Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Marija - Pią 14 Wrz, 2007 13:47
Tak się Darcy grzebie, że pewnie u Pameli Lizzy zdąży wyjść za kogoś innego, uhhhhhhhh.........
Narya - Pią 14 Wrz, 2007 14:01
| Maryann napisał/a: | | Wiesz co ? Po tym, co wymyśliła w II tomie, to może lepiej, żeby się jednak opierała o tę "znaną fabułę"... |
Ale pisząc "swoją" powieść może by jej coś hmmm... ciekawego wyszło - może kryminał A tak to nam psuje nastrój całej książki tymi dziwacznymi dodatkami
Maryann - Pią 14 Wrz, 2007 14:41
| Narya napisał/a: | Ale pisząc "swoją" powieść może by jej coś hmmm... ciekawego wyszło - może kryminał |
Tam kryminał. Powieść grozy jej wyszła - klątwa przodków, czarna magia, spiski familijne... A wszystko w harlequinowatym sosie...
Narya - Pią 14 Wrz, 2007 14:52
To tym bardziej powinna się trzmać z dala od Darsika i Lizzy. Ale może nie marudzę już więcej - co byśmy bez niej czytały
Maryann - Pią 14 Wrz, 2007 14:58
| Narya napisał/a: | co byśmy bez niej czytały |
No właśnie... Z tych trzech fanfików "DiU od strony Darcy'ego", które znam, to ten Pamelowy - mimo wszystkich swoich wad - jest zdecydowanie najbardziej udany.
Gunia - Pią 14 Wrz, 2007 21:06
| Maryann napisał/a: | Gunia napisał/a:
Dziwny jakiś.
Darcy, czy ten drugi ? |
Darcy, oczywiście.
Faktycznie meandruje nam Pamelka, już zapomniałam, że to DiU.
Maryann - Pią 14 Wrz, 2007 22:02
No przecież o Darcym jest cały czas...
Gunia - Pią 14 Wrz, 2007 22:04
Jakimś zaginionym w dzieciństwie bracie bliźniaku chyba...
Maryann - Pią 14 Wrz, 2007 22:08
Mówisz ? Ale to by znaczyło chyba, że Pemberley trzeba na pół...
Gunia - Pią 14 Wrz, 2007 22:12
Taaak. Obu Dracych zamknąć w połówce gospodarczej, a posiadłość dla Georgiany i Lizzy.
Maryann - Pią 14 Wrz, 2007 22:21
Hmmm... Myślałam co prawda o podziale między tych bliźniaków (żeby się w walce o spadek nie pozabijali), ale Ty chyba wpadłaś na lepszy pomysł.
| Gunia napisał/a: | posiadłość dla Georgiany i Lizzy. |
Tylko, że dwie panny przecież same mieszkać nie mogą... Menskiej opieki im trza...
asiek - Pią 14 Wrz, 2007 22:52
| Maryann napisał/a: | No przecież o Darcym jest cały czas... |
FF jest o Darcy'm... FF jest o Darcym... TYM Darcy'm
Maryann'ku jak widzisz robię co mogę.
A propos Darcy'ego, ... zastanawiam się, czy Dy nie był twórcą enigmy...
Mam tylko nadzieję, że w dalszej części Dy nie będzie werbował Georgiany do współpracy z rządem.
Maryann - Pią 14 Wrz, 2007 23:03
| asiek napisał/a: | Mam tylko nadzieję, że w dalszej części Dy nie będzie werbował Georgiany do współpracy z rządem. |
A wiesz, że to nie byłby taki zły pomysł ? Taka jeszcze "niebywała" - kto by tam na nią zwracał uwagę, jak by tak sobie siedziała w kąciku ze spuszczonymi oczkami i buzią w ciup ?
Maryann - Sob 15 Wrz, 2007 06:46
Rozdział V część 26
Darcy przyglądał mu się w ciszy. To wszystko było zbyt niesamowite, a mimo to Dy opowiadał swoją historię w najprostszych słowach i bez najmniejszych pretensji do widzeń, czy – Bóg raczy wiedzieć – świętości ! Zastanawiał się, jak miał pogodzić to oświadczenie z jego oszukańczym życiem ?
- Widzę, że nie jesteś zachwycony moim wyznaniem – przerwało ciszę ironiczne stwierdzenie Broughama – I mogę to dobrze zrozumieć. Możesz się jednak tym pocieszyć. Mam nawet lepszy niż nasza przyjaźń powód, żeby chronić pannę Darcy przed moimi uczuciami dla niej. Choć to może nieprzyjemne, pomijając ciebie, Fitz, czy moje własne sumienie, jest tron wyższy niż Jego Królewskiej Mości, któremu muszę okazać należne względy. Ode mnie ona nie dowie się, jak bardzo ją cenię, ani też, że mamy wspólne przekonania. Jedno i drugie byłoby niebezpieczne ze względu na pracę, w którą jestem zaangażowany. I to jest wszystko, co powiem...
Przerwało mu pukanie do drzwi gabinetu. Szczery wyraz, jaki gościł na twarzy Dy w trakcie jego opowieści, zastąpiła rezerwa.
- Proszę wejść – powiedział Darcy, patrząc zafascynowany na kolejne etapy przemiany przyjaciela ze szczerego człowieka, którym był w trakcie ich rozmowy, w jedną z jego wyniosłych publicznych masek. Po tych kilku chwilach, jakich wymagało otwarcie drzwi przez lokaja i wejście Georgiany, metamorfoza była kompletna.
- Lord Brougham ! – zadowolenie w jej oczach było niekłamane. Opuściła je na moment składając ukłon, po czym zwróciła się do Darcy’ego – Czy już wystarczająco długo rozmawialiście na osobności, bracie, czy mam odesłać kolację z powrotem do kuchni ?
- Och, właśnie skończyliśmy, panno Darcy – wtrącił się Dy – Wyczerpaliśmy każdy przedmiot rozmowy. Obawiam się, że pani będzie musiała zadbać, żebyśmy byli dla siebie uprzejmi w trakcie kolacji.
Georgiana śmiała się, zasłaniając dłonią usta. Napięcie, które trzymało Darcy’ego w trakcie rozmowy z Dy, teraz nieco ustąpiło. Wróciwszy z niesamowitą łatwością do swojej zwykłej pozy Dy okazał się wspaniałym gościem, zabawiając ich w trakcie posiłku anegdotami i absurdalnymi opowieściami przeplatanymi beztroskimi fragmentami o wielkich, sławnych i tych, którzy pragnęli takimi zostać. Niemal wydawało mu się, że ich wcześniejsze spotkanie było snem, tak mało ten mężczyzna przy stole przypominał tego, który wyznawał mu to wszystko. Darcy ze spotęgowaną świadomością szukał oznak nici, które pewnego dnia mogą związać jego siostrę z jego przyjacielem. Nie ulegało wątpliwości, że Georgiana rozkwitała pod jego spojrzeniem, stając się w jego towarzystwie nawet mniej nieśmiała i powściągliwa, niż wśród swych krewnych. Nie zdołał jednak zauważyć innego uczucia niż zachwycona przyjaźń. Ze strony Dy nie było tajemniczych spojrzeń, czy smętnych westchnień. Nadal grał rolę zabawnego gaduły, za jakiego uważano go w towarzystwie, czasami śmiesznego, często ironicznego - choć jego ironia traciła ostrze w ich towarzystwie, czasami pokazując swój prawdziwy intelekt i znawstwo.
asiek - Sob 15 Wrz, 2007 19:26
| Maryann napisał/a: | | A wiesz, że to nie byłby taki zły pomysł ? Taka jeszcze "niebywała" - kto by tam na nią zwracał uwagę, jak by tak sobie siedziała w kąciku ze spuszczonymi oczkami i buzią w ciup ? |
A na parawanikach zapisywałaby szyfrem ważniejsze informacje. Karamba !
| Maryann napisał/a: | | ... Georgiana rozkwitała pod jego spojrzeniem, stając się w jego towarzystwie nawet mniej nieśmiała i powściągliwa, niż wśród swych krewnych. Nie zdołał jednak zauważyć innego uczucia niż zachwycona przyjaźń. |
Darcy znowu kombinuje ...Znawca uczuć niewieścich z Koziej Wólki.
Zająłby się lepiej Pemberley, bo mu chwastami zarośnie.
Maryann - Sob 15 Wrz, 2007 21:08
| Mag napisał/a: | Ps przypominam, że napomykałam o szpiegostwie DY'a i jego uczuciu do Georgiany i Maryannek stanowczo spychał mnie z tych tropów .
Nie chciałaś za wcześnie wyjaśniać zawiłości, czy czytacie z nami równolegle? |
Ja nie czytam równolegle - przeczytałam to już wcześniej. A że Cię spychałam na manowce... To raczej "ku dobru powszechnemu".
A Alison ma rację z tym smacznym kawałkiem. W ogóle, to w ramach spojlerowania mogę powiedzieć, że jak już Darcy do tego Pemberley wreszcie dojedzie, to się już się wreszcie przestanie zajmować religijnością Georgiany i niewłaściwie ulokowanymi uczuciami swoich przyjaciół...
Maryann - Nie 16 Wrz, 2007 08:51
No to - adieu 007...
Rozdział V część 27
On dotrzyma swojego przyrzeczenia, zapewnił Darcy swoje braterskie serce. Kiedy jednak Dy złożył Georgianie pożegnalny ukłon życząc jej dobrej nocy i przysunąwszy się do niego przy drzwiach poinformował go konspiracyjnym tonem, że jego „obowiązki” każą mu opuścić Londyn na czas nieokreślony, nie było mu przykro.
- Najbardziej żałuję, że nie będzie mnie na odsłonięciu portretu panny Darcy – zakończył narzucając podany przez lokaja płaszcz i wyciągając rękę po swój kapelusz i rękawiczki.
- Nic nie stracisz – odparł i dodał na widok uniesionych brwi Broughama – Postanowiłem, że Georgiana ma rację. Będzie tylko rodzina, a potem wyślemy go do Pemberley.
- Znakomicie ! – uśmiechnął się promiennie Dy – Dobrze to załatwiłeś, Fitz ! Chociaż rozumiem niezadowolenie panny Darcy z portretu, to mam nadzieję, że pewnego dnia będę miał zaszczyt zobaczyć go wiszący stosownie w Pemberley.
Wyciągnął do Darcy’ego rękę, którą on natychmiast mocno uścisnął.
- Trzymaj się, stary – słowa pożegnania utknęły Darcy’emu w gardle. Trudna do oszacowania wartość stojącego przed nim człowieka przepełniła go wdzięcznością i lękiem – Grasz w niebezpieczną grę, ale mam szczerą nadzieję, że wyjdziesz z niej cały i zdrowy.
- Wyjdę, Fitz – odparł równie wzruszony – Nie możesz sobie wyobrazić, jaka to ulga mówić z tobą szczerze o tym… i o tamtym. Bóg wie gdzie będę przez najbliższe kilka miesięcy, ale jeśli potrzebowałbyś się ze mną skontaktować, wyślij wiadomość do kościelnego u św. Dunstana. On zadba, żebym ją otrzymał.
Kościół św. Dunstana ? Jakieś wspomnienie obudziło się w nim na tę nazwę. Gdzie on wcześniej słyszał o kościele św. Dunstana ?
Dy wziął głęboki oddech.
- Więc do widzenia, przyjacielu – wcisnął kapelusz na swoje starannie ułożone loki – Dbaj o pannę Darcy i myśl o mnie. Kiedy następnym razem się spotkamy, zażądam sprawozdania – zaśmiał się, po czym zapytał – Czemu tak marszczysz brwi ?
- Kościół św. Dunstana ! Gdzie mogłem wcześniej słyszeć o tej parafii ? Z pewnością nie jestem częstym gościem w tej części Londynu !
Dy uśmiechnął się prowokująco.
- Och, byłbym bardzo zdziwiony gdybyś był ! Gdzie o nim słyszałeś ? Przypuszczam, że natknąłeś się na niego w referencjach, jakie złożyła ci doskonała pani Annesley – skinął na lokaja, żeby otworzył drzwi.
- Pani Annesley !
Darcy stał jak wmurowany w hallu patrząc głupio na przyjaciela i usiłując przypomnieć sobie treść listów polecających tej damy.
- Kościół św. Dunstana był parafią Petera Annesley, jej zmarłego męża – wyjaśnił widząc, że kompletne zaskoczenie nadal nie pozwala mu się ruszyć – Błagam, nie wspominaj jej, że znałem Petera, a gdybyś mnie szukał, nie mów, że wysyłasz tam list. Ona nie wie, że byliśmy związani, ani o sprawach, w które Peter był zaangażowany. I niech tak zostanie.
Darcy skinął głową na znak zgody.
- Dobry Boże, Dy, co będzie dalej ?
- Zakończenie tej cholernej wojny porażką Napoleona, mam nadzieję ! – odparł ponuro – Muszę iść ! – westchnął, po czym rzucił mu uśmiech, ciepło mówiący o latach ich wzajemnego szacunku – Uważaj na siebie, Fitz. Będę się modlił za ciebie i za to wszystko, co cię ostatnio niepokoi.
Odwrócił się i po chwili zniknął pochłonięty przez ciemność.
Gunia - Nie 16 Wrz, 2007 15:20
Teoria spiskowa jak w "Kodzie Leonarda"...
Anonymous - Nie 16 Wrz, 2007 19:41
| Caroline napisał/a: |
Dy! Zostałeś szpiegiem? |
Troche po czasie (bo zostawiam sobie ciasteczka na weekendy ), ale nie mogę się powstrzymać:
HA !!!! A NIE MÓWIŁAM !!!!
Wprawdzie strzeliłam po innej lekturze postaustenowskiej, ale jednak bez pudła !!!
Alison - Pon 17 Wrz, 2007 08:37
Kolejny kolega z problemami rodzinnymi
Rozdz. VI, cz. 1, "Zgięty pod ciężarem winy"
Twa dawna wrogość jest przyjaznym darem,
A za ból, który tak wówczas mnie palił,
Gnę się pod winy mej własnej ciężarem,
Nie mając nerwów ze spiżu lub stali.
[...]Lecz że twa wina jest u mnie w zastawie,
Niech mnie wybawi; ja cię mą wybawię.
Sonet 120 W. Shakespeare
Wtorek, 28 kwietnia, 1812 r.
- Następnym razem zdecydujcie się z Brougham'em wyjść do siebie nawzajem, ufam, że dacie mi znać - sir Hugh Goforth użył swojej królowej żeby zebrać, właśnie wygraną lewę - Słyszałem, że to był piekielnie dobry pokaz szermierki!
- Nigdy nie pomyślałbym, że ten wyfiokowany strojniś wie, za który koniec trzymać szpadę - wycedził lord Devereaux, rzucając karty na środek stołu - chociaż, przyznam, że on niesamowicie jeździ konno. Zdaje się, że w zeszłym roku zajeździł konia w Melton. Musiał mu wpakować kulkę w łeb.
Uwięziony pomiędzy pragnieniem obrony przyjaciela i obawą ujawnienia czegoś czego nie powinien, Darcy zebrał karty i ograniczył się do potasowania ich. Minęło nieco ponad tydzień od ich konfrontacji u Genuardi'ego, ale on zaglądając dzisiaj do Boodle'a, przekonał się, że ich nieobecność w klubie od tego czasu była obiektem spekulacji.
Sir Hugh jedna po drugiej brał karty, które Darcy mu rozdawał, podczas gdy Devereaux i pozostali partnerzy do gry, zgarniali je wszystkie jednocześnie, układając je w określonym porządku. Darcy spojrzał znowu na swojego nie rokującego nadziei partnera, po drugiej stronie stołu. Lord Manning napotkał jego badawcze spojrzenie z żartobliwym uniesieniem brwi - Gdybyś ty chodził do Cambridge zamiast do Oxford, Devereaux - zauważył Manning - nie doszedłbyś do tak błędnego pojęcia o sprawie. Brougham jest, czy też był wtedy, doskonałym szermierzem. Kiedy on i Darcy nie rzucali się na siebie rywalizując o nagrody akademickie, krzyżowali szpady.
- Ach, poufna informacja! - sir Hugh zamknął wachlarz swoich kart - Teraz to zmaganie się z książkami jest ulubionym zajęciem Darcy'ego. 25 funtów na Brougham'a czy Darcy'ego, Manning?
- Och, na Darcy'ego - uśmiechnął się szyderczo Manning - ale tylko po to, żeby go zdenerwować. On nienawidzi być obiektem publicznego zainteresowania, prawda Darcy?
- Gramy, panowie? - Darcy pominął pytanie Manning'a - Twoja kolej, Devereaux.
Wraz z kolejką jego wysokości, gra i wieczór potoczyły się już bez wspominania o możliwym rewanżu, ale wzruszeniem ramion Manning zakomunikował, że jego punkt widzenia został udowodniony. Pojawienie się jego dawnego przeciwnika w klubie zaskoczyło Darcy'ego, bo chociaż Manning był członkiem Boodle'a był również członkiem White'a, choć zawsze demonstrował swoje preferencje względem tego drugiego, poprzez długą nieobecność w pierwszym. Nie zamienił z nim nawet słowa od tej okropnej sprawy w Broughton Castle. Nie zostało powiedziane dlaczego nagle zaszczycił Boodle'a swoją obecnością, chyba że zrobił to dla perwersyjnej przyjemności, którą czerpał z drażenia się z nim, tak jak to zrobił teraz. To dlatego dobrze się usadowił, zaoferował mu się jako partner do gry, kiedy z powodu jakiejś pilnej wiadomości, Sandingon musiał opuścić grę.
Chociaż nie lubił jego towarzystwa, Darcy nie mógł ganić go za grę. Manning był tak sprytny w kartach jak wtedy kiedy urządzał prowokację, opierał się strategii przeciwników tak zręcznie jak wyrabiał reputację innym członkom klubu, którzy mieli szczęście się przez niego przewinąć. Zarówno Goforth i Devereaux parskali rozbawieni na wszelkie jego uwagi, zostawiając go samego z jego niezadowoleniem z rozrywki barona i pragnieniem bycia gdzie indziej. Zakończyli wieczór jako zwycięzcy, ale Darcy niewielką czerpał przyjemność z tego, czy z wyrażanej przez Manning'a satysfakcji. Skinął przyjmując wypowiedziany półgębkiem przez partnerów komplement i podniósł się od stołu chcąc wrócić do Erewile House, kiedy Manning podszedł do niego.
- A nagroda? - ton jego prośby był ledwie grzeczny.
- Do usług - odpowiedział maskując irytację. Manning skierował go do małego stolika na uboczu. Usiedli na krzesłach, znowu twarzą w twarz.
- O co chodzi, Manning? - zapytał Darcy bez żadnych wstępów - Idę do domu i nie zamierzam z tym zwlekać.
- Chciałbym z tobą porozmawiać...o osobistej sprawie - arogancki głos jego wysokości zawahał się, nawet kiedy jego oczy uciekły od wzroku Darcy'ego - Wiem jak absurdalnie musi to dla ciebie brzmieć. Wyobraź sobie, ja proszący cię o cokolwiek! Ale upewniam cię, tylko niezwykła konieczność zmusza mnie do tego. Do diabła! - oparł się o krzesło ze wzburzoną miną. Wszystko kusiło Darcy'ego by wstać i wyjść, ale coś w wyglądzie Manning'a spowodowało, że został. Siedząc, czekał aż Manning będzie kontynuował.
- Chodzi o Bellę; pamiętasz moją siostrę? - jego wysokość spojrzał na niego.
Alison - Pon 17 Wrz, 2007 09:25
| Mag napisał/a: |
Matulku, jak ta męka się skończy, to pamiętasz,że obiecywałaś nam przybliżyć opowiadania JA? Mam nadzieję, że nasze kochane ABT nie odmówi |
Co za pamiętliwe bestie, człowiek nic sobie nie może beknąć bez zobowiązań
Ja muszę się w końcu za swoją robotę w pracy zabrać na poważnie, ale w ramach odtrutki i wprawek językowych obiecuję się dzielić, ale na pewno nie będzie to w takim układzie dzień w dzień, bestyjki Wy moje
asiek - Pon 17 Wrz, 2007 17:45
Kiedy ten facet - znaczy Darcy- weźmie się do roboty! Nic tylko bumeluje całymi dniami. Zaczynam tęsknić do Jasia T., który od świtu do zmroku zmagał się ze światem. Nawet zamożony Rochester miał hobby, któremu się poświęcał / i nie chodzi mi tu o uwodzenie guwernantek /.
A Darcy ? Nic... tylko stroje, bale, kluby, karty, konie, łowy... i karczmy pod jakowymiś kaczorami. Leń patentowy, a nawet patentowany.
Zupełne przeciwieństwo naszych pracowitych Tłumaczek
Alison - Pon 17 Wrz, 2007 17:51
| asiek napisał/a: | Leń patentowy, a nawet patentowany.
Zupełne przeciwieństwo naszych pracowitych Tłumaczek |
Były sobie tłumaczki trzy, tłumaczki trzy, tłumaczki trzy...
Tłumaczki puszą swoje pawie ogonki i wyrażają wdzięczność za docenienie ich zmagań z cholernym patentowanym nierobem panem Darcym i wyobraźnią pani Pameli
Alison - Wto 18 Wrz, 2007 08:39
Pamela miała chyba jakieś problemy z bratem lub braćmi - daję za to głowę!
Rozdz. VI, cz. 2
- Mam nadzieję, że panna Avery ma się dobrze - Darcy zmarszczył brwi. Czego Manning mógł chcieć od niego w związku z jego siostrą?
- Tak...i nie! Nie jest chora w zwykłym tego słowa znaczeniu - zachmurzył się jego wysokość - ale wiesz, jaka ona jest! Zawsze taka mała szara myszka. I jeszcze to jej przeklęte jąkanie!
Darcy zmarszczył się niezadowolony. Tak, całkiem dobrze znał opinię Manning'a o jego młodszej siostrze i jego niedbałe obchodzenie się z nią także. Spoglądając na niego wzrokiem pełnym dezaprobaty, Darcy został nagrodzony widząc, że jego wysokość zarumienił się i zaprzestał swoich narzekań.
- Chodzi o to, Darcy - zniżył głos - że zobaczyłem, że Belli brakuje odpowiedniego przewodnictwa. Nasi rodzice umarli kiedy ona miała zaledwie osiem lat. Jej guwernantki były dotąd odpowiednie ale mało inspirujące. A ja nigdy nie wiedziałem co z nią robić, - irytacja znowu podniosła ton jego głosu - Bóg wie, że Fanny nigdy nie okazała jakiegoś szczególnego zainteresowania, nawet przed tą sprawą w styczniu. Straciłem na nią cały sezon i jestem na najlepszej drodze żeby znowu to zrobić w tym roku.
- Dobrze rozumiem twoją siostrę...
- Tak! - Manning przerwał mu - Tak właśnie myślałem, widząc jak świetnie dawałeś sobie z nią radę w Broughton i właśnie dlatego do ciebie przyszedłem - Darcy wpatrywał się w niego nic nie rozumiejąc - Wiem, że jesteś bardzo blisko ze swoją własną siostrą.
- Mam ten zaszczyt - odpowiedział Manning'owi podejrzliwie.
- Zauważyłem wasz wzajemny szacunek, Bella także.
- Kiedy?
- Widziałem was razem w teatrze, w zeszły poniedziałek, na recitalu lady Lavinii we wtorek, chociaż przyszliście późno i wyszliście wcześnie, i na operze w sobotę. - wyliczył - Krótko mówiąc Bella darzy wielkim podziwem ciebie i pannę Darcy, i szczerze mówiąc - złośliwość jego wysokości nie budziła wątpliwości - chociaż jesteś nieznośnie dokładny we wszystkich szczegółach, to jest oczywiste, że jest to coś więcej niż tylko znoszenie towarzystwa swojej siostry. Człowiek z twoją inletigencją - Darcy uniósł brew, udając tylko troszkę więcej zaskoczenia niż rzeczywiście odczuwał na ten pierwszy prawdziwy komplement jaki kiedykolwiek usłyszał od Manning'a - Tak, przyznaję ci wszystkie talenta i zalety - wyłożył przed nim Manning - Człowiek z twoją inteligencją i charakterem nie byłby tak uważny dla swojej dużo młodszej siostry gdyby ona była z jednej strony trzpiotką i ptasim móżdżkiem albo diabelnie wystrojoną intelektualistką z drugiej. Belli dobrze zrobiłoby gdyby nabrała trochę samodzielności i inteligencji twojej siostry - przerwał kiedy służący przyszedł z tacą - Hej ty, co tam masz?
- Brandy, milordzie - człowiek skłonił się i zaoferował im to, co stało na tacy.
- Wspaniale! Trzeba to osuszyć! - Manning złapał kieliszek - Darcy?
- Nie, dziękuję. - obserwował jak baron próbuje zapanować nad dyskomfortem niesmacznej pozycji, w jakiej się postawił. Kiedy połowa płynu została wypita w mniej niż towarzyskiej ciszy, Manning postawił kieliszek ostrożnie na stole i wziął głęboki oddech.
- Czy mógłbyś - mimo naszego odwiecznego antagonizmu - czy mógłbyś zgodzić się na przedstawienie sobie Belli i panny Darcy, i zachęcenie ich do zawarcia przyjaźni? - Dumne spojrzenie, na chwilę zamienione, powróciło, pozwalając mu stawić czoło zarówno żalowi jak i triumfowi, jakakolwiek miałaby być odpowiedź.
Maryann - Wto 18 Wrz, 2007 10:04
No brat idealny normalnie...
|
|
|