Ekranizacje - Jane Eyre (2006) cz. 2
Anonymous - Wto 10 Mar, 2009 09:24
Matuli trza by sie bylo zapytac...
szarlotka - Wto 10 Mar, 2009 19:16
Na pewno wolę myśleć, że to czeremcha niż niechlujstwo przy produkcji. A jeszcze do meritum, czyli co nam się nie podoba. Ostatnia scena z kwitnącą ramą jest dla mnie niezmiennie okropna. Eksplozja kiczu...
Poczytałam sobie wyżej i dyskusja hydrauliczna po prostu mnie rozwaliła
Anonymous - Wto 10 Mar, 2009 19:24
Kicz jest sliczny - z natury rzeczy
szarlotka - Wto 10 Mar, 2009 19:29
A to już kwestia gustu
Anonymous - Wto 10 Mar, 2009 19:40
Raczej pychy.
Anonymous - Wto 10 Mar, 2009 19:58
Mi zakończenie się podoba, Wszyscy są szczęśliwi Jane pod wpływem, miłości, szczęścia wypiękniała dobrze jej się dzieje? Co w tym złego?
I ja jestem chyba zmutowana, bo ja nie dostrzegam tych wpadek, akcja tak mnie porywa, że naprawdę tego nie widzę...
idgie_t - Wto 10 Mar, 2009 20:10
Hej, a po cóz , do diaska oglada się takie filmy!
Ta ramka to ukłon w stronę romantyczek beznadziejnych.
Czyli w sumie w naszą, co by nie mówić...
Jest tragicznie kiczowata , ale oficjalnie przyznaję , że mnie wzruszyła.
Kogo jeszcze? Oczekuję wsparcia!
Sofijufka - Wto 10 Mar, 2009 20:11
a mnie rozbawiła.... takie puszczenie oczka do widzki...
idgie_t - Wto 10 Mar, 2009 20:15
Słowem - urocza mimo wszystko
trifle - Wto 10 Mar, 2009 20:20
Mnie by wystarczyło zakończenie na pomieszanych stopach
Za dużo cukru szkodzi
idgie_t - Wto 10 Mar, 2009 20:28
Rozwojem stopy cukrzycowej
idgie_t - Wto 10 Mar, 2009 21:23
Wiedziałam,że się złamiesz. Prawdziwa Jane nie mogłaby odrzucić własnej "fotografii rodzinnej".
Pytanie - kto jest w rogu ramki? Bo nic mi nie przychodzi do głowy.
lemurcio - Wto 10 Mar, 2009 21:32
| Cytat: | | Pytanie - kto jest w rogu ramki? Bo nic mi nie przychodzi do głowy |
Oczywiście "Sindżon" misjonarz
Zwyczajna ramka byłaby lepsza, ale nie można mieć wszystkiego...
Scena z obrazem ma swoją wymowę, stanowi świetne domknięcie historii Jane. Pierwszy obraz w filmie to ten do którego pozuje rodzinka Reed - dla Jane nie ma w nim miejsca, bo "ona nie należy do rodziny". Mała Jane dorasta celowo i całkowicie pozbawiona rodzinnego ciepła i akceptacji, krótki epizod przyjaźni z Helen nie może tej luki wypełnić. Obraz pojawia się jeszcze raz, kiedy Jane powraca do Gateshead - z tymże los obrócił się na korzyść Jane a na niekorzyść rodzinki Reed, która znajduje się w totalnym rozkładzie, fizycznie (śmierć Johna i matki) i emocjonalnie (całkowity rozbrat między siostrami) Jane tymczasem ma sie coraz lepiej - w Thornfield odnajduje ciepło życzliwości i akceptacji - świetnie pokazuje to scena, kiedy pani Fairfax prosi ją by nie wyjeżdżała - Jane cała się rozjaśnia. Podobne emocje budzi w niej później fakt odnalezienia prawdziwych krewnych (w obu scenach Ruth zagrała to prawie tak samo). W "obrazie życia" Jane odnajduje własne miejsce, w dodatku nareszcie może na to życie zdecydowanie wpływać. Na "jej" obrazie jest miejsce dla wszystkich - i dla Adelki (która jest przecież tak samo "przyszywana" jak kiedyś była Jane) ,i dla kuzynek z mężami, i dla służby. Jak już ktoś wcześniej zauważył, rodzina stworzona przez Jane i Edwarda może się tylko powiększać. Nawet tę ramkę wybaczam.
idgie_t - Wto 10 Mar, 2009 22:46
| lemurcio napisał/a: | | [ W "obrazie życia" Jane odnajduje własne miejsce, w dodatku nareszcie może na to życie zdecydowanie wpływać. Na "jej" obrazie jest miejsce dla wszystkich - i dla Adelki (która jest przecież tak samo "przyszywana" jak kiedyś była Jane) ,i dla kuzynek z mężami, i dla służby. Jak już ktoś wcześniej zauważył, rodzina stworzona przez Jane i Edwarda może się tylko powiększać. Nawet tę ramkę wybaczam. |
Ładnie i mądrze napisane.
Ten fragment pokazuje , że Jane dba ,aby przy niej każdy czuł się akceptowany , potrzebny i wyjątkowy. To ona gra teraz pierwsze skrzypce , a mąż , dotąd dominujący , jedynie przyzwala na to i wspiera. Jest oczywiste, że to jej inicjatywa , ta "wspólnota", że Edward pomaga jej zdobyć to , o czym zawsze marzyła.
Ale sie rozkleiłam...
Dzięki za inspirację do pozytywnych mysli!
Anonymous - Śro 11 Mar, 2009 00:02
A może ta destrukcja domu to taka konieczność rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Czy JAne czułaby się dobrze w domu z takimi wspomnieniami? Koszmarne sny? Widmo Berty tułające się gdzieś w podświadomości?
idgie_t - Śro 11 Mar, 2009 00:16
| Mag13 napisał/a: | | Ale pożar zniszczył również to, co wiązało się z uznaniem go za dom przez Jane. Pierwsze miejsce, gdzie czuła się dobrze. Miejsce, gdzie ktoś ją wreszcie dostrzegł, otoczył sympatią (pani Fairfax) i uczuciem (Rochester), miejsce, gdzie po raz pierwszy po ośmiu latach pobytu w Lowood najadła się do syta i odczuła ciepło kominka. Nie wiem, jak to interpretować.... |
Ale Thornfield było tylko budynkiem. W scenie oświadczyn Jane mówi początkowo "Kocham Thornfield" , zamiast "Kocham Cię", bo nie ma odwagi powiedzieć wiecej. Gdy nabiera odwagi rozwija wątek i mówi wyrażnie "And if God had gifted me with some beauty and much wealth, I should have made it as hard for you to leave me, as it is now for me to leave you." Dom to dla niej obecność ludzi, których kocha , to za nimi ma tęsknić w Irlandii, a Thornfield jest jakby symbolem ich wszystkich - przede wszystkim Edwarda. Jest jej drogi , bo tu czuje się dobrze - ale przy nim ,a nie w pomieszczeniach Thornfield.
Troche gmatwam.
damamama - Śro 11 Mar, 2009 09:09
Spalenie Thornfield, to jak zamknięcie pewnego rozdziału w życiu, także dla Jane.Przysłowie mówi, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. To co się stało, kazało jej opuścić miejsce, które uważała za swój dom i gdzie była szczęśliwa. Czy byłaby w nim szczęśliwa po raz drugi, może. Jak zauważyła idgie_t jej "dom" to Edward, przy nim czuje się dobrze. Obydwoje zaczynają nowy etap w życiu i budują swój wspólny dom. W jakich murach i w jakim miejscu to już jest mniej istotne.
lemurcio - Śro 11 Mar, 2009 11:33
Dziękuję za kwiatuchy idgie ( nick ze smażonych zielonych pomidorów?)
Kurczę, wyczerpałyście wątek pożarowy co cna, już nie mam co dodać Może poza jedną rzeczą - Jane była dla Rochestera jak tarcza ochronna, stanowiła o jego bezpieczeństwie. Nie tylko budziła się wtedy co trzeba , ale tez jej obecność w Thornfield trzymała Edwarda z dala od jego ziemskich rozrywek (a w tamtych czasach seks z tancerkami był ryzykowny, bo groził zarażeniem) W filmie Rochester sam przyznaje, że bez pomocy Jane nie czuje się pewnie (końcowa scena 2 epizodu) Z jej odejściem wszystko zaczyna się sypać, a pożar i kalectwo Edwarda jest tego najbardziej wymownym dowodem. Sorry za pokrętną logikę, tak mnie naszło.
Dla mnie naokropniejszą sceną pożaru w literaturze jest spalenie się klasztoru w "Imię Róży" Umberto Eco, prawie czuje sie smak popiołu w ustach i żar palącej sie biblioteki, brrrr (brakuje mi emotki pt Groza) Pożar Thornfield jest na drugim miejscu na liście. W ramach offtop - jakieś inne pożary?
Anonymous - Śro 11 Mar, 2009 12:36
Pożar Atlanty w "Przeminęło z wiatrem"? Scarlett uciekająca z rhettem?
idgie_t - Śro 11 Mar, 2009 13:33
| lemurcio napisał/a: | idgie ( nick ze smażonych zielonych pomidorów?)
|
Oczywiście!
Z tej okazji zmieniłam avatarka na odpowiedni.
Laura Esquivel - Przepiórki w płatkach róży - niecała strona pożaru , ale do płaczu i wzruszania się.
damamama - Śro 11 Mar, 2009 14:13
| lemurcio napisał/a: | | Kurczę, wyczerpałyście wątek pożarowy co cna |
No to jaki wątek nie został jeszcze wyczerpany? Zaproponowałam omówienie powodów jakimi kierowała się Jane wracając do Thornfield, ale temat nie został podjęty. Może zaproponujecie coś innego
lemurcio - Śro 11 Mar, 2009 19:42
Uau, nie zwróciłam uwagi na tę "Madame". Brawo Mag. Zawsze mam gulę w gardle kiedy Jane chowa ten niesforny lok po niedoszłym ślubie, powietrze w pokoju aż ugina się od smutku...W 3 epizodzie Jane przegląda się w lustrze w domu Riversów, jest taka smutna i zrezygnowana, oczy podbite, nie tylko osłabiona fizycznie, ale przede wszystkim pozbawiona nadziei, jak ptak zamknięty w klatce. Brawa dla Ruth za mistrzowskie zagranie tej pustki.
Rochester też lubi lustra...zwłaszcza kiedy może je potrzymać przed swoimi gośćmi! "Our quests were given a mirror to hold up to themselves" Psotnik jeden!
Uporczywie wracam do offtopa pożarowego - wielki pożar Rzymu w "Quo Vadis".
Anonymous - Śro 11 Mar, 2009 19:51
Pożar Pokoju Zyczeń w Harrym Potterze
trifle - Śro 11 Mar, 2009 22:39
Ale mi robicie ochotę na powtórkę... Muszę do piątku zaczekać aż pojadę do domu... Czuję, że ten Jane'owy smutek świetnie do mnie przemówi
Anonymous - Śro 11 Mar, 2009 23:19
Ja z powodu Brontowego marketingu spłukałam się na Villette, chyba zacznę szukać Caritasu, lub innego przytuliska dla głodnych pasjonatów
|
|
|