North and South - serial BBC - Thornton- dziewica?
nicol81 - Wto 28 Paź, 2008 10:58
| AineNiRigani napisał/a: | | Przyznam, ze ja rowniez nie znam takiego przypadku. Doswiadczony facet duzo lepiej potrafi zadbac o kobiete, wie co lubimy, nie musi sie uczyc kobiecego ciala w ogolnosci, pozostaje mu jedynie odkrycie indywidualnych potrzeb i upodoban partnerki. Ze o przedwczesnym wytrysku nie wspomne - koszmar !! |
Na moje jest odwrotnie- to, ci którzy mieli wczesną inicjację od razu lecą do celu, nie dbając o "szczegóły" Natomiast pary, które stawiają sobie granice, dbają o "eksplorację szeroko pojętych obszarów".
| lady_kasiek napisał/a: | | Gaskell wstająca z grobu i mówiąc "nie był dziewicem"? |
Według teorii "martwego autora" by i tak nie pomogło
| AineNiRigani napisał/a: | | Ale poglad wynika z jakiegos wlasnego doswiadczenia, wiedzy, swiatopogladu i systemu wartosci, ktore wplywaja na wykreowanie bohatera idealnego. I na tej podstawie jestem gleboko przekonana, ze nim nie byl, co uzasadnilam - dosc dobitnie |
Ale stwierdzenie, że nim nie był, wymaga moim zdaniem przedstawienia możliwych rozwiązań kwestii utraty...
Gosia - Wto 28 Paź, 2008 11:53
| lady_kasiek napisał/a: | | Gaskell wstająca z grobu i mówiąc "nie był dziewicem"? |
Ciekawe czy by to zakonczylo spory
spin_girl - Wto 28 Paź, 2008 12:06
dyskusja nabiera rozpędu...wytoczono najcięższe działa...dorzucę więc jeszcze swoje! Drogie zwolenniczki opcji dziewiczej! Powszechnie wiadomym faktem jest (a przynajmniej powinno być), że najsilniejszy nawet rozum nie zapanuje nad biologią i fizjologią. Można być laureatem Nobla, ale jak się powie "nie zrobię siku przez 3 dni" to i tak nic z tego nie wyjdzie.
W związku z tym (albowiem, wbrew pozorom, zmierzam do czegoś ) jeśliby nawet załozyć, że nadludzkim wysiłkiem JT odmawiał sobie kontaktów z kobietami to na biologię i tak nie mógł nic poradzić.
Drogie Damy- czy naprawdę lepsza jest dla Was opcja sfrustrowanego Thorntona zaspokajającego sie ręką w samotności w pustym łóżku, bądź też na tyłach swego kantorku? Cóż w tym wzniosłego? Co dobrego mogą przynieść TAKIE doświadczenia jego biednej żonie?
Moim skromnym zdaniem lepiej i zdrowiej byłoby po prostu znaleźć jakąś chętną kobietę i (płacąc lub nie) "ulżyć sobie".
nyota - Wto 28 Paź, 2008 13:30
| spin_girl napisał/a: | | Drogie Damy- czy naprawdę lepsza jest dla Was opcja sfrustrowanego Thorntona zaspokajającego sie ręką w samotności w pustym łóżku, bądź też na tyłach swego kantorku? |
Zabiło mnie to
| spin_girl napisał/a: | | Moim skromnym zdaniem lepiej i zdrowiej byłoby po prostu znaleźć jakąś chętną kobietę i (płacąc lub nie) "ulżyć sobie". |
Tylko czy zdrowszy jest ten płatny seks to bym się kłóciła.
Z racji jego wieku chyba można się zgodzić, że dziewicem nie był.
| nicol81 napisał/a: | | Na moje jest odwrotnie- to, ci którzy mieli wczesną inicjację od razu lecą do celu, nie dbając o "szczegóły" Natomiast pary, które stawiają sobie granice, dbają o "eksplorację szeroko pojętych obszarów". |
Czy doświadczony facet jest lepszy w łóżku też wątpię- znudzony zrobi swoje w 2 minuty i nawet nie pomysli, że partnerka się jeszcze nie rozkręciła. A wspólne odkrywanie siebie może sprawić trochę radości- bez nawyków pozostawianych przez poprzednich partnerów- czasem odmiennych od naszych własnych pragnień.
Gosia - Wto 28 Paź, 2008 13:39
| Cytat: | | czy naprawdę lepsza jest dla Was opcja sfrustrowanego Thorntona zaspokajającego sie ręką w samotności w pustym łóżku, bądź też na tyłach swego kantorku? Cóż w tym wzniosłego? Co dobrego mogą przynieść TAKIE doświadczenia jego biednej żonie? Moim skromnym zdaniem lepiej i zdrowiej byłoby po prostu znaleźć jakąś chętną kobietę i (płacąc lub nie) "ulżyć sobie". |
Prawdę mówiąć obraz Thorntona w obu wariantach mało mi sie podoba
Czy nie mozemy po prostu zalozyc, ze nie ma czegos takiego jak zwykly męski popęd i dopiero on sie uaktywnił z chwilą poznania Margaret?
spin_girl - Wto 28 Paź, 2008 13:41
| Gosia napisał/a: | Prawdę mówiąć obraz Thorntona w obu wariantach mało mi sie podoba
Czy nie mozemy po prostu zalozyc, ze nie ma czegos takiego jak zwykly męski popęd i dopiero on sie uaktywnił z chwilą poznania Margaret? | \
a jednak trzeciego wariantu nie ma
Gosia - Wto 28 Paź, 2008 13:42
Jest, w końcu to fikcja i każdy może mieć wyobrażenie o Thorntonie takie jakie chce
A ja mam właśnie bardzo romantyczne wyobrazenie
spin_girl - Wto 28 Paź, 2008 13:58
| Gosia napisał/a: | Jest, w końcu to fikcja i każdy może mieć wyobrażenie o Thorntonie takie jakie chce
A ja mam właśnie bardzo romantyczne wyobrazenie |
Jestem przeciwnego zdania. Fikcja fikcją, ale logika musi zostać zachowana, czyli wariant 1 albo wariant 2. Inaczej możemy tez założyć, że Thornton potrafił fruwać albo, że w ogóle był z innej planety.
nicol81 - Wto 28 Paź, 2008 14:17
| spin_girl napisał/a: | Powszechnie wiadomym faktem jest (a przynajmniej powinno być), że najsilniejszy nawet rozum nie zapanuje nad biologią i fizjologią. Można być laureatem Nobla, ale jak się powie "nie zrobię siku przez 3 dni" to i tak nic z tego nie wyjdzie.
W związku z tym (albowiem, wbrew pozorom, zmierzam do czegoś ) jeśliby nawet załozyć, że nadludzkim wysiłkiem JT odmawiał sobie kontaktów z kobietami to na biologię i tak nie mógł nic poradzić. |
Seks nie jest taką koniecznością fizjologiczną jak odżywianie, wydalanie czy sen. Z biologicznego punktu widzenia seks służy jedynie prokreacji, a w konsekwencji przetrwaniu gatunku. Zwierzęta robią to góra parę razy do roku, a i to nie wszystkie- niektóre osobniki spędzają całe życie w celibacie! Biorąc pod uwagę długość życia przedstawicieli gatunku ludzkiego, przywoływanie potrzeb biologicznych nie mna uzasadnienia.
| spin_girl napisał/a: | | Moim skromnym zdaniem lepiej i zdrowiej byłoby po prostu znaleźć jakąś chętną kobietę i (płacąc lub nie) "ulżyć sobie". |
Tylko skąd by się wzięła owa "Chętna kobieta"? Każda opcja uwzględnia jakąś formę wykorzystywania...
Alicja - Wto 28 Paź, 2008 14:20
| nyota napisał/a: | | Czy doświadczony facet jest lepszy w łóżku też wątpię- znudzony zrobi swoje w 2 minuty i nawet nie pomysli, że partnerka się jeszcze nie rozkręciła |
oj, niekoniecznie, niekoniecznie
a skąd taki pogląd? a contrario - wszystkie mężatki mają przechlapane?
nyota - Wto 28 Paź, 2008 14:48
| Alicja napisał/a: | oj, niekoniecznie, niekoniecznie
a skąd taki pogląd? a contrario - wszystkie mężatki mają przechlapane? |
Wiem, że niekoniecznie. Przypominam, że jestem młoda mężatką, wiec przechlapane jeszcze nie mam
Pogląd wynika z mojego mieszkania za czasów studenckich z samymi dziewczynami i bardzo wnikliwymi dyskusjami na ten temat- poznałam oba przypadki, i wersje ze szczęśliwym i nieszczęśliwym rozwojem wydarzeń były właściwie niezależne od doświadczenia. Doświadczenie czasem przeszkadza, czasem jest przydatne; niedoswiadczenie-może być przyczyną katastrofy seksualnej, albo budowania ciekawego pożycia. Tak naprawdę wszystko jest zależne od ludzi i ich oczekiwań.
Gosia - Wto 28 Paź, 2008 16:21
| spin_girl napisał/a: | | Fikcja fikcją, ale logika musi zostać zachowana, czyli wariant 1 albo wariant 2. Inaczej możemy tez założyć, że Thornton potrafił fruwać albo, że w ogóle był z innej planety. |
Ja mam wrażenie, że wszyscy męscy romantyczni bohaterowie są z innej planety...
Anonymous - Wto 28 Paź, 2008 17:53
| nicol81 napisał/a: | | Seks nie jest taką koniecznością fizjologiczną jak odżywianie, wydalanie czy sen. Z biologicznego punktu widzenia seks służy jedynie prokreacji, a w konsekwencji przetrwaniu gatunku. Zwierzęta robią to góra parę razy do roku, a i to nie wszystkie- niektóre osobniki spędzają całe życie w celibacie! Biorąc pod uwagę długość życia przedstawicieli gatunku ludzkiego, przywoływanie potrzeb biologicznych nie mna uzasadnienia. |
I tu sie mylisz - człowiek nawet z biologicznego punktu widzenia uprawia seks nie tylko w celach prokreacyjnych - gdyby tak było, nie byłoby problemu z masturbacja (jako forma odreagowania napięcia nagromadzonych hormonów). Seks sluzy zaciesnieniu kontaktow społecznych, rozladowaniu napiecia. Brak zycia seksualnego jest objawem lub skutkiem dewiacji psychicznych.
Celibat u zwierzat jest uwarunkowany społecznie i ZAWSZE narzucony (w stadzie) lub wynikiem dewiacji i uszkodzeń psychicznych lub fizycznych. A i seks dla przyjemnosci istnieje - np. wśród małp człekokształtnych. Szympansy nie tylko prowadzą wojny, ale kochaja sie bez celów prokreacyjnych, mało tego - uprawiaja seks oralny, który jakby nie patrzec, nie słuzy do zapłodnienia. Badania wykazały również, ze przeżywaja orgazm tak jak i ludzie - to czy samica kopuluje z jednym samcem (jak u goryli), czy wieloma (jak u szympansów) jest już kwestią gatunkową (podobno warunkuje to budowa i wielkość jąder).
Tak jak pisałam juz kiedys - jedną rzeczą, która odróżnia nas od zwierząt jest gotowanie posiłków - religia, seks dla przyjemnosci, wojny, miłość - istnieje w świecie fauny.
Alicja - Wto 28 Paź, 2008 18:41
| Mag13 napisał/a: | | Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę! |
nie pchać się proszę, jeśli wszystkie będziemy podglądac przez dziurkę od klucza to wpadniemy razem z drzwiami do środka !
Anaru - Wto 28 Paź, 2008 18:47
| Alicja napisał/a: | nie pchać się proszę, jeśli wszystkie będziemy podglądac przez dziurkę od klucza to wpadniemy razem z drzwiami do środka ! |
I się Thornton speszy i zacuka...
Uhm... pastor Collins jakoś nie wzbudza chyba aż takich uczuć ani takiej ciekawości
Alicja - Wto 28 Paź, 2008 19:01
Mr Collins ?
ale Darcy
Anaru - Wto 28 Paź, 2008 19:08
O Darcym to ja bym mogła rozważania prowadzić bo go lepiej kojarzę niż Thorntona , a i wizualnie mhmmm...
A Pastor Collins dziewicem był, rzecz pewna, nie podlega dyskusji
Swoją drogą ktoś tu obiecywał opis czyjejś dziewiczej nocy poślubnej...
Alicja - Wto 28 Paź, 2008 19:10
| Anaru napisał/a: | | A Pastor Collins dziewicem był, rzecz pewna |
znając ród męski nawet tego nie jestem pewna na 100 %
Anaru - Wto 28 Paź, 2008 19:14
Myślicie, że się któraś na niego połakomiła...?
Chyba, że płatnie
Ale krygował się jak dziewic
Sofijufka - Wto 28 Paź, 2008 19:34
| Anaru napisał/a: | O Darcym to ja bym mogła rozważania prowadzić bo go lepiej kojarzę niż Thorntona , a i wizualnie mhmmm...
A Pastor Collins dziewicem był, rzecz pewna, nie podlega dyskusji
Swoją drogą ktoś tu obiecywał opis czyjejś dziewiczej nocy poślubnej... |
ja obiecywałam, ale to muszę skaner wyciągnąć, bo książkę juz znalazłam....
Dobra - jest z: Lynne Reid Banks: Path to the silent country
They drove through fitful periods of sunshine to Keighley sta¬tion and there took a train to Conway, where they were to spend the night. Charlotte's natural nervousness and her inevitable tired¬ness increased all day, and were exacerbated by a trying cold. By the time they reached Conway, the weather was dark, wet, and wild. Over dinner at the inn, neither of them could find much to say. For her part, Charlotte could only wish the night well over, her cold and headache dispelled, and honeymoons in general un-invented. She had never felt less bridal in her life, and as Arthur led her up the stairs to their comfortable but dauntingly unfamiliar inn sitting-room, her strongest impulse—if she had had energy enough left—would have been to turn and flee.
"You're tired, my love," said Arthur quietly when the heavy oak door had shut them up alone together.
She looked up at him piteously. He gathered her in his arms. She leaned against him, limp and trembling. Whatever demands he made of her now, she had nothing to offer. She was exhausted.
"Come and sit with me," he said.
To her initial confusion he lifted her off her feet, carried her to a chair by the fire, and sat down with her on his knees.
"Listen to the storm," he said. "The wind is 'wuthering' almost as it does on the moors.... It should make you feel at home."
She said nothing. She sat stiffly, primly, her hands clenching each other with the sheer unaccustomedness of their proximity and the strange, intimate position. As he went on speaking, very gently his arm urged her to lean more against him.
"And soon we will be at my home. I wonder what you will think of it. It is partly a school, as I told you. But first we will see Dublin, and I'll show you Trinity, where I studied, and take you for a boat-ride on the canal which my brother manages—I do hope he will meet us when we get there. I'm sure he will, for he is longing to meet you, as are all my dear family.
Now she was leaning on him, and as he felt her slight figure against him the agitation he had so far mastered began to tell in his voice, which lost some of its measured depth and rose un¬steadily.
"My aunt, you know, has been like a mother to me, since my uncle adopted me and brought me, with my brother, from our native Scotland as orphan children. My many cousins treat me as their brother. You will like them, especially Mary Anne, who is so much an admirer of your books."
Charlotte did not interrupt. Let him talk as long as he liked. His voice, shaking now, and stilted, nevertheless had a strangely soothing effect on her—perhaps it was more the warmth of his big body. The flickering of the firelight and the steady glow of the lamp were also, in some way, calming her. They seemed so homelike, so ordinary. . . . After all, millions of women had passed through this (though not many for the first time at her agel). He was kind and gentlemanly. He would be good to her. Slowly she relaxed. Her head fell on his shoulder and her hand crept into his.
As if this triumph of trust over timidity proved more than his overwrought nerves could bear, Arthur stopped speaking abruptly and stood up, almost pushing her off his knees.
"It's late," he said. "Will you—would you care to go in first?" Charlotte, feeling the loss of his closeness, did not understand what he meant at first. But he glanced at the bedroom door and she started and then said faintly, "As you wish."
He lit a candle for her. His hands shook so much that she had to steady them. The touch of her hands, cupped round his, seemed to unman him completely. "Charlotte—" he said sharply, the word bursting out of him. "Yes, Arthur." "I do not think—I—"
He stared at her wildly across the candle-flame. She found her¬self, completely against her will, wanting to smile. All the lurid tales she had heard of brutish husbands overcome by passion re¬turned to her as she looked at the helpless, wild-eyed figure of her own, looking as terrified as if he were about to be pushed off a cliff.
Suddenly all fear for herself left her. All she wanted was to comfort him, put him at his ease, as she had been a moment before when he had held and talked to her.
She reached up and laid her hand on his bearded cheek for a moment. "My husband," she heard herself say for the first time— and saw a change in his face, in his body, which gave her a most heady and beautiful taste of her womanly power. He straightened, swallowed, and said firmly, "Call me when you are ready."
"Yes, Arthur," she said meekly, and left him.
In the big strange bed, Charlotte's mind was alert, noticing everything. She was amazed at the way his body weighted down the bed beside her, at the strange smell of his skin and hair and breath, so different from a woman's smell. She divined his fears: under these unpropitious circumstances, they were the masculine equivalent of her own (it was his first time, too), and she under¬stood intuitively how to reassure him.
"We have all this night, Arthur," she whispered, "and all the rest of our lives. There is no hurry." And she leaned to him, kissing him and touching him softly on the face and neck. Gradu¬ally his frantic trembling ceased, as hers had done before the fire; the warmth, the unfamiliar but marvelous consolation of her small, soft, delicate body touching his through the two thin layers of cloth, relieved his tormented manhood of its mysterious restraints, and the long, fraught dream began to become a reality.
For him, from then on, it was simple. But for Charlotte it was not simple at all, for nothing emotional was ever simple for her. She had had many thoughts, half-suppressed, about how she would meet this experience. In youth she had desired it, had all but been through it in the dark depths of adolescent imagination. Later, when real men had entered her sphere of consciousness, she had scarcely allowed herself to recognize the meaning of her body's urgings, for there had seemed no hope of a permissible outlet. Certainly she had never approached—in waking hours, at least—a contemplation of Monsieur Heger or any other as a lover in the true sense.
But now a whole lifetime's inhibitions must be set aside. Know¬ing in advance, and now having very active proof of the excep¬tional had imposed on her natural sensuality, and responding to him without restraint or shame. However, that was easier acknowledged than achieved. Very strongly had those painful flushes of desire, experienced when reading Byron at thirteen, or writing of Zamorna a few years later, been suppressed; and heavy were the layers of control she had laid above them. Now, after twenty years she must prize up those gravestones of conscience and self-preservation and peer into the depths of her nature to see whether that lovely, burning, demanding urge was still alive, or whether it had been crushed and stifled there in the lonely dark.
At first it seemed dead. All she had to help her was duty, affec¬tion, and a strong desire to comfort and satisfy her husband. But that was enough, she found, to begin with, though it was hardly what Byron had seemed to promise. When Arthur had fallen asleep, with many broken protestations of love and delight, she lay close to him, wide awake now and with no symptoms of cold other than a parched mouth, and thought it all over. As she relived the experience, setting aside as well as she could all prudery and false modesty, the recollections fused together in her mind into something she had been too deeply anxious to feel at the time. A glow, proudly sensed and profoundly remembered from long ago, began to suffuse her body, and she thought with rising elation, "I am not too old! It will happen—it will happen!" and was aware of the beginnings of a new, unlooked-for happiness.
[...]
At the end of each day, spent making calls on her husband's relatives or visiting his old college or in some other way exploring his past, Charlotte retired with him to their own sanctuary to explore the new world of the senses which was gradually opening up for both. His initial crippling tensions overcome, Arthur began to emerge as a lover not only passionate, but generous and senstive to his wife's needs. She had helped him at first; now he helped her, and soon the sensual happiness Charlotte had foreseen was a reality for her. During the days also, Arthur lost no occasion to demonstrate by a hundred little courtesies his satisfaction at having her with him, his joy in possessing her. To Charlotte, one of the greatest delights was having someone with her all the time, to cherish and protect her: the knowledge that she need never be alone again.
Tamara - Wto 28 Paź, 2008 20:46
| nicol81 napisał/a: |
Seks nie jest taką koniecznością fizjologiczną jak odżywianie, wydalanie czy sen. Z biologicznego punktu widzenia seks służy jedynie prokreacji, a w konsekwencji przetrwaniu gatunku. Zwierzęta robią to góra parę razy do roku, a i to nie wszystkie- niektóre osobniki spędzają całe życie w celibacie! Biorąc pod uwagę długość życia przedstawicieli gatunku ludzkiego, przywoływanie potrzeb biologicznych nie mna uzasadnienia.
|
No cóż , częściowo masz rację , ale tylko częściowo otóż Homo sapiens jest jedynym gatunkiem , u którego popęd płciowy nie występuje sezonowo , tylko przez cały rok i całe dojrzałe życie ze stałym natężeniem , czyli na okrągło I jak pisałam , jeśli nie zaspokaja się go świadomie , organizm sam się musi zaspokajać masturbacją bądź orgazmami w trakcie marzeń sennych .
Mag , czy ja gdzieś napisałam , że kobiety ze względu na inne funkcjonowanie chemiczne są gorsze ? to jest pogląd z którym walczę od dawna , stwierdzam tylko że są INNE i inaczej działają i postrzegają świat . Że faceci plotkują wiadomo nie od dziś , ale między sobą i trochę inaczej niż my, natomiast nie pojmują istoty "babskiego" plotkowania w sensie obgadywania różnych spraw bez wynikających z tego praktycznych działań . Powiedziałabym , że nie umieją siedzieć przy kawie i empatycznie razem z Tobą wkurzać się na Twojego szefa-idiotę , żeby Ci ulżyło
Gosia - Wto 28 Paź, 2008 21:57
Dobre, Mag! Brawo!
Z drugiej strony trudno nie myśleć, że na Thorntona okoliczne panienki mogły "lecieć", a nie sądzę, żeby któraś miała ochotę podrywać pastora Collinsa
Anaru - Wto 28 Paź, 2008 22:00
No nie wiem, może pastor Collins to kwiat angielskiej urody i chociaż my nie doceniamy, to okoliczne panny i owszem. Choć jako człek boży nie wiem czy bezbożnie korzystał.
Gosia - Wto 28 Paź, 2008 23:15
Bo nie mogla dostac samych pieniedzy bez przyleglosci
Ja jednak strasznie Charlotcie wspolczulam, tak czy inaczej do jakiegos pozycia dochodzic pewnie musialo Nawet jesli przez pewien czas pastor slubowal czystosc (jak w Lost in Austen)
Tamara - Śro 29 Paź, 2008 14:53
Mag , między sobą owszem , ale jak żyję nie widziałam faceta , który by plotkował z kobietą
Co do pana Collinsa - nie sądzę ,żeby był nietknięty , myślę że gdzieś jakąś owieczkę zdybał pod pozorem praktykowania miłości bliźniego
|
|
|