To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Duma i uprzedzenie Pride and Prejudice (2005)

JoannaS - Pon 20 Wrz, 2010 07:57

Eeva napisał/a:
no nie wiem, ja jakos uroku nie moge się dopatrzeć. Brak manier oraz inne niedociągnięcia / przegięcia(dziewczyny już wymieniły - niedbały Darcy, niedbałe flejtuchowate dziewczyny, swinia przebiegająca przez dom) skutecznie zniechęciły mnie do tego filmu. Pamiętam, ze byłam na nim w kinie i wyszłam zdegustowana.


Ja wyszłam z kina wściekła, że ktoś tak postąpił z JA. A za debilnego Bingleya to bym zamordowała.

Anonymous - Pon 20 Wrz, 2010 08:07

Trzykrotko nie jesteśmy same :mrgreen: Harry pamiętam też broniła tej Dumy i uprzedzenia :)

Ja im więcej razy oglądam serial, tym później więcej wad dostrzegam w filmowej wersji, ale nie niszczy to mojej sympatii i sentymentu

BeeMeR - Pon 20 Wrz, 2010 10:37

Cytat:
O gustach się nie rozmawia
Rozmawia, acz nie krytykuje odmiennych niż własne ;)

Film ma ładne zdjęcia, ale na wątłego, wymoczkowatego Darcy'ego i takąż Lizzie po prostu patrzeć nie mogę :confused3:

Anonymous - Pon 20 Wrz, 2010 10:38

BeeMeR napisał/a:
ale na wątłego, wymoczkowatego Darcy'ego i takąż Lizzie po prostu patrzeć nie mogę

Od Darcy`ego proszę się odstosunkować

BeeMeR - Pon 20 Wrz, 2010 10:39

Absolutnie nie zamierzam się z nim stosunkować :foch2:
Toć mówię, że unikam :P
;)

ultramaryna - Wto 21 Wrz, 2010 17:36

Witam wszystkich.
A ja lubię tę wersję. Wiadomo, wiadomo, powieść została potraktowana dość luźno, znajdzie się wiele błędów, ale mam do tego filmu sporo sympatii. Nie od początku tak było. Gdy widziałam ten film po raz pierwszy, wydał mi się niewarty uwagi, tysiąc razy gorszy od serialu BBC. A teraz lubię obie wersje właściwie po równo (choć dla niektórych to może brzmieć jak herezja). Zdaję sobie sprawę, że tamta wersja jest o wiele dokładniejsza, wierniejsza i tak dalej, i tak dalej, a jednak lubię ten film i tyle. Luźniejsze potraktowanie powieści też mi nie przeszkadza.

Keirę Knightley właściwie lubię, chociaż jest tak przeraźliwie chuda i płaska. Generalnie nie mam większych zastrzeżeń do obsady. Chociaż nie wiem, w jakim celu zrobili z Bingleya idiotę. A za to Jane jest o niebo lepsza.

Trzykrotka - Wto 21 Wrz, 2010 20:59

ultramaryna napisał/a:
A za to Jane jest o niebo lepsza.

Moim zdaniem o niebo piękniejsza. Bo aktorsko wcale nie :-D

ultramaryna - Wto 21 Wrz, 2010 22:39

Bardzo możliwe, że masz rację. Nie jestem raczej odpowiednią osobą, by to oceniać, bo zazwyczaj jestem totalnie ślepa na zdolności aktorskie ;) No chyba, że aktor jest już absolutnie genialny lub odwrotnie - zupełnie beznadziejny.
Harry_the_Cat - Śro 22 Wrz, 2010 20:40

lady_kasiek napisał/a:
Trzykrotko nie jesteśmy same :mrgreen: Harry pamiętam też broniła tej Dumy i uprzedzenia :)

Ja im więcej razy oglądam serial, tym później więcej wad dostrzegam w filmowej wersji, ale nie niszczy to mojej sympatii i sentymentu


Harry rowniez nie traci sentymentu do tej ekranizacji.
Kiedys musze przejrzec ten watek i policzyc, ile razy odzywalam sie tylko po to, zeby powiedziec ze ten lubie....

stawrogi - Śro 22 Wrz, 2010 23:03

JoannaS napisał/a:
Eeva napisał/a:
no nie wiem, ja jakos uroku nie moge się dopatrzeć. Brak manier oraz inne niedociągnięcia / przegięcia(dziewczyny już wymieniły - niedbały Darcy, niedbałe flejtuchowate dziewczyny, swinia przebiegająca przez dom) skutecznie zniechęciły mnie do tego filmu. Pamiętam, ze byłam na nim w kinie i wyszłam zdegustowana.


Ja wyszłam z kina wściekła, że ktoś tak postąpił z JA. A za debilnego Bingleya to bym zamordowała.



Fakt Bingley w tej wersji zachowuje się jak komplketny idiota co skłania czytelnika do refleksji a- nad uczuciami Jane wobec niego i b- nad przyjaźnią Darcy'ego, który przecież gardził głupimi ludźmi:)

Admete - Czw 23 Wrz, 2010 07:14

Mnie sie podoba w tej wersji scena balu w Meryton. Może tak nie było naprawdę, ale muzyka i radość są rewelacyjne.
Trzykrotka - Czw 23 Wrz, 2010 08:53

Admete napisał/a:
Mnie sie podoba w tej wersji scena balu w Meryton. Może tak nie było naprawdę, ale muzyka i radość są rewelacyjne.

A żebyś wiedziała! Dla mnie ta scena to kwinetescja tego, jaki jest ten film. Z jednej strony: przypomina to jakieś zbiorowe podskoki w stodole rozczochranego i niechlujnego tłumu. Panny mają te same suknie, w których biegają po błocie. A przecież bal byl wydarzeniem i strojono się na niego specjalnie. Było wyraźne rozróżnienie sukien balowych i codziennych. Ludzi jest tylu, jakby Meryton miało zaludnienie pokroju Bath w sezonie. Skąd te tłumy? Muzyka grzmi, jakby grajkowie mieli potężne głośniki, albo jakby to była co najmniej cała orkiestra symfoniczna. Dalej: mianery: Lizzy, jak ostatnia desperatka, sama pyta pana Darcy, czy zatańczy. Głupio chichocze na jego widok. Siedzi pod stołem. Na koniec docina mu (na to za wcześniej na tym etapie).
A jednocześnie - jaka to piękna scena! Widać, że ludzie naprawdę przyszli się bawić, dziewczyny mają rumieńce i są zgrzane od tańca, jest klimat, jest atmosfera, jest święto. Irytujące i zachwycajace jednocześnie.

Admete - Czw 23 Wrz, 2010 18:18

Coś w tym jest. Takie pomieszanie emocji i tego co niewłaściwe. Szkoda, że nie wykorzystano potencjału, jaki tkwił w aktorach, muzyce, zdjęciach i zepsuto ostatecznie całość.
marjarz - Nie 03 Paź, 2010 00:31

Oj, widzę, że atmosferta na forum gorąca. Trzykrotka jest pod wrażeniem balu. Tak, mnie się też ta potańcówka podoba, balem nazwać się tego nie da. Debilnowatość Bingleya zaczyna się ujawniać, Lizzy złośliwa i urażona. Piękne sceny.
Lady Kasiek broni Darcyego- słusznie. Chociaż z lekka wymoczkowaty, to w żaden sposób nie określiłabym go jako wątłego. Facet ma dość pokaźną posturę. Oglądałam niedawno obie wersje (te ostatnie) i muszę przyznać, że film z 2005 ma ciekawe momenty, które dostrzega się po pewnym czasie. Na przykład szykowanie się na bal u Bingleya, Jane wpinająca Lizzy ozdoby we włosy. Obie cudowne, takie rozgadane trzpiotki. Darcy idący za plecami Lizzy i pożerający ją wzrokiem, chociaż ogników w oczach mu brakuje, a facet bez ogników- no cóż, Colinek miał cały pożar. Dla miłośników JA każda nowa ekranizacja to okazja do przypomnienia, za tą ją kocham.

Trzykrotka - Nie 03 Paź, 2010 20:59

Robiąc z Bingleya idiotę (a zrobili), obraża się Jane. Nie można pokazać tak ślicznej, dobrej, słodkiej, łagodnej dziewczyny, która zakochuje się w chichoczącym kretynie - bo sprowadza się ją do jego poziomu, albo - co gorsze - robi z niej wyrachowaną ..... wiecie-kogo, która poleciała na jego majątek i pozycję. A Jane od Jane taka nie była i Rosamund jej tak zagrała. To jest poważna niekonsekwencja.
Żal mi tej roli, bo był w niej potencjał. Wydaje mi się, ze Simon Woods mógł ładnie zagrać to, co było w panu Bingley - nieśmiałość i brak wiary we własną atrakcyjność. Mógł być naprawdę cudny i ujmujący. No a wyszło jak wyszło.

Sofijufka - Nie 03 Paź, 2010 21:12

zgadzam się z Tobą na sto procent!
marjarz - Nie 03 Paź, 2010 21:55

Z dodatku do wersji 2005 (komentarz reżysera) można się dowiedzieć że Rosamund i Woods byli kiedyś parą. Pewnie dlatego odgrywanie zakochanych było dla nich dość kłopotliwe. Jakoś nie mogę ich sobie wyobrazić idących za rękę w XXI wieku. Słusznie Trzykrotka napisała, że taki Bingley to obraza dla Jane. A ja myślę, że taki Woods to obraza dla Rosamund. Jakoś nijak do siebie "w realu" nie pasują, ekranizację już pomijam- bo jak wiemy to niewypał.
Fibula - Nie 03 Paź, 2010 23:32

marjarz napisał/a:
A ja myślę, że taki Woods to obraza dla Rosamund.

Kwestia gustu. Mnie z kolei Pike nie zachwyca, a Woodsa lubię.

Trzykrotka - Pon 04 Paź, 2010 08:45

Ja też lubię Woodsa. Ale nie lubię jego Bingleya.
trifle - Pon 04 Paź, 2010 12:20

marjarz napisał/a:
Jakoś nijak do siebie "w realu" nie pasują, ekranizację już pomijam- bo jak wiemy to niewypał.


Dlaczego nie pasują? Ja lubię oboje, Woods był przesympatyczny w Cranford, Bingleyem też mógł być bardzo dobrym. Nie pasowało mi, że tak się idiotycznie śmiał w dziwnych momentach i nie potrafił się zachować do końca.. Ale ja ich nie odebrałam aż tak źle - żeby taki Bingley był zły dla Jane. Może nie idealny, ale nie aż zły.

Sofijufka - Pon 04 Paź, 2010 12:38

o popatrz! Teraz dopiero skojarzyłam, że Woods grał Oktawiana w "Rzymie"!
Alicja - Wto 05 Paź, 2010 17:06

bingo :mrgreen: jako Oktawian był przystojniejszy - Bingley miał co najmniej dziwaczną fryzurę. Czasami miałam wrażenie, że jego włosy grają główną rolę
Copycat - Śro 01 Gru, 2010 01:33

Ostatni raz jak przeglądałam to forum, dinozaury przechadzały się za oknem, ale wczorajsza corrida na Camp Nou (czyt. mecz FC Barcelona - Real Madryt) przypomniała mi o takiej jednej (że nie wymienię po nicku ; )) , która chciała robić piesze pielgrzymki pod dom Casillasa i jakoś trafiłam tu znów. Przeczytałam od nowa wątki o Dumie 2005/1995 i popuściłam ze śmiechu. Mam nadzieję zostać tu trochę dłużej, więc witam ponownie i dziękuję za mimowolne giglanie mnie po brzuchu!

Aby uniknąć zupełnego offtopa, dodam, że właśnie oglądam Dumę 05 i mimo, że nawet jestem w stanie dostrzec jaaakieś pozytywy, to i tak chyba w życiu mi tak szczęka nie opadła po obejrzeniu filmu. No głupie to, że hej!

Dzień dobry raz jeszcze ;)

Anonymous - Śro 01 Gru, 2010 10:18

Copycat helloł


Resztę... przemilczę...

damamama - Śro 01 Gru, 2010 15:55

A to ciekawe, jak moje dziecię piało z zachwytu to ja też pomyślałam biedna Lady


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group