To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widziałem...

Gunia - Wto 16 Sty, 2007 14:21

Faktycznie! A miała tylko 13 lat! Ona ma wspaniały talent.
Jean Reno też gra genialnie. Trzeba być naprawdę dobrym aktorem, żeby zagrać tak przekonująco!

bezpaznokcianka - Wto 16 Sty, 2007 14:23

ja się tylko dziwię czemu Natalie nie dostała za tę rolę żadnej nagrody.... Oscara np?
Agn - Wto 16 Sty, 2007 14:24

Jeśli ktoś nie oglądał poniższego filmu, to lojalnie uprzedzam - będą spoilery!

Leon zawodowiec? Znakomity film! Jean Reno jest niesamowity, a młodziutka Natalka wprost cudowna. Zresztą zawsze uważałam, że ta dziewczyna ma talent. No i Gary Oldman - jak zwykle gra psychola, ale za to z jakim wdziękiem. I ta końcówka! "Oh shit..." No piękne! Szkoda mi Leona. Zawsze płaczę przy scenie, kiedy Leon każe uciekać Matildzie i obiecuje jej, że będą zawsze razem, a ona nie chce, płacze etc. Piękna, bardzo emocjonalna scena. Leon to chyba wiedział, że nie wyjdzie z tego żywy, ale... gdyby przeżył? Pewnie byłoby tak, jak powiedział.
Btw ponoć istnieje wersja rozszerzona, gdzie np. jest scena randki Leona i Matildy. Ktoś widział?
Ja wczoraj nie oglądałam na Polszmacie, bo raz, że lektor, a dwa, że reklamy mnie wku... khem, denerwują.

Bezpaznokcianka, ażeby otrzymać Oscara należy zagrać coś, co widza umęczy. Należy umrzeć lub przynajmniej spektakularnie cierpieć. Natalie była naturalna, taka jak trzeba. Ale wiesz, Leon..., pomimo swego piękna pod płaszczykiem sensacji, pozostaje filmem sensacyjnym, a nie psychodramą.

bezpaznokcianka - Wto 16 Sty, 2007 14:26

Ja widziałam tę wersję rozrzerzoną! Kapitalna...
Leon pomaga Matyldzie zemścić się na wszystkich oprawcach, co to zabili jej braciszka...

bezpaznokcianka - Wto 16 Sty, 2007 16:17

Agn napisał/a:

Bezpaznokcianka, ażeby otrzymać Oscara należy zagrać coś, co widza umęczy. Należy umrzeć lub przynajmniej spektakularnie cierpieć. Natalie była naturalna, taka jak trzeba. Ale wiesz, Leon..., pomimo swego piękna pod płaszczykiem sensacji, pozostaje filmem sensacyjnym, a nie psychodramą.

no i to mi się właśnie w Oscarach nie podoba... trzeba zagrać świra to najpewniejszy Oscar. A przecież naturalność w odniesieniu do aktorów dziecięcych jest niczym innym jak wspaniałą grą aktorską... a chyba to i tylko to powinno się liczyć jeśli chodzi o przydzielanie nagród.
No a wersję reżyserską LEONA wyłapałam parę lat temu na Polsacie. I od tamtej pory już tego nie widziałam... i żałuję do teraz, że tego wtedy nie nagrałam... bo rozszerzony wyjaśnia wiele wątków - przykładowo uczucie jakim dażyli się Leon i Matilda. I spanie w jednym łóżku. Żadnej perwersji po prostu Matilda przekonała Leona do spania w łóżku (jak wiadomo spał on z jednym okiem otwartym na fotelu i zawsze w pogotowiu miał naładowany pistolet).
OK chyba już dość spoilerów.. i offtopa :D

Vasco - Wto 16 Sty, 2007 16:45

www.kmf.org.pl/dir_cut/leon.html
Agn - Śro 17 Sty, 2007 11:48

Widać trzeba wystosować petycję do Luca Besson by ruszył rzyć w tej sprawie.

[EDYCJA PO ODZYSKANIU ODDECHU]
Ja widziałam... nie film, a jedną scenę i nie wczoraj, a dzisiaj, ale... :thud:

Kazali mi ściągnąć scenę z Factory girl, bo ponoć ładna... khem. Ściągnęłam... Aine! Szykuj się na pierwszą scenę erotyczną w wykonaniu Haydena! Niebrzydka jest......................

Agn - Czw 18 Sty, 2007 11:06

Aine, zajrzyj pod ten sznur: http://www.imdb.com/title/tt0432402/plotsummary
Scenka oczywiście jest taka, jak większość scenek rodzajowych, ale mnie zadziwiło, że się Hayden odważył rozebrać na ekranie.

Agn - Czw 18 Sty, 2007 12:06

Marija, dziecko drogie, ja nie każę. Daję sznura do strony, gdzie jest tzw. synopis. I kazałam się córci przyszykować, coby nie była zaszokowana w razie, gdyby poszła na to do kina. JA IDĘ! Z 5 razy... mhm...
A tatuś, niestety, musi brać tabletki. :(

bezpaznokcianka - Czw 18 Sty, 2007 14:37

A czy któraś była na LABIRYNCIE FAUNA?
taki film o... :thud: ... i taki też... :cry2: no i taki... :neutral: :? ??: ... :shock: :cry: :cry2:
musiałam się wyrazić emotami bo słów mi brak :roll:

Alison - Pią 19 Sty, 2007 21:14

A ja dziś widziałam "Unfinished life" Redforda z nim samym w roli głównej. Bardzo mi się ten film podobał - klimaty trochę jak z Wichrów namiętności i Zaklinacza koni, piękne krajobrazy, piękna męska przyjaźń, krótkie męskie dialogi, niedźwiedź w roli przeznaczenia :wink: , dużo ładnych ujęć, w sumie fajny film o umiejętności wybaczania. Redford juz okropnie stary i zarośnięty, ale wciąż uosobienie spokoju jak w "Zaklinaczu..." i dużo znaczących błękitnych spojrzeń ;-) Piękna postać Mitch'a grana przez Morgana Freemana, taki zbolały głos rozsądku. No i Jennifer Lopez, której tu gremialnie nie darzycie sympatią, ale ja ją lubię, jej postaci mają w sobie jakieś takie ciepeło, które ja w ludziach bardzo cenię. No i to by było tyle... :grin:
I jeszcze dziś sobie looknęłam na Wyznania Gejszy, ale o tym filmie juz tyle napisano, że nie będę się powtarzać :wink:

przecinek - Pią 19 Sty, 2007 21:54

Wreszcie zobaczyłam „Dobry rok”. Znakomity film, dobrze się na nim bawiłam. No i Russell Crowe. Bardzo lubię tego pana i jako aktora i jako mężczyznę. W końcu się uśmiecha, a ja uwielbiam jak taki prawdziwy facet, człowiek czynu raczej niż słowa, się uśmiecha, tak trochę nieśmiało, półgębkiem, jakby się tego wstydził, a potem już śmieje się całym sobą i jest to taka prawdziwa radość. Plus do tego Tom Hollander, zaczynam go doceniać (dlaczego nikt go nie chciał ratować od tych skorpionów?), piękne widoki (jak można chcieć sprzedać taki dom?), zabawna asystentka i mam kolejny film, który chce mieć na dvd. Widziałam też „Jak we śnie”, jeżeli będziecie miały okazję zobaczyć ten film w kinie, a nic innego nie będą grali, to polecam, bo jest to produkcja czysto kinowa i oglądana w tv dużo straci. Film przyjemny, mocno zakręcony, może nie wybitny, ale rola Geala Garcii Bernala go ratuje.
Caitriona - Pią 19 Sty, 2007 22:48

Pachnidło
Cóż, byłam i widziałam. Książki nie czytałam więc jestem nieco uboższa o porównania, oczekiwania itp.

O samym filmie mogę powiedzieć przede wszystkim to, że wciąga. Niesamowicie. Ma świetne, naprawdę malownicze i ciekawe zdjęcia. Pierwsza sekwencja otwierająca film jest zapowiedzią poziomu i sposobu zobrazowania całości tej wyjątkowej historii. Realia, senografia i kostuimy, są naprawdę niezłe. Szczególnie ten targ rybny przemawia do człowieka... Czuje się cały ten zapach, ten brud, ten tłok Paryża.

Co do aktorów to brawa dla Dustina Hoffamana!! Jako mistrz perfumeryjny Baldini jest fenomenalny. Zdecydowanie biję on Alana Rickmana, po którym spodziewałam się chyba czegoś więcej. No i przechodzę do głównej atrakcji: Ben Whishaw czyli Jan Baptysta Grenouille. Ja chłopaka nie znam kompletnie, ale tu podobał mi się ogromnie. Mimo tego co robi i w jaki sposób, nie mogłam mu odmówić nuty jakiejś symaptii.

bezpaznokcianka - Sob 20 Sty, 2007 18:45

... chyba to co teraz powiem nie nadaje się do tego tematu.
Bo i owszem - widziałam, tak wczoraj... film... ale czy dobry to bym polemizowała.
BABEL
ogólnie realizatorzy chcieli przekazać, że trudno się jest porozumieć w dzisiejszym świecie. Myślałam, że będzie chodziło o komunikację w dosłownym tego słowa znaczeniu - to jest problemy ze zrozumieniem siebie nawzajem przez używanie zupełnie innego języka.
Mamy więc turystów amerykańskich, co to znajdują się w poważnej sytuacji (żona głównego bohatera zostaje postrzelona) i nikt im nie pomaga, bo ich nie rozumie.
Mamy więc dzieci głownych bohaterów, którzy zostali z meksykańską opiekunką. Kobieta miała jechać na ślub syna, ale jakoze państwo nie wrócą w terminie, wyjazd albo zostanie odwołany albo po prostu kobieta weźmie dzieci ze sobą. Problem pojawia się na granicy, gdzie przez nieporozumienie celnicy myślą, że dzieci zostały porwane.
Mamy wątek północnoafrykański, gdzie dwóch chłopców z rodziny pasterskiej dostaje broń, żeby strzelać do szakali polujących na ich kozy (to oni bawiąc się bronią strzelili w autokar turystyczny... co za pomysły :? ??: i postrzelili Amerykankę)
Mamy też niewiadomo skąd na początku wątek japońskiej dziewczyny z Tokio, głuchniemej, która nie umie się porozumieć z ojcem, który z kolei nie potrafi się pozbierać po samobójczej śmierci żony.
Cóż. Teoretycznie wszystkie historie łączą się na samym końcu, ale jest to powiązanie takie na siłę trochę. Poza tym w sumie nie bardzo widać rozwiązanie - w żadnej historii nie nawiązuje się choćby nić porozumienia a problemy zaczęte, urywają się pod koniec filmu.
Nie wiem co chcieli realizatorzy przekazać poprzez swój film. Chyba między nimi a mną powstała taka mała wieża Babel. Przenośnie oczywiście, bo z językiem angielskim nie mam problemów.

migotka - Nie 21 Sty, 2007 09:06

http://hrabia.monte.christo.filmweb.pl/
kros oglądał? ja po raz nty ;) było na tvp1;) uwspółczesniona wersja, tydzień temu w niedziele nba tvp 2 był z Chambarleinem;)

Agn - Nie 21 Sty, 2007 11:06

Widziałam ten film. Nie jest to uwspółcześniona wersja, bo wszystko się dzieje wtedy kiedy powinno, ale... ALE! Od kiedy zobaczyłam to... "COŚ" mam ochotę niejakiego Kevina Reynoldsa powiesić za <CENSORED> na suchej gałęzi nad głęboką wodą. Kocham tę książkę tak bardzo, że nie ścierpiałam tej ekranizacji i pluję na nią na wzór teściowej Rene z Allo allo. :evil:
Pikuś, że pominięto całą galę postaci, a wielu wątkom się dostało po łbie, ale pozmieniano tyle rzeczy, że aż łeb pęka. Bo wiecie (SPOILERY FILMOWE) - Edmund był bity w więzieniu, ale potem zwiał, zabił naczelnika, w zemście pomagał mu Jacopo (postać, która się w książce pojawia w sumie na chwilę), który jest mu wierny jak pies, żadnej Hayde nie ma, bo przecież na końcu Edmund wraca do Mercedes, a (uwaga, teraz najlepsze!) Albert jest synem Edmunda! AHAHAHHAHAHHAHAHA!!!
Kevin, kici-kici! Chodź ci coś utnę... :evil:

migotka - Nie 21 Sty, 2007 13:54

no właśnie chodziło mi o te "zmiany"!!! po za tym atpię aby czyste paznokcie były po paroletnim więzieniu i bez mycia;) a takowe w zbliżeniu były
migotka - Pon 22 Sty, 2007 08:09

widziałam DOBRY ROK (2006) (A good year)Reżyseria: Ridley Scott
Scenariusz: Marc Klein
Na podstawie książki: Peter Mayle
Z RUSSELLEM CROWE;)))

Klimat filmu nieziemski! po za tym świetne zdjęcia i jak zwykle gra Russellla!
uwaga spoilery:
Londyński specjalista od inwestycji Max Skinner przybywa do Prowansji, by sprzedać małą winnicę, odziedziczoną po zmarłym wuju. Max z ociąganiem podejmuje się sprawy, która nieoczekiwanie otworzy nowy oszałamiający rozdział w jego życiu i sprawi, że jego życie nabierze smaku.A muzyka dodaje smaku, choć znana w wiekszości;)




parę zdjęć z fimu:
http://images.google.pl/i...hl%3Dpl%26lr%3D
http://www.imdb.com/title/tt0401445/
http://www.apple.com/trailers/fox/agoodyear/ trailery

Pemberley - Pon 22 Sty, 2007 11:49

Caitriona napisał/a:
Pachnidło
Cóż, byłam i widziałam. Książki nie czytałam więc jestem nieco uboższa o porównania, oczekiwania itp.

O samym filmie mogę powiedzieć przede wszystkim to, że wciąga. Niesamowicie. Ma świetne, naprawdę malownicze i ciekawe zdjęcia. Pierwsza sekwencja otwierająca film jest zapowiedzią poziomu i sposobu zobrazowania całości tej wyjątkowej historii. Realia, senografia i kostuimy, są naprawdę niezłe. Szczególnie ten targ rybny przemawia do człowieka... Czuje się cały ten zapach, ten brud, ten tłok Paryża.

Co do aktorów to brawa dla Dustina Hoffamana!! Jako mistrz perfumeryjny Baldini jest fenomenalny. Zdecydowanie biję on Alana Rickmana, po którym spodziewałam się chyba czegoś więcej. No i przechodzę do głównej atrakcji: Ben Whishaw czyli Jan Baptysta Grenouille. Ja chłopaka nie znam kompletnie, ale tu podobał mi się ogromnie. Mimo tego co robi i w jaki sposób, nie mogłam mu odmówić nuty jakiejś symaptii.



super, teraz tylko po ksiazke siegnac!!!!

tutaj na filmwebie jest fajna dyskusja, co sie milosnikom lektury nie podobalo. mogloby byc ode mnie...

przecinek - Pon 22 Sty, 2007 13:51

Wczoraj fajne przedpołudnie było w telewizji – Pollyanna, Miłosna historia, Wszystko o psach i kotach, szkoda że wszystko o jednym czasie, ale od czego są przerwy na reklamy i pilot w ręku. Przede wszystkim obejrzałam „psy i koty” z prześlicznym Benem Chaplinem i idąc za ciosem jego urody włączyłam sobie „Plac Waszyngtona” Agnieszki Holland. Nie wiem ile razy już widziałam ten film, a za każdym razem jestem nim bardzo wzruszona, oglądam go zawsze z wielką gruszką w gardle, z trudem powstrzymuje łzy, a zawsze na końcu jestem szczęśliwa, że tak się kończy i bardzo jestem dumna z Katarzyny, ze tak umiała zapanować nad swoim życiem, mimo że straciła miłość swego życia (wątpliwą miłość zresztą). I do tego ta muzyka…
miłosz - Pon 22 Sty, 2007 18:57

a ja dziewczynki i damy, dzięki uprzejmości Gitki, ogladnęłam "Firelight" z Sofie Marceau i Stephenem Dillanem - piekna historia o miłości, pożądaniu, upkorzeniu, samotności. Mocno mnie wzięła za :serce2: Sophie w tej roli idealna, a i Stephen, nieco moze gamoniowaty, mocno frapujący. Poszerza moją galerię - mężczyzn przystojnych inaczej :serce: Och i ta cudowna angielska posiadłośc wtle, z jesirem i światynia dumania na środku ;) bry- Gitko całósków moc :przytul: :przytul: :przytul:
Alison - Pon 22 Sty, 2007 19:56

MIŁOSZ!!!!!!!!! I LOVE YOU!!!!!
Od dłuższego czasu poszukuję namiętnie kolejnej wielbicielki tego filmu. Widziałam go już kilka razy, łażą za mną sceny z lodowatej oranżerii wychodzącej na domek na wodzie... malowanie akwarelami...i różne takie.
Ale się cieszę, że ktoś jeszcze docenił ten film :kwiatek: . A poza tym, to chyba zauważyłaś jak sie staram wypełnić swoje noworoczne postanowienie, i ani słóweniem o panu...007 :wink: :hello:

miłosz - Pon 22 Sty, 2007 20:05

Alison napisał/a:
MIŁOSZ!!!!!!!!! I LOVE YOU!!!!!
Od dłuższego czasu poszukuję namiętnie kolejnej wielbicielki tego filmu. Widziałam go już kilka razy, łażą za mną sceny z lodowatej oranżerii wychodzącej na domek na wodzie... malowanie akwarelami...i różne takie.
Ale się cieszę, że ktoś jeszcze docenił ten film :kwiatek: . A poza tym, to chyba zauważyłaś jak sie staram wypełnić swoje noworoczne postanowienie, i ani słóweniem o panu...007 :wink: :hello:


jezioro jest kluczowe, ach jak ten Stephen pływa po niem, pokonując to swoje pożądanie.......... no i akwarelowy pamiętnik dla mojej angielskiej córki; pieknee.....

Alison - Pon 22 Sty, 2007 20:11

A scena przy drzwiach? dreszczyczki...
Ta na pustej plaży też pełna takich iskiereczek, no i bardzo ładnie nakręcone sceny miłosne. A hasło "przystojny inaczej" należy mu się jak nikomu innemu, bo niby taki pokurczyk, ale deszek od czasu do czasu zapierający n'est pas? :wink:

Gitka - Wto 23 Sty, 2007 00:50

Alison napisał/a:

Od dłuższego czasu poszukuję namiętnie kolejnej wielbicielki tego filmu.


A ja to co?
I w dodatku się staram, żeby inni też polubili ten film :wink:
Przecież on jest tak mało znany, a szkoda bo naprawdę warto!
Uwielbiam scenę na schodach, gdy Stephen i Marceau ledwo co muskają swoje dłonie... :serce2:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group