Ekranizacje - Rozważna i Romantyczna Sense and Sensibility (2008)
Caroline - Pon 14 Sty, 2008 22:22
| Gosia napisał/a: | Czytam opinie Caroline i sie nia zdumiewam | Czemuż się zdumiewasz, Gosiałku
| Alison napisał/a: | | Siedzę nad napisami do Pokoju z widokiem i... to chyba jest jego największa wpadka | No właśnie nie widziałam tego "Pokoju...", więc może zmienię zdanie. Na razie z ostatnich widziałam "North. Abbey", które rozkłada na łopatki pozostałe ekranizacje ITV z zeszłego roku i właśnie RiR, o którym powyżej. A mam w pamięci cały czas "Żony i córki", że nie wspomnę P&P... jak po takim zestawie nie uważać go za geniusza?
Alison - Pon 14 Sty, 2008 22:22
| Harry_the_Cat napisał/a: | Alsion , do Pokoju? To współczuję... |
Obiecałam Giteczce... . Męczę się, nie powiem, że nie, ale czego ja dla tej naszej Giteczki nie zrobię... Gitko! Tylko nie mów, że mam się nie męczyć, bo jestem już w połowie!
Gosia - Pon 14 Sty, 2008 22:25
Nie oczekiwalam obsciskiwania, Caroline
Kiedy ona grala na pianinie, oczekiwalam, ze on tam wejdzie (poruszony jej grą, na przyklad). Że stanie obok, pochyli sie, no cos w tym stylu - jak ja tego chcialam! a tu spotkalo mnie gorzkie rozczarowanie i tego Daviesowi nie daruje!!!!
Scena w pustym salonie miedzy Edwardem i Eleonora byla dobra, przyznaje. Choc nie do konca rozumialam co oni mowia, ale czulo sie napiecie.
Tylko czemu Edward tak czesto w roznych scenach w tym odcinku mial polotwartą buzię?
Caroline, zdumiewam sie, jak mozna po obejrzeniu tego Samego filmu, odniesc zupelnie inne wrazenie
Wciaz mysle to samo - Scena z ciastem i fartuszkiem, be!
Harry_the_Cat - Pon 14 Sty, 2008 22:26
Tak, znając Gitkę, to CI teraz powie, żebyś sie nie męczyła
achata - Pon 14 Sty, 2008 22:28
Mnie też nie powaliła, ale nie jest porażką. Eleonorę uwielbiam, Edward milutki, chociaż trochę zaskakuje ta jego odwaga. Davies zapowiadał, że da nam- babkom facetów bardziej motylkowych niż u Anga Lee a jednak mu to nie wyszło. Morrisey nie jest zły, ale pomijając nieliczne motylkowe sceny nie widać po nim tej ogromnej miłosci, którą tak pieknie pokazał Rickman. Tamten bidulek widać było ile w sobie tłumi i jak się czuje odrzucony na bok i znosi to cierpliwie dla szczęścia ukochanej a ten się wydaje co i rusz obrażony na cały świat. Ale to piszę nie obejrzawszy jeszcze trzeciego odcinka, więc może jestem "too hasty....".
Zaraz oglądam. Ogólnie jednak dość przyjemna ekranizacja, jednakowóż przyjemniej delektowało mi się znanymi wątkami i grą aktorską choćby w wersji 1980, Z tą wersją jest ten kłopot, że w wielu momentach kojarzy mi się z ekranizacją Anga Lee (nawet mimika Katie Morahan wydaje mi się nieco być odwzorowana na grze Emmy Thompson) ale jest jakoś smutniej i szarzej.
asiek - Pon 14 Sty, 2008 22:40
Obejrzałam cz. 3 i... cóż, nie jestem oczarowana tą ekranizacją.
Uwaga ! Możliwe spoilery !
Baaardzo brakowało mi motylkowych scen pomiędzy Brandonem i Marianną. A rozpacz Marianny, w ogóle mnie nie wzruszyła. Przeciwnie, kiedy Eleonora chlapnęła sobie kielicha nad płaczącą siostrą, to nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Spacer Marianny w deszczu, wydał mi się oderwany od całości. W ekranizacji z 1995 r. jedna scena gładko przechodziła w drugą. Wiemy, że Marianna rozpacza i tęskni za ukochanym, idzie w deszczu, aby choć z daleka popatrzeć na dom Willoughby'ego. Ta scena jest przej-mu-jąca. Tu nie ma tych emocji. I dlaczego Marianna legła w tej trawie ? Promyczkiem jest Edward i Eleonora / w tej części jakby ładniejsza niż na początku filmu/.
Atutem serialu są piękne zdjęcia i muzyka.
RaczejRozwazna - Pon 14 Sty, 2008 22:42
| Gosia napisał/a: | SPOILER!
Nie wykorzystano moim zdaniem watku pulkownika Brandona, ktory mnie tu najbardziej interesowal. Dlaczego nie ma jego oswiadczyn, ktore moglyby byc motylkowe? Wiem, ze scena z sokolem miala je zastapic, ale nie jest wystarczająca, jak dla mnie. Bardzo mi sie podobalo, jak Brandon podniosl z ziemi Marianne i ją chwile trzymal, ale czemu jej troche nie poniosl? Potem pokazano go (jak idzie) wlasciwie tylem. Podobala mi sie scena, gdy wszedl do pokoju do Marianne lezacej na lozku, usiadl obok, a ona polozyla na jego reke swoją dlon. To bylo ładne, jedna z najlepszych scen. W ogole Marianne zyskiwala, gdy byla mila dla Brandona
On sam w sumie sie sprawdzil - tu pewnie uraże uczucia wielbicielek Rickmana, ale dla mnie Alan byl troche za stary do roli Brandona. Morrisey nadaje sie do niej duzo bardziej, choc w scenie pojedynku znowu przypominal psychopate, byl bardzo zawziety.
W ogole odnosze wrazenie, ze wlasciwie nie calkiem wykorzystali szanse, zeby zbudowac bardziej motylkowy film, a mozliwosci byly.
W ogole w tej ekranizacji nie mialam za bardzo na kim oka zawiesic. Edward moze ladniutki, ale nie w moim guscie. Morrisey wygladal czasem interesujaco, ale czasem dosc niebezpiecznie. A Willoughby - szkoda gadac...
Ogolnie biorac, zachwycona niestety nie jestem... Cóz na to poradze?
Ogolnie czuje niedosyt.
Andrew Daviesie, zabierz sie za jakas nowke, prosze, cos jeszcze nie sfilmowanego, albo nie tak czesto filmowanego. Plisss! |
Podpisuję się obiema ręcami. Nie wykorzystali do końca scen motylkowych, dlaczego??!!!
kilka refleksji:
najjaśniejszy punkt filmu: Elinor i Edward. Takiego zrozumienia i "pokrewieństwa dusz" między ukochanymi to nie widziałam w żadnej z ekranizacji!! Piękna jest scena ich rozmowy, gdy Edward dziękuje jej za "wstawiennctwo" u płk Brandona. Wszystko jest jasne, właściwie mówią do siebie oczyma. No i oświadczyny - rewelacja. Mnie nawet ten fartuszek nie przeszkadza, dziewczyna tak długo hamowała emocje, że puściło, no, puściło...
Co do mojej ulubionej postaci - Brandona - mam mieszane uczucia. Również brakuje mi baaaaardzo jakiegoś podsumownia, chociażby "zamarkowanej" sceny oświadczyn, czegokolwiek. Końcowa scena "poślubna" (no właśnie - czemu nie ślubna, w poprzedniej ekranizacji scena ślubna była wspaniała i Alan taki rozpromieniony.... ) to za mało, a poza tym, trochę nieprzekonywująca. No i sam aktor, on jednak ma coś psychopatycznego w sobie jak tak patrzy z byka. W scenie pojedynku to strasznie widać. ja bym się go trochę bała, bo wydaje się, że jakby chciał, to kawał s...a mógłby z niego być. W poprzedniej wersji, pomimo, iż Rickman trochę stary był, to jednak rozbrajająca była ta jego trochę zrezygnowana dobroć, i tak zupełnie bezinteresowna miłośc i troska o szczęście Marianny. Morrisey jako Brandon potrafi być zazdrosny i nawet zawzięty. Może dla niektórych to atut, ale dla mnie kreacja Rickmana jest o niebo piękniejsza, prawdziwsza, głębsza i ciepła.
Willoughby - RANY JULEK!!!! co to jest? Z wyglądu skrzyżowanie prosiaka (dolna część twarzy) z Gollumem (górna część twarzy - czytaj: wyłupiaste oczy patrzące z byka). Z zachowania - od pierwszej sceny z Marianną, a zwłaszcza z Brandonem widać ze to kawał skurczybyka jest. W poprzedniej wersji to był taki słodki chłopczyna, aż się nie chciało wierzyć, że tak nabroił, i płakało się razem z Marianną...
Swoją drogą, jeśli chodzi o aktorów - dziewczyny przeciętne, ale dobrze grają. Przeszkadzały mi wyłupiaste oczy Elinor (soczewki???) i jakaś wada wymowy, a także trochę "piggi'owaty wygląd Marianny (no, z wyglądu to może i paspowała do W )
No i Pani Dashwood - piękna, klasyczna uroda, której nie "odziedziczyły" niestety jej córki o raczej pospolitych rysach.
Piękne widoki i scenografia - łapie za serce.
Podsumowując: pozostaje niedosyt. Brakuje kilku scen..., bo kierunek dobry. sama końcówka milutka i dobrze pokazuje stosunek małżonków do siebie - typu: "na rękach będę Cię nosił" albo "wszystko będziemy robić razem"... W tym filmie podoba mi się bardziej model drugi
Caroline - Pon 14 Sty, 2008 22:43
| achata napisał/a: | | Z tą wersją jest ten kłopot, że w wielu momentach kojarzy mi się z ekranizacją Anga Lee (nawet mimika Katie Morahan wydaje mi się nieco być odwzorowana na grze Emmy Thompson) ale jest jakoś smutniej i szarzej. | To prawda, jest sporo podobieństw. Ale tak to jest jak robi się od nowa film, który kiedyś już powstał i był świetny, albo idzie się swoją drogą i jest DiU 2005 (i jest wielu krytyków) albo stara się iść "trochę" inną drogą i trudno uniknąć podobieństw. Taką mam zresztą teorię, że Fanny w 2008 nie histeryzuje spektakularnie właśnie dlatego że ta scena była taka fantastyczna w RiR 95:-|
Achato, a propos "smutniej" i "szarzej" zobacz trzeci odcinek, może zmienisz zdanie.
Jak dla mnie między RiR 95 a 2008 jest remis. Można ważyć na szalkach poszczególnych bohaterów i sceny, raz się będzie przechylać na jedną stronę, raz na drugą, ale i tak ostatecznie - remis.
Caroline - Pon 14 Sty, 2008 22:47
| Gosia napisał/a: | aroline, zdumiewam sie, jak mozna po obejrzeniu tego Samego filmu, odniesc zupelnie inne wrazenie | Gosiałku, właściwie zgadzamy się co do pułkownika Psychopata i już Chyba musiałby sobie operację ust zrobić i zagrać jakiegoś słodkiego, wielkanocnego króliczka, żeby się tego wizerunku pozbyć
Alison - Pon 14 Sty, 2008 22:50
| Gosia napisał/a: |
Caroline, zdumiewam sie, jak mozna po obejrzeniu tego Samego filmu, odniesc zupelnie inne wrazenie
|
Gosiu, a pamiętasz casus Becoming Jane? Aż nam się na jakiś czas forum na dwa obozy podzieliło! nawet ofiary były! Uczcijmy minutą ciszy koleżankę Nimloth... Nie ma żartów przy tak licznym oglądaniu jednego filmu. WiP jakoś bardziej równo została odebrana... Coraz bardziej jestem ciekawa własnych reakcji.
Gosia - Pon 14 Sty, 2008 22:51
Ale mial kilka ladnych scen. Niestety zgadzam sie z RaczejRozważną w tej kwestii - pulkownik w jego wykonaniu moze byc baaaardzo niebezpieczny, jak mu sie nacisnie na odcisk. Scena pojedynku, brrr. Bradley Headstone numer 2.
Niemniej potrafi ladnie sie usmiechnac i ladnie popatrzec
Byly szanse na motylki z jego udzialem, a tu gucio! wina scenarzysty.
P.S. Czy ktos wie, jakie sa nowe projekty Andrew Daviesa i Sandy Welch?
Gosia - Pon 14 Sty, 2008 22:53
Becoming Jane zachwycona nie bylam.
I dalej optuje za Wisleyem
RaczejRozwazna - Pon 14 Sty, 2008 22:56
| Gosia napisał/a: | Ale mial kilka ladnych scen. Niestety zgadzam sie z RaczejRozważną w tej kwestii - pulkownik w jego wykonaniu moze byc baaaardzo niebezpieczny, jak mu sie nacisnie na odcisk. Scena pojedynku, brrr. Bradley Headstone numer 2.
Niemniej potrafi ladnie sie usmiechnac i ladnie popatrzec
Byly szanse na motylki z jego udzialem, a tu gucio! wina scenarzysty.
P.S. Czy ktos wie, jakie sa nowe projekty Andrew Daviesa i Sandy Welch? |
Psychopaci umieja się ładnie usmiechać, w tym sęk. co oni zrobili z moim Brandonem!!!
Alison - Pon 14 Sty, 2008 22:56
| Gosia napisał/a: | Becoming Jane zachwycona nie bylam.
I dalej optuje za Wisleyem |
Więc potwierdzasz to co mówię, bo ja byłam. I to bardzo!
RaczejRozwazna - Pon 14 Sty, 2008 22:57
| Gosia napisał/a: | Becoming Jane zachwycona nie bylam.
I dalej optuje za Wisleyem |
o rany, moze nie zaczynajmy od nowa bo
Admete - Pon 14 Sty, 2008 23:01
Dziewczyny się przekomarzają Ja sobie S&S 1995 odświeżę, tylko na ferie czekam. Właściwie to ja powinnam iśc spać...
RaczejRozwazna - Pon 14 Sty, 2008 23:25
Aha, zapomniałam dodać, że świetna jest najmłodsza z sióstr. W porównaniu z poprzednią wersją - ma naprawdę dużo do powiedzenia...
i jeszcze - wracając do BJ - mój ulubiony John Warren, a tu ten sam aktor gra Roberta Fereralsa
Świetne jest to "charmed", gdy pierwszy raz widzi Lucy. A swoją drogą Lucy to skrzyżowanie jakiejś alabastrowej laleczki z histeryczną babą
no, dość na dzisiaj, dobranoc
Caitriona - Pon 14 Sty, 2008 23:34
Obejrzałam sobie trzeci odcinek i ogólnie całość podba mi się i to bardzo Ale zdanie mam takie jak Carline - remis - i jedna i druga wersja ma coś w sobie (kurcze, ale ta powieśc ma szczeście do ekranizacji, nie tak jak biedny "MP").
Ogromnie podoba mi się Eleonora - jak ona ładnie wygląda w ostatniej scenie! - oraz Edward (kury ). Może faktycznie mało wykorzystali wątek Brandona... i ja również momentami widziałam naszego psychopatę z "OMF"...
Ale i tak bardzo mi się całosć podoba!
Harry_the_Cat - Pon 14 Sty, 2008 23:46
| Gosia napisał/a: | | P.S. Czy ktos wie, jakie sa nowe projekty Andrew Daviesa i Sandy Welch? |
Davies:
Middlemarch (2009) (announced) (screenplay)
Brideshead Revisited (2008) (post-production) (screenplay)
Affinity (2008) (TV) (post-production)
O S. Welch cisza.
asiek - Pon 14 Sty, 2008 23:48
| RaczejRozwazna napisał/a: | | i jeszcze - wracając do BJ - mój ulubiony John Warren, a tu ten sam aktor gra Roberta Fereralsa |
Aaaach to ten,... nie mogłam sobie przypomnieć gdzie tę facjatę widziałam.
Caitriona - Wto 15 Sty, 2008 01:07
| Harry_the_Cat napisał/a: | Davies:
Middlemarch (2009) (announced) (screenplay)
Brideshead Revisited (2008) (post-production) (screenplay) |
Gitka - Wto 15 Sty, 2008 09:18
| Caitriona napisał/a: | | Harry_the_Cat napisał/a: | Davies:
Middlemarch (2009) (announced) (screenplay)
Brideshead Revisited (2008) (post-production) (screenplay) |
|
Przymierza się do ekranizacji Dickensa "Little Dorrit"
It might be a good idea for Ballard and Bainbridge to steer clear of their television sets for the rest of the year, because there is plenty more on the way. Davies, the acclaimed adaptor of Sense and Sensibility, Bleak House and Northanger Abbey, has already embarked upon a new serialised version of Dickens's Little Dorrit.
http://www.guardian.co.uk...=rss&feed=media
Aha, co do poprzednich postów to jestem pies na napisy
Gosia - Wto 15 Sty, 2008 10:11
Superancko, jesli chodzi o Daviesa! Zwlaszcza "Middlemarch", no i "Little Dorrit".
Ale czy on wciaz chce poprawiac innych?
"Brideshead Revisited" tez juz chyba kiedys bylo...
A Sandy może cos w skrytosci pisze?
achata - Wto 15 Sty, 2008 16:30
| RaczejRozwazna napisał/a: | | Aha, zapomniałam dodać, że świetna jest najmłodsza z sióstr. W porównaniu z poprzednią wersją - ma naprawdę dużo do powiedzenia... |
O tak. Małgośka to strzał w dziesiatkę, ta jej dziecinna szczera nietaktownośc cudownie rozładowuje atmosferę. Nawet lepsza niż w wersji 1995.
Pani Dashwood, też bardziej mi się tu podoba, ale ogólnie jesli chodzi o sposób prowadzenia narracji, czy obsadę ról drugoplanowych wygrywa wersja 1995.
Nie podoba mi się jak sfilmowano pojedynek. Taki poszarpany montaż z listem Marianny. Mogliby dojść do zwycięstwa Brandona i uryw, Marianna nad listem, a potem i tak by się widziało, że prosiaczek przeżył a tak to się na niczym skupić nie można bo mamy od razu z dwóch różnych beczek. Za to pani Ferrars dobra. Bardzo snobistyczny babsztyl.
Siostra Lucy jest taka wulgarna, że to się aż w głowie nie mieści, sama Lucy coś mi nie gra. Może po prostu chodzi o to, że nie jest ładna. Nie umiem jej sobie wyobrazić usidlającej Edwarda.
Harry_the_Cat - Wto 15 Sty, 2008 19:23
| Gosia napisał/a: | | Ale czy on wciaz chce poprawiac innych? |
No z Middlemarch to sam siebie
|
|
|