Powieści Jane Austen - Antypatie w książkach JA
BeeMeR - Czw 29 Lip, 2010 21:01
Ja też uwielbiam pana Collinsa
- lecz przyznaję, głównie w serialu z 1995r. - ta rola to majstersztyk
Yvain - Czw 29 Lip, 2010 21:06
| BeeMeR napisał/a: | Ja też uwielbiam pana Collinsa
- lecz przyznaję, głównie w serialu z 1995r. - ta rola to majstersztyk |
Zgadzam się oskarowy pan Collins
Anonymous - Czw 29 Lip, 2010 21:39
Ale tak biorąc pod uwagę codzienność. pan Collins i ciotunia Norris mnie wkurzali, ale denerwowała mnie też fanny Price i Marianna.
Nieee powinnam to wykasować, dziś mam dzień pt. wkurza mnie wszystko
trifle - Czw 29 Lip, 2010 21:44
Ale mnie też ciotka Norris i pan Collins irytowali niemożebnie. Literackimi majstersztykami są oboje, to fakt, ale w życiu to tylko uzikiem po nich
Anonymous - Czw 29 Lip, 2010 21:47
Nie wyobrażam sobie na dłuższą metę zycia z ciocią Norris czy Colinsikiem. Krew by mnie zalała. To murowane
ALbo bym im sadziła chamskie i bezczelne teksty
BeeMeR - Czw 29 Lip, 2010 22:04
Mnie by krew zalała z koleżanką - swego czasu - Kasi z Northanger Abbey, Izabela jej chyba było puste gadulstwo bez pokrycia w czynach to nie dla mnie.
i z Emmą chyba też
do Collinsa miałabym chyba podejście jak papa Bennett - w małyc dawkach by mnkie bawił, w dużych odrzucał
aś - Pią 30 Lip, 2010 00:06
jako, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni przeczytałam: Emmę, Dumę i Uprzedzenie, Mansfield Park, Perswazje i Opactwo Northanger (tak, tak mam fazę na Austen ), to z całego grona irytujących postaci muszę bez najmniejszego wahania wybrać cioteczkę Norris. tak wrednego babsztyla jeszcze nigdy nie "spotkałam" w żadnej książce!!
tak z marszu, to nasuwają mi się jeszcze pani Allen, sir Walter Elliot i Elżbieta Elliot, Izabella Thorpe, pani Elton i siostrzyczki pana Bingleya (trochę mi się nazbierało ) pan Collins strasznie mnie bawił i nie miałam wobec niego żadnych negatywnych odczuć- ot taki niegroźny dziwak
jednak tak całkiem o moich antypatiach będę mogła się wypowiedzieć dopiero po przeczytaniu Rozważnej i Romantycznej, a to musi poczekać bo mam świeżutką, jeszcze ciepłą "Na plebanii w Haworth", której z rąk nie wypuszczę, póki nie przeczytam
Admete - Pią 30 Lip, 2010 07:53
Znam prawdziwą, kobieca wersję pana Collinsa ( w jakims sensie ), jeśli chodzi o podziw dla wyżej stojących.
Trzykrotka - Pią 30 Lip, 2010 08:53
Cioteczka Norris owszem, ale tak naprawdę negatywnie ja odebrałam bardziej jej siostrę, lady Bertram. Bezmyślna, obła, gnuśna... Pod pozorami dobroci była po prostu przysypiającym na kanapie pasozytem
JoannaS - Pon 02 Sie, 2010 20:05
Fakt, lady Bertram chyba w życiu palcem nie kiwnęła. Ale przynajmniej nie była bezinteresownie podła jak pani Norris.
Trzykrotka - Wto 03 Sie, 2010 00:17
Podła nie, ale bezmyślna i leniwa kosztem słabej bezbronnej Fanny. Ciągle mam w pamięci ten fragment, jako ganiała ją w upale po jakieś głupstwo.
Tamara - Wto 03 Sie, 2010 00:44
Cioteczka wredna była , nie ma co mówić , wszystko załatwiała cudzymi rękami to raz , a dwa , wszędzie urywała coś dla siebie , twierdząc , że jest biedna i poszkodowana
Trzykrotka - Wto 03 Sie, 2010 08:40
Cioteczka została przykładnie ukarana, podobnie jak dwulicowa Izabela z Northanger Abbey. Ale taka Lucy Steel? Pamiętam, że przy czytaniu RiR pięści mi się zaciskały. Toż samo przy dialogach Fanny Dashwood i i Johna. I co? Żadnego prztyczka w nos, żadnej kary, światowe zycie bez trosk.
No, może karą Lucy byl mąż - kogucik, ale chyba nie - ona była identyczna, na pewno świetnie się uzupełniali.
nicol81 - Wto 03 Sie, 2010 21:19
U JA dużo postaci negatywnych "wywija się" karze. Ciekawe, czy to ma być jakiejś jej przesłanie- czy po prostu uważała, że tak będzie bardziej realistycznie
Trzykrotka - Wto 03 Sie, 2010 22:21
Bo to j e s t realistyczne, niestety...
JoannaS - Śro 04 Sie, 2010 09:09
Ale część zostaje w specyficzny sposób ukarana. Lydia i Whickham skazani na siebie, tak samo Willoughby i jego „urocza" żona. Elżbieta z Perswazji skazana na staropanieństwo.
nicol81 - Śro 04 Sie, 2010 21:23
| JoannaS napisał/a: | | Lydia i Whickham skazani na siebie, tak samo Willoughby i jego „urocza" żona. |
To są pary dobranego wg zasady:on dostaje kasę, a ona jego. Na swój sposób usatysfakcjonowane
| JoannaS napisał/a: | | Elżbieta z Perswazji skazana na staropanieństwo. |
Ona raczej nie chciała przestać być Elliotówną...
| JoannaS napisał/a: | | Ale część zostaje w specyficzny sposób ukarana. |
Głównie poprzez niedostanie czegoś - np. panna Bingley Darciego, Henry C. Fanny itp. Ale dziwne, że JA bardziej pióro nie świerzbiało na zemstę
trifle - Śro 04 Sie, 2010 22:02
Czy ja wiem? Mnie się wydaje, że to wszystko wyjątkowo realistyczne - głupia trafia na chytrego, panna Bingley zostaje sama, głupiej Lucy S. się udaje bogato wyjść za mąż. Życie. Tylko te happy-endy mało realistyczne
aś - Czw 05 Sie, 2010 10:04
| trifle napisał/a: | Tylko te happy-endy mało realistyczne |
JA zwyczajnie kończyła na szczęśliwych momentach. Nie opisywała dalszej, "szarej rzeczywistości"
trifle - Czw 05 Sie, 2010 12:27
Ale te happy-endy właśnie są dla mnie dość naciągane, nie wierzę, żeby się w życiu tak układało. Szara rzeczywistość to swoją drogą.
Trzykrotka - Czw 05 Sie, 2010 12:36
Najbardziej happy (i nieprawdopodobne)z endów to chyba DiU oraz Perswazje. Wiem to, a jednak je uwielbiam.
trifle - Czw 05 Sie, 2010 19:21
Ja też lubię przecież Nawet jeśli nierealistycznie, to miło poczytać coś, co się dobrze kończy
JoannaS - Czw 05 Sie, 2010 19:46
Happy endy są wspaniałe. Ponurą prozę życia mamy na co dzień dookoła.
A co do „karania" - Willoughby nie był szczęśliwy, powiedziałabym był na pewno nieszczęśliwy. Miał pieniądze i nic poza tym.
Trzykrotka - Czw 05 Sie, 2010 20:18
No niby tak... ale już na przykład taka Lucy Steel - chciała mieć tylko dużo pieniędzy i pozycję towarzyską. I dostała. Głupi mąż na pewno jej nie unieszczęśliwił.
nicol81 - Czw 05 Sie, 2010 21:26
Willoughby był typem, ktory potrzebował kasiory do szczęścia.
| Trzykrotka napisał/a: | | Najbardziej happy (i nieprawdopodobne)z endów to chyba DiU oraz Perswazje. |
A czemu właśnie te?
|
|
|