To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura

kazika - Śro 21 Kwi, 2010 18:21

Gdy John wpada do domu po zamieszaniu z kamieniem, jego obrończyni już nie ma, natomiast matka zauważa takie coś:)

"Jego oczy iskrzyły się, postawa zmieniała, oddech stał się chrapliwy i przyspieszony. Targała nim mieszanka radości, złości, dumy, miłego zaskoczenia i wątpliwości,..."

tutaj sobie zdała sprawę, że wpadł ja śliwka w kompot:) synek stracony jak nic:) i wspiera go w pomyśle, że ona też go kocha... ona już wie, że Margaret jest zakochana, szkoda, że Margaret jeszcze nie wie....

BeeMeR - Śro 21 Kwi, 2010 18:27

Tak - i jeszcze poczerwieniał, gdy go indagowała - urocze, żeby płonił się przy sprawach sercowych jak dziewica (nomen omen ;) ) człowiek, który właśnie odważnie stawił czoła rozhisteryzowanej bandzie strajkujących robotników, pan i władca prężnie działającej fabryki... :serduszkate: :mrgreen:

Ja wiem, że to baaardzo daleko posunięte skojarzenie, ale to przypomina mi tamilskich hirołów, co to właśnie obili i pokonali jednym palcem bądź maczetą kilku(nastu) bandziorów, a rumienią się jak ich panna zaczepia ;)

kazika - Śro 21 Kwi, 2010 18:35

BeeMeR napisał/a:
Tak - i jeszcze poczerwieniał, gdy go indagowała - urocze, żeby płonił się przy sprawach sercowych jak dziewica (nomen omen ;) ) człowiek, który właśnie odważnie stawił czoła rozhisteryzowanej bandzie strajkujących robotników, pan i władca prężnie działającej fabryki... :serduszkate: :mrgreen: )


dokładnie :) jak dziewica:) dziękuję, że też to zauważyłaś :lol:

Alicja - Czw 22 Kwi, 2010 14:45

e tam, dziewica, naturalny odruch organizmu, poczatkowa faza zakochania, serce tłoczy szybciej krew i płonąca twarz gotowa. Drżenie rąki i nóg też. Przypomnijcie sobie swoje "zakochania" i poczatki magicznego uczucia, co działo się pod wpływem emocji, gdy nagle zobaczyliście JEGO w drzwiach?
Thornton miał prawo być silnie poruszony, w końcu nie co dzień Margaret tak go traktowała :mrgreen:

kazika - Czw 22 Kwi, 2010 18:44

ciekawie jest pokazany opis uczuć Margaret w stosunku do Johna, jak go nie lubi i takie tam:) i dla kontrastu uczucia Johna, gdy na następny dzień przychodzi się oświadczyć... może się mylę, ale ona po prostu młoda i głupia jeszcze jest i dlatego ją irytuje jej własne zachowanie, wmawia sobie, że zrobiłaby tak dla każdego.... John jest starszy dojrzalszy i jest pewien swoich uczuć...On taki pewien swoich uczuć, a ona zielona jak szczypior na wiosnę:) gdyby była starsza mogłoby to inaczej wyglądać:) a tak przepuściła okazję:) serce mi się krajało jak czytałam scenę oświadczyn, aż dziw, że doszłam do siebie:)
BeeMeR - Czw 22 Kwi, 2010 20:32

Alicja napisał/a:
poczatkowa faza zakochania, serce tłoczy szybciej krew i płonąca twarz gotowa. Drżenie rąki i nóg też. Przypomnijcie sobie swoje "zakochania" i poczatki magicznego uczucia, co działo się pod wpływem emocji, gdy nagle zobaczyliście JEGO w drzwiach?
to objawy dokładnie z niewinnych czasów, a więc argument ZA a nie PRZECIW :P
;)

A co do książki - ja nie jestem przekonana, żeby Margaret kochała Johna już w czasie pierwszych oświadczyn - w moim odczuciu to uczucie narasta dopiero później, spotęgowane częściowo właśnie przez oświadczyny, bo nie może przestać o nich myśleć (a np. oświadczyny Henryka łatwiej jej odsunąć w niepamięć), nie może przestać o Johnie myśleć i coraz wyraźniej widzi własną niewdzięczność dla mężczyzny, który sam z siebie bardzo wiele zrobił dla jej rodziców i jej samej, i którego zdanie zaczyna znaczyć dla niej znacznie więcej niż by chciała - i za którym zaczyna później tęsknić, gdy ten się odsuwa, choć sama się w życiu do tego nie przyzna. :mysle:

Alicja - Czw 22 Kwi, 2010 21:05

BeeMeR napisał/a:
ja nie jestem przekonana, żeby Margaret kochała Johna już w czasie pierwszych oświadczyn - w moim odczuciu to uczucie narasta dopiero później,

również skłaniam się ku temu, reakcja Margaret była naturalna, natomiast później uczucie spotęgowało nie tylko myślenie o oświadczynach, ale i rozmyślanie o samym Thorntonie. Chociaż zalążki uczucia już musiały w niej być, nieuświadomione.
Ciekawe czy w obronie Henryka też zadziałałaby tak samo? :mysle:

BeeMeR - Pią 23 Kwi, 2010 09:40

Ruszamy dalej z czytaniem? XXV i XXVI?
kazika - Pią 23 Kwi, 2010 09:45

TAAAKKK:)
Anonymous - Pią 23 Kwi, 2010 12:44

Alicja napisał/a:
BeeMeR napisał/a:
ja nie jestem przekonana, żeby Margaret kochała Johna już w czasie pierwszych oświadczyn - w moim odczuciu to uczucie narasta dopiero później,

również skłaniam się ku temu, reakcja Margaret była naturalna, natomiast później uczucie spotęgowało nie tylko myślenie o oświadczynach, ale i rozmyślanie o samym Thorntonie. Chociaż zalążki uczucia już musiały w niej być, nieuświadomione.
Ciekawe czy w obronie Henryka też zadziałałaby tak samo? :mysle:

zaiste i ja tak twierdzę

BeeMeR - Pią 23 Kwi, 2010 13:03

Alicja napisał/a:
Ciekawe czy w obronie Henryka też zadziałałaby tak samo? :mysle:
w sensie, że broniłaby go przed tłumem?
Że odrzuciłaby dyktowane tym (w jej mniemaniu) oświadczyny? :mysle: Myślę że tak.

Że myśłałaby o nim potem wciąż i wciąż, coraz lepiej i lepiej - nie wydaje mi się. Gdyby tak miało być to i po pierwszych oświadczynach zaczęłaby o nim myśleć tak intensywnie i przekonywać samą siebie że nie miała racji. :mysle:

Tess - Pią 23 Kwi, 2010 13:13

Mnie się wydaje, że Margaret Henryka, lubiła ale nie wzbudzał on w niej żadnych emocji :confused3: Jasio to co innego, wpierw wszystko spostrzegała w nim na "nie", sprzeciwiała mu się :nudelkula1_zolta: , a po oświadczynach to już całkiem zawładnął jej umysłem, że sercem - to sobie jeszcze z tego nie zdawała sprawy :serce2:
Beata55 - Pią 23 Kwi, 2010 21:07

Nie wiem, kiedy wykluła się miłość Margaret do Johna. Jeżeli czuła coś w momencie oświadczyn, to z pewnością nie chciała się do tego przyznać, nawet sama przed sobą. Myślę, że było jej jedynie wstyd po tym, co się wydarzyło w trakcie strajku. Zdawała sobie sprawę, że była główną bohaterką skandalu towarzyskiego. Przecież żadnej pannie nie wypadało rzucać się na obcego mężczyznę, choćby nie wiadomo jakie gromy w niego biły. Dobrze widziała, "co ludzie powiedzą". Przecież nawet pani Thornton wysnuła z tego zachowania "odpowiednie" wnioski. Wnioski, do których nigdy i za żadne skarby nie chciałaby dojść.
Kiedy John się oświadczył, Margaret, skąpanej wstydem, nie pozostało nic innego, jak go odrzucić i powiedzieć mu, że tak naprawdę rzuciłaby się na kilku innych, którzy nawinęliby się jej pod rękę. Z początku wątpiła też w intencje Thorntona. I słusznie. Miała prawo myśleć, że oświadcza się jej, bo tak wypadało uczynić, żeby załagodzić całą sytuację i ratować jej reputację.
Wydaje mi się, że momentem przełomowym naszej miłosnej historii, tym delikatnie kiełkującym ziarnem, było wyznanie Johna, że nigdy przed nią nie kochał żadnej kobiety i że teraz kocha i kochać będzie. Takie wyznanie niejedną zwaliłoby z nóg. Naszą Margaret chyba tylko lekko poraziło. I zaczęła rozmyślać, a potem ...

kazika - Sob 24 Kwi, 2010 08:37

mi się wydaję, że ona po prostu jeszcze niedojrzała emocjonalnie w tych sprawach była... tu nie chodziło nawet o to czy kocha czy nie, ona na wyznanie miłości nie była gotowa... na żadne wyznanie, na ten moment nie urodził się facet co by ją mógł zwalić z nóg... zgadzam się z Beatą, że od wyznania Johna, coś zakiełkowało w Margaret:) przynajmniej zasiał ferment, i teraz ona ma o czym myśleć, a jak się dużo o czymś myśli to wiadomo:)
Admete - Sob 24 Kwi, 2010 15:49

25 i 26.
Trzykrotka - Śro 28 Kwi, 2010 09:40

Oświadczyny Johna to jeszcze nasze rozdziały, prawda?
Bo ja po ich przeczytaniu poczułam przypływ gwałtownej niechęci do Margaret.
Ja rozumiem, że nawet w głowie jej nie postało, że on ją kocha i że ona mogłaby o nim myśleć w ten sposób. Ale to, że poczuła się jego miłością zhańbiona? :bejsbol: Rozumiem, różnica mentalności, inna epoka i tak dalej, ale jak można obrażać się o czyjąś miłość?
Współczuję jej tylko, że tyle na raz się na nią zwala: strajk, atak, oświadczyny, żądanie matki co do Fryderyka...
Ale tego, jak potraktowała tak żarliwie kochającego człowieka nie mogę jej tak łatwo darować.

Beata55 - Czw 29 Kwi, 2010 09:07

Według mnie, to normalna reakcja. Musimy pamiętać, że Margaret nie lubiła Johna. A teraz on wyskoczył z jakąś miłością. Po prostu jej się narzucał. W takiej sytuacji każda postąpiłaby tak samo, odrzuciłaby oświadczyny.
Rzeczywiście, reakcja była może zbyt ostra. Ale to chyba raczej przez wstyd po wczorajszych wydarzeniach. Margaret zdawała sobie sprawę, co John mógł pomyśleć o jej zachowaniu. Ten brutalny sposób odrzucenia oświadczyn, to taka reakcja obronna i manifestacja. Dziewczna tym razem w sposób jednoznaczny chciała powiedzieć, że rzucanie się na szyję i w ogóle sam John nic dla niej nie znaczą. Niech sobie niczego nie wyobraża. A jeżeli wyobrażał, to niech przestanie.

BeeMeR - Czw 29 Kwi, 2010 09:24

Beata55 napisał/a:
W takiej sytuacji każda postąpiłaby tak samo, odrzuciłaby oświadczyny.
Bardzo możliwe, ale nie mówiąc o hańbiącym charakterze tego i uczucia :confused3:
Może to był efekt pewnego rodzaju paniki i próby uwolnienia się od obecności i propozycji Johna jak najszybciej, ale sposób jest co najmniej grubiański. :bejsbol:

Trzykrotka - Czw 29 Kwi, 2010 09:59

BeeMeR napisał/a:
Beata55 napisał/a:
W takiej sytuacji każda postąpiłaby tak samo, odrzuciłaby oświadczyny.
Bardzo możliwe, ale nie mówiąc o hańbiącym charakterze tego i uczucia :confused3:
Może to był efekt pewnego rodzaju paniki i próby uwolnienia się od obecności i propozycji Johna jak najszybciej, ale sposób jest co najmniej grubiański. :bejsbol:


Dokładnie, BeeMer wyraziła także moje zdanie. Że odrzuciła oświadczyny zgodnie z własnym przekonaniem - pochwalam, bardzo dobrze. Ale poczucie zbeszczeszczenia z ich powodu? To jest naprawdę zadzieranie nosa pod sufit i grubiaństwo najwyższej próby.

Beata55 - Czw 29 Kwi, 2010 10:14

BeeMeR napisał/a:
Może to był efekt pewnego rodzaju paniki i próby uwolnienia się od obecności i propozycji Johna jak najszybciej, ale sposób jest co najmniej grubiański. :bejsbol:


Prawdopodobnie chodziło o skuteczność. Załatwić sprawę boleśnie, a będzie szybki skutek.

BeeMeR - Czw 29 Kwi, 2010 10:30

Beata55 napisał/a:
Załatwić sprawę boleśnie, a będzie szybki skutek.
i to jest zupełnie nie moje i nie akceptowane przeze mnie podejście :bejsbol:
Nie chodzi mi bynajmniej o cackanie się z Johnem "o jakiś ty biedny, bo kochasz mnie, a ja cię nie", które mogłoby rozbudzić nadzieję, że może jej uczucia się odmienią, ale skutek równie szybki byłby przy kategorycznej odmowie, bez potrzeby obrażania rozmówcy.

Beata55 - Czw 29 Kwi, 2010 12:43

Mimo wszystko. Tutaj grały emocje i uczucia. Mieszanina wstydu i niechęci. W momencie oświadczyn John dla Margaret był kimś, delikatnie mówiąc, antypatycznym. Poza tym, nie była pewna jego uczucia - nie wykluczone, że oświadczyny były jedynie "właściwą" reakcją na to, co się wydarzyło w fabryce. Kiedy stawiam siebie w pozycji Margaret, wydaje mi się, że też nie ucieszyłabym się z oświadczyn Johna. Nie wykluczone, że żeby "zabić" tę niechcianą miłość w zarodku, w podobny sposób potraktowałabym adoratora. Żeby nie dawać mu żadnych nadziei, żeby zostawił mnie w spokoju.
BeeMeR - Czw 29 Kwi, 2010 13:01

Beata55 napisał/a:
W momencie oświadczyn John dla Margaret był kimś, delikatnie mówiąc, antypatycznym.
Tak - (to jest też pięknie wygrane w filmie :serduszkate: ), on o uczuciach, ona widzi to jako zasłonę dymną dla niechcianej wdzięczności za ocalenie.
Ale i tak nic nie usprawiedliwia grubiaństwa Margaret - zwłaszcza, że ona ma się za lepszą od niego, stojącą wyżej, wytyka Johnowi, że nie jest dżentelmenem.
Zhańbił by ją, gdyby proponował żeby została jego kochanką, ale żoną? Owszem, emocje emocjami, niechęć niechęcią - ale ja to widzę jako zadzieranie nosa.

kazika - Czw 29 Kwi, 2010 14:39

bo Margaret jest jeszcze dziecinna, czeka na wielką miłość na białym rumaku, albo przynajmniej na coś co zwali ją z nóg... a tutaj jakiś dorobkiewicz z Milton wyskakuje jak Filip z konopi... bez wcześniejszego umizgiwania i nadskakiwania... w dodatku w jej mniemaniu kieruje nim honor co już w ogóle ją obraża:) eh głupia ta Małgośka bo młoda, i dumna:)
- Czw 29 Kwi, 2010 19:43

kazika napisał/a:
eh głupia ta Małgośka bo młoda, i dumna:)

i uprzedzona :-P



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group