To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Jane Austen - życie i epoka - Małżeństwa: rozsądek czy romantyczność?

Anonymous - Nie 22 Maj, 2011 19:27

Dlatego podałam inne opcje.
Ale mimo wszystko nie zgadzam się, że mądra, inteligentna kobieta nie zakocha się w facenie-porażce.

Admete - Nie 22 Maj, 2011 19:34

Owszem - może się zakochać - jak ją zaćmi ;)
Anonymous - Nie 22 Maj, 2011 19:35

A czymże jest zakochanie jak nie zaćmieniem umysłu.
A może my ogólnie jesteśmy zacmieni, a zakochanie to owa lucida intervalla?\


Nie wiem zreszta ja się nie zakochuję, ale kto powiedział, ze kardiolog ma mieć chore serce :mrgreen:

Admete - Nie 22 Maj, 2011 19:46

Cytat:
A czymże jest zakochanie jak nie zaćmieniem umysłu.


Dla mnie nie jest :)

Anonymous - Nie 22 Maj, 2011 19:57

Ja się nie zakochuję, ale jak dla mnie jest.
Już zauroczenie czepie mi nieźle po rozsądku :P

Admete - Nie 22 Maj, 2011 20:28

Według twoich kryteriów nigdy nie byłam zakochana, co w zasadzie jest prawdą. I obawiam się, że ty się jednak zakochujesz ;) Na zasadzie zbyt dużego protestowania ;)
Anonymous - Nie 22 Maj, 2011 20:33

To mi wmawia Cal. Ja się nie zakochuję, bo zeby się zakochać trzeba mieć serce, ja go nie mam. I baaaaaaaaaaardzo dobrze mi z tym.

Ja nie zaprzeczam a podkreślam moje zdanie i stanowisko i sytuację :D

Admete - Nie 22 Maj, 2011 20:37

Jak sobie człowiek coś długo wmawia, to zaczyna wierzyć ;) Na pewno masz więc rację ;)
Anonymous - Nie 22 Maj, 2011 20:40

Ja zrobiłam jak Davy Jones. :P
Trzykrotka - Nie 22 Maj, 2011 20:44

Zakochać się można w każdym pociągającym bałwanie, naprawdę można. Ale zakochanie się, czy nawet romans, a wiązanie się z kimś takim na jakąś dłużej-terminową przyszłość - to już całkiem inna inszość. Wtedy już odhaczanie wchodzi na tapetę.
Jane mogła nie być głupia, a - na przykład - wyrachowana. Nie widzę w niej drugiej Lucy Steel, ale może właśnie tak sobie odhaczyła?
- przystojny
- uroczy
- czarujący
- kocha mnie
- kiedyś będzie miał duży majątek
... i dla ubogiej sieroty, zagrożonej spadkiem w hierarchii społecznej do roli najemnej pracownicy, mógł ten ostatni plus zbilansować wszystkie ewentualne minusy.

Admete - Nie 22 Maj, 2011 20:46

Popieram Trzykrotkę. I nie myślę, ze Jane jakoś cierpiała w tym małżeństwie.
Anonymous - Nie 22 Maj, 2011 20:48

Ale czy dlatego, że mąż ją zdradzał?
Gdyby była wyrachowana nie przeżywałaby tak pod koniec powieści... a widać było, że ją to boli.

Trzykrotka - Nie 22 Maj, 2011 20:50

Zakochana też, oczywiście. Dlatego cierpiała. To bardzo ładnie może się łączyć. Lucy na swój sposób też kochała Edwarda. Mężczyźnie - jak powszechnie wiadomo - sława, portfel i władza dodaje nieprawdopodobnego czaru :mrgreen:
Anonymous - Nie 22 Maj, 2011 20:52

Trzykrotka napisał/a:
Mężczyźnie - jak powszechnie wiadomo - sława, portfel i władza dodaje nieprawdopodobnego czaru

Emmie nie zależało na kasie a prawie się we Franku zakochała.
Ja uważam, ze Jane mogła być z nim szczęśliwa, On wlał w nią nieco energii swojej, a ona przydała mu nieco stateczności, na zasadzie naczyń połączonych.

Trzykrotka - Nie 22 Maj, 2011 21:11

Ale Emma i Jane to całkiem dwa światy, choć pozornie obie były pięknymi, inteligentnymi, wykształconymi młodymi damami obracającymi się w tym samym towarzystwie. Emma siedziała w wykupionej na własność loży honorowej - Jane w każdej chwili mogła musieć opuścić salę - że użyję teatralnej symboliki. Dla Emmy 'zakochanie się' w Franku było po prostu jeszcze jedną rozrywką w dość monotonnym życiu jakie prowadziła. Ot, dziś malujemy, jutro flirtujemy, pojutrze będziemy czytać. Mogła sobie na to pozwolić. A dla Jane sprawa małżeństwa to gardłowa kwestia być albo nie być.
Zaraz, ale to watek DiU przecież :shock: Rozpedziłam się.

nicol81 - Nie 22 Maj, 2011 21:14

spin_girl napisał/a:
Jednakże przy dokonywaniu ostatecznego wyboru partnera życiowego Lizzie jednak postąpiła dokładnie zgodnie z moją teorią

Z jaką teorią? :co_stracilam: Bo Collins chyba ptaszków nie miał, poza byciem dziedzicem posiadłości.

Cytat:
Nichol, a co to jest to tajemnicze "przywiązanie", o którym wspominasz i na bazie czego ono się tworzy? Bo jeśli w jego skład nie wchodzi szacunek dla partnera i podziw dla jego walorów umysłowych, to co zostaje?

Ja mam szacunek i podziw np. dla Leszka Kołakowskiego czy prof. Bartoszewskiego. Dzieci z tego nie ma :wink:
Tajemniczego "przywiązania" jeszcze nikt nie zdefiniował- ale jest to coś więcej niż jakakolwiek suma.
Nie chodzi, by pomijać walory umysłowe i duchowe - ale opieranie się tylko na podziwie dla kogoś jest równie płytkie jak pociąg fizyczny. Taki hero worship.

spin_girl napisał/a:
Chyba już tylko pociąg seksualny? No to na takiej zasadzie związali się Lydia i Wickham i faktycznie, zajebiście na tym wyszli

Wickham akurat wyszedl nieźle... :wink:
Marianna też średnio wyszła na wspólnocie zainteresowań i rozmowach.

spin_girl napisał/a:
Jeśli zaś widząc niestosowne, dwulicowe, a czasami wręcz podłe

Pamiętaj, że Jane była jego wspólniczka w tym zachowaniu - oboje wykiwali całą wieś.

Anonymous - Nie 22 Maj, 2011 21:14

Tak, ale to znaczy, ze urok Franka był obiektywny.
nicol81 - Nie 22 Maj, 2011 21:24

Trzykrotka napisał/a:
Ale Emma i Jane to całkiem dwa światy, choć pozornie obie były pięknymi, inteligentnymi, wykształconymi młodymi damami obracającymi się w tym samym towarzystwie. Emma siedziała w wykupionej na własność loży honorowej - Jane w każdej chwili mogła musieć opuścić salę - że użyję teatralnej symboliki. Dla Emmy 'zakochanie się' w Franku było po prostu jeszcze jedną rozrywką w dość monotonnym życiu jakie prowadziła. Ot, dziś malujemy, jutro flirtujemy, pojutrze będziemy czytać. Mogła sobie na to pozwolić. A dla Jane sprawa małżeństwa to gardłowa kwestia być albo nie być.
Zaraz, ale to watek DiU przecież :shock: Rozpedziłam się.

Prawie się zgadzam - z tym, że jane jednak przed Highbury prowadziła bogatsze we wrażenia życie i szersze poznała towarzystwo.
Ale nie możemy mówić, że wybory partnera świadczą o głupocie dziewczyny, bo te wybory dotyczą wartości, nie inteligencji. Jane napawało odrazą zostanie guwernantką. Jako że wątek DiU- dla Elżbiety wartością było małżeństwo oparte na szacunku, dla Charlotty małżeństwo jako zabezpieczenie finansowe i pozycji społecznej. Lizzy nie jest mądrzejsza, odrzucając Collinsa, niż Charlotta go przyjmując.

Deanariell - Pon 23 Maj, 2011 01:19

nicol81 napisał/a:
Bo Collins chyba ptaszków nie miał, poza byciem dziedzicem posiadłości.

W tej sytuacji musiał mieć przynajmniej dwa "ptaszki" - w końcu mężczyzna. :mysle: :rotfl: Sorry, nie mogę z tymi "ptaszkami". :lol:

Anonymous - Pon 23 Maj, 2011 01:28

Deanariell napisał/a:
Sorry, nie mogę z tymi "ptaszkami". :lol:

A faja lepsza? :twisted:

Deanariell - Pon 23 Maj, 2011 01:46

lady_kasiek napisał/a:
Sorry ale sercem nie wartościowujesz, nie podejmujesz racjonalnych decyzji, albo się zakochasz w wartościowym człowieku i masz fart, albo zakochasz się w totalnym bufonie, idiocie i nie ma przebacz.

Jeśli kobieta jest naprawdę mądra, inteligentna i na poziomie, ma rozum i oczy, które widzą, to nawet biorąc pod uwagę chwilowe zauroczenie (np. urodą), nie zwiąże się z byle burakiem na stałe, sorry. Można się czasem nieco pomylić, ale bez przesady. Osobiście jestem fanką wielkiej, romantycznej miłości - jednak dobrze jest zachować i w tym odrobinę rozsądku (no, chyba że się samemu ma siano w głowie :roll: ). Znałam kiedyś takiego sympatycznego chłopca o pięknych orzechowych oczach i powłóczystych rzęsach, niestety, miał notorycznie brudne pazury, więc odpadł. :P Poza tym mieliśmy w sumie mało wspólnych "ptaszków" i to zaważyło. ;) Inna sprawa, że istotny jest także wiek kobiety dokonującej w danej chwili wyboru - inaczej patrzy się na świat w wieku 17-18 lat, inaczej mając 25, a jeszcze inaczej po przekroczeniu 30-stki itd. Osobiście jednak zawsze miałam silne przekonanie, że z chłopakiem musi mnie łączyć coś więcej, niż tylko piękne oczy i umięśnione ciało (co naturalnie jest zazwyczaj takim miłym "bonusem", nie powiem :P ). Dziś pewnie wzięłabym pod uwagę status materialny kandydata - ot, życie.
:roll: :lol:

Deanariell - Pon 23 Maj, 2011 01:51

AineNiRigani napisał/a:
A faja lepsza? :twisted:

To samo... :rotfl: :rotfl: :rotfl: Ale ja stary perwers jestem, Agn i Admete mogą potwierdzić. ;)

Anonymous - Pon 23 Maj, 2011 02:09

Deanariell napisał/a:
ja stary perwers jestem, Agn i Admete mogą potwierdzić. ;)


nie musza, naprawde nie musza - doskonale bronisz sie sama duchowy sistersie :twisted:

Anonymous - Pon 23 Maj, 2011 06:30

Dobra muszę się zamknać bo zaraz wyjdę na pierwszą romantyczke a to mi zszarga reputację :P
Trzykrotka - Pon 23 Maj, 2011 10:42

Po prostu - wiośniana młodość przez Ciebie przemawia, Kaśku :kwiatek: My, staruszki, już trochę ogarniamy wzrokiem kawałek przebytej drogi. I już można postawic znaczki: o, tu trzeba było raczej pójść w prawo, niż w lewo. Na Lizzy i całą tę resztę sióstr w literaturze też tak patrzymy - trochę z góry.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group