Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura
Caroline - Sob 06 Mar, 2010 21:35
Gosia podrzuciła nam link do swojego wpisu na blogu poświęconego kwestii "wątpliwości" pana Hale'a.
http://gaskellnorthsouth....pana-halea.html
Aragonte - Sob 06 Mar, 2010 21:45
Bardzo ciekawy wpis, właśnie przeczytałam.
Wszystko przez Dickensa - to on wymusił tę autocenzurę na Gaskell
Nadal nie mam wydruku, więc póki co podczytuję głównie Wasze komentarze
Admete - Nie 07 Mar, 2010 09:47
W rozdziale 2 widać wyrażnie zderzenie wyobrażeń Margaret z rzeczywistością. Gdy przyjeżdżała do Holstone tylko na wakacje, nie do końca zdawała sobie sprawę z narastającego konfliktu między rodzicami. Po pierwsze była za młoda, po drugie bywała tam krótko, miała czas zajęty. Tym razem dostrzegła rozdżwięk między panią a panem Hale. To takie nieco ironiczne, że małżeństwo z miłości przeżywało kryzys. Austen pewnie nie bez satysfakcji stwierdziłaby, że do szczęścia miłość nie wystarczy, trzeba jeszcze odpowiedniego majątku i porozumienia obu stron. Myslę, że z czasem romantyczna pierwsza miłość wygasła i panna z bogatego domu, piękna panna Beresford spostrzegła, że czegos jej brakuje. Gdy miała przy sobie dzieci, zwłaszcza syna, to mogła jeszcze snuć plany, co do ich przyszłości. Potem pozostała sama, z mężem, który sie od niej oddalał i poczuciem klęski. Wydaje mi się, że kryzys nie byłby tak znaczny, gdyby Frederick nie musiał na zawsze opuścić domu. Dla mnie państwo Hale oboje są pogrążeni w depresji i stąd ich brak porozumienia. Jest może nawet ślad wzajemnego obwiniania się o taki rozwój sytuacji.
Ciekawy opis wyglądu Margaret - ewidentnie autorka chce się odciąć od pokazywania panny Hale jako takiego angielskiego pączka róży. To dlatego Edith jest ucieleśniniem ideału kobiety tamtych czasów - aby tym bardziej uwypuklić odrębność, niezależność Margaret. Przy tym wszystkim nasza heroina jest jeszcze nadal bardzo dziecinna i naiwna - wydaje jej się, że zna już odpowiedzi. Dopiero pobyt w Milton sprawi, że dorośnie. Do tej pory, podobnie jak Edith, żyła pod kloszem.
I rodział 3 - żal mi Henry'ego. Nie był złym człowiekiem i pewnie byłby dobrym mężem. Gdyby Margaret była zwykłą dziewczyną, przyjęłaby jego oświadczyny z satysfakcją i miała wygodne życie w Londynie. Margaret jednak chciała czegoś innego, przy czym na tym etapie życia nie miała jeszcze pojęcia, co to miałoby być. Najpierw musiała zrozumiec siebie i swoje pragnienia, wydorosleć.
Anonymous - Nie 07 Mar, 2010 11:14
Ja współczuję bardzo Margaret tego brutalnego zetknięcia się z rzeczywistością... ogólnie sytuację w domu miała nie do pozazdroszczenia....
Jej Matka... tak pamiętam jak broniłam swego czasu filmowej Pani Hale.... ale ogólnie wydaje mi się, że Margaret ma pecha do rodziców... i czytając książkę zastanawiałam się gdzie jest ta silna więź z ojcem... w filmie to jakoś było lepiej pokazane... przecież Pan Hale postąpił strasznie każąc Margaret przekazać takie wieści żonie, nie dość, że dziewczyna była przerażona wizjami jakie snuł ojciec to jeszcze musiała iść powiedzieć o tym matce i obserwować jej reakcję, a chyba pan Hale znał małżonkę i mógł się domyślać reakcji.... | Cytat: | | I rodział 3 - żal mi Henry'ego. Nie był złym człowiekiem i pewnie byłby dobrym mężem. Gdyby Margaret była zwykłą dziewczyną, przyjęłaby jego oświadczyny z satysfakcją i miała wygodne życie w Londynie. Margaret jednak chciała czegoś innego, przy czym na tym etapie życia nie miała jeszcze pojęcia, co to miałoby być. Najpierw musiała zrozumiec siebie i swoje pragnienia, wydorosleć. |
tu nawet nic nie będę dodawać bo się zgadzam w 100%
Admete - Nie 07 Mar, 2010 11:33
W książce mamy informację, że gdy Margaret i pan Hale przebywali poza domem, spacerowali, wtedy Margaret świetnie się czuła. Chyba dobrze im było razem.
Anonymous - Nie 07 Mar, 2010 12:41
ale mimo wszystko w serialu ich zażyłość była większa
Alicja - Nie 07 Mar, 2010 14:35
| Admete napisał/a: | | Chyba dobrze im było razem |
przypuszczalnie tak.
Na niekorzyść pana Hale bardzo przemawia to, że żoną nie umiał porozumieć się., Szkoda , że wykorzystał córkę do przedstawienia żonie złych wiadomości. Takie sprawy powinny być omówione między partnerami-małżonkami, a nie postanowione przez jedną ze stron. Matka Margaret nie miała dużo do powiedzenia, wtakich warunkach nawet miłośc nie pomoże. Gdyby pana Hale więcej rozmawiał z żoną nie miałby takich "kryzysów"
BeeMeR - Pon 08 Mar, 2010 15:14
| Alicja napisał/a: | | Gdyby pana Hale więcej rozmawiał z żoną nie miałby takich "kryzysów" | Ja nie wiem, czy on nie miał do żony trochę takiego podejścia jak pan Bennett, tj. "o czym ważnym ja z nią będę rozmawiał, jak ona i tak nie zrozumie swoim małym rozumkiem" + ja jestem już taki udręczony całą sprawą
Alicja - Pon 08 Mar, 2010 15:24
w takim razie będę winiała podejście, a nie pana Hale
Sofijufka - Pon 08 Mar, 2010 15:52
ale i tak z niego egoista był! Żona wątła [inaczej choroba by sie nie rozwinęła w takim tempie], a on ja wykorzenił bez namysłu i jedź, babo, ze mna na Sybir!
Anonymous - Pon 08 Mar, 2010 16:07
a później się katował wyrzutami sumienia? Masochista?
Admete - Pon 08 Mar, 2010 19:00
To idziemy dalej? Kolejne dwa rozdziały? - 4 i 5?
Odnoszę wrażenie, że pan Hale to egoista, który zasłąnia się idealizmem. Na dodatek zamiast najpierw omówić sprawę z rodziną, stawia żonę i córkę przed faktem dokonanym. Wiem, że to czasy wiktoriańskie, pamietam o władzy ojca nad rodziną, ale i tak budzi to mój sprzeciw. Biedaczek - sumienie mu nakazało Iście po męsku.
Caroline - Pon 08 Mar, 2010 20:53
| Admete napisał/a: | | Wiem, że to czasy wiktoriańskie, pamietam o władzy ojca nad rodziną, ale i tak budzi to mój sprzeciw. Biedaczek - sumienie mu nakazało | Obawiam się, że to nie była manifestacja władzy tylko właśnie słabości
To oczywiście nie usprawiedliwia pana Hale.
Zastanawiałam się jeszcze, jak to możliwe, że człowiek, który decyduje się przekreślić swoje całe życie z powodu wątpliwości natury religijno-moralnej, jednocześnie nie ma odwagi powiedzieć o tym swojej żonie.
Z jednej strony mnie to zadziwia, ale z drugiej - jak czytam książkę, poznaję bohaterów i relacje między panem a panią Hale - w ogóle mnie to nie dziwi.
Co innego wysoki poziom teologicznej abstrakcji, co innego życie codzienne i uczucia bliskich. Z tym pierwszym najwyraźniej pan Hale radził sobie koncertowo, z drugim - ani trochę!
I stąd problem.
Jeszcze pewnie nie raz o tym powiemy, ale za przenikliwość w opisie charakterów i wiarygodność relacji między postaciami w N&S E. Gaskell powinna dostać wiktoriańskiego Nobla. Genialna jest.
Admete - Pon 08 Mar, 2010 21:07
| Cytat: | | Co innego wysoki poziom teologicznej abstrakcji, co innego życie codzienne i uczucia bliskich. Z tym pierwszym najwyraźniej pan Hale radził sobie koncertowo, z drugim - ani trochę! |
To jest właśnie męski sposób postępowania Tacy ludzie jak pan Hale nie powinni się żenić i zakładać rodzin. Wtedy mogliby swobodnie oddawać się rozważaniom wyższej natury
Loana - Pon 08 Mar, 2010 21:38
Zgadzam sie, ze zachowanie pana Hale ponizej pasa bylo. ON cierpial z powodu jego wydumanych problemow etycznych, ale nie pomyslal, jak musi cierpiec jego rodzina, nie rozumiejaca niczego i nagle przenoszona w inne miejsce? I to jest czlowiek z sumieniem??? Gloszacy Slowo Boze??? Zero zrozumienia.
Podziwiam Margaret za szacunek dla ojca i to pelne podporzadkowanie sie mu.
Sofijufka - Pon 08 Mar, 2010 21:41
sam sie przyznał, że jest tchórzem i że pani Hale miała prawo oczekiwać czegos więcej od małżeństwa....
Alicja - Wto 09 Mar, 2010 08:08
| Caroline napisał/a: | | Zastanawiałam się jeszcze, jak to możliwe, że człowiek, który decyduje się przekreślić swoje całe życie z powodu wątpliwości natury religijno-moralnej, jednocześnie nie ma odwagi powiedzieć o tym swojej żonie |
mnie bardziej interesuje w tym, ze nie tylko nie miał odwagi by oznajmić swoją decyzję, ale nie zastanowił się jak to wpłynie na całą rodzinę. Może pomyślał, ale bardzo krótko Zachował się w sposób wysoce egoistyczny, akby jego wątpliwości moralne były ponad wszystkim.
JoannaS - Wto 09 Mar, 2010 14:02
| Caroline napisał/a: |
Zastanawiałam się jeszcze, jak to możliwe, że człowiek, który decyduje się przekreślić swoje całe życie z powodu wątpliwości natury religijno-moralnej, jednocześnie nie ma odwagi powiedzieć o tym swojej żonie. |
Może bał się, że żona jest w stanie go przekonać do zmiany decyzji? A tak było już "po ptakach" - list do biskupa wysłany, nie można się było wycofać.
Admete - Wto 09 Mar, 2010 14:19
Nie sądzę, żeby go przekonała. On chyba nie liczył się z jej zdaniem. Ważniejsza była opinia Margaret, a ona jako córka wspierała go mimo wszystko.
Trzykrotka - Śro 10 Mar, 2010 09:27
Obym tylko nadążyła za Wami z czytaniem! Bardzo chciałabym włączyć się we wspólne omawianie powieści.
Coś mnie uderzyło
| Alicja napisał/a: | | Zachował się w sposób wysoce egoistyczny, akby jego wątpliwości moralne były ponad wszystkim. |
Chodzi mi o tę decyzję pana Hale, bez której nie byłoby w ogóle powieści, a Margaret prawdopodobnie do końca życia szkicowałaby chaty, róże i zmieniające się pory roku w Helston...
Otóż: pan Hale zachowuje się w sposób niedopuszczalny nie omawiając swojej decyzji z osobami, których los ma w rękach. Może tak było, może władza ojca/męża/pana domu była w czasach wiktoriańskich taka, że mógł tak zrobić. Jednak człowiek o tak delikatnym sumieniu i cienkiej skórze zachował się jak skrajny egoista i tchórz. Co do tego nie ma dwóch zdań. Sam podjął decyzję, ale jej konsekwencje przerzucił na barki 18-letniej córki.
Jednak jedna rzecz mi nie daje spokoju. Te wątpliwości moralne. No bo powiedzcie - jeżeli ma wątpliwości i nie umie z nimi żyć, wykonując nadal swój zawód czy powołanie, czy jak to nazwiemy w przypadku pastora - czy powinien je zdusić w sobie, tylko dlatego, żeby rodzina mogła dalej żyć jak żyje? Czy człowiek, który zakłada rodzinę, musi rezygnować z siebie aż w takim stopniu, żeby zaprzeć się swoich przekonań? Nie chcę go tu bronić, bo mam alergię zarówno na niego jak na panią Hale, ale nagle zaczęło mnie to uwierać.
Przecież pan Hale mógł rozumować tak: Margaret ma 18 lat, za chwilę założy własną rodzinę i zamieszka tam, gdzie jej mąż. A żona i tak ciągle kwęka, stęka i narzeka na wiejską plebanię. Dlaczego więc nie zerwać z tym wszystkim i pójść za głosem sumienia? Wykonanie było fatalne, ale czy sama idea az tak naganna?
Sofijufka - Śro 10 Mar, 2010 12:03
ale tu chodzi o wykonanie przede wszystkim... Sam przyznał, że jest tchórzem zwalając "brudną robotę" na córkę. Poza tym - nawet nie obejrzał lokum w Milton, zwalił wszystko na Johna... Wiedział mniej więcej, co zona lubi, więc mógł ruszyć eeee.... sempiterną i głową i jakos zadbac o nowe gniazdo...
Trzykrotka - Śro 10 Mar, 2010 12:09
Wiem, wiem, wykonanie było poniżej krytyki. Nie da się tego obronić. Ale już kwestia, dlaczego w ogóle to zrobił, jest jak dla mnie, do ponownego przemyślenia. To jest zresztą odwieczny problem - ile jestem winien/winna mojej rodzinie, a na ile będąc w niej mam prawo do podejmowania decyzji trudnych dla innych jej członków.
Sofijufka - Śro 10 Mar, 2010 12:34
no bo on taki... wiktoriański był...
Trzykrotka - Śro 10 Mar, 2010 14:10
To jest bardzo bolesne, takie fragmenty jak ten siedziała, zbyt smutna, żeby płakać, ale wypełniona tepym, chłodnym bólem, który, jak wydawało sie, wyparł z jej serca młodość i pogodę ducha, które nie miały już nigdy powrócić.
Rzeczywiście, tak chyba było. W jednej chwili Margaret musiała dorosnąć. Może dlatego kontrast między nią a równolatką Edith jest tak jaskrawy. Tamta, mimo zamążpójścia i macierzyństwa, pozostała nadal beztroską dziewczynką, Margaret przejęła odpowiedzialność za spokój całej rodziny.
Admete - Śro 10 Mar, 2010 14:14
Mnie w zasadzie nie chodzi o same zasady i sprawę sumienia,ale o wykonanie tego wszystkiego. przedyskutowanie, zaplanowanie. Zrzekł sie urzedu, nie przemślał i teraz córka musi załatwiać za niego sprawy.
Kiedy rozdziały 6 i 7?
|
|
|