To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Richard Armitage - Guy of Gisborne 3 (Robin Hood seria 3) 2009

Gosia - Pią 03 Lip, 2009 19:58

Masz dużo racji.
Budowanie postaci Isabeli mnie zdumiało. Wiele sobie obiecywałam po tej bohaterce, wydawało mi się, że to będzie świetny dodatek do obsady i fabuły. Myślałam, że to będzie złożona postać, a tymczasem stała się bardzo jednowymiarowa, bo to ona w końcu przyczyniła się do śmierci obu naszych bohaterów. A wcześniej chciała zgładzić Meg.
Wiem, że miała zastąpić Guya jako tego złego, ale nastąpiło to zbyt szybko i nieco nielogicznie, bo czemu nagle odezwała się w niej aż taka ambicja i nienawiść? Myślałam, że będzie w niej jakieś cierpienie, słabość, walka wewnętrzna, żal, a było tylko zło.
Równie dobre jak Isabela wejście do filmu miał Tuck, ale co z tego, gdy z czasem zaczął irytować, albo znalazł sie w tle. A naprawdę zapowiadał się bardzo dobrze.
Co do Guya, tu się nie zgodzę. Myślę, że psychologicznie jego postać było rozwiązana najlepiej ze wszystkich i dość konsekwentnie, choć były czasem nagłe zmiany w poszczególnych odcinkach, ale w sumie to był jakiś rozwój. Może to przejście na stronę dobra było nieco zbyt nagłe, ale mieliśmy podobną zmianę w odcinku 10 (heroicznym) sezonu 2, ale ta zmiana nam się podobała ;) (był to bowiem wpływ Marian).
Co do Archera to od początku mnie nie kręcił, ale naprawdę trudno mi powiedzieć, jak by się spisał w serialu, ale obawiam się, że swoją postacią na pewno nie zastąpiłby obu głównych bohaterów, może samego Robina tak, ale już nie Robina i Guya.
Sam Archer nie byłby w stanie zainteresować widowni, która była przywiązana już w jakimś stopniu do aktorów.

Aha, jeszcze Kate, która od początku mnie irytowała, później trochę mniej, ale w sumie niewiele wniosła do serialu, poza tym, że okazało się, że Robin łatwo się pocieszył po stracie Marian.

Gosia - Nie 05 Lip, 2009 16:21

Dla tych, którzy nie oglądali sezonów 1 i 2 Robin Hooda trochę scen Guy/Marian: :serduszkate:
http://www.youtube.com/watch?v=6axHSy8NQsA
Zobaczcie jaki pogodny w sumie był to serial ;)
Nie obraziłabym się, jakby mnie obsadzili w roli Marian :cool:

A tu:
Guy/Meg - Life and Death
http://www.youtube.com/watch?v=QDXkdiGiwA0
Mój ulubiony odcinek serii 3 i ulubione sceny

BeeMeR - Pon 13 Lip, 2009 13:11

Gosia napisał/a:
No i sądzę, że ostatnie słowa: "I`m free", mogą się odnosić także do jego udziału w tym serialu :mrgreen:
:rotfl:
Musimy to wreszcie z Anią nadrobić :mrgreen:

Gosia - Nie 19 Lip, 2009 15:19

Koniecznie! :mrgreen:
Anonymous - Pią 24 Lip, 2009 10:35

Ten serial osiąga pewne niebezpieczne granice absurdu. Ogladnęłam wreszcie szósty odcinek, pierwszy z księciem Janem.... Tobik jest świetny taki.... gdyby był kobietą powiedziałabym, ze taka słodka idiotka, a słodki idiota nie ma już takiego ładunku...
klasa z jaką Robin wychodzi ze wszystkich tarapatów jest rozbrajająca. Dobrze, ze chce opanować tylko jedno hrabstwo... ze swoim bitewnym talentem mógłby opanować Anglię, ba Europę, a zreszta co to Europa cały świat.... przecież On i jego ziomkowie rozwalaja trzech na jednego z banitów.....
No i jak smali cholewki do Gejówny.... no błagam :rotfl: ma tyle taktu ci kowal(jakby powiedział Petroniusz) Much z takim samym taktem zalecza się do tej blondyny irytującej (Kate?) . chyba zaraz sobie siódmy odcinek zapuszczę.... w sumie te dialogi nie są powalające a zapas mam do 9 epizodu.

A i mniemam, ze Szeryf nie jest całkiem zabity. A uczono mnie, że ze śmiercią ciążą i suwerennością jest tak, ze albo się jest, albo nie. Serial łamie widze te prawidła.... bo Szeryf martwy jest, ale nie do końca.... Niepojęte, jak rzekł by Król Julian.... a myślałam, ze nic mnie nie zadziwi...

Anaru - Pią 24 Lip, 2009 10:48

lady_kasiek napisał/a:
A i mniemam, ze Szeryf nie jest całkiem zabity. A uczono mnie, że ze śmiercią ciążą i suwerennością jest tak, ze albo się jest, albo nie. Serial łamie widze te prawidła.... bo Szeryf martwy jest, ale nie do końca.... Niepojęte, jak rzekł by Król Julian.... a myślałam, ze nic mnie nie zadziwi...

Wiesz, to jak w filmach bolly - nigdy nie ma pewności, że ktoś nie żyje, póki się go nie spali na stosie. ;)
W amerykańskich tez zuuuuy ożywa w ostatnim momencie i zazwyczaj z wrzaskiem i narzędziem w łapie leci na bohatera. :mrgreen:

Anonymous - Pią 24 Lip, 2009 10:54

Taką miałam wizję właśnie..... ze goopi Gej powinien odrabać głowę Szeryfowi :roll: do końca.... nie jak Sir Nicolasowi z HP
BeeMeR - Pią 24 Lip, 2009 12:00

chłe, chłe - Szeryf tez powinien utłuc Robina od razu, a nie chcieć spalić/powiesić/rozstrzelać/ co tam jeszcze na oczach całej gawiedzi, ażeby tenże mógł na oczach tejże gawiedzi zwiać z całą swoją pięcioosobową bandą :mrgreen:
Obejrzałyśmy nota bene 3 i 4 odcinek - bez Guya :( za to szeryf uroczy :twisted:
obserwujemy prawidłowość, że jak jest na ekranie szeryf/Guy/ książę Jan to oglądamy a jak banda Robina chowająca się po rachitycznym lesie lub za chatą czy płotem to zaczynamy gadać :P

BeeMeR - Pią 24 Lip, 2009 12:20

Mag13 napisał/a:
wersję romantyczną, jaką dysponuję dla dwóch poprzednich sezonów i niektórzy tu mogli ją też zobaczyć! :wink:
:co_stracilam:
BeeMeR - Pią 24 Lip, 2009 12:22

Nawiasem, pozostając w temacie :mrgreen: - dziś znalezione:

Anonymous - Pią 24 Lip, 2009 13:27

Mag13 napisał/a:
Dodałabym do tego stworzone przez Jerzego Urbana w poprzedniej niesłusznej epoce pojęcie "jajeczko częściowo nieświeże"!

nie dodałam tego z takich względów, iż uznałam, że mowa ma byłaby przeładowana porównaniami :mrgreen:

Anonymous - Pią 24 Lip, 2009 14:54

Ok. wrażeń ciąg dalszy. Aktualnie epizod 7.
Nie wiem śmiać się czy płakać?
Powiedzmy, że się pośmieję.
Ha, ha.
Granice absurdu są łamane jak pieczęcie apokalipsy. Kate udaje Deana-Batmana.... :rotfl: Gdy złapała ten miecz w locie czekałam tylko na I`m a batman znowu prawie trupy, ale nie do końca, bo przecież Robin jest Robin Hoddem...(ach mogło nam i Izabelli to umknąc, na szczęście przypomniał) mógł jeszcze dodać "I gramy w serialu, gdzie trafienie w pierścień wielkości bransoletki, topiąc się w wodzie, majac mokry łuk i zamoczoną strzałę, oraz ciężki kawał szmaty jest pewne jak codzienny wschód słońca i codzienny odcinek Mody na sukces" A Izabella się rozbiera, na szczęście stosownie do okazji ma seksowny strój kąpielowy, z czymś co przypomina pareo(drogie Panie nieustanna czujność i gotowość!) Tuck bawi się w różdżkarza. A ucieczka przed żołnierzami w "gęsty las" to scena oskarowa.... o tych żołnierzach powinno się opowiadać dowcipy, niczym o Milicji... żal mi tych żołnierzyków właściwie, no bo upał susza itp. a Oni łażą w tych kolczugach, hełmach i całym ekwipunku... tak jak ludność cała zresztą. Nie zauważyłam zmiany strojów na lżejsze... no, ale nie musiałam, autorzy tego dzieła, palili po oczach Słońcem, aby nam nie umknęło....
A i jeszcze nakrycie Izabelli z Robinem.... od razu gdy ją zaczepił przy wyjściu pomyślałam sobie, dlaczego On grzecznie nie zapukał i nie zapytał "mogę poprosić na chwilę Izę? Musimy pospiskować.... noc to rzekomo była....(z późniejszych rozmów to wynika li i jedynie bo słońce prażyło na całego) ściany dzirawe, że doprawdy trudno zgadnąć jak Jan mógł ich nakryć :confused3:

Po prostu serial jest zabójczy.... :wink:

BeeMeR - Pią 24 Lip, 2009 15:24

Cytat:
Po prostu serial jest zabójczy.... :wink:
Kasiek, Twój opis odcinka jest zabójczy :rotfl:

Kwiczałyśmy tu obie z Anią, tym bardziej, że ten odcinek akurat dane nam było oglądać - i nam się niezmiernie wyschnięty potok podobał - tak misternie zasypany gałęziami :rotfl: i ewidentnie wykopany chwilę wcześniej :P
No i różdżka wielkości i giętkości nogi stołowej :lol:

Gosia - Pią 24 Lip, 2009 16:46

Hehe. Czekam na cd relacji :mrgreen:
Anonymous - Pią 24 Lip, 2009 16:52

BeeMeR napisał/a:
tak misternie zasypany gałęziami i ewidentnie wykopany chwilę wcześniej

mi się skojarzyło z finałem Madagaskaru 2 gdy Król Julian składa ofiarę i woda od razu płynie.... a ten krzyczy zachwycony "jesztem wielki, jesztem wielki" ypisz wymaluj podobna sytuacja. urocze były również te wyschnięte gałęzie... efekt wielkiej suszy, na tle soczyście zielonego lasu.
A Gej uwalniający się z więzów..... no a tyle się mówie, że kiedyś dobre i trwałe więzy robili.... piłując o gładki pień drzewa, rach-ciach i się uwolnił? Strach pomyśleć co by było gdyby liny holownicze były takie trwałe :wink:
BeeMeR napisał/a:
Kasiek, Twój opis odcinka jest zabójczy

Przyjemność po mojej stronie :mrgreen:

Gosia - Czw 13 Sie, 2009 17:12
Temat postu: Re: Guy of Gisborne 3 (Robin Hood seria 3) 2009
Mag13 napisał/a:

Do początkujących: Nie oglądaj Robin Hooda dla Robin Hooda, nie doszukuj się śladów wierności historycznej, nie stawiaj pytań, czy w średniowieczu noszono prochowce czy też wdzianka dziergane szydełkiem, nie zastanawiaj się, jak długo mogła trwać podróż z Anglii do Holyland, nie rozważaj, czy jest to protest przeciwko wojnie i interwencji zbrojnej W.Brytanii w Iraku, krytyka późnego Tony Blaira, nie myśl racjonalnie i logicznie...

Oglądaj Robin Hooda dla Guya, postaci tragicznej, postaci uosabiającej zło, ale też pragnącej ze zła tego się wyzwolić poprzez miłość. Oglądaj dla RA! Lewego i prawego półprofilu oraz głosu.... :serduszkate: Dla Guya warto! Zawsze! Nawet jeśli jego głowa skończy na pice! Ale jakiż i wtedy byłby fotogeniczny.... :mrgreen:


Porządkując trochę dział Rysiowy natrafiłam na ten post i stwierdziłam: Jakże on jest trafny! :oklaski: :mrgreen:

Edit: Kasiek, nie skomentowałaś odcinka 9 :serduszkate:

Gosia - Czw 13 Sie, 2009 21:55

Wszystko tak! (prócz głowy na pice :paddotylu: ) Na szczęście tego nam oszczędzono, choć nie obyło się bez krwawej wersji zakończenia historii :( co skutkuje jednak nowymi rolami dla Rysia :mrgreen:
Mara - Nie 27 Wrz, 2009 10:48

Sir Guy był duszą i sercem serialu oraz jego największą ozdobą, tylko dla niego go oglądałam, więc dla mnie serial skończył się wraz z jego odejściem. Chciałam się podzielić z Wami wrażeniami, na razie moją prywatna interpretacją zakończenia.

Ostatnie jego słowa brzmiały tak: "She was the love of my life. But she was always yours. I lived in shame but I die proud because of you. I'm free." Miałby umierać dumny z powodu Robina? Kolejna kalka z „Powrotu Jedi”, kiedy Darth Vader umiera na kolanach Luke’a (pozycja obu się nawet zgadza mniej więcej) znów jako Anakin Skywalker sprowadzony przez syna na Jasną Stronę Mocy tuż przed śmiercią ratując jego życie własnym poświęceniem? Ja już to przerabiałam i proszę o inny zestaw. Na mój gust te dwa ostatnie zdania Sir Guy mówi do Marian, którą właśnie zobaczył gdyż przyszła po niego. To ona odmieniła jego życie, zmieniła go w lepszego człowieka. Stał się taki wcale nie dzięki Robinowi tylko dużo, dużo wcześniej zanim zasłonił go swoim ciałem. Jako młodzieniec Guy przeszedł jedną drogę przez mękę, do której w sporym stopniu przyczynił się beztroski Robinek. Gdyby nie pojawienie się Marian i to wszystko co przeżył z nią i dzięki niej, to nawet odkryte koligacje rodzinne nie skłoniły go do przyłączenia się do bandy Hooda i walczenia ramię w ramię. Nie miałby najmniejszych sentymentów. Ona skłoniła go do tego, by zauważył i rację drugiej strony, obudziła dawno już nie wyznawane wartości. Zaczął patrzeć na świat innymi oczami. Gehenna jaką przeszedł po jej uśmierci utrwaliła tę zmianę. Robin że tak powiem przyszedł na gotowe. Bez Marian Sir Guy w życiu nie stanąłby ani po jego stronie ani nie narażałby się dla niego. Jeśli może odejść dumny to tylko dzięki Marian, a tak naprawdę to swej miłości do niej, czyli: dzięki samemu sobie. Żeby być szlachetnym czy współczującym, poświęcać się i kochać, trzeba mieć te cechy w sobie. Nikt nie przyniesie ich w darze. Nawet te słowa „I’m free” nabierają właściwego wymiaru. Skoro Marian przyszła po niego, to znaczy, że wybaczyła mu zadaną z jego ręki śmierć. Jest wolny od ciężaru winy jaki nosił przez cały ostatni sezon. Może w końcu zostawić to wszystko za sobą i ruszyć w nową drogę u jej boku. Taka jest moja wersja i jej się będę trzymać.

Gosia - Pią 09 Paź, 2009 21:06

Obejrzałam sobie ostatnio ponownie wybrane ;) fragmenty 9 odcinka i prawie cały odcinek 10. Trzeba przyznać, że trzecia seria miała niezłe momenty i pomysł z retrospekcją był ciekawy. Pozwoliło to spojrzeć inaczej na postacie Guya i Robina , i pokazać, co zwłaszcza Guya zdeterminowało i jak musiał borykać się ze wspomnieniami.


Mara - Pią 09 Paź, 2009 22:04

IX to absolutnie najbardziej romantyczny, wzruszający i ściskający serce odcinek III serii (może poza XIII). Przyprawił mnie o łzy w oczach. Wreszcie znalazła się kobieta, która poznała się na naszym Sir Guyu! Pokazano w końcu jego cierpienie, ponurą rezygnację, żal. Popatrz Gosiu jaką on siłę i magnetyzm musi mieć w sobie. Kobieta, która nienawidzi mężczyzn jako gatunku, która go wcale nie zna, a jeśli już – to z mało chwalebnej strony, o którą w żaden sposób nie zabiegał, gotowa jest mu pomóc i naraża dla niego życie. To tylko jeden Sir Guy może wywrzeć takie wrażenie praktycznie się nie wysilając. A jakiż on był dzielny przed egzekucją! Nawet wówczas nie prosił o wybaczenie czy litość dla siebie, ale o łaskę dla Meg. Musiał zobaczyć w niej kobietę podobną do Marian, taką, która dojrzała w nim dobrą stronę. Te więzienne rozmowy Meg i Sir Guya wspaniałe. Krótkie, ale jakże wymowne. Widać jak ciężko przychodzą mu zwierzenia. A kiedy wreszcie otworzył swoje serce, stracił kolejną szansę na obdarzenie kogoś uczuciem. Czy na tym polegać ma jego pokuta, że wszystko co zaczyna być mu drogie, zostaje odebrane? Na tym świecie nie może istnieć nikt kto go pokocha? Jakże żal mi go było pod drzewem. To zbyt surowa kara.

Z drugiej strony czy na dłuższą metę Sir Guy mógłby wytrzymać z Meg? Na pewno był jej wdzięczny za całe poświęcenie, za przywróconą nadzieję (choć tak szybko odebraną), ale wciąż kochał Marian. Pamięć o niej zawsze stałaby między nimi i pewnie spowodowałaby w końcu rozstanie z Meg albo wzajemną szarpaninę w opartym na współczuciu związku. Sir Guy to nie Robin, on nie pocieszy się inną miłością. A tak swoją heroiczną śmiercią Meg przywróciła Guyowi wiarę w ludzi. On ją tak delikatnie i nieśmiało pocałował i to na jej ostatnią prośbę, jakby żadnej poza Marian nie chciał nigdy już pocałować. Ten odcinek to prawdziwa perełka III serii.

Gosia - Pią 09 Paź, 2009 22:49

Meg wyzwoliła w Guyu lepsze uczucia, okazał jakąś miękkość, którą dotąd ukrywał lub tłumił w sobie. I ona to zauważyła. Co by jednak czuła, gdyby wiedziała, że zabił Marian, kobietę, którą kochał? Dowiedziała się tylko od niego, że zniszczył wszystko. Ale widać było, że jest mu z tym źle, że żałuje tego. Zobaczyła w nim innego człowieka.
Scena pod drzewem i mnie wzrusza, mimo całego sztafażu, świadomie wybranej przez filmowców scenerii, klimat tej sceny i gra aktorów sprawiają, że w jakiś sposób udzielają nam się uczucia postaci i rozumiemy rozpacz Guya, który stracił ponownie kogoś, na kim mu trochę zależało. I odczuł to jako przekleństwo, fatum, zły los.
Znamienne, że po tym odcinku następuje wątek retrospekcyjny, i zaczynamy rozumieć, co spowodowało, że Guy stał się tym kim był.


Mara - Pią 09 Paź, 2009 23:20

Odcinek 10 to idealny dowód na to, że od kanonu przedstawionego w „Robinie z Sherwood” nie sposób się uwolnić. Zaprezentowane w nim po raz pierwszy wątki wracają w kolejnych wersjach, choć wcześniej wcale nie należały do legendy. W serii „RoS’” z „białym” Robinem – Jasonem Connery, był odcinek, w którym okazało się, że jest on przyrodnim bratem Guya (tytuł: „Krzyż świętego Cyryka”). Scenarzyści wpadli na taki pomysł, gdyż jako jedyni członkowie ekipy aktorzy odgrywający obie te role byli blondynami. To była nowatorska i intrygująca koncepcja, dodająca ciekawego smaczku starej historii. Tamten Guy nie dowiedział się o swoich koligacjach z Robertem Huntingtonem vel Robin Hoodem. W RH BBC w X odcinku pojawił się podobny wątek i także chodzi o romans matki Guya z ojcem Robina. Richard Carpenter powinien swoje wizje opatentować i kazać sobie tantiemy płacić. Tym razem nasi bohaterowie nie mają wspólnego rodzica ale rodzeństwo. Kiedy nieznana była jeszcze płeć potomka zaczęłam zastanawiać się, co będzie, jak okaże się, że to dziecko to Marian. To byłby dopiero numer stulecia gdyby wyszło, że obaj startowali do własnej siostry! Na szczęście oszczędzono nam tego. Pamiętam moje wrażenia z I odcinka I serii i spotkania Robina z Sir Guyem. Nie wynikało z niego wcale, że znali się wcześniej. Specjalnie zrobiłam sobie powtórkę tej sceny i wcale nie sugeruje ona, że w dzieciństwie mieli tyle wspólnych przeżyć. Z drugiej strony rozumiem, że nie chcieli wracać do tego przy spotkaniu po latach. W nowych okolicznościach staje się jasne dlaczego to Sir Guy zarządza Locksley podczas nieobecności Robina i czemu mu na tej właśnie posiadłości tak zależy. Podejrzewam, że szeryf byłby w stanie załatwić mu inny majątek, do którego nikt nie rości sobie żadnych praw. On jednak trzyma się tego, co powinno być jego dziedzictwem gdyby losy potoczyły się inaczej. Zarówno jego ojca jak i matkę potraktowano w sposób haniebny i urągający ludzkiej godności. Zmuszanie jej, aby ogłosiła się wdową i to co by mogło ją spotkać gdyby na jaw wyszła sprawa nieślubnego dziecka, to zgroza. Szkoda mi było szczerze tej kobiety, która nagle znalazła się pomiędzy dwoma mężczyznami, których kochała. Zapewne śmierć męża – Rogera zdążyła wcześniej opłakać, straciła nadzieję i dlatego związała się z sąsiadem, a on nagle wrócił i to na dodatek zarażony. Rozumiem jej rozdarcie. Gdyby nie ta nieszczęsna ciąża zapewne zostałaby z mężem nawet na wygnaniu. Tak czy inaczej z dorastającymi dziećmi: Guyem i Isabellą nikt specjalnie się liczył ani nie interesował. Okrucieństwo wioski wobec człowieka, który narażał życie walcząc za kraj, wygnanie połączone z pohańbieniem musiało być ciężkie do zniesienia dla młodego Guya, który wyglądał na młodzieńca pełnego szacunku dla ojca oraz szlachetnych ideałów, których go właśnie brutalnie pozbawiono. Sir Guyowi dołożono traumy z młodości, jakby tych obecnych było mało. Musiał żyć ze świadomością, że przyczynił się do śmierci rodziców, choć nie do końca przecież tak było i że stracił majątek, którego jest prawowitym dziedzicem, a wszystko przypadło pyszałkowatemu młokosowi. Trudno się dziwić, że nie ma sentymentów wobec mieszkańców Locksley. Zapracowali sobie na to.
Gosia - Sob 10 Paź, 2009 12:50

Niezły teledysk podsumowujący całość RH wątek Guy-Marian:
Guy of Gisbourne - Diary of Marian
http://www.youtube.com/watch?v=sNMo3xR879g
Mimo różnych wad, ten serial miał swoje zalety, głównie kwestie Guya ;)

Mara - Sob 10 Paź, 2009 20:03

Dziękuję Gosiu za ładny teledysk, tego jeszcze nie znałam (i podoba mi się Twój nowy awatar). Zgadzam się w całej rozciągłości, że „Robin Hood” Sir Guyem, tym co robi i mówi, stoi.
Szukając pociechy po stracie Sir Guya w filmikach na Youtubie znalazłam taką ciekawostkę:
http://www.youtube.com/wa...feature=related

Polecam opis autorki z boku. Zrobiła ten filmik jeszcze przed pojawieniem się III serii, a jakże celnie wyczuła przeszłość i dzieciństwo Sir Guya z pozbawieniem majątku, wygnaniem, tragiczną śmiercią szlachetnych i kochających się rodziców. Dramatyczne wydarzenia, które sprawiły, że trafił pod skrzydła nieodpowiedniego człowieka i zamknął się w sobie, wyzbył uczuć, by nikt nigdy więcej nie mógł go skrzywdzić. Stał się tym czego sam kiedyś nienawidził. Podziwiam własną inwencję i dodatkowy wkład. Autorka myśli, że jest dziwna malując teraźniejszość bohatera w czerni i bieli, a przeszłość w kolorach. Podobny zabieg zastosował Joel Schumacher w „Upiorze w operze”. Bardzo trafnie dobrane fragmenty z innych filmów. Nawet ten gostek z "Eragorna" przypomina z grubsza młodego Guya. Dla mnie najlepszy numer jest taki, że w tym zestawieniu ojcem jego został Gerry Butler, gdyż wpleciono tu fragmenty „Timeline”. Ktoś tak urodziwy jak Ryś - Guy nie mógł mieć ojca ustępującego mu urodą, popieram więc wybór autorki filmiku.

Gosia - Nie 11 Paź, 2009 16:36

A ja znalazłam to. Trzeba przyznać, że do twarzy mu było z postacią Guya ;)
Guy of Gisborne—"Truly a Thing of Beauty 2" - Richard Armitage
http://www.youtube.com/watch?v=jzNhrbVbXE0

Guy of Gisborne ~ in **REAL HD** ("Lady of Dreams") ~ Richard Armitage
http://www.youtube.com/watch?v=ZVo8f9D1ZEE
Jakość perfekcyjna, rzucam sobie na cały ekran i .... :serduszkate:

Jeden z komentarzy pod tym ostatnim video brzmi:
The eyes!!! OMG THE EYES! It shouldn't be possible to love this man - MOAR - but it is! Time and time again... .

Moar w slangu oznacza - bardziej



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group