To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Pierwsze wrażenia i późniejsze

Maryann - Sob 11 Lis, 2006 23:21

Masz rację. Pani Bennet przy całej swojej głupocie i nieokrzesaniu na pewno poczuwała się do obowiązków matki - powiedziałabym nawet, że bardziej niż jej mąż do obowiązków ojca. Starała się im zapewnić przyszłość bez wzgledu na to, którą kochała bardziej (Jane, Lidia), a którą mniej (Elżbieta).
A pani Hale oddała swoją córkę na wychowanie siostrze. I właściwie dlaczego ? Przecież nie powodziło im się tak źle, żeby utrzymanie Margaret było takim ciężarem (to nie przypadek Fanny Price). Czy chodziło tylko o to, żeby Edith miała towarzystwo ? Margaret nie wróciła do domu nawet po banicji Fryderyka - jej obecność nie byłaby widać dla matki żadną rekompensatą.

Anonymous - Nie 12 Lis, 2006 11:59

a mi kobiecinki strasznie szkoda
Mag - Nie 12 Lis, 2006 14:00

Ja też jej nie lubię .Jest irytująca, skupiona na sobie iwiecznie jęczy.
Potem, choroba ją usprawiedliwia, ale od początku?

bezpaznokcianka - Nie 12 Lis, 2006 15:32

jezu ja tez mam jej dosyc juz od pocztku gdy tylko otwarla usta i marudzi ze ona wie ze im tu nie bedzie dobrze i ze tu nie bedzie ludzi jak oni. Wszyscy mieli klopot z przeprowadzka ale jakos nikt nie narzekal. A Margaret nawet starala sie patrzec na to z lepszej strony. Pani Hale zachowuje sie jak male dziecko co to chce zeby sie nia caly czas zajmowano. A tak w ogole to co jej sie stalo ze umarla?? Byla chora ale niby na co?
Zreszta pan Hale nie lepszy... nie to co panstwo Bennet. A juz w ogole pan Bennet i jego wiez z Lizzie :D

Anonymous - Nie 12 Lis, 2006 16:02

Niby margaretke też wiazała z ojcem więź, ale z tego co widać, to bardziej ona go kochała niż on ją.
W sumie najbardziej się nią przejmował chyba tylko Frederic. Aczkolwiek i w nim jest duzo egoizmu.
Jak sie ta Margaretka tam uchowała? Wszyscy, z Edit włącznie to pacany myślące wyłącznie o sobie, nie chcący poznać przwdziwego życia...

Maryann - Nie 12 Lis, 2006 16:02

bezpaznokcianka napisał/a:
Pani Hale zachowuje sie jak male dziecko co to chce zeby sie nia caly czas zajmowano. A tak w ogole to co jej sie stalo ze umarla?? Byla chora ale niby na co?
Zreszta pan Hale nie lepszy... nie to co panstwo Bennet. A juz w ogole pan Bennet i jego wiez z Lizzie :D

Wyjątkowo mnie drażni jeden jej rys charakteru - zupełny brak lojalności w stosunku do męża. Ona okazuje większe zaufanie swojej służącej niż własnej rodzinie. A te uwagi, na które pozwala sobie Dixon i lekceważenie, z jakim odnosi się - bądź co bądź - do swojego pracodawcy... Musiała być pewna, że może sobie na to pozwolić. Nawet fakt, że jej mąż najwyraźniej to tolerował, nie usprawiedliwia pani Hale.

Harry_the_Cat - Nie 12 Lis, 2006 16:12

Zgadzam sie z Wami w zupełności. To bardzo nie fair w stosunku do własnego dziecka, ze każe mu się rywalizować o wzgledy i prawo do twojego czasu ze służącą.
I jeszcze w kwestii jej narzekań na sytuacje finansową (nie wiem, czy pamietacie, ale z tego wzgledu ona w książce nie jeszie na ślub Edith), Pani Hale decydując się na małżeństwo z duchownym chyba nie spodziewała się, że będzie opływała w luksusy?

Maryann - Nie 12 Lis, 2006 16:52

Może liczyła, że on awansuje i zostanie np. biskupem ? Albo przynajmniej dostanie bardziej dochodową parafię ?
A może egzaltowana panienka nie brała takich rzeczy pod uwagę, a potem za własną nierozwagę winiła wszystkich poza sobą ?

bezpaznokcianka - Nie 12 Lis, 2006 19:46

Dixon jeszcze da sie lubic z ta jej szczera pulchniutka twarzyczka, ale pani Hale nie zjednala sobie mojej sympatii. W ogole nawet rodzona siostra nie przyjechala na pogrzeb pani Hale, to chyba siwadczy nie o niczym jak tylko o tym, ze rodzina nie byla za bardzo zzyta.
A gdy Margaret juz jako sierota siedzi u cioci Shaw i mowi o swoich planach na przyszlosc, Edith w ogole sie nie przejmuje jak sobie kuzynka sama poradzi tylko co oni zrobia bez niej. I ze dzieciak Edith bedzie plakal za ciocia Margaret...

Maryann - Nie 12 Lis, 2006 19:51

bezpaznokcianka napisał/a:
Dixon jeszcze da sie lubic z ta jej szczera pulchniutka twarzyczka, ale pani Hale nie zjednala sobie mojej sympatii. W ogole nawet rodzona siostra nie przyjechala na pogrzeb pani Hale, to chyba siwadczy nie o niczym jak tylko o tym, ze rodzina nie byla za bardzo zzyta.

W ogóle dziwne obyczaje tam panują - pan Hale umarł w Oksfordzie. Ok, to kawałek drogi z Milton, ale czy Margaret naprawdę nie mogła pojechać na jego pogrzeb ?

bezpaznokcianka napisał/a:
A gdy Margaret juz jako sierota siedzi u cioci Shaw i mowi o swoich planach na przyszlosc, Edith w ogole sie nie przejmuje jak sobie kuzynka sama poradzi tylko co oni zrobia bez niej. I ze dzieciak Edith bedzie plakal za ciocia Margaret...

Edith to wypisz wymaluj druga pani Hale. Tylko JA jestem ważna, tylko MOJE uczucia trzebamieć na względzie... A wszystko w otoczce biednej, cichej, bezradnej kobietki, nie narzucającej się nikomu i pokornie godzącej się na wszystko. Taki terroryzm w jedwabnym opakowaniu...

Trzykrotka - Nie 12 Lis, 2006 20:07

Zgafzam się z Wami co do państwa Hale. Można i do Margaret mieć zastrzeżenia, mogą denerwować jej "południowe" maniery i przesądy - ale nie da się jej nie szanować za niezłomność i niesamowitą twardość wewnętrzną. Dziewczyna wyrwana z wszystkiego, co kocha, przesadzona w środowisko tak inne od dotychczasowego, że równie dobrze mógł to być Mars, a nie Milton - i żądnego oparcia, w nikim. To ona musiała matkować j ęczącej matce, usprawiedliwiać nieprzemyślane decyzje ojca, brać na siebie wszystkie przykre obowiązki. Robiła to wszystko z wielką klasą i bez skarg. W serialu nie jest to tak mocno wyeksponowane, ale w książce ostatecznie przypłaciła to ciężką traumą, kiedy tarciła po kolei wszytskich bliskich.
Maryann - Nie 12 Lis, 2006 20:17

Przy wszystkich swoich wadach pani Thornton była o niebo lepszą matką. Ona dla swojego syna (może dla córki już mniej) zrobiłaby wszystko.
Trzykrotka - Nie 12 Lis, 2006 20:37

Pani Thornton z kolei odpuściła sobie wychowanie Fanny. Pewnie pani Hale tak samo wielbiłaby Fryderyka, gdyby miała go przy sobie. Margaret wychowala sie sama i Fanny podobnie - tylko materiał wyjściowy jest inny :mrgreen:
Maryann - Nie 12 Lis, 2006 20:49

Wniosek z tego, że "materiał wejściowy" też chyba musiał być inny. Margaret wyrosła na silną i szlachetną kobietę mimo środowiska, w jakim się wychowała. Fanny nie wzięła nic z matki i brata. Może po prostu wdała się w ojca ?
Anonymous - Nie 12 Lis, 2006 21:06

Dixon mi się kojarzy z Mammy z przemineło z wiatrem.


O jak się dyskusja rozwinęła a tak w temacie była cisz :wink:

Maryann - Nie 12 Lis, 2006 21:07

No, Mammy pozwalała sobie na wiele, ale nawet ona nie wyrażała się tak o Geraldzie, jak Dixon o panu Hale - zwłaszcza w obecności jego córki.
Anonymous - Nie 12 Lis, 2006 21:14

Nie chodzilo mi o teksty. Była tak oddana Pani hAle jak Mammy Ellen. Jak podobna jest ich rozpacz po smierci pani
Maryann - Nie 12 Lis, 2006 21:21

Mammy była chyba trochę mądrzejsza od Dixon - bardzo oddana Ellen, ale nie podważała przy tym autorytetu Geralda. To chyba obok Melanii najwspanialsza postać w "Przeminęło z wiatrem".
Anonymous - Nie 12 Lis, 2006 21:30

Bo to jednak inna sytuacja inna kultura.
Maryann - Nie 12 Lis, 2006 21:33

Bo ja wiem ? To prawie ten sam okres, tyle że inny kraj i kontynent. No i Mammy jako niewolnica czuła się niejako członkiem rodziny, więc teoretycznie mogłaby sobie pozwolić na więcej. Ale ona znała swoje miejsce i nigdy nie przekraczała granic. Chociaż w innych przypadkach burczała na Scarlett aż miło...
bezpaznokcianka - Wto 14 Lis, 2006 22:42

lady_kasiek napisał/a:
Dixon mi się kojarzy z Mammy z przemineło z wiatrem.

Mi tez sie kojarzy z Mammy. Choc Marryann ma racje - Mammy wiedziala na ile sobie moze pozwolic o czym czasami zapominala Dixon. Nikt Mammy nie musial przypominac ze jest sluzaca w tym domu. Nikt jej zreszta jak zwyklej sluzacej nie traktowal a u samej Scarlett ba nawet u Retta miala wysoka opinie i wszyscy mimowolnie sie jej sluchali (nawet Scarlett sie jej bala -jej i tylko jej. to byla chyba jedyna osoba ktora tak naprawde znala Scarlett i wiedziala od poczatku w kim sie kocha. O Dixon raczej nie mozna tego powiedziec. Moze i Dixon byla dla pani Hale tym czym Mammy byla dla Ellen O'Hara, ale z pewnoscia nie byla juz dla Margaret tym czym Mammy dla Scarlett). Byc moze ze master Fredric byl ogolnie przez wszystkich bardziej lubiany i to jego Dixon kochala jak Mammy Scarlett . Sama Dixon przyznala ze lubi gdy w Margaret odzywa sie jej charakterek, bo przypomina jej pana Fryderyka. Hmm... :? ??:

Maryann - Śro 15 Lis, 2006 18:56

Ja to ten "charakterek" bardziej widzę u Margaret niż u Fryderyka... :wink:
Anonymous - Śro 15 Lis, 2006 20:03

jakby nie spojrzeć - ja lepiej znamy. A skoro Frederic postawił się kapitanowi na morzu, jego charakterek również był niczego sobie...
malmik - Śro 15 Lis, 2006 20:41

Ja się tak tylko zastanawiam, jak przy tak niecharakternych rodzicach mogły wyrosnąść takie charakterne dzieci. No może Pan Hale wykazał się zadziwiającą stanowczością decydując się zmienić swój zawód, ale Pani Hale jest totalnie rozlazła.
Anonymous - Śro 15 Lis, 2006 21:01

może dlatego, że to nie oni je wychowali :D


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group