To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - odsłona III

Alison - Wto 10 Kwi, 2007 10:15

Marija napisał/a:
Ja się zgadzam, chociaż nie wiem, co ten "piciel pietruszka".... :cool:


"piciel pietruszka" to jest właśnie taka wołowina w rzekomo męskiej skórze, co to i chciałaby i boi się.

A z brzytwą to chyba jednak bardzo słuszny, ale przypadek, chociaż kto tam wie... Ja zawsze uważałam, że Fletcher, to swój chłop, więc na pewno i z brzytwy zrobił pożyteczny użytek :razz:

Marija - Wto 10 Kwi, 2007 10:19

Alison napisał/a:
Ja zawsze uważałam, że Fletcher, to swój chłop, więc na pewno i z brzytwy zrobił pożyteczny użytek :razz:
Buehehehehehehe :twisted: [się wytnie jako nieinteligentne...]
Maryann - Wto 10 Kwi, 2007 10:28

Alison napisał/a:
Marija napisał/a:
Ja się zgadzam, chociaż nie wiem, co ten "piciel pietruszka".... :cool:


"piciel pietruszka" to jest właśnie taka wołowina w rzekomo męskiej skórze, co to i chciałaby i boi się.

Czyli Mr Darcy we wlasnej błękitnokrwistej osobie... :wink:

Alison - Wto 10 Kwi, 2007 11:08

Marija napisał/a:
Alison napisał/a:
Ja zawsze uważałam, że Fletcher, to swój chłop, więc na pewno i z brzytwy zrobił pożyteczny użytek :razz:
Buehehehehehehe :twisted: [się wytnie jako nieinteligentne...]


Wypraszam sobie. Jest to świadome tzw. podwójne podkreślenie znaczenia, masło o prawdziwym maślanym smaku, czyli coś co kochają wszyscy Polacy, nie masło oczywiście ale kontynuowanie dalej, robienie na wskutek, tudzież korzystanie z akwenów wodnych :razz: :wink:

Maryann - Wto 10 Kwi, 2007 11:14

Tudzież cofanie się do tyłu... :mrgreen:
Marija - Wto 10 Kwi, 2007 11:21

Alison napisał/a:
Marija napisał/a:
Alison napisał/a:
Ja zawsze uważałam, że Fletcher, to swój chłop, więc na pewno i z brzytwy zrobił pożyteczny użytek :razz:
Buehehehehehehe :twisted: [się wytnie jako nieinteligentne...]


Wypraszam sobie. Jest to świadome tzw. podwójne podkreślenie znaczenia, masło o prawdziwym maślanym smaku, czyli coś co kochają wszyscy Polacy, nie masło oczywiście ale kontynuowanie dalej, robienie na wskutek, tudzież korzystanie z akwenów wodnych :razz: :wink:
A ja się nie śmieję z pleonazmu , jeno z Fletchera robiącego po prostu użytek z brzytwy :roll: ...
Alison - Wto 10 Kwi, 2007 11:28

Cała Maryś... :wink: Wymądrzyła się mądrym slowem, po czym wycofała się do tyłu :lol:
Marija - Wto 10 Kwi, 2007 11:40

Alison napisał/a:
Cała Maryś... :wink: Wymądrzyła się mądrym slowem, po czym wycofała się do tyłu :lol:
A potem zjadła kluski z makaronem :mrgreen: ...To ja się wymądrzam? :oops: Jeden z niewielu mądrych filologicznych terminów, ktore pamiętam...
QaHa - Wto 10 Kwi, 2007 13:23

:shock: ojojojojojoj alem zapóźniona w czytaniu przeokropniascie, kiedy ja to nadrobię olalala
Maryann - Wto 10 Kwi, 2007 13:24

Czytaj, czytaj, bo do powozu już zaprzęgają... :wink:
Lizzy - Wto 10 Kwi, 2007 20:13
Temat postu: :-)
przypomniała mi si9ę jeden cytat z dziennika BJ cyt. ,, zadzwoniła Jude i przez dwadzioeścia minut wzdychałysmy ,,Oooch ,ten pan Darcy''.Uwielbiam jego sposób mówienia,jakby miał wszystko gdzieś. (...) Zgodziłyśmy się ,że pan Darcy jest atrakcyjniejszy poiewaz jest bardziej arogancki,ale bycie postacia fikcyjną działa na jego niekorzyść,, :rotfl: zawsze bawi mnie ten cytat do łez bo chyba mam podobne uzaleznienie :-) ))
nic dodac nic ująć- :colinweloveu:

Anonymous - Wto 10 Kwi, 2007 21:19

Lizzy zgadzam się z każdym słowem (chociaż moim ulubionym fragmentem jest komentarz i pierwsze wrażenie Bridget na widok Marka :D
Maryann - Śro 11 Kwi, 2007 06:15

Rozdziały X-XIV - streszczenia część 3 i ostatnia

Tymczasem pod pozorami tej romansowej sielanki i beztroskiej zabawy w Broughton Castle działy się dziwne i złowrogie rzeczy. W trakcie wycieczki do słynnych w okolicy kamiennych obelisków, zwanych Szepczącymi Rycerzami, znaleziono zakrwawione zawiniątko z zarżniętym prosięciem, upozowanym na niemowlę. Młodsza siostra lorda Manninga, Arabella, która pierwsza na nie trafiła, wpadła w histerię, a Darcy okazał się jedynym, który zachował na tyle przytomność umysłu, aby ją uspokoić i zabrać w bezpieczne miejsce. Wśród służby krążyły plotki o porwaniu dziecka jednego z dzierżawców. Ktoś szperał w osobistych rzeczach Darcy’ego. Fletcher sugerował, że może tu chodzić o czary, ale Darcy, choć kwestia makabrycznej maskarady pod obeliskiem nie dawała mu spokoju, zdecydowanie odrzucał takie przypuszczenie – kto i po co w XIX wieku w Anglii miałby stosować podobne praktyki ?
Fletcher jednak nie ustępował, a kolejne informacje, jakie zdobywał, coraz bardziej potwierdzały jego teorię. I wszystkie prowadziły w jednym kierunku.
Wreszcie Darcy w rozmowie z lordem Manningiem (który chciał w ten sposób spłacić zaciągnięty wobec niego dług wdzięczności) dowiedział się, że lady Sylvanie wmówiła swej zdesperowanej, bezdzietnej bratowej, że z pomocą tajemniczych zabiegów pomoże jej zostać matką. Kiedy skojarzył tę informację z pogłoskami o porwanym niemowlęciu, elementy łamigłówki nagle zaczęły do siebie pasować, układając się w niepokojącą, tajemniczą całość. Lady Sylvanie i jej tajemnicza dama do towarzystwa najwyraźniej rzeczywiście parały się czarną magią i wierzyły, że z jej pomocą są w stanie wpływać na ludzi. I jak pokazała scena w zamkowej galerii – miały powody przypuszczać, że to prawda.
To była katastrofa. Nie dość, że realizacja jedynego celu, dla którego przyjechał do Broughton Castle, zakończyła się kompletnym fiaskiem, to ze względu na śnieżycę nie mógł nawet wyjechać z tego „gniazda żmij”. Pozostawało więc robić dobrą minę i udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. A co do ochrony przed czarami...
Darcy wyciągnął rękę i lekko musnął palcami zwitek jedwabiu. Potem, podjąwszy decyzję, wyjął go z kasetki. Brwi Fletchera uniosły się ze zdumienia.
- Talizman na szczęście, sir ? – zapytał z niedowierzaniem.
- Nie wierzę w czary, Fletcher – odparł – Ale w tej zawierusze, w której utkwiliśmy, potrzebuję jakiejś kotwicy, jakiegoś spokojnego miejsca dobroci i zdrowego rozsądku. Te nici – wskazał na pasma w swojej dłoni – przypominają mi, że takie miejsce jest na świecie.

Uzbrojony w ten talizman i z lady Sylvanie u boku zasiadł do partii kart. Gra szła mu wyjątkowo dobrze i wkrótce został na placu gry sam z lordem Saye. Jak przystało na prawdziwego hazardzistę, gospodarz nie zgodził się na remis i położył na stół najcenniejszy okaz swojej kolekcji militariów: wspaniały hiszpański miecz.
Zanim jednak zdążyli rozstrzygnąć pojedynek, kamerdyner oznajmił, że do Broughton Castle zbliża się gromada wieśniaków, poszukujących zaginionego dziecka. Towarzystwo wpadło w popłoch. W powstałym zamieszaniu lady Sylvanie udało się niepostrzeżenie wymknąć. Darcy z pomocą niezawodnego Fletchera odnalazł ją w starej części zamku razem z poszukiwanym przez wieśniaków niemowlęciem i z panią Doyle. A właściwie z lady Saye, nią to bowiem okazała się tajemnicza służąca. Domniemana nieboszczka uknuła tę intrygę, aby zemścić się na pasierbach.
To lady Saye wspólnie z córką zorganizowała makabryczną inscenizację pod obeliskiem Szepczących Rycerzy i to ona porwała dziecko. Ona też szperała w rzeczach Darcy’ego – był jej potrzebny, żeby doprowadzić do ostatecznego upadku pasierba. Potem miał ożenić się z Sylvanie. Niemal jej się udało…
Zdemaskowana lady Saye popełniła samobójstwo: zastrzeliła się w zamkowej galerii, pod portretem przedstawiającym ją, jej męża i córkę.
Sylvanie znikła bez śladu, by po kilku tygodniach objawić się zaskoczonemu światu jako… lady Momounth.
A Darcy – wrócił do Londynu jeszcze bardziej zagubiony, niż wtedy, gdy z niego wyjeżdżał, zdecydowany odłożyć poszukiwanie odpowiedniej towarzyszki życia na bliżej nieokreśloną przyszłość.
Tylko jego pokojowiec miał powody do satysfakcji. Nie tylko wyciągnął swojego pana z tarapatów, ale też zyskał jego aprobatę dla własnych planów matrymonialnych. Albowiem podczas swojego gwiazdkowego urlopu Fletcher się zaręczył…

KONIEC TOMU II

QaHa - Śro 11 Kwi, 2007 07:55

olalala Fletcher sie zaręczył hehehe no to teraz kolej na podboje Darcy'ego
Alison - Śro 11 Kwi, 2007 10:08

Boże! :shock: Dobrze, żeśmy tego nie tłumaczyły, bo to normalnie czystym gotykiem jedzie na kilometr. Ufff, mam nadzieję, że wracamy do normalności...
Dzięki Ci Maryannku, że nas oszczędziłaś i tak elegancko wybrnęłaś z tej przedziwnej całości :kwiatek:

Maryann - Śro 11 Kwi, 2007 10:28

Jedzie, jedzie... I to marnej jakości gotykiem.
Na szczęście my teraz jedziemy zupełnie gdzie indziej... :wink:

Tak sobie wczoraj wieczorkiem tłumaczyłam pierwsze widzenie Darcy'ego i Lizzy na probostwie... :razz:

Dione - Śro 11 Kwi, 2007 10:50

Powiem tylko: dzięki wam szacowne tłumaczki, że nam tych ... oszczędziłyście i miałyśmy streszczenie. Pamelka naprawde robi nam tu tasiemca w stylu "Sagi o Ludziach Lodu". Darcy'ego chcieli wydać za czarownicę, porywali niemowlęta... :thud: Jane Austen by chyba ataku apopleksji dostała słysząc takie bujdy.

A wracając do Fletchera. Czy nie sądzicie, że jego wybranka jest mała Anie, którą ratował w kosciele w Meryton?

Maryann - Śro 11 Kwi, 2007 10:59

Sądzicie... I słusznie sądzicie... :mrgreen: Przyszła pani Fletcherowa to Annie Garlick.
Nie tylko Darcy spotkał w Hertfordshire swoje przeznaczenie... :wink:

Dione - Śro 11 Kwi, 2007 11:03

Wiedziałam!!!!
Wraca mi wiara w Pamelkę :banan: :banan:

Maryann - Śro 11 Kwi, 2007 14:22

Dione napisał/a:
Darcy'ego chcieli wydać za czarownicę

Sam by się wydał, gdyby nie Fletcher i Elżbietkowe niteczki... Tak go zamotała, że gdyby nie Fletcher, to chciał-nie chciał, musiałby się jej oświadczyć.
Ale milady mu tego nie zapomni...

Admete - Śro 11 Kwi, 2007 16:52

Wybrnełyście z tego dziewczyny wspaniale - ja nie dałam rady przeczytać tej całej dziwacznej historii rodem z pani Radcliffe ;-) Kasia z Opactwa miałaby używanie. Teraz zacznie się dużo ciekawsza część :-)
Aragonte - Śro 11 Kwi, 2007 19:56

Dione napisał/a:
Powiem tylko: dzięki wam szacowne tłumaczki, że nam tych ... oszczędziłyście i miałyśmy streszczenie. Pamelka naprawde robi nam tu tasiemca w stylu "Sagi o Ludziach Lodu". Darcy'ego chcieli wydać za czarownicę, porywali niemowlęta... :thud: Jane Austen by chyba ataku apopleksji dostała słysząc takie bujdy.

Sagę o Ludziach Lodu wcale lubię, ale chyba wolę oryginał :wink:

To co z tą plebanią? :razz:

Mag - Śro 11 Kwi, 2007 20:07

Dzięki Maryannku, bez tego skrótu, ja bym odpadła z wątku :cool:

Teraz czekam na Wielkanoc!

Maryann - Śro 11 Kwi, 2007 22:44

Aragonte napisał/a:
To co z tą plebanią? :razz:

Z plebanią ?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group