Fantastyka - LOTR
Anonymous - Wto 23 Lis, 2010 20:52
| Ariana napisał/a: | | A Czatownik to po ludzku rozumiejąc Strażnik - Ranger. |
Czyli jak widac skibniewski Straznik rowniez jest do bani.
Osobiscie jestem wielka zwolenniczka wloskich dubbingow - szczegolnie tych kinowych
Anonymous - Wto 23 Lis, 2010 20:55
| Ariana napisał/a: | | tak w Panu Wołodyjowskim utknęłam w połowie i jak dotąd nie udało mi się do tego wrócić. Straszne romansidło. |
Teraz o Panie pozwól odejść słudze Twej w pokoju...
Mój ukochany "Pan Wołodyjowski"??
Aragonte ja wiem, że Ci robię bałagan w wątku, ale przebacz mi, bo nie mogę przejść obojętnie...
No, ale Pan Wołodyjowski, przecież to piękna książka, dobra miłość tam jest ważna...
Jak można to czytać i nie lać łez gorzkich mogących z Nilem w czasie wylewów się równać...
Ehhh
"nic to"
Anonymous - Wto 23 Lis, 2010 20:59
Juz mialam pisac "Niech no sie tylko Kasiek dowie".
Mnie juz na sam widok Quo vadis otwiera sie noz i mam mysli zbrodnicze. Ksiazka ma dla mnie wartosc Mniszkownej. I jak pisalam - zawodowo mam ochote wyrzucic to to z listy lektur - musze potem naprawiac to, co mi polonista napsuje...
Sofijufka - Wto 23 Lis, 2010 21:03
| AineNiRigani napisał/a: | Ariana napisał/a:
A Czatownik to po ludzku rozumiejąc Strażnik - Ranger.
Czyli jak widac skibniewski Straznik rowniez jest do bani. |
no przecież "Texas Ranger" {z Norrisem} tłumaczone jest "Strażnik Teksasu"
Ariana - Wto 23 Lis, 2010 21:08
A czemuż do bani? Mój słownik angielsko-polski tłumaczy "ranger" właśnie jako "strażnik".
Nie, przez Pana Wołodyjowskiego nie mogłam przebrnąć, Potop jest o wiele lepszy. Utknełam, z tego co pamiętam, po tym jak już Basia do domu wróciła i chorowała. A to było drugie podejście do tej ksiażki, za pierwszym razem odpadłam dużo wcześniej, już nie pamiętam gdzie.
Admete - Wto 23 Lis, 2010 21:21
| AineNiRigani napisał/a: | Juz mialam pisac "Niech no sie tylko Kasiek dowie".
Mnie juz na sam widok Quo vadis otwiera sie noz i mam mysli zbrodnicze. Ksiazka ma dla mnie wartosc Mniszkownej. I jak pisalam - zawodowo mam ochote wyrzucic to to z listy lektur - musze potem naprawiac to, co mi polonista napsuje... |
A co niby napsuje? Przeca tam się mówi głównie o emocjach, postaciach. Sorry Aine, ale czasami to zwyczajnie przesadzasz. Poza tym ja zawsze czytam wtedy dzieciakom fragmenty z Życia codziennego w Rzymie i jak mam możliwośc to jakiś dokument BBC o starożytności. A Pana Wołodyjowskiego nie przeczytałam nigdy w całości - Ogniem i mieczem, Potop kilka razy.
Ranger to faktycznie strażnik. I takim straznikiem był Aragorn - nie czatownikiem To nie kresy - ja rozumiem, że to słowo oznacza wartownika, zwiadowcę, ale nijak mi nie pasuje do klimatu Tolkiena. Problem z Łozińskim polega na tym, ze jest za bardzo słowiański
Aragonte - Wto 23 Lis, 2010 21:55
| AineNiRigani napisał/a: | Juz mialam pisac "Niech no sie tylko Kasiek dowie".
Mnie juz na sam widok Quo vadis otwiera sie noz i mam mysli zbrodnicze. Ksiazka ma dla mnie wartosc Mniszkownej. I jak pisalam - zawodowo mam ochote wyrzucic to to z listy lektur - musze potem naprawiac to, co mi polonista napsuje... |
Ej no! Petroniusza będę bronić
Za całością Quo vadis też nie przepadam, ale do Mniszkówny Sienkiewiczowi daleko.
A wracając do LOTR w wersji Łozińskiego - popieram Admete, jest zbyt "słowiański". Elfy i tym podobna ferajna są jednak obce naszej kulturze, więc tworzenie wrażenia swojskości nie całkiem ma sens, IMHO.
Sofijufka - Wto 23 Lis, 2010 22:04
moim zdaniem, właściwy język dla LOTR to taki, jakim napisana jest "Opowieść o księciu Gotfrydzie, rycerzu Gwiazdy Wigikijnej". A więc - najbliżej jest Skibniewska.
A jesli chodzi o błedy - pamiętajcie, że nie miała ona do dyspozycji tylu słowników, które my mamy, ani internetu... Pamietam, jak mordowałam się, tłumacząc jako pierwszą książkę "Lot donikąd" Fullera, osadzona w średniowieczu.... A to pan Pikuś przy LOTR
praedzio - Wto 23 Lis, 2010 22:06
Nie znam innych tłumaczeń LOTR-a, raz w ręku miałam Łozińskiego z Łazikiem (włącza mi się tu zazwyczaj tryb SF, w którym łazik to takie urządzenie zwiadowcze szusujące po powierzchni różnych planet ) i Bagoszem - i odłożyłam na półkę ze wstrętem. Może i byłabym w stanie przeczytać Frąców czy poprawionego Łozińskiego, ale to już nie byłoby to.
A od Sienkiewicza proszę mi się odpiórkować.
Anonymous - Wto 23 Lis, 2010 22:12
Potop czytałam góra trzy razy i mając przed oczami Braunek grającą Okleńkę nie mogłam rozbudzić w sobie uczucia.
Natomiast Pan Wołodyjowski tam jest wszystko, wszystko co trzeba dobrej książki.
Naprawdę nie wzrusza Cię powrót Basi do domu, ta szaleńcza wędrówka bez szansy na powodzenie, którą podejmuje jej dzielne serduszko, po to aby sie nie poddawać bez walki i po to, aby umrzeć ciut bliżej Michałka.
Jejuni to jest miłość, nie jakieś tam romansidło...
noo
"nic mi po srebrze, nic mi po złocie, nic po chudobie,
niech z głodu zemrę przy krzywym płocie byle przy Tobie"
Anonymous - Wto 23 Lis, 2010 22:12
| Admete napisał/a: | | Przeca tam się mówi głównie o emocjach, postaciach. Sorry Aine, ale czasami to zwyczajnie przesadzasz. Poza tym ja zawsze czytam wtedy dzieciakom fragmenty z Życia codziennego w Rzymie i jak mam możliwośc to jakiś dokument BBC o starożytności. |
Slonce, zrozum - wizja sienkiewiczowska ma sie do realiow historycznych tak jak np. Xena. Inna rzecz, ze Sienkiewicz czerpal z aktualnej wiedzy historycznej, ale wowczas bazowano glownie na Tacyciem, a ten nie znosil Nerona za to, ze ten odbil mu kochanka. Dzis zostalo to zweryfikowane, ale problem z przetwarzana na calym swiecie wizja sienkiewiczowska pozostaje.
Potem przychodza mi na lekcje lub korki uczniowie, ktorzy mowia o Neronie, ktory spalil Rzym i pseudorealniach, gdzie dzieciak obczaja sie jedynie z pojeciami i nazwami, ale juz ich interpretacja jest bledna. "... bo przeciez w Quo vadis tak bylo".
Nie znosze tego dzieua. Pol biedy na korkach, ale na lekcjach program nie przewiduje naprawiania tego, co polonista napsuje, a zawodowa uczciwosc nie pozwala przejsc obok tych bredni obojetnie...
| Aragonte napisał/a: | Ej no! Petroniusza będę bronić
Za całością Quo vadis też nie przepadam, ale do Mniszkówny Sienkiewiczowi daleko. |
Nosz kurcze, nie mialam innego porownania, ktore wzbudza moje obrzydzenie na rowni...
W tym dzieuku, Petroniusz to taka gwiazda, ktora niestety nie jest w stanie poddzwignac calosci...
I tak w ramach nawiazania do calosci - ja rowniez wole tlumaczenie Skibniewskiej (ot z sentymentu), ale nie skreslam pozostalych tylko dlatego, ze Skibniewska jest Bogiem. Bo nie jest. Z zaciekawieniem i otwartoscia bede przyjmowac kazde kolejne, jesli tylko takowe sie pojawi
praedzio - Wto 23 Lis, 2010 22:15
A to wina polonisty? Do Sienkiewicza słać protesty!
Aragonte - Wto 23 Lis, 2010 22:16
| Sofijufka napisał/a: | moim zdaniem, właściwy język dla LOTR to taki, jakim napisana jest "Opowieść o księciu Gotfrydzie, rycerzu Gwiazdy Wigikijnej". A więc - najbliżej jest Skibniewska.
A jesli chodzi o błedy - pamiętajcie, że nie miała ona do dyspozycji tylu słowników, które my mamy, ani internetu... Pamietam, jak mordowałam się, tłumacząc jako pierwszą książkę "Lot donikąd" Fullera, osadzona w średniowieczu.... A to pan Pikuś przy LOTR |
Sofi, masz rację - nam jest łatwo grymasić i przebierać, no i czepiać się, że coś nie pasuje albo nie jest najstaranniej przetłumaczone.
O zawodzie redaktora powtarzam z goryczą, że widać tylko błędy, a zalety tekstu idą na konto autora, tłumacz też często nie ma lepiej.
Deanariell - Wto 23 Lis, 2010 22:31
| Aragonte napisał/a: | | wracając do LOTR w wersji Łozińskiego - popieram Admete, jest zbyt "słowiański". Elfy i tym podobna ferajna są jednak obce naszej kulturze, więc tworzenie wrażenia swojskości nie całkiem ma sens |
Też tak uważam. Jak już tak "leciał" słowiańszczyzną, to mógł i biednego Eru przemianować na Światowida albo inszego Peruna.
| AineNiRigani napisał/a: | | Osobiscie jestem wielka zwolenniczka wloskich dubbingow - szczegolnie tych kinowych |
Ja muszę przyznać, że na początku strasznie mnie denerwowało we włoskiej telewizji, że dubbingują wszystko jak leci - zwłaszcza jak się trafił jakiś anglojęzyczny film ze znanymi aktorami... Wkurzało mnie okropnie, ale tłumaczyłam sobie, że przez to prędzej poduczę się nieco języka (i w sumie miałam rację) - później jednak uświadomiłam sobie, że tam widzom nie zależy na słyszeniu oryginalnych głosów aktorów, widocznie są tak przyzwyczajeni od lat. Dodając do tego lekki egocentryzm Włochów wszystko staje się jasne - im tak widać wygodniej, i po co mają psuć sobie odbiór językiem obcym, skoro włoski jest i tak najlepszy? Po pewnym czasie przyzwyczaiłam się jakoś - w końcu jest to język Dantego i w sumie jak się skupiłam na nauce, przestał mi tak ten dubbing doskwierać. U nas w telewizji bym jednak tego nie zniosła.
Aine, pożyczyłabyś Rielli "sssswój Ssssskarrrb" (il suo tessoro - tak to będzie? ) ?
Hmmmmmm... no chętnie, chętnie. Ale może przy jakiejś okazji, kiedy się spotkamy, żeby nie ryzykować usług poczty polskiej? Jak coś to się dogadamy na PW. Mogę poczekać - jak Annarielka skończy roczek, to może wybiorę się z nią w lecie do Krakowa?
| Sofijufka napisał/a: | | no przecież "Texas Ranger" {z Norrisem} tłumaczone jest "Strażnik Teksasu" |
Właśnie, Aragorn Strażnik Śródziemia (Middle-earth Ranger )
Anonymous - Wto 23 Lis, 2010 22:31
| praedzio napisał/a: | A to wina polonisty? Do Sienkiewicza słać protesty! |
Edwardzie, jak przerabialam Potop, mialam omowiony temat prawdy i fikcji w powiesci (zreszta w Dziadach i innych powiesciach tyz). Nie bylo zadnych watpliwosci, ze takowe istnieja. Nie bylo czasu na dokladne zajecie sie sprawa, ale fakt zostal wprowadzony - dalej mozna juz bylo szukac samodzielnie.
Przy Quo Vadis jeszcze sie z tym nie spotkalam. Z jednej strony ksiadz wola o przesladowaniach chrzescijan (co rowniez jest dosc problematyczne), z drugiej polonista o zwyrodnialcu, ktory spalil Rzym.A potem ja musze to wszystko odkrecac kosztem innych, programowych tematow.
Anonymous - Wto 23 Lis, 2010 22:45
| Deanariell napisał/a: | Ja muszę przyznać, że na początku strasznie mnie denerwowało we włoskiej telewizji, że dubbingują wszystko jak leci - zwłaszcza jak się trafił jakiś anglojęzyczny film ze znanymi aktorami... |
Ja zaczynalam od starych filmow wloskich i draznil mnie ten jezyk w kinie tak w ogole. Ale rzeczywiscie jezyka mozna sie szybciej nauczyc - szczegolnie, ze moja szefowa byla glucha i miala wszystko w wersjach z napisami wloskimi. Potem juz sie przyzwyczailam - dzieki temu zaliczylam chyba wszystkie filmy z Toto i klasyka czarno-bialego wloskiego kina. Perelki
A potem poszlam do kina na Troje. I po raz pierwszy od dawna zobaczylam Orlando Blooma. W LOTRze draznila mnie jego dykcja, a tutaj zauwazylam, ze naprawde jest dobrze. Dopiero przy scenach na morzy i klotni z Hektorem (czy zostawic Helene, czy odeslac) zorientowalam sie, ze to wloski dubbing. Zainteresowalam sie tym tematem - wyczytalam kiedys, ze oni dobieraja dubbingerow na zasadzie zgodnosci tembru glosu i dialogi dopasowuja tak, aby nie bylo efektu ryby. Znani aktorzy o charakterystycznym glosie (H. Ford, J. Reno itp.) maja swoich stalych dubingerow
A dla mnie dubbing LOTRa stanowil wielki krok w przod - w momencie, gdy dialogi znalam na pamiec, nowopoznane slowa wchodzily gladko do glowy To tam wlasnie sie dowiedzialam, ze psy robia bau bau, a samo szczekanie to baiare
| Deanariell napisał/a: | Aine, pożyczyłabyś Rielli "sssswój Ssssskarrrb" (il suo tessoro - tak to będzie? ) ? |
A jusci. Jest obita
Deanariell - Wto 23 Lis, 2010 22:46
| AineNiRigani napisał/a: | | I tak w ramach nawiazania do calosci |
No tak... Jak ja offtopuję w Przywitalni, to na mnie krzyczą.
| AineNiRigani napisał/a: | | ja rowniez wole tlumaczenie Skibniewskiej (ot z sentymentu), ale nie skreslam pozostalych tylko dlatego, ze Skibniewska jest Bogiem. Bo nie jest. Z zaciekawieniem i otwartoscia bede przyjmowac kazde kolejne, jesli tylko takowe sie pojawi |
Ja również, byle nie był to pan Łoziński. Żartuję. Może nawet bym się zdecydowała go poczytać na próbę, ale nie wiem czy mam ochotę się tak torturować, masochizm, to nie moja dziedzina akurat. Innym pozostawiam ich święte prawo do wolnego wyboru.
| AineNiRigani napisał/a: | | Nie znosze tego dzieua. Pol biedy na korkach, ale na lekcjach program nie przewiduje naprawiania tego, co polonista napsuje |
| praedzio napisał/a: | | A to wina polonisty? Do Sienkiewicza słać protesty! |
No właśnie. (Dziękuję w imieniu polonistów, Praedwardzie. ) Cóż biedny filolog winny, skoro Sienkiewicz był tak napisał... Osobiście w ogóle bym tego wszystkiego nie omawiała w szkole, co najwyżej "Potop" (z powodu Kmicica, a raczej młodego Daniela Olbrychskiego w tej roli ). Aine, Xena też pewnie powstała "ku pokrzepieniu serc" - męskich zwłaszcza...
Deanariell - Wto 23 Lis, 2010 22:56
| AineNiRigani napisał/a: | | Zainteresowalam sie tym tematem - wyczytalam kiedys, ze oni dobieraja dubbingerow na zasadzie zgodnosci tembru glosu i dialogi dopasowuja tak, aby nie bylo efektu ryby. Znani aktorzy o charakterystycznym glosie (H. Ford, J. Reno itp.) maja swoich stalych dubingerow |
A to fakt, muszę się zgodzić, bo jak już się trochę osłuchałam, to też zauważyłam, że robią ten dubbing nawet całkiem dobrze - jak pisałam, nie minęło wiele czasu i akurat w tym języku było to nawet przyjemne.
| AineNiRigani napisał/a: | | sie dowiedzialam, ze psy robia bau bau, a samo szczekanie to baiare |
I cmoka się na koty czyli gatti (zamiast "kici, kici"). Bau, bau! Urocze!
RaczejRozwazna - Wto 23 Lis, 2010 23:08
A ja całego Sienkiewicza przeczytałam tam i spowrotem kilka razy... "Quo vadis" bardzo lubiłam. A właściwie dlaczego tak się pieklisz Aine na tę powieść? ja rozumiem, że jesli ktoś traktuje wszystko co tam jest napisane jak objawioną prawdę historyczną, to jest przegięcie - toż to przecież powieść jest, a nie dokument historyczny... To jest trochę tak, jak teraz - z Dana Browna wysnuwa się prawdy dotyczące teorii spiskowych w chrześcijaństwie np.dot. "Opus Dei"
Poza tym a propos Nerona - Rzymu może nie spalił ale świety też nie był
jakbym się już miałą Sienkiewicza czepiać, to za pokazanie Kozaków w "Ogniem i mieczem" jako warchołów bez wyjątku, a szlachtę polską jako wzór cnót...
Pana Wołodyjowskiego bardzo lubię. "Nic to" weszło do mojego słownika na stałe
Ariana - Wto 23 Lis, 2010 23:28
Nie, nie rusza mnie. Lubię wątki miłosne w powieściach, pod warunkiem, że nie zajmują 90% powieści. I my także przy omawianiu Potopu mówiliśmy wyraźnie co jest zmyślone, więc nie widzę problemu. A Quo Vadis, jeśli jest, to jest chyba lekturą liceum <nam to akurat usunęli z listy> i w tym wieku to już chyba ludzie mają jakieś pojęcie (tia, licealistka sę odezwała)
Włosi są trochę egocentrycni... tia, w te wakacje byłam w nadmorskiej miejscowości i był targ. Wiadomo, duperele i takie tam. Byli sokolnicy i mieli porządne strzały, a że strzelam, to chciałam spytać o cenę. Po angielsku - gość się śmieje i wrusza ramionami. Po niemiecku - to samo. Po szwedzku - nadal nic. Tam się nigdzie nie można było po angielsku dogadać, ale to jescze pół biedy. Jak w Rzymie w McDonnaldzie trafiliśmy na kompletnie nieogarniającą osobę, to już był zonk. Nijak się nie można było dogadać. A mówią, że to Francuzi są tacy zamknięci na obce jezyki.
Anonymous - Wto 23 Lis, 2010 23:32
| Deanariell napisał/a: | I cmoka się na koty czyli gatti (zamiast "kici, kici"). Bau, bau! Urocze! |
Tego to akurat dowiedzialam sie podczas wycieczki na molo, gdy na glodzie kontaktu ze zwierzakami kiciowalam sobie na portowe koty. Najpierw budzilo to zdziwienie, a potem slyszalam komentarze " A!!! Polacca, polacca". A wiesz do czego sluzy we Wloszech "kici, kici"? Mnie uswiadomil moj owczesny fidanzato
A dlaczego sie piekle? Bo zbyt czesto mam z nia do czynienia - ostatnio w ramach poprawnosci politycznej i upodoban polonistow spotykam sie z nia nagminnie i nie sa to mile spotkania. Wytlumacz teraz dzieciakowi, ktorego pochlonela akcja, ze cale tlo historyczne to bujda, ze ksiadz mowi brednie nie niszczac jego uczuc religijnych, ze to co czytal jest brednia nie naruszajac uczuc estetycznych i nie zniechecajac go do dalszej lektury jakichkolwiek powiesci (trylogii, ktora go potem czesto czeka w szczegolnosci).
Przez jedna glupia ksiazke mam potem nadprogramowa robote kosztem programu - potem musze sie nagimnasytkowac jak to potem organizacyjnie zalatwic.
Dana Browna moge wytlumaczyc w dwoch zdaniach i odeslac do odpowiedniej literatury - powstala po Kodzie... jak grzyby po deszczu (problemem jest to, ze jest autorstwa duchownych lub domniemanych czlonkow Opus Dei). Quo vadis to ciagle jeszcze niezaorana ziemia - jedynie podreczniki akademickie moga sluzyc pomoca, a nie kazdy nadaje sie dla gimnazjalisty czy licealisty...
RaczejRozwazna - Wto 23 Lis, 2010 23:34
Włoska nieznajomość języków jest już wręcz legendarna
aine - a co ksiądz gada?
Anonymous - Wto 23 Lis, 2010 23:55
Roznie - w zaleznosci od osoby, ale generalnie niczym credo przewija sie przesladowania biednych chrzescijan, Neron-sadysta palacy Rzym i zrzucajacy odpowiedzialnosc i rozne inne.
Aragonte - Śro 24 Lis, 2010 00:04
Mały OT mi się nasuwa... Potem i tak będę to musiała czyścić
Quo vadis w wersji filmowej - czemu nie? Ale może dla równowagi np. Agora?
Anonymous - Śro 24 Lis, 2010 00:14
O Agorze slyszalam, ale jeszcze nie widzialam - nie moge sie wiec wypowiedziec...
|
|
|