To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")

Pemberley - Czw 13 Wrz, 2007 10:49

Annette napisał/a:
Czego to się można z gazet dowiedzieć! "To i owo" pod zapowiedzią "Becoming Jane" napisało, że Jane Austen jest autorką m.in. "Wielkich nadziei" :confused3: :bejsbol:


Czysty odlot..
Nimloth napisał/a:
Niepochlebny filmik o BJ (BJ? Jak Bridget Jones ;) )


Jakie masz brzydkie skojarzenia, czy Damie to tak wypada... :wink:

Filmik mily.. Byl jeden dobry dowcip "Jane Austen : history's first Cosmo girls" :lol: i swietny komentarz o panu Wisley ..ale ten film mozna wysmiac na wiele innych lepszych sposobow, oczekuje, ze sie pojawia jeszcze nowe klipy :hello:

Anonymous - Czw 13 Wrz, 2007 10:55

Mnie jeszcze się podobało James McAvoy is confused why they're using American Sign Language in Regency England, Yes, just what Jane always wanted - some guy to tell her what she thinks i And because now he approves of her writing, her life has meaning. I ...and helium addict - bo też mnie irytował momentami do obrzydzenia słodki głosik Jane ;) .
Loana - Czw 13 Wrz, 2007 11:04

"Jane Austen: the first Cosmo Girl!!!"
:rotfl:
Niezle, niezle. Zwlaszcza, ze tez nie moglam zrozumiec, jak jakakolwiek kobieta w tych czasach, nawet taka nowoczesna jak pokazana Jane, mogla zapytac, czy dobrze to robi -_-'. Obcego faceta! Brrr...

Anonymous - Czw 13 Wrz, 2007 14:30

http://www.polityka.pl/po...reads&page=text
Gosia - Czw 13 Wrz, 2007 18:46

:roll:
Anonymous - Czw 13 Wrz, 2007 19:34

Gosia, co masz na myśli? :D
Anonymous - Czw 13 Wrz, 2007 20:30

pewnie całokształt, ale tak w szczególe to m.in. to:Zaletą filmu jest i to, że przedstawiając ówczesny świat z wewnętrznej perspektywy bohaterki, w którą z wdziękiem wcieliła się Anne Hathaway („Diabeł ubiera się u Prady”), dyskretnie rozszerza ją także na inne postaci, dzięki czemu lepiej można zrozumieć odległe realia i odczuć bezduszność panujących wtedy konwenansów :rotfl:
Gosia - Czw 13 Wrz, 2007 21:36

NaJbardziej "podoba mi sie" ten fragment:

Film Jarrolda ma urodę i klasę mądrego dramatu, z wyczuciem ukazującego psychiczną metamorfozę marzącej o literackiej karierze młodziutkiej prowincjuszki w świadomą, dojrzewającą pod wpływem zafascynowanego nią mężczyzny pisarkę. :confused3:

Anonymous - Czw 13 Wrz, 2007 21:39

No tak, to niemal ten sam fragment :D
Admete - Czw 13 Wrz, 2007 21:40

Rozkoszna ta recenzja :-) Widać, że pan recenzent nie bardzo wiedział, co napisać i takie natchnione dzieło mu wyszło :-)
Anonymous - Pią 14 Wrz, 2007 17:42

Ja wrócę trochę do tematu "Becoming Jane" ;) . Czytam sobie teraz becomingjane.blogspot.com , którego autorka (autorki?) według mnie na siłę szukają związków między znajomością Jane z Tomem a książką "Mansfield Park" i muszę się tym podzielić, bo mnie osobiście to bardzo bawi :D .
1. Na początku są inicjały: MP=Mansfield Park, ale również co? Mary Paul (czyli żona Lefroy'a), co jest znaczące, albo Member of Parliament (członek parlamentu), co jest również znaczące, bo w końcu Lefroy w 1830 roku wszedł do parlamentu!
2. Później jest fragment z powieści, który mówi o tym, że matka Fanny Price swojego ukochanego poślubiła w tajemnicy, podobnie jak matka Toma Lefroy'a - i tu jest wniosek, że MP jest prawie że historią Toma.
3. Pomoc Toma Lefroy'a dla brata jest oczywiście powiązana z pomocą sir Bertrama dla rodziny Fanny...
4. Dalej jest, że matka Fanny po 11 latach nie mogła dłużej znieść braku kontaktu z siostrami. Jako że rodzice Lefroy'a pobrali się w 1765, dodać do tego owe 11 i co mamy? 1776 - rok narodzin Toma!
5. Tom pochodził z Limerick, które jest miastem portowym, podobnie jak rodzinne miasto Fanny.

Tyle chciało mi się przeczytać, choć było tego znacznie więcej. Dla mnie doszukiwanie się związków z Tomem Lefroy'em w każdym zdaniu graniczy z głupawką na punkcie "Becoming Jane", wiadomo, że ślady przeżyć Jane i jej bliskich są we wszystkich jej powieściach, ale czy to nie jest lekka przesada? :D .
Tyle. Mam nadzieję, że nikogo nie oburzyłam moją złośliwością względem rozważań z tego bloga ;) .

Annette - Pią 14 Wrz, 2007 19:35

Nimloth napisał/a:
Member of Parliament (członek parlamentu), co jest również znaczące, bo w końcu Lefroy w 1830 roku wszedł do parlamentu!


No, Jane musiała mieć niesamowite umiejętności przewidywania, skoro wiedziała, że Tom w 1830 wejdzie do parlamentu :rotfl:

Anonymous - Pią 14 Wrz, 2007 19:38

No wiesz, przeczucie, intuicja, podświadomość, przeznaczenie, te sprawy :mrgreen:
nicol81 - Pią 14 Wrz, 2007 22:39

Pemberley napisał/a:


Zgadzam sie z toba Nicole.. Masz u mnie order za odwage tak stawic czola grupie nieznanych, kto wie, moze czyhajacych gdzies z toporkiem . :mrgreen: ....

Dla mnie kazdy z tych pocalunkow byl zupelnie inny i jakos nie widze w tym zadnej mody. I jedynie o pocalunku z NS mozna powiedziec, ze to jest wlasnie "poddancze" jak pisze Nimloth, ale o to wlasnie chodzi , nie jest w zlym sensie, jako ze Margett akceptuje bycie jedna z polnocy i oddaje siebie i swoje poludnie w rece Rysia.. w tym jest tez takie male przepraszam, po prostu piekna scena :serce2:

Pięknie powiedziane, i słusznie. Zresztą Thorton zasłużył na trochę poddańczości... :-D
Pemberley napisał/a:
DiU05 w calej koncowce to jest jedna wielka katastrofa, podobnie jak alternatywne zakonczenie i to razem mialy byc jakies takie elementy pseudo niezaleznej osobowosci i tak to tlumaczyl rezyser na making of , ze w tamtych czasach nie mozna sie bylo przed zareczynami calowac w usta (a noca w koszuli nocnej po polu lazic to wolno bylo). To nie wyszlo i tyle.

Alternatywne zakończenie durne, ale alurat całowanie rąk mi się tu podobało :serduszkate: Miało dla mnie wydźwięk trochę podobny do NS- przeprosiny + uznanie wyższości ukochanego...
Pemberley napisał/a:
A o BJ sie wypowiedziec nie moge, bo nawet nie zauwazylam, ze bylo :rotfl: Znaczy sie ktos caluje rece Jamesa...Chyba musze obejrzec jeszcze raz...

Ja też nie zauważyłam. Ale jeśli było, to rzeczywiście nie miało sensu w kontekście opowiadanej historii.

A teorie spiskowe na temat Jane i Lefoya- nie wiem, czy się śmiać, czy płakać, czy też ignorować...

Admete - Sob 15 Wrz, 2007 00:18

To uznanie wyższości nie bardzo im wyszło w D&U, bo ja w powieści Austen tego nie widzę. Raczej fakt, że stali się teraz sobie równi. Przestały ich dzielić uprzedzenia społeczne, majątek i kłamstwa innych ludzi. Ostatecznie Austen pisze, że Darcy musiał się jeszcze nauczyć, że niektórzy mogą z niego żartować.
Anonymous - Sob 15 Wrz, 2007 14:11

Kolejna recenzja - z filmwebu. Całkiem rozsądna moim zdaniem, a to dlatego, że się z nią zgadzam ;) .
KLIK

MiMi - Nie 16 Wrz, 2007 08:29

Kolejna recenzja o BJ: KLIK
Nie czytałam całej, bo zwątpiłam po Jane Austin :-|

Pemberley - Nie 16 Wrz, 2007 10:44

Widzial to ktos? Zakochana Jane na pierwszym miejscu rankingu Filmwebu :shock:
Zycie jest pelne niespodzianek...

Anonymous - Pon 17 Wrz, 2007 12:47

http://muzyka.interia.pl/...e-austen,974787
Artykuł o filmie, nie przeczytałam całego - stanęłam na momencie, gdy reżyser cieszył się, że Anne Hathaway jest ekspertką w sprawach Jane Austen - rozśmieszyło mnie to, bo czytałam wywiad z nią, w którym palnęła kilka gaf... No ale cóż, wszystko zależy od punktu widzenia ;) .

EDIT:
http://www.comingsoon.net...ws.php?id=22940 => oto ten wywiad.

Gunia - Wto 18 Wrz, 2007 19:53

Oficjalnie odszczekuję wszystkie moje marudzenia. Obejrzałam film i bardzo mi się podobał. :D
Parę drobiazgów zakuło mnie w oko. Spisane żywcem z książek dialogi, uwspółcześnienia, nieco zbyt ckliwe sceny, ale ogólnie to podobało mi się. Muzyka przepiękna, postacie ciekawie zagrane, fabuła interesująca. Czego chcieć więcej od melodramatu? Wątek miłosny pokazany wieloaspektowo. Trochę słodki, trochę gorzki, trochę kwaśny a w sumie nieźle wyważony.
Dobrze zagrana Jane - pół Lizzy i pół Marianny wstrząśnięte, nie zmieszane. Jeszcze lepsze postacie drugoplanowe: wspaniała Cassandra - taka ciepła i cicha, a przy tym lubię ją za N&S, brandonowy pan Wisley (te jego czarne stroje i znaczące spojrzenia... :serduszkate: ), intrygująca Eliza, no i ta mała zakochana trzpiotka. :mrgreen:
No i Tom. Nie jest to chyba odpowiedni przymiotnik dla romantycznego bohatera, ale mi się on wydawał przede wszystkim biedny. Z jednej strony rodzina w beznadziejnej sytuacji, za którą czuje się odpowiedzialny i stara się jej pomóc, z drugiej wuj, który go przy okazji tej pomocy męczy, a z trzeciej taka nieznośna panna, która namieszała mu w głowie. ;) Trudno się dziwić, że trochę namieszał. W sumie to chyba on skończył na tym wszystkim gorzej niż Jane. Tak często rozmawiamy o trudnej sytuacji panien, a tacy mężczyźni też mieli ciężko. Żadna ze stron do siebie nie należała.
A Jane Austen? Już przy twórczości Pameli przekonałam się, że pan Dracy, to nie zawsze TEN pan Darcy, więc dlaczego z Jane miałoby być inaczej? Oglądając nie myślałam, że to o niej, a uwagi końcowe jakoś mi umknęły. ;) Nie ma to z nią nic wspólnego, a mimo to jest całkiem ciekawe. Nawet to, że zamieszali w to Jane Austen jestem skłonna im wybaczyć, bo gdyby nie to, ten film mógłby mi umknąć. :D

asiek - Wto 18 Wrz, 2007 20:31

Guniu, świetna recenzja. :-D
Może i mnie uda się wybrac do kina w najbliższy weekend.

Admete - Wto 18 Wrz, 2007 21:06

Guniu cieszę się, że Ci się spodobało :-D Akurat ja nie potrafię zawiesić na kołku moich obiekcji względem BJ. Tak samo mam w przypadku Mansfield Park w reżyserii Rozemy. Po prostu mam cięzkie życie ot co ;-)
Pemberley - Wto 18 Wrz, 2007 22:46

Gunia napisał/a:
Oficjalnie odszczekuję wszystkie moje marudzenia. Obejrzałam film i bardzo mi się podobał. :D ...

Dobrze zagrana Jane - pół Lizzy i pół Marianny wstrząśnięte, nie zmieszane. ...

No i Tom. Nie jest to chyba odpowiedni przymiotnik dla romantycznego bohatera, ale mi się on wydawał przede wszystkim biedny....
...W sumie to chyba on skończył na tym wszystkim gorzej niż Jane.


Guniu , swietnie mi sie czytalo!! :kwiatek:
Ale zeby zobaczyc w tej Jane martini, to jestem pelna podziwu :rotfl:

Ed: Asiek, kolejny swietny avek!! :oklaski:
Moze tez moglabys wstawic te poprzednie , cobysmy sie nimi zawsze mogly cieszyc??

Aragonte - Śro 19 Wrz, 2007 19:50

Pemberley napisał/a:
To sie powinnien wypowiadac jakis medyk, nie ja, ale nie wiemy na pewno , na co umarla Jane. Zaklada sie chorobe Addisona, ale mowi sie tez o raku:
It is now thought by some that she may have suffered from Addison's disease, a failure of the adrenal glands that was common in the 19th century due to its being a frequent complication of tuberculosis. The disease was at that time unnamed. Others, such as biographer Carol Shields, have hypothesized that she died from breast cancer.
z :
http://en.wikipedia.org/wiki/Jane_Austen

Ja nie medyk, ale trochę na temat choroby Jane znalazłam w jej biografii "Niezłomne serce".

"Choroba ta [Addisona] polega na zaburzeniu pracy gruczołów wydzielania wewnętrznego, przy których organizm zaczyna produkować antyciała niszczące własne tkanki. "

Biedna Jane :(

Alison - Śro 19 Wrz, 2007 20:25

A ja gdzieś czytałam, że ona umarła na niewydolność nerek. Podobno opisywane przez nią w listach objawy na to wskazywały. Przy takich zaburzeniach, dochodzi do ogólnego zatrucia organizmu, wysokiej gorączki, silnego bólu, bardzo nieprzyjemna smierć... Zresztą czy to ważne na co umara. I tak stało się to zdecydowanie za wcześnie :(


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group