To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Maryann - Sob 08 Wrz, 2007 21:23

Idąc tym tokiem rozumowania może szkoda, że oświadczać się poszedł na trzeźwo... :mrgreen:
Gunia - Sob 08 Wrz, 2007 21:29

Maryann napisał/a:
Idąc tym tokiem rozumowania może szkoda, że oświadczać się poszedł na trzeźwo... :mrgreen:

:rotfl:
<podnosi się z podłogi>
Faktycznie, gorzej na pewno by nie wypadł, więc zmiany byłyby tylko na lepsze.

Maryann - Nie 09 Wrz, 2007 07:17

Po przystawce czas na danie główne wypieku Alison...

Rozdział V, część 20

- Miałeś dać mi kilka chwil, Witcher! - Brougham zmierzył służącego niezadowolonym wzrokiem - Użyłem przenośni. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że potraktujesz to tak precyzyjnie, co do sekundy. - odwrócił się do Darcy'ego podczas gdy skruszony lokaj skłonił się i zamknął drzwi - Ten człowiek jest nieoceniony, Fitz; ale zadziwiająco tępy w najbardziej istotnych momentach.
- To znaczy, że musisz jeszcze znaleźć na niego sposób - śmiech Darcy'ego był stłumiony przez przeszywający go niepokój z powodu przybycia przyjaciela. Po całodziennej refleksji na temat swojego głupiego zachowania i pijackiej spowiedzi, jak Dy będzie się teraz do niego odnosił?
- Doprawdy, nieoceniony! Ale ty zjawiłeś się raczej wcześnie. Oczekiwaliśmy cię nie wcześniej niż za godzinę.
- Nie mogłem już dłużej czekać, nie dowiadując się jak z twoją głową, staruszku! I z resztą ciebie, w związku z tamtą sprawą. Nie mam wątpliwości, że sporo czasu minęło odkąd ostatnio aż tyle wypiłeś.
Odmawiając odpowiedzi, Darcy zamiast tego uśmiechnął się lekko i skłonił - Oto mnie widzisz! Sam osądź.
Przyjmując ową zachętę z przykrą dosłownością, Brougham okręcił go dokładnie naśladując żarty Brummel'a na wieczorku u lady Melbourne.
- Trochę podniszczony, mój przyjacielu - zawyrokował, potrząsając głową - Mogę zapytać jak się czujesz?
- Nie tak źle jak mógłbym, dzięki tajemnym miksturom Fletcher'a, ale na tyle źle by nie bawiła mnie myśl o zostaniu Metodystą.*
Brougham spojrzał na niego ostro
- Co masz na myśli?
- Tylko to, że jakiś czas będę się trzymał z dala od picia - odpowiedział ostrożnie - A ty co myślałeś?
W typowy dla siebie sposób, Brougham zignorował pytanie zadając inne
- Wytłumaczyłeś się pannie Darcy dziś w nocy? - zapytał idąc w kierunku półki z książkami.
- Tak, owszem - Darcy przyglądał się, jak palce Dy'a leniwie pieściły stojące w szeregu skórzane grzbiety tomów.
- Ze szczegółami? - Brougham rzucił przez ramię, uważnie czytając tytuły.
- Nie, oczywiście, że nie! - odpowiedział Darcy - Georgiana wie tylko, że popadłem w jakieś dwuznaczne towarzystwo i że ty pomogłeś mi dostrzec jak niepolitycznie byłoby tam pozostawać - przerwał zanim dodał - Opowiedziałem jej o Hertfordshire, a potem... a potem o Kent.
- Ach, - wyciągnął jedną z książek i delikatnie ją otworzył - więc wie już o damie i o reszcie. - spojrzenie Dy'a uporczywie przemieszczało się po stronicach, nie oderwał go nawet, pytając - I jak odpowiedziała?
- Wybaczyła mi - odpowiedział prosto Darcy.
-No tak, teraz musiała, prawda? - Dy spojrzał na niego krótko i znów zagłębił się w studiowanie książki - Jest właśnie tak religijna.
Darcy zesztywniał słysząc ton jego głosu. Co on insynuuje? Czyżby sugerował, że to ciepłe przebaczenie Georgiany, w rzeczywistości było tylko chłodnym obowiązkiem? Czy też insynuuje, że jej skłonność do "Entuzjazmu" pokryła jej oczywistą odrazę, jaką budziło jego zachowanie?
- Wierzę, że przebaczyła mi szczerze - odpowiedział wyniośle - i z głębi serca.
- Rozumiem - Dy spojrzał na niego, jego brwi wygięły się wściekle w sposób, jaki Darcy znał jeszcze z czasów na uniwersytecie, świadczący o tym, że ich właściciel w życiu czegoś takiego nie widział albo że myśli, iż to co mówi rozmówca to stek bzdur. - Wielce pocieszające, to wybranie twojej prawdy. Coś takiego czyni życie znośnym, kiedy żyje się w takich warunkach, nieprawdaż? No dobrze, przynajmniej trochę - wzruszył ramionami - do czasu, kiedy ktoś nie odświeży jej w sposób nie do końca z nią zgodny.
- Tym kimś odkrywającym naturę prawdy miałbyś być ty - odparował Darcy, tnąc swoim nieuważnym sceptycyzmem.
- Ja przeczytałem Filozofię, stary! - zaprotestował łagodnie Brougham, przewracając następną stronę.
- To tak jak ja - frustracja ustąpiła złości - ale nie o to mi chodzi i dobrze o tym wiesz! Ta twoja szarada, to ukrywanie wybitnego umysłu pod maską gaduły o skorkowaciałym mózgu z większą ilością włosów niż rozumu, przybrała już nieznośne rozmiary! Gdzie tutaj prawda, mój drogi przyjacielu? - Dy spojrzał znad książki, na dźwięk jego ostrego tonu, a jego wdzięczny uśmiech na te słowne ataki tylko jeszcze bardziej Darcy'ego rozzłościł - A ta ostatnia noc u Monmouth'ów! Udawać służącego, na miłość boską! Kumanie się z karczmarzami i moje drzwi! - nagle sobie przypomniał - Zamek! Może byłem pijany, ale pamiętam, co zrobiłeś z zamkiem!
________________________________
* W czasie, gdy nowa świadomość religijna rozwijała się w Anglii, jej znaczna część stała się blisko powiązana z braćmi Wesley, John'em i Charles'em, których ruch zaczął być znany pod nazwą Metodyzmu, a później, Metodyzmu Episkopalnego. Metodyzm swój wczesny największy sukces odniósł wśród niższych klas społecznych Brytanii, w której palącym problemem był wówczas powszechny alkoholizm. Neofici byli silnie zachęcani do całkowitej abstynencji. Wyrażenie "zostać Metodystą" zatem, stało się kolokwializmem pochodzącym z tamtych czasów, określającym wstręt do alkoholu z każdego powodu, nie koniecznie tylko religijnego.

Gunia - Nie 09 Wrz, 2007 19:23

Maryann napisał/a:
to ukrywanie wybitnego umysłu pod maską gaduły o skorkowaciałym mózgu z większą ilością włosów niż rozumu

Jeszcze trochę i sprawa skończy się pojedynkiem, tym razem prawdziwym. :mrgreen:

Maryann - Pon 10 Wrz, 2007 06:39

Dziś od Alison na deser - pierwszy okruszek na temat tajemnicy lorda Broughama... :wink:

Rozdział V, część 21

- Miałem nadzieję, że o tym zapomnisz - Brougham potrząsnął głową - szkoda, że nie.
Odłożył książkę na bok i zwrócił się do niego zamyślony - Ale obiecałem ci wyjaśnienia, i takowe, w każdym razie coś w tym rodzaju, otrzymasz. - podniósł dłoń żeby uprzedzić wyrażenie niezadowolenia, które cisnęło się na usta Darcy'ego - Jestem ci to winien z więcej, niż jednego powodu, i ze względu na naszą przyjaźń i przyszłe stosunki, opowiem ci wszystko co mogę. - westchnął, a jego twarz przybrała smutny wyraz - To raczej skomplikowana sprawa, chociaż, ostrzegałem cię.
- Niczego więcej się nie spodziewam - Darcy założył ręce i przysiadł na brzegu biurka - Człowieku, bawiłeś się w to przez siedem lat! - cienka linia, w jaką zamieniły się usta Brougham'a, boleśnie wyraziła niezadowolenie z tego sarkazmu, powodując, że Darcy nakłonił go - Proszę bardzo, zaczynaj!
- To się zaczęło w połowie naszego ostatniego roku na uniwersytecie - Brougham odwrócił się i uważnie wpatrywał w okno i leżącą w dole ulicę - Rywalizowaliśmy o nagrodę z matematyki, pamiętasz?
- Tak - odpowiedział - nie widywałem cię całe dnie, kiedy przygotowywaliśmy się do egzaminu przed komisją.
- No tak... ja się nie przygotowywałem, nie cały ten czas. Nawet nie było mnie wtedy w Cambridge, tylko byłem w Londynie.
- W Londynie!?
Jego przyjaciel skinął, ale kontynuował, wciąż gapiąc się przez okno - Pewnego wieczora, kiedy pracowałem nad moją pracą dyplomową, jakiś człowiek pojawił się w moim mieszkaniu i namówił mnie na bardzo prywatne spotkanie, takie, którego nie wolno mi było odmówić. Moja praca w dziedzinie matematyki i językoznawstwa została zauważona jak sądzę, przez jakichś urzędników rządowych, którzy chcieli żebym zastosował ją w szyfrach, które przychodziły tu do Anglii. Będąc młodym i wrażliwym zgodziłem się natychmiast! - przerwał i obejrzał się na Darcy'ego - Nie, to nie jest całkowita prawda. Zgodziłem się, bo to była w końcu okazja wypędzić osobistego demona. Nigdy ci nie opowiadałem o swoim ojcu, Darcy. Nigdy nie byłeś ciekawy, dlaczego?
- Naturalnie, że byłem - wyprostował się, zaskoczony kierunkiem w jakim potoczyły się wyjaśnienia Dy'a, ale nim zaintrygowany - To, że nie posługiwałeś się swoim tytułem, Westmarch, tylko wolałeś Brougham, zawsze było ciekawe, ale tak długo dopóki ty sam nie chciałeś wyjaśnić czy ma to związek z twoją rodziną, to była twoja prywatna sprawa.
- Moja rodzina! - prychnął Brougham - Tak, przypuszczam, że możesz to tak nazywać! Mój ojciec, lord Westmarch, mówiono, że jest wspaniałym człowiekiem i być może kiedyś był. Nie mam pojęcia o jego intelekcie, pamiętam jedynie pomysłowe sposoby na prześladowanie mojej matki i upokarzanie mnie. Miał też diabelski charakter, szybką rękę do używania swojej szpicruty i namiętność do gry. Majątek, który moja matka wniosła do małżeństwa został szybko przehulany, a po moim urodzeniu, nie była mu już do niczego potrzebna, wolał paść się na innych łąkach.
- Dobry Boże, Dy!

Maryann - Pon 10 Wrz, 2007 21:44

Mój ojciec, lord Westmarch, mówiono, że jest wspaniałym człowiekiem i być może kiedyś był. Nie mam pojęcia o jego intelekcie, pamiętam jedynie pomysłowe sposoby na prześladowanie mojej matki i upokarzanie mnie. Miał też diabelski charakter, szybką rękę do używania swojej szpicruty i namiętność do gry. Majątek, który moja matka wniosła do małżeństwa został szybko przehulany, a po moim urodzeniu, nie była mu już do niczego potrzebna, wolał paść się na innych łąkach.

Rozumiem, że mowa o tym samym "ideale dżentelmena",którego z takim sentymentem wspominała lady C ? :wink:

Caroline - Wto 11 Wrz, 2007 09:27

Rozdział V, cz. 22

Brougham wzruszył ramionami.
- To dość pospolita historia w naszej klasie, Fitz. Teraz rozumiesz dlaczego niemal błagałem, by móc spędzić to lato po naszym pierwszym roku z twoją rodziną w Pemberley? Chociaż hrabia nie żył i nie miałem się czego obawiać wracając do domu, gorąco pragnąłem doświadczyć, czym jest prawdziwa rodzina. Twój ojciec był wspaniały, Fitz! To dla mnie zaszczyt, że mogłem go poznać, był dla mnie zawsze wyobrażeniem idealnego ojca i męża.
Darcy skinął dziękując za ten hołd. Obu im coś stanęło w gardle i odwrócili wzrok.
- Wybacz mi tę dygresję – Briugham przerwał milczenie. - Mój ojciec rozpaczliwie potrzebował pieniędzy po śmierci mojej matki, ponieważ jej dochód z rodzinnych posiadłości przeszły teraz na mnie, a moi wujowie dopilnowali, żeby nie mógł położyć na nich ręki. To właśnie wtedy zaczął spiskować.
- Spiskować? - Darcy zmarszczył brwi – Z kim?
- Z kimkolwiek! - Brougham podniósł ręce – Z kimkolwiek, kto miał pieniądze: z Francuzami, Irlandczykami, Prusakami, berberyjskimi piratami, a tylko o tych wiem. Westmarch Castle stało się przechowalnią dla wszystkiego i wszystkich, którzy chcieli zniknąć z oczu rządowi.
- Zdrajca! - wybuchnął oskarżeniem.
- Tak, zdrajca – twarz Dy'a spochmurniała – i to nawet nie dla sprawy, nie z przekonania, ale po prostu dla pieniędzy. Kiedy w końcu władze go przyłapały, wpakował sobie kulę w mózg zanim zdążyli go ująć. Skoro jego samobójstwo oszczędziło władzom skandalu, wyciszono je. Wypadek przy czyszczeniu pistoletu, czy inna podobna historyjka, ale ja wiedziałem, Fitz, wiedziałem! - odwrócił się trzymając głowę i ramiona sztywno wyprostowane. - Rozumiesz więc, że uważałem tę ofertę za sposób na oczyszczenie mojego imienia. Tłumaczenie szyfrów było także fascynującym wyzwaniem. Wytężanie umysłu i wyobraźni przeciwko nieznanemu wrogowi było ekscytujące. Skończyłem nasz ostatni rok na uniwersytecie dzieląc czas między moje rozprawy naukowe i pracę dla rządu.
- A jednocześnie wygrałeś wiele nagród! - Darcy potrząsnął głową rozgoryczony.
Uśmiechając się Brougham zwrócił się do niego.
- Zdaje się, że nigdy mi tego nie wybaczyłeś!
- Nie! - odparł – ale nie mogę ci ich zazdrościć po tym wszystkim. Mów dalej – powrócił do poprzedniego tematu – bo nie rozumiem, jaki to ma związek z ostatnimi siedmioma latami i tymi tajemniczymi głupstwami, jakie wyczyniałeś.
- Ustaliłem, jak miały się sprawy – wróciło skupione, poważne spojrzenie. - Z ich treści i złożoności wywnioskowałem, że szyfry powstawały w wyższych klasach brytyjskich, krążąc w tym środowisku zanim wysyłano je do Francji. Gdy siły Napoleona zgromadziły się w Boulogne w 1804 przed planowaną inwazją, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Zagranicznych wpadły w panikę. Plany przybrzeżnych fortyfikacji Pitta w Sussex i Kent odkryto w paczce wysłanej do Holandii. Sam je widziałem i odczytałem towarzyszącą im notkę, bardzo elegancką i pomysłową, mógłbym dodać. - uśmiechnął się ponuro.
- Świetnie, Dy, ale to nie rozwiązywało problemu – Darcy wciągnął się w opowieść przyjaciela. - To ludzi trzeba było pochwycić!
- Dokładnie! - odpowiedział Dy. - Ale jak ich odnaleźć? Poruszali się w najwyższych kręgach towarzyskich. Byli inteligentni i prawdopodobnie dysponowali władzą. Być może sami należeli do rządu! Wprowadzenie agenta byłoby bezużyteczne, nigdy nie zostałby zaakceptowany, jeśli nie byłby osobą zaufaną. Jedyne, co można było...
- To musiał być jeden z nich! - Darcy spoglądał na przyjaciela z namysłem i wyczekiwaniem. - Ktoś, kogo zaakceptowaliby bez pytania, kto dorównywałby im w sprycie i zaradności. Dobry Boże, Dy! Zostałeś szpiegiem?
Brougham odpowiedział potwierdzającym skinieniem głowy.
- Przez cały ten czas! Udawałeś gadułę i głupka?
- Niestety tak – westchnął. - To raczej przygnębiające, jak szybko zaakceptowano mnie w takiej postaci, ale tak się stało. Dla króla i kraju, sam rozumiesz!

Maryann - Wto 11 Wrz, 2007 09:42

Scarlet Pimpernel w wersji Pamelowej... :wink:
Alison - Wto 11 Wrz, 2007 10:19

A jednocześnie wygrałeś wiele nagród! - Darcy potrząsnął głową rozgoryczony.

A to Zawistniczek podstępny! :wink:

Dla króla i kraju! Sam rozumiesz.

No rozumiem, rozumiem. Ty zajmowałeś się "wielkimi rzeczmi", a ja wiązałem Rocketa.
Panie Darcy, ale wstyd! :-P

P.S. Pamela powinna brac jakieś środki na nazbyt wybujałą wyobraźnię :wink:

Maryann - Wto 11 Wrz, 2007 10:24

Alison napisał/a:
Ty zajmowałeś się "wielkimi rzeczmi", a ja wiązałem Rocketa.
Panie Darcy, ale wstyd! :-P

Wstyd to ma Fletcher, bo to on tę krawatkę wywiązał. I jeszcze w kłopoty przez nią szefa wpędził... :mrgreen:

Alison - Wto 11 Wrz, 2007 11:38

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Ty zajmowałeś się "wielkimi rzeczmi", a ja wiązałem Rocketa.
Panie Darcy, ale wstyd! :-P

Wstyd to ma Fletcher, bo to on tę krawatkę wywiązał. I jeszcze w kłopoty przez nią szefa wpędził... :mrgreen:


Wstyd to ma Darcy, bo się krawatami przejmował, jak kumpel ojczyznę w potrzebie ratował, ot co! :wink:

Maryann - Wto 11 Wrz, 2007 11:42

Ale on się nie przejmował - przejmował to się właśnie Fletcher ("Sir, moja reputacja !"). On tylko łaskawie pozwalał mu na sobie praktykować.
A co do ratowania ojczyzny w potrzebie, to już Darcy'ego pani Tennant "zrehabilitowała" - bo u niej to on agentem został. :mrgreen:

Gunia - Wto 11 Wrz, 2007 17:06

Tylu agentów! Myślałby kto, że to Amerykanka, a nie nasza rodaczka! :mrgreen: To chyba jedyne wcielenie Jamesa Bonda, jakie mi się podoba.
Caroline - Śro 12 Wrz, 2007 09:38

Rozdział V, cz. 23

- Ale czy ich złapałeś? - naciskał Darcy. To było niesamowite! Jego przyjaciel był szpiegiem!
- O, tak, złapałem go – ponury wyraz pojawił się na twarzy Broughama. Przymknął oczy. - Ale nie mogę zdradzić jego nazwiska ani pozostałych, których odkryłem. Nimi po cichu zajęli się inni, podczas gdy błazen ciągnął dalej swoje tańce, polowania, hazard i odgrywanie towarzyskiego głupka. Przysięgam, Fitz, nie chciałbyś wiedzieć, jakie rzeczy zdradzają głupcowi ludzie z naszego towarzystwa.
- Albo służącemu? - spytał cicho.
Znając Dy'a to wszystko mogło zacząć się od szlachetnego pragnienia, żeby oczyścić imię rodziny i od podniecającego wyzwania dla jego intelektu, ale teraz pogoń zaczęła zbierać swoje żniwo. Widać to było w każdej rysie na jego twarzy.
- Tak, kiedy nie mam niezbędnych koneksji, takich, które zapewniłyby mi “entree” między fanatyków otaczających lady Monmouth. Nic by jej nie przyszło ze znajomości ze mną, jest zbyt wielką damą, by pragnąć towarzystwa takiego głupca jak ja. Zaproponowałbyś mi coś do picia, starszku? - zapytał niespodziewanie. - Ogromnie wzmagają pragnienie takie wyznania! Niemal ci zazdroszczę.
- Upicia się, masz na myśli? - spytał Darcy. - Nie radzę. Poza tym mógłbyś powiedzieć coś, czego nie powinieneś. - podszedł do barku i otworzył go pokazując zapas alkoholi. - Wino czy brandy?
- Wino! Jemy kolację z twoją siostrą za chwilę, nie chcę by nic mocniejszego krążyło w moich żyłach.
Darcy nalał mu wina i odstawił je. On sam nie będzie pił przed kolacją!
- A co z twoimi znajomościami z oberżystami i umiejętnością radzenia sobie z zamkami?
- Niezbędne umiejętności w tym zawodzie, Fitz – niemal osuszył kieliszek jednym łykiem. - W tym interesie nie wystarczy znać dysponujących władzą ludzi. Trzeba śledzić spiski za zamkniętymi drzwiami, na ulicach i w rynsztokach. Są takie miejsca w naszym pięknym mieście, które nie uwierzyłbyś, że istnieją, nawet gdybym przysiągł ci na honor. Ale czy to w rynsztoku czy w rezydencji, odór jest ten sam i niewielu jest tym, za kogo się podaje. Zaczynałem się już o ciebie martwić, staruszku!
- O mnie? - Darcy patrzył na niego zaskoczony i urażony.
- Och, nie twojej nielojalności! Na Boga, człowieku, nie musisz się tak jeżyć – zbeształ go Brougham - Martwiłem się z powodu towarzystwa z jakim się zadawałeś. Saye i Trenholme to zawsze była para łajdaków, nie twojego pokroju ludzie! A potem wydawało się, że zajmowała cię lady Sylvanie, teraz Monmouth, z którą niebezpiecznie było się zadawać. Ostatnio twoje zachowanie stało się tak nietypowe, zwłaszcza wobec panny Darcy i odkąd wróciłeś z Kent – że nie wiedziałem już, co o tym myśleć. Kiedy uparłeś się przyjąć zaproszenie Monmoutha, obawiałem się o twoją reputację i próbowałem cię do tego zniechęcić – Dy wycelował palcem prosto w swoje serce - ale zignorowałeś nawet moje “celne” porady.
- Myślałem, że to przedstawienie dotyczyło Georgiany – odpowiedział Darcy, tylko częściowo uspokojony - to jest kolejny temat, który musimy poruszyć zanim do niej dołączymy.
- Musimy? - Brougham zacisnął zęby. - Wolałbym nie. - dopił resztę wina.
- Sądzę, że musimy – Darcy naciskał mimo niechęci Broughama. - Miałeś rację w jej sprawie, a twoje wymówki były więcej niż uzasadnione. Dziękuję ci za nas oboje. Widzę teraz, że ostatnio zrzuciłem na ciebie obowiązki, które należały tylko do mnie i z których teraz chcę cię zwolnić.
Brougham gwałtownie odwrócił się i podszedł do okna, zostawiając Darcy'ego z wzrokiem wbitym w jego sylwetkę na tle zmierzchu.
- Dy?

Caroline - Czw 13 Wrz, 2007 08:24

Rozdział V, cz. 24

- Czy masz pojęcie, jak niezwykłą i wartościową kobietą jest twoja siostra, Fitz? - Brougham wychylił się przez okno. - Wątpię bym kiedykolwiek spotkał podobną do niej osobę pośród wszystkich z naszej klasy, a przynajmniej pośród tych, do których mogłem się zbliżyć. Już teraz ma zalety, które inteligentny, spostrzegawczy mężczyzna docenia. Pomyśleć, jaka będzie, gdy osiągnie dojrzałość – zapiera dech w piersi!
- Ona ma ledwie szesnaście lat, Dy! - zaprotestował przestraszony siłą, jaką usłyszał w głosie przyjaciela – i dałeś mi słowo, że...
- Że nie będę dla niej zagrożeniem! - Brougham odwrócił się do niego. - Nadal masz moje słowo, przyjacielu. Nie igram i nigdy nie igrałbym z sercem panny Darcy! Sprawiało mi trudność trzymanie uczuć na wodzy, skrywanie ich pod przykrywką wspólnych zainteresowań i przyjaźni. Na mój honor, Fitz – zaprotestował gorączkowo wobec jego milczenia – starałem się ze wszystkich sił, by panna Darcy znała mnie tylko jako przyjaciela. Jestem doskonale świadom jej wieku, miej odrobinę wiary w moje wyczucie, błagam cię.
- Minie parę lat zanim choćby zacznę się zastanawiać nad wydaniem jej za mąż – włożył w swoje słowa tyle dezaprobaty, ile mógł – i różnica wieku, Dy!
- Doskonale o tym wiem – zaśmiał się ponuro. - Sam bym w to nie uwierzył. Młodsza siostrzyczka mojego najlepszego przyjaciela! Co za absurd! Ale prawdą jest, Fitz, że jestem w takim wieku, że znam siebie i wiem, czym jest miłość. Gdy ta przeklęta wojna się skończy, wiem, co będę robił przez resztę życia i nie będzie to zgrywanie londyńskiego idioty, zapewniam cię! Znasz mnie, Fitz, mimo tych ostatnich siedmiu lat. Wiesz, że ceniłbym pannę Darcy bardziej niż własne życie i jeśli zrobiłbym cokolwiek, co mogłoby ci się nie spodobać, możesz sprać mnie na kwaśne jabłko!
Darcy spoglądał na przyjaciela w milczeniu. Nie mógł wątpić, że każde jego słowo było prawdziwe i płynęło z głębi serca, ale nie spodziewał się, że dziś ani kiedykolwiek przyjdzie mu do głowy myśl, że kochał Georgianę i pragnął uczynić ją swoją żoną. - Dy...
- Proszę, nie mówmy już o tym więcej – przerwał Brougham. - Ona jest zbyt młoda, jak mówisz, a ja jestem uwikłany w zawikłaną intrygę, która sprawia, że moje życie nie jest warte ani grosza. Nic nie przyjdzie z tych wyznań, sam wiesz! Każdego dnia w gazecie może pojawić się notka. Póki ta wojna się nie skończy, nie mogę powiedzieć nic, ani prosić o nic ciebie albo pannę Darcy. Być może do czasu, gdy Napoleon będzie ostatecznie pokonany, ona osiągnie odpowiedni wiek, by wysłuchać moich oświadczyn. Zostawiam tobie przyjacielu podjęcie w międzyczasie decyzji, czy pozwolisz mi je złożyć. A teraz – wyprostował się i wskazał na drzwi – pójdziemy na kolację?
- Dy, gwoli uczciwości, jest coś, o czym musisz wiedzieć – podjął ostatnią próbę, by osłabić determinację przyjaciela pragnącego czekać na jego siostrę.
- Tak? - zatrzymał się i uniósł brwi z rozbawieniem. - Czy jest jakiś mroczny sekret Darcy'ch, który mnie zniechęci?
- Mroczny? - zagryzł usta. - Nie, ale musisz wiedzieć, że ona... - jak miał to ująć? Nie było delikatnego sposobu, ale jeśli to miało zniechęcić Dy'a na tyle, by jeszcze raz się zastanowił, warto było ponieść ten wstyd. - Ona stała się Entuzjastką.
- Och! - uśmiech zniknął z twarzy Dy'a – Myślisz, że to może być chwilowy kaprys?
- Nie wiem, ale nic na to nie wskazuje – westchnął. - Prawdę mówiąc, zdaje się bardzo zaangażowana, odwiedza moich dzierżawców, chce pomóc różnym ludziom, studiuje teologię z panią Annesley, to wdowa po pastorze.
- Hmmm – odpowiedział Dy z wzrokiem wbitym w podłogę – to mogłoby stanowić pewien problem, - odwrócił się i zmierzał w stronę drzwi. Kładąc rękę na klamce spojrzał na Darcy'ego z diabelskim uśmieszkiem – na szczęście nie w moim przypadku, ponieważ, mój przyjacielu, kilka lat temu sam stałem się Entuzjastą!
- Co takiego! - zmrożony przez chwilę tym wyciągniętym z rękawa zaskakującym wyznaniem, po chwili podążył za nim, z całą siłą oparł się o drzwi nie pozwalając ich otworzyć. - Nie możesz mówić poważnie!
- Ależ jestem poważny – Dy uśmiechnął się wyrozumiale – całkowicie poważny, a jeśli przez chwilę się nad tym zastanowisz, nie wyda ci się to takie dziwne, jak z początku.

Maryann - Czw 13 Wrz, 2007 09:28

Caroline napisał/a:
- Minie parę lat zanim choćby zacznę się zastanawiać nad wydaniem jej za mąż – włożył w swoje słowa tyle dezaprobaty, ile mógł – i różnica wieku, Dy!

Zapytam się nieśmiało - Mr Darcy, czy pańska siostra ma cokolwiek do powiedzenia na temat własnej przyszłości ? :roll:

Caroline napisał/a:
jeśli to miało zniechęcić Dy'a na tyle, by jeszcze raz się zastanowił, warto było ponieść ten wstyd

A co ona ma przeciwko niemu poza tym, że jest "wiekowy" i ma niebezpieczną robotę ? :?

Alison - Czw 13 Wrz, 2007 10:02

Jeśli za dwa odcinki okaże się, że Dy jest karmelitą bosym albo przebranym papieżem Piusem XII, to nie wiem jak Was, ale mnie to absolutnie nie zadziwi :wink:
Dy jest OK i Darcy jeszcze będzie się prosił, żeby ten "zaopiekował" się jego siostrą, bo też komu innemu miałby zaufać i powierzyć swój największy skarb :mrgreen:

asiek - Czw 13 Wrz, 2007 20:58

Caroline napisał/a:
Nie igram i nigdy nie igrałbym z sercem panny Darcy! Sprawiało mi trudność trzymanie uczuć na wodzy, skrywanie ich pod przykrywką wspólnych zainteresowań i przyjaźni.... Wiesz, że ceniłbym pannę Darcy bardziej niż własne życie

Maryann'ku czujesz zapach maggi ? :mrgreen:

Swoją drogą, wyjść za mąż w wieku 16 lat i to za - niemal - 30 -letniego staruszka ! :roll: ...Brrr okropność. :obrzydzenie: :wink:

Alison napisał/a:
Jeśli za dwa odcinki okaże się, że Dy jest karmelitą bosym albo przebranym papieżem Piusem XII, to nie wiem jak Was, ale mnie to absolutnie nie zadziwi

:rotfl:


ABT, :thanx:

Maryann - Czw 13 Wrz, 2007 22:10

asiek napisał/a:
Caroline napisał/a:
Nie igram i nigdy nie igrałbym z sercem panny Darcy! Sprawiało mi trudność trzymanie uczuć na wodzy, skrywanie ich pod przykrywką wspólnych zainteresowań i przyjaźni.... Wiesz, że ceniłbym pannę Darcy bardziej niż własne życie

Maryann'ku czujesz zapach maggi ? :mrgreen:

Raczej typową dla Pameli woń Szekspira. Z Darcym w roli Otella... :mrgreen:

asiek napisał/a:
Swoją drogą, wyjść za mąż w wieku 16 lat i to za - niemal - 30 -letniego staruszka ! :roll: ...Brrr okropność. :obrzydzenie: :wink:

Staruszek Dy... :paddotylu: :rotfl:

Maryann - Pią 14 Wrz, 2007 06:09

Rozdział V część 25

Darcy patrzył na niego zmrużonymi oczyma, wracając myślą do zdarzeń sprzed sześciu miesięcy. „Mamy wśród nas teologa !” Drwina Lamba z Broughama na przyjęciu u lady Melbourne raz jeszcze zadźwięczała mu w uszach, wsparta wspomnieniem o reakcji Dy’a na książkę, którą Georgiana upuściła mu na stopę. Ta jego nagła bladość i badawcze spojrzenie, z jakim jej się przyglądał, gdy zobaczył tytuł, nabrały teraz całkiem innego znaczenia, niż to, którego się wtedy obawiał. To tłumaczyło też ten zagadkowy prezent – zbiór kazań, jaki przywiózł Georgianie ze swej ostatniej podróży do Szkocji. Ale Dy Brougham Entuzjastą ? Taka myśl żadną miarą nie zgadzała się z tym, co o nim wiedział, a szczególnie z życiem, jakie wiódł od skończenia Uniwersytetu.
- Cóż, może się mylę – Dy ze smutkiem zmarszczył czoło – Widzę po twoim spojrzeniu, że po mistrzowsku udało mi się wszystkich oszukać – odszedł od drzwi i nalał sobie kolejny kieliszek wina – Oczywiście to było konieczne. Tę „przygodę” z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych zacząłem kilka lat przed tym, zanim to się stało, rozumiesz, a ze względu na to, co widziałem i kim się stałem, najlepiej było, żebym pozostał największym cynikiem, jakiego kiedykolwiek wydała Anglia – podniósł kieliszek, ale wypił tylko łyczek – Było jedno śledztwo, zawiła sprawa, które doprowadziło mnie do samego wnętrza Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Możesz sobie wyobrazić, jak mocno takie odkrycie potwierdziło moje poglądy na bliźnich ! Podleganie moim zwykłym przełożonym stało się zbyt niebezpieczne, bo każdy z nich mógł być człowiekiem, którego podejrzewałem. Zostałem tymczasowo przydzielony do członka parlamentu, co do którego rząd nie żywił wątpliwości – przerwał i spojrzał na niego znacząco – Pan poseł William Wilberforce. Autor tej książki panny Darcy, którą tamtego dnia upuściła mi na nogę – uśmiechnął się na to wspomnienie, ale zaraz wrócił do swojej opowieści – Powinieneś wiedzieć, jak jestem skrupulatny, więc niewiele wiedząc o tym człowieku poza tym, że go rozpoznawałem – widziałem go przy pełnieniu różnych funkcji społecznych – zacząłem szukać wszystkiego, co mogłem znaleźć przed naszym pierwszym spotkaniem.
- Przeczytałeś tę książkę – podsunął Darcy.
- To, raporty rządowe, a także każdy skrawek plotki, jaki mogłem znaleźć ! Zaczynał w młodym wieku jako hulaka, ale od tamtej pory się ustatkował, Fitz ! Zbyt osobliwe, jak na mój gust ! Podlegałem mu przez kilka miesięcy, w trakcie których rozmawialiśmy nie tylko o sprawach służbowych. Przedstawiałem mu wszystkie zarzuty do jego „Praktycznego spojrzenia”, ale nigdy nie udało mi się go wprawić w zakłopotanie. Wskazywałem mu wszystkie podłe przykłady w ludzkim rodzaju, które poznałem w trakcie tej pracy, włącznie z jego kolegami z Parlamentu i bynajmniej nie nielicznymi duchownymi. A on przedstawił mnie kręgowi z Clapham – ludziom, których zaszczyt jest znać. Zanim nasze oficjalne związki dobiegły końca, staliśmy się dobrymi przyjaciółmi i… i wyrzekłem się nie tylko swoich zarzutów.

Alison - Pią 14 Wrz, 2007 08:30

Jezusie, czytając to wszystko człowiek zapomina, że to "coś" ma być o Darcym i Lizzie . Wczoraj tłumaczyłam następny kawałek i...niedługo poznamy tajemnice rodzinne wszystkich członków Society, a co słychać u Lizzie, to musimy sobie same wykombinować :wsciekla:
Narya - Pią 14 Wrz, 2007 09:29

O - William Wilberforce. Po Amazing grace wiem przynajmniej kto to taki :mrgreen: Czyż kino nie kształci? :wink: A Pamelka to powinna zacząć pisać powieści, a nie fanfiki - lepiej by się w nich sprawdziła. Jak dla mnie stanowczo za dużo tu wątków pobocznych.
Dzięki Maryann :kwiatki_wyciaga:

Maryann - Pią 14 Wrz, 2007 09:54

Alison napisał/a:
co słychać u Lizzie, to musimy sobie same wykombinować :wsciekla:

Lizzie dochodzi do siebie po lekturze wiadomego listu i pomału szykuje się na wycieczkę do Pemberley... :wink:
A jej odpalony wielbiciel to jeszcze musi trochę porozmyślać nad swoim parszywym charakterkiem... Coby stosownie odmieniony mógł Elżbietkę w swoich włościach powitać... :-D

Narya - Pią 14 Wrz, 2007 13:20

Maryann napisał/a:
A fanfik to nie powieść ? Objętościowo - ten z pewnością tak.

Ale mnie się rozchodzi o takie powieści przez nią wymyślone od początku do końca i nie oparte na znanej fabule. Bo wyobraźnię to kobieta ma. A toto jest jest dla mnie tylko fanfikiem - pomimo rozmiarów :wink:

Maryann - Pią 14 Wrz, 2007 13:23

:mysle: Wiesz co ? Po tym, co wymyśliła w II tomie, to może lepiej, żeby się jednak opierała o tę "znaną fabułę"...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group