2000 słów to jest naprawdę upośledzenie dlatego się do tego odniosłam, bo podałaś jako przykład kilka razy.
Trudno więc wymagać od takich osób, żeby cokolwiek czytały, obawiam się , że są analfabetami.
Tamara napisał/a:
annmichelle napisał/a:
Kiedyś każda z nas była dzieckiem, nastolatką, więc z tym obyciem literackim było raczej nie bardzo
nie mówiłam o obyciu literackim, tylko kompetencjach czytelniczych - znajomości słownictwa i języka, pozwalających na czytanie bez trudu i z przyjemnością . Wiadomo , że inne będą u 10 latki a inne u 40-latki, ale u 10-latek też mogą być bardzo zróżnicowane , przy zachowanej pełnej normie intelektualnej.
Nawet nastolatek wczesny (12-13 lat) jest w stanie przeczytać, zrozumieć i docenić literaturę dla dorosłych (mam na myśli literaturę nie młodzieżową, czy dziecięcą). Sama czytałam pisarzy uważanych za "dla dorosłych" w tym wieku i nie miałam poczucia, że "brak mi kompetencji czytelniczych". A nie jestem wybitnie inteligentna.
Tylko o to mi chodzi.
Nigdy nie wiadomo jaki odbiór będzie miała książka dla konkretnego czytelnika, póki ten jej nie przeczyta. Dlatego pisanie, że niektóre książki (z literatury pięknej czy gatunkowej) są tylko dla wybrańców, bo do tego się to sprowadza (ta dojrzałość, kompetencje, oczytanie) jest w moim odczuciu nie do końca trafione.
Są książki trudne: tematycznie, językowo, pod względem formy, narracji, itd., ale ze zdecydowaną większością literatury poradzi sobie średnio inteligentny człowiek.
Pomijam literaturę fachową, naukową , bo ta skierowana jest rzeczywiście do wąskiego i konkretnego grona czytelników.
P.S. Miło się dyskutuje , ale niestety muszę się pakować (jutro rano wyjeżdżamy na urlop), więc jakby co odpowiem dopiero po powrocie.Admete - Pią 22 Lip, 2022 20:02 W spoilerze wklejam tekst Dariusza Chętkowskiego, nauczyciela polskiego w liceum w Warszawie. Pisze tak w Polityce na temat wypowiedzi Tokarczuk:
Spoiler:
Olga Tokarczuk stała się rozpoznawalna niczym Lech Wałęsa, Jurek Owsiak czy Magda Gessler. Jej opinie mogą albo kłaść mosty między Polakami, albo budować mury. Gdy Tokarczuk mówi, to nie jest czcze gadanie. Jej gesty i postawy mają znaczenie.
Idiota to osoba niewykształcona, niezainteresowana gromadzeniem wiedzy, skupiona na sobie. W rozmowach z pracownikami uczelni często słyszę opinię, iż dzisiejsi studenci to idioci. Profesorowie żalą się, że muszą wykładać dla idiotów. Pytają, jak jest w liceach, gdzie pracuję. Czy moi uczniowie też nie chcą się uczyć?
„Nieidioci” to w rozumieniu owych profesorów osoby o wysokich kompetencjach kulturowych, czyli oni sami. Czy moi uczniowie są na tyle kompetentni, aby pojąć różnicę między metaforą a metonimią, zrozumieć eseje Czesława Miłosza albo napisać poprawnym językiem dłuższy tekst?
Uczeni ci przeoczyli rewolucję, jaka miała miejsce w pedagogice. W rozumieniu szkolnym kompetencja kulturowa, czyli bycie nieidiotą, to przymiot dziecka, jego otwartość na nowe doświadczenia, aktywność, chęć uczestniczenia w zajęciach przedszkolnych bądź szkolnych.
W tym sensie wszystkie dzieci posiadają kompetencje (pomijam przypadki szczególne, kiedy te kompetencje są ograniczone, nigdy jednak nie występuje ich całkowity brak), nie są zatem idiotami. Mają najważniejszy przymiot, jakim jest podmiotowość, cecha, która daje im prawo wpływania na przebieg lekcji, kształtowania innych uczestników, także osobę prowadzącą zajęcia. Na starcie idiotów nie ma.
Szkoła, czyli jak ludzie idiocieją
Paradoksalnie najbardziej kompetentne są dzieci najmłodsze, takie, które jeszcze niczego się w przedszkolu bądź szkole nie nauczyły, potem ich kompetencje gwałtownie maleją, tzn. tracą ów przymiot, jakim jest otwartość, aktywność i poczucie, że odniosą w trakcie nauki mnóstwo sukcesów. Innymi słowy, idiocieją. Gdyby zbadać aktywność dzieci na lekcjach, wyszłoby, że na pytanie nauczyciela las rąk podnosi się w klasie pierwszej (sytuacja powtarza się w liceum), natomiast w ostatniej spada nieomal do zera. Ma się wrażenie, że maturzyści to banda idiotów.
Moje liceum od lat uczestniczy w wymianie doświadczeń ze szkołami z Europy Zachodniej. Uczniowie z tych krajów dziwią się, dlaczego polscy rówieśnicy są tak nieaktywni, mimo że – to powszechna opinia – wiedzą i umieją znacznie więcej. Ma się wrażenie, komentują czasem nasi goście, jakby wszyscy Polacy byli w dzieciństwie molestowani albo doświadczyli jakiejś innej traumy. Uczestniczą w dyskusji najczęściej dopiero wtedy, gdy są o to proszeni, mówią wtedy sensownie, widać też, że dobrze znają język. Taka bierność jest dla naszych gości dziwna i niezrozumiała.
Od siebie dodam, że nie zawsze tak źle to wygląda, jednak w porównaniu ze spontanicznym zachowaniem gości rzeczywiście nasi uczniowie sprawiają wrażenie, jakby wyrzekli się odwagi, energii i przebojowości. Potrzebują zachęty, aby się rozruszać. Zwykle po paru dniach wspólnych zajęć różnice między naszą i obcą młodzieżą zanikają. Jakie może być większe oskarżenie polskiego systemu edukacji niż dostrzeżenie, że trzeba się z niego wyrwać, aby nie być idiotą?
PiS znów wtłacza wiedzę
Jeśli profesorów irytuje bierność i bezużyteczność studentów, którzy tego czy owego nie wiedzą i nie umieją, jakże irytująca i upokarzająca musi być przemoc intelektualna, jakiej uczniowie i studenci stale doświadczają w szkołach i na uczelniach. Studiującym wmawia się bowiem, podobnie jak dzieciom w szkołach, że przymioty ducha nie mają znaczenia, liczy się wiedza, inaczej jesteś idiotą. To jest owa przemoc, rodzaj intelektualnej agresji, która skutkuje brakiem motywacji, biernością, odmową inicjatywy. W procesie edukacji od przedszkola do akademii przerabia się dziecko na martwą kukłę, wmawiając, że bez prowadzenia za rękę przez nauczyciela, a potem doktora i profesora, bez nauczenia się tego, co intelektualny władca każe, jesteś idiotą.
Podkreślę ponownie, że współczesna pedagogika każe podchodzić do wychowanka inaczej. Zachęca nauczycieli, aby pozwolili dzieciom czytać książki kreatywnie, niekoniecznie przez angażowanie wiedzy o literaturze (np. świadomość gatunku, schematu fabularnego czy konwencji artystycznych), ale przez odwołanie się do własnego doświadczenia, wyobraźni oraz pomysłowości. Polecenia, aby odwołać się do własnego doświadczenia i na tej podstawie skomentować jakiś element fabuły lub języka w dziele, pojawiały się na maturze w latach 2015–22. Ta metoda czytania lektur nie będzie jednak kontynuowana. PiS bowiem preferuje powrót do tradycji: kompetencją nie są przymioty ucznia, które szkoła ma za zadanie rozwijać, lecz wiedza i umiejętności, które należy wtłoczyć.
Głęboko wierzę, że dziecko, zamiast uczyć się dogmatów o literaturze, powinno nabywać kompetencji krytyczności i sprawczości. Na przykładzie wygląda to tak: „Olga Tokarczuk w opowiadaniu »Profesor Andrews w Warszawie« pokazała Anglika w Polsce w czasie stanu wojennego, podoba mi się historia o kupowaniu żywego karpia, ale z kwestią totalnej nieznajomości angielskiego wśród warszawiaków autorka przesadziła. Naprawdę nikt nie mówił w stolicy po angielsku, jedynie kilka osób pracujących na uczelni? Wierzycie w to? Bo ja nie” – mówi uczeń w liceum. Interpretowanie nie polega na kolekcjonowaniu faktów o dziele, lecz na interweniowaniu w świat przedstawiony, zainspirowaniu się wyborami, jakich dokonał autor, i na podjęciu z nim polemiki.
Czytanie to nie rywalizacja
Wiedza o psychoanalizie czy behawioryzmie albo innych szkołach psychologii (główny bohater jest bowiem profesorem psychologii) przydałaby się zapewne krytykom literatury, jednak uczniom mogłaby jedynie przeszkadzać. Ci bowiem, którzy posiadaliby tę wiedzę, wpędziliby w kompleksy tych, którzy nie wiedzieliby o psychologii nic. Czytanie literatury nie polega na rywalizowaniu, kto wie o niej więcej. Nie polega też na wytykaniu, kto jakie treści przeoczył, lecz na chęci przemeblowania dzieła (służy do tego np. metoda Lego Logos Jarosława Marka Spychały).
Tradycyjnie pojmowane kompetencje kulturowe, czyli szerokie oczytanie, erudycja, znajomość pojęć, to kwestia przyszłości dziecka. Uczymy się bowiem przez całe życie, uczeń przyswoi je w innym momencie życia, o ile zechce. Na razie wyzwalamy u dziecka tylko inicjatywę sięgania po książkę. Gdybyśmy chcieli ucznia przygotować do czytania, jak to pojmują starzy profesorowie, wcisnąć mu do głowy wiedzę o literaturze, czytelnik by umarł. W Polsce czytelnictwo umiera nie dlatego, że Polacy są idiotami. Winny jest przestarzały system nauczania, który czyni z ludzi idiotów.
Olga Tokarczuk nie jest nauczycielką, tylko pisarką, może więc nie brać pod uwagę nakazów współczesnej pedagogiki. Dzięki Noblu stała się osobą, którą w dobrym tonie jest pooglądać i posłuchać, jej głos się liczy. Tak wyjątkowa i cenna nagroda spowodowała, że pisarka pozyskała szeroką publiczność, licznych i różnorodnych widzów, także zajadłych krytyków. Stała się rozpoznawalna niczym Lech Wałęsa, Jurek Owsiak czy Magda Gessler. Jej opinie mogą albo kłaść mosty między Polakami, albo budować mury. Gdy Tokarczuk mówi, to nie jest czcze gadanie. Jej gesty i postawy mają znaczenie.
Noblistka. Gadał dziad do obrazu
Noblistka ma teraz do zaoferowania przede wszystkim siebie, jest bardziej zajmująca od swoich książek. Budzi zainteresowanie wszystkich, zarówno czytających literaturę, jak i nieczytających. Publika śledzi każdy jej krok, monitoruje, czyha na okazję do niezgadzania się. Nie ma większej przyjemności niż polemizowanie z kimś tak wybitnym. To musi pisarkę frustrować: być znaną, tropioną, ściganą, ale niekoniecznie czytaną. Oczywiście mogłaby zareagować na tę sytuację kulturalnie i językiem humanistki przekonywać humanistów, że książki zaś są największym skarbem ludzkości, dlatego trzeba je czytać. Byłoby to też bardzo belferskie. Równie dobrze mogłaby gadać jak dziad do obrazu, a obraz ani razu. Celebryta, który nie potrafi wyrażać się dosadnie, nudzi. Nawet noblistka, jeśli chce być słuchaną, nie może przynudzać. W tej kwestii publiczność nie robi wyjątków.
Bardzo żałuję, że na żywo nie usłyszałem, jak Tokarczuk wypowiada opinię, iż „literatura nie jest dla idiotów”. Jestem zawiedziony, ponieważ ominął mnie największy skandal sezonu. Znam go jedynie z drugiej ręki. Czuję się jak fan, który ma wszystkie płyty ukochanego wokalisty, natomiast przegapił występ, na którym wykrzykuje on do publiczności, iż postawił poprzeczkę wyżej niż Zenek Martyniuk. Słuchacze muszą reprezentować sobą wyższy poziom. Bo muzyka nie jest dla idiotów. Ominęło mnie zatem to, co najważniejsze: skandaliczne zachowanie twórcy.
„Skandal – jak powiedział Mickiewicz w odniesieniu do coraz bardziej kontrowersyjnych wykładów, jakie wygłaszał w College de France – jest potrzebny, by znaleźć szerszy oddźwięk dla głoszonej sprawy”. Dla artysty te słowa to największe przykazanie. Eufemistycznie rzecz ujmując, literatura jest dzisiaj ignorowana w życiu społecznym, jest niczym piąte koło u wozu, niepotrzebna. Mówiąc zaś dosadniej, nie jesteśmy przecież w szkole, Polacy mają w dupie czytanie książek. Kiedy do mojego mieszkania przychodzą goście i natykają się od razu w korytarzu na potężny regał z tysiącem woluminów, a przecież to zaledwie skrawek księgozbioru, niektórzy pytają, po co mi tyle książek.
Słowo Boże nie jest dla wieprzy
Gdybym był jak Olga Tokarczuk, wywiesiłbym przed drzwiami wejściowymi tablicę z napisem: „Wstęp nie dla idiotów”. Ograniczam się jedynie do tego, że nie pokazuję, ile takich niepotrzebnych rzeczy mam w głębi mieszkania. Może gdybym jednak odważył się i palnął jakiś mocny komentarz, uświadomiłbym moim gościom, w jakim zagrożeniu znalazła się nasza przyjaźń. Pisarz nie powinien się krępować, nauczyciel i przyjaciel musi. Jeśli ludzie chcą tylko na autora książek popatrzeć, niech spieprzają. Trzeba im to powiedzieć dosadnie: nie czytacie książek, bo jesteście idiotami (przyczyny, że zrobiono z was idiotów w wyniku obróbki szkolnej, to inna sprawa). Oczywiście takie słowa wywołają skandal. Skandaliczne było, gdy Chrystus powiedział apostołom, aby nie rzucali pereł przed wieprze. Słowo Boże nie jest bowiem dla wieprzy. Jak ktoś jest wieprzem, niech spada. Literatura też nie jest dla wieprzy. Wieprz to właśnie idiota.
Zdarza się, że do mojego liceum przychodzą osoby, które są tak pozbawione ambicji, aktywności i przebojowości, że aż się prosi nazwać je idiotami. Jednak ich abnegacka postawa nie wzięła się znikąd, ktoś musiał im tę krzywdę zrobić. Co z tego, że im powiem, iż szkoła maturalna, a później studia nie są dla idiotów? Od tej uwagi się nie zmienią, raczej będą jeszcze bardziej bierni. Przecież oni przyjęli taką postawę, ponieważ wmówiono im, że są niedoskonali, za słabi na czytanie arcydzieł czy rozumienie wielkiej poezji. Sami zresztą uprzedzają, jacy są fatalni, abym nie musiał ich krytykować, że są kiepscy z polskiego. Mówią nauczycielowi, iż są nikim, jeśli chodzi o czytanie książek! To przecież intelektualne samobójstwo.
Rozumiem, że Olga Tokarczuk zraniła publiczność dla wyższej sprawy. Publiczność można ranić, uczniów oraz studentów nigdy. Artysta może nawet pokazać widzom środkowy palec, jeśli tak pojmuje kreację siebie, nauczyciel szkolny czy akademicki powinien sięgać po metody nieskandaliczne. Żeby czytać literaturę, nie trzeba najpierw przepłynąć przez morze wiedzy, ominąć zasadzki klasówek i kartkówek, doprawdy do tego wystarczy chęć, aby zamoczyć w dziele stopy. Konieczność bycia odpowiednio przygotowanym do kontaktu z literaturą to pętla, która zaciska się na szyi czytelnika. Czytanie z pętlą na szyi? Kompletny idiotyzm!
Tamara - Pią 22 Lip, 2022 22:00
annmichelle napisał/a:
Nawet nastolatek wczesny (12-13 lat) jest w stanie przeczytać, zrozumieć i docenić literaturę dla dorosłych (mam na myśli literaturę nie młodzieżową, czy dziecięcą). Sama czytałam pisarzy uważanych za "dla dorosłych" w tym wieku i nie miałam poczucia, że "brak mi kompetencji czytelniczych". A nie jestem wybitnie inteligentna.
Otóż nie każdy. Bo nastolatek czytający literaturę dorosłą w wieku 12-13 lat zaczął najprawdopodobniej czytać wcześnie i czytał dużo, natomiast nastolatek , który z czytaniem książek zapoznał się pod wpływem przymusu szkolnego będzie najprawdopodobniej mieć mniejszy zasób słów, gorszą znajomość języka i zrozumienie tekstu będzie mu sprawiać trudność, nie mówiąc o wysiłku intelektualnym włożonym w czytanie , które go będzie najzwyczajniej w świecie męczyć . Mam tu przykład mojego bratanka, który nie został jako dziecko nauczony czytania , był do niego zmuszany w szkole i teraz czytanie to dla niego katorga , i mewa problemy ze zrozumieniem tekstu literackiego, mimo że jest naprawdę bardzo bystry i inteligentny . Ale kontakt z literaturą sprawia mu trudności, czytać nie lubi i nie czyta. Został załatwiony na amen przez mojego brata i szkołę metodą "Słowacki wielkim poetą był", bo jako dziecko nie miał kontaktu z książkami, brat i bratowa nie czytali , a potem go zmuszali do czytania m.in Trylogii bo piękna i musi ją znać jako Polak i patriota , więc nie mogło się skończyć inaczej . I niestety mój osobisty bratanek jak najbardziej kwalifikuje się do miana idioty w sensie, który miała na myśli Tokarczuk.
Admete - co do czytania dzieci piąteczka ja czytam bo nauczyłam się czytania odkąd pamiętam, najpierw mi czytano, potem jakoś zaczęłam sama nie wiem jak, ale mając 5 lat płynnie czytałam. W domu czytali nałogowo rodzice , brat też , więc książki były wszędzie i stale i czytanie samoistnie wnikało w krwiobieg.Aragonte - Wto 07 Lut, 2023 16:24 O książkach z Wattpada mówi Cat Vloguje:
https://www.youtube.com/watch?v=2NEWBhFvNDw
Linkuję, żeby sama sobie posłuchać w wolniejszym czasie, ale może kogoś też to zainteresuje Admete - Wto 07 Lut, 2023 17:15 Też chętnie się zapoznam.Aragonte - Nie 12 Lut, 2023 15:55 Tematem książek z Wattpada zajęli się też Czytacz i Czytaczowa - wygląda na to, że na Zachodzie, tj. chyba zwłaszcza w Stanach jest na to boom, a u nas wydano parę książek rodem z Wattpada:
https://www.youtube.com/watch?v=lhqbPgZpxqU
Fragment, kiedy Czytacz nazwał się boomerem czy ramolem, doprowadził mnie do rechotu Admete - Nie 12 Lut, 2023 16:27 Obawiam się, że książki w Wattpada to nie moje klimaty.RaczejRozwazna - Nie 12 Lut, 2023 16:33 A co to jest w ogóle i co tam można znaleźć?Admete - Nie 12 Lut, 2023 16:35 Platforma, na której każdy może sobie wrzucić cokolwiek napisze. Mój Boże - Znak wydał tę całą Pizgacz. Jak przeczytałam informację o jej książkach, to mi się brewka unosiła coraz wyżej i wyżej
Victoria najchętniej cofnęłaby czas. Ilekroć spoglądała w czarne jak noc oczy, błagała w myślach, aby nigdy ich nie zobaczyć. On był problemem, którego nie potrafiła rozwiązać. Chaosem, który nadszedł. Mrokiem, do którego lgnęła. Ósmym grzechem głównym, który chciała popełnić. Błagała o rozgrzeszenie, które nie nadchodziło. Bo oboje byli zbyt wielkimi grzesznikami.
Ja p******! Oczywiście ona ma na imię Victoria, mieszka w miasteczku w Kalifornii i inne typowe bzdety. Jakbym to na głos przeczytała, to byłby skecz do kabaretu.
A tu ta cała Rodzina Monet ( widziałam to na Legimi ):
Te skorupki rozbitego naczynia mnie po prostu rozczuliły RaczejRozwazna - Nie 12 Lut, 2023 16:58 Znak mnie czasem zadziwia Admete - Nie 12 Lut, 2023 17:24 Zarabiają na tym na inne książki. Nie dziwię się, że dzieciaki to czytają ( dziewczyny głownie ). Proste i romansowo-sensacyjne.RaczejRozwazna - Nie 12 Lut, 2023 18:07 A ja się jednak trochę dziwię. Pamiętam że jako nastolatkę nigdy nie pociągały mnie egzaltowane opowieści, moich koleżanek też raczej nie. Czytało się Montgomery albo Musierowicz; nie mogłam wtedy strawić nawet Monte Christa Dumasa.annmichelle - Nie 12 Lut, 2023 18:37 Montgomery czytałam, Musierowicz przeczytałam chyba dwie i w ogóle mi się nie podobało.
Pamiętam, że dziewczyny (ja też ) lubiły powieści Krystyny Siesickiej. "Jezioro Osobliwości" czy "Zapałkę na zakręcie" wspominam z sentymentem do dzisiaj. A to były takie obyczajówki z wątkiem pierwszej miłości plus problemy rodzinne, środowiskowe.Admete - Nie 12 Lut, 2023 19:02
annmichelle napisał/a:
Pamiętam, że dziewczyny (ja też ) lubiły powieści Krystyny Siesickiej. "Jezioro Osobliwości" czy "Zapałkę na zakręcie"
Wolałam jednak Mongomery i Musierowicz, Siesicka mnie nudziła. Ale ja już wtedy wolałam fantastykę i regularnie czytałam Fantastykę i Nową Fantastykę. Myślę, że współczesne dzieciaki mają jednak inaczej ukształtowane mózgi. Dla nich przeczytanie książek, które my czytałyśmy, jest trudne.RaczejRozwazna - Nie 12 Lut, 2023 20:03 Siesicka też mnie nie porywała. Mnie też zawsze ciągnęło do baśni i fantastyki - choć wtedy tak tego nie nazywałam. Zaczytywałam się Narnią, kochałam ekranizację brytyjską, a potem fascynacja Sienkiewiczem, powieścią historyczną i pozytywizmem.
Wiem że młodzież może dziś mniej czytać i jest przebodźcowana, ale nie sądziłam że ma skłonność do egzaltacji właśnie. Wydawała mi się na to raczej zbyt krytyczna, a nawet cyniczna ale w sumie nie mam na co dzień kontaktu zwlaszcza z tymi młodszymi.Trzykrotka - Nie 12 Lut, 2023 21:42
Admete napisał/a:
Zarabiają na tym na inne książki.
Dokładnie tak, w dzisiejszych czasach wydawnictwo żeby przetrwać musi mieć jakąś lokomotywkę, która pociągnie inne, ambitne wagony. Michalak w Literackim też taką funkcję pełni.
Ale ten kawałek, Admete Admete - Wto 21 Lis, 2023 19:53 Artykuł o książkach w bibliotekach, z Onetu:
https://www.onet.pl/styl-...4yxf0w,30bc1058Admete - Wto 13 Lut, 2024 19:37 Proponowane zmiany na listach lektur. Czekam aż mi usuną "Syzyfowe prace", "Pana Tadeusza" w całości i "Qvo vadis", bo w tym roku ani jedna osoba nie przeczytała w mojej ósmej tych dwóch ostatnich. Nie wiem, jak będzie w 7 z "Pracami". Pewnie podobnie.
https://www.rp.pl/edukacj...e-wykreslic-menTamara - Śro 14 Lut, 2024 08:49 Popieram wywalenie Syzyfowych prac i Quo vadis , bo dzisiaj to niezrozumiały i zbędny balast, Pan Tadeusz tak na logikę biorąc też za mądry nie jest, żeby nie powiedzieć, że głupi, i z pewnością dziś dla młodych jest mało zrozumiały, ale i tak go bardzo lubię Można by go wprowadzić w szkole średniej jako podstawę do dyskusji p.t. Zachowania i działania nieobywatelskie i aspołeczne.Admete - Śro 14 Lut, 2024 09:21 Fragmenty "Pana Tadeusza" mogą jak najbardziej być.Tamara - Śro 14 Lut, 2024 10:39 Fragmenty tak , tu się zgadzam.annmichelle - Nie 18 Lut, 2024 11:23 Jeszcze o lekturach:
https://www.edziecko.pl/s...ml#s=BoxMMtImg2RaczejRozwazna - Nie 18 Lut, 2024 12:06 Dla mnie miotła dotycząca lektur trochę za dużo zgarnęła ...Admete - Nie 18 Lut, 2024 13:37 A co powinni byli zostawić? "Pan Tadeusz" starczy we fragmentach, "Quo vadis" jest niestrawne nawet dla mnie ( po latach ), "W pustyni i w puszczy" pokazuje świat afrykański oczami białych, jest poza tym przeładowane szczegółami i opisami zupełnie niepotrzebnymi. Natomiast nieźle są odbierani "Chłopcy z Placu Broni", dzieciom się podoba ta książka ( choć nie należała nigdy do moich ulubionych ). Zamiast "Katarynki" lepsza byłaby jakaś współczesna historia z niepełnosprawnością w tle. "Syzyfowe prace" to horror po prostu. Powiem ci po feriach, ile osób w 7 b to przeczytało. Przy czym mam tak kilka osób, które na pewno spróbują. Ogólnie widzę, że dzieci czytają ( zwłaszcza w młodszych klasach ) i głownie jednak dziewczyny.Tamara - Nie 18 Lut, 2024 17:54 Przede wszystkich dzieci i młodzież nie rozumieją co najmniej połowy tych lektur raz ze względu na archaiczny już dzisiaj język, dwa na archaiczną treść. Pokażcie mi dzieciaka, który czytając o ucieczce Wojskiego przez konopie nie pomyśli, ze w Soplicowie była plantacja marychy. Dla nich te lektury to coś jak dla mnie niestrawne dydaktyczne powiastki z XIX wieku o jakimś dzielnym Tadziu czy gospodarnej Maryni. Świat się na tyle w ostatnich dziesięcioleciach zmienił, że listę lektur trzeba bezwzględnie skorygować i dostosować do rzeczywistości.