To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II

Maryann - Pią 16 Lut, 2007 09:39

Gunia napisał/a:
Darcy kupuje „Historyjki z modnego świata”! Nie uwierzę! A tak pochwalał ambitną lekturę! Skandal.

No, może nie aż tak wielki. :wink:
Maria Edgeworth (1767-1849) – często nazywana “irlandzką Jane Austen” albo „żeńskim Walterem Scottem”. Jej powieści i opowiadania można podzielić na trzy kategorie: szkice z życia Irlandii, komentarze na temat współczesnego życia angielskiego społeczeństwa oraz instrukcje dotyczące moralnego wychowania dzieci.
Wskazywała na obowiązki członków wyższych klas społecznych wobec ich dzierżawców.

QaHa - Pią 16 Lut, 2007 09:43

Maryann napisał/a:
Maria Edgeworth (1767-1849) – często nazywana “irlandzką Jane Austen” albo „żeńskim Walterem Scottem”. Jej powieści i opowiadania można podzielić na trzy kategorie: szkice z życia Irlandii, komentarze na temat współczesnego życia angielskiego społeczeństwa oraz instrukcje dotyczące moralnego wychowania dzieci.
Wskazywała na obowiązki członków wyższych klas społecznych wobec ich dzierżawców.


czy takie dziela nie bywały troche przygębiające. Cały czas tłukli do łba co wypada a co nie wypada
ojejej, hmm nie dalo rady skupic sie na jakiejs głupiej rozrywce aby madrości zyciowych nie czerpac

Maryann - Pią 16 Lut, 2007 09:47

Alison napisał/a:
Wahał się nad małym koralowym krzyżykiem na złotym łańcuszku, ale zrezygnował z niego, kiedy wspomnienie bardzo podobnego, zdobiącego czyjąś szyję, zaczęło być zbyt natrętne.

Próbuj, próbuj... I tak nie uciekniesz... :wink:

Gunia - Pią 16 Lut, 2007 16:00

I tak nie uwierzę, że Darcy by coś takiego kupił.
P.S. Wiedziałam, że to będzie "S&S". :D

Maryann - Pią 16 Lut, 2007 16:13

A dlaczego nie wierzysz ? Nie wierzysz, że mógł swojej małej siostrzyczce kupić na gwiazdkę umoralniające powiastki dla grzecznych panienek ? :wink:
Gunia - Pią 16 Lut, 2007 16:15

Nie wierzę, że nie spojrzał z pogardą na taką książkę. Prędzej by kupił siostrze jakąś naukową pozycję, lub przynajmniej literaturę piękną z najwyższej półki.
Maryann - Pią 16 Lut, 2007 16:31

Gunia napisał/a:
Nie wierzę, że nie spojrzał z pogardą na taką książkę. Prędzej by kupił siostrze jakąś naukową pozycję, lub przynajmniej literaturę piękną z najwyższej półki.

Ale Guniu, Maria Edgeworth była bardzo szanowaną autorką - cenił ją i Walter Scott i Byron, i sama Jane Austen.
Zarzucano jej może czasami zbytni dydaktyzm, ale była bardzo inteligentą i tzw. zaangażowaną społecznie osobą. Mam wrażenie, że Darcy nie miałby nic przeciwko temu, żeby Georgiana czytała jej książki.

Gunia - Pią 16 Lut, 2007 16:52

W każdym razie w tamtej chwili z całą pewnością miał dość "Modnego świata". :D
Maryann - Pią 16 Lut, 2007 16:57

No, a jeśli opowieści panny Edgeworth były też w tym tonie ? :wink:
Gunia - Pią 16 Lut, 2007 17:08

Jeżeli znał mniej więcej ich treść, a przynajmniej zawarty w nich pogląd na te sprawy i jego własny był podobny, zgadzam się z Tobą.
asiek - Pią 16 Lut, 2007 21:27

Och, jak dzisiaj romantycznie :serce:

Alison napisał/a:
... - Och tak, sir. "Rozwaga" z pewnością wygrywa za dnia.

Oooo...za dnia i owszem....po zmroku najczęściej nie ma szans :mrgreen:
Darcy'ego z reguły też dopada melancholia wieczorkiem :serduszkate:

Alison :kwiatek:

asiek - Pią 16 Lut, 2007 21:39

Czy wyślemy odpowiedzi w zwyczajnym stylu, sir? - Hinchcliffe pochylił się nad nimi i starannie zebrał je na srebrną tacę.
- Tak, z wyrazami ubolewania dla wszystkich, których nie znasz, poniżej baroneta, ze szczerym żalem dla wszystkich powyżej,


Krótko i na temat :cool: Prawdziwy gentelmen... :wink:

Alison - Sob 17 Lut, 2007 07:55

I na twardzieli przychodzi w końcu refleksja.... :wink:

Rozdz. III, cz. VII
Nieokreślone niezadowolenie szarpnęło myślami Darcy'ego. Niepewność...zachwyt...tęsknota...wszystko to wkradało się w jego podświadomość i, będąc sam w domu, został nagle dogłębnie przeszyty efektem wszystkich tych uczuć. Jego palce zacisnęły się na jedwabnych nitkach. Przed czym Dy go przestrzegał? Żeby wiedział na czym stoi, ale co jeszcze? Żeby być absolutnie pewnym natury swojego zainteresowania sprawami Bingley'a. Jak wiele jego zainteresowania było związane wyłącznie z dobrem Bingley'a? Albo, żeby być bliżej prawdy, czy oddzielenie go od panny Bennet nie było jego własną, najpewniejszą obroną przed narastającą walką z nieostrożnym zbliżeniem się do jej siostry.
Darcy pochylił się w fotelu, oparł łokcie na kolanach, niteczki kołysały się w palcach, intensywnie wpatrywał się w rozżarzone drwa. Ponad wszelką wątpliwość życzył przyjacielowi największego szczęścia w małżeństwie. A przynajmniej, tak wielkiego jakiego możnaby oczekiwać w związku znacznej fortuny z odpowiednią pozycją społeczną. Jego własny przyszły stan małżeński... rzadko o tym myślał, poza wypadkami kiedy musiał go unikać. Jego majątek i interesy, które rozwijały się pomyślnie dzięki dobremu zarządzaniu, czyniły małżeństwo z rozsądku niekoniecznym, dając mu wolność wyboru, gdzie i kiedy będzie chciał, i nadzieję na osiągnięcie jakiegoś poziomu szczęścia. Często, szczególnie w nocy, pragnął tego komfortu, który się wiąże z małżeństwem. Od czasu do czasu, miał on twarz i postać, tak wyraźną, że aż szarpiącą jego ciało. Ale rzeczywistość spędzenia życia i powierzenia swoich ludzi słabemu umysłowi i twardej naturze, ukrytym pod pięknymi twarzami, które same rekomendowały mu się w ciemnej, cichej godzinie, zawsze z sukcesem przekonywały go w końcu do głupoty przehandlowania własnego szczęścia za poczucie komfortu. Darcy wiedział, że obie te rzeczy są możliwe, widział to w życiu swoich rodziców, zanim jego matka zmarła i w cieniu uśmiechu, który potem czasami przelatywał przez twarz jego ojca. Ale teraz...
Wsadził nitki do kominka, pozwalając ciepłym prądom powietrza unoszącym się nad żarem, podnosić i kręcić cieniutkimi niteczkami, splatać je i rozplatać w wirujących barwnych splotach.
"Jak twoje myśli o niej..." - przyznał sam przed sobą - "Splatają się i rozplatają. Gorliwie rozwiązałeś swoje związki z nią przez tą sprawę z Bingley'em, a już znowu splatasz je przez swoje niezdyscyplinowane myśli i skradzione pamiątki."
Pukanie do drzwi spowodowało, że Darcy zaczął wychodzić ze swojej zadumy. Szybko, znowu włożył nitki do książki i zatrzasnął ją.
- Proszę!
Hinchcliffe wszedł do środka - Panie Darcy, tutaj jest list bez adresu, pisany pismem, którego nie znam. Jest zaadresowany w raczej tajemniczy sposób. Pomyślałem, że chciałby pan to natychmiast zobaczyć. - co mówiąc, podszedł do Darcy'ego i podał mu pismo w kremowym kolorze bez żadnych zdobień lub aluzji co do nadawcy.
- Dziękuję, Hinchcliffe - Darcy wziął list i skinąwszy z pozwoleniem odejścia, z otwarciem koperty w świetle lampy, poczekał do wyjścia sekretarza.

Sir,
Pańskie instrukcje zostały odebrane i będą precyzyjnie wykonane. Wysłałam list do B., który, jak pan się domyśla, był dość zaskoczony moim przyjazdem i otrzymałam słowo, że opuści swoje pokoje jutro dla Aldford Street. Mam do pana zaufanie, sir, w związku z jego wybawieniem, wiedząc jak dobrze to zaufanie jest ulokowane.
C.


Darcy zmiął list i wrzucił go do ognia.
- Odpowiedź zgodna z wszystkimi twoimi aspiracjami, - kpił głośno sam z siebie - jesteś "zaufanym" Caroline Bingley i "wybawcą" jej brata! Dobry Boże, człowieku, co będzie dalej? Premier? Może Arcybiskup? Czymże są takie przysługi jak ta, z pewnością niewielkim wyzwaniem dla twojego wielkiego talentu! - Opadł znowu na fotel tylko po to by zerwać się ponownie na dźwięk pukania do drzwi biblioteki.
- Tak, o co chodzi? - zawołał.
Drzwi otworzyły się i ukazały młodą służącą, która z szeroko otwartymi oczami i trzęsącym się głosem oznajmiła:
- Pan...Pański o-o-obiad, s-s-sir - dygnęła chwiejnie i uciekła.
Darcy gapił się w otwarte drzwi, opustoszałe po ucieczce dziewczyny - "Stajesz się prawdziwym Sinobrodym, przerażasz służące i knujesz intrygi". W tym momencie w drzwiach pojawił się Witcher:
- Czy coś nie w porządku, panie Darcy?
- Nie, Witcher - westchnął - wszystko jest w porządku, poza moim humorem.
- Więc Sadie nie zrobiła nic niestosownego, sir?
- Sadie?
- Moja wnuczka, panie Darcy. Przyszła zaanonsować obiad, sir. Pierwszy raz była tu na piętrze, sir - Witcher pękał trochę z dumy jako dziadek.
- Twoja wnuczka! - Darcy podszedł do biurka i otwierając szufladę, wyjął z niej szylinga. - Proszę, dla twojej wnuczki, dla uczczenia sukcesu jej pierwszego dnia na piętrze.
Witcher rozpromienił się, przyjął ten szczodry dar z obietnicą, że podaruje go dziewczynie jeszcze dziś wieczór.
- Pański obiad już gotowy, panie Darcy. Jules przygotował wspaniały posiłek z pańskich ulubionych dań, które tylko czekają na pańską obecność. Mogę już podać?
- Tak, proszę, Będę tu za chwilę.
Kiedy Witcher wyszedł, znowu wziął książkę i ostrożnie odłożył ją na jej miejsce na półkę, głaszcząc jedwabny węzełek. Na moment przerwał, pozwalając jej twarzy stanąć mu przed oczyma. Delikatnie potrząsnął głową na ten widok. " 'Ta droga wiedzie ku szaleństwu'*...moja dziewczyno, i z konieczności, jest już za późno. Klamka zapadła i jestem jego "wybawcą".
Darcy przeszedł przez bibliotekę i wyszedł do holu, cicho zamykając za sobą drzwi.

*Król Lear, Akt 3, scena 4.

Gunia - Sob 17 Lut, 2007 08:56

Jaki dzisiaj na mnie kawałeczek z rana czekał!
A jak oni rzucają tymi cytatami z Shakespeare'a... :roll:

asiek - Sob 17 Lut, 2007 10:08

Ach, dzisiaj Darcy w pełnej krasie...I jak tu go nie kochać :serduszkate:

Alison napisał/a:
Często, szczególnie w nocy, pragnął tego komfortu, który się wiąże z małżeństwem. Od czasu do czasu, miał on twarz i postać, tak wyraźną, że aż szarpiącą jego ciało.


Czyżby już kochał ? Czy to były tylko "wichry namiętności" :razz:
W sumie byłabym zaskoczona, gdyby mężczyzna w jego wieku już wcześniej nie smakował zakazanego owocu :mrgreen:

Alison napisał/a:
Na moment przerwał, pozwalając jej twarzy stanąć mu przed oczyma. Delikatnie potrząsnął głową na ten widok. " 'Ta droga wiedzie ku szaleństwu'*

Odwagi kochany i w drogę ! :cool:

Alison cudny fragment ! :kwiatek: :kwiatek:

Ania1956 - Sob 17 Lut, 2007 11:13

asiek napisał/a:
Ach, dzisiaj Darcy w pełnej krasie...I jak tu go nie kochać :serduszkate:

Czyżby już kochał ? Czy to były tylko "wichry namiętności" :razz:
W sumie byłabym zaskoczona, gdyby mężczyzna w jego wieku już wcześniej nie smakował zakazanego owocu :mrgreen:

Alison napisał/a:
Na moment przerwał, pozwalając jej twarzy stanąć mu przed oczyma. Delikatnie potrząsnął głową na ten widok. " 'Ta droga wiedzie ku szaleństwu'*

Odwagi kochany i w drogę ! :cool:

Alison cudny fragment ! :kwiatek: :kwiatek:


Darcy wygląda na lekko zagubonego. Troszkę go przerosła intryga którą sam zapoczątkował.

QaHa - Sob 17 Lut, 2007 11:20

no to sie atmosferka zageszcza pogrążon ci on z kretesem :mrgreen:
Anonymous - Sob 17 Lut, 2007 12:21

Alison napisał/a:
Drzwi otworzyły się i ukazały młodą służącą, która z szeroko otwartymi oczami i trzęsącym się głosem oznajmiła:
- Pan...Pański o-o-obiad, s-s-sir - dygnęła chwiejnie i uciekła.
Darcy gapił się w otwarte drzwi, opustoszałe po ucieczce dziewczyny - "Stajesz się prawdziwym Sinobrodym, przerażasz służące i knujesz intrygi".


Sinobrody pączuś - coraz bardziej mi sie ten Darcy podoba :D

Lizzy - Sob 17 Lut, 2007 15:57

ehu ..cudo...miodzio...niech juz wreszcie dojdzie do "konkretów" :wink:
:colinweloveu:

Mag - Sob 17 Lut, 2007 19:36

Matulku dzięki za ptysia :hello:
hamadryad - Sob 17 Lut, 2007 19:58

Cytat:
Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę,
Nie tracę zmysłów, kiedy cie zobaczę;
Jednakże gdy cię długo nie oglądam
Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam
I tęskniąc sobie zadaję pytanie:
Czy to jest przyjaźń ? Czy to jest kochanie?

Nic dodać. Nic ująć.

Alison - Nie 18 Lut, 2007 08:14

Hej Dziewczynki, ja tylko na chwilkę. Dziś bajka o dwóch rozrabiakach na mszy :wink: Któż to, ach któż to? :cool:

Rozdz. IV, cz. 1 "Naturalna słabość"

"...przez niego, który żyje i panuje w tobie i Duchu Świętym, teraz i zawsze. Amen."
Darcy odczytał modlitwę na pierwszą niedzielę Adwentu,* zamknął na kciuku swoją książeczkę do nabożeństwa, stojąc samotnie w rodzinnej ławce w kościele St....'s. Poranek rozjaśniał się powoli, jakby chcąc osłonić wschodzące słońce, zasłoną mgły podnoszącej się z pokrywającego ziemię śniegu. Świt wsączał niemiłosierne zimno w ludzkie i zwierzęce kości i wydawał się wspinać po wszystkich kamieniach budujących ściany sanktuarium. Darcy zadrżał. Niemal zrezygnował z posługi, jego nastrój nie poprawił się po minionej nocy, ale zwyczaj wypchnął go z łóżka i wiedząc, że jego służba wstała wcześnie w oczekiwaniu jego obecności, ubrał się, złamał post i wyszedł.
W swoim ciemnozielonym anglezie zapiętym wysoko z powodu mrozu, Darcy przyjrzał się bogato zdobionemu wnętrzu, jego architekturze i wyposażeniu, zachęcającemu oczy do podróży w górę, ku wysoko złączonym żebrom sklepienia i wspaniałości kolorowego światła, teraz przygaszonego, które wpadało przez ogromne okna. Zauważył, z niejakim zdziwieniem, że mimo iż dzień był oznakowany jako pierwsza niedziela sezonu radości, kościół wcale nie był zapełniony. Rzadko się to zdarzało. Kilka rodzin tylko, których nazwiska były ozdobą wystawnych tablic, witraży czy naczyń liturgicznych, raczyło zaszczycać miejsce swojej hojności własną obecnością. Nie było to jednakże praktykowane przez rodzinę Darcy'ch i chociaż stał sam, oczami wyobraźni potrafił dobrze wyobrazić sobie swoich przodków, stojących w statecznej pozie tuż obok niego.
Ogłoszono pierwsze poranne czytanie Pisma Świętego, więc Darcy otworzył książeczkę do nabożeństwa w wybranym miejscu, by przyłączyć się do czytania.
"Nie zawdzięczać nic nikomu, lecz kochać się wzajemnie: bo On z miłości bliźniego uczynił prawo..."
Stuk obcasów i brzęk białej broni w pochwie odbiły się echem tuż za nim, odrywając Darcy'ego od tekstu. Już po chwili został potrącony łokciem odzianym w szkarłatny mundur.
- Dobry Boże, co za wredna pogoda! Myślałem, że zostaniesz tego ranka w domu. Muszę z tobą pogadać - pułkownik Richard Fitzwilliam szepnął głośno, prosto w ucho kuzyna.
- Ciszej! - Darcy krótko wyszeptał w odpowiedzi, w połowie rozbawiony, w połowie zły na charakterystyczne dla Fitzwilliama lekceważenie wszystkiego. Wbił czubek książeczki do nabożeństwa w ramię kuzyna aż ten się poddał i sięgnął po nią - Masz...czytaj!
"...i gdyby było jakiekolwiek inne przykazanie, zrozum co się tu mówi, a mianowicie, że będziesz kochał bliźniego swego jak siebie samego..."
- Aua! Fitz. To jest to cholerne "kochanie bliźniego swego?" - Fitzwilliam spojrzał na niego oskarżycielsko kiedy Darcy szarpnął go za ramię.
- Richard, twój język! - odmruknął Darcy - Po prostu czytaj...tutaj - wskazał miejsce i Fitzwilliam pochylił głowę nad tekstem z szerokim uśmiechem na twarzy.
"...pozwól nam przeto porzucić prace ciemności, ale daj nam uzbroić się w światło. Pozwól nam kroczyć uczciwie jak za dnia, bez rozpusty i opilstwa..."
- Armii to nie dotyczy... - dowcipkował Fitzwilliam półgębkiem - Marynarki też nie.
"...nie w nieczystości i rozpuście..."
- Strzeżcie się o parowie.
- Richard! - szepnął groźnie Darcy.
"...nie w walce i zawiści. Lecz zdaj się na Pana naszego Jezusa Chrystusa i nie czyń zapasów dla zaspokojenia ciała, dla zaspokojenia żądzy jego."
- Tym wykończono cały ten światek - spojrzał przez ramię - ale nikogo z nich to i tak nie interesowało, więc na tym koniec lekcji.
Darcy wzniósł oczy do nieba, po czym przydepnął mocno stopę kuzyna okrytą wojskowym butem, za które to ośmielenie do zuchwałości, otrzymał kuksańca w bok. Usiedli, Darcy zachował odstęp pomiędzy nim i Fitzwilliam'em. Znowu błysnęły wyszczerzone szerokim uśmiechem zęby pułkownika, kiedy obaj zwrócili uwagę na kazanie Wielebnego o Ewangelii Świętego Mateusza, rozdział 21.

Od Autorki:
*Uważni czytelnicy zauważą, że już umieściłam pierwszą niedzielę Adwentu dwa tygodnie wcześniej w rozdziale "Zabawa taka jak ta". To było niewłaściwe. Pierwsza niedziela Adwentu przypadała w tamtym, 1811 roku na 1 grudnia. Tak więc, rozmowa Darcy'ego z Sir Thomas'em Lawrence'em będzie miała miejsce w poniedziałek, 2 grudnia, nie 30 listopada jak wcześniej napisano.

Anonymous - Nie 18 Lut, 2007 12:27

W dzisiejszych czasach pułkownik pewnie by się bawił w kabaret
Gunia - Nie 18 Lut, 2007 21:10

A ja myślałam, że Fitzwilliam to imię. Ale oni mają namieszane w tej Anglii. Imię męskie, żeńskie, czy w ogóle nazwisko... Kto to wie?
Wprawdzie przy tytułułach wojskowych używa się nazwiska (np. płk Forster), ale myślałam, że to mimo wszystko imię.

Anonymous - Nie 18 Lut, 2007 22:12

Swego czasu a JA toczyl;a sie dyskusja na ten temat. I wlasnie z niej pochodzil moj post :D


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group