To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Jane Eyre (2006) cz. 2

Anonymous - Pon 02 Mar, 2009 22:54

W zasadzie o jego stosunku do Adelki nie wypowiadalam sie - moze dlatego, ze ten zwiazek nie analizowalam tak dokladnie. Ale co do stosunku do Jane, nadal uwazam, ze jednak traktowal ja na rowni. Juz z samej kwestii roznicy wieku, wyksztalcenia i doswiadczenia zyciowego - wielokrotnie zreszta dawal jej to do zrozumienia. Rowniez obsypywanie jej pezentami, ktore ja wprawialo w zaklopotanie, jemu dawalo przewage.
Rochester byl otarty na dyskusje, ale niekoniecznie na polemike - o tym swiadczy proba rozwiazania patowej sytuacji z Berta, najpierw kłamstwo, potem oszustwo, a na koniec - ucieczka i zrobienie z Jane nałożnicy (bo ja nie wierze w jego pozniejsze zapewnienia, ze by jej nie tknal). Kazdorazowo romowa konczyla sie proba narzucenia wlasnego rozwiazania - a to przeciez okres nazeczensko-przedmalzenski. Pelen kompromisow i rezygnacji. A mimo to on nie przyjmowal do wiadomosci jakichkolwiek innych rozwiazan, poza własnymi.

Hortensja - Pon 02 Mar, 2009 23:07

Myślę, że Rochester jest tak wspaniałą postacią literacką, bo jest właśnie niejednoznaczny (kurcze, czytam teraz akurat książkę o głębokości kałuży, więc wiem co mówię :mrgreen: ). Tak jak Aine napisała, to jest człowiek z krwi i kości. O to mi chodziło gdy pisałam o dobry i złu w nim. No bo ja odbieram go tak, że on jest dobry generalnie. ale ma swoje słabości, emocje, jest impulsywny, czasami egoistyczny (cecha jak najbardziej normalna i ludzka).

Jeśli chodzi o Adelkę- on przecież mówi, że denerwuje go w niej podobieństwo do matki, wszelki pierwiastek paryski. Ale mówi też, że przywiózł ją do Anglii, żeby ją zmienić, wychować. Prosi też Jane o pomoc w tym. Zależy mu na niej, chce dla niej dobrze. A że potrafi być szorstki, powiedzieć coś z pogardą- to jest ten jego trudny charakter.

Moim zdaniem autorka chce nam powiedzieć przez tę książkę- Rochester to dobry człowiek, który jednak przez otoczenie, nie jest widziany zbyt pozytywnie. Bo otoczenie patrzy na zewnętrze, na powierzchniowość. 20 tys czyni go atrakcyjniejszym według nich. Ale przybywa Jane i mówi- nie liczy się zewnętrze, kicham na pańskie pieniądze. Jane ma żelazna zasady, Rochester to docenia (autorka to od-autorsko docenia), ale jednocześnie jest gotowy namówić ją - w sumie podstępem- to złamania zasad. I za to spotyka go kara, ale że generalnie jest dobry to żyją potem z Jane długo i szczęśliwie :mrgreen: Wiem, że wyszło łopatologicznie, ale to taki główny zamysł, realizacja (czyli książka) jest przecież smakowita :-)

Anonymous - Wto 03 Mar, 2009 01:47

Mnie sie wydaje, ze Rochester byl z jednej strony przyzwyczajony do tego, ze kobiety wykorzystywaly go materialnie, a z drugiej zadzialalo klasyczna i uniwersalna chec dawania i obdarowywania kogos, kogo sie kocha. Kazdy z nas ma takie sklonnosci, a Rochester jako dusza gwaltowna i impulsywna bardziej sluchal wlasnie tych impulsow - zobaczyl powoz i w wyobrazni widzial w nim Jane - no to kupil, najlepsze kiecki, bizuterie itd.
Z drugiej strony chyba doskonale wiem co Jane czuje. Ponownie nawiaze do doswiadczenia czerpanego z zycia - przezylam podobna sytuacje. On tez mnie obdarowywal roznymi pieknymi rzeczami, jednoczesnie ja nie moglam sie odplacic materialnie - stalam duzo nizej. I chociaz bylo to szalenie mile, kazdy olbrzymi bukiet kwiatow, bizuteria, zegarek, realizacja moich zaintersowan, marzen - wszystkie te naprawde bardzo kosztowne rzeczy z jednej strony sprawialy mi przyjemnosc (glownie ze wzgledu na slowa, ktore im towarzyszyly) z drugiej wprowadzaly mnie w olbrzymie zaklopotanie. Czulam sie pozbawiona swojej niezaleznosci, zakuwana niemal kajdankami do niego - kazdy prezent poglebial to uczucie. Otatecznie zabronilam obdarowywania mnie kosztownymi prezentami - polny kwiatek, listek, szyszka - tak. Bizuteria i inne kosztowne rzeczy - nie. Przypuszczam, ze Jane odczuwala to podobnie.
Jednoczesnie mam w zwyczaju obdarowywania bliskich mi osob bez okazji i jesli tylko mam ku temu mozliwosci (glownie finansowe :D ). Nawet z wycieczek dla siebie przywoze przede wszystkim wrażenia, a prezenty dla przyjaciol i rodziny. I nie mysle wowczas o ich zniewoleniu, ale ich kupowanie sprawia mi po prostu radosc, tak jak radosc czerpie z reakcji - szczegolnie gdy utrafie :D
Uniwersalizm powiesci siostr Bronte polega na tym, ze osobowosci i schematy sa ponadczasowe, jedynie obyczajowosc i szczegoly moga sie zmienic.

Anonymous - Wto 03 Mar, 2009 20:14

Dzisiaj słuchałam wywiadu z Ernestem Bryllem. Powiedział cos bardzo ciekawego (co w zasadzie nie jest jakas nowoscia :D ), ze ludzie i problemy sie nie zmieniaja. Zmieniaja sie jedynie okolicznosci i kontekst.
Anonymous - Wto 03 Mar, 2009 23:14

Za to łatwiej byloby uciec - nie byłoby tutaj problemu sieroctwa na tak wielka skale. :P
Za 8 stowek nikt by mu sie nie zgodzil pracowac :D No i zona nie stanowilaby problemu dla wiekszosci wspolczesnych dziewczat - czyli okolicznosci sa inne. A namietnosc przy ukrywaniu sie w M3, nienawisc do zony ukrywanej w piwnicy koło worka z ziemniakami i cierpienie po odejsciu ukochanej kobiety - pozostana te same :D

lemurcio - Czw 05 Mar, 2009 13:55

Wczoraj dopiero obejrzałam pierwszy raz Jane Eyre z 2006 roku, dziwię się samej sobie jak to możliwe że dopiero teraz, skoro nad książką płakałam mając 10 lat.Niepojęte :shock:

Tak czy inaczej, nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek wrócę na ziemię, na razie unoszę się nad nią jakieś 5 centymetrów, obijając się o wszystkie meble.

Scena upadku z konia jest po prostu rewelacyjna, wbiła mnie w fotel, Pilot jak Pies Baskerville'ów wynurzający się z mgły, a te końskie zębiska?!? Do tego świetna muzyka, świetni aktorzy, rewelacyjna sceneria...no nie mam słów... :thud:

moja ulubiona scenka to ta, kiedy Jane rozgląda się po gabinecie Rochestera, a jej twarz odbija się w gablocie z błękitnymi egzotycznymi motylami - coś pięknego.

damamama - Czw 05 Mar, 2009 16:42

1. Adelka - Rochester nie lubił w Adelce przywiązania do szmatek, prezentów itp. Ogólnie rzecz ujmując próżności
2. Jane - Bardzo dobrze radziła sobie z Rochesterem w okresie miesięcznego narzeczeństwa (dokładny opis w książce). Potrafiła postawić na swoim, czym zdobyła sobie nawet uznanie Pani Fairfax. Poradziłaby z nim sobie po ślubie.
3. Krępowała ją nierówność finansowa, dlatego napisała do wuja na Maderę.
4. Rochestera (według jego słów) ukarał Bóg. Dopiero kiedy pogodził się z jego wolą, w rozpaczy zawołał Jane. Była ona jego "nagrodą".

To parę moich uwag na temat dwustronicowej dyskusji. Ostatnio narzekam na brak czasu, stąd to moje wypunktowanie. :mrgreen:

szarlotka - Pią 06 Mar, 2009 11:11

Z powrotem na ziemię może być ciężko :)

Dziennik Santera jest rzeczywiście bardzo ciekawy (można znaleźć go tu http://www.pbs.org/wgbh/m...re/notes.html). O ile łatwiej byłoby nakręcić to wszystko w jakiejś hali pod Londynem. A w JE jednak widać tę dbałość o lokalizacje i w ogóle włożony trud – w kazdym razie efekt końcowy jest świetny.

Anonymous - Pią 06 Mar, 2009 11:26

Chyba wlasnie dlatego, ze tworcy uparli sie na dbalosc o szczegoly: lokalizacja, scenografia, kostiumy, calosc wyszla tak jak wyszla. Nie ma polsrodkow, nie ma polproduktow - wszystko na najwyzszym poziomie.
Uwielbiam wszelkie backstage wlasnie za to, ze moge poznac kulisy tworzenia filmu. To jedna z przyczyn dla ktorych wole doplacic kilkadziesiat, czasem, zlotych na DVD z dodatkami, niz kupic stosunkowo tanie wydanie gazetowe.

lemurcio - Pią 06 Mar, 2009 15:07

newsletter z zakładu zamkniętego Les Malades, Lincolnshire:

Doczepiłam dziś ciężarki do ubrania, żeby zakończyć tę nieco kłopotliwą lewitację.

Co do wydań DVD - Niestety dodatki do niektórych filmów ogromnie rozczarowują. North and South polskie wydanie chociażby - wywiad z Richardem, parę scen usuniętych, i tyle. Żadnego dokumentu z kręcenia filmu, zero Danieli czy rozmów z innymi aktorami.
Tym większe brawa dla umiejętności szperackich coponiektórych Dam, które mi tę lukę wypełniają. Zabieram się właśnie za czytanie dziennika Santera (mniam)

PS Gdyby któraś dama potrzebowała oryginalne wydanie Jane Eyre, jest w WHSmith za 10 funtów, to moge przywieźć, będę w Polsce w kwietniu (na przepustce z zakładu, oczywiście :mrgreen: )

lemurcio - Pią 06 Mar, 2009 15:30

link działa http://www.pbs.org/wgbh/m...yre/notes.html, trzeba kliknąć na PBS i wpisać santer w wyszukiwarce

czy Jane Eyre 2006 doczekała się wydania w Polsce?

Anonymous - Pią 06 Mar, 2009 15:46

Kiedys widzialam artykul na ten temat - sek w tym, ze koszt hoteli, cateringu i przelotow jest duzo nizszy w przypadku plenerow poza WB. W wiekszych produkcjach wybiera sie Irlandie (jak np ITV przy ekranizachach austenowskich czy przy Tudorsach), w mniejszych i niskobudzetowych - Wegry, Chorwacje, Slowacje. Zazwyczaj oznacza to obciecie kosztow do polowy (lub nawet i 1/3) niz gdyby byly robione na terenie WB.
I dlatego wlasnie tak cenie produkcje BBC - oni stawiaja na jakosc. Nie leca na polsrodki, aby obciac koszty - ale tez produkcje o ktorych mowie, to miniseriale, gdzie krecenie rozpoczyna sie w konkretnym dniu i rownie konkretnym konczy - bez kontynuacji historii w nieskonczonosc...

szarlotka - Pią 06 Mar, 2009 16:20

Chyba jakiś złośliwy linkowy chochlik wstawił kropkę po „html” :( Czyli chyba tak jest OK:

http://www.pbs.org/wgbh/m...eyre/notes.html

A w JE scenie, kiedy Jane jedzie z Rochesterem na zakupy, też było ponoć widać jakąś zabłąkaną ciężarówkę, przy okazji wydania na DVD ją wycięli. Także pusty krajobraz nawet tam nie jest chyba prostą sprawą...

lemurcio - Pią 06 Mar, 2009 16:39

Wnętrza Gateshead były kręcone w Belton House niedaleko Grantham!!! jes jes jes :banan: już planuję wycieczke! Toż ja mieszkam rzut beretem od Grantham (ohydne miasto, swoją drogą, nie moge sie zgodzić z Santerem co do określenia "nice town" )
Anonymous - Pią 06 Mar, 2009 17:22

U mnie o rzut beretem moznaby nakrecic piekne plenery zamkowe i puszczowe, a Warmia i Mazury - tam dopiero byloby pole do popisu !!!
Mamy kupe pieknych miejsc na plenery, gdzie mozna spokojnie krecic - ale nasi filmowcy wybieraja czesto Ukraine. Rowniez ze wzgledow finansowych :D

Gosia - Pią 06 Mar, 2009 17:28

Dzięki Mag. Fajnie jest poczytać o kręceniu filmu takiego jak JE.
O kreceniu N&S wiemy wlasciwie tylko z listów Kate Bartlet i Sandy Welch do użytkowników forum C19.... A chciałabym wiedzieć więcej...

lemurcio - Pią 06 Mar, 2009 23:03

Nie wszystkim musi się to samo podobać, ale nie rozumiem jak można tak ostro krytykować tę wersję. Oglądałam tylko 2006 i 1983, z Zelah Clarke - różnica kolosalna! Nie obchodzi mnie to, czy Jane ma 168 czy 152cm wzrostu, i czy Rochester wygląda identycznie jak książkowy (a nie wygląda, bo ma inny koloryt i sylwetkę) Ważne jest to, czy film ma w sobie życie, czy jest nas w stanie poruszyć, wciągnąć do tego stopnia, że zapomina się o jakichkolwiek niedociągnięciach, "jedynych właściwych" wizerunkach bohaterów, pominiętych scenach itp.
I jak niby miałaby wyglądać wersja idealna? Wersja 2006 jest świeża i nietuzinkowa, a jednocześnie wierna powieści, a po przeczytaniu zapisków z produkcji widać, ile pracy, wysiłku i serca włożono w tę adaptację . Czego chcieć więcej?

Anonymous - Pią 06 Mar, 2009 23:55

mnie sie wydaje ze to moze kwestia uprzedzenia? jane wyszla troszke po North&South, a na C19 dominuja fanki Ryska i to wlasnie jego widzialy w tej roli. Kazdy inny aktor jest rozczarowaniem i podswiadomie rownie wielkim rozczarowaniem byla Ruth?
Gosia - Sob 07 Mar, 2009 09:01

Nie rozumiem tych zarzutów, poza ostatnim ;)
Co prawda nie jest to film do którego zaglądam (jakoś to dziwne, bo uważam go za udany, ale mnie do niego nie ciągnie..), ale nie ma znaczenia dla mnie to, że Lowood jest za mało (nigdy nie lubiłam tej części opowieści), jakie ma znaczenie to, że Jane nie jest mała albo jakie ma oczy? To dziwne zarzuty. Scena z przebraniem za Cygankę jest trudna, bo nietrudno w niej otrzeć się o śmieszność, a przecież nie o to chodzi - ten fragment powieści wydaje mi się zresztą niezbyt udany, choć wiem, czemu służy.
Scena łóżkowa mi nie przeszkadza, choć jest mało realna ;)
Zgodzę się jednak z tym, że Rochester jest za miły i zbyt sympatyczny od początku, ale taka to pewnie była koncepcja, a może Tobik nadał temu taki wyraz, żeby podkreślić fakt, że Jane od początku mu się spodobała.

Anonymous - Sob 07 Mar, 2009 10:53

Czyli wszystko sie sprowadza do tego, ze Rysiek na Rochestera, a wszystkie te duperele wymyslone na zasadzie upierdliwosci li i jedynie po to aby potwierdzic punkt 1.
Dla mnie Rysiek nie bylby dobrym Rochesterem. Jest genialnym Thorntonem, nie wyobrazam sobie innego, ale glownie dlatego, ze jego gra ma charakter introwertyczny. Rochester byl ekstrawetykiem i Rysiek zagralby go zimno, bez tych wielkich burz ktore Edkiem targaly.

Sofijufka - Sob 07 Mar, 2009 12:04

no nie.... zagrałby burze, ale chodzi o to, że Rysiek jest zbyt "ładny", choć mu to męskości nie ujmuje. To jednak musi być ktoś taki jak Ciaran [tylko mniej darcia mordy, pliiiz], albo rozwibrowany i po przejściach, jakk Tobik....
Anonymous - Sob 07 Mar, 2009 12:19

Jak dla mnie jest jedynie przystojny, ale wcale nie jest ladny. Jego Rochester fizycznie by mi nawet pasil (chociaz pewnie nie byloby tego napiecia co w przypadku Tobika, ale nikt nie jest doskonaly).
Nie wierze w Ryska grajacego burze. On ma w sobie zbyt wiele spokoju i introwertyzmu. Potrafi swietnie zagrac wewnetrzne namietnosci, takie bez uzewnetrznien, ale nie rochesterowa gwaltownosc - bylby w tym olbrzymi falsz. Po prostu inny typ czlowieka, inny typ aktora.

trifle - Sob 07 Mar, 2009 12:23

Richard na Rochestera.. :confused3: :roll: Zgadzam się z Aine, że on mi ogólnie nie pasuje na takiego wybuchowego choleryka.
Poza tym irytuje mnie straszliwie jeśli jednemu aktorowi próbuje się wcisnąć wszelkie główne role w jednym rodzaju ekranizacji (kostiumowa, XIXw).

Anonymous - Sob 07 Mar, 2009 12:28

Ja wyznaje zasadem ze jak cos jest do wszystkiego, to jest do niczego. A mimo wszystko za bardzo Ryska lubie by uwazac, ze jest do niczego. ;)
Rysiek bylby swietnym St.Jonesem.

Gosia - Sob 07 Mar, 2009 12:43

W sumie chętnie bym obejrzała Rysia jako Rochestera, ciekawa jestem bardzo, jakby się sprawdził. Na pewno by był mroczny i jest coś w tym, co Aine pisze, że jest introwertyczny, ale moim zdaniem Rochester taki trochę był...
I te spojrzenia, już je widzę oczami wyobraźni, nie mówiąc już o głosie....



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group