 13 Mar, 2009 13:21
Oczywiście, że Toby jest aktorem i że dyskutujemy tu o jego rolach - postaciach jakie tworzy. Dlatego napisałam , że mnie szokuje kierunek jego uczuć w "Pięciu...". Ostatnio po prostu rozwalił mnie rolą Rochestera - głównie dlatego , że 1.nie odpowiada jej fizycznie, ale gra tak, że wierzę mu, że nim jest , 2.niesamowicie płynnie zmienia nastrój, co jest bardzo trudne aktorsko a niebywale spójne z postacią; 3.(to już chyba zasługa scenarzystki) są pewne nieścisłości jeśli chodzi o wypowiedzi Rochestera , co w mojej opinii nie zmienia charakteru postaci - spodziewałam się , że zaszkodzi zgodności z oryginałem. Dałam temu upust, pisząc "na wieki Rochester" - oczywiście to nie tylko jego zasługa , bo może nawet bardziej Ruth , swietnych zdjęć i reżyserii (temat na inny wątek).
Oglądając film czy czytając książkę zawsze wybieram sobie ulubioną postać i jeśli nie satysfakcjonują mnie jej losy, wymyślam co mogłaby zrobić, aby uniknąć katastrofy. W "Pięciu..." tą ulubioną postacią nie stał sie wbrew pozorom Philip Blake , ale Caroline Crale. Trochę dlatego , że niesamowita klasyczna i delikatna uroda, no słowem bardzo jej żałowałam i wyobraziłam sobie , że może on ją kochał i mogłaby być z nim , i nie zdradzałby jej , a wtedy uniknęłaby swego losu. A potem okazało się, że chybiłam.
Teraz ad meritum . Zażartowałam , że mnie to wkurza , choć prywatnie nie mam nic do gejów - przeciwnie, jeden z nich jest moim najlepszym przyjacielem i był czas , że tak potrzebowaliśmy rozmów ze sobą, że nie było dnia bez listu na kilka stron . Nie mam nic do TS-faceta. Nie wiem czy ma żonę i dzieci , czy jest gejem - w sumie wisi mi to . Za duża dziewczynka jestem na takie zabawy - od paru ładnych lat , już po skończeniu studiów, pracuję , jestem mężatką. Nawet nie wiem, czy prywatnie miałabym o czym z takim Stephensem jako człowiekiem wspólne tematy(?). Ale nie moich przecież poglądów na życie dotyczy ten wątek- takich unikam , wolę abstrakcyjne żarty i rozmowy o filmach i książkach . Prawdziwe , czasem tragiczne życie i jego dylematy mam codziennie do przesytu - taka specyfika pracy. Lubie to wyłączać po powrocie do domu , wymyślać tematy błahe , ale wnoszące lekkość w moje myślenie i odsuwające mnie od decyzji, które podejmuję nacodzień. Słowem na forum szukam odprężenia i zabawy w wolnej chwili - ma tę zaletę , że wymaga mało czasu, a tego ciągle brakuje.
Po raz ostatni na ten temat - więc wyczerpująco - nie pasuje mi ta postać do Rochestera i kłóci się z moim wyobrażeniem , jak powinny ułóżyc sie losy bohaterów, na które nie mam wpływu , ale chciałabym .
Proszę skończmy to offtopowe poniekąd gadanie , bo Mag sie znudzi i nie wrzuci obiecanych materiałów , i nie będzie o czym gadać
Poza tym myślę, że damamama też "utożsamia się" w sposób świadomy i ograniczony , jedynie w ramach wtopienia się w tło tego w czym przebywa. Zawsze troche toniemy w książce czy filmie - jeśli nie, to po co płakać przy zakończeniu lub śmiać się z bohaterami? Ja rozumiem o co chodzi
Pozdrawiam ciepło tych, którzy zdołali przeczytać te nudy i nie pogubili się
damamama - Pią 13 Mar, 2009 13:24
| AineNiRigani napisał/a: | Cytat:
E bardzo proste, jak bohater (którego gra nasz najulubieńszy aktor) kocha się w kobiecie, to chcemy być na jej miejscu. W sytuacji jak wyżej to już nie bardzo się chce być. Dlatego tak istotne jest jaką orientację ma bohater filmowy.
To ja juz nic nie rozumiem | Dlatego że: | Cytat: | | dlatego też czasami marzymy, aby być tą albo tamtą postacią z filmu lub książki | Tak swoją drogą to muszę pobrać chyba kilka lekcji z przekazywania myśli, tak aby były poprawnie zrozumiane przez innych. Inaczej tego wytłumaczyć nie potrafię a w cytowanej wypowiedzi starałam się wyjaśnić punkt widzenia idgie_t | AineNiRigani napisał/a: | | Ja jak mam chandre ide narabac stos drewna | U mnie nie dorwałabyś się do siekiery, mój men uważa to za swój przywilej.
idgie_t - Pią 13 Mar, 2009 13:32
| damamama napisał/a: | Tak swoją drogą to muszę pobrać chyba kilka lekcji z przekazywania myśli, tak aby były poprawnie zrozumiane przez innych. Inaczej tego wytłumaczyć nie potrafię a w cytowanej wypowiedzi starałam się wyjaśnić punkt widzenia idgie_t |
Dziękuję Ci jeszcze raz
A jak znajdziesz te lekcje to daj znać , bo ja się ewidentnie zapętlam w dłuższej wypowiedzi
idgie_t - Nie 15 Mar, 2009 22:10
Ooooo... Jesteś wspaniała! To zaczynam ściągać.
trifle - Nie 15 Mar, 2009 23:13
Mag
Ja mówiłam, że teatr na mnie nie działa? Ja chcę na Hamleta z Tobym!!! Obejrzałam na razie to pierwsze video, z naciskiem na monolog Hamleta przez ostatnie 2,5min. But break my heart for I must hold my tongue...
Moja matura ustna to był Hamlet. Czytałam ze trzy razy w różnych tłumaczeniach. Obejrzałam chyba trzy razy film Zefirellego. Ze dwa razy współczesną adaptację z Etanem Hawkiem. I raz jeden mistrzowską Kenneta B. Mogłam z głowy cytować fragmenty. Po uszy wtedy wpadłam w Szekspira i potem czytałam i oglądałam, co się dało, ale nic nie robiło takiego wrażenia jak Hamlet.
A tu teraz Toby Hamletem. Matko kochana
Anonymous - Nie 15 Mar, 2009 23:21
a mnie caly czas wychodzi blad i informacja, ze na moj konmputer plik zostal juz sciagniet (nawet jesli tak nie jest...)
Anonymous - Nie 15 Mar, 2009 23:44
u mnie zaden nie wchodzi - od razu strzela komunikatem o bledzie info, ze z mojego IP juz ten plik zostal sciagniety (nie pisze nic o blokadach) i kuuupe reklam Premium
praedzio - Nie 15 Mar, 2009 23:55
| AineNiRigani napisał/a: | u mnie zaden nie wchodzi - od razu strzela komunikatem o bledzie info, ze z mojego IP juz ten plik zostal sciagniety (nie pisze nic o blokadach) i kuuupe reklam Premium |
Aine, wysłałam ci PW.
trifle - Pon 16 Mar, 2009 00:37
U mnie się elegancko ściągają. Drugi obejrzany.
Smaczny kąsek
Świetny wielki monolog. I na koniec ten szaleńczy "ryczący z bólu ranny łoś". Ile on z siebie daje podczas grania! Ależ to musi być wysiłek...
Mag, powiedz, że byś się nie złamała i nie poleciała do Anglii mimo tłumu będących tam Polaków - żeby zobaczyć TS na scenie? Czy tego Hamleta w ogóle jeszcze grają?
Trzecią porcyjkę zostawię sobie na jutro...
Anaru - Pon 16 Mar, 2009 01:00
| AineNiRigani napisał/a: | u mnie zaden nie wchodzi - od razu strzela komunikatem o bledzie info, ze z mojego IP juz ten plik zostal sciagniety (nie pisze nic o blokadach) i kuuupe reklam Premium |
| Mag13 napisał/a: | Aine - jutro spróbuję załadować coś poprzez Savefile i sprawdzimy, czy możesz to "zassać". Wprawdzie na Rapidshare można pojedynczy plik ładować maximum 10 razy, ale nie sądzę, że już tyle razy zostały te pliki pobrane? |
Normalka, ja tez nie mogę pobierać z rapidshare'a bo to samo IP czy jakis inny nr, nie pamiętam dokładnie, ma pewnie cały blok o ile nie pół osiedla. Łukasz to kiedyś tłumaczył...
damamama - Pon 16 Mar, 2009 11:07
Ja też nie umiem ściągnąć z rapidshare'a i sobie nie zobaczę.
trifle - Pon 16 Mar, 2009 16:20
Stwierdzam, że Toby bardziej się nadaje na Hamleta niż którykolwiek z panów z moich ekranizacji Ciekawe, jak by się sprawdził w filmie, bo to jednak inny poziom hmm.. ekspresji.
Ogląda się te fragmenciki będąc pod wielkim wrażeniem. Kiedyś czytałam artykuł, gdzie było napisane, że aktorzy angielscy - filmowi - są aktorami "wysokiej klasy", bo każdy lub większość z nich zaczynała od gry w teatrach i nie mają problemów z grą głosem, ciałem, potrafią się ustawić. Coś w tym jest..
Anonymous - Pon 16 Mar, 2009 17:09
Żem jest ómarta.
Rapid mi nie dziala, ale dzieki dobrej PraEdwardianskiej duszy moglam soebie zapewnic strawe duchowa i noremalnie leze gdzies pod tym kartonem na ktorym trzymam laptopa...
trifle - Pon 16 Mar, 2009 17:40
Aine, dołączasz do mocnej grupy łudzącej się, że może ten Hamlet wróci kiedyś na scenę?
Anonymous - Pon 16 Mar, 2009 17:49
| trifle napisał/a: | aktorzy angielscy - filmowi - są aktorami "wysokiej klasy", bo każdy lub większość z nich zaczynała od gry w teatrach i nie mają problemów z grą głosem, ciałem, potrafią się ustawić. Coś w tym jest.. |
W zasadzie kazdy szanujacy sie aktor przewinal sie przez Royal Shakespeare Company, a to solina kuznia warsztatowa.
Ja nie do konca jestem przekonana o tym, czy taki warsztat sceniczny przeklada sie na forme filmu - chyba jest to dosc dobrze widoczne na pierwszych produkcjach filmowych - gdzie mimika i gest byly przerysowane, a sam aktor w zasadzie zachowywal statycznosc - bo takie sa wymogi teatralne. Inna rzecz, ze teatr przedwojenny a obecny to zupelnie inksza inkszosc.
Mnie sie wydaje, ze tak naprawde zrodlem sukcesu angielskich aktorow jest polaczenie dobrych szkol aktorskich, wspieranie mlodych aktorow dobrymi produkcjami telewizyjnymi (w tym przoduje nasze kochane BBC) o ciagle zywa tradycja teatralna.
W zasadzie cos, czego powoli zaczyna u nas brakowac...
Anonymous - Pon 16 Mar, 2009 17:51
| Mag13 napisał/a: | Aine, jaki widok spod kartonu się rozciąga? |
rozkoszny...
Anonymous - Pon 16 Mar, 2009 17:54
| trifle napisał/a: | Aine, dołączasz do mocnej grupy łudzącej się, że może ten Hamlet wróci kiedyś na scenę? |
Ja sie nie ludze. Ja wiem.
|
|
|