To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Nasz własny fanfik

Dione - Śro 16 Sty, 2008 21:53

:rumieniec: Z przeprosinami, bo dziś nic nie wkleję.... smutasa mam dziś i zamiast fanfika wychodzi mi coś w rodzaju zakrętasów Schultza lub rozłzawionego romansidła, a obecnoś Dy'a wymaga raczej satyryczno-ironicznego uroku. Jutro coś dolepię, ale raczej póóźno, bo mam wyjazd, niestety i dopiero wieczorkiem się do kompa dopadnę.
Marija - Śro 16 Sty, 2008 21:56

A tak sobie po cichutku czyhałam... Tak ładnie piszesz, Dione :kwiatek: ; to jutro wieczorkiem? :trzyma_kciuki:
Matylda - Czw 17 Sty, 2008 09:08

Trzykrotka napisał/a:
Alison, ja Cię proszę - vice versa :kwiatek: . Z całym szacunkiem, niezależnie i obiektywnie - robi się to trochę męczące i nudne.
Nie chcę na ten temat dyskutować, wyrażam swoje zdanie.
Dla dobra forum :kwiatek:


Dziewczyno co Ty wypisujesz ???!!!!
A może macie w tym wszystkim jakis interes ???!!!

Trzykrotka - Czw 17 Sty, 2008 12:27

Matylda napisał/a:
Trzykrotka napisał/a:
Alison, ja Cię proszę - vice versa :kwiatek: . Z całym szacunkiem, niezależnie i obiektywnie - robi się to trochę męczące i nudne.
Nie chcę na ten temat dyskutować, wyrażam swoje zdanie.
Dla dobra forum :kwiatek:


Dziewczyno co Ty wypisujesz ???!!!!
A może macie w tym wszystkim jakis interes ???!!!


A jaki Matyldo? I kto "wy"? Dość tajemniczo to zabrzmiało, chciałabym wiedzieć w czyim imieniu się wypowiadam. Teraz ja pytam: co Ty wypisujesz?? !!!!???
Wypisuję, powtarzam, moje własne zdanie. Takie właśnie ono jest.

Matylda - Czw 17 Sty, 2008 12:38

No wiesz to chyba jasne kto znaczy WY
Jeśli mam na myśli więcej niż jedną osobę to chyba słusznie użyłam liczby mnogiej

Dione - Czw 17 Sty, 2008 21:50

Napisałam.....

Dy, z kpiącym uśmiechem na twarzy, stał nieopodal w niedbałej pozie. Kapelusz trzymał w dłoni i jego długie ciemne włosy znajdowały się w nieładzie. Odrobinę niepewnym ruchem przeczesał je i rzucając ledwie przelotne spojrzenie na Georgiannę, powiedział:
- Nie kłopocz się Fitz, nie będę długo narzucał się Wam swoją obecnością. Chciałem się tylko pożegnać. Wyjeżdżam na kilka miesięcy. – Spojrzenie, które w tym momencie skierował do Darcy’ego było niezwykle poważne.
Cichutko odezwała się Georgianna:
- Jego Lordowska Mość pragnie natychmiast ruszyć w dalszą drogę. Prosiłam by pozostał u nas choćby do jutra, lecz na próżno. Może Ty Bracie go przekonasz?
Darcy zmarszczył brwi. Nie bardzo wiedział, co powinien uczynić. Z wielką ochotą uległby prośbie siostry, byle tylko mieć Dy’a w Pemberley choćby kilka godzin dłużej, ale jego wzrok mówił mu, że jest to sprawa nie cierpiąca zwłoki.
- Ależ Milordzie. – Usłyszał blisko głos Elizabeth. – Tak szybko chce Pan nas pozbawić swojego towarzystwa?
Wdzięczny był jej za tę reakcję, choć nie wierzył by przyjaciel zmienił swoje plany. Zbyt dobrze go znał. Podeszli bliżej. Elizabeth wyciągnęła dłoń na powitanie.
- Milordzie, chyba nie odmówi Pan prośbie młodej mężatki?
- Pani Darcy, - Dy skłonił się z gracją i cicho westchnął z ulgą. – nie śmiałbym odmówić Pani czegokolwiek. Pod jednym wszak warunkiem.
Darcy ponownie zmarszczył brwi, Czego ten stary lis może chcieć?
- Że Pani i Panna Darcy zgodzą się umilić nam wieczór muzyką i śpiewem.
W czasie popijania brandy po kolacji, Darcy ostrożnie poruszył temat nagłego wyjazdu. Panie w tym czasie w saloniku muzycznym przygotowywały swoje pieśni. Dy, rozbawiony i kpiący przez cały posiłek, nagle spoważniał.
- Proszę, nie pytaj mnie o to Fitz.
- Dy…. – Powiedział z wysiłkiem. – Muszę nalegać. Wiesz o tym.
- Mhm. Więc dobrze. Sylvanie.
- Co?
- Spokojnie Fitz. Dostałem wczoraj wiadomości od moich ludzi w Ameryce. Znaleźli ją i nie spuszczają z niej oczu. Muszę tam jechać i to natychmiast. Pojutrze powinienem dotrzeć do Londynu. Załatwię wszystkie najpilniejsze sprawy i w ciągu tygodnia wypływam. W porcie akurat cumuje bardzo szybki okręt mojego przyjaciela. …. Fitz, - dodał po krótkiej chwili milczenia. – opiekuj się Panną Darcy.
- Masz moje słowo. Ale obiecaj mi, że będziesz na siebie uważał i … wrócisz cały i zdrowy.
Lord Brougham opuszczał Pemberley natychmiast po śniadaniu. Elizabeth ze ściśniętym sercem patrzyła na poważną minę męża. On wiedział coś poza lakonicznym wyjaśnieniem milorda, że ważne interesy wymagają jego obecności. Jednak nie śmiała pytać. Doskonałe nastroje z poprzedniego wieczora zupełnie ich opuściły. Georgianna z zapuchniętymi oczami ledwie skubała zawartość swojego talerza. Brougham również był dziwnie milczący. Pożegnanie również było ciche. Wewnętrzny impuls kazał Lizzy wspiąć się na palce i musnąć ustami policzek przyjaciela. Jakby ośmielona tym zachowaniem Georgianna, z lekkim wahaniem zrobiła to samo. Zaskoczenie, ale i nagła przyjemność, pojawiły się krótką chwilę na twarzy milorda.
Darcy sam odprowadził go do czekającego na podjeździe konia. Panie pozostały w saloniku, śledząc odjazd przez okna. Pani Darcy odchyliła firankę i ze smutnym uśmiechem pomachała przyjacielowi. W pewnej chwili do uszu Elizabeth doszedł cichy szloch. Przy drugim oknie stała Georgianna, z wysiłkiem próbująca powstrzymać płynące łzy.
- Nie płacz, moja droga. Pożegnania są smutne, ale pozwalają nam tym bardziej docenić radość powitań. – Podeszła powoli do dziewczyny i delikatnie otoczyła ją ramionami.
Georgianna natychmiast przytuliła głowę do jej ramienia.
- Och, Lizzy. Ja już za nim tak bardzo tęsknię. – Rozpłakała się na dobre. – Traktuje mnie jak młodszą siostrę, drażni się ze mną, ale …. Jest dla mnie taki dobry.
Dźwięk zamykanych drzwi wejściowych przywołał ją do porządku.
- Fitzwilliam! Nie może mnie tak zobaczyć! – Wyrwała się z uścisku i szybko wybiegła z saloniku. Elizabeth została sama. Potarła palcami skronie, próbując zrozumieć, czego właśnie była świadkiem.

izek - Czw 17 Sty, 2008 22:20

O! Dione, super się to czyta, naprawdę. :kwiatek: :kwiatek:

Ale kto to Sylvanie? Nie towarzyszyłam Pamelce bez przerwy, więc może to jasne, ale ja poproszę o małe wytłumaczenie.

Dione - Czw 17 Sty, 2008 22:30

Sylvani chciała w swoim czasie usidlić Darcy'ego, potem chciała go szantażować, a na koniec okazała się spiskowcem przeciw królowi i uciekła do Ameryki. Dy ją gonił, ale mu umknęła. Więc pomyślałam, ze dajmy mu szansę ją w końcu schwytać :mrgreen:
asiek - Czw 17 Sty, 2008 22:34

Zajrzałam do wątku i struchlałam. :(
Bardzo to przykre... Mam nadzieję, że Admin przemyśli swoją decyzję i nie rzuci nas. :kwiatek:

Alison, WRACAJ !!!! Czekamy na Ciebie ! :hello:

Dione - Czw 17 Sty, 2008 23:04

asiek napisał/a:
Zajrzałam do wątku i struchlałam. :(
Bardzo to przykre... Mam nadzieję, że Admin przemyśli swoją decyzję i nie rzuci nas. :kwiatek:

Alison, WRACAJ !!!! Czekamy na Ciebie ! :hello:


:co_stracilam:

Marija - Czw 17 Sty, 2008 23:09

D...a. Jest źle :? .
Dione, bardzo ładny fragmencik :kwiatek: .

asiek - Czw 17 Sty, 2008 23:25

Marija napisał/a:
D...a. Jest źle .

:(

Gunia - Pią 18 Sty, 2008 15:30

Dione napisał/a:
Jakby ośmielona tym zachowaniem Georgianna, z lekkim wahaniem zrobiła to samo. Zaskoczenie, ale i nagła przyjemność, pojawiły się krótką chwilę na twarzy milorda.
Darcy (...)

Przez chwilę myślałam, że Darcy też go pocałował w policzek. :thud:

Dione - Pią 18 Sty, 2008 16:48

nie aż tak moja wybujała wyobraźnia chyba nie sięga :mrgreen:
MiMi - Pią 18 Sty, 2008 22:20

Przeczytałam fanfik. Jest świetny. Mam nadzieję, że kiedyś sama coś naszkrobię, ale teraz nie mam weny. Może później...
Gunia - Sob 19 Sty, 2008 16:15

Dione napisał/a:
nie aż tak moja wybujała wyobraźnia chyba nie sięga :mrgreen:

Dzięki niebiosom... Ale przez chwilę zwątpiłam. :thud: :roll:

Anonymous - Sob 19 Sty, 2008 17:13

A ja postanowiłam nie rezygnować łatwo z Ibera i postaram się napisać coś po sesji czyli za dokładny tydźień biorę się za tworzenie. :-P .
Prośby o porzucenie tego pomysłu przesyłać na PW :mrgreen:

Dione - Sob 19 Sty, 2008 22:13

Kasiek, dlatego wysłałąm Dy'a na jakiś czas za ocean, żeby ten twój wymarzony Iber się mógł pojawić. Ale... co najwyżej drobny flirt z Georgianną, wydać go możesz za inną panne (choćby wprowadzimy w odpowiednim czasie dziedziczkę wielkiego majątku w Szkocji czy Irlandii lub wyślemy lady C. na tamten świat, a Ibera wyswatamy z Anną de Bourgh). Ale jak tylko Dy wróci, to będzie jego ślub z Georgianną (no dobra niech trochę się w narzeczeństwo pobawią).



Taka jest moja wersja i będę się jej trzymać :-P

Anonymous - Sob 19 Sty, 2008 22:28

może być. A ja już sobie w myślach ukłądam obraz Ibera.
Nie wiem jeszcze wprawdzie wiele, czy to ma być Iker-Baskijczyk :serce: , czy też Raul Kastylijczyk :serduszkate: . ALe się zdecyduję po czym dam znać:P
To móicie, że za Ocean się wybieramy. Rozumiem, czyli Dzielny Iber musi uciekł do kolonii przed podłym Napoleonem, który szaleje z polskimi szwolażerami po słonecznym kraju Goi?

nicol81 - Nie 20 Sty, 2008 11:07

Iber na Kastylijczyka!!! :cheerleader2:
Anonymous - Nie 20 Sty, 2008 12:11

:mrgreen: to bedzie Raul.Nasz klient nasz pan.
Teraz to ja się wyniosę z tego tematu, bo zamiast się uczyć rozmyślam o..Iberach

nicol81 - Sob 26 Sty, 2008 21:50

Miłe damy, skoro na razie w kwestii fanfików bezrybie, to napisałam małego raka. Proszę bardzo.

* * * * *
Elżbieta zeszła po pięknych schodach Pemberley. Zamierzała udać się na przechadzkę, zawołała więc Trafalgara, śpiącego na dywaniku. Mąż nie mógł jest towarzyszyć, jako że miał ważne spotkanie z zarządcą posiadłości. Jednak Lizzie nieobecność męża nie zakłócała przyjemności, jaką czerpała z wysiłku fizycznego, świeżego powietrza i urokliwych widoków. Pies biegał wokół niej, nigdy jednak nie oddalając się zbyt daleko. Tak doszli do lasu. Lizzy rzucała patyki i kamyczki, które zwierzę jej wiernie przynosiło. Ta zabawa pozbawiła dziewczynę tchu, oparła się więc ona o pień drzewa, by chwilę odpocząć.
Nagłe usłyszała skowyt. Ruszyła w tę stronę i oczom jej się ukazał Trafalgar zwijający się z bólu. Jego łapa tkwiła w żelaznym uścisku przedmiotu, który, jak Elżbieta sądziła, był sidłami. Wzdrygnęła się. Nie wiedząc, co robić, zbliżyła się do wyjącego psa. Jego łapa była zbroczona krwią…
Fitzwilliam Darcy właśnie skończył omawianie urzędowych spraw i wychodził z gabinetu, gdy jego żona wpadła do domu. Zauważył jej wzburzenie, ale nie była w stanie mówić. Zgięta w pół, oddychała głośno.
-Lizzy, co…?- podszedł do niej. Wyciągnęła do niego ręce.
-Trafalgar…- w krótkich słowach przedstawiła sytuację. Mąż natychmiast zebrał ludzi, nalegał, by Lizzy została i odpoczęła. Ona jednak chciała wskazać im drogę. Dopiero później wróciła do domu i opadła na fotel. Zamknęła oczy, starając się pozbyć obrazu tarzającego się i ryczącego z bólu zwierzęcia.
-Elżbieto?- otworzyła szybko oczy, przed nią stała Georgiana- czy coś się stało?
Lizzy uświadomiła sobie, jakim ciosem dla szwagierki będzie wiadomość o ciężkim stanie ulubieńca. Nie czuła się wystarczająco silna, by jej o tym powiedzieć, ale wiedziała, że musi. Lepiej było, by Georgiana została uprzedzona.
Dziewczyna słuchała wyjaśnień Elżbiety, przyciskając ręce do twarzy. Była blada jak płótno. Gdy grupa mężczyzn wnosiła psa do domu, natychmiast pobiegła w tamtą stronę.
-Zanieście go do salonu – poleciła, a Darcy nie widział przeciwwskazań. Trafalgar został położony na dywaniku przy kominku. Widać było, że nadal jest odrętwiały z bólu, choć łapę miał opatrzoną. Georgiana natychmiast uklękła przy ulubieńcu i zaczęła go głaskać. Lizzy podeszła do zmartwionego męża.
-Udało się nam w końcu otworzyć te wnyki- opowiadał Fitzwilliam- ale nasze działanie jeszcze pogłębiło ranę. To była bardzo misterna robota. Pracownicy mają obowiązek regularnego przeszukiwania całej posiadłości pod kątem działań kłusowników, ale widać te były niedawno założone, skoro uszły ich uwadze.
-Ale z Trafalgarem będzie wszystko dobrze, prawda?- zaczęła, ale widząc, twarz męża, urwała. Jego oczy nie pozostawiły jej żadnych wątpliwości, ale dodatkowo potrząsnął głową.
-Może lepiej byłoby go dobić, ale nie jestem w stanie na to pozwolić. Wiem, że się męczy, jednak jest mi za bliski- wyznał załamany Darcy.
Elżbieta pocieszająco położyła mu rękę na ramieniu.
-Przepraszam- odezwała się cicho- powinnam była bardziej go pilnować.
On ujął jej dłoń z czułością.
-Najdroższa, nie obwiniaj się. To ci okropni kłusownicy, których od dawna zwalczamy. Teraz zdwoimy wysiłki…
Oparła głowę o jego ramię. Oboje zatroskani spojrzeli na Georgianę, kucającą przy ulubieńcu, wtuloną w jego futro i delikatnie go głaszczącą. On leżał nieruchomo, czasami tylko wydając przejmujący pisk. Dziewczyna nie chciała odejść od rannego psa, a Darcy nie nalegał. Towarzyszył swojej siostrze aż do późnych godzin nocnych.
Tak minęła noc. Nad ranem Trafalgar podniósł głowę i wydał ostatnie tchnienie.
Postanowiono, że pies zostanie zakopany w ogrodzie, Georgiana chciała mieć bowiem miejsce, gdzie mogłaby odwiedzać ulubieńca. Teraz albo wypłakiwała się w ramionach Elżbiety, albo wraz z bratem wspominała życie Trafalgara i przyjaźń, jaka między nimi istniała.

Marija - Sob 26 Sty, 2008 22:35

O ludzie :zalamka: ; nie powiem -lekko się podłamałam :( . Nicol, co Ci biedak zawinił?
asiek - Sob 26 Sty, 2008 22:59

Nicol, why ? :cry2: ...Dlaczego pies, a nie Karolina B.? :cry2:
Marta - Sob 26 Sty, 2008 23:55

Ale.... dlaczego..? :cry2:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group