Filmy - Film lepszy niż książka
Aragonte - Sob 22 Wrz, 2018 21:41
| Trzykrotka napisał/a: | | A przepraszam, to się wcale nie kłóci. Bidget nie była głupsza niż reszta populacji, była tylko potworną bałaganiarą i osobą niezorganizowaną. Ja też nie należę do tych, co sobie szykują strój na jutro już wieczorem. A ile wpadek kulinarnych zaliczyłam z okazji własnych urodzin/imienin to tylko ja wiem. Przerzuciłam się nawet na catering, żeby nie serwować gościom cudów własnej produkcji. O braku sukcesów w pracy nie wspomnę. Moje porażki były skromniejsze niż u Bridget, ale nikt ich też literacko nie podkręcał na potrzeby powieści. |
Ależ, Trzykrotko, naprawdę nie chcesz podac gościom niebieskiej zupy?
Ja też mam to i owo wspólnego z Brigdet - może nie skłonności do palenia papierosów (fuj), ale brak umiejętności oszczędzania i na pewno niejakie rozmemłanie, brak sukcesów w pracy i brak chłopa około trzydziestki (i sporo po trzydziestce też ).
Teraz faktycznie większośc pań, które mają pierwsze dziecko, ma już 30 lat, ale w latach moich studiów (a to czasy Bridget) wolałam unikac np. różnych imprez rodzinnych, żeby mnie nie nagabywano pytaniami o faceta A takie scenki pamiętam właśnie z Bridget.
Tamara - Nie 23 Wrz, 2018 22:52
Otóż to - wtedy kluczowa sprawa życiowa młodej kobiety to było złapanie faceta ( w ocenie otoczenia oczywiście) .
Tamara - Śro 03 Paź, 2018 22:34
Olśniło mnie "Pożegnanie z Afryką" - książkę ledwo zdołałam przebrnąć , a film świetny
Szafran - Śro 03 Paź, 2018 22:34
| Tamara napisał/a: | Olśniło mnie "Pożegnanie z Afryką" - książkę ledwo zdołałam przebrnąć , a film świetny |
Uwielbiam jedno i drugie:D
Agn - Pią 12 Paź, 2018 17:24
Ja książki nie czytałam. Obejrzałam za młodu film - bardzo mi się podobał.
Przypomniało mi się też - "Angielski pacjent". Nie żeby mnie film jakoś powalił, ale nie wyszłam z kina, za to książki nie zdołałam przebrnąć.
Słabszym przykładem jest dla mnie "Zaklinacz koni" - ani jedno, ani drugie nie do strawienia, choć w filmie i Robert Redford, i Kristin Scott-Thomas. Jest tam też młodziutka Scarlett Johanson, bo to były te czasy, kiedy nie miałam na nią uczulenia.
Trzykrotka - Pią 12 Paź, 2018 17:42
Film Pożegnanie z Afryką to przykład ekranizacji, która nie miała wiele wspólnego z książką. Chyba, ze tylko tytuł się zgadzał i to nie była żadna ekranizacja. Podobnie bylo z Pod słońcem Toskanii. Marny filmowy romans, a książka kompletnie nie o tym - uwielbiam ją zresztą, a filmu nie trawię mimo pięknych zdjęć.
Fibula - Sob 13 Paź, 2018 00:05
I jeszcze filmowy "Wierny ogrodnik" jest zdecydowanie lepszy od książki.
praedzio - Sob 13 Paź, 2018 00:08
Serial Księga Czarownic jest zdecydowanie lepszy od chłamowatego cyklu, na podstawie którego został nakręcony.
annmichelle - Sob 16 Sty, 2021 09:39
Dorzucam od siebie: "Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek".
Kopiuję moją opinię z innego tematu w ramach uzasadnienia.
"Uważam, że zmiany jakie zaserwowali twórcy filmu wyszły tylko na dobre, skupili się na najważniejszej sprawie wojennej z Elizabeth (dawkując informacje o niej), oprócz tego poprowadzili historię Juliet i Dawseya, która w książce jest szczątkowa i taka letnia. Pozmieniali, poucinali, wyrzucili kilku książkowych bohaterów i zbędne, nudne wątki poboczne, dopisali masę scen, na nowo storzyli Marka - i wyszło to filmowi na dobre.
Poza tym zarzucano, że film jest słodki i wygładzony - jeśli tak to w porównaniu z nim książka jest toną lukru, przesłodzoną, poważne sprawy jedynie "liźnięte", emocji tyle co kot napłakał (ani parzy ani ziębi wątek Juliet, Marka, Remy i Dawseya), miłosne dylematy - zero.
Na pewno ciekawym doświadczeniem dla mnie było, że film jest jedynie oparty na książce, a nie jest jej adaptacją czy ekranizacją. Zaciekawiło mnie jak pozmieniano wątki, postacie, całą kostrukcję powieści na rzecz jej filmowego odpowiednika.
Film - polecam, książkę - zapomnę już pewnie jutro... Szkoda."
Admete - Sob 16 Sty, 2021 11:59
Mnie film znudził, więc książka pewnie tym bardziej Klasyka, tobie się podobało
RaczejRozwazna - Sob 16 Sty, 2021 13:29
Ben Hur (oczywiście klasyczna wersja) był dla mnie zawsze lepszy niż książka.
Admete - Sob 16 Sty, 2021 13:31
Chodzi ci o stare kino? Nie oglądałam nigdy żadnej adaptacji filmowej. Książkę czytałam jako nastolatka chyba dwa razy.
RaczejRozwazna - Sob 16 Sty, 2021 13:45
Ekranizacja z 1956 r. Typowe "wielkie" amerykańskie kino historyczne tego czasu, coś ala Spartakus z Douglasem Kirkiem.
https://www.filmweb.pl/film/Ben+Hur-1959-1041
Jest jeszcze dużo gorsza wersja z 2016.
annmichelle - Sob 16 Sty, 2021 13:47
No dla mnie Charlton Heston an zawsze pozostanie Ben Hurem.
Książki nie czytałam, więc nie porównam.
Admete - Sob 16 Sty, 2021 13:47
Muszę kiedyś obejrzeć ten film z lat 50.
RaczejRozwazna - Śro 20 Sty, 2021 17:55
Śniadanie u Tiffany'ego - kultowy film powstały na podstawy "jednego z wielu" opowiadań z mało sympatycznymi bohaterami.
Tamara - Śro 20 Sty, 2021 19:23
O , a tu bym polemizowała . Film owszem fajny, ale przerobiony na hollywoodzką modę happy endów , co zupełnie skrzywiło rzeczywistą fabułę - z gorzkiej historii z niejednoznaczym finałem , będącym równocześnie punktem wyjścia, zrobiono cukierkowaty romansik . Film stał się hitem dzięki Audrey , która zagrała koncertowo i którą ubrał Givenchy , gdyby nie to, nikt by o nim już nie pamiętał, bo w świadomości ogólnej tkwią tylko sławne pojedyncze sceny - Audrey w wieczorowej sukni przed wystawą Tiffany'ego bladym świtem , Audrey śpiewająca Moon river , Audrey w wyjściowych kieckach - i tyle , "Śniadanie.."=Audrey w czarnej sukni z papierosem w fifce w ręku.
praedzio - Śro 20 Sty, 2021 19:37
Ja z tego filmu zapamiętałam tylko kota.
annmichelle - Śro 20 Sty, 2021 19:38
A ja rzeczywiście dwie sceny z tych kilku, które wspomniała Tamara.
RaczejRozwazna - Śro 20 Sty, 2021 21:12
Bo to nie była do końca ekranizacja a raczej adaptacja W opowiadaniu Capote'a bohaterowie byli ciekawsi, bo byli de facto skrzywionymi (mocno skrzywdzonymi?) ludźmi, ale nie zostawiło we mnie to opowiadanie jakiegoś wzruszenia czy pogłębionej refleksji. Ani przejęcia się losami bohaterów - i ich działaniami, których motywacje były dla mnie niejasne i nie-dość wytłumaczone psychologią bohaterów. Natomiast film zostawia - chociażby przez te walory wizualne, tajemniczość głównej bohaterki i jej rozchwianie emocjonalne - ale takie jakieś bardziej "strawne" niż w pierwowzorze
Tamara - Czw 21 Sty, 2021 14:55
Adaptacja tytułu i głównych bohaterów nie pamiętam czy w filmie jest opowiedziana historia Holly, która z młodszym bratem uciekła z biednego domu na Środkowym Zachodzie przed ojcem pijakiem , i wędrowała przez kraj , kradnąc jedzenie i chowając się po krzakach , w poczuciu wiecznego zagrożenia . Szczegółów nie pamiętam bo czytałam to bardzo dawno (pora sobie przypomnieć) , w każdym razie brat w końcu chyba wylądował w wojsku ( a rzecz dzieje sie w czasie II wojny , w 1943 roku chyba) i trafił do Europy , a Holly została ładnie mówiąc utrzymanką , a mówiąc wprost lepszego gatunku prostytutką , polującą na bogatych klientów z wyższych sfer, przy czym w gruncie rzeczy psychicznie nadal była bezdomną kradnącą jedzenie nastolatką z zerowym poczuciem bezpieczeństwa. Coś w rodzaju syndromu Scarlett O'Hary no i ani tam nie było żadnego romansu z narratorem, ani happy endu , ani nic z tych rzeczy . Opowiadanie było paskudnie gorzkie i zostawiające same znaki zapytania , co rozumiem , że może się nie podobać zresztą muszę to znów przeczytać , bo sama jestem ciekawa, jak teraz to odbiorę.
RaczejRozwazna - Czw 21 Sty, 2021 15:08
Tak, była utrzymanką, podobnie jak główny bohater. Opowiadanie również czytałam dawno, ucieczka i wojna mi się kołaczą. Właściwie nie chodzi mi o wymowę tego opowiadania - tylko o takie ujęcie tematu i bohaterów, że nie budzą oni współczucia. Jakichś wielkich egzystencjalnych znaków zapytania natomiast nie pamiętam
Admete - Czw 21 Sty, 2021 15:17
Pamiętam o wiele więcej z filmu niż te kilka scen, które wymieniacie. Oglądałam więcej niż raz.
RaczejRozwazna - Czw 21 Sty, 2021 15:21
Też - gdybym się zastanowiła oczywiście - pamiętam więcej, ale najbardziej utkwiła mi ogólna "aura", którą ma ten film. I jeżeli aura jest wyrazista, "różnobarwna", tak, że wrażenia zmysłowe i emocje przypływają tylko na myśl o tym filmie, no to dla mnie znaczy film kultowy
Tamara - Czw 21 Sty, 2021 16:53
| RaczejRozwazna napisał/a: | | nie budzą oni współczucia. |
W filmie też nie bardzo Holly budzi sympatię z powodu rewelacyjnej Audrey , ale to dlatego że uwielbiam Audrey i w Holly widze Audrey a nie Holly, nic na to nie poradzę . Znaczy Audrey grającą Holly w sposób koncertowy .
|
|
|