Filmy - Fajny film wczoraj widziałam IV
BeeMeR - Śro 13 Paź, 2010 19:34
Widocznie miałki, że o nim zapomniałam
Fibula - Śro 13 Paź, 2010 21:48
| BeeMeR napisał/a: | Anioły i demony obaczyłam wreszcie, książkę czytałam kilka lat temu.
No, zdecydowanie lepsze niż się spodziewałam po gniotowatej, nudnej ekranizacji "Kodu Leonarda", pięknie filmowany Rzym z dodatkiem komputerowych czarów-marów, zagrane nieźle i w ogóle wyszło przyzwoicie.
Ach, jeszcze taka myśl przemknęła mi przez głowę, że dobrze, że tam na siłę nie wciśnięto wątku miłosnego - Amerykanie są przecież do tego zdolni |
Ja też wreszcie obejrzałam w niedzielę i zgadzam się, że jest lepszy od Kodu. Z książką nie porównam, bo niewiele mi zostało w głowie po kilku latach. Na pewno nie było w niej wozu transmisyjnego TVN. Wątek miłosny może trudniej było tu wcisnąć z powodu ograniczeń czasowych fabuły.
| lady_kasiek napisał/a: | W książce wątek miłosny zdaje się był... bo w Kodzie, którego akcja się dzieje historycznie później, Robert "liże razy" po rozstaniu właśnie z tą... no jak jej tam, co w książce rozwiązywała z nim zagadki a w filmie jest na dokładkę... |
Mówisz, że po rozstaniu? Wydawało mi się, że gdzieś ją po drodze ubili (po zakończeniu głównej akcji), ale ja pamięć mam jak rzeszoto i nie zamierzam się upierać.
Anonymous - Śro 13 Paź, 2010 21:56
| Fibula napisał/a: | lady_kasiek napisał/a:
W książce wątek miłosny zdaje się był... bo w Kodzie, którego akcja się dzieje historycznie później, Robert "liże razy" po rozstaniu właśnie z tą... no jak jej tam, co w książce rozwiązywała z nim zagadki a w filmie jest na dokładkę...
Mówisz, że po rozstaniu? Wydawało mi się, że gdzieś ją po drodze ubili (po zakończeniu głównej akcji), ale ja pamięć mam jak rzeszoto i nie zamierzam się upierać. |
Głowy sobie uwać nie dam, ale Vittori(chyba tak się zwała) nie ubili w książce a w Kodzie jest wspomniane, że kontakt się rozluźniał tak bardzo, że to już niemalże przeszłość.
Agn - Pią 15 Paź, 2010 14:21
W "Aniołach i demonach" na końcu Vittoria zrzuciła odzienie i powiedziała do Roberta "Chyba nie uprawiałeś nigdy seksu z mistrzynią jogi, co?" czy coś w ten deseń.
W "Kodzie..." zaś na początku Robert wspomina, że ostatni raz pocałował Vittorię na jakimś lotnisku i że postanowili się rozejść, bo i tak każde żyło własnym życiem i nie dało się tego pogodzić.
BeeMeR - Pią 15 Paź, 2010 15:19
Cóż, mnie tam wątek miłosny najmniej interesował, to i go nie zapamiętałam.
Na pewno, być może
Lekki, łatwy i przyjemny film, a przy tym niebanalny. Podobał mi się. Polecam.
Anonymous - Sob 16 Paź, 2010 11:46
Oglądnęłam wczoraj przypadkiem "Wimbledon" z Paulem Bettenym i jestem facetem oczarowana. Chyba nowa obsesja będzie . Film nie był zły, ot przyjemna komedia romantyczna, troche śmiechu, trochę nerwów...
Admete - Sob 16 Paź, 2010 13:28
Wimbledon kiedys oglądałam, ale niewiele pamiętam. Mogłąbym sobie przypomnieć
Anonymous - Sob 16 Paź, 2010 13:49
ja tylko przypadkiem trafiłam jak w TV puszczali... poszłam do Mamy ponarzekac na życie i przyległości.
Nawet Paula nie poznałam, ale taki Rudy mnie zainteresował
Admete listonosz ostatnio odwiedzał Cię?
milenaj - Sob 16 Paź, 2010 13:53
"Wimbledon" to niezmiennie jeden z moich ulubionych filmów na zły humor.
Admete - Sob 16 Paź, 2010 14:37
Nie odwiedzał, ale może nie miał czasu
Anonymous - Sob 16 Paź, 2010 14:40
Biust mi opada na pracę tego złodziejskiego koncernu
BeeMeR - Pon 18 Paź, 2010 14:17
Dziś umilałam sobie czas kolejnym cudem, które mnie niemal zachwyciło,
The Wolf Man (1941)
Do rodzinnego zamczyska wraca po 18 latach nauki i pracy młodszy syn, Larry, dotychczas "niegodny uwag ojca", bo dziedziczyć może tylko najstarszy, ale cóż, ten właśnie niedawno nieszczęśliwie zginął. Ojciec więc serdecznie wita swego spadkobiercę.
Larry rychło wyhacza najpiękniejszą pannę w mieście i zaczyna smalić do niej cholewki, niepomny, że ma ona już narzeczonego. Larry "przypadkiem" nabywa laskę ze srebrną głownią w kształcie wilka i gwiazdy. Także później jesteśmy świadkami tajemniczych znaków, pentagramów i innych atrakcji.
Zwłaszcza, że do miasteczka zjeżdżają cyganie, młodzi zatem wybierają się do ich leśnego obozowiska na wróżby - no i nieszczęście gotowe - dramatyczny atak sztucznego wilka
W tymże lesie przecudnej urody, będą się działy później również rzeczy straszne i straszniejsze, dziewicze ucieczki, kopanie grobów, biegi człowieka udającego wilka, ataki psa udającego dzikiego wilka, łowy na tegoż i inne cuda :Lol: Zachwyconam
No i na koniec rzut oka na biednego wilkołaka
Nawiasem, film jest krótki, trwa niewiele ponad godzinę, przez co się nie rozwleka tylko żwawo idzie do dramatycznego końca.
Alicja - Wto 19 Paź, 2010 15:47
| lady_kasiek napisał/a: | | Oglądnęłam wczoraj przypadkiem "Wimbledon" z Paulem Bettenym i jestem facetem oczarowana |
nareszcie
z Paulem najbardziej podobał mi się Coming home ( Powrót do domu) - II wojna światowa i love story , ale też Pan i władca-na krańcu świata (był też Crowe )
Anonymous - Wto 19 Paź, 2010 15:57
Będę szukała na CoCo Jumbo
asiek - Wto 19 Paź, 2010 17:57
Ja polecam jeszcze The Heart of Me... Bardzo dobry film ze świetną kreacją Paula...
http://www.filmweb.pl/fil...+The-2002-37364
miłosz - Wto 19 Paź, 2010 22:09
świeżo po Bazylu człowieku z kulką w głowie wkleję walczyk było baśniowo i bardzo stylowo; paryskie wysypisko jak z bajki, a sam Paryz magicznym tłem
Caitriona - Śro 20 Paź, 2010 16:35
| asiek napisał/a: | | The Heart of Me... |
Bardzo dobry film.
Ciekawie wygląda ten Into the West. Czy to jest film czy serial?
praedzio - Śro 20 Paź, 2010 17:00
Serial!
Caitriona - Śro 20 Paź, 2010 17:29
Dzięki
Anonymous - Śro 20 Paź, 2010 20:50
Darwin. Miłość i ewolucja
Uwaga, uwaga, nowa aktorska obsesja, teraz na tapetę wzięty został Paul Bełtany. Wzięłam się za oglądniecie filmu o tytule, który po polsku brzmi : „Darwin. Miłość i ewolucja”, tytuł angielski można tłumaczyć na dwa sposoby: jako Tworzenie i jako dzieło, każde z tych określeń lepiej pasuje do filmu niż idiotyczny film, kolejny na fali zakochanych Jane Austin, lub Molierów. Widocznie film o uczonym się nie sprzeda jeśli nie obiecamy widzowi miłości, romansu, pikanterii.
Film opowiada o drodze Darwina nie do odkrycia teorii ewolucji, nie poprzez drogę do ożenku, ale opowiada historię wewnętrznej walki, straty i powrotu do siebie dwojga ludzi zza ściany niedomówień, niewypowiedzianych pretensji. Poznajemy Darwina w momencie gdy jest już dosyć chory, gdy oddalił się od zony, kiedy jego dwaj znajomi próbują go namówić do opublikowania swojej teorii, czyli do zabicia Boga. A Darwin wciąż cierpi po stracie ukochanej córki, która wciąż go nawiedza. I toczy wewnętrzną walkę ze swoim sumieniem…
Bardzo ładny film kostiumowy, mnie wzruszały momenty śmierci tych zwierzątek, chyba wszystkie równie mocno. Wzruszało mnie umieranie córeczki Darwina i jego męka…
Mimo, że w filmie tym nie ma nic zaskakującego to jednak ciekawie było popatrzeć jak powstawała teoria, która do dziś budzi emocje!
praedzio - Czw 21 Paź, 2010 05:35
Obejrzałam wczoraj "River Queen". Przyznam, że największą zachętą ku temu była zjawiskowa muzyka, ale i film oglądało mi się przyjemnie. O czym to?
Rzecz dzieje się w latach 60-tych XIX w. Irlandka Sarah O'Brian wraz ze swoim ojcem i siostrą mieszka w placówce wojskowej w Nowej Zelandii. Trwa wojna z Maorysami - tubylczym plemieniem, które nie pała miłością do białych osadników. Ma ku temu zresztą powody - kolonizacja wyspy odbywa się naprawdę brutalnie. Tymczasem Sarah zakochuje się w Tommym - jednym z Maorysów i rodzi mu dziecko. Ojciec dziecka umiera w bliżej nieznanych mi okolicznościach, więc dziewczyna wychowuje go sama. Nie trwa to jednak długo, bo wódz jednego ze szczepów - bologiczny dziadek dziecka - uprowadza chłopca, by wychować go na Maorysa - nie Irlandczyka. Sarah w trwającej zawierusze wojennej wyrusza na jego poszukiwania.
Świetne role Samanthy Morton - odtwórczyni głównej roli, Kiefera Sutherlanda - Doyle'a - żołnierza, który opiekuje się Sarah oraz kilku innych aktorów. Przepiękne plenery nowozelandzkie, zjawiskowa muzyka (dziś przez cały dzień chyba będę sobie podśpiewywać "Danny Boy") - znaczy się praedzio bawił się nieźle na filmie. Są pewne niedociągnięcia, ale to chyba taka specyfika reżysera, który specjalizuje się w pewnego rodzaju udziwnieniach i liryzmie. Ja jednak seans uważam za udany.
Trailer: http://www.youtube.com/wa...feature=related
Alicja - Wto 26 Paź, 2010 19:59
zupełnie przypadkowo znalazłam film włoski z 2010 r. - komedię - z aktorem Riccardo Scamarcio, do którego nadal czuję sympatię a który w tym filmie nie gra włoskiego macho tylko homoseksualistę
Mine vaganti. o miłości i makaronach
"Nigdy nie pozwól sobie wmówić, kogo masz kochać i kogo nienawidzić. Zawsze ci źle doradzą.” – tak mawiała babcia Tommaso. Ale życie jest pełne sekretów. Na własnej skórze przekona się o tym właśnie Tommaso, który przez ostatnie kilka lat mieszkał w Rzymie. Tam mógł bowiem być sobą: literatem żyjącym w związku z mężczyzną. W domu musiałby być macho, stuprocentowym hetero-mężczyzną, kochającym kobiety i makarony. Jego rodzinka jest co najmniej wesolutka W końcu miał dosyć tego zakłamania. Wpadł na pomysł, że na rodzinnej kolacji ujawni swoją orientację ze świadomością, że ojciec go wydziedziczy.
Szkoda tylko, ze najpierw powiedział o tym starszemu bratu, który ...ubiegł go i sam ogłosił swoją odmienną orientację seksualną Rodzinka wiadomo, wyrzeka się jego brata,a Tommaso, cóż, musi przejąć odpowiedzialność za rodzinny interes, przecież ojciec jest chory .....
Brata Tommaso - Ricardo w filmie gra drugi włoski przystojniak - Alessandro Preziosi ( Elisa z Rivombrosy)
film śmieszny i dający do myślenia. Ale nawet gdyby nie był w jesienny wieczór można sobie oko nacieszyć
Admete - Wto 26 Paź, 2010 20:14
Czeka na obejrzenie, może się w końcu doczeka, bo lubię filmy tego reżysera.
Trzykrotka - Śro 27 Paź, 2010 15:09
Jak na melancholijnego Ozpetka, to ten film jest zabawny. Mnie sie podobał, mniej niz Okna, ale bardziej niż Saturno Contro
BeeMeR - Sob 30 Paź, 2010 09:26
Dwa filmy godne uwagi:
Temple Grandin (2010)
"Nazywam się Temple Grandin. Nie jestem taka jak inni ludzie. Myślę obrazkami i łączę je."
Film opowiada o autystycznej kobiecie (w roli tytułowej świetna Claire Danes), jej trudnej drodze przez edukację, wśród społeczeństwa, które nie znosi dziwaków. Z niesamowicie wytrwałą matką (Julia ORmond) oraz ukochanym nauczycielem jako przewodnikiem (David Strathairn) Temple udaje się otwierać coraz to nowe drzwi do zewnętrznego świata, zdobywać wykształcenie i kochaną pracę wśród bydła - które jej może i prościej zrozumieć niż ludzi.
Temple nie znosi przytulania, nie rozumie żartów oraz automatycznych szklanych drzwi - bo kojarzą się z gilotyną, a ona przecież myśli obrazami, łączy je. Świetny film, bardzo dobrze zagrany, polecam.
Chłopiec w pasiastej piżamie (2008)
Druga woja światowa oczami ośmiolatka, Bruno, którego ojciec przenosi rodzinę z Berlina na wieś, gdzie dogląda dziwnej "farmy", na której wszyscy chodzą w pasiastych piżmach. Bruno zaprzyjaźnia się z chłopcem wewnątrz i powoli, bardzo powoli otwierają mu się oczy na niektóre sprawy - ani farma nie jest farmą, ani tata nie jest taki wspaniały, jak się wydawało.
Pięknie filmowany film, acz obóz i jego mieszkańcy zdali mi się nad wyraz czyści i schludni Polecam.
T
|
|
|