North and South - serial BBC - Pierwsze wrażenia i późniejsze
Anonymous - Pią 26 Maj, 2006 13:40
| Gunia napisał/a: | | Jane Austen... O tej Jane mówię... |
Gunia - Pią 26 Maj, 2006 14:55
Och... Ago... Nie krępuj się! Wzdychaj śmiało... Może gdyby się obróciła byłoby tak romantycznie, że nie dotrwałybyśmy do końca?
Aga85 - Pią 26 Maj, 2006 15:07
| Gunia napisał/a: | Och... Ago... Nie krępuj się! Wzdychaj śmiało... Może gdyby się obróciła byłoby tak romantycznie, że nie dotrwałybyśmy do końca? |
Tak, Guniu, byłoby baaardzo romantycznie. Ale dobrze jest jak jest. W końcu mamy takie piękne zakończenie. Scenę na stacji obejrzałam już chyba z 10 razy i za każdym razem odzywają mi się w brzuchu motylki, a serducho wali bez opamiętania. Do tego od wczorajszego wieczora nie jestem w stanie nic przełknąc. Myślę tylko o Rysiu i tylko on się liczy . Nawet moja mama zaczyna coś podejrzewac i mimochodem rzuca, ze chyba się zakochałam... I ma rację:
Gunia - Pią 26 Maj, 2006 15:12
Mój brat dociekliwie pyta, jaki to był rodzaj biznesu, skoro chwilę potem zaczęli się całować...
Aga85 - Pią 26 Maj, 2006 15:18
| Gunia napisał/a: | Mój brat dociekliwie pyta, jaki to był rodzaj biznesu, skoro chwilę potem zaczęli się całować... |
Taaaa... mężczyźni
Guniu, dopiero teraz zauważyłam Twój nowy podpis. Ja nie będę już pisac tego samego, bo Mateusz poczułby się dotknięty, gdyby nagle stracił dwie wielbicielki... Ale tak między nami, Guniu, to czuję dokladnie to samo co Ty
Gunia - Pią 26 Maj, 2006 15:19
No... To już jesteś drugą femme varrie...
Pearl Jamma - Pią 26 Maj, 2006 16:05
Wraz z upływem czasu,uwielbiam "North and South" coraz bardziej.
Obecnie powróciłam do zachwytów nad namiętną,wręcz szaleńczą miłością Thorntona względem Margaret. Z jednej strony, czuję na własnej skórze ww. dwa przymiotniki. Z drugiej zaś, właśnie to uczucie pozwala naszym bohaterom dojrzeć emocjonalnie,zrozumieć istotę uczucia i "otworzyć wrota" duszy.
Równie cudowny obraz duchowości i fizyczności widziałam w filmach "Fortepian " oraz "Kobieta i mężczyzna"
Aga85 - Pią 26 Maj, 2006 16:19
| Gunia napisał/a: | No... To już jesteś drugą femme varrie... |
Hehe, na to wygląda
Gunia - Pią 26 Maj, 2006 16:30
A wiecie, że na filmwebie jest błąd? N&S
Zamiast Hannah Thornton jest Hanah Armitage...
Aga85 - Pią 26 Maj, 2006 19:14
| Caitriona napisał/a: | Ojej, we trzy macie praktycznie identyczne avatarki |
A cóż radzic, Caitri? Gunia i ja wczorajszego wieczora oddałysmy nasze serca Rysiowi. Nie ma odwrotu. Rysiu był, jest i będzie . A Pearl też wzieła swój z tej samej strony: http://wrenscott-icons.li...637.html#cutid1 . Ale spokojnie, te avatarki nie takie znowu identyczne. Choc nie da się zaprzeczyc - pewne podobieństwo jest. No ale nie martw się, jakoś nas odróżnicie
asiek - Pią 26 Maj, 2006 19:41
Witajcie współuzależnione...Tak nas tu wiele i każda kocha Rysia.
Aby nie urazić żadnej z nas Rysio powinien zostać... mormonem :grin:
Caitriona - Pią 26 Maj, 2006 19:43
Broń Boże, ja się niczym nie martwię. Avatarki wasze są podobne i zdje się zę tylko każdy z innej sceny zrobiony.
Gunia - Pią 26 Maj, 2006 19:44
Hehe... Ale czy byłby w stanie obsłużyć (i utrzymać) kilkaset żon...
GosiaJ - Pią 26 Maj, 2006 19:51
| asiek napisał/a: | Witajcie współuzależnione...Tak nas tu wiele i każda kocha Rysia.
Aby nie urazić żadnej z nas Rysio powinien zostać... mormonem :grin: |
Ryś jest boski - to dogmat na tym forum, który kiedys z Gosią podczas rozmowy ustaliłyśmy! W wątku "cravatless" można mu palić kadzidełka, stawiać ołtarzyki i uznawać absolutnie boskim i świętym
Anonymous - Pią 26 Maj, 2006 19:52
Nie zapomnijcie o codziennej zmianie pachnącego kwiecia
GosiaJ - Pią 26 Maj, 2006 19:55
| AineNiRigani napisał/a: | Nie zapomnijcie o codziennej zmianie pachnącego kwiecia |
Aine, zostaniesz naszą niewolnicą i będziesz musiała to kwiecie codziennie o poranku wraz ze świeżą rosą zrywać I jeszcze na ołtarzyk nosić!
Gosia - Pią 26 Maj, 2006 19:56
Pamietamy i, odnoszac to do innego watku, spiewamy ku ku jego czci Mantry
Anonymous - Pią 26 Maj, 2006 19:59
Om burguvasva...?
Gosienki, mogę wam zmieniać kwiecie na ochotnika. Nie musicie mnie niewolić. Widok pięknych kwiatów wynagrodzi mi widok ciągłego patrzenia na Ryśku-Ryśku
Gosia - Pią 26 Maj, 2006 20:09
A my wrecz przeciwnie - widok twarzy a zwlaszcza oczu Rysia skutecznie przesloni nam piekno kwiatow.
Aga85 - Pią 26 Maj, 2006 20:25
| Gosia napisał/a: | A my wrecz przeciwnie - widok twarzy a zwlaszcza oczu Rysia skutecznie przesloni nam piekno kwiatow. |
Święta prawda, Gosiu. Święta prawda...
asiek - Pią 26 Maj, 2006 20:44
Moje drugie wrażenie po obejrzeniu N&S...
Nicholas Higgins - mężczyzna wart grzechu. Nie pociąga fizycznie tak jak John Thornton, ale sądzę, że niejedna z nas chciałaby być kochaną przez takiego faceta. Troskliwy,odpowiedzialny, pracowity, dbający o dzieci i dom. Taci mężczyźni to już rzadkość. Z twarzy Higgnsa bije radość i ...pozytywna energia. Ma się wrażenie, że on pokona każdy życiowy zakręt. Bardzo mi się podoba ta postać. Świetna rola.
Państwo Hale... Zgadzam się, że aktorzy świetnie dobrani.
Dwie życiowe sieroty... nie chcę tu nikogo urazić...sama jestem jedną z nich Zastanawiam się ... jak im sie udało począć i wychować tak cudowną Margaret. Bez jej pomocy juz dawno opuścili by ten świat.
Pani Hale podobała mi się szczególnie w jednej scenie... kiedy wyrzucała mężowi pochopną i bezpodstawną decyzję o wyjeździe z ukochanego Helston do Milton....Czuje się rozpacz tej kobiety i ...rozczarownie mężem.
Henry...Wiem ... nie cieszy się wielką sympatią Fanek filmu, ale... i mnie go żal. Uważam, że kochał Margaret prawdziwie. Trwał prz niej...był oddany i pomocny.
Trochę sztywny, to prawda, ale nie powinno to nas dziwić, wszak to angielski dżentelmen Myślę, że nie przepadamy za nim, bo był rywalem Thorntona i jako taki nie ma u nas szans.
Pani THornton... muszę przyznać, że nie budzi mojej sympatii. Ta postać jest świetnie zagrana... pewnie dlatego rodzi tak żywe emocje.
Wiem... ta kobieta wiele przeszła...śmierć dziecka i męża... bieda. Musiała stać się twartą, aby przetrwać wraz z synem i córką. Stąd rozumiem jej niemiłe obejście i oschłośc. Jednak jej toksyczna miłośc do Johna budzi moją niechęć.
Ona stoi prz synie jak partnerka, a nie matka / oczywiście mówię w przenośni/.
Gdy tylko orientuje się, że John jest zakochany w Margaret z miejsca ją odrzuca. Nie stara się jej bliżej poznać...nie szuka dobrych cech... nie pyta syna, co go tak w niej zachwyciło. Przeciwnie ciągle dziewczynę krytykuje, bądź pozwala na to córce. Przecież wie, że rani w ten sposób Johna. Deklaracja ,że jest n a w e t skłonna polubić Margaret jest czcza... to tylko świeca dymna, aby uspokoić syna.
Która z matek ... haftuje swoje inicjały obok inicjałów syna... mówi, zostań ze mną
w ten wieczór, niech ostatni raz poczuję, że jestem dla ciebie najważniejsza ? Przecież tak mówią kobiety porzucane przez partnera.
Wkurzam się, gdy słyszę słowa pani Thornton o wiecznej matczynej miłości i niestałości uczuć dziewczyny. I to nie dlatego, że uważam je za nieprawdziwe, przeciwnie ...znam siłę miłości do dziecka... ale z uwagi na czas i sposób ich wypowiedzenia. Przecież ta kobieta sama podcięła skrzydła Johnowi... z zazdrości rzuciła go na kolana, zamiast zachęcić do walki o ukochaną. Wystarczyło powiedzieć... tak na moją miłość możesz zawsze liczyć, ale ona nie uszczęśliwi cię, tak jak miłość upragnionej kobiety. Zadziwiające, że potrafiła motywować syna do walki w każdej innej sferze życia, a tu .... po niefortunnych ośwadczynach odetchęła z ulgą....bo... nie musiła już pruć obrusów
Qrcze, ale mnie wzięło...wybaczcie. Pani Thornton burzy we mnie krew
Kończąc ten wątek, to dziwi mnie, że pani T. potrafiła włożyć do głowy Johna tle mądorości, a u córki.....niemal pustustan
Dodam jeszcze, że muzyka w filmie dopełnia całości...jest piękna. Urzekło mnie kilka scen, ale o tym później, jak ochłonę po potyczce z panią T.
KIKA - Pią 26 Maj, 2006 21:05
| asiek napisał/a: | | Wkurzam się, gdy słyszę słowa pani Thornton o wiecznej matczynej miłości i niestałości uczuć dziewczyny. |
te słowa odebrałam inaczej... dla mnie mowa o niestałych uczuciach młodej dziewczyny, były jakby pokrzepieniem po odrzuconych oświadczynach.... i dawały pewną nadzieję na to, że Margaret z czasem się do Johna przekona i pokocha go.... czego potem wszystkie byłyśmy świdkami.....
Panna_Marta - Pią 26 Maj, 2006 21:06
| asiek napisał/a: |
Nicolas Higins - mężczyzna wart grzechu. Nie posiąga fizycznie tak jak John Thornton, ale sądzę, że niejedna z nas chciałaby być kochaną przez takiego faceta. Troskliwy,odpowiedzialny, pracowity, dbający o dzieci i dom. Taci mężczyźni to już rzadkość. Z twarzy Hignsa bije radość i ...pozytywna energia. Ma się wrażenie, że on pokona każdy życiowy zakręt. Bardzo mi się podoba ta postać. Świetna rola.
|
Asiu, masz całkowitą rację. Higgins zdążył wzbudzić moją sympatię zanim dostrzegłam urok Thorntona. Sądzę, że byłby idealny pod każdą "postacią"; jako mąż, jako przyjaciel, jako tata. Prawdziwa ostoja. Lubię patrzeć w jego oczy - ma w nich takie ciepłe światełko .
Pearl Jamma - Pią 26 Maj, 2006 21:07
Zgadzam się z Asią. Gdyby w "N&S" nie występował ABSOLUTNIE BOSKI RYSIEK,obiektem mojego pożądania stałby się Nick Higgins.
Co prawda postać nie zniewala jak Jasiek,ale odpowiedzialność,mądrość,pracowitość i uczciwość są ważne bez względu na epokę. Moją uwagę zwraca poza tym, sama fizyczność (twarz,budowa,chód itd.) Brendana Coyle'a. Jest megaatrakcyjnym facetem,mówiąc wprost.
Gunia - Pią 26 Maj, 2006 21:13
Na pewno konkretniejszym od Rysia...
|
|
|