Fantastyka - Babylon 5
Admete - Czw 10 Gru, 2009 18:27
Brat Marcusa! Jak miło Podoba mi się ten fragment i Twoje tłumaczenie. Rozśmeiszyła mnie ta papierkowa robota Minbarii
Admete - Czw 10 Gru, 2009 18:31
| Cytat: | | Zdaję sobie sprawę, że grzężniemy w offtopie, ale nie mogę nie odpowiedzieć, skoro Admete wspomniała o moich ulubionych postaciach z B5 |
Ostatnio to we dwie radośnie mieszkamy sobie na pokładzie B5
Aragonte - Czw 10 Gru, 2009 18:35
Mnie też ubawili biurokratyczni Minbari - chyba to w ich stylu, co?
Młodszego Cole'a będzie jeszcze trochę Ogółem całkiem ciekawie ukazano ich relacje. Starszy brat poświęcający własne marzenia w imię obowiązków, młodszy brat, bardziej zbuntowany, próbujący wkręcić starszego w to, co jego zafrapowało...
Zaczęłam rozgryzać rozdział VI, który pewnie, z uwagi na tematykę, spróbuję przełożyć w całości Ale trochę mi to zajmie, bo jest chyba 8 czy 10 stron
Zdecydowanie łatwiej mi się tłumaczy dialogi.
Admete - Czw 10 Gru, 2009 18:36
Nadal jesteś na zwolnieniu? Poczekam na tłumaczenie
Aragonte - Czw 10 Gru, 2009 18:36
Zwolnienie mam do końca tygodnia, więc coś tam zdążę przełożyć
Aragonte - Czw 10 Gru, 2009 18:41
| Admete napisał/a: | | Cytat: | | Zdaję sobie sprawę, że grzężniemy w offtopie, ale nie mogę nie odpowiedzieć, skoro Admete wspomniała o moich ulubionych postaciach z B5 |
Ostatnio to we dwie radośnie mieszkamy sobie na pokładzie B5 |
Ja nie narzekam
Muszę kiedyś skłonić Praedzio do obejrzenia któregoś odcinka - może A Late Delivery From Avalon?
Admete - Czw 10 Gru, 2009 18:53
| Cytat: | | Muszę kiedyś skłonić Praedzio do obejrzenia któregoś odcinka - może A Late Delivery Form Avalon? |
Myslę, że to całkiem dobry wybór Odcinek niby mocno zanurzony w mitologii całości,ale da się go tez oglądać osobno. Bardzo dobre nawiazania arturiańskie.
Aragonte - Czw 10 Gru, 2009 20:02
Czy ktoś ma pomysł, jak przetłumaczyć "XO-Sphere Personal Flyer "?
Dla ułatwienia powiem, że chodzi o nieduży samolot
W ostateczności wywalę tę nazwę
Admete - Czw 10 Gru, 2009 20:09
Nie mam zielonego pojecia. Wymyśl cos zamiast tego
Aragonte - Czw 10 Gru, 2009 20:13
Yyy, ciężko tu coś wymyśleć. Na razie dam sobie spokój i to usunę
Mam jeszcze dylemat dotyczący nazw. Część muszę zostawić w oryginale, ale już "Arisia" przerobiłam na "Aryzję", żeby nie łamać sobie języka. Dzięki temu mogę też operować nazwą "Aryzyjska Kolonia Wydobywcza".
Miałam zamiar zostawić bez tłumaczenia nazwę miejscową "Perdition Bridge", ale ona jest tak znacząca, że chyba muszę ją przełożyć, żeby zagrała - ta nazwa ma pewne znaczenie. Chyba przetłumaczę to jako "Most Zatracenia"
Admete - Czw 10 Gru, 2009 20:51
Tłumacz te nazwy, bo świetnie Ci idzie. Most Zatracenia ma psomak niemal Tolkienowski
Aragonte - Czw 10 Gru, 2009 20:58
No ma w sumie
Zamierzałam wrzucić okruszek tłumaczenia tego rozdziału, ale spróbuję pociągnąć je dalej, tzn. dojść powiedzmy do piątej strony. No i trochę je dopracować, choć doskonałe i tak nie będzie.
Edit: Ulala! Dobra, na dzisiaj koniec, mam dwie strony tłumaczenia tego VI rozdziału. Stron książki z tego rozdziału mam przełożonych więcej - trzy i pół Odczekam trochę, wezmę prysznic, zajmę się czymś innym, a potem przejrzę to raz jeszcze i wrzucę do wątku. Jak zwykle parę zdań mnie pokonało i musiałam rzeźbić Ale to chyba nieuchronne, niestety.
Aragonte - Czw 10 Gru, 2009 23:23
A, wrzucam. Na razie jestem zbyt zmęczona, żeby długo tropić usterki.
------
Cathryn Drennan
Sny w Mieście Smutków
Rozdział VI
Marcus Cole sprawdził odczyty instrumentów, spróbował przeniknąć spojrzeniem mroczną atmosferę Aryzji 3. Poderwał dziób swego orbitalnego statku rozpoznawczego i zwiększył prędkość jednym dotknięciem konsoli. I wtedy zobaczył swój cel – potężną formację skalną znaną jako Most Zatracenia. Skalny łuk powinnien być dostatecznie szeroki, żeby dało się pod nim przelecieć. Będzie tak, jeśli wieści, jakie otrzymał Marcus, były prawdziwe. Dotąd zawsze były.
Przyśpieszył. Statek przemknął pod łukiem mostu i zaczął się wznosić, aby potem wykonać pętlę i zawrócić. Kolejny raz przeleciał pod skalnym mostem. Udało się, ale wtedy planeta, zdegustowana pokazem, uznała, że śmiałek popisał się o jeden raz za dużo. Statkiem targnął dziki podmuch wiatru. Wymusił nagły skręt w prawo.
Marcus miał tylko chwilę na odzyskanie kontroli, zanim straci prawe skrzydło – a potem wszystko. Statek runął w wyrwę w skałach i zadrżał, kiedy prawe skrzydło otarło się o kamiennną ścianę wśród deszczu iskier. Potem gwałtownie skręcił w lewo i zaczął opadać, obracając się wokół własnej osi.
Kiedy Marcus walczył ze sterami, przez jego umysł przemknęła myśl, że byłby to wyjątkowo głupi sposób na rozstanie się z tym światem. Musiał zaryzykować włączenie komputera i automatycznych stabilizatorów lotu, nie rezygnując z ręcznego sterowania. Kiedy wstukiwał kombinację klawiszy, statek przechylał się niebezpiecznie, ale po kilku sekundach udało się odzyskać kontrolę nad lotem.
Wolał teraz nie ryzykować ręcznego sterowania. Włączył automatycznego pilota, a sam skoncentrował się na tym, by odzyskać zimną krew. Jego serce dudniło jak oszalałe.
— Komputer! Raport na temat uszkodzeń.
— Niewielkie uszkodzenie na końcu prawego skrzydła. Zwiększony opór został zrównoważony. Plan lotu może zostać wykonany. 0strzeżenie: minimalne rezerwy paliwa.
Marcus przejął kontrolę nad sterami i kontynuował rutynową inspekcję kopalni i rafinerii w Sektorze Siódmym. Musiał wyjątkowo uważać na to, co się działo na powierzchni tej planety.
Aryzja 3 była światem niegościnnym, dzikim, niemożliwym do zasiedlenia. Orbitowała wokół niewyróżniającej się niczym gwiazdy F5, daleko od dobrze poznanych rejonów Wszechświata. Była to mała planeta, wielkości dwóch trzecich Ziemi, ale o trzy razy bardziej zwartej strukturze. Przeciążenie 2-G, trująca, radioaktywna atmosfera, wysoki poziom aktywności sejsmicznej i wulkanicznej oraz szalejące gorące wiatry sprawiały, że nie była to planeta, na której ludzie mogliby przetrwać. I to miejsce pozostałoby po prostu zagubionym w przestrzeni, zapomnianym skrawkiem piekła, gdyby nie znajdowała się tutaj w obfitości najcenniejsza substancja w znanej części galaktyki, Quantium 40, materiał niezbędny do budowania wrót skokowych, a zatem do podróży międzygwiezdnych. Wydobywanie tego surowca przynosiło ogromne zyski, ale było kosztowne i niebezpieczne.
Był to najrzadszy z minerałów, z natury radioaktywny, o złożonym składzie chemicznym oraz o wyjątkowo nietypowej, naturalnej quasi-krystalicznej strukturze. Niewielkie skupiska surowego Q-40 były znajdowane w pokładach innego rodzaju skał, głównie w światach Kategorii IV, takich jak Aryzja 3.
Wydobywające surowiec roboty, sterowane ze znajdującej się na orbicie kolonii, wykopywały skały i transportowały je na orbitę, do sprawiających toporne wrażenie, zautomatyzowanych rafinerii. Te maszyny kojarzyły się Marcusowi z olbrzymimi żukami wypluwającymi z siebie obłoki pary. Pierwszym etapem było oddzielenie Q-40 od innych skał. Dzięki zautomatyzowaniu procesu robotnicy schodzili na powierzchnię planety tylko w celu przeprowadzania inspekcji, dokonania napraw i zbierania surowego Q-40, aby potem przetransportować je do Orbitalnej Platformy Rafinerii. Zdatne do użytku Q-40 należało uwolnić od zanieczyszczeń i wstępnie podzielić na części.
Podczas każdej fazy procesu należało zachować absolutną ostrożność. Czyste Quantium 40 było tak radioaktywne, że wystarczały jego dwa gramy, aby uśmiercić człowieka z odległości piętnastu stóp. Było też skrajnie zmienne. Jeden błąd mógł się stać przyczyną niekontrolowanej reakcji łańcuchowej, której efektem byłoby napromieniowanie wszystkiego wokół, a nawet nagły wybuch.
Marcus obniżył pułap lotu, aby dokonać z powietrza inspekcję Sektora 7. Wiedział, że ludzie z Centrum Kontrolnego na orbicie planety musieli monitorować jego niedawną eskapadę. Wiedział również, że nikomu o tym nie opowiedzą. Była to jedna z dodatkowych korzyści płynących z tego, że był szefem.
W rzeczywistości, jak pomyślał ponuro, była to jedyna korzyść, ale w końcu nie zajął się firmą dla zysku, wyjątkowych podniet czy zabawy. Aryzyjska Kolonia Wydobywcza była ostatnią szansą na uratowanie rodzinnej firmy górniczej. Była tym, co pozostało po niezależnym przesiębiorstwie.
Marcus urodził się tutaj, w kolonii wydobywczej, którą odziedziczył. Dla mieszkańców tych niegościnnych okolic Ziemia była czymś odległym i denerwującym. Oburzało ich protekcjonalne traktowanie kolonii, zwłaszcza podczas wojny z Minbarem.
Z kolei Marcusa denerwowało to, że był po prostu synem szefa. Nie dbał za bardzo o górnicze przedsiębiorstwo, zdecydowany nie zajmować się niczym podobnym. Marzył o czymś bardziej niezwykłym.
Kiedy w wyniku wojny firma znalazła się na krawędzi bankructwa, poczucie obowiązku wobec rodziny okazało się zbyt mocne, żeby Marcus mógł je zignorować. Zgodził się pomagać ojcu przez jakiś czas, dopóki sytuacja finansowa przedsiębiorstwa się nie poprawi. Jego poczucie odpowiedzialności za firmę wyraźnie wzrosło, kiedy ojciec zaczął podupadać na zdrowiu, i tak miesiące zamieniły się w lata. W chwili śmierci ojca Marcus był już w pełni wprowadzony w sprawy przedsiębiorstwa. Matka zmarła dwa lata później. Wtedy już Marcus miał mocne przeświadczenie, że powinien zachować dziedzictwo, które pozostawili mu rodzice, nawet jeśli będzie musiał samotnie o to walczyć.
[CDN]
Admete - Pią 11 Gru, 2009 14:54
Marcus miał zawsze silne poczucie obowiązku. Fajnie dowiedzieć się czegoś o technologii wrót
Aragonte - Pią 11 Gru, 2009 15:02
Przekładanie tych akapitów o Aryzji i o Q-40 zmusiło mnie do grzebania w necie w poszukiwaniu różnych informacji Mam nadzieję, że za bardzo nie skopsałam tutaj tłumaczenia. Ten Most Zatracenia chyba słusznie przetłumaczyłam? Ten początek trochę wygląda, jakby Marcus wyzywał los.
Wiesz, po przeczytaniu tego jednego rozdziału mam wrażenie, że faktycznie później ciążyło mu poczucie winy. Bo co prawda podporządkował się poczuciu obowiązku, ale jednak kiedyś marzył o czymś innym i może po cichu nadal sobie na te marzenia o innym, ciekawszym życiu, pozwalał, więc późniejsza tragedia była przewrotnym spełnieniem jego pierwotnych marzeń o tym ciekawym życiu
W dalszym ciągu tego rozdziału pojawia się faktycznie jakaś kobieta ale odnoszę wrażenie, że to raczej ona sygnalizowała zainteresowanie, a Marcus, stale zajęty, nie miał dla niej czasu i uciekał w pracę. I książki
Admete - Pią 11 Gru, 2009 15:07
| Cytat: | | kiedyś marzył o czymś innym i może po cichu nadal sobie na te marzenia o innym, ciekawszym życiu, pozwalał, więc późniejsza tragedia była przewrotnym spełnieniem jego pierwotnych marzeń o tym ciekawym życiu |
Coś w tym jest...Na B5 czasem miało się wrażenie, że szuka odkupienia.
Aragonte - Pią 11 Gru, 2009 15:11
Nie bez powodu się mówi: uważaj na swoje życzenia, bo się mogą spełnić
Pisałam o tym kiedyś jedno opowiadanie, więc temat mam dość dobrze przerobiony.
Myślę, że dokładnie tak było - szukał odkupienia, ale nie wierzył, że ma do niego prawo.
Ceremonies Of Light And Dark od razu mi się przypominają. I jego rozmowy z Delenn. Chyba nigdy nie powiedział o sobie tak dużo.
Admete - Pią 11 Gru, 2009 15:25
Unikał możliwości przebaczenia i ostateczne poświęcenie dla Susan musiało być w jego odczuciu odkupieniem.
Aragonte - Pią 11 Gru, 2009 15:28
Odkupieniem - i samozniszczeniem. Jakby miał poczucie, że nie zasługuje na życie, jakby nie miał po co żyć
Edit: jestem beznadziejna, niereformowalna Jak można się aż tak przejmować losami czysto fikcyjnych postaci?
Aragonte - Sob 12 Gru, 2009 12:19
Musiałam skorygować jeden błąd rzeczowy zawarty w "Prologu"
Przyglądam się krytycznie pozostałej części tego VI rozdziału i zastanawiam się, czy jest szansa, żebym go przetłumaczyła do końca weekendu Jakaś tam szansa jest, ale pewności żadnej, więc nic nie obiecuję. Później - w miarę możliwości, tzn. zależy to od ilości mego czasu - zabiorę się pewnie za rozdział XV, w którym będzie ukazane już wkroczenie Cieni, zagłada Marcusowego przedsiębiorstwa - no i śmierć Williama
Admete - Sob 12 Gru, 2009 14:01
Oczywiście, że można sie przejmować losami fikcyjnych postaci Ja się przejmuję.
Aragonte - Sob 12 Gru, 2009 14:07
Czasem mam jednak wrażenie, że przesadzam z tymi emocjami
Soph mignęła na forum i uciekła - ciekawe, kiedy doczyta wątek
No dobra, idę tłumaczyć ten rozdział. Nadal brakuje mi dobrego słowa na ten "samolot" Marcusa. Tzn. de facto jest to samolot będący miniaturowym statkiem kosmicznym, chyba jednoosobowy
Ale "flyer" jest tłumaczone głównie jako "latawiec" Latawiec to nie jest ani trochę, łączy go z nim tylko to, że lata. Nie jest to "fighter", myśliwiec. Raczej już "orbitalny samolot rozpoznawczy". Ale gdzie tam dokleić to "Personal", które pojawia się w nazwie typu tej maszyny? Hmmm
Edit: Ha, pojawiła się kobieta, o której wspominałam wcześniej - ta, która dyskretnie podrywała Marcusa, moim zdaniem Ciekawe, jak mi wyjdzie tłumaczenie tego fragmentu książki.
soph - Sob 12 Gru, 2009 17:47
| Aragonte napisał/a: |
Soph mignęła na forum i uciekła - ciekawe, kiedy doczyta wątek
|
Czytam na bieżąco . I jestem głęboko wdzięczna za wszelkie aktualizacje .
Aragonte - Sob 12 Gru, 2009 18:50
A chcecie poczekać na koniec rozdziału czy wklejać Wam mniejsze kawałki? Jeden niedługo powinien być gotów, z końcówką rozdziału - przy pewnym szczęściu - uporam się do końca weekendu, chociaż pewności nie mam.
Edit: hmmm, ciekawe, czy "drinking day" lepiej zabrzmi w tłumaczeniu jako "pijatyka" czy "chlanie" I "the blood-alcohol test" wypadałoby jakoś zręcznie i zwięźle przełożyć... Idę myśleć dalej
Edit: Ale jestem z siebie dumna Udało mi się znaleźć odpowiednik pewnej gry słów
Jeszcze jakaś strona tego VI rozdziału mi została - ciekawe, czy się wyrobię dzisiaj
Aragonte - Sob 12 Gru, 2009 23:54
Wyrobiłam się przed północą, ale ledwie żyję, oczy mam na szypułkach.
Zmęczona jestem
Pewnie zostawiłam sporo literówek i usterek, ale chwilowo nie mam siły tego poprawiać.
Poniżej jest całość tego rozdziału VI. Nie wiem, kiedy coś jeszcze wrzucę, bo zwolnienie mi się już zasadniczo skończyło i w poniedziałek idę do pracy
|
|
|