Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Nasz własny fanfik
nicol81 - Czw 31 Sty, 2008 18:03
Nie jestem pewna W sumie mężowie i żony zwracali się do siebie po nazwisku. Gdzieś jest u Austen list pisany przez matkę?
Anetam - Czw 31 Sty, 2008 18:23
Taki szczegół,ale dzięki temu,że MiMi napisała Mrs.Bennet to wiemy o kogo chodzi,bo matki Lizzy nie da się pomylić z nikim innym
Sofijufka - Czw 31 Sty, 2008 18:53
| Anetam napisał/a: | Taki szczegół,ale dzięki temu,że MiMi napisała Mrs.Bennet to wiemy o kogo chodzi,bo matki Lizzy nie da się pomylić z nikim innym |
Czy wiemy, jak miała na imie pani Bennet? Ona prawdopodonie podpisałaby się Twoja stroskana/biedna/skłopotana matka/X. Bennet,\.
nicol81 - Czw 31 Sty, 2008 19:20
Mi się skądś wzięło, że Fanny- ale może to jaki fankwiczek? Póki nie ma innych dowodów, ja utrzymuję, że Cassandra.
Sofijufka - Czw 31 Sty, 2008 19:26
| nicol81 napisał/a: | Mi się skądś wzięło, że Fanny- ale może to jaki fankwiczek? Póki nie ma innych dowodów, ja utrzymuję, że Cassandra. |
Sprawdziłam - JA nie dała jej imienia. Trzeba by je wymyslić....
nicol81 - Czw 31 Sty, 2008 19:30
Na stronie Pemberley też nie mają. To stoi na Cassandrze
Marija - Czw 31 Sty, 2008 22:12
Trzeba sprawdzić ten fragment książki, kiedy pani Bennet spotyka się po ucieczce Lidii ze swoim bratem, czy tam czasem jakieś imię nie pada (a skądże ta Cassandra? ).
Gunia - Czw 31 Sty, 2008 22:23
| nicol81 napisał/a: | Mi się skądś wzięło, że Fanny- ale może to jaki fankwiczek? |
Tak jest chyba w serialu.
nicol81 - Pią 01 Lut, 2008 09:48
Dzięki, Guniu. Jak w serialu, to rozumiem.
A Cassandra- bo wypadałoby uczcić siostrę Jane
Ulka - Sob 02 Lut, 2008 12:59
| nicol81 napisał/a: | A Cassandra- bo wypadałoby uczcić siostrę Jane |
Ale nie w ten sposób! Litości!
nicol81 - Sob 02 Lut, 2008 19:17
Litości dla Cassandry czy pani Bennet?
Ulka - Sob 02 Lut, 2008 23:43
Mamy teczkę na Cassandrę??
Sofijufka - Nie 03 Lut, 2008 09:43
| Ulka napisał/a: | Mamy teczkę na Cassandrę?? |
Raczej kwity - listy siostry ocenzurowała, cnotka jedna
Anonymous - Czw 07 Lut, 2008 20:48
Przepraszam strasznie za moje grafomaństwo. Nie jest to fałszywa skromność czy coś w tym stylu. Piszę coś takiego po raz pierwszy. Ryzyk fizyk, albo się uda, alebo się do tego nie nadaję. Nusziło mi się to i spróbowałam. Nie bijcie
Dni mijały i coraz bliższa stawała się wizyta Kitty w Pemberley. Na myśl o tych odwiedzinach Elizabeth cierpła skóra. Oczywiście kochała swoją młodszą siostrę, jak i zresztą całą rodzinę, ale wolałaby uniknąć dłuższych kontaktów tej hałaśliwszej części familii ze swoim małżonkiem i bratową. Lizzy ubolewała nad tym, że odwiedzą ja właśnie Kitty, która tak dumna była z małżeństwa Lydii i mogła o tym mówić godzinami. Głosząc peany na cześć sprytu siostry i rozlicznych zalet pana Wickchama. Elizabeth intuicyjnie czuła, że tego typu rozmowy nie będą miłe ani Fizwilliamowi, ani Georgianie. Właśnie Georgiana, Ona była tak wrażliwa na tym punkcie. Pani Darcy pamiętała doskonale jakie wrażenie na bratowej zrobiło samo wspomnienie nazwiska nadobnego Wickchama. Niestety Elizabeth nie miała bladego pojęcia jak zapobiec nieszczęściu. W pełni zdawała sobie sprawę, że nie powinna siostry wtajemniczać a tak prywatne sprawy bratowej, bo mały rodzinny sekret stałby się niemal natychmiast faktem znanym ogółowi. Kitty bowiem nie grzeszyła dyskrecją. A propo grzeszenia. Dziewczynie można było wiele zarzucić. I to była kolejna bolączka Elizabeth, która w pamięci wciąż miała gorzkie słowa Pana Darcego na temat jej rodziny. Na nic były tłumaczenia, że to było dawno, że mąż ją kocha. Nie pomagało nic. I nic nie mogło pomóc bo Lizzy w głębi serca wiedziała, że to co wówczas usłyszała było w dużej mierze prawdziwe. I teraz coraz częściej dopadał ją lęk, jak zareaguje Pan Darcy gdy niemal w pełnej krasie zobaczy brak pewnych elementarnych manier u jej siostrzyczki.
-no cóż to zapewne będzie ciekawa wizyta- westchnęła Lizzy
-mówiłaś coś Moja Droga?- Pan Darcy podniósł wzrok nad książki, którą czytał. Wraz z małżonką spędzał właśnie popołudnie w bibliotece co sprawiało im zazwyczaj wiele przyjemności, jako, że każde z nich było zapalonym czytelnikiem. Darcy z niepokojem spoglądał na małżonkę, która bynajmniej nie wyglądała na zadowoloną.
-Nie, w sumie nic nie mówiłam. Ot westchnęłam głośniej. Przepraszam Cię pójdę się chyba położyć. Wszystko przez tą pogodę. Niespecjalnie się czuję. Wybacz mi.
-Tak, tak. Faktycznie może lepiej się połóż. Może Ci czegoś trzeba, albo wezwać lekarza?
-To nie jest konieczna. Wystarczy jak chwilę odpocznę. Dziękuję ci Kochany- Lizzy była wzruszona jego troską Wzbudziło to też nowe niepokoje. Oto temu wspaniałemu troskliwemu człowiekowi, który tak kocha spokój sprowadza na głowę swoją trzpiotowatą siostrę. -Niewątpliwie mama miała wspaniały pomysł na wycieczkę dla Kitty. Nie wspominając o tym, że wybrała możliwie najlepsze miejsce na złapanie męża dla obecnie najmłodszej Bennetówny-pomyślała z ironia Lizzy. Oczywiste było, że nie mogła odwołać odwiedzin. Nie bardzo chciała też dopuszczać aby kitty zawitała w odwiedziny. Co tym razem powodowało jej wyrzuty sumienia. Czuła, że nie jest dobrą siostrą i, że nie powinna tak tego postrzegać. Nagle w jej głowie zapaliło się światełko. Pojedzie do Jane. Kto lepiej od tej łagodnej, pełnej ciepła i miłości siostry wskaże jej najlepsze rozwiązanie.
MiMi - Czw 07 Lut, 2008 21:10
Super! Czyli teraz będzie rozmowa z Jane. Długo nikt nie pisał, więc zaczęłam się zastanawiać nad jakimś listem, ale widzę, że Ty wolisz kontakty "na żywo"
Ja też miałam stresa jak publikowałam mój fragment.
nicol81 - Czw 07 Lut, 2008 21:26
Brawo, Lady Kasiek Nie przejmuj się, zawsze musi być pierwszy raz.
Tylko jedno ale: gdzie Iber?
Anonymous - Czw 07 Lut, 2008 21:29
no Iber się pewnie pojawi jeśli popełnię coś jeszcze.
i tak w miarę upływu czasu, bo tam jakiś Pan wyjechał i to On ma wrócić z tym iberem a że dopiero wyjechał to nie może się jeszcze teleportować tak zaraz.
Więc będę się bardziej starała
Gunia - Czw 07 Lut, 2008 21:32
| lady_kasiek napisał/a: | Tylko jedno ale: gdzie Iber? |
No właśnie!
nicol81 - Czw 07 Lut, 2008 21:59
| lady_kasiek napisał/a: | no Iber się pewnie pojawi jeśli popełnię coś jeszcze.
i tak w miarę upływu czasu, bo tam jakiś Pan wyjechał i to On ma wrócić z tym iberem a że dopiero wyjechał to nie może się jeszcze teleportować tak zaraz.
Więc będę się bardziej starała |
Ale może niech Iber przyjedzie do Pemberley, szukając Dy I zostanie czekając na jego powrót I będzie działał w jego kurniku...
Marija - Czw 07 Lut, 2008 22:26
Lady_kaśku, bardzo fajny fragment . Ja bym postulowała następny .
nicol81 - Czw 07 Lut, 2008 22:46
Marija nie postuluj, a pisz
Marija - Pią 08 Lut, 2008 07:48
Biez wodki nie razbieriosz...
WEN odszedł won .
nicol81 - Pią 08 Lut, 2008 11:37
Marija, a kto mówi, że bez wódki?
Lady Kasiek, a teraz to już musowo kontynuujesz
*******
Elżbieta wsiadła z powozu i pożegnała się z Georgianą. Obie przyjechały do Londynu w różnych celach – pani Darcy chciała się spotkać z siostrą Jane, natomiast jej szwagierka odwiedzała Towarzystwo, któremu poświęcała uwagę.
-Lizzy!- uszczęśliwiona Jane wyciągnęła do niej ręce – twoja wizyta sprawia mi niezwykłą radość.
Usiadły przy herbacie i Elżbieta zwierzyła się siostrze ze sprawy, która ją tu przywiodła. Jane wysłuchała z uwagą.
-Obawiam się przyjazdu Kitty, droga Jane – wyznała Lizzy – czuję się okropnie, gdyż to moja siostra i w zasadzie już zgodziłam się na jej przyjazd. Nie chciałabym łamać danej obietnicy, zwłaszcza, że już pewnie wszystko jest już przygotowane i ona jest podekscytowana na myśl o wizycie – wizja podekscytowanej Kitty wywołała w niej dreszcz, mimo wszystkich wyrzutów sumienia.
Jane upiła łyk zielonej herbaty z pięknej, wrąbkowanej filiżanki.
-A jakie obawy cię ogarnęły, droga Elżbieto? Czy są one związane z żywiołowością naszej siostry?
-Och, Jane… Naturalnie braki w wychowaniu naszej siostry i jej nieokiełznany temperament sprawiają, że lękam się, jak się będzie zachowywać w Pemberley. Jej maniery pozostawiają wiele do życzenia zwłaszcza przy doskonałym zachowaniu Georgiany… Co ona sobie pomyśli o naszej rodzinie – ciągnęła zdesperowana Lizzy – a mój mąż…
Jane przerwała jej delikatnie.
-Lizzy, nie ma wątpliwości, że jakkolwiek pan Darcy i jego siostra ocenią Kitty, ich opinia o tobie się nie zmieni. Jeśli ty i Georgiana się zaprzyjaźniłyście, powinnaś również zacieśnić stosunki Darcych z naszą stroną rodziny.
-Ale jej wybryki… A Fitzwilliam tak kocha spokój…
-Ciebie kocha bardziej i dlatego przyjmie z otwartym sercem twoją siostrę. Zapomniałaś, że poślubił cię, mimo że przez to wchodził w związki pokrewieństwa z Wickhamem?
-Jane…to kolejny ważny problem. Wiesz, co Wickham zrobił Georgianie? Ona wciąż wzdryga się na dźwięk jego imienia. Jak zniesie zachwyty Kitty nad nim? A teraz tak strasznie cierpi po utracie ulubionego psa…
Siostra jej zawahała się chwilę.
-To rzeczywiście trudne… Rozumiem, że nie chcesz wtajemniczać Kitty w sprawę? Jednak wspomnienie Wickhama przypomina mi o ważnym powodzie, dla którego powinnaś zgodzić się na tę wizytę. Lizzy, czy wiesz, czemu nasza matka napisała do ciebie z tą prośbą?
-Chciała, by Kitty znalazła u nas męża…
-Tak, ale bezpośrednim impulsem było dla niej zaproszenie Kitty przez Lidię i jej męża. Chcieli, by Kitty do nich przyjechała i tam znalazła odpowiednią partię.
Elżbieta zaczęła nagle dostrzegać zalety pobytu siostry w Pemberley.
-Co do manier Kitty- mówiła dalej Jane- rzeczywiście czasem jest niesforna. Ale twój wpływ i przykład Georgiany mogą dużo pomóc- twarz Lizzy wyrażała sceptycyzm, jednak jej siostra ciągnęła- pomyśl, najdroższa, z czego wzięły się braki w wychowaniu Katarzyny?
-Jane, nasze maniery są inne, a wychowała nas ta sama osoba…
-Ale kiedy myśmy były małe, matka poświęcała nam całą uwagę. Gdy urodziła się Kitty, mama miała już trzy starsze córki do wychowania, a wkrótce pojawiło się niemowlę, którym musiała się opiekować. Katarzynie poświęcono najmniej uwagi z nas wszystkich. Pomyśl też o złym wpływie Lidii, Kitty była jej cieniem. Mówiło się o nich dwóch, jak o jednym organizmie, ale to Lidia była zawsze bardziej rozbrykana.Teraz bez jej złego przykładu można zająć się wychowaniem Kitty. Sama miałam zamiar się tym zająć, ale Karol i ja wciąż krążymy między Londynem i Netherfield z powodu jego interesów. Poza tym wkrótce mogę być zajęta innymi sprawami…
Rumieniec na twarzy siostry powiedział Elżbiecie wszystko, czuła głęboką radość, choć siostra tłumaczyła jej, że to jeszcze nic pewnego i wymogła na niej milczenie w tej sprawie. Radość Elżbiety pomogła jej zdobyć się na życzliwszy stosunek do młodszej siostry i zgodzić się, że powinna zając się jej wychowaniem, skoro w wieku trzech lat pozbawiała ją matki. Jane dodała jeszcze:
-Ponadto wydaje się, że Georgiana może być lepszym wzorem dla Kitty niż Karolina...Która zaraz wróci, jeśli chcesz ją pozdrowić.
Elżbieta jednak nie pałała chęcią spotkania Karoliny Bingley i pożegnała się. Powóz z Georgianą miał zaraz przyjechać.
Georgiana w tym czasie załatwiła już swoje sprawy i wracała do powozu. Jej wzrok co chwila powracał do odzianych w łachmany, brudnych żebraków, skulonych z zimna lub niezręcznie wyciągających dłonie. Jej wrażliwe serduszko ścisnęło się. Tyle na świecie było cierpienia i nędzy… Której nijak nie dało się zaradzić… Smutek sprawił, że jej myśli skierowały się tam, gdzie tkwiła jej tęsknota.
-Jak bardzo chciałabym, żeby lord Brougham już przyjechał – westchnęła.
Wtem silna dłoń chwyciła jej ramię. Zaskoczona spojrzała, to jeden z owych żebraków wpatrywał się w nią rozgorączkowanymi oczami.
-Lord Bruem... – wyszeptał z silnie cudzoziemskim akcentem
Marija - Pią 08 Lut, 2008 12:17
Aż zamarłam...
nicol81 - Pią 08 Lut, 2008 14:09
ALe zamarłaś na plus czy na minus? Ja się tu tak starałam, cały ranek poświęciłam a tu zero krytyki
|
|
|