North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
Gosia - Wto 23 Maj, 2006 20:42
Ja bede miala jeszcze prosbeczke do naszych wspanialych kochanych tlumaczek.
Chodzi o tytuly rozdzialow.
Bo wiecie, chcialabym wiedziec jak Gaskell nazywa poszczegolne czesci swojej powiesci.
Nie mowie, ze chodzi o to, zeby zaraz to zostalo przelozone, bo dzieki temu ze podajecie je obecnie w wersji oryginalnej, mozna je lepiej umiejscowic w ksiazce.
Ale mam taka malutka prosbeczke na przyszlosc
asiek - Wto 23 Maj, 2006 22:40
| Cytat: | [...]widziała przez łzy stale wypełniające jej oczy, ale nie miała czasu by poddać się i pozwolić sobie prawdziwy płacz. Ojciec i brat zależeli teraz od niej. Podczas gdy oni pogrążali się w żalu i smutku, ona musiała pracować, planować, podejmować decyzje. Nawet te niezbędne ustalenia związane z pogrzebem wyglądało, że spadną na nią.[...]
|
Tak straszne chwile potrafią zwalić z nóg... a Margaret stawiła im czoła.
Mogę ją tylko podziwiać.
Alison - Śro 24 Maj, 2006 07:31
Zostawiam Was moje panny do soboty. I nie rozrabiać tu Myszki skoro Kota nie ma
”Frederick i Margaret o Thorntonie” – rozdz. XXXI, „Should Auld Acquaintance be forgot”, str. 304.
- Tak, musisz wyjechać – powtórzył pan Hale, odpowiadając na pytanie, które Margaret zadała już jakiś czas temu. Jego myśli skupione były na jednym obiekcie i z wysiłkiem podążał za przeskakującymi z tematu na temat swoimi dziećmi, z wysiłkiem, na który teraz właściwie nie było go stać.
Margaret i Frederick spojrzeli po sobie. Ta szybka chwilowa sympatia, która ich łączyła miała się rozwiać z powodu jego wyjazdu. Tak wiele zrozumienia odnaleźli w swoich oczach, zrozumienia, które nie wymagało słów. Ta sama myśl przemknęła przez głowy obojga i zaraz zatonęła w smutku. Frederick otrząsnął się z niej pierwszy:
- Wiesz Margaret, że oboje z Dixon najedliśmy się porządnego strachu dziś popołudniu. Byłem właśnie w sypialni, kiedy usłyszałem dzwonek do frontowych drzwi. Myślałem, że ten kto dzwonił, dawno załatwił swoją sprawę i już sobie poszedł. Już miałem pojawić się w przejściu kiedy zobaczyłem Dixon schodzącą po schodach. Zmarszczyła brwi i wepchnęła mnie, żebym się ukrył. Zostawiłem drzwi otwarte i usłyszałem wiadomość przekazywaną człowiekowi, który był u Ojca w gabinecie, a on usłyszawszy ją zaraz sobie poszedł. Kto to mógł być? Jakiś sklepikarz?
- Bardzo możliwe – powiedziała Margaret obojętnie – to taki nieduży, spokojny człowiek, który wchodzi na górę po polecenia, koło drugiej po południu.
- Ale ten człowiek nie był nieduży – to był kawał silnego gościa; i było już po czwartej, kiedy przyszedł.
- To był pan Thornton – powiedział pan Hale. Ucieszyli się mogąc wciągnąć go w konwersację.
- Pan Thornton! – powiedziała Margaret lekko zaskoczona – Myślałam...
- No rzeczywiście nieduży człowieczek, nieprawdaż? – powiedział Frederick, skoro nie skończyła swojego zdania.
- Och, ja tylko – powiedziała, czerwieniąc się i patrząc mu prosto w oczy – myślałam, że masz na myśli człowieka niższego stanu, nie dżentelmena; kogoś, kto przyszedł coś załatwić.
- On wyglądał jak ktoś taki – niedbale powiedział Frederick – wziąłem go za sklepikarza, a on okazał się fabrykantem.
Margaret zamilkła. Przypomniała sobie, że na początku, zanim poznała jego charakter, mówiła o nim i myślała tak samo jak Frederick. Wrażenie jakie na nim zrobił było naturalne, teraz ją to martwiło. Nie miała ochoty się odzywać, chciała żeby Frederick zrozumiał jakim rodzajem człowieka jest pan Thornton – ale ugryzła się w język.
W rozmowę włączył się pan Hale.
- Myślę, że przyszedł żeby zaofiarować swoją pomoc. Ale nie mogłem się z nim zobaczyć. Powiedziałem Dixon, żeby mu powiedziała, że gdyby chciał się zobaczyć z tobą – chyba jej powiedziałem, żeby cię znalazła, żebyś do niego wyszła. Nie wiem co jej powiedziałem...
- Jest bardzo miłym znajomym, nieprawdaż? – Frederick rzucił to pytanie jak piłkę, którą miał złapać ktokolwiek by się na to zdecydował.
- To bardzo uprzejmy przyjaciel – powiedziała Margaret, kiedy ojciec nie odpowiadał.
Frederick zamilkł na chwilę, w końcu powiedział:
- Margaret, to takie bolesne, że nie będę mógł nigdy podziękować komuś, kto okazał wam uprzejmość. Wasi znajomi i moi muszą pozostać w całkowitej separacji. Chyba, że dostałbym się pod sąd wojenny, albo ty i Ojciec przyjechalibyście do Hiszpanii.
Tą ostatnia uwagę rzucił tak na próbę, ale nagle wyskoczył:
- Nawet nie wiecie jak bardzo bym tego chciał. Mam tam dobrą pozycję, i szanse na lepszą – kontynuował czerwieniąc się jak dziewczyna – Ta Dolores Barbour, o której ci opowiadałem Margaret – chciałbym tylko, żebyś ją poznała. Jestem pewien, że polubiłabyś – nie, pokochałabyś – to jest właściwe słowo, polubiłabyś jest za słabe – i ty pokochałbyś ją Ojcze, gdybyś ją poznał. Ma prawie 18 lat i jeśli nie zmieni zdania przez rok, zostanie moją żoną. Pan Barbour nie pozwolił nam rozgłaszać tych zaręczyn. Ale gdybyście przyjechali, znaleźlibyście przyjaciół wszędzie, oprócz samej Dolores. Pomyśl o tym Ojcze. Margaret poprzyj mnie.
- Nie, żadnych więcej przeprowadzek. – powiedział pan Hale – Jedna przeprowadzka zabrała mi żonę. W tym życiu już żadnych przeprowadzek. Ona będzie tutaj i ja tutaj zostanę, aż do końca.
- Och Frederick – powiedziała Margaret – opowiedz nam coś więcej o niej. Nigdy o tym nie myślałam, ale tak się cieszę. Będziesz miał tam kogoś kogo będziesz mógł kochać i opiekować się. Opowiedz nam o tym...
Gosia - Śro 24 Maj, 2006 07:53
Dzieki Alison i do zobaczenia wkrotce
A co do Kota, to zawsze jest tak, ze myszki wtedy harcuja !
Widac wyraznie z tego fragmentu, ze Margaret zmienila zdanie o Thorntonie, juz mysli o nim jako o dzentelmenie, a co bedzie pozniej ! zwlaszcza po sprawie z policjantem...
"myślałam, że masz na myśli człowieka niższego stanu, nie dżentelmena; kogoś, kto przyszedł coś załatwić.
- On wyglądał jak ktoś taki – niedbale powiedział Frederick – wziąłem go za sklepikarza, a on okazał się fabrykantem.
Margaret zamilkła. Przypomniała sobie, że na początku, zanim poznała jego charakter, mówiła o nim i myślała tak samo jak Frederick. Wrażenie jakie na nim zrobił było naturalne, teraz ją to martwiło. Nie miała ochoty się odzywać, chciała żeby Frederick zrozumiał jakim rodzajem człowieka jest pan Thornton"
basiek - Śro 24 Maj, 2006 08:27
- Pan Thornton! – powiedziała Margaret lekko zaskoczona – Myślałam...
- No rzeczywiście nieduży człowieczek, nieprawdaż? – powiedział Frederick, skoro nie skończyła swojego zdania.
- Och, ja tylko – powiedziała, czerwieniąc się i patrząc mu prosto w oczy – myślałam, że masz na myśli człowieka niższego stanu, nie dżentelmena; kogoś, kto przyszedł coś załatwić.
Miała rację pani Thornton mówiąc o uszuciach dziewczyny,że się zmieniają.
Margare już o nim myśli jak o dżentelmenie i czewieni sie na wzmiankę o nim a to dopiero
początek jej męki. :cry:
Kobieta zmienną jest.
Anonymous - Śro 24 Maj, 2006 08:31
Alison bardzo dziękuję :grin:
"Margaret zamilkła. Przypomniała sobie, że na początku, zanim poznała jego charakter, mówiła o nim i myślała tak samo jak Frederick. Wrażenie jakie na nim zrobił było naturalne, teraz ją to martwiło. Nie miała ochoty się odzywać, chciała żeby Frederick zrozumiał jakim rodzajem człowieka jest pan Thornton – ale ugryzła się w język"
No, no zaczyna się coś u naszej kochanej Margaret
miłosz - Śro 24 Maj, 2006 09:29
Margaret przeczuwa już że ja "złapało" - ale jeszcze wyraznie boi sie temu poddać Oj ale jak polegnie i ulegnie to mniam mniam
Trzykrotka - Śro 24 Maj, 2006 10:36
Jak mówił nieśmiertelny Maksio: "Albercik, to działa!"
Choćby kobieta była jak głaz, to po TAKICH wyznaniach musi odtajać, nie ma siły.
I dobrze jej tak, tej Margaret! Niech sie teraz za karę pomęczy ze swoimi uczuciami.
Mag - Śro 24 Maj, 2006 12:30
Alison i Caroline bardzo dziękuję Wam za te wzruszenia ......
Anonymous - Śro 24 Maj, 2006 18:47
Swoja drogą silny charakter ma ta nasza Małgorzatka.
GosiaJ - Śro 24 Maj, 2006 19:54
| Alison napisał/a: | Zostawiam Was moje panny do soboty. I nie rozrabiać tu Myszki skoro Kota nie ma
”Frederick i Margaret o Thorntonie” – rozdz. XXXI, „Should Auld Acquaintance be forgot”, str. 304.
(...)
- Ale ten człowiek nie był nieduży – to był kawał silnego gościa; i było już po czwartej, kiedy przyszedł.
- To był pan Thornton – powiedział pan Hale. Ucieszyli się mogąc wciągnąć go w konwersację.
- Pan Thornton! – powiedziała Margaret lekko zaskoczona – Myślałam...
- No rzeczywiście nieduży człowieczek, nieprawdaż? – powiedział Frederick, skoro nie skończyła swojego zdania.
- Och, ja tylko – powiedziała, czerwieniąc się i patrząc mu prosto w oczy – myślałam, że masz na myśli człowieka niższego stanu, nie dżentelmena; kogoś, kto przyszedł coś załatwić.
- On wyglądał jak ktoś taki – niedbale powiedział Frederick – wziąłem go za sklepikarza, a on okazał się fabrykantem.
Margaret zamilkła. Przypomniała sobie, że na początku, zanim poznała jego charakter, mówiła o nim i myślała tak samo jak Frederick. Wrażenie jakie na nim zrobił było naturalne, teraz ją to martwiło. Nie miała ochoty się odzywać, chciała żeby Frederick zrozumiał jakim rodzajem człowieka jest pan Thornton – ale ugryzła się w język.
|
Dzieki, Ali Znów o Thorntonie, wspaniale! Nasza Margaretka już zmienia zdanie, martwi ją to, że jej brat niedobrze postrzega Thorntona, jak ona kiedyś. A przecież ona zaczyna już rozumieć, "jakim rodzajem człowieka jest pan T.".
Caroline - Czw 25 Maj, 2006 18:38
Odjazd Fredericka (Rozdział XXXII „Mischances” s. 309)
Cały następny wieczór spędzili razem, w trójkę. Pan Hale prawie w ogóle się nie odzywał, chyba że dzieci zadawały mu pytania tym samym zmuszając go by wrócił do rzeczywistości. Frederick nie okazywał już tak rozpaczy, pierwszy jej wybuch przeminął i teraz było mu wstyd, że dał się tak ponieść emocjom i choć jego żal po stracie matki był głęboki i miał trwać przez resztę jego życia, nigdy więcej o nim nie wspominał. Margaret, nie tak uczuciowa na początku, cierpiała teraz bardziej. Chwilami płakała rozpaczliwie, a jej zachowanie, nawet, gdy mówiła o sprawach obojętnych nabrało żałobnej tkliwości, pogłębiającej się jeszcze za każdym razem, gdy zwracała wzrok na Fredericka i myślała o jego szybko zbliżającym się odjeździe. Ze względu na ojca cieszyła się, że Frederick wyjeżdża, choć ją samą bardzo to smuciło. Ogromny strach, w jakim żył pan Hale obawiający się, że syn zostanie odkryty i ujęty, przeważał nad przyjemnością czerpaną z jego obecności. Od śmierci pani Hale jego nerwowość jeszcze wzrosła, teraz rozmyślał tylko o tym. Zrywał się na każdy nietypowy dźwięk i nie znalazł spokoju póki Frederick nie zniknął z widoku każdego, kto wchodził do pokoju.
Z myślą o zbliżającym się wieczorze powiedział:
- Pojedziesz z Frederickiem na stację, Margaret? Chciałbym wiedzieć, ze szczęśliwie odjechał. Dasz mi znać, że bezpiecznie opuścił Milton?
- Oczywiście – powiedziała Margaret – z przyjemnością, jeśli tylko ty, tato nie będziesz się czuł osamotniony beze mnie.
- Nie, nie! Jeśli nie powiesz mi, że opuścił Milton, będę wyobrażał sobie, że ktoś go rozpoznał i został zatrzymany. Jedźcie na stację Outwood, jest tak samo blisko, a nie ma tam zbyt wielu ludzi. Weźcie powóz. Będziecie mniej ryzykować, że zostanie zobaczony. O której odchodzi twój pociąg, Fredericku?
- Dziesięć minut po szóstej, niemal o zmroku. Ale co ty zrobisz, Margaret?
- Och, dam sobie radę. Ostatnio stałam się naprawdę odważna, nawet jeśli będzie ciemno, droga jest dobrze oświetlona, a ja w zeszłym tygodniu byłam poza domem dużo później.
Margaret była zadowolona, gdy pożegnanie dobiegło końca, pożegnanie zarówno ze zmarłą matką, jak i żyjącym ojcem. Ponaglała Fredericka by wsiadał do powozu, chciała skrócić scenę, która, jak widziała, była tak gorzko bolesna dla ojca, towarzyszącemu synowi, gdy ten po raz ostatni spoglądał na matkę. Po części z tego powodu, a po części, dlatego że w „Przewodniku Kolejowym” często pojawiają się błędy co do czasu odjazdu pociągów z małych stacji, zorientowali się po przybyciu, że mają jeszcze niemal 20 minut. Kasa biletowa była zamknięta, nie mogli więc nawet kupić biletu. Zeszli po schodach prowadzących na tereny położone poniżej stacji. Wzdłuż drogi biegła tam żużlowa ścieżka przecinająca pola, spacerowali nią w obie strony przez te minuty, które mieli w zapasie.
Margaret włożyła rękę pod ramię Fredericka. Trzymał ją z ogromną czułością.
asiek - Czw 25 Maj, 2006 18:48
Kiko... dzięki Tobie spędziłam ostatnią noc z...... Johnem Thorntonem .....
ależ to brzmi Podam Tobie do stóp.
No dobrze ... już się przywołuję do porządku, choć to trudne...bo właśnie obejrzałam N&S Wrażeniami podzielę się we właściwym miejscu.
Teraz kiedy jestem wtajemniczona w całą historię, to pełniej odbieram przetłumaczone fragmenty powieści.
:grin:
Narya - Czw 25 Maj, 2006 19:01
Oj Caroline - przerywać w takim momencie... A wiesz dobrze, jak oczekujemy właśnie następnych scen... Już z wielką wprawą budujesz napięcie
Gosia - Czw 25 Maj, 2006 19:17
Dzieki
Nastepny odcinek bedzie fajny. Ta zlosc w oczach Thorntona
Narya - Czw 25 Maj, 2006 19:29
Gosiu nie złość - zazdrość
izek - Czw 25 Maj, 2006 19:44
| Narya napisał/a: | Gosiu nie złość - zazdrość |
jedno z drugim ma dużo wspólnego
ale się smutno zrobiło... dobrze że Margaret miała silnego ducha, bo inna to by się złamała. Nagle nie dość że z własną stratą sobie poradzić (choć akurat uważam, że liczne obowiązki domowe dobrze jej w tym zrobiły) to jeszcze być podporą innych...
dobrze że F już wyjeżdża, jakoś nie bardzo go lubię ??:
swoją drogą, to dzięki Tłumaczki nasze. To takie pokrzepiające, wiedzieć, że można tu liczyć na ciasteczko...
KIKA - Czw 25 Maj, 2006 20:56
Po twoich słowak Izek to ja też sobie uświadomiłam, że nie przepadam za Federickiem... dziwne... wcześniej tego nie dostrzegałam...
A to budowanie napięcia przez nasze tłumaczki spędza mi w nocy sen z powiek....
ale to oczekiwanie w napięciu na dalszy ciąg warte jest każdej niespokojnej nocy...
Margaret w tym fragmencie to już dojrzała, ukształtowana kobieta.... dlatego zawsze była moją faworytką do ręki Thorntona
Caroline - Czw 25 Maj, 2006 21:33
| Narya napisał/a: | Oj Caroline - przerywać w takim momencie... A wiesz dobrze, jak oczekujemy właśnie następnych scen... Już z wielką wprawą budujesz napięcie |
Mówcie mi Alfredo
Cieszę się, że Wam się podoba.
| KIKA napisał/a: | Po twoich słowak Izek to ja też sobie uświadomiłam, że nie przepadam za Federickiem... dziwne... wcześniej tego nie dostrzegałam...
|
Naraził się lekceważąc Thorntonika Nie wiedział co czyni
KIKA - Czw 25 Maj, 2006 21:39
| Caroline napisał/a: | | Naraził się lekceważąc Thorntonika Nie wiedział co czyni |
tak to było bardzo nierozważne z jego strony....
jak się tak zastanawiam to coraz bardziej go nie lubię....
Gosia - Czw 25 Maj, 2006 21:53
Ja tez nie lubie Fredericka, tak lekcewazaco wypowiadac sie o Thorntonie!
A fe! ??:
Caitriona - Czw 25 Maj, 2006 23:28
A na takiego pożądnego wyglądał!! Wstawiał się za słabszymi, ratował ich przed złym kapitanem. No patrzcie państwo jak pozory mylą!
basiek - Pią 26 Maj, 2006 06:34
| Caitriona napisał/a: | | A na takiego pożądnego wyglądał!! Wstawiał się za słabszymi, ratował ich przed złym kapitanem. No patrzcie państwo jak pozory mylą! |
| Gosia napisał/a: | Ja tez nie lubie Fredericka, tak lekcewazaco wypowiadac sie o Thorntonie!
A fe! |
Jakieś baubochwalstwo nam tu kwitnie w najleprze i kult jednostki.
GosiaJ - Pią 26 Maj, 2006 09:23
| basiek napisał/a: |
Jakieś baubochwalstwo nam tu kwitnie w najleprze i kult jednostki. |
Eeeee, nieee, kult jednostki to kwitnie w dziale Richard Armitage, tu staramy się być obiektywne
Narya - Pią 26 Maj, 2006 12:31
| GosiaJ napisał/a: | | Eeeee, nieee, kult jednostki to kwitnie w dziale Richard Armitage, tu staramy się być obiektywne |
Starać, to może się staramy, tylko nam ten obiektywizm niespecjalnie wychodzi
|
|
|