To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Maryann - Pon 27 Sie, 2007 09:54

asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
- Cóż, zaryzykowałbym stwierdzenie, że w całej Anglii trudno znaleźć kobietę, która odrzuciłaby ofertę zostania panią na Pemberley, niezależnie od tego, jak napuszony byś do niej przyszedł, czy w jak nietaktowny sposób byś ją złożył !

Jedno zdanie, a jak wiele mówi o naszej Elizabeth...

Fakt. Ale to również dowód, że Darcy "miał prawo" spodziewać się innej odpowiedzi i to niezależnie od wszystkich zachęcających gestów ze strony Lizzy, które istniały tylko w jego wyobraźni.

Gunia - Pon 27 Sie, 2007 17:22

Dione napisał/a:
A wciąż myślę, że troszkę za stary i ma za poważny wygląd. Dy miał sprawiać wrażenie zblazowanego i bardzo rozrywkowego faceta. Tylko przy Darcy'm i Georgiannie pokazywał twarz rozsądnego człowieka. I powinien mieć w oczkach jakąś "dzikość".

Owszem, jest nieco zbyt stary, ale nie potrafię wyobrazić sobie nikogo równie pasującego do tej roli. Rupert ma ogromne doświadczenie w rolach takich ekscentrycznych dżentelmenów (np. "Mąż idealny", "Bądźmy poważni na serio"), a przy tym ma ten odczuwalny wdzięk i klasę, jakiej potrzeba arystokracie oraz poczucie humoru i inteligencje, która cechuje Dy'a. Jak dla mnie - jest genialny do tej roli i nikogo innego nie umiem sobie tu wyobrazić. On nie gra gościa z klasą, on MA klasę, dzięki czemu jego role tego typu są genialne i dopracowane w każdym milimetrze.

Trzykrotka - Pon 27 Sie, 2007 17:48

Mniam, on jest niepowtarzalny. Z góry przepraszam z rozwijanie offtopa, ale kiedy myślę o opiece, jaką Dy roztoczył and Darcym przypomina mi się absolutnie genialny epizod Ruperta z Zakochanego Szekspira. Pamiętacie, jak leniwy i lekko pobłażliwy Marlowe od niechcenia wymyślił Szekspirowi zarys Romea i Julii? A tamten ograniczył się do zapisania sugestii. Dy, po prostu Dy!
Dione - Pon 27 Sie, 2007 17:58

Tak do końca nie jestm przekonana, ale innego kandydata nie widzę.
asiek - Pon 27 Sie, 2007 18:57

Maryann napisał/a:

Z powodu kłamstw Wickhama miesiące wcześniej mój charakter został podany w wątpliwość, a potem…
- Wickham ! Ten syn rządcy twojego ojca ? – zapytał Dy zaskoczony – Dziwne, że pojawił się po tak długim czasie i to w Hertfordshire ! Czy on jest żołnierzem… oczywiście, że jest. Jest w armii, tak ? – Darcy skinął głową i napił się kawy – Mów dalej – zachęcił go Dy.


Ach, jak gładko się wywinął :-) ...A sądziłam, że Dy będzie bardziej dociekliwy w sprawie Wickhama.

Dione - Pon 27 Sie, 2007 20:42

A czego tu dociekać. Dy już wkrótce opowie o sobie i wtedy okaże się, że zawsze wiedział więcej niż inni :wink:
No i chyba poznal Wickhama jeszcze kiedy jako student odwiedzał Darcy'ego, więc ma o nim doskonale wyrobione zdanie.

Maryann - Pon 27 Sie, 2007 20:59

Dione napisał/a:
chyba poznal Wickhama jeszcze kiedy jako student odwiedzał Darcy'ego, więc ma o nim doskonale wyrobione zdanie.

Zakładając, że go znał, to - przyjmując za prawdopodobne snute tu przez niektóre Damy przypuszczenia o Dy'owej mięcie (czy też lubczyku) :mrgreen: - to może i lepiej, że się Darcy akurat "w tym temacie" szczególnie wylewny nie okazał, bo...

Maryann - Wto 28 Sie, 2007 06:05

Rozdział V część 8

Darcy powoli włożył zegarek do kieszonki kamizelki i przypiął dewizkę, podczas gdy Fletcher przejechał miotełką po ramionach jego surduta. Stali obaj w milczeniu przed lustrem w jego garderobie, jak niezliczone razy w przeszłości, zajęci codziennym przygotowywaniem go do godnego dżentelmena spotkania ze światem. Wszystko było na swoim miejscu: jego zegarek, pieczęć, chusteczka – jego własna tym razem – starannie schowane w surducie. Ubranie idealnie leżało na jego sylwetce, skromny, ale wykwintny węzeł widniał na jego szyi, jego buty błyszczały, podbródek miał gładko ogolony. Wyglądał w każdym calu tak, jak powinien, do chwili, kiedy odważył się spojrzeć na twarz widoczną w garderobianym lustrze – twarz z wymizerowanymi rysami i nabiegłymi krwią oczyma, świadczącą o fałszywości całej jego pozy. Szybko odwrócił wzrok, nie na tyle szybko jednak, żeby nie zauważyć przy swoim ramieniu odbicia pozbawionej wyrazu twarzy Fletchera. Nie było tego dnia żadnej zuchwałości, żadnych cytatów z Szekspira odnoszących się do stanu, w jakim znajdował się ubiegłej nocy. Tylko cicha usługa wykonywana z minimum popisu i niemal w całkowitej ciszy. Chociaż Darcy był mu za to wdzięczny, to świadczyło to w jego oczach o ostrożnej niepewności, w jakiej znaleźli się jego domownicy za sprawą jego bezprecedensowego odejścia od własnych zwyczajów.
Było teraz wpół do piątej, w każdym razie taką godzinę wskazywał jego zegarek. Trudno mu było w to uwierzyć, bo nigdy wcześniej nie wstał tak późno. To było zupełnie dezorientujące doświadczenie, zajmowanie się porannymi sprawami późnym popołudniem. To, razem z dziwnym uczuciem w żołądku i powolną pracą jego umysłu, sprawiało, że obecna chwila miała dziwną, niesamowitą atmosferę. Wcale mu się to nie podobało.
- Panie Darcy ? – Darcy popatrzył na swego pokojowca z wyrazem twarzy zapraszającym go, żeby mówił dalej – Czy życzy pan sobie jeszcze czegoś ?
- Och, mnóstwa rzeczy ! – uśmiechnął się przelotnie na widok nawrotu dobrego humoru, jaki jego kpiący ton przywołał w oczach Fletchera, ale mówił dalej ponuro – Ale przede wszystkim odzyskania ostatnich dwudziestu czterech godzin, tak żebym mógł je spędzić bardziej pożytecznie. Powinienem był posłuchać twojej rady.
Zarumieniony na tę pochwałę Fletcher odwrócił wzrok, ale odpowiedział odważnie:
- „Nie będzie już piwa i placków”, sir ? *
- Nie, przez kilka dni nie – Darcy obciągnął mankiety i kamizelkę – Czy jestem gotowy na spotkanie z panną Darcy ?
- Z całą pewnością, sir. Zostałem jednak poproszony o przekazanie panu informacji, że opiekunka panny Darcy, pani Annesley, chciałaby zamienić z panem kilka słów, zanim dołączy pan do siostry w małym salonie. Czeka w dogodnej dla pana chwili, sir.
Darcy zawahał się na tę nieoczekiwaną prośbę. Czego mogła chcieć od niego ta kobieta ? Czy wydarzenia ostatniej nocy tak mocno dotknęły Georgianę, że chciała go ostrzec ? Spojrzał raz jeszcze na swoje odbicie w lustrze i wziął głęboki oddech. Takie spotkanie mogło oznaczać, że jego rozmowa w cztery oczy z Georgianą trochę odsunie się w czasie, co było bardzo korzystne. Być może do tego czasu coś go oświeci i przyjdzie mu do głowy pomysł, jak opowiedzieć jej o wszystkim, co mu się przydarzyło od ostatniej jesieni, a czego uwieńczeniem był jego skandaliczny stan, w jakim go ostatnio widziała.
- W moim gabinecie, Fletcher. Za pół godziny.
- Doskonale, sir – skłonił się pokojowiec i wyszedł, żeby przekazać wiadomość.
_______________________
* William Szekspir „Wieczór Trzech Króli” akt II scena 3; piwo i placki - synonim folgowania zachciankom

asiek - Wto 28 Sie, 2007 11:48

Maryann napisał/a:
...opiekunka panny Darcy, pani Annesley, chciałaby zamienić z panem kilka słów, zanim dołączy pan do siostry w małym salonie. Czeka w dogodnej dla pana chwili, sir.
Darcy zawahał się na tę nieoczekiwaną prośbę. Czego mogła chcieć od niego ta kobieta ?

Pani Annesley jest pewnie zaniepokojona snującą się w oczach Georgiany mgłą. :mrgreen:

Dione napisał/a:
Dy już wkrótce opowie o sobie i wtedy okaże się, że zawsze wiedział więcej niż inni

O planowanej ucieczce Wickhama i Georgiany teżżż ? :mysle:

Maryann, :kwiatek:

Maryann - Wto 28 Sie, 2007 12:02

asiek napisał/a:
Dione napisał/a:
Dy już wkrótce opowie o sobie i wtedy okaże się, że zawsze wiedział więcej niż inni

O planowanej ucieczce Wickhama i Gorgiany teżżż ? :mysle:

No właśnie tak sobie kombinuję, że chyba nie. Po pierwsze - nigdy wcześniej w żadnej rozmowie na temat Georgiany nie sygnalizował, że cokolwiek mu wiadomo na ten temat, a chyba nie udałoby się im uniknąć tego tematu - w końcu to dosyć świeża historia. Nie, przyjaźń przyjaźnią, ale nie sądzę, żeby Darcy mu się z tego zwierzył. W końcu Dy cały czas pozował na lekkoducha i bawidamka, a Darcy - choć miał niejakie podejrzenia, że to tylko gra - to nie bardzo potrafił go rozgryźć, a nie zaryzykowałby reputacji Georgiany.
Poza tym - jeśli rzeczywiście Dy się nią interesuje w sposób inny niż młodszą siostrą przyjaciela :wink: , to chyba nie przeszedłby nad taką sprawą do porządku dziennego. Nie chciałabym wtedy być w skórze Wickhama... :bejsbol:

Maryann - Śro 29 Sie, 2007 06:13

Rozdział V część 9

Po powrocie do sypialni Darcy został powitany przez znudzonego i ziewającego Trafalgara. Chociaż drzwi garderoby nie stanowiły dla niego przeszkody, to pies nabrał znacznego respektu dla pokojowca swojego pana i dla jego opinii o obecności zwierząt w jego artystycznym królestwie. I dlatego, chociaż aktywność jego pana w tym otoczonym najwyższą czcią pokoju była bardzo fascynująca, w tej sprawie wykazywał rzadką dyskrecję i czekał za drzwiami, aż Darcy wyjdzie. Widząc go wreszcie, rzucił się do jego stóp z pełnymi nadziei oczami utkwionymi w twarzy swego pana.
- Nie, nie dzisiaj, potworze ! – Darcy musiał zniweczyć proste psie nadzieje – Muszę się zobaczyć z panią Annesley, a potem z panną Darcy…
Uszy Trafalgara opadły i nie uniosły się nawet wtedy, gdy wyciągnął rękę, żeby je podrapać. Z przenikliwym parsknięciem pies pomaszerował do drzwi, otworzył je nosem i zostawił Darcy’ego patrzącego za nim z konsternacją. Wyglądało na to, że nawet dla własnego psa okazał się smutnym rozczarowaniem !
Podążając śladem urażonego Trafalgara ruszył przez hall i dalej schodami przez zastygły w milczeniu Erewile House. Odgłos jego butów na stopniach tak odcinał się od nienaturalnej ciszy, że sprowadził do hallu Witchera gotowego do udzielenia ostrej reprymendy, zanim zorientował się, kto złamał jego nakaz.
- Och, to pan, sir ! Proszę o wybaczenie, sir.
Oczy starego kamerdynera rozszerzyły się z zakłopotania, że omal nie zbeształ swego pana. Kiedy obaj byli młodsi, zdarzało się to od czasu do czasu. Ale to było wiele lat temu. Witcher odzyskał równowagę, skłonił się i czekał w gotowości na polecenia Darcy’ego na pozostałą część tego dziwnego dnia.
Darcy skinął na znak, że nie ma pretensji o to wykroczenie.
- Bądź tak uprzejmy, Witcher, i uchyl zakaz – rozejrzał się za czymś, czymkolwiek mającym posmak jego normalnego życia. Im szybciej gospodarstwo wróci do zwykłego trybu, tym szybciej zapomniane zostanie to odchylenie od normy – I przyślij proszę kawę do mojego gabinetu – polecił.
- Tak sir, natychmiast – odparł kamerdyner, po czym dodał – Panie Darcy, lord Brougham był tu dziś i zostawił dla pana bilecik z poleceniem, żeby go pan przeczytał. Położyłem go na pańskim biurku.
- Kiedy tu był ? – zapytał zaskoczony. Przyszedł i już poszedł ?
- O drugiej, sir. Panna Darcy przechodziła akurat obok hallu i rozmawiała z nim przez chwilę. Ale nie został tu dłużej, niż dziesięć minut, sir, jak wypada.
- Dziękuję, Witcher – odwrócił się w kierunku swojego gabinetu z na nowo rozbudzoną ciekawością – I poślij po tę kawę, proszę.
- Tak jest, sir.
Teraz mógł rozwiązać tajemnicę wczesnej wizyty Dy. Wszedł do gabinetu i minąwszy portret Georgiany umieszczony na sztalugach aż do dnia odsłonięcia, podszedł do swego biurka, gdzie na srebrnej tacy leżał elegancki, o złoconych brzegach bilet wizytowy. Chwycił go, opadł na fotel i przebiegł wzrokiem treść.
Fitz,
Wpadnę później i przyjdę na obiad, bo panna Darcy mnie na dziś zaprosiła ! Stanowczo Ci radzę, zostań dziś w domu.
Zaufaj swojej siostrze, że właściwie przyjmie prawdę. Ona również jest „wyjątkową” młodą damą !
Dy

asiek - Śro 29 Sie, 2007 08:15

Maryann napisał/a:
Fitz,
Wpadnę później i przyjdę na obiad, bo panna Darcy mnie na dziś zaprosiła ! Stanowczo Ci radzę, zostań dziś w domu.
Zaufaj swojej siostrze, że właściwie przyjmie prawdę. Ona również jest „wyjątkową” młodą damą !
Dy

Czujecie? ... Bilecik Dy'a przesiąknięty jest upajającą wonią lubczyka... :-P

Maryann, :kwiatek:

Maryann - Śro 29 Sie, 2007 08:17

asiek napisał/a:
Czujecie? ... Bilecik Dy'a przesiąknięty jest upajającą wonią lubczyka... :-P

Upajającą ? :shock: Toż lubczyk pachnie niczym kostka maggi. :obrzydzenie: Już bym raczej tę miętę wolała... :wink:

Alison - Śro 29 Sie, 2007 10:05

Czyżby zawiązywał się nowy wątek romansowy? Bo ten stary to już tak ankoholem waniajet, że coraz mniej chcę tego Darcy'ego dla panny Lizzi. Na początku to fajnie, fajnie, a potem cały majątek dziad przechleje jak dopadniego kryzys wieku średniego. On taka depresyjna natura.... :wink: Może by Dy'a z Lizzi wyswatać. To by dopiero było wyzwanie. Nawet nie marzyłyśmy dla niej, że zostanie Lady Brougham, pani Darcy to lichota, po tym co z nim przeszła...
Dione - Śro 29 Sie, 2007 11:38

:banan_Bablu: :banan_czerwony: :banan_Bablu: :banan_czerwony: :banan_Bablu:
Wiedziałam, że Dy coś zanadto zapatrzony w Georgiannę...

asiek - Śro 29 Sie, 2007 12:45

Maryann napisał/a:
Upajającą ? Toż lubczyk pachnie niczym kostka maggi. Już bym raczej tę miętę wolała...

Oj, Maryann'ku Tyś realistka aż do bólu...a tu trzeba imaginacyję uruchomic. :wink:

Maryann - Śro 29 Sie, 2007 13:22

A jak tu imaginacyję uruchamiać, jak aromatem maggi zajeżdża ? :mrgreen: Że powiem za Anią Shirley: "Tu absolutnie nie ma pola do wyobraźni"...
Marija - Śro 29 Sie, 2007 13:27

GDZIE było o lubczyku u Pameli, bo zaczynam wpadać w histerię :excited: . Ślepa czy jak?
Maryann - Śro 29 Sie, 2007 13:32

Marija spokojnie... Tego lubczyku to się raczej niektóre Damy między wierszami Pamelowych wypocin dowąchały... :wink:
Maryann - Śro 29 Sie, 2007 13:58

Alison napisał/a:
Czyżby zawiązywał się nowy wątek romansowy? Bo ten stary to już tak ankoholem waniajet, że coraz mniej chcę tego Darcy'ego dla panny Lizzi. Na początku to fajnie, fajnie, a potem cały majątek dziad przechleje jak dopadniego kryzys wieku średniego. On taka depresyjna natura.... :wink:

Ali, toż powiedział, że więcej nie będzie... :wink:

Alison napisał/a:
Może by Dy'a z Lizzi wyswatać. To by dopiero było wyzwanie. Nawet nie marzyłyśmy dla niej, że zostanie Lady Brougham, pani Darcy to lichota, po tym co z nim przeszła...

Pomysł nie jest zły - pani Bennet by chyba z wrażenia globusa dostała, tatuś nie miałby obiekcji, że zięć taki niesympatyczny, a i lady C mogłaby się uspokoić, że pospólstwo nie zbruka włości jej bratanka...
Tylko że niektóre nasze Damy uparcie insynuują, że Dy gdzie indziej zainteresowany...

Alison - Śro 29 Sie, 2007 14:24

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Czyżby zawiązywał się nowy wątek romansowy? Bo ten stary to już tak ankoholem waniajet, że coraz mniej chcę tego Darcy'ego dla panny Lizzi. Na początku to fajnie, fajnie, a potem cały majątek dziad przechleje jak dopadniego kryzys wieku średniego. On taka depresyjna natura.... :wink:

Ali, toż powiedział, że więcej nie będzie... :wink: ...


A kto by tam chłopu wierzył... :wink:

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
]Może by Dy'a z Lizzi wyswatać.

Pomysł nie jest zły - pani Bennet by chyba z wrażenia globusa dostała, tatuś nie miałby obiekcji, że zięć taki niesympatyczny, a i lady C mogłaby się uspokoić, że pospólstwo nie zbruka włości jej bratanka...
Tylko że niektóre nasze Damy uparcie insynuują, że Dy gdzie indziej zainteresowany...


Nie zna życia, kto nie służył w marynarce! :wink:
Jak powyżej wymieniłaś, same by tylko pożytki z tego były, Darsik by fortunę z żalu przepił, ożenił się w pijanym zwidzie z koronkową karczmareczką, a resztki fortuny przepisał na Georgianę, która założyłaby pod wodzą pani Annesley zgromadzenie sióstr Georgianek i nawracałaby sieroty po żołnierzach padłych w Indiach Zachodnich, tudzież zakładała ochronki dla nieletniej biedoty. Lizzi zostałaby żoną Bonda, Dyfeda Bonda i piła drinki z palemką pod palmą na Karaibach, gdzie pewnego dnia wypatrzyłby ją przez szparę w palmowych liściach niejaki pan Rochester po laserowej operacji blizn oparzeniowych, zachwyciłby się bezpamiętnie, zabywszy, że w Anglii żonka z dwójką dziecków czeka na korale z koralowca i rzuciłby się w ten romans po czubek farbowanej swej niesfornej fryzury. Lizzi zeźlona ciągłymi służbowymi podróżami męża pozostającego w służbie Jego Królewskiej Mości, i spaniem z pistulką pod poduszką, zatraci sie w owym romansie nie bacząc na wstyd i hańbę, którą jako kobieta wyzwolona mieć będzie tam gdzie nam, nie wypada nawet się domyślać...
Idę sobie herbatki zaparzyć....

Maryann - Śro 29 Sie, 2007 14:35

:rotfl:

Alison napisał/a:
Lizzi zeźlona ciągłymi służbowymi podróżami męża pozostającego w służbie Jego Królewskiej Mości, i spaniem z pistulką pod poduszką

Żeby tylko z pistulką... W końcu "nobles obliż" - Bond to Bond... :mrgreen:

Maryann - Śro 29 Sie, 2007 14:38

Alison napisał/a:
Ty nie nerwujsja. Czytaj spokojnie i zmów paciórek, żeby się szczęśliwie i w miarę pamelkowych możliwości "wkrótce" skończyło. :wink:

Aż tak Ci się spieszy do końca ? :wink: Teraz, kiedy Darcy się coraz bardziej sympatyczny i łomantyczny robi ?

Alison - Śro 29 Sie, 2007 15:22

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Ty nie nerwujsja. Czytaj spokojnie i zmów paciórek, żeby się szczęśliwie i w miarę pamelkowych możliwości "wkrótce" skończyło. :wink:

Aż tak Ci się spieszy do końca ? :wink: Teraz, kiedy Darcy się coraz bardziej sympatyczny i łomantyczny robi ?


A gdzie on łomantyczny? Nie znoszę pijaków i moczymordów topiących frustracje i własne nieudacznictwo w kielichu, Pamelka mi go tak zeszmaciła, że nic on juz dla mnie nie ma wspólnego z "moim" panem Darcy. To jakiś pomyj i popłuczyn, tudzież kradziej nazwiska. Ale poczytam sobie i potłumaczę dalej z ciekawości, ale Lizzy to w wyobraźni wydam za przedwcześnie owdowiałego po raz kolejny Rochestera albo kapitana Wentwortha, któren żonę w połogu gorączkowem utracił. Już nie bójta sie, koguś fajowego jej skompinuję, a Darcy do Lisu czy też Pisu znaczy do Kaczora niech idzie zalewać tasiemca, co go tu męczym od miesięcy... :banan_czerwony:

Maryann - Śro 29 Sie, 2007 15:28

Alison napisał/a:
A gdzie on łomantyczny?

A nie ? Toż z gorącej, a nieodwzajemnionej myłości w takową depresyję popadł, że zasady własne w kąt odstawił (jako niezobowiązujące) i spił się niczym własny furman...

Alison napisał/a:
Lizzy to w wyobraźni wydam za przedwcześnie owdowiałego po raz kolejny Rochestera albo kapitana Wentwortha, któren żonę w połogu gorączkowem utracił.

Aż tak źle Jane i Annie życzysz ? :confused3: A cóż Ci biedaczki zawiniły, że im się na tamten świat w przyspieszonym tempie każesz wybierać ?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group