Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Alison - Sob 01 Wrz, 2007 08:33
Maryannek piecze, ja serwuję
Rozdz. V, cz. 12
Pukanie do drzwi gabinetu kazało mu podnieść głowę. Pani Annesley! Boże, całkiem o niej zapomniał! Odwrócił się od portretu Georgiany i wyprostował ramiona przed spotkaniem, którego z całej siły wolałby uniknąć, zanim nie dojdzie do ładu ze swoim umysłem i emocjami. Mógł wymyślić wymówkę, przełożyć ich rozmowę. Ale przyszła w związku z Georgianą, a tego nie mógł odkładać. Szybko usiadł przy biurku, położył przed sobą kartkę papieru, wziął z kałamarza pióro i nóż, zanim powiedział: „Proszę wejść”.
W trakcie ich ostatniej rozmowy w cztery oczy Darcy’ego zdumiał radosny wyraz oczu damy i podobne temu usposobienie. Nie przestrzegły go one przed jej silnym charakterem, kiedy władczo domagał się od niej wyjaśnienia źródeł sukcesu, jaki odniosła z Georgianą. Jej odpowiedzi były równocześnie wymijające i prowokacyjne, każąc mu szukać sposobów na zrozumienie uzdrowienia Georgiany w Piśmie św. i u Szekspira. Jego próby okazały się niezadowalające, ale nie zaniechał ich ze względu na siostrę, która w „Entuzjazmie” odnalazła taki spokój i siłę. A teraz znowu tu byli, ale tym razem to on – nie Georgiana – był zmieszany, cierpiący i oskarżał samego siebie.
Drzwi otworzyły się i zamknęły. Nawet udając, że czyta list, obserwował opiekunkę siostry spod opuszczonych powiek. Tym razem na jej twarzy nie było widać wesołości, a raczej gotową na wszystko determinację.
- Pani Annesley – odezwał się z rezerwą, kiedy stanęła przed nim – Niech pani siada. Chciała pani ze mną rozmawiać?
- Panie Darcy – zaczęła z nietypowym dla niej wahaniem w głosie, po czym przerwała. Odwróciła wzrok, zmarszczyła przelotnie brwi. Zaczęła znowu, splatając mocno złożone na kolanach dłonie – Sir, ostatnio gdy rozmawialiśmy na temat panny Darcy, poradziłam panu, żeby to w niej poszukał pan odpowiedzi na swoje pytania o jej uzdrowienie. Wtedy zdawał się pan skłonny, żeby zaczekać, wystawić na próbę czasu zmiany, siłę, jaką pan w niej odkrył. Teraz minęło już trochę czasu, panie Darcy! – podniosła głos z przejęcia – Czy nie zdała już wystarczająco wielu pańskich testów, sir? – Darcy ściągnął brwi na to pytanie, ale jego jednoznaczna reakcja, podobnie jak poprzednio nie powstrzymała jej. Wstała z krzesła z nietypowym dla siebie wzburzeniem i śmiało spojrzała mu w twarz – Niech pan przynajmniej z nią porozmawia – zażądała – I powierzy jej tę część siebie, która jako pańskiej siostrze słusznie jej się należy.
- Pani Annesley! – Darcy podniósł się ze swego krzesła, górując nad jej drobną postacią.
Na te słowa twarz jego oskarżycielki poczerwieniała i pojawił się na niej wyraz wielkiego niepokoju.
- Och, cierpliwość! – zawołała pod nosem, przysłoniwszy oczy dłonią – Mój przeklęty brak cierpliwości! – pochyliła głowę – Szczerze proszę o wybaczenie, sir.
Nie mógł nic zarzucić jej szczerości, ale obowiązkowa – jak to było w zwyczaju – propozycja natychmiastowej rezygnacji ze stanowiska, nie nastąpiła. Czekał, ale najwyraźniej były to całe przeprosiny, jakie miał otrzymać. Jej całkowity brak służalczości wzmocnił natomiast jej krytykę jego osoby, wzmagając zarówno jej prawdziwość, jak i pozycję pani Annesley w jego umyśle. Otrzymać taką reprymendę od swojej podwładnej! Czy to kolejne wyzwanie dla jego dumy?
- Przeprosiny przyjęte, pani Annesley – odparł sztywno, z niepewnością, do której wobec swoich podwładnych nie był przyzwyczajony – Proszę, niech pani usiądzie, madame. Jest pani całkiem rozstrojona.
Zaczekał aż usiądzie i zajął swoje miejsce.
- Proszę, sir. Czy mogę zacząć jeszcze raz? – w orzechowych oczach pani Annesley błyszczały łzy wywołane silnymi uczuciami. Gdy skinął głową na znak zgody, zamknęła je na chwilę. Uniosła podbródek do góry, a po chwili opuściła głowę i utkwiła w nim wzrok – Panna Darcy bardzo się o pana martwi, sir – zaczęła cicho – I muszę panu powiedzieć, że to już od miesięcy. A to, co zaszło ostatniej nocy, bardzo ją zaniepokoiło. Bardzo by pragnęła, żeby jej pan zaufał, zwierzył ze swoich trosk, bo one są tak samo pańskie jak i jej, bo ona jest pańską siostrą – pochyliła się do przodu i oparła dłoń na krawędzi jego biurka – Zaczyna myśleć, że pan nigdy tego nie zrobi z powodu Ramsgate i z obawy, aby nie wróciła jej melancholia. Traci nadzieję, że kiedykolwiek będzie mogła pokonać pańską rezerwę, sir, czy też że kiedykolwiek zobaczy pan w niej coś więcej niż młodą kobietę o słabej woli, nieustannie potrzebującą ochrony przed życiowymi wypadkami – wydawało się, że pani Annesley żachnęła się na te własne słowa. Wyprostowawszy się oświadczyła – Zapewniam pana, panie Darcy, że ona nie jest taką osobą.
Alison - Sob 01 Wrz, 2007 19:28
Gumisiu, ona z takim przekonaniem i zapamietaniem staje w obronie swojej podopiecznej (żeby ją zacząć traktować jak pełnoprawnego dorosłego członka rodziny, a nie nic nie kumającego dzieciaka), że aż pozwala sobie podnieść głos na pracodawcę. On się najpierw oburza, ale po wcześniejszych autorefleksjach postanawia przełknąć dumę i być ponad to. Ona sie opamiętuje i dokładnie, i spokojniej, wyłuszcza o co jej chodzi. Czy jeszcze jakieś problemy z czytaniem ze zrozumieniem?
Alison - Sob 01 Wrz, 2007 21:45
A propos Darcy... Dziś walnęlam sobie po oczach Bridget Jones... jakiż ten Colin jest w tym filmie przystojny... Taki szczuplutki i subtelny, a w tej błękitnej koszuli wygląda tak, że (tylko głos to ma beznadziejowy). Jakby do jego prezencji i sposobu chodzenia dodac glos Ryśka to , dobrze że Bozia rozdzieliła tak jak rozdzieliła, bo moje skołatane serce nie wytrzymałoby takiej mieszaneczki
Caroline - Nie 02 Wrz, 2007 11:04
Rozdział V, cz.13
Znajdując wreszcie coś, na co mógł odpowiedzieć w jej długiej przemowie, przerwał:
- Nie jest pani pierwsza z takim twierdzeniem. Lord Brougham mówi mi, że panna Darcy jest “niezwykłą młodą kobietą.”
- Lord Brougham jest bardzo... spostrzegawczy, proszę pana – zgodziła się z wahaniem – i bardzo miły dla panny Darcy.
- Zbyt miły może? - dopytywał Darcy.
- Nie, proszę pana – odpowiedziała od razu – proszę nie brać mojego wahania za słowa sugerujące cokolwiek niestosownego ze strony lorda Broughama. Jest niezwykle uważny jeśli chodzi o reputację panny Darcy. Rozumie ją już tak dobrze, że niemal wyprzedza jej myśli – uśmiechnęła się jakby do jakiegoś wspomnienia, ale natychmiast przywołała się do porządku. - Panna Darcy wiele zyskała na rozmowach z nim, a także dzięki książkom i muzyce, które dzielą – zapewniła go. - Jego biegłość w tych tematach znacznie przewyższa moją.
- Rozumiem – odpowiedział, wcale nie zadowolony z tego, co wyłaniało się z jej wyjaśnień. Dy wszedł na jego miejsce!
Ogarnięty niechęcią do rozmowy z Georgianą o jej religijnych zainteresowaniach, albo egocentrycznie skupiony na własnych potrzebach i, tak, zbyt dumny, by przyznać, że w obu sprawach czuje się niepewnie – swoje miejsce zostawił puste. Z pewnością odgrodził się od niej i trzymał się od niej z daleka, a potem sam postawił Dy'a na swoim miejscu!
Orzechowe oczy pani Annesley patrzyły na niego z nadzieją.
- Naprawdę, proszę pana? Naprawdę?
Darcy zacisnął zęby z poczucia winy, gdy spotkał się z pytającym spojrzeniem pełnym pokory spod uniesionych wysoko brwi. Najwyraźniej to, co zobaczyła, usatysfakcjonowało ją, natychmiast opuściła wzrok do swoich dłoni.
- Przepraszam ponownie za mój niestosowny wybuch i wtrącanie się w pana prywatne, rodzinne sprawy, ale uważałam za swój obowiązek doprowadzić do lepszego porozumienia między panną Darcy a panem. Ona tak bardzo potrzebuje pana wiary w nią i szacunku.
- Ma pani całkowitą rację, pani Annesley. - Darcy podniósł się z krzesła, twarz miał bladą i ściągniętą, głos zaciśnięty, przepełniało go poczucie porażki. - Nie wiem dokładnie, jak naprawiać tę sytuację, ale chcę by wiedziała pani, że postaram się o to już od dzisiaj.
Kładąc rękę na biurku niedaleko jego ręki, żona pastora uśmiechnęła się zachęcająco do swojego pracodawcy.
- Pamięta pan historię celnika i faryzeusza? Ewangelia świętego Łukasza?
- Sądzę, że tak, pani Annesley. Do którego z nich jestem podobny pani zdaniem? - mimo emocji, które targały nim, smutku, który go przepełniał, uśmiechnął się słabo czekając na odpowiedź.
- Do tej chwili powiedziałabym, że do faryzeusza, proszę pana – uśmiechnęła się przekornie – ale gdyby spytał mnie pan, od czego zacząć z panną Darcy, powiedziałabym, żeby przyjrzał się pan celnikowi.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~&~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziesięć trudnych, upokarzających minut przepełnionych wyrzutami sumienia później, Darcy wszedł do małego saloniku Erewile House, gdzie znalazł swoją siostrę zwiniętą wygodnie na otomanie, pochyloną nad książką, pozostałości po herbacie stały na niskim stoliku przed nią. Słysząc jego kroki spojrzała na niego, jej twarz wyrażała ulgę, że wreszcie się pojawił.
- Fitzwilliam! - zawołała, po chwili niepewność nakazała jej więcej powściągliwości – wybacz, przegapiłeś herbatę, a raczej zdążyła już ostygnąć. Mam poprosić o świeżą?
- To, co jest najzupełniej mi wystarczy – uśmiechnął się do niej, zdjął jej nogi z otomany i usiadł przy niej – ale najpierw, jest coś, co chciałbym ci powiedzieć.
- Tak? - Georgiana usiadła prosto, jej twarz stała się bardzo poważna.
- Moja dziewczynko – sięgnął po jej rękę i przytrzymując ją przy piersi, drugą ujął ją za podbródek – nie zachowywałem się wobec ciebie jak przystało na starszego brata przyprawiając ci tym bólu i odmawiając ci tego, co należne - odetchnął ciężko. – Nie mogę wyjawić wszystkiego, co spowodowało moje niegodne zachowanie, bo w grę wchodzą inni ludzie, ale to, co powinnaś wiedzieć, powiem. - Pochylając głowę, uścisnął mocniej jej dłoń – Przyszedłem błagać cię o wybaczenie, Georgiano, błagać, bo nie ma nic, czym mógłbym zasłużyć na twoją litość.
asiek - Nie 02 Wrz, 2007 12:18
| Cytat: | | Panna Darcy bardzo się o pana martwi, sir – zaczęła cicho – I muszę panu powiedzieć, że to już od miesięcy... Bardzo by pragnęła, żeby jej pan zaufał, zwierzył ze swoich trosk...Traci nadzieję, że kiedykolwiek będzie mogła pokonać pańską rezerwę, sir, czy też że kiedykolwiek zobaczy pan w niej coś więcej niż młodą kobietę o słabej woli, nieustannie potrzebującą ochrony przed życiowymi wypadkami... Wyprostowawszy się oświadczyła – Zapewniam pana, panie Darcy, że ona nie jest taką osobą. |
Pamelka próbuje nas przekonać, że Georgiana jest silną młodą kobietą, a skoro tak, to po co wstawiennictwo p. Annesley? Gdyby panna Darcy posiadła cechy, o których wspomina jej opiekunka, to sądzę, że sama przeprowadziłaby szczerą rozmowę z bratem.
| Caroline napisał/a: | | Lord Brougham jest bardzo... spostrzegawczy ... i bardzo miły dla panny Darcy.... Jest niezwykle uważny jeśli chodzi o reputację panny Darcy. Rozumie ją już tak dobrze, że niemal wyprzedza jej myśli ...Panna Darcy wiele zyskała na rozmowach z nim, a także dzięki książkom i muzyce, które dzielą... |
Ekhem, czuję w powietrzu "subtelny" zapach kostki maggi ...
ABT, wielkie ...
Caroline - Pon 03 Wrz, 2007 09:49
Rozdział V, cz.14
Łza opadła z rzęs jego siostry i stoczyła się po policzku na jego dłoń, którą trzymał na jej podbródku.
- Najdroższy bracie – odetchnęła – z radością i z całego serca!
- Tak po prostu! - zacisnął usta spoglądając na jej błyszczące włosy. - Nie prosisz o pokutę?
- Bez uczynków, bez pokuty - odpowiedziała potrząsając głową - miłosierdzie nie wymaga żadnego z nich - uśmiech Georgiany był pełen radości. - “spada na ziemię jak łagodny deszcz”.
Pochylił głowę i ucałował delikatnie jej włosy, a potem zaśmiał się cicho. - Przyszedłem tu uzbrojony w św. Łukasza, a ty cytujesz Shakespeare'a! Nie tego się spodziewałem. - puścił ją pozwalając, by poprosiła o filiżankę i ciasta.
- Doprawdy? - Georgiana wróciła na otomanę. - Wolałbyś, żebym łajała cię Biblią, wtedy poczułbyś, że dobrze zasłużyłeś na swoje miłosierdzie? - uśmiechnęła się do niego rozbawiona. - Raczej nie, Fitzwilliamie! Zamiast tego opowiem ci historię. Chcesz jej posłuchać?
- Posłucham, najdroższa, z uwagą. Nic więcej nie mogę powiedzieć, ani obiecać.
Pukanie do drzwi oznaczało, że pojawiła się herbata. Gdy Georgiana nalała mu filiżankę i posilił się pierwszym solidnym daniem zjedzonym tego dnia, rozsiadł się tak wygodnie, jak pozwalała na to otomana.
- A teraz twoja historia – przypomniał – potem poproszę cię, byś wysłuchała wyjaśnień co do mojego zachowania ostatnio i tego, co zobaczyłaś wczoraj. Zgoda?
- Tak, oczywiście – Georgiana skinęła, kładąc rękę na jego ramieniu. Pozwoliła, by położył jej głowę na swoim ramieniu, a potem wzięła głęboki oddech – Była sobie głupiutka młoda dziewczyna, która, gdyby nie pomoc Najwyższego, zrujnowałaby swoją rodzinę i ukochanego starszego brata oddając się we władzę złego człowieka...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~&~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trudno byłoby zliczyć, ile razy podczas jej opowieści Darcy'ego naprzemian zalewało gorąco i przechodziły dreszcze. Oszustwo Wickhama, bezwzględna i pozbawiona skrupułów próba uwiedzenia córki swojego dobroczyńcy, jego siostry, wzbudziła na nowo ogień gniewu, który tlił się w nim od zeszłego roku. Gdy Georgiana opowiadała o ich spotkaniach tuż pod przyzwalającym spojrzeniem swojej towarzyszki, pani Younge, obejmował siostrę jedną ręką, w drugiej trzymał jej dłoń, dławiły go gniew i poczucie winy. Wiedział, że to co powie, to co zrobi, gdy ona skończy swoją opowieść będzie miało ogromne znaczenie, on także wyczekiwał na tę chwilę z wahaniem. Jeśli czegokolwiek nauczył się w ostatnich tygodniach, to że nie mógł już beztrosko polegać na swojej umiejętności właściwego traktowania bliźnich. Gdy jednak opowiadała, jak zgodziła się na błagania tego oszusta, by uciekli, jej słowa pełne wyrzutów wobec siebie samej zmusiły go do odezwania się.
- Nie, Georgiano! Najdroższa! - zawołał, przytulając ją do siebie. - Jakie miałaś szanse przy nim? - pogładził loki, które kładły się na jego ramieniu – Byłaś dla mnie zbyt dobra, przecież to oczywiste, że wina leży po mojej stronie! Nie miałaś żadnej możliwości obrony przed nim, nie było mnie przy tobie, by cię ochraniać, ani nie było poważnego powodu mojej nieobecności. Powinienem był zabrać cię do Ramsgate, czy gdziekolwiek chciałabyś jechać! - wstał i podszedł nieprzytomnie do kominka. Opierając głowę o zimny marmur, wziął głęboki, drżący oddech. - Zaniedbywałem cię. I to z jakiego powodu? Żadnego! Nie było nic choćby w połowie tak ważnego, jak twoje dobro. Niech Bóg mi wybaczy i ty także!
- Nie, Fitzwilliamie – słowa Georgiany zawibrowały w powietrzu – Nie brakowało mi niczego, by bronić się przed jego kłamstwami. Przyznaj, że wiedziałam, co jest właściwe i co jestem winna mojej rodzinie! - wstała i podeszła do niego, położyła rękę na jego plecach. - Zabrakło mi charakteru, by odrzucić jego zapewnienia. Odwołał się do mojego współczucia i romantycznych marzeń, tak, ale także podsycał moją próżność i karmił moje niezadowolenie niezliczonymi sugestiami. Dzięki Bogu, Fitzwilliamie, że przybyłeś wtedy do Ramsgate! Twoje przybycie przerwało jego trujący wpływ i zmusiło mnie do zastanowienia się nad sobą i nad tym, co zamierzałam zrobić.
Ponownie zmartwiony jej samooskarżaniem się, odwrócił się do niej.
- Nie myśl tak! On był wytrawnym kłamcą. Tęższe głowy niż twoja dały się zwieść jego nikczemnymi kłamstwami i wzbudzającymi współczucie opowieściami.
- Ależ muszę tak myśleć! Muszę wiedzieć, kim jestem! - błagała.
Potrząsnął głową i odwrócił się. Nie potrafił zrozumieć dlaczego tak się przy tym upiera.
Maryann - Pon 03 Wrz, 2007 09:58
| Caroline napisał/a: | | Tęższe głowy niż twoja dały się zwieść jego nikczemnymi kłamstwami i wzbudzającymi współczucie opowieściami. |
Mowa o głowie Elżbietki, jak rozumiem...
Alison - Pon 03 Wrz, 2007 10:53
| Maryann napisał/a: | | Caroline napisał/a: | | Tęższe głowy niż twoja dały się zwieść jego nikczemnymi kłamstwami i wzbudzającymi współczucie opowieściami. |
Mowa o głowie Elżbietki, jak rozumiem... |
Ach ten Wickham A może on miał jak zwykle swoją głowę na myśli, w końcu też dał się nabrać, że Wickham weźmie kaskę i się odczepi
Maryann - Pon 03 Wrz, 2007 11:03
No dał się nabrać, prawda. Ale na współczucie to Wickham ze strony Darcy'ego chyba raczej nigdy nie mógł liczyć. I chyba nie byłby na tyle głupi żeby akurat jego próbować go nabrać na teksty o swojej nieszczęśliwej przeszłości...
Alison - Pon 03 Wrz, 2007 11:06
| Maryann napisał/a: | | No dał się nabrać, prawda. Ale na współczucie to Wickham ze strony Darcy'ego chyba raczej nigdy nie mógł liczyć. I chyba nie byłby na tyle głupi żeby akurat jego próbować go nabrać na teksty o swojej nieszczęśliwej przeszłości... |
Masz rację, jakoś pominęłam drugą część zdania, na pewno więc chodziło o Elzbietkę, a może o nich oboje? Zawsze to fajnie tak przy jakiejś okazji pomyśleć o danej osobie - "MY"
Maryann - Pon 03 Wrz, 2007 11:13
| Alison napisał/a: | Zawsze to fajnie tak przy jakiejś okazji pomyśleć o danej osobie - "MY" |
Zwłaszcza O TEJ osobie... Szczególnie, że okazji do takiego myślenia to on ma raczej mało...
asiek - Pon 03 Wrz, 2007 20:51
| Caroline napisał/a: |
... wina leży po mojej stronie! ... Opierając głowę o zimny marmur, wziął głęboki, drżący oddech. - Zaniedbywałem cię. I to z jakiego powodu? Żadnego!... |
Co racja, to racja.
Darsik coraz bardziej nam mężnieje, ...jeszcze trochę i stanie się godny całować rączki, tudzież stópki Lizzy.
Caroline,
Caroline - Wto 04 Wrz, 2007 10:20
Rozdział V, cz.15
- Bracie, zawsze nakłaniano mnie, bym dobrze myślała o sobie. Bogactwo i pozycja chroniły mnie przed jakimikolwiek wymaganiami wobec mojego charakteru, niewiele wiedziałam więc, ile jest on wart. Od tego czasu nauczyłam się, że gdy w grę wchodzą sprawy najważniejsze jestem słaba, bezradna i wymagam pomocy. To największa nauczka, jaką do tej pory dostałam, tej lekcji udzielił mi Wickham i nie miała ona dla nas wielkiego znaczenia.
- Nie miała wielkiego znaczenia! - zawołał. - Te miesiące rozpaczy, kiedy tak się o ciebie obawiałem, nie miały wielkiego znaczenia? Ten czas pełen żalu był bardzo istotny dla twojej rodziny, Georgiano!
- Nie, to te miesiące były bardzo ważne – jej głos zmiękł. - Przygotowały mnie, bym usłyszała, czego wcześniej usłyszeć nie mogłam i zrozumiała, czego wcześniej rozumieć nie pragnęłam.
- Miłosierdzie – przerwał jej niecierpliwie i odwrócił się do niej – jak często sama mi przypominałaś, Georgiano, wszyscy ludzie potrzebują miłosierdzia, wszystko od tego zależy! To sprawą Najwyższego Sędziego jest być dla nas miłosiernym, tak jak naszą jest spełnianie obowiązków wobec niego i naszych bliźnich. To właśnie słyszeliśmy przez całe nasze życie!
- Tak, to prawda – Georgiana wycofała się odrobinę – Słyszeliśmy to przez całe życie z ust szlachetnego człowieka. Ale czy te słowa padły z ust Pana?
- Nie wiem – odpowiedział niepewnie – nie przypominam sobie wersu ani rozdziału...
- Obawiam się, że jednak muszę potraktować cię Pismem – zacisnęła usta udając żartobliwie powagę, ale po chwili już złagodniała mówiąc – Święty Mateusz „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”*.
Darcy zmarszczył brwi rozbawiony jej belferską pozą.
- Trudno, żebym nie znał tego fragmentu.
- Jesteś pewien? – Georgiana uniosła brwi. – Tu nie ma słowa o miłosierdziu w zamian za spełniane obowiązki! Jest tylko wyrażona potrzeba, a potem zaproponowane schronienie. Te słowa mówiły prawdę o moich pragnieniach, a zapewnienie, że „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra”** przełamały moją rozpacz i dały mi ukojenie, od którego zaczął się mój powrót do życia. Widzisz więc, Fitzwilliamie – położyła rękę na jego ramieniu – nie musisz brać całej winy na siebie. Według Opatrzności było to niezbędne dla mojego uzdrowienia, tak to widzę i jestem zadowolona.
Darcy patrzył w bok, usta miał zaciśnięte w ponurą linię. Może pewnego dnia sam spojrzy, tak jak Georgiana, na wydarzenia ostatniej wiosny, ale wątpił w to. Jego nienawiści do Wickhama nie złagodzi przekonanie, że czyny tego człowieka były zaplanowane przez Opatrzność. Była to zbyt łatwa wymówka dla tego łajdaka i, na Boga, nie zmniejszała jego niechęci do takiego wyobrażenia o sprawiedliwości.
- A jeśli chodzi o winy, o których mówiłeś, drogi bracie, wybaczam ci z całego serca – uwaga Darcy'ego wróciła do młodej kobiety patrzącej na niego z wyczekiwaniem na jego odpowiedź po tym odpuszczeniu win. Dostał to, czego pragnął w tej części swojego wyznania, ale wydawało się, że przyszło to zbyt łatwo.
- Było to niewiarygodnie samolubne z mojej strony, Georgiano! Ani nie poświęciłem czasu, żeby sprawdzić referencje tej kobiety, ani nie zainteresowałem się, czym zajmujesz się w Ramsgate, ani z kim się spotykasz. A co najgłupsze z mojej strony: nie zabrałem cię tam sam, ponieważ zajmowały mnie uroczystości u Jego Wysokości Księcia Regenta, z których większość była beznadziejnie nudna albo kończyła się kompletną katastrofą.
- Bracie – Georgiana próbowała przerwać potok jego wyznań.
- Powinienem był...
- Fitzwilliamie, wiem, że jesteś samolubny! - wykrzyknęła a potem roześmiała się widząc jego urażoną minę. - Zazwyczaj jesteś najmilszym i najwspanialszym z braci, ale jeśli chodzi o innych, a czasami także o mnie, myślisz najpierw o sobie. Och! - zawołała – Nie spoglądaj tak ponuro, kiedy tylko zgadzam się z tym, co sam powiedziałeś. Czyż nie wybaczyłam ci już tego? Co więcej podejrzewam, że sam jesteś dumny z tego wyznania!
Miał nadzieję, że rumieniec, który pokrył jego twarz był skutkiem skruchy, a nie wstydu i rozgoryczenia, które naprawdę odczuwał. Wyglądało na to, że nawet swoje winy wyznawał z dumą.
- Tak... ekhm, dziękuję ci. – rozejrzał się wokół niezdolny by spojrzeć siostrze w oczy. - Jesteś bardzo dobra.
- Nie “bardzo” dobra, nie teraz – odwróciła się i zajęła swoje miejsce na otomanie wskazując jemu miejsce obok siebie – teraz twoja kolej, trzymam cię za słowo.
Jego kolej! Jak miał zacząć? Ignorując jej zaproszenie, chodził w kółko za nią wzdłuż pokoju. Szelest jej sukni dał mu znać, że odwróciła się do niego i śledzi jego kroki. Skoro nie miał czasu na zebranie myśli, odwrócił się do niej i westchnąwszy:
- Moja kolej – usiadł koło niej.
- Muszę zacząć od proszenia cię jeszcze raz o wybaczenie, że w karygodny sposób ignorowałem cię przyprawiając ci trosk. Mówiono mi, że byłem wobec ciebie surowy i traktowałem cię z mniejszym szacunkiem niż na to zasługujesz. To niewątpliwie prawda, byłem tak zajęty własnymi zmartwieniami, że nie mogę powiedzieć, bym przejmował się uczuciami kogoś innego. Kolejny dowód – spojrzał na nią – na moje samolubstwo.
- Wybaczone – wyszeptała. - Powiedz mi, co się stało, Fitzwilliamie.
Zamknął oczy i pochylił się.
- Pamiętasz mój list z Hertfordshire o pewnej młodej kobiecie. Wydaje mi się, że rozmawialiśmy o niej w Święta.
- Tak, panna Elizabeth Bennet.
* Ewangelia wg Św. Mateusza, 11:28
** List do Rzymian, 8:28
Alison - Wto 04 Wrz, 2007 10:30
HA! Carolaczek Znęcaczek nad czytelnictwem , ale... moja szkoła!
To największa nauczka, jaką do tej pory dostałam, tej lekcji udzielił mi Wickham
Znaczy się... jakaś wdzięczność i Wickhamowi się należy za te korepetycje dla dziecinnej pieszczoszki. Poniekąd to dzięki jego niecnym "lekcjom" Georgiana stała się tą "niezwykłą młodą kobietą". Czyli jak to mówią - nie ma tego złego....
Maryann - Wto 04 Wrz, 2007 10:36
| Alison napisał/a: | | Znaczy się... jakaś wdzięczność i Wickhamowi się należy za te korepetycje dla dziecinnej pieszczoszki. Poniekąd to dzięki jego niecnym "lekcjom" Georgiana stała się tą "niezwykłą młodą kobietą". |
Może jakąś pensję dla młodych panienek Wickham powinien otworzyć ?
Maryann - Śro 05 Wrz, 2007 05:16
Rozdział V część 16
Darcy otworzył jedno oko, żeby się jej przyjrzeć.
- Ty pamiętasz jej imię ?
- Oczywiście – oczy Georgiany rozszerzyły się z wyczekiwania – Nie mogłabym tak łatwo zapomnieć imienia kobiety, która wzbudziła w tobie takie zainteresowanie i przychylność.
- Tak, cóż – chrząknął, przypominając sobie, jak obudził się ze snu o Elizabeth i znalazł się w obliczu pytań swojej rozbawionej siostry – Więc musisz pamiętać, że postanowiłem nie kontynuować tej znajomości.
Georgiana skinęła głową. Gdy na nią patrzył, jej twarz przybrała melancholijny wyraz.
- Miałam nadzieję, że ją poznam. Wyznam, że nigdy naprawdę nie rozumiałam… – jej głos się załamał.
Opanowało go pragnienie, żeby takie spotkanie mogło dojść do skutku. Elizabeth… Byłaby dla Georgiany taką przyjaciółką, taką siostrą ! Czy nie będzie końca jego żalom ?
- Istniały przeszkody – podjął wątek swojej relacji – Sprawy… towarzyskie konwenanse, nierówność pozycji, majątku. Jej rodzina… niezorganizowana, bez koneksji – rozwodził się, wspomnienia napierały na niego zbyt szybko, zbyt przejmująco, żeby opowiadać po kolei. Ból, jaki sprawiały, groził, że będzie musiał przerwać – Bingley – uczepił się sytuacji przyjaciela – Bingley zakochał się w jej siostrze, ale musisz wiedzieć, że Charles ciągle się zakochuje i odkochuje. A ja początkowo nie brałem pod uwagę jego słabości. Kiedy jego sytuacja stała się ryzykowna, postanowiłem interweniować. Zdecydowałem, że ani panna Bennet nie jest do niego przywiązana, ani związek z taką rodziną nie jest w jego interesie. Postarałem się, żeby ich rozdzielić i żeby Bingley zainteresował się czymś innym. Po tym wszystkim trzeba się było również wyrzec znajomości z panną Elizabeth Bennet.
- Wyrzekłeś się jej ze względu na pana Bingleya ! – drżenie wątpliwości w jej głosie zdradzało jej pragnienie uwierzenia mu.
- Nie całkiem, nie. To był jeden czynnik – poruszył się niespokojnie. Boże ! Jak bardzo napuszone to wszystko mu się teraz wydawało ! – Ale jeśli przywiązanie Bingleya było ryzykowne, wiedziałem, że moje było takim podwójnie. Jeśli skromny majątek rodziny i niskie koneksje były niebezpieczne dla jego przyszłości, uznałem, że o ile większym byłyby zagrożeniem dla naszej rodziny, której historia i honor są znacznie starsze i znacznie bardziej poważane. Powiedziałem sobie, że taki związek byłby upokorzeniem, którego nie mogę wymuszać na swojej rodzinie, ani na moich dziedzicach. Krótko mówiąc, kochanie, wyrzekłem się jej dla dumy. Teraz to wiem.
Przerwał. Oddychanie stało się bolesnym obowiązkiem.
- Fitzwilliamie – pełen współczucia ton Gerogiany był bardziej życzliwy, niż on na to zasługiwał, ale był wdzięczny za dotyk jej ręki, gdy wsunęła ją pod jego ramię – I tak wyglądały między wami sprawy na Boże Narodzenie ?
- Tak. Przysięgałem, że o niej zapomnę, ale wiesz, jak źle mi to wychodziło ! Mój wyjazd do Broughton był próbą zastąpienia jej kimś innym. Kompletne niepowodzenie. Zanim wyjechałem do Rosings, rozpaczliwie pragnąłem pozbyć się obsesji na jej punkcie – potrząsnął głową na wspomnienie wyrzucanych z wiatrem jedwabnych nitek, po czym roześmiał się ponuro z własnej głupoty – Los, wiesz, jest czarująco pomysłową istotą. Zaledwie podjąłem kroki, żeby zapomnieć o pannie Elizabeth Bennet, gdy znalazła się dokładnie pod moimi drzwiami.
Maryann - Czw 06 Wrz, 2007 06:32
Wynurzeń dynastycznie myślącego dżentelmena ciąg dalszy…
Rozdział V część 17
- Jak to możliwe ? – Georgiana ze zdumienia mocniej ścisnęła jego ramię – Panna Elizabeth była gościem w Rosings ?
- Raczej gościem plebana lady Catherine – niemal się roześmiał na widok jej zaskoczonego spojrzenia – Pastor niedawno ożenił się z jej najlepszą przyjaciółką, a jego nowa żona zaprosiła Elizabeth do Hunsford w tym samym czasie, kiedy ja składałem moją coroczną wizytę – odwrócił wzrok – Zanim Fitzwilliam i ja przyjechaliśmy ciocia była już prawie pod jej wrażeniem.
- Lady Catherine – powtórzyła Georgiana – Pod jej wrażeniem ?
Nie było sensu próbować stłumić wspomnienia, czy uśmiechu wyginającego mu wargi.
- Zafascynowana byłoby może lepszym słowem. Elizabeth ośmielała się wyrażać swoje opinie, czy sprzeciwiać się stwierdzeniom lady Catherine w każdej kwestii, co do której była głęboko przekonana i to bez poważania, czy usprawiedliwiania się. Bez wątpienia, nasza ciotka nigdy nie spotkała nikogo podobnego do niej – dumał – Ale, bez względu na powody, jej pleban, jego żona i jej przyjaciółka byli częstymi gośćmi w Rosings.
- A ty zakochałeś się w niej jeszcze bardziej ! Och, Fitzwilliamie – zawołała.
- Nie żałuj mnie zbytnio, kochanie – ostrzegł ją – To, czego byłaś świadkiem od czasu mojego powrotu, nie ma nic wspólnego z cierpieniami niewypowiedzianej miłości. Historia nie została jeszcze opowiedziana do końca.
Wziął głęboki oddech zastanawiając się, o ile łatwiej było opowiedzieć tę historię, gdy nie był zupełnie trzeźwy. Ale sam sprowadził to na siebie, wszystko, od gniewnych słów Elizabeth do przestraszonych okrzyków Georgiany i sam musiał to naprawić, bez względu na to, jak upokarzające i bolesne może to się okazać.
- Stwierdziłem, że każdego dnia ona pociąga mnie bardziej i doszedłem do punktu, w którym mimo różnorakich przeszkód, zdecydowałem, że nie mogę bez niej żyć. Zacząłem się do niej zalecać, równocześnie pragnąc doprowadzić sprawę do końca i zawstydzony tym, co uważałem za upokorzenie, które miało być konsekwencją mojego wyboru. Moje uczucia były tak mieszane, że ich obiekt nie miał najlżejszych podejrzeń, że została tak wybrana. Kiedy w końcu nie mogłem już dłużej zaprzeczać własnym pragnieniom i poszedłem do niej, na moją propozycję małżeństwa zareagowała chłodną odprawą, wyrażając zaskoczenie, że tak bardzo ją ceniłem.
- Odmówiła ci ! – Georgiana patrzyła na niego z niedowierzaniem – Nie, to niemożliwe ! To była pomyłka, jakieś nieporozumienie !
Darcy wziął jej dłonie w swoje, chcąc ją uspokoić.
- Tak, była pomyłka i nieporozumienie – potrząsnął głową na nadzieję, która zaświtała w jej oczach – To moja nieuzasadnione zarozumialstwo, przez które wtrąciłem się między siostrę Elizabeth i Charlesa. Elizabeth tego samego ranka odkryła mój udział w nieszczęściu swojej siostry i słusznie mnie za to zganiła. Nieporozumienie… – przerwał. Czy musi znowu przywołać jej przed oczy Wickhama ? – Nieporozumienie dotyczyło nikczemnej plotki o mnie, w którą Elizabeth nie miała powodu nie uwierzyć biorąc pod uwagę moje wcześniejsze zachowanie wobec niej. Oczywiście, kiedy dowiedziała się o moim udziale w tamtej sprawie, była bardziej skora do uwierzenia, że jestem zupełnie zdolny do najpodlejszej niesprawiedliwości.
Maryann - Pią 07 Wrz, 2007 06:10
Rozdział V część 18
- Ale wytłumaczyłeś to, na pewno ! – zaprotestowała Georgiana – Wiem, że żałowałeś tego, co zrobiłeś !
Ścisnął jej dłonie mocniej.
- Przykro mi to powiedzieć, ale nie. Jej odmowa sprawiła mi taki ból i upokorzenie, że usprawiedliwiałem się przed nią na wszelkie sposoby – westchnął – Zamieniliśmy słowa, których będę żałował do końca życia. Później napisałem do niej list wyjaśniający moje postępowanie w sprawie jej siostry, którego, jak sądzę, nigdy mi nie wybaczy. Co do nieporozumienia, mam nadzieję zostać uniewinnionym, ale nie do tego stopnia, żeby to pomogło nam się do siebie zbliżyć. Całkiem jasno wyraziła swoją opinię o mnie i moich wadach. Nie, ona mnie nie kocha, ani nigdy nie pokocha, kochanie. Muszę się jej wyrzec – zniżył głos – Albo zwariuję.
- Drogi braciszku !
Współczucie Georgiany było słodsze, niż kiedykolwiek podejrzewał, że współczucie być może. Wlewało się do jego ran, koiło poszarpane brzegi znacznie lepiej niż brandy poprzedniej nocy. Ale ona może się wycofać, kiedy zastanowi się nad konsekwencjami tego, co zrobił i tym, co miał jeszcze do powiedzenia.
- Szalałem z powodu mojego zdeptanego serca i wizji ponurej przyszłości. Oskarżałem ją, że mnie zwiodła, los, że się mną bawił, wszystko i wszystkich z wyjątkiem siebie samego. Tak, jak powiedziałaś, nauczono nas dobrze o sobie myśleć, może za dobrze. Od mojego powrotu z Kent tylko miotałem się w moim bólu, nie myśląc o tych, którzy troszczą się o moje dobro. Ostatniej nocy, mimo że mi to odradzano, wpakowałem się w niebezpieczne towarzystwo tylko dlatego, że mi pochlebiono i przemówiono do mojej dumy. Trzeba było interwencji lorda Broughama, żeby przywieść mnie do rozumu, a jego wysiłki nagrodziłem tym, że się upiłem. W mojej dumie i zarozumiałości zachowywałem się odrażająco i głupio. Stoję zawstydzony – przełknął z trudem – Nie jako człowiek, którym myślałem, że się stałem, wobec pamięci mojego ojca. Poza tym, wyjątkowo egoistycznie sprawiłem ci ból, Georgiano – zakończył – I z całego serca tego żałuję.
Puścił jej rękę i czekał szykując się na to, co miało nadejść.
Panowała cisza. Mimo jego determinacji przeszył go dreszcz lęku. Dłoń Georgiany nie próbowała natychmiast wrócić na miejsce, w którym spoczywała w trakcie jego opowieści, ale leżała na jej kolanach, z dala od niego. Czekał. Zaczynał myśleć, że naprawdę nie zasługiwał na nic więcej, gdy drżenie młodej kobiety obok niego kazało mu podnieść głowę. Odważył się na nią spojrzeć i poraził go widok łez cicho płynących po jej policzkach.
- Georgiano ! – wymówił jej imię, ale nie mógł się zorientować, jaki jest powód tych łez, ani co powinien zrobić.
- Braciszku – wykrztusiła. Przykryła usta dłonią, żeby powstrzymać łkanie – Taki ból, Fitzwilliamie ! Wiedziałam, że twój gniew, twoje odizolowanie biorą się z jakiejś przykrości, ale to ! Tak kochać i otrzymać… – znowu ogarnęły ją emocje, nie pozwalając mówić dalej.
- Mój ból… – sięgnął do kieszeni surduta i wyjął chusteczkę żeby wytrzeć jej policzki – Jest niewystarczającym wytłumaczeniem moich uczynków, nawet jeśli to nie ja sprowadziłem na siebie jego powód.
- Jaką żałosną parę stanowimy – spojrzała na niego, gdy delikatnie wycierał jej twarz – Oboje uznaliśmy się za obdarowanych i zareagowaliśmy jak dzieci, nie mające ochoty się uczyć i urażone naszą karą.
- Ale ty się chyba pogodziłaś – przyjrzał jej się uważnie – Podczas gdy ja jestem tylko zrezygnowany.
Łagodnie oparła głowę na jego ramieniu i nieśmiało położyła mu dłoń na sercu.
- Wiem – wyszeptała – Ale to jest daleki krok od pełnego gniewu bólu, który cierpiałeś tak okrutnie i w samotności. Nie rób tak dalej ! Proszę, poddaj się „ciepłemu deszczowi”, Fitzwilliamie i pogódź się.
Darcy otoczył ją ramieniem, przysunął do siebie i pocałował we włosy.
- Będziesz moją Porcją, stającą w mojej obronie przed sądem ? – oparł policzek o miejsce, które pocałował.
Georgiana westchnęła, mocniej przytulając się do jego ramienia.
- Nie ja sama, braciszku. Ale tak, zawsze będę twoją Porcją.*
_____________________________________________
* William Szekspir „Kupiec wenecki” – akt IV scena 1
Gunia - Pią 07 Wrz, 2007 14:24
Jeszcze jedna aluzja do Shakespeare'a i zemdleję.
Dzięki, ABT!
Maryann - Pią 07 Wrz, 2007 14:30
Guniu, niestey "w temacie" Szekspira nie mam dobrych wieści...
Ale nie mdlej, BŁAGAM !!! W Salonie brak soli trzeźwiących, więc tak byś musiała pozostać zemdlona, a jutro przystępujemy do spowiadania innego z bohaterów i chyba byłoby szkoda...
Maryann - Sob 08 Wrz, 2007 06:55
Spowiedzi ciąg dalszy...
Dziś Alison serwuje przystawkę.
Rozdział V, część 19
Resztę dnia Darcy spędził w gabinecie, zajmując się, pod życzliwym okiem swojego psa, zaniedbanymi sprawami. Wydaje się, że Trafalgar wybaczył mu, pojawiając się nieoczekiwanie na swoim zwykłym miejscu obok biurka, kiedy przez chwilę Darcy odwrócił się plecami do drzwi. W Erewile House wciąż było cicho, ale cisza właśnie się kończyła wraz z przygotowaniami służących do dzisiejszej kolacji i przyjęcia gości. Po drugiej stronie drzwi gabinetu słychać było miękkie kroki przemierzające hol, drzwi otwierały się i zamykały, dźwięczała zastawa ze srebra i chińskiej porcelany, cicho mruczane polecenia docierały z dołu do gabinetu. Wszystko to stwarzało atmosferę normalności.
Więcej niż raz jego spojrzenie zbłądziło znad papierów w kierunku portretu siostry i za każdym razem przywoływało zdziwienie, jakim przejęła go ich niezwykła rozmowa. Teraz już wiedziała wszystko, co konieczne. Jego charakter został niemal obnażony, niszczące go niepowodzenie w miłości ujawnione, a rezultatem nie było odsunięcie się Georgiany od niego, ale raczej nowy rodzaj bliskości zbudowany na tym, czym byli dla siebie nawzajem.
Podnosząc się od biurka, przyjrzał się jej jeszcze dokładniej i po przestudiowaniu portretu stwierdził, że ona dostrzegła w tym obrazie więcej niż on. Lawrence całkowicie źle ją uchwycił. Bez wątpienia było to dobre malarstwo, ale Georgiana miała rację. Chociaż wyraziła to w inny sposób, teraz on sam widział, że nie uchwycono istoty człowieczeństwa tej niezwykłej młodej kobiety, jaką jest jego siostra. Zdecydował, że nie, nie będzie nalegał na publiczne odsłonięcie obrazu. Pozwoli rodzinie go obejrzeć, jeśli sobie tego zażyczą, ale rzecz zostanie odesłana do Pemberley.
Odwrócił głowę na dźwięk pukania do drzwi, a Trafalgar podszedł, kiedy w otwartych drzwiach ukazało się uśmiechnięte oblicze Witcher'a.
- Przepraszam, panie Darcy. Lord Brougham przyszedł zobaczyć się z panem, sir.
Darcy spojrzał za swojego kamerdynera, ale nie było tam śladu wspomnianego gościa.
- Lord Brougham, Witcher? A gdzież on jest?
Staccato kroków zasygnalizowało nadejście najwcześniejszego gościa, który pojawił się odrobinę zdyszany u drzwi jego gabinetu.
- Ach, tak. Masz rację, to Brougham. Ciut za wcześnie na kolację, nieprawdaż? Czy spóźniony na herbatę?
Gunia - Sob 08 Wrz, 2007 13:52
No wreszcie... Zamiast męczyć biednego Shakespeare'a, to nam wpuściła Dy'a na plac boju.
ABT: !
Maryann - Sob 08 Wrz, 2007 16:01
| Gunia napisał/a: | Zamiast męczyć biednego Shakespeare'a, to nam wpuściła Dy'a na plac boju. |
Dy na placu boju...
Marija - Sob 08 Wrz, 2007 16:39
| Cytat: | | pod życzliwym okiem swojego psa | O, to dobre jest, . Wszyscy go dyskretnie obserwowali, nawet pies. Chwili spokoju...
Caroline - Sob 08 Wrz, 2007 21:00
Moralny wydźwięk tych scen jest po prostu straszny. Chcesz poprawić swoje relacje z rodziną - schlaj się w trupa podrzędnej budzie i pokaż w takim stanie o świcie bliskim. Chcesz naprawić swoje relacje z przyjacielem - schlaj się w trupa w podrzędnej budzie i pozwól mu się dostarczyć ululanego do domu. Chcesz poznać źródło swoich niepowodzeń sercowych - kac po schlaniu się w trupa w podrzędnej budzie jest dokłanie tym czego potrzebujesz!
|
|
|