To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - Bluszcz

Anonymous - Wto 03 Mar, 2009 19:01

O muszę pamiętać, coby nabyć, jak na razie, miesięczny i wizja zapłacenia za xerówki mnie przygniata, ale Bluszcza nabędę :mrgreen:
Harry_the_Cat - Wto 03 Mar, 2009 20:45

Ja też bardzo ciekawa jestem tego "cdn"!
Tamara - Wto 03 Mar, 2009 21:24

Za to z niekłamaną ciekawością czytam powieść dla dzieci Najgorsze przyjaciółki z ulicy Ślimaka Winniczka na samym końcu Bluszczu , ilustrowaną przez B.Butenkę mojego ukochanego :mrgreen:
Gosia - Wto 03 Mar, 2009 21:40

Normalnie jak nas czytam, to można się kompleksów nabawić :rumieniec:
Chyba muszę się jeszcze bardziej przyłożyć do redakcji ;)

Aragonte - Wto 03 Mar, 2009 22:04

Kupiłam nowy numer, ale po obejrzeniu sobie rysunków dotyczących N&S jakoś nie mam na razie ochoty czytać tego fragmentu :roll:
Caitriona - Śro 04 Mar, 2009 20:34

Pasuję. Nie kupię tego numeru Bluszcza. Trudno. Może dorwę go na przecenie za połowę ceny, wtedy pomyślę ;)
Tamara - Czw 05 Mar, 2009 21:27

Gosia napisał/a:
Normalnie jak nas czytam, to można się kompleksów nabawić :rumieniec:
Chyba muszę się jeszcze bardziej przyłożyć do redakcji ;)

Gosiu , ale Ty WIESZ o co chodzi , a oni nie i stąd nasza krytyka :mrgreen: to oni powinni się rumienić za ekhm brakoróbstwo :rumieniec:

spin_girl - Pią 06 Mar, 2009 11:19

Przypomnijcie mi, żebym NIGDY nie pokazywała Wam moich tłumaczeń :mrgreen:
Gosia - Pią 06 Mar, 2009 12:04

Mag13, wiesz, nie pamiętam, ale chyba jest po prostu: pan.

Wczoraj nadgryzłam nieco Bluszcz. Przeczytałam krótkie formy, dłuższe zostawiając sobie na weekend. Przejrzałam rozmowę z Januszem Zakrzeńskim, opowiadanie czytelniczki, Dzień z życia pisarki, i artykuł Małgorzaty Kalicińskiej. A także dyskusję o bajkach dla dzieci, teksty Piotra Mossaka i ten o rycerzu i smoku - zdaje się, że Brykczyńskiego.
Wspomniane wyżej teksty mi się w sumie podobały, choć mam wrażenie, że Zakrzeński zaczyna się powtarzać...

Aragonte - Pią 06 Mar, 2009 14:11

Ja przeczytałam Wołoszańskiego, artykulik o kolejnym kreatorze mody, wyjątki ze starego Bluszczu (mam zamiar upichcić gulasz według tamtejszego przepisu, prosty się wydaje :mrgreen: ) i parę innych, w tym to o bajkach, skrzętnie omijając beletrystykę :wink: Jakoś kompletnie mnie ona nie ciekawi.
Tamara - Pią 06 Mar, 2009 17:59

Przeleciałam większość , przeczytałam historię mody , parę krótkich form , Brodzik jest juz zupełnie bez sensu :confused3: jakby małe dziecko było kompletnym kosmitą bez żadnego związku z matką , drażni mnie zresztą maniera w stylu "I kto to mówi" :bejsbol: . Podobał mi się tekst o bajkach dla dzieci , Zakrzeński robi się cukierkowo nieznośny , a przez to dla mnie traci wiarygodność - jak rozmawiam z kimś tak idealnie gładko-układnie-szarmancko-polukrowanym , zawsze mam wrażenie , ze gość jest fałszywy :?

I właśnie doszłam do wniosku , ze w historii mody obok współczesnych ubranek powinni pokazać oryginalne projekty kreatorów , o których piszą , wtedy naprawdę byłoby wiadomo o co chodzi . Są przecież fotografie , rysunki żurnalowe itp. Ja akurat wiem , o co chodzi , ale chciałabym zobaczyć jakiś projekt Elsy Schiaparelli , o której było w poprzednim numerze , i ja akurat wiem , jak wyglądały kreacje Poireta , ale znakomita większość raczej nie . A to co zamieścili jako model jego sukni to jakaś współczesna impresja na anorektycznym wieszaku , nijak nie oddająca prawdziwego stylu Poireta :confused3:

No i skrzętnie ominęłam wszystkie kawałki wojenne :confused3:

Anonymous - Pią 06 Mar, 2009 18:44

Jeszczem nie nabyła, że tak powiem po waszych recenzjach z ciężkim sercem wydam krwawicę za którą będę mogła się uczelniowo przez tydzień żywić, ale dla N&S w ludzkim(chociaż nie hiszpańskim) języku wiele jestem w stanie znieść w tym głód tygodniowy w przyszłym tygodniu postaram się nabyć, :mysle:
Tamara - Pią 06 Mar, 2009 18:45

Mag :oklaski: :oklaski: :oklaski: z ust mi to wyjęłaś :kwiatek:

Te 3% różnicy chyba faktycznie tylko kwestii jaśkowej dotyczy :mrgreen:

Gosia - Sob 07 Mar, 2009 08:46

Obawiam się, że macie dużo racji. Temu pismu czegoś brakuje. Niby się starają, ale to nadal nie jest to. Może mamy specyficzne wymagania? Współczesne opowiadania, które oferują, są mało ciekawe, nie przyciągają uwagi. Wprowadzili jakieś wstawki wojenne, ale raczej mnie to nie interesuje, wolałabym chyba coś z przeszłości, ale nie w stylu Niezabitowskiej, która nie ma lekkiego pióra.
Brakuje mi jakichś tekstów dotyczących dawnej kultury i literatury. Polskiej i obcej.
Nie przeczytałam jeszcze w całości tego numeru (tylko przekartkowałam zawartość), ale mogę już powiedzieć, że pismo kupuje jednak ze względu na N&S, bo pozostałą część zawartości mogłabym sobie odpuścić.

Irm - Sob 07 Mar, 2009 11:09

Przejrzałam pismo, przeczytałam tłumaczenie N&S i zgadzam się z Wami, że "Bluszczowi" czegoś brakuje. Chyba za dużo tam prozy, zwłaszcza tej odcinkowej, co sprawia na mnie wrażenie wymuszenia nabycia kolejnego numeru - "No, jak to? Nie chcesz wiedzieć co będzie dalej?", a za mało konkretów.
mag13 napisał/a:
A szkoda, bo można było powołać do życia świetne, powiedziałabym - "historyzujące" - pismo dla kobiet, z których wiele ma zainteresowania dla przeszłości w jej wymiarze literackim, artystycznym czy czysto praktycznym (jak ludzie dawniej żyli, jedli, mieszkali, co nosili itd.

O to to :)
Gosia napisał/a:
Brakuje mi jakichś tekstów dotyczących dawnej kultury i literatury. Polskiej i obcej.

Dokładnie :) Podejrzewam, że wtedy pismo było by wstanie zainteresować moją mamą, czego obecna zawartość (współczesna literatura) nie jest wstanie zrobić.

Zgadzam się też z Tamarą, że ilustracje dawnych projektów powinny być ówczesne, a nie teraźniejsze. To by znacznie lepiej obrazowało tekst. A jeśli już współczesne wersje tamtejszych sukni muszą być, to niech będą obok dawnych ilustracji, a nie zamiast.

Co do tłumaczenia N&S - nie podobało mi się. Mam wrażenie, że tłumaczka nie wyczuła frazy Gaskell, której jestem wielką fanką i bardzo bym nie chciała, aby się ona zatraciła w polskim tłumaczeniu.

Nadmiar "wszelako", nic nie wnoszącego do tekstu, jest denerwujący.

W przetłumaczenie fragmentu "No one loves me, - no one cares for me, but you mother", nie podoba mi się zmienienie "matko" na "mamo" i fakt, że Thornton mówi do swojej rodzicielki niej w trzeciej osobie. Nie wydaje mi się, żeby w rzeczywistości mógł się tak odezwać.

A z kwestii technicznych: powinien zostać poprawiony rym wewnętrzny we fragmencie: "Widział ją w każdym stroju i nastroju (...)", bo zdanie nie zamierzenie brzmi śmiesznie.

Sofijufka - Sob 07 Mar, 2009 12:02

mnie też kiedyś redaktorka zmieniła "matko" na "mamo" [bo u nas się tak nie mówi], choć autorka specjalnie zaznaczyła w ten sposób nagły chłód syna w stosunku do matki. W podtekście jest "ty suko", a tu to "mamo"....
Caitriona - Sob 07 Mar, 2009 12:22

Gosia napisał/a:
Wprowadzili jakieś wstawki wojenne, ale raczej mnie to nie interesuje, wolałabym chyba coś z przeszłości, ale nie w stylu Niezabitowskiej, która nie ma lekkiego pióra.

Ja akurat bardzo lubię teksty i historę rodziny Niezabitowskiej. Dla niej, Wołoszańskiego, przedrukow starych wydań, mody, zapachów miasta i co wyrosło z postaci bajek kupowałam to pismo do tej pory. Ale to za mało, żeby wydawać 8zł na miesiąc...

Gosia - Sob 07 Mar, 2009 12:28

No to się przyznam, że ja zamieniam "matko" czy "mamma" na "mamo", "papa" na "tato", bo takie formy wolę...
Czy uważacie, że Thornton mówiłby "matko"? Mimo tego, że udają chłód mają w sobie wiele do siebie ciepłych uczuć. Mnie by raziło "matko".
Zresztą w filmie chyba też jest (mówię o polskiej wersji): "miałem rację, mamo".

Gosia - Sob 07 Mar, 2009 16:47

Jeszcze o tłumaczeniu... zwracam się do osób, które znają książkę i język angielski ;)
Nasze tłumaczki miały odmienne podejście do słowa: College.
Pan Bell był "Fellow of Plymouth College", w jednym z rozdziałów jest to przetłumaczone jako akademik w "collegu" (pozostawiając wersje oryginalną), gdzie indziej jako "uniwersytet".
Jak wy to rozumiecie? Trzeba tu znać trochę system szkolnictwa w Anglii i jego historię (w odróżnieniu od szkolnictwa w USA).

Gosia - Pon 09 Mar, 2009 22:29

Co do "college", może jednak zostawię tak jak w oryginale, ale "matka" dalej mi nie gra :mysle:
Mam już utrwalone w pamięci i nie chce być inaczej:
"Ale, Mamo, nie śmiem nawet wyobrażać sobie, że mógłbym obchodzić cokolwiek taką kobietę".
"Miałem rację, Mamo. Panna Hale nie wyjdzie za mnie. Nikt mnie nie kocha. Nikomu na mnie nie zależy oprócz ciebie." :serduszkate:

Gosia - Wto 17 Mar, 2009 17:53

Dyskusja o "Bluszczu", jak widzę, jest bardzo ożywiona :mrgreen:
Przeczytałam wczoraj trzy artykuły: Wołoszańskiego, Rosenbauma i Jaroszewską.
Tego pierwszego czytało mi się bardzo dobrze, choć więcej tam było wątku sensacyjnego związanego z domniemanym skarbem niż historii agentki.
Zapachy Nowego Jorku - jak zawsze ciekawe.
Natalia Jaroszewska - zgadzam się z Wami i mnie brakuje oryginalnych projektów wykonanych przez opisywane postaci, obok mogłyby być dla porównania zamieszczone rysunki pokazujące współczesne nawiązania do starych projektów.

Współczesne opowiadania omijam..

Anonymous - Wto 17 Mar, 2009 19:04

muszę wreszcie Bluszcz kupić i Focusa H. ale jako, że polecacie to nabędę...
Gosia - Wto 17 Mar, 2009 20:44

Ponieważ czekam na 4 odcinek 5 sezonu Greys Anatomy w Foxlife, wzięłam do ręki Bluszcz.
Przeczytałam Grocholę i tu protestuję! To ma być "Grochola leci Rodziewiczówną" czyli "Jesień gorących ludzi", przepraszam, ale zamieszczony tekst jest dla mnie pastiszem Mniszkówny, a nie Rodziewiczówny, którą jednak szanuje za wiele dobrych powieści. W tekście Grocholi niektóre sformułowania są żywcem wzięte z Mniszkówny!
Choćby ten fragment o poranku.
Owszem, Rodziewiczówna pisała często dla pieniędzy i na akord, więc jej twórczość jest nierówna, ale bardzo ją cenię za powieści kresowe, jak np. Dewajtis, ale nie tylko...
Tekst Grocholi polecam do przeczytania, ale nie zgodzę się, że Grochola leci tu Rodziewiczówną.

Niemniej można się ubawić czytając: "Matka siedziała u szczytu stołu, chłodna i wyniosła, rzuciła Krystynie spojrzenie, w którym było wszystko, niepokój, strach, gniew, a nawet jajka sadzone". :mrgreen:

Ubawiła mnie puenta całego tekstu. :rotfl: Cos w tym jednak jest :wink:

Przeczytałam także tekst Julii Pańków o tytułach książek i filmów, a także o macho w filmie (była wzmianka o Willisie ;) oraz Wojtka Kałużyńskiego o Bondach. Jeśli chodzi o mnie to najbardziej lubiłam Rogera Moore`a, bo miał ogromny dystans do swojej postaci, a poza tym był szarmancki, potem Brosnana, bo przystojny i dobrze wygląda w garniturach :mrgreen: Craig mi nie leży, podobnie Connery, są zbyt brutalni.

Tak sobie myślę, że irytuje mnie zamieszczany w Bluszczu komiks, ale wiem, że jest dużo miłośników komiksów i może oni sięgną po ten tytuł właśnie dla niego... :mysle:

Alicja - Śro 18 Mar, 2009 07:24

Gosia napisał/a:
Craig mi nie leży, podobnie Connery, są zbyt brutalni


też czytałam ten artykuł. Mnie właśnie ci dwaj odpowiadają jako kolejni Bondowie :ops1: ale nie dla brutalności :wink: Widzę w nich Mężczyzn przez większe M. Pozostali byli zbyt piękni i szramancy, by zajmować się szpiegostwem :wink:

Tamara - Śro 18 Mar, 2009 16:44

Mnie się ta Grochola skojarzyła nie z Rodziewiczówną - za nic :confused3: - tylko z "Na ustach grzechu" Magdaleny Samozwaniec . Mniszkówna pisała poważnie , a tutaj te puenty - te właśnie jajka sadzone i "A nawet łydki" to kalka z Samozwańcowej , cytuję :" Cera je stała się wprost już uryjańską , malowała się na niej jednak złuda i niepokój , A TAKŻE PIEPRZYK" . Mogłaby kobitka trochę ruszyć wyobraźnią , a nie zrzynać . Albo nie pisać .
"Leci Grochola poczekalnią" było niezłe - rzeczywistość uchwycona na gorącym uczynku - ale niech się kobieta nie bierze za stylizacje według literatury dawnej , bo tego zupełnie nie czuje .



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group