Literatura - Proza i poezja - Kicz czy literatura ?
Alison - Sob 17 Mar, 2007 21:31
| Kaziuta napisał/a: | Wczoraj czytałam jak Stefcia po śmierci babci dostała jej pamiętnik. Kiedy czytałam o jej uczuciu, a potem o stracie nadzieji i miłości to muszę Wam powiedzieć, że sie najnormalniej w świecie popłakałam.
Czy ja juz powinnam zacząć się leczyć ? |
Jak się będziesz wybierała do lekarza, to weź mnie ze sobą. Wiesz dlaczego?
Tzn. po prawdzie ja pękłam dopiero później, jak umarła, bo zawsze pękam jak mi bohater główny umiera, odsmarkałam się dopiero jak się Lucia zaczęła wydzierać Stefa, Stefa, a Maciej zaczął wyjeżdżać z tymi swoimi Nemesisami, to wyszło szydło z worka, że jednak nie mam prawdziwego serca gorącego, bo zdjął mnie śmiech pusty jak próżnia kosmiczna. Ale to na pewno z nerwów było :razz:
Trzykrotka - Sob 17 Mar, 2007 21:44
Aha!!! Mam cię!! Śmiała się Alison nad tą trumną, nie byłam sama!!
Alison - Sob 17 Mar, 2007 21:48
| Trzykrotka napisał/a: | Aha!!! Mam cię!! Śmiała się Alison nad tą trumną, nie byłam sama!! |
A wcale, że bo NIE! nad trumną się nie śmiałam! Bo to jeszcze przy łożu śmierci było. I tylko troszkę, i w ogóle łzy mi jeszcze nie obeschły, więc kto mi udowodni, że to nie był szloch spazmatyczny? :razz:
No dobra, śmiałam się już na sucho przy podpisie pod obrazem, ale nie musisz tego zaraz wszystkim rozgłaszać. Mówię Ci o tym tylko tak, po znajomości...
Anonymous - Nie 18 Mar, 2007 09:41
Przy podpisie pod obrazem to ja się regularnie turlam ze smiechu.
Trzykrotka - Pon 19 Mar, 2007 00:16
Wszystkieśmy zepsute i niewrażliwe, tylko nam doktor Kurkiewicz w głowie
Ja w każdym razie czytam opis wyścigu hippicznego (wystawa rolnicza), a niedługo ordynat po raz pierwszy obejmie Stefcię (w tańcu, w tańcu...) i świat mu wirem zawiruje....
Alison - Pon 19 Mar, 2007 10:11
| Trzykrotka napisał/a: | Wszystkieśmy zepsute i niewrażliwe, tylko nam doktor Kurkiewicz w głowie
Ja w każdym razie czytam opis wyścigu hippicznego (wystawa rolnicza), a niedługo ordynat po raz pierwszy obejmie Stefcię (w tańcu, w tańcu...) i świat mu wirem zawiruje.... |
A Tobie to niby nie? :razz:
Trzykrotka - Pon 19 Mar, 2007 12:55
No pewnie, ze tak....
GosiaJ - Pon 19 Mar, 2007 14:08
Cichcem do tego wytwornego saloniku wlazuję, łostawując walonki i uszankie, jako i widły, wele łodrzwi, coby się łode kształconych niewiast czego nauczyć
Bo powiedzcież mi, miłe panie, jakąż była recepcja tego dzieła w czasach jedynie słusznego ustroju? Bo jak czytam takie ustępy, jako poniższy, to myślę sobie, że w propagandowym jakim dziele znaleźć by się mogły:
Wielka praca rąk (burakowych!), mechanizm maszyn i bogate łany nadawały polu wygląd bardzo postępowy.
A i ukazanie zgnilizny toczącej klasę arystokratyczną jest wielce wymowne.
Wybaczcie, że zamiast się ekscytować gorącymi zakusami ordynata na bławatek niewinny, jakieś tło tu przywołuję Już wracam omdlewać do komnat zamkowych tajemniczych i ordynata, który mówi: Jestem przy tobie
Trzykrotka - Pon 19 Mar, 2007 15:03
O ja cię..... naprawdę mówi Jestem przy tobie??????
Gosiu! ómieram
Galadriel, jak się okazuje, miała nosa do ordynata.
To ja z wystawy rolniczej (i postępowej) i omdlewajacej Stefci wracam do pałacu w Głębowiczach
GosiaJ - Pon 19 Mar, 2007 15:12
Mówi, jak żywo: Nie obawiaj się, jestem przy tobie, w rozdziale XVIII Oj, miała Ci nosa Gal A Ty z tą fotką jedną też
Alison - Pon 19 Mar, 2007 15:46
GosiaJku nowoczesna literatka, nie tylko romansu opisaniem się zajmuje, ale i tło społeczne i obyczajowe nakleśla. Ordynat, idol niewieści, nie tylko przystojnym, namiętnym, pięknie na koniu się prezentującym być musi, ale do tego powinien posiadać miłe obejście, oczytanie, wiedzę wszechstronną, siłę wewnętrzną, charakter niezłomny, honor nieskazitelny, a skoro już ma to nieszczęście być bogatym, to przynajmniej musi być prawym obywatelem, znającym nowinki techniczne (w końcu tylko technicznie uzdolniony, nowoczesny mężczyzna mógłby nas zadowolić, a nie jakiś hippis i bujający w chmurach artysta), dobrym i sprawiedliwym dla ludzi, którzy mu podlegają, kochającym dzieci i zwierzęta. Amen. Czegóż chcieć jeszcze?
No i jak sobie wyobrażasz, że u takiego ideału pola perzem zarastają, obfajdane krowy na jałowych pastwiskach sie pasą, a tępe chłopstwo, tępymi kosami rżnie na oślep falujące łany? Mus żeby był ład i porządek. Do tego ordynacio dba o przyrodę, drogi naprawia, drzewami obsadza, ja go głównie za to kocham
Trzykrotka - Pon 19 Mar, 2007 16:02
Ale ten wygląd postępowy do spółki z chłopstwem o wyglądzie typowych tubylców, może nieprzygotowanych zabić.
Kocham Trędzię! Ileż tam smaków i smaczków!
O ile pamiętam, to doktor Kurkiewicz nasz nieoceniony też jakoś od niej wyszedł??
Gosia - Pon 19 Mar, 2007 16:44
Tylko mi znowu nie wyskakiwac z Kurkiewiczem!
Ma juz przeciez osobny wątek
Gosia - Pon 19 Mar, 2007 16:46
Zacytuje fragment strony, ktorą tu już przywolywalam, a propos recepcji tworczosci pani Heleny:
"P. Helena Mniszek, przystępując do pracy literackiej, posiadała po temu wiele danych: znajomość świata, dobrze rozwinięty zmysł obserwacji, wyobraźnię bujną, nawet styl nieźle wyrobiony, ale przede wszystkim ma ową niebezpieczną łatwość pisania i dlatego ciężką Kalwarię przejść musi, wielką z sobą stoczyć walkę, zanim poskromi własną gadatliwość..." - czytamy w piśmie "Społeczeństwo" z 1909 roku.
Recenzent chwaląc w "Trędowatej" - "dobrze podchwycone charaktery, sylwetki ciekawe, sytuacje o napięciu dramatycznym" - dodaje - "niepodobna rzucić kamieniem na autorkę i odradzać jej dalszych prób na polu twórczości literackiej, należy jednak ubolewać nad tem, że pośpieszyła się z drukiem swych pierwocin, za jakie uważam "Trędowatą". Powieść tę powinna była poczytywać jedynie za ćwiczenie - i jako takie zachować na dnie biurka, albo co lepiej, spalić, albo wreszcie wydać, lecz po zasięgnięciu wskazówek wybitnego znawcy piśmiennictwa..."
Nie wiedział krytyk ze "Społeczeństwa", że Mniszkówna zasięgała przed wydaniem Trędowatej" rady nie byle jakiego "znawcy piśmiennictwa". Był nim Bolesław Prus.
Ojciec, Michał Mniszek - Tchorznicki, zanim podjął ryzyko wydania własnym sumptem debiutanckiego utworu starszej córki, wysłał ją do Warszawy na konsultację ze stryjem. Stryj Józef, lekarz wybitny i postępowy, pierwszy, który wprowadził obowiązek przymusowego szczepienia ospy, był przyjacielem Prusa jeszcze ze Szkoły Głównej.
"Gdy po raz pierwszy weszłam do gabinetu śp. Prusa, drżałam z wzruszenia i ... trwogi - pisze Mniszkówna. - Prus bowiem otrzymał już poprzednio od stryja moje rękopisy, szłam przeto po wyrok. Co usłyszę z ust znakomitego autora? To było dla mnie wówczas kwestią ważniejszą, niż wszystkie inne na świecie. Prus łatwo spostrzegł moje wzruszenie, powitał mnie serdecznie, uśmiechał się, wskazał mi krzesło przy stoliku i postawił przede mną szklankę wody, prosząc łagodnie z tą swoją znaną słodyczą, abym się uspokoiła. Sam zaczął chodzić po pokoju, pytał o różne szczegóły, tyczące się mnie i mego zamiłowania do pióra. Rozmawialiśmy długo, szczerze. Z rozmowy tej byłam dumna i szczęśliwa. Gabinet Prusa zastawiony był od sufitu do podłogi książkami, na prostych drewnianych półkach. Prostota i szczerość, cechująca czcigodną postać tego wielkiego duchem, a tak skromnego człowieka, jego uśmiech łaskawy - wszystko to nastroiło mnie jakby słoneczną pogodą. Duszę miałam pełną zachwytu i wdzięczności za jego dobre, drogie słowa, za to, że był takim właśnie jakim był. Pokochałam go od razu, jak ojca, a gdy wreszcie usłyszałam wyczekiwany, decydujący dla mnie wyrok, uniesiona szałem radości, ręce Prusa przycisnęłam do ust. - Co robisz, królu mój? entuzjastka z Pani - zawołał ubawiony. Mógł mnie nazwać entuzjastką, widząc łzy szczęścia, płynące z moich oczu. On pierwszy dodał mi otuchy i zachęty do wydania "Trędowatej" oraz do dalszej pracy. Są to wspomnienia nie zatarte z duszy i serca, trwać będą zawsze z jednakową wyrazistością, okraszone szczególnym urokiem."
"Z bijącym sercem odczytywałam pierwsze krytyki..." - pisze Mniszkówna. Drukowały je poważne pisma. - "Kraj", "Biesiada Literacka", "Bluszcz", "Przegląd Powszechny". Podpisywali ludzie o znaczących nazwiskach - Edward Słoński, Antoni Lange, Wiktor Gomulicki.
"Zanim jeszcze znalazłam czas na przeczytanie dwóch okazałych voluminów zaznajomiły się z niemi dwie młode kobiety" - pisze Gomulicki. - "Każda, zwracając mi powieść miała powieki zaczerwienione. U jednej był to skutek bezsenności. - "Ta Trędowata tak szalenie zajmująca, żem noc całą na czytaniu spędziła." U drugiej czerwoność pochodziła od łez nad książką wylanych (...) Ja ani łez nad "Trędowatą" nie wylewałem, anim dla niej z nocy dnia nie czynił. Dramat opisany przez autorkę nie był już dla mnie zupełną nowością. Znałem go w archaicznej oprawie królewskiej i zwał się wówczas "Zygmunt i Barbara". Znałem go też w oprawie cesarskiej, współczesnej, a na imię mu było... Rudolf i Maria Vecsery..."
Odwoławszy się do takich historycznych pokrewieństw, Gomulicki chwali akcję powieści przeprowadzoną "z niemałą zręcznością i w sposób istotnie zajmujący", chwali autorkę, która "kreśli piękne obrazy przyrody, umie zręcznie poprowadzić dialog, w scenach dramatycznych zdobywa się na siłę...", chwali wreszcie zawarte w "Trędowatej" "próby satyry społecznej i moralizowania na temat obowiązku arystokracji."
Antoni Lange nazywa Mniszkównę "spadkobierczynią sławy p. Rodziewiczówny", zaś Antoni Mazanowski publikujący w 1916 roku (kiedy "Trędowata" miała już kilka wydań) na łamach "Przeglądu Powszechnego" rozprawkę "Współczesna galeria powieściopisarek polskich", grzmiąc: "dochodzimy do tego, że jeśli trzeba chronić córki nasze przed powieścią Tetmajera, Żeromskiego lub Daniłowskiego, to trzeba na cztery zamki zawierać przed niemi powieści Zapolskiej, Wielopolskiej, (...) Rygier-Nałkowskiej, bo to lektura lupanaru" - pisze jednocześnie z sympatią o "Trędowatej", jako o "pasteli delikatnej i barwnej", ocenia "rozdziały opisujące walkę ordynata ze sferą" słowami - "silne, dramatyczne, zajmujące."
Wydawcy szturmują o następne utwory.
Alison - Pon 19 Mar, 2007 16:48
Przepraszam, ale chciałam tylko nieśmiało wetknąć grosik, że dr Kurkiewicz z powodu talentu do słowotwórstwa mógłby z panią Helenką, pod rączkę się Plantami przespacerować, i to bez żadnych "płcennych" podtekstów!
Normalnie rąsia w rąsię. Ależ by ona poloru jego naukowym tekstom dodała. Jakażby to literatura bezcenna była bo i walor twórczy, i naukowy posiadająca.
Gosia - Pon 19 Mar, 2007 16:50
cd:
"U nas jeszcze wielu się nie orientuje, a wielu nie chce w to wierzyć, że lud nasz włościański i sfery robotników agrarnych i fabrycznych, to potęga przyszłości, to fundament, na którym oprą się zawsze twórcze poczynania nasze. Wielu uważa lud za balast, za złą moc, konieczność, lecz odpychającą, często nienawistną - dlatego głównie, że dąży także do własnych praw, zupełnie słusznie i przynależnych im, takim samym synom ojczyzny jak i możnowładcy. Spośród tego ludu wyłoni się nowa inteligencja przyszłości Polski i nowe twórcze siły społeczeństwa..."
Któż by się domyślił, że te słowa wyszły spod pióra autorki "Trędowatej"?
A jednak to właśnie ona w powieści "Powojenni" próbowała przeciwstawić pokoleniu pustych światowców - wartościowych i prawych "pracowników ziemi". Robiła to naiwnie i nieudolnie, ale na pewno w najlepszych intencjach. "[........]
"W 1932 roku "Kurier Poranny" ogłosił interesującą ankietę "Kobieta, która nadchodzi", zapraszając do udziału w niej przede wszystkim mężczyzn. Wypowiadali się więc między innymi Karol Irzykowski, Tadeusz Peiper, Jan Wiktor, dr. Rubinrat - jeden z twórców Poradni Świadomego Macierzyństwa. Wśród pierwszych kobiet, które poproszono o głos była Helena Mniszek.
1.Jakie zmiany dostrzegłam w psychice kobiety ostatniej doby? - Wyraźne dążenie do wyzwolenia się z kobiecości i praw należnych płci, chęć naśladowania mężczyzn w czem tylko się da, co wiele kobiet uważa obecnie za szczyt indywidualności i rozumu (...) Psychika kobiety dzisiejszej dąży przeważnie szlakiem materializmu, wszelkie szczytne ideały są dla niej przeżytkiem, marzenia przedstawiają się najczęściej w formie osiągnięcia świetności materialnej i "błękitnego Packarda".
2. O co powinna walczyć kobieta? - Aby razem z mężczyzną z jednakową mocą duszy i rozumu nieść wytrwale sztandar pracy społecznej i rodzinnej, opromieniony tęczą ideału i myśli poważnej - nie przestając być kobietą.
Wszystkie cytaty z:
http://www.razmich.webpark.pl/helena_mniszek.html
Alison - Pon 19 Mar, 2007 16:56
"Spośród tego ludu wyłoni się nowa inteligencja przyszłości Polski i nowe twórcze siły społeczeństwa..."
Nooo, mamy tej nowej inteligencji z ludu się biorącej całe łany zbożowe. Na chwałę Pańską i Rzeczpospolitej. Oby nie wieczną :neutral:
Gosia - Pon 19 Mar, 2007 17:01
Chodzilo o to, co by lud byl wyksztalcony, Ali.
Żeby w ciemnocie nie tkwil. Idea szlachetna i sluszna.
Tak naprawdę większośc obecnej inteligencji miało przodków chłopskich.
I czy to oznacza, ze są gorsi?
Admete - Pon 19 Mar, 2007 19:31
Właśnie ja jestem pierwsze pokolenie inteligenckie ( powiedzmy ) w rodzinie robotniczo - chłopskiej.
Swoja drogą ciekawe jak by się losy takich rodzin jak moja potoczyły, gdyby Polski Ludowej nie było? Ostatecznie oświata tam była darmowa. Za czasów II RP moja świętej pamięci babcia całe pięć klas skończyła
GosiaJ - Pon 19 Mar, 2007 20:07
Dzięki, Gosiu, za te uczone cytaty Nie wiedziałam, że Prus czytał dzieło Mniszkówny.
Ciekawe, czy zauważył tę metaforę?
I powtarzam, że czuję się szczęśliwym z posiadania obszarów ziemnych w naszej ojczyźnie, szczęśliwym nie z powodu, że ziemia ta jest zapładniaczką mej kieszeni, lecz dlatego, że czuje się jej synem (...)
Admete, moja babcia skończyła 4 lata polskiej i trzy niemieckiej
Trzykrotka - Pon 19 Mar, 2007 20:12
Ja się nie chcę czepiać, ale znowu Kurkiewiczem zapachniało . Jak on nazwalby zapładniaczkę?
Gosiu, Admete - ja mam tak samo. Mój tato do Nowej Huty zjechał i przez to mam do niej ogromny sentyment.
GosiaJ - Pon 19 Mar, 2007 20:23
Ciiiichaj, Trzykrota, bo nas Gosia pogoni z Kurkiewiczem, i słusznie, bo on łokrutnie nieprzyzwoitym był
I co, znalazłaś Jestem przy tobie?
Jednym słowem - Admete, Trzykrotko - Elzonowska i Trestka by się z nami nie zadawali, jeno by z góry spoglądali
Admete - Pon 19 Mar, 2007 20:26
No bo my byśmy były ten element typowo tubylczy ;-)
Trzykrotka - Pon 19 Mar, 2007 20:30
Wiesz Gosiu, ze my proste alna..alna..anla... analfabetki jesteśmy, od walonków i wideł, takie, co to filmy dla aktora oglądają. Trestka by nawet z góry na nas nie spojrzał, choć esencjonalne jesteśmy i sznytowe też
Jestem przy tobie.... że też mi to wcześniej umknęło, o ja głupia, głupia gęś
Zapisuję się do fanklubu ordynata
Alison - Pon 19 Mar, 2007 20:35
| Gosia napisał/a: | Chodzilo o to, co by lud byl wyksztalcony, Ali.
Żeby w ciemnocie nie tkwil. Idea szlachetna i sluszna.
Tak naprawdę większośc obecnej inteligencji miało przodków chłopskich.
I czy to oznacza, ze są gorsi? |
Ja wiem o co chodziło Gosiu, ale już nie będę rozwijać tematu. Jest jak jest.
|
|
|