Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura
nicol81 - Sob 08 Maj, 2010 21:42
Właśnie- chyba takie "formułki" bardzo pomagają, jak się jest w sytuacji, gdy się nie wie, co zrobić.
A Collins był bardziej natarczywy niż Thorton.
Beata55 - Nie 09 Maj, 2010 17:55
| nicol81 napisał/a: | | Właśnie- chyba takie "formułki" bardzo pomagają, jak się jest w sytuacji, gdy się nie wie, co zrobić. |
Nie widzę Margaret cytującą jakąś formułkę. To dziewczyna szczera. Mówi, co ma na myśli. A sposób, w jaki potraktowała Johna, był spowodowany uczuciami i emocjami.
Sofijufka - Nie 09 Maj, 2010 18:18
ale zachowała sie jak paniusia, a nie dama!
Alicja - Nie 09 Maj, 2010 19:18
dama w każdej sytuacji pozostaje damą przez duże D nawet w "szczerości"
Anonymous - Nie 09 Maj, 2010 19:21
tia.... tylko ja zawsze szczelę coś głupiego.... jak łysy grzywką w parapet... sam czar...
Alicja - Nie 09 Maj, 2010 19:22
ale tobie Thornton się nie oświadczył jeszcze
Anonymous - Nie 09 Maj, 2010 19:25
ja to w oświadczynach za wielkiego doświadczenia nie mam... dwie jaskółki też wiosny nie czynią. Na szczęście więcej takich "przyjemnosci" mnie nie czeka więc chociaż ten problem z głowy...
Ot i tak lektura naszej książki podniosła mnie na duchu i tchnęła optymizmem...
Alicja - Nie 09 Maj, 2010 19:29
jakie dwie jaskółki kiedy?
Anonymous - Nie 09 Maj, 2010 19:32
jak byłam piękna i młod(sz)a stare dzieje.... przedkłądając na moją rachubę czasu to było hm.... tuż przed wystrzałem z Aurory pierwsza jaskółka a druga tak mniej więcej w okresieWojny Ojczyźnianej
Beata55 - Pon 10 Maj, 2010 08:36
| Alicja napisał/a: | dama w każdej sytuacji pozostaje damą przez duże D nawet w "szczerości" |
Z tym, że szczerość Margaret nie była tą w cudzysłowiu, tylko prawdziwa. Dziewczyna powiedziała to, co czuła. A dobrze wiemy, co w tym momencie czuła do Thorntona.
Gdyby zamiast tego wypowiedziała jakąś formułkę, którą wypadało wypowiedzieć damie w takiej sytuacji, dopiero "pięknie" wypadłaby w oczach Johna. Nadęta damulka.
Thornton był przygotowany również na odmowną odpowiedź. Nie był w 100% pewny, że zostanie przyjęty. Szczera i impulsywna odpowiedź Margaret wzburzyła go. Długo chodził nadąsany. Jednak Margaret nie straciła w jego oczach. Nadal ją kochał. Myślę, że również dzięki jej szczerości i temu, że była pełną życia, a czasami bardzo impulsywną dziewczyną.
BeeMeR - Pon 10 Maj, 2010 15:44
| Beata55 napisał/a: | | Nie był w 100% pewny, że zostanie przyjęty. | Raczej był w 100% pewny, że go nie przyjmie, al emimo to się łudził, że jednak - myślę, że najbardziej oburzyła go forma i pretekst odmowy - tłumaczenie, że nie jest dżentelmenem, choć dyskutowali wcześniej zawzięcie co to dla jednego i drugiego oznacza, czym się różni od bycia człowiekiem, i mimo iż John obstawał nad wyższością człowieczeństwa chyba chciał być widziany dżentelmenem w jej oczach, skoro to dla niej było tak ważne.
Alicja - Pon 10 Maj, 2010 20:07
pytanie tylko czy napewno nie był? obstaję przy tym, że to raczej Margaret zachowała się nagannie. Szczerość nie usprawiedliwia braku kultury. Nawet w najgorszej chwili, w tym podczas przyjęcia niechcianych oświadczyn można zachować styl i dobre maniery, zamiast komuś ubliżać.
Sofijufka - Pon 10 Maj, 2010 20:36
dobrze prawi, dać Jej wódki!!!!
Alicja - Pon 10 Maj, 2010 20:38
w tym miejscu dygam
Trzykrotka - Pon 10 Maj, 2010 20:52
Postuluję pójście dalej . Teraz Margaret zajmie się sprawami rodziny, ale oświadczyny Johan na pewno będą w niej kiełkować, puszczać pędy...
Następne dwa rozdziały? Nie pamiętam numerków, ale - Fryderyk i następny?
Grażyna - Wto 11 Maj, 2010 21:48
"– Nie wierzę – powiedziała Fanny. – Wiem, ;że zależy jej na moim bracie, każdy to widzi.
Dałaby sobie rękę uciąć, żeby się z nią ożenił, czego z pewnością nie zrobi, mówię ci! Ale nie wierzę, by była tak zuchwała i bezczelna, by rzucać mu się na szyję."
Wcale się nie dziwię,że powiedziała Johnowi to co powiedziała,gdy powyższe zdanie cały czas dźwięczało jej w głowie.Początkowo rozmawiała z nim spokojnie,ale to On drążył temat i w końcu wyprowadził ją z równowagi.
Chyba nikt nie chciałby wiązać się z taką rodziną,która nie jest życzliwie nastawiona,a wręcz nie lubi i uważa za kogoś gorszego.Takie jest moje zdanie.
Trzykrotka - Wto 11 Maj, 2010 22:26
Te słowa nie były przeznaczone dla uszu Margaret . A kiedy się kocha, zniesie się i rodzinę, w charakterze podwójnej dawki pieprzu do obiadu
Alicja - Śro 12 Maj, 2010 22:23
i nawet teściową
Trzykrotka - Czw 13 Maj, 2010 21:18
Nawet . Choć ja myślę, że Smoczyca zmięknie - Margaret przecież nie będzie dla niej niedobra, synusia jej nie zabierze, jestem pewna, że te dwie panie nauczą się pokojowego współistnienia dla dobra jedynego i niepowtarzalnego mężczyzny ich życia.
Z Fanny gorzej - jest pusta i głupia i zawsze będzie nie lubić bratowej. Na szczęście ma swój dom, nie będą musiały za często się widywać.
Czytam jak pani Hale wyszantażowała na Margaret sprowadzenie Fryderyka do Anglii i znów się na nią złoszczę. Jest taka lekkomyślna! A z drugiej strony - co zrobić... Stoi nad grobem. Wtedy każdy egoizm jest usprawiedliwiony.
Tylko znowu - wszelkie kłopoty i konsekwencje przyjazdu brata poniesie Margaret
nicol81 - Czw 13 Maj, 2010 21:43
| Trzykrotka napisał/a: | | Wtedy każdy egoizm jest usprawiedliwiony. |
Nie sądzę, że jest usprawiedliwiony- mamuśka tu dla mnie dno przebiła
| Trzykrotka napisał/a: | | Z Fanny gorzej - jest pusta i głupia i zawsze będzie nie lubić bratowej. |
Fanny jest tak płytka, że nie jest zdolna do głębokiej i długotrwałej niechęci. Myślę, że łatwo może Małgosię po swojemu polubić
Alicja - Czw 13 Maj, 2010 21:48
będzie też w pewien sposób uzależniona od niej towarzysko, po ślubie z bratem Margaret będzie organizować podwieczorki, proszone kolacje i takie tam inne, a Fanny raczej nie będzie mogła na nich nie bywać bez konsekwencji rodzinnych.
Beata55 - Pią 14 Maj, 2010 07:42
| nicol81 napisał/a: | | Trzykrotka napisał/a: | | Wtedy każdy egoizm jest usprawiedliwiony. |
Nie sądzę, że jest usprawiedliwiony- mamuśka tu dla mnie dno przebiła |
Czy matczyną miłość i tęsknotę można nazwać egoizmem?
Ktoś może powiedzieć, że jeżeli tak bardzo kochała syna, nie powinna była narażać go na ryzyko. Ja ją rozumiem. W momencie, kiedy czuła nadchodzącą śmierć, po tylu latach rozłąki, po tylu latach cierpienia z tego powodu, chciała zobaczyć swoje dziecko, dotknąć je, przytulić. I to się jej należało. Należało się też jej synowi. Wyobraźcie sobie, jak by się czuł, gdyby nie dane mu było ten ostatni raz zobaczyć swoją matkę.
Była iskierka nadziei na powodzenie w "wypadzie" Fryderyka do Anglii, było też wielkie niebezpieczeństwo. Gdyby jednak nie było żadnych szans na to, żeby chłopak bezpiecznie wrócił do Hiszpanii, matka mimo przeogromnego bólu nie kazałaby go wezwać do siebie. Matka jest ostatnią osobą, która chciałaby wyrządzić krzywdę swojemu dziecku. Zachowanie pani Hale tłumaczą więzi i uczucia łączące ją z synem. Nie da się ich opisać, a wielu też nie jest w stanie ich zrozumieć.
Trzykrotka - Pią 14 Maj, 2010 08:13
| Beata55 napisał/a: | | Zachowanie pani Hale tłumaczą więzi i uczucia łączące ją z synem. |
I ja tak to widzę. Gdyby była zdrowa i tak rozpaczliwie domagała się widzenia z synem, uważałabym ją za lekkomyślną i bez rozumu. Ale nie w obliczu choroby i śmierci, kiedy to nie jest w stanie nawet pomyśleć o tym, że miałaby nie pożegnać się z dzieckiem, które kochała bardziej.
Fryderyk też tak to czuł, skoro podjął ryzyko i przyjechał.
A co do Fanny - dla mnie to znajomy typ. To taka pańcia, którą trzeba zapraszać, bo jest twoją kuzynką/szwagierką/ciotką, bywa regularnie i zawsze cię potem obgada.
JoannaS - Pią 14 Maj, 2010 08:35
Fakt u mnie w rodzinie jest taka ciotka. Koszmar - wścibska, sądzi, że wszystko wie najlepiej i obgadać też lubi.
aś - Pią 14 Maj, 2010 12:29
| Trzykrotka napisał/a: | | A co do Fanny - dla mnie to znajomy typ. To taka pańcia, którą trzeba zapraszać, bo jest twoją kuzynką/szwagierką/ciotką, bywa regularnie i zawsze cię potem obgada. | chyba każdy ma taką osobę w rodzinie moja pobiła już kiedyś wszystkich tym, że zaczęła nam zaglądać do szafek i szaf (na widoku, praktycznie przy wszystkich i nieważne czy była to szuflada z obrusami czy szafka z ubraniami )
a co do przyjazdy Fryderyka i prośby pani Hale by przyjechał, to zgadzam się z Beatą i Trzykrotką. myślę, że żadna matka (nawet na łożu śmierci) nie naraziłaby swojego dziecka na coś, co wiązałoby się ze 100% niepowodzeniem. zresztą Fryderyk był dorosłym mężczyzną, jakby nie patrzeć doświadczonym przez życie, mimo, że podejmując decyzję o przyjeździe na pewno nie działał racjonalnie i nie oceniał sytuacji chłodno i 'na spokojnie', to był świadomy niebezpieczeństwa oraz ewentualnych konsekwencji tego przyjazdu. gdyby powrót był całkowicie skazany na porażkę, wydaje mi się, że podjąłby ryzyka...
|
|
|