Fantastyka - Sillmarillion
RaczejRozwazna - Czw 05 Lut, 2026 22:32
No wlasnie nie do końca Muzyka jako istota świata to jest Grecja (muzyka jako harmonia, porządek) i Daleki Wschód (u Konfucjusza i w Taoizmie) i to jest coś co jest tam nie do końca wypowiedziane w różnych mitologiach. U Campbella w "Potędze mitu" (polecam!) to mocno rezonuje. Tam wręcz pada zdanie "mitologia jest pieśnią".
Słowo to sens, muzyka jest ponad-znaczeniowa. U Rilkego tez to jest "Śpiew to istnienie".
Akurat ten wątek jest mi bardzo bliski. A Tolkien to pięknie podkreślił.
Admete - Pią 06 Lut, 2026 11:25
Jeszcze był taniec w mitologii indyjskiej.
RaczejRozwazna - Pią 06 Lut, 2026 11:56
I w obrzędach dionizyjskich i chyba też orfickich. Ale u Tolkiena chyba nie ma
Admete - Pią 06 Lut, 2026 12:15
Raczej nie. Nie przypominam sobie. Za to Luthien oczarowała tańcem Berena.
RaczejRozwazna - Pią 06 Lut, 2026 12:19
Tak, pamiętam
Tamara - Pią 06 Lut, 2026 13:56
| RaczejRozwazna napisał/a: | No wlasnie nie do końca Muzyka jako istota świata to jest Grecja (muzyka jako harmonia, porządek) i Daleki Wschód (u Konfucjusza i w Taoizmie) i to jest coś co jest tam nie do końca wypowiedziane w różnych mitologiach. |
No właśnie, miszmasz wszystkiego. Ale w kwestii procedury stworzenia świata mamy dość ograniczone możliwości wyboru i wszystkie jak się zdaje, zostały już wymyślone
Tamara - Pią 13 Lut, 2026 14:32
Przeczytałam dwie trzecie, właśnie skończyłam Dzieci Hurina. Cóż mogę powiedzieć - nadal stosunek do Silmarillionu mam niedookreślony. U podstawy leży zapewne fakt, że nigdy nie lubiłam eposów, sag, mitologii i epickich poematów, jedyna mitologia jaka do mnie przemówiła to Mity greckie Parandowskiego, we wszystkich innych gubiłam się zaraz na początku. W Silmarillionie Tolkien stworzył wspaniałą mitologię, ale przez długi czas górowały we mnie dwa wrażenia: pierwsze to klasyczna treść eposów czyli naparzamy się, potem ucztujemy, świętujemy i śpiewamy, potem wędrujemy, znowu się naparzamy i tak w kółko, co ujęłabym słowami Klaudyny na egzaminie z historii - "Potem wodzili się za łby bardzo długo , ale mi to kompletnie wyleciało z pamięci" a propos Wojny Dwóch Róż , drugie - czytelnik w pewnym momencie zaczyna tonąć pod wodospadem imion i nazw, czułam się jakby ktoś mi opowiadał co robił z kompletnie nieznanymi mi ludźmi, których jest cała chmara, i o których poza imieniem ani słowa wyjaśnienia nie podaje kto jest kim, w miejscach, o których nigdy nie słyszałam i nie mam pojęcia gdzie leżą ani co tam jest. Nie ogarniam tego i nadal nie wiem który jest synem kogo i skąd pochodzi
Pomijając te dwie rzeczy, jest to wspaniale napisane, wspaniale skonstruowane i bardzo dobrze się czyta, zaś w momencie, kiedy Tolkien przechodzi do historii dotyczących małej ilości lub tylko pojedynczych bohaterów, robi się superwciągająco, kiedy jest mniej genealogii i geografii, a więcej dokonanych czynów, kształtujących historię.
A generalnie wydźwięk i podsumowanie opisałabym jako "Znowu ci durni faceci przez swój upór, zarozumialstwo i głupotę wszystko popsuli"
Została mi jeszcze jedna trzecia, ciekawe, czy zmienię zdanie
Tamara - Czw 19 Lut, 2026 15:28
Skończyłam i zdecydowanie mi się podoba. Wciąga z kolejnymi opowieściami, ale który jest synem kogo i gdzie zamieszkał, zacznę chyba jarzyć jak przeczytam jeszcze ze trzy razy niemniej jest to dobry kawał literatury, pięknie skomponowany i poprowadzony. I w istocie można z tego porobić filmy poboczne do LOTR, tak jak zrobiono z Gwiezdnymi Wojnami i różnymi z nich wątkami.
|
|
|