To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Twórczość - C. Bronte - Villette - wspólne czytanie

Alison - Wto 28 Lis, 2006 11:30

Och takich "kwiatków" jest multum. Zgadzam się z koleżanką Przecinek, nie zamierzam już nic kupować w tym wydawnictwie, to chyba ma być taka seria do postawienia na półkę, żeby ładnie wyglądało, bo w środku jest tak niechlujnie. Już dawno nie widziałam tylu błędów i literówek w oficjalnie wydanym tekście.
Harry_the_Cat - Nie 03 Gru, 2006 12:00
Temat postu: Villette - tom 1, rozdział 5 i 6.
W tym tygodniu komentujemy rozdziały:

Rozdział 5 „Odwrócenie nowej karty”
Rozdział 6 „Londyn”


Zapraszam!

Gosia - Nie 03 Gru, 2006 17:57

Ja niestety podgonilam i jestem obecnie w Vilette :oops:
Sa ciekawe elementy, ale ogolnie akcja szybko sie przenosi z miejsca na miejsce...
Wydaje sie jakby po trochu przypadek kierowal zyciem Lucy Snow, ale moze i tak jest w zyciu...
Aha, i jeszcze ta dziewczyna na statku, juz myslalam, ze to moze Paulina wrocila na karty powiesci, a to jednak Ginevra...
W kazdym razie widac, ze jednak Lucy lubi wyzwania, skoro zdecydowala sie na podroz do Londynu i dalej. Przypomina w tym odwazne bohaterki Bronte.

Alison - Nie 03 Gru, 2006 21:24

Gosia napisał/a:
Przypomina w tym odwazne bohaterki Bronte.


No bo w końcu jest odważną bohaterką Bronte ;-)
Powiedzcie czy kiedy trafiła na tą pensję we Francji, to też miałyście pierwsze wrażenie, że to hmmm....dom publiczny? ;-)

Gosia - Pon 04 Gru, 2006 09:57

Zupelnie nie mialam takiego wrazenia :mrgreen:
Mag - Pon 04 Gru, 2006 10:11

Aktem odwagi, ale i desperacji była podróż Lucy do Londynu i potem za kanał.
Z drugiej strony, była sama i nic nie trzymało jej na miejscu.
Trochę dziwny był sposób zdobycia kajuty- czy obowiązywała rezerwacja, a reszta-kto pierwszy ten płynie?(Watsonowie mieli zamówione kajuty)
Zastanawia mnie też daczgo Lucy, taka cicha, pozwoliła zdominować się Ginevrze i jej humorom?


Pierwszy tom jakoś się czyta- chociaż denerwują mnie francuskie wtręty,ale drugi tom... :? ??:

Marija - Pon 04 Gru, 2006 10:59

Mag napisał/a:
Aktem odwagi, ale i desperacji była podróż Lucy do Londynu i potem za kanał.
Zważywszy na ówczesne problemy z podróżowaniem, to była mission impossible. A ja się zastanawiałam, czy dama na statku miała szanse na jakieś mycie, że już o bardziej wstydliwych potrzebach nie wspomnę? :roll: W każdym razie jestem szczęśliwa, że książki nie pachną swoją akcją :rumieniec:
Alison - Pon 04 Gru, 2006 23:08

Mag napisał/a:

Zastanawia mnie też daczgo Lucy, taka cicha, pozwoliła zdominować się Ginevrze i jej humorom?


Pewnie dlatego, że taka cicha... ;-)
Chociaż na tej pensji to się okazało, że cicha woda brzegi rwie :lol:

Marija - Czw 07 Gru, 2006 14:42

Ja podczytuję tom II. Spoza Lucy Snowe wygląda Charlotta Brontë jak żywa, pół książki "Na plebanii w Haworth" jest chyba oparte na "Villette", hm....Ale póki co t. I rozdz. 7 i 8 :wink:
Mag - Czw 07 Gru, 2006 15:47

Chodziło mi o to, dlaczego w ogóle spędzaly razem czas, a Lucy jej pozwalała na dominację. Przecież były równorzędnymi pasażerkami.
Wiadomo było, że Lucy ma stalowy charakter i wolę

Harry_the_Cat - Nie 10 Gru, 2006 11:32
Temat postu: Villette - tom 1, rozdział 7 i 8.
Rozdział 7 „Villette”
Rozdział 8 „Madame Beck”


Zapraszam!

Gosia - Nie 10 Gru, 2006 12:01

Bardzo mi sie nie podoba to grzebanie po rzeczach, ktore uprawia Madame Beck. :? ??:
Rozumiem, ze trzeba wiedziec, kogo sie przyjmuje do domu i pracy, ale takimi metodami ?
No i jakos sie dziwie jednak, ze trzymala osobe naduzywajaca alkoholu...

Natomiast zaintrygowal mnie dzentelman, ktory wskazal droge Lucy Snow, ciekawe czy jeszcze sie pojawi ?

malmik - Nie 10 Gru, 2006 14:36

Postawa grzebiącej pani Beck miała nam chyba dać szybki pogląd na ową damę (przez małe d). Czytelnik od razu wie, że nie może się po niej spodziwewać niczego lepszego -mimo jakichś zewnętrznych pozorów. Natomist mnie zaszokowało podejście do tej sprawy Lucy. Zdaje sobie sprawę, że Lusy znajdując w obcym kraju prace, nie mając żadnych innych perspektyw, nie mogła zrobić babie karczemnej awantury (mnie by puściły nerwy :wsciekla: ). Z drugiej strony jej spokojne podejście było jedynym własciwym rozwiązaniem w tej sytuacji - Lucy nie odkryła swoich kart.
(Trochę mi to jednak przypomina filmy z komuny o II wojnie światowej. Zawsze Niemcy byli idiotami, dającymi się natychmiast rozszyfrować, a nasi dzielni polsko-radzieccy wojacy kręcili nimi jak chcieli)

Gitka - Nie 10 Gru, 2006 15:22

A co powiecie o pierwszym dniu Lucy jako nauczycielki, wybrnęła prawda? :smile:

I podobało mi się dużo opisów jedzenia w tych dwóch rozdziałach, lubię czytać co też bohaterowie sobie w między czasie podjadają :cool:

przecinek - Czw 14 Gru, 2006 12:26

Oj ciężko nam idzie czytanie tej powieści. Pani Beck dziwnie pojmowała istotę szkoły. Mam nadzieję, że jej pensja to był tylko wyjątek, a nie reguła kształcenia, bo skąd w końcu wzięłaby się Skłodowska i doktor Quinn? A sposób Lucy na zdobycie posłuchu wśród uczennic bardzo dobry.
Marija - Czw 14 Gru, 2006 12:32

Czy to już w tym rozdziale jest, to nie pomnę, ale Lucy jako nauczycielka nie miała nawet swojego pokoju, tylko jakieś zasłonki w sali ogólnej, z uczennicami. Pełna intymność :? ??: ... W "Dziwnych losach JE" nauczycielki miały swoje pokoje, a najwyraźniej "na kontynencie" już tak dobrze wyglądać to nie mogło, w porównaniu z cywilizacyjnie lepszą Anglią. :roll:
Alison - Czw 14 Gru, 2006 13:10

Madame Beck, to się ślicznie o swojej córci wyrażała : Co za nieznośny, niegodziwy bęben z tej Desiree! Jaka zatruta jędza z tego dziecka.
Ja to o Was nigdy tak nie mówię, praftaaaa? :roll:

Gosia - Czw 14 Gru, 2006 14:24

Nie wiadomo co o nas mowisz, gdy tego nie slyszymy. ;)
Zakladamy że same dobre rzeczy :D

Alison - Pią 15 Gru, 2006 12:13

Założenie prawidłowe :wink:

Nie wiem czy już to wolno czytać czy nie :lol: ale u mnie już pojawił się młody doktorek, tralala :roll:
Zastanowiło mnie jedno zdanie, nie wiem czy się nie wyrywam przed szereg, bo nie pamietam z którego rozdziału, ale znacie mnie, olewam to ;-) tutaj i tak dyskusja tak kwitnie, że się dorwać do głosu nie można, więc korzystam z okazji:
"Czy znajdzie się uczciwy człowiek, który, będąc wzięty przypadkowo za włamywacza nie czułby się podniecony tym raczej, aniżeli zirytowany pomyłką?"

Otóż znalazł się. A swoją drogą ona jakaś chyba stuknięta ta Szarlotka, w porywach oczywiście... :? ??:

Caitriona - Pią 15 Gru, 2006 15:27

A ja nadgoniłam ;)

Okropna ta pani Beck; przeszukiwać czyjeś rzeczy? Mieć siatkę szpiegów? Przecież to tylko szkoła...

A panna Snowe i jej sposób pozbycia się niewygodnej uczennicy, cóż...Z jednej strony mi sie podoba, ale z druiej to troszkę nieładne i brutalne było...

Alison - Pią 15 Gru, 2006 23:12

Ta Lucy to jakoś w ogóle nie budzi mojej sympatii. Chyba bym się z nią w ogóle nie chciała zakolegować :? ??:
Gosia - Pią 15 Gru, 2006 23:13

Ja jeszcze nie wiem. Na razie daje jej szanse ;)
Alison - Pią 15 Gru, 2006 23:15

Gosia napisał/a:
Ja jeszcze nie wiem. Na razie daje jej szanse ;)


Ja w sumie też, bo jeszcze ją czytam, ale jakoś nie porywa mnie ta książka...

Gosia - Pią 15 Gru, 2006 23:21

Nie pochlania się jej jednym tchem, to fakt...
malmik - Sob 16 Gru, 2006 19:35

Zrób to co mi moja mama radziła przy przeziębieniu podczas wlewania w moje gardło gorącego mleka z masłem, miodem i czosnkiem - zamknij oczy, zatkaj nos i pójdzie... :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group