Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III
Caroline - Sob 26 Maj, 2007 01:34
Nie przedłużajmy
Rozdział II, cz.13
- Fletcher! – podszedł do lokaja i spojrzał mu w twarz – U kogo na służbie jest twoja narzeczona?
Fletcher otworzył szeroko oczy i przez kilka chwil pan i lokaj mierzyli się spojrzeniami. W końcu Fletcher przymknął oczy i opuścił ramiona.
- Jest na służbie u rodziny z Longbourne – wyznał zrezygnowany. – U młodych dam, dokładnie.
- Acha! – Darcy nie mógł ukryć triumfu z uzyskania tej odpowiedzi, ale waga tego wyznania dotarła do niego po chwili osłabiając jego entuzjazm w jednej chwili. Bał się zapytać, ale musiał wiedzieć:
- A dama, która musi wyjść za mąż, zanim twoja narzeczona zgodzi się na małżeństwo to…?
- Panna Elizabeth Bennet – glos Fletchera zmienił się prawie w szept.
- Rozumiem – wymamrotał Darcy. To nie wyjaśniało wszystkiego, ale był na dobrej drodze. Pozostawało naciskać dalej. – Jeśli dobrze rozumiem, ten incydent z ubraniami nie był twoją sprawką, tylko twojej narzeczonej?
- Wspomniałem o pana nowym surducie. W liście.
- Rozumiem – powtórzył Darcy.
- A dama, zapewne, potrzebowała nowego stroju na wizytę w Kent.
- Wiedziałeś o tym wcześniej, Fletcher?
Lokaj potrząsnął głową i westchnął.
- Powinienem był to przewidzieć, panie Darcy, ale niestety moje zdolności opuściły mnie i nie przewidziałem. Nic nie wiedziałem o tym, że nowe ubranie panny Elizabeth Bennnet będzie pasowało kolorystycznie do pańskiego i byłem tak samo zszokowany jak pan, gdy wszedłem do kościoła.
- W tej sprawie mam odmienne zdanie, Fletcher. Nie mógłbyś… ale to bez znaczenia – Darcy natychmiast wrócił do tematu. – W takim razie, to twoja narzeczona zorganizowała ten ambarasujący incydent.
- Tak, proszę pana, wszystko na to wskazuje, chociaż, jestem pewien, że nie chciała pana zawstydzić – dodał zważywszy na światło w jakim stawiały narzeczoną jego słowa. – Raczej pokierować sprawę w odpowiednim kierunku.
- Kierunek to panna Elizabeth Bennet, a sprawa to, jak sądzę, oświadczenie się jej! – Fletcher aż się skrzywił, gdy Darcy akcentował każde słowo – Więc nie tylko mój lokaj ośmiela się wpływać na mój wybór żony, ale także jego narzeczona, kobieta zupełnie mi nieznana, podejmuje się tego zadania! Pięknie, gdyby nie chodziło o mnie, byłby to doprawdy udany żart! – odsunął się od lokaja. Taka impertynencja była nie do uwierzenia!
- Impertynencję, jakiej pan doświadczył, z pewnością ciężko wybaczyć – zaczął Fletcher ostrożnie, powtarzając słowa, które przebiegały Darcy’emu przez myśl. – Ale moja Annie to dziewczyna o złotym sercu. Podziwia pannę Elizabeth Bennet i kocha ją za wszystko, co jej zawdzięcza. W jej oczach ona nie ma sobie równych, nie ma mężczyzny, który byłby dla niej za dobry, a skoro pan jest najwspanialszym dżentelmenem, jakiego kiedykolwiek poznała i moim pracodawcą zarazem… cóż, związek małżeński między państwem zdawał się spełniać wyobrażenia wszystkich o szczęściu.
- Wszystkich? – Darcy zwrócił się do niego rozdrażniony. – Fletcher, musisz przecież być świadom wielkiej różnicy między życiowym statusem panny Elizabeth i moim! Związek z taką rodziną zostałby potępiony i nigdy nie uznany przez rodzinę i przyjaciół. Nie przyniósłby chwały nazwisku Darcy, ani nie dodał zaszczytu majątkowi. Krótko mówiąc jest wykluczony!
- Skoro tak pan mówi, nie byłem jednak świadom, że nazwisku Darcy brakowało chwały, a majątkowi zaszczytu – powiedział nieśmiało lokaj.
Darcy zmarszczył brwi surowo słysząc takie słowa od lokaja. To był więcej niż powód do odprawy! Ale nie miał do czynienia z kaprysami Fletchera od dawna, nie był więc świadom, że ta odpowiedź była tylko wstępem do tego, co lokaj naprawdę chciał przekazać. Po Broughton Castle był winien Fletcherowi chociaż tyle.
Matylda - Sob 26 Maj, 2007 07:51
Dzieki Carolino za fradmencik ( czy Ty dziewczyno sypiasz???)
gdyby nie chodziło o mnie, byłby to doprawdy udany żart!
Z innych to lubimy się śmiać. Nie wiedziałam , że z Darcyego to taki prześmiewca. Ma jednak wady
nie byłem jednak świadom, że nazwisku Darcy brakowało chwały, a majątkowi zaszczytu
Świetny pomysł Pameli z tym Fletcherem
No i jaki szykuje się koniec naszej opowieści -podwójny ślub jak w amerykańskim filmie
Maryann - Sob 26 Maj, 2007 08:11
| Caroline napisał/a: | – Jeśli dobrze rozumiem, ten incydent z ubraniami nie był twoją sprawką, tylko twojej narzeczonej?
- Wspomniałem o pana nowym surducie. W liście.
(...)
– W takim razie, to twoja narzeczona zorganizowała ten ambarasujący incydent.
- Tak, proszę pana, wszystko na to wskazuje, chociaż, jestem pewien, że nie chciała pana zawstydzić |
Kto z kim przestaje... Darcy zwalił na Fitzwilliama winę za spóźnienie w przyjeździe do cioci, a Fletcher schował się za Annie. Bohaterscy dżentelmeni nie ma co...
Darcy co prawda "wrobił tylko kuzyna, ale ze strachu przed ciotką. Fletcher naskarżył na narzeczoną, ale też powody miał lepsze - bał się, że straci robotę.
| Caroline napisał/a: |
nie byłem jednak świadom, że nazwisku Darcy brakowało chwały, a majątkowi zaszczytu |
Kocham Fletchera za tę ripostę...
asiek - Sob 26 Maj, 2007 10:33
| Maryann napisał/a: | Caroline napisał/a:
nie byłem jednak świadom, że nazwisku Darcy brakowało chwały, a majątkowi zaszczytu
Kocham Fletchera za tę ripostę... |
Fletcher is the best ! :grin:
Nie pamiętam, czy w fanfiku była mowa o wieku Flechtera i jego wyglądzie ?
Oczami wyobraźni widzę H.Bistę /z wiadomych powodów /, nie potrafię stworzyć sobie innego wizerunku wiernego lokaja.
A swoja drogą, to Flechter szybciutko się uwinął w Longbourne, zdążył się zakochać i zaręczyć :grin:...w prze-ci-wień-stwie do swego chlebodawcy.
Carolciu,
Maryann - Sob 26 Maj, 2007 10:39
| asiek napisał/a: | Nie pamiętam, czy w fanfiku była mowa o wieku Flechtera i jego wyglądzie ?
Oczami wyobraźni widzę H.Bistę /z wiadomych powodów /, nie potrafię stworzyć sobie innego wizerunku wiernego lokaja. |
Ja nie przypominam sobie żadnej wzmianki co do jego wieku,. Biorąc pod uwagę, że ma żyjących rodziców, to raczej jest trochę młodszy od Bisty, ale chyba starszy od swego pana - w końcu takiego zawodowego doświadczenia nie zdobywa się tak szybko...
| asiek napisał/a: | | A swoja drogą, to Flechter szybciutko się uwinął w Longbourne, zdążył się zakochać i zaręczyć :grin:... |
Fakt. Przyjechał do Hertfordshire gdzieś w październiku (?), a na Boże Narodzenie miał już narzeczoną... :grin:
Caroline - Sob 26 Maj, 2007 11:06
Maryann, Twój bannerek pobudza wyobraźnię
Alison - Sob 26 Maj, 2007 11:46
| asiek napisał/a: | [Oczami wyobraźni widzę H.Bistę /z wiadomych powodów /, nie potrafię stworzyć sobie innego wizerunku wiernego lokaja.
|
Dokładnie tak! Kiedy cztam o Fletcherze, mam w oczach Bistę z "Między ustami a brzegiem pucharu" jak się uwija i o wszystkich poczynaniach pana mówi MY.
Podziwia pannę Elizabeth Bennet i kocha ją za wszystko, co jej zawdzięcza. W jej oczach ona nie ma sobie równych, nie ma mężczyzny, który byłby dla niej za dobry, a skoro pan jest najwspanialszym dżentelmenem, jakiego kiedykolwiek poznała i moim pracodawcą zarazem… cóż, związek małżeński między państwem zdawał się spełniać wyobrażenia wszystkich o szczęściu.
Ja też ich kocham za to dążenie do szczęścia ogólnego...
Maryann - Sob 26 Maj, 2007 13:47
| Caroline napisał/a: | Maryann, Twój bannerek pobudza wyobraźnię |
Prawda ? :grin:
Kaziuta - Sob 26 Maj, 2007 18:09
Może coś gdzies przegapiłam, ale możecie mnie oświecić dlaczego to tak duże znaczenie miał fakt, że Darcy i Elizabet byłi podobnie ubrani? Czy w tej epoce oznaczało to jakies bliższe związki ? A co w wypadku kiedy był to naprawde przypadek? Czy to nie jest tzw. "robienie dziury w całym"?
Alison - Sob 26 Maj, 2007 19:25
| Kaziuta napisał/a: | Może coś gdzies przegapiłam, ale możecie mnie oświecić dlaczego to tak duże znaczenie miał fakt, że Darcy i Elizabet byłi podobnie ubrani? Czy w tej epoce oznaczało to jakies bliższe związki ? A co w wypadku kiedy był to naprawde przypadek? Czy to nie jest tzw. "robienie dziury w całym"? |
To nie miało chyba, aż takiego znaczenia, ale kiedys była taka scena, że Fletcher ubrał Darcy'ego "pod Lizzy" i Bingley to zauważył i głosno wyraził swój zachwyt jak bardzo do siebie pasują. Darcy sie wtedy spłoszył i teraz chyba przestraszył się powtórki z rozrywki w wydaniu kuzyna, w dodatku w obecności ciotki, co samą Lizzy mogloby postawić w dość niezręcznej sytuacji...
Kaziuta - Sob 26 Maj, 2007 19:45
Dzięki Ali, o tej pierwszej "przebiórce" czytałam, ale nie sądziłam, że można zrobić z tego aż taką aferę. Nie doceniałam Darcyego pod tym względem. :cry:
Maryann - Nie 27 Maj, 2007 07:15
Rozdział II część 14
- Wiesz dobrze, że nie – odparł powściągliwie – A czego mu brakuje, Fletcher ?
Pokojowiec wyraźnie się odprężył, a gdy uważnie wpatrywał się w twarz swego pana, przez jego twarz przemknął krótki, ale szczery uśmiech. Odparł po prostu:
- Poezji !
Darcy zaśmiał się drwiąco na tę niezwykłą receptę.
- Tak, sir. Imieniu Darcych wyraźnie brakuje poezji. A właściwie sonetu – Fletcher skinął głową w kierunku półki z książkami, które rozpakował po ich przyjeździe do Rosings przed blisko tygodniem – Mogę zasugerować sonet 116 jako stosowne lekarstwo na początek ?
- Możesz iść do mojej garderoby – odparł Darcy surowo, odmawiając spojrzenia na półkę – I wybierz dla mnie coś mniej niebieskiego na dzisiejszy wieczór z naszym dobrym pastorem i jego gośćmi. A kiedy się ubiorę i wyjdę, możesz napisać do swojej narzeczonej i poinformować ją, że jej przyszły mąż nadal u mnie pracuje, ale pozostanie na swoim miejscu jedynie pod warunkiem, że ona przestanie się wtrącać do osobistych spraw jego pana. Czy wyrażam się jasno ?
- Wyjątkowo jasno, sir ! – Fletcher skłonił się z ulgą wyraźnie wypisaną na twarzy – Jest pan zbyt dobry, sir !
- Całkiem możliwe. Ale dość już o tym !
Darcy odprawił pokojowca i odwrócił się. Poczekał, aż usłyszał dźwięk zamykanych drzwi do garderoby i podszedł cicho do półki ze swoimi książkami, wciśniętymi obok nudnej zawartości biblioteki jego ciotki. Powoli wyciągnął cienki tomik sonetów i oparłszy się o ścianę przewracał strony szukając sonetu 116. Pochylił głowę nad tekstem i przeczytał:
Nie ma miejsca we wspólnej dwojga serc przestrzeni
Dla barier, przeszkód...*
*******
Wprawne ruchy miotełki Fletchera na jego barkach zatrzymały się, co oznaczało, że zgodnie z rygorystycznymi standardami jego pokojowca, Darcy był gotów do opuszczenia swoich apartamentów i pokazania się ciotce. Jeśli chodziło o jego strój, to tak było bez wątpienia. Miejsce niebieskiego surduta i kremowych bryczesów, jakie nosił rano, zajął dopasowany do sylwetki, pełen prostoty, ale świetnie skrojony czarny surdut i spodnie. Darcy przyglądał się swemu odbiciu w lustrze, gdy Fletcher odsunąwszy się, czekał na jego opinię. Skinął głową na znak zadowolenia. Nie mogła być ubrana na czarno, powiedział do siebie wysuwając podbródek z węzła Fletchera, aby poluzować go trochę i uczynić nieco wygodniejszym. Poza tym, Fitzwilliam nie będzie miał okazji, żeby znacząco się uśmiechać, a lady Catherine nie zauważy czegoś, czego nie powinna. Po prawdzie, polecił Fletcherowi wybrać na ten wieczór spodnie, chcąc dać milady powód do prawienia morałów na temat jego niestosownego wieczorowego stroju. Może wtedy będzie zwracała mniejszą uwagę na jego rozmowę, szczególnie, jeśli będzie miał możliwość nawiązać ją ze skromnymi gośćmi pastora. W tym była cała trudność ! Jego powierzchowność była dobrze odziana, obojętna na analizę. Kiedy jednak jego spojrzenie wędrowało w górę, od eleganckich linii surduta, przez wyszukany węzeł krawata, do spojrzenia jego oczu, z łatwością mógł w nich zobaczyć oczekiwanie na przyjemność i wyzwanie, które ten wieczór z pewnością miał mu dać. To uczucie przebiegało gwałtownie przez jego wnętrze, budząc ekscytujące, ale burzliwe doznania w jego ciele. Zamknął oczy i zaczynając od „idioto”, cicho wygłosił do siebie kilka epitetów, aż krew dudniąca mu w żyłach wróciła do trochę spokojniejszego rytmu.
_____________________________
* W.Szekspir sonet 116, przekł. W.Barańczaka
Matylda - Nie 27 Maj, 2007 08:22
Nie ma miejsca we wspólnej dwojga serc przestrzeni
Dla barier, przeszkód...*
Czy ten pomysł Fletcher też " zwali" na służącą Elżbiety???
Jego powierzchowność była dobrze odziana,
no to powierzchowność juz mamy , a co z resztą???
Nie mogła być ubrana na czarno,
Jeszcze się chłopie zdziwisz
Dzięki za poranny deser
asiek - Nie 27 Maj, 2007 11:50
| Maryann napisał/a: | | Kiedy jednak jego spojrzenie wędrowało w górę, od eleganckich linii surduta, przez wyszukany węzeł krawata, do spojrzenia jego oczu, z łatwością mógł w nich zobaczyć oczekiwanie na przyjemność i wyzwanie, które ten wieczór z pewnością miał mu dać. |
Miejmy nadzieję, że tym razem Darc'y stanie na wysokości zadania i w końcu- ku naszej radości - wieczór minie w przy-je-mnej atmosferze. :smile:
| Alison napisał/a: | Kaziuta napisał/a:
Może coś gdzies przegapiłam, ale możecie mnie oświecić dlaczego to tak duże znaczenie miał fakt, że Darcy i Elizabet byłi podobnie ubrani? Czy w tej epoce oznaczało to jakies bliższe związki ? A co w wypadku kiedy był to naprawde przypadek? Czy to nie jest tzw. "robienie dziury w całym"?
[...] kiedys była taka scena, że Fletcher ubrał Darcy'ego "pod Lizzy" i Bingley to zauważył i głosno wyraził swój zachwyt jak bardzo do siebie pasują. Darcy sie wtedy spłoszył i teraz chyba przestraszył się powtórki z rozrywki w wydaniu kuzyna, w dodatku w obecności ciotki,... |
...a, że był drętwiakiem, z niewielkim poczuciem humoru, to nie potrafił sobie radzić w takich sytuacjach.
Ali, jak miło znowu Cię "widzieć".
Maryann,
Ulka - Nie 27 Maj, 2007 12:39
| Maryann napisał/a: | | Po prawdzie, polecił Fletcherowi wybrać na ten wieczór spodnie, chcąc dać milady powód do prawienia morałów na temat jego niestosownego wieczorowego stroju. |
Czy te spodnie to nazwa jakiegoś szczególnego fragmentu garderowby, którego nie wypadało zakładać na wieczór?
Słuchajcie, czy lady Pamela jest historykiem ubioru? projektantką mody? krawcową??
Maryann - Nie 27 Maj, 2007 14:21
| Ulka napisał/a: | | Czy te spodnie to nazwa jakiegoś szczególnego fragmentu garderowby, którego nie wypadało zakładać na wieczór? |
Te spodnie (czyli trousers), które znamy w dzisiejszej wersji, pojawiły się w Anglii na początku XIX stulecia i były początkowo noszone na okazje raczej nieformalne. W bardziej formalnych okolicznościach (jak np. na bal, czy wizytę), noszono bryczesy, czy raczej pumpy - dopasowane porteczki do kolan z jedwabnymi pończochami i lakierowanymi pantofelkami.
Na Wikipedii znalazłam informację, że długie spodnie początkowo noszone były przez klasę pracującą i we Francji przyjęły się w czasach Rewolucji - jako alternatywa dla "arystokratycznych" pump (pumpów ? ??: ). W Anglii miał je zaadaptować Brummel.
Ponieważ lady C. była najwyraźniej tradycjonalistką (a na pewno nie zwolenniczką jakobinów ), to "nowomodna" kreacja Darcy'ego raczej nie mogła jej się spodobać. Zresztą już wcześniej kręciła nosem, gdy obaj dżentelmeni pojawili się w spodniach w dniu przyjazdu.
| Ulka napisał/a: | | Słuchajcie, czy lady Pamela jest historykiem ubioru? projektantką mody? krawcową?? |
Nie, ona jest bodajże bibliotekarką. Ale najwyraźniej szmatki to jej konik...
Mag - Nie 27 Maj, 2007 19:18
Dzięki za tłumaczenia | Caroline napisał/a: | | Ale moja Annie to dziewczyna o złotym sercu. Podziwia pannę Elizabeth Bennet i kocha ją za wszystko, co jej zawdzięcza. W jej oczach ona nie ma sobie równych, nie ma mężczyzny, który byłby dla niej za dobry, a skoro pan jest najwspanialszym dżentelmenem, jakiego kiedykolwiek poznała i moim pracodawcą zarazem… cóż, związek małżeński między państwem zdawał się spełniać wyobrażenia wszystkich o szczęściu. |
Najbardziej chyba lokaja i pokojówki- zamieszkaliby w jednym domu- ciekawe na ile Fletcher pchał Darsika ku Elizabeth na zasadzie "wyczuwania" jego uczuć , a ile w tym było własnej wygody | Maryann napisał/a: | | Kiedy jednak jego spojrzenie wędrowało w górę, od eleganckich linii surduta, przez wyszukany węzeł krawata, do spojrzenia jego oczu, z łatwością mógł w nich zobaczyć oczekiwanie na przyjemność i wyzwanie, które ten wieczór z pewnością miał mu dać. To uczucie przebiegało gwałtownie przez jego wnętrze, budząc ekscytujące, ale burzliwe doznania w jego ciele. |
Hoho, w Darsiku budza się emocje
Maryann - Nie 27 Maj, 2007 19:58
| Mag napisał/a: | ciekawe na ile Fletcher pchał Darsika ku Elizabeth na zasadzie "wyczuwania" jego uczuć , a ile w tym było własnej wygody |
No, zaczęło się chyba jednak od wyczuwania uczuć, bo przecież pierwszy manewr "przebierankowy" był jeszcze zanim Fletcher poznał Annie. A potem to już na zasadzie łączenia przyjemnego z pożytecznym... :grin:
Ulka - Nie 27 Maj, 2007 23:02
Dzięki Maryann za "spodnie" :grin:
| Maryann napisał/a: | | Zresztą już wcześniej kręciła nosem, gdy obaj dżentelmeni pojawili się w spodniach w dniu przyjazdu. | A to akurat mi umknęło.
Maryann - Pon 28 Maj, 2007 05:14
Rozdział II część 15
- Coś nie w porządku, panie Darcy ? – zapytał cicho stojący za nim Fletcher.
- Nie, jestem zadowolony – zapewnił pokojowca otwierając z ulgą oczy na oblicze bardziej podobne do jego własnego.
Chociaż wymagało to niezwykłego zebrania się w sobie, jego zwykła rezerwa wysunęła się na pierwszy plan i zaznaczyła swój autorytet. Jak długo to by trwało w obecności Elizabeth, nie chciał się w tej chwili zastanawiać. Odszedł od lustra i wyciągnąwszy zegarek, ruszył do drzwi.
- Jest szósta, sir – powiedział Fletcher.
Darcy wsadził zegarek z powrotem do kieszonki. Powinni przyjechać za pół godziny. Jest wystarczająco dużo czasu, żeby uciszyć skargi lady Catherine i dla uspokojenia pożartować trochę z Richardem. I z Anną, przypomniał sobie zawstydzony. Wiedział, że nie brałaby udziału w rozmowie, ale może jej zainteresowanie ich wymianą zdań pozwoliłoby mu odgadnąć powód jej smutnych westchnień.
Służba zapalała lampy w hallu, gdy Darcy wyszedł ze swoich apartamentów i skierował się w stronę schodów. Kilka minut po szóstej, obliczał. Za mniej niż pół godziny… Nie mógł przestać myśleć, jak to będzie zobaczyć ją wśród jego krewnych, w okazałych apartamentach Rosings. Nie byłaby w całkiem niekorzystnej sytuacji. Wiedział, że była już w salonie Rosings przynajmniej dwa razy. Jednakże kontrast z tym, do czego była przyzwyczajona, musiał na nią wpłynąć. Jeśli nie sama sytuacja, to zuchwałość natrętnych pytań i władczych opinii lady Catherine, połączonych z jej rangą i pozycją, musiały ostudzić jej żywy temperament. Próbował sobie wyobrazić Elizabeth, ze spuszczonymi wspaniałymi oczyma, słuchającą z szacunkiem orzeczeń jego ciotki. Ale ta próba wywołała jedynie uśmiech na jego ustach. Od czasu ich rozmów w Netherfield dobrze wiedział, że interesuje się niekonsekwencjami ludzkiej natury, a takich rzeczy jego ciotka była wielką mistrzynią. Czy to powstrzymało Elizabeth ? Czy też ośmieliła się nie poddać ? A jeśli tak, jak to zrobiła, że nadal cieszyła się przychylną uwagą jego ciotki ? Nadchodzący wieczór miał prawdopodobnie być jednym z najbardziej intrygujących, jakie kiedykolwiek spędził pod dachem Rosings.
Głośne pstryknięcie palcami i „Dobry Boże, Fitz ! Spodnie !” uświadomił mu wejście kuzyna do hallu. Fitzwilliam stał z dala od niego, z brwiami uniesionymi ze zdumienia tak wysoko, że zniknęły pod opadającymi na czoło włosami.
- Stary, wiesz, co milady o tym myśli.
- Dlatego właśnie je dziś założyłem, Richardzie. Tak więc ty – przerwał i wskazał na stosowne bryczesy, pończochy i pantofle kuzyna – Na zasadzie kontrastu będziesz błyszczał jako przykład stabilności i dobrych manier.
- Och – przerwał Fitzwilliam rozważając tę wizję, po czym uśmiechnął się do kuzyna – To bardzo miło z twojej strony. Wszystko, co może powstrzymać starą smoczycę przed pisaniem do mojego ojca. Nie mogę pojąć, skąd jej się wziął ten pomysł, że zostałem ewangelikiem – strząsnął skromną koronkę przy swoich mankietach – Z pewnością pasuję do roli, nieprawdaż ? – kiwnąwszy głową na znak zapewnienia Darcy nie mógł powstrzymać śmiechu widząc niecodzienny niepokój kuzyna. Zdawszy sobie sprawę z jego rozbawienia Fitzwilliam odparł z krzywym uśmiechem – Cóż, ty też powinieneś się niepokoić, jeśli to ciebie ciotka sobie upatrzy. Kiedy znowu zobaczy cię w spodniach, to ty możesz zająć to miejsce !
- Mam raczej nadzieję na coś przeciwnego – Darcy zrobił minę w odpowiedzi – Bądź dziś najbardziej czarujący, jak tylko potrafisz, a szybko wrócisz do jej łask. Idziemy ?
Na ich widok oschły uśmiech lady Catherine zmienił się w wyraz niezadowolenia. Prychnęła tylko z dezaprobatą na Darcy’ego, zanim kazała siostrzeńcom usiąść na kanapach ustawionych w pełnym szacunku kręgu wokół jej wielkiego fotela. Anna i pani Jenkinson już tu były i siedziały po przeciwnej stronie, jak zwykle poowijane szalami. Jednak dziś wieczór Anna miała na sobie wyjątkowo twarzową suknię, jak nigdy dobrze dobraną do jej bladej cery i drobnej sylwetki.
- Czy twoja kuzynka nie wygląda dziś czarująco, Darcy ?
Pytanie lady Catherine, zadane w momencie, gdy kłaniał się Annie, zmroziło jego uśmiech, zanim pojawił się na jego ustach. Szczery komplement, który zamierzał powiedzieć kuzynce, wydawał się teraz tylko działaniem na rozkaz, podkreślając po raz kolejny ich napięte relacje.
Ulka - Pon 28 Maj, 2007 16:53
Jeszcze się nam Darsik przez przekorę w Annie zakocha
Mam pytanie-czy w serialu jest scena z Darcym w spodniach? :o
asiek - Pon 28 Maj, 2007 20:09
| Maryann napisał/a: | ...Richardzie. Tak więc ty – przerwał i wskazał na stosowne bryczesy, pończochy i pantofle kuzyna – Na zasadzie kontrastu będziesz błyszczał jako przykład stabilności i dobrych manier.
- Och – przerwał Fitzwilliam rozważając tę wizję, po czym uśmiechnął się do kuzyna – To bardzo miło z twojej strony. Wszystko, co może powstrzymać starą smoczycę przed pisaniem do mojego ojca. |
Pułkownik ma pietra. :grin: Dzielny żołnierz jej królewskiej mości drży na myśl o liście ciotuni do jego ojca. Czyżby bał się utraty kieszonkowego ?
| Ulka napisał/a: | | Mam pytanie-czy w serialu jest scena z Darcym w spodniach? |
Uleńko, w omawianej scenie Darcy niestety... ma spodnie, a szkoda. :razz:
Maryann,
Matylda - Pon 28 Maj, 2007 20:26
W przeciwieństwie od Bingleya Darcy dość często występuje w spodniach.
W Pemberley też jest w spodniach ( jedyny facet w tej scenie ), a Bingley i cała reszta w pończoszkach. Nawet Hurst światowiec
Dzieki za fragmencik
Mnie tu w ogóle nie powinno być do czwartku- mam tyle roboty
Maryann - Pon 28 Maj, 2007 21:04
| Matylda napisał/a: | | W przeciwieństwie od Bingleya Darcy dość często występuje w spodniach. |
Zgadza się - w tej scenie w Rosings i w scenie pierwszych oświadczyn:
No i jeszcze w Pemberley:
| asiek napisał/a: | Uleńko, w omawianej scenie Darcy niestety... ma spodnie, a szkoda. :razz: |
A dlaczego szkoda ?
asiek - Pon 28 Maj, 2007 21:59
| Maryann napisał/a: | | A dlaczego szkoda ? |
Bo nie widać jego zgrabnych łydek.
Jedynie podczas tańca w Netherfield można było podziwiać ich krasę.
|
|
|