Jane Austen - życie i epoka - KSIĄŻKA ''THE MAKING PRIDE AND PREJUDICE 1995''
damamama - Czw 05 Lis, 2009 13:30
Mam jednak nadzieję, że znajdziesz trochę czasu aby potłumaczyć. Plizzzzzzzzzzzzzz.
Trzykrotka - Czw 05 Lis, 2009 14:23
nie płacz, samej mi sie trudno rozstać z książką. Chyba się złamię, bo zostało dużo smakowitości.
Gosia - Czw 05 Lis, 2009 15:32
Dziękuję, Trzykrotko
Nie powiem nic nowego, gdy wspomnę, że lubię scenę, gdy Lizzie przyjeżdża do Pemberley, a Darcy stara się wypaść w jej oczach jak najlepiej. Jest wtedy taki słodki!
damamama - Czw 05 Lis, 2009 15:44
Ja też już dziękuję
Trzykrotka - Czw 05 Lis, 2009 16:04
| Gosia napisał/a: |
Nie powiem nic nowego, gdy wspomnę, że lubię scenę, gdy Lizzie przyjeżdża do Pemberley, a Darcy stara się wypaść w jej oczach jak najlepiej. Jest wtedy taki słodki! |
I pyta dwa razy czy rodzice pani zdrowi? a mokre kosmyki wpadają mu do oczu .
Ta ksiązka jest dla mnie powrotem do przyjemności oglądania serialu, a bardzo cieszę się, ze Wam się przyjemnie czyta
BeeMeR - Pią 06 Lis, 2009 09:23
Trzykrotko
zabieram się wieczorem za czytanie
Trzykrotka - Pią 06 Lis, 2009 12:42
To podrzucam więcej materiału
Pre-produkcja: czyli – scenariusze gotowe, zgoda BBC uzyskana. Czas zająć się kompletowaniem ekipy 'zza kamery”, wśród której najważniejszy jest reżyser. Jest to niezwykle intensywny czas, w którym ustala się detale filmowania, szuka lokacji, dobiera obsadę, ustanawia budżet i harmonogram zdjęć.
Reżyser Simon Langton : pierwsze wrażenia.
„Sześć godzin treściwej lektury to trochę przerażająca propozycja, zwłaszcza dla kogoś, kto chce mocno skupić się na języku, ale byłem tak zafascynowany postaciami, że nie nudziłem się w ogóle. Wyczuwałem w tym dziele szczery entuzjazm i prawdziwą miłość, z jaką podszedł do niego Andrew. Jego dialogi są pełne energii, a podejście do tematu sprawia, że bohaterowie wydają się żywi. Byłem pewien, że pierwszymi, którzy się na tym poznają, będą aktorzy. Chyba spodziewałem się czegoś bardziej archaicznego i papierowego, bliższego wcześniejszym produkcjom, które nigdy nie wydawały się specjalnie bliskie życiu.”
Kolejną rzeczą, która przekonała Simona do podjęcia się reżyserii był fakt, że serial miał być w całości zrealizowany jak film, a nie nakręcone w studio na taśmie video.
„Pracowaliśmy w tym dziwacznym systemie w latach 70, kiedy to przez osiem dni odbywały się próby, a potem kręcono wszystko w dwie godziny. W rezultacie tego filmowania w studio otrzymywaliśmy wszystko, czego nie znoszę w ekranizacjach klasycznych dramatów. Zawsze wyglądały na nieco wysilone.
„A teraz mamy całe nowe pokolenie ludzi, którzy dorośli oglądając ekranizacje w formie filmów, zbudowanych i nakręconych w zupełnie inny sposób. W tym sposobie produkcji, o jakim myślał Andrew jest o wiele więcej autentyzmu, jego scenariusze są napisane z filmowym wyczuciem rytmu. Jest to droższe niż praca w studio, ale lepiej służy aktorom.
Na etapie pre-produkcji życie reżysera toczy się na dwóch płaszczyznach. Jedna z nich to akceptowanie miejsc do filmowania wynalezionych przez produkcję i specjalistę od ich szukania. Druga to obsada.
OBSADA
Obsadzenie wszystkich ról w tak dużej produkcji to ogromne zadanie. Choć reżyser i i producent mogą mieć własne pomysły, to konieczne jest zatrudnienie reżysera castingu, do nadzorowania całego procesu.
Janey Fothergill mówi o kompletowaniu obsady.
„Świetnie znam książkę – zacznijmy od tego, że zdawałam ją podczas egzaminów (A level). Poza tym kocham Jane Austen. Cudownie jest pracować nad czymś, co się kocha, bo angażuje się wtedy nie tylko umysł, ale i serce. Ale oczywiście kiedy znasz książkę tak dobrze, masz bardzo silne z góry przyjęte założenia, jak powinni wyglądać bohaterowie, co utrudnia ci pracę. Większość ludzi znających książkę wie, jak powinni wyglądać Elizabeth i Darcy i nie ma sposobu na zadowolenie każdego. Ale oczywiście moim pierwszym zadaniem jest upewnienie się, że reżyser, producent i ja myślimy w podobnym kierunku.
„Stworzyliśmy listę osób, które naszym zdaniem mogłyby pasować do poszczególnych ról. Zaczęliśmy od Elizabeth i Darcy'ego, a potem zajęliśmy się rodziną Bennetów. Darcy, tak to czułam, jest bardzo specyficznym typem, w tym sensie, że jest taki, jak bohaterowie z książek Mills and Boons (brytyjskie wydawnictwo powieści romantycznych, założone w 1908 roku – przypisek mój), trochę niedobry, arogancki, trudny człowiek, który ukrywa wielką wrażliwość i czar, a przede wszystkim jest – bogaty!
„Trudno jest obsadzić pięć sióstr Bennet, z powodu rozpiętości ich wieku, od 15 do 22 lat. I na dodatek każda z nich ma ważną rolę. Właściwie to trzy z nich – Jane, Elizabeth i Lydia grają role wiodące i bardzo trudno jest znaleźć ludzi w odpowiednim wieku i z odpowiednim doświadczeniem, mającego na koncie już jakieś znaczące role. Ponieważ w 'Dumie i uprzedzeniu' jest wiele ról dla młodych kobiet, postanowiliśmy przesłuchać wszystkie aktorki w wieku między 15 a 28 lat! Absolutnie wszystkie, bez względu na to, czy ukończyły szkoły aktorskie, czy nie. Jednak w przypadku roli Elizabeth, nie było więcej niż około sześciu poważnych kandydatek. Stanęło ostatecznie na aktorkach teatralnych, bo musiał to być ktoś, kto będzie w stanie udźwignąć ciężar roli. Jest to postać, na której opiera się cała opowieść i i sama w sobie wymaga posiadania pewnej rangi i powagi.
„Drugą istotną rzeczą w przypadku obsady 'Dumy i uprzedzenia' jest to, czy zatrudnieni do niej ludzie są wystarczająco zabawni. To była naprawdę moja troska. Jeśli w aktorach nie ma pewnej lekkości podejścia, oglądanie ich na dłuższą metę jest nie do zniesienia. Szukaliśmy więc dowcipu, uroku i charyzmy, a także umiejętności zagrania zgodnie z epoką. Niektórzy po prostu tego nie potrafią, są na wskroś nowocześni. Trudno jest to analizować; mamy mnóstwo utalentowanych młodych aktorów i aktorek, ale są zbyt dwudziestowieczni, nie mają tego czegoś – rodzaju gracji. Nie sądzę, żeby tego się można było nauczyć, tak jak nie można się nauczyć być zabawnym. Rzadko spotyka się ludzi takich jak Colin Firth, którzy bez trudu znajdują się w rolach z każdej epoki, niewiele jest takich, z którymi nie mógłby sobie poradzić.
Przesłuchania.
„Zawężaliśmy stopniowo nasze listy i w końcu byliśmy gotowi, żeby zaprosić ludzi na spotkania wstępne. Kandydatom do głównych ról wysłaliśmy pełne scenariusze na ręce ich agentów. Stała się tu wspaniała rzecz, bo były one tak dobre, że agenci oddzwaniali mówiąc, 'Wspaniały, fantastyczny scenariusz, chcą się koniecznie z wami spotkać!' Warto też wspomnieć, że był to projekt najwyższej klasy, więc nie było problemu z pozyskaniem zainteresowania aktorów.
„Przychodzili na spotkania z reżyserem i producentem i najpierw gawędziliśmy trochę, zanim przeszliśmy do czytania kilku scen. Dla aktorów to bardzo stresująca chwila, ale że scenariusze były tak świetnie napisane, czytanie ich było też czasem dobrej zabawy. Możesz kazać im najpierw czytać w sposób neutralny, a potem powiedzieć, 'spróbujmy jeszcze raz, ale tym razem zróbmy to tak czy tak,' po prostu, żeby sprawdzić, czy mają rozpiętość możliwości większą, niż pokazali za pierwszym razem. Po próbie czytania, jeśli stwierdziliśmy, że ludzie są dość energetyczni, zapraszaliśmy ich na zdjęcia próbne.”
Zdjęcia próbne
„Wybieraliśmy dwie lub trzy kontrastowe sceny, żeby je wysłać aktorom, którzy mieli się z nimi zapoznać, aby, kiedy przyjdzie do zdjęć, nie mieli oczu utkwionych w kartce papieru. Przygotowaliśmy też kostiumy i makijażystów, żeby wyposażyć ich we wszystko, co będzie potrzebne, żeby byli odpowiednio ucharakteryzowani, z ułożonymi włosami i w strojach z epoki.
„Grali swoje scenki w studio telewizyjnym, z kimś, kto podrzucał kwestie innych osób, a my nagrywaliśmy to na video. Prosiliśmy ich też, żeby się przespacerowali i usiedli, upewnialiśmy się, że kamera obejmuje ich ze wszystkich stron, a także z dystansu i w zbliżeniach. Po każdym takim teście mieliśmy około 20 minut materiałów do przejrzenia, na podstawie których ocenialiśmy ich występy i wygląd. To naprawdę bardzo istotne, żeby sprawdzić każdy detal, kiedy rola jest wiodąca, a aktor niezbyt doświadczony. Inną zaletą zdjęć próbnych jest to, ze można sprawdzić, jak pewni ludzie wypadają razem. Oceniając kandydatki do ról sióstr Bennet zadawaliśmy sobie pytania: „Czy ona wyglądają jak należy? Czy aktorki nie są do siebie zbyt podobne? Czy nie musimy się zastanawiać, która jest która? Ale czy nie wyglądają zbyt absurdalnie różnie?' W przypadku Darcy'ego i Bingleya chodziło nam o uzyskanie kontrastu fizycznego. Colin Firth był już zaangażowany do roli, więc celowo szukaliśmy kogoś kompletnie odmiennego i w wyglądzie i w zachowaniu i sądzę, że udało nam się go znaleźć w osobie Crispina Bohnam Cartera.
„Czasami aktor przychodził na przesłuchania do jednej roli, a my oferowaliśmy mu inną. Zdarzyło się tak z Lucy Davis, która, kiedy po raz pierwszy ją zobaczyliśmy, nie zaprezentowała się zbyt dobrze od strony zawodowej. Przyszła na przesłuchanie do roli Lydii, a ponieważ bardzo nam się podobała, zaprosiliśmy ją na zdjęcia próbne. Kiedy na nie przyszła, stało się ewidentne, ze od pierwszego spotkania wykonała niesamowity kawał roboty nad scenariuszem i zrobiła na nas ogromne wrażenie. Bardzo chcieliśmy ją zatrudnić, ale miała zbyt małe doświadczenie. To bardzo duża rola, Lydia musi być zabawna, ale i niegrzeczna, atrakcyjna, przebojowa i powinna mieć niespożytą energię. W końcu postanowiliśmy oddać rolę komuś, kogo nawet nie testowaliśmy – Julii Sawalha. Musieliśmy być pewni, że nasza Lydia przekaże pełnię roli, że będzie miała w swoich scenach siłę napędową. Ale bardzo chcieliśmy też mieć Lucy, więc zaproponowaliśmy jej rolę Marii Lucas. Był to dla nas bonus, bo w tę małą rólkę wniosła ona wiele oddania. A oczywiście dla młodych aktorów ważne jest, aby mogli pracować z doświadczonymi kolegami, reżyserami i producentami, ile tylko się da. Jeśli dobrze zagrasz małą rólkę, otworzy ci ona drogę do większych.
Szukanie Georgiany
Trudno było obsadzić rolę Georgiany Darcy. Musi być szesnastolatką, bardzo młodą, niewinną szesnastolatką, zupełnie nie tkniętą przez świat. Jako siostra Darcy'ego musi mieć klasę. Opisują ją jako dumną i wyniosłą, ale tylko dlatego, że jest chorobliwie nieśmiała, co oznaczało, że potrzebowaliśmy kogoś, kto umie grać, a scenariusze mówią też, że ona pięknie gra na fortepianie. Szukaliśmy młodej dziewczyny, która będzie miała to wszystko!
Urządziliśmy wielkie łowy. Przesłuchaliśmy już setki dziewcząt do innych ról, ale żadna nie była Georgianą Ruszyliśmy więc do zwyczajnych szkół i pytaliśmy czy mają kogoś odpowiedniego. Po przesłuchaniu około siedemdziesięciu dziewcząt wpadliśmy w desperację i zaczęliśmy przeszukiwać prywatne notesy z adresami zastanawiając się, czy mamy przyjaciół z córkami, które byłyby odpowiednie, może jakieś aktorskie dzieci, w nadziei, że odziedziczyły talent! W końcu Simon zasugerował Emilię Fox, 19-letnią córkę Edwarda Foxa i Joanny David (grała w serialu panią Gardiner – przypisek mój), która pasjonuje się aktorstwem. Znał ją przelotnie i wiedział, że ma odpowiedni wygląd i klasę. Zadzwoniliśmy więc do niej i zapytali, czy byłaby zainteresowaną spotkaniem z nami. Jej ojciec był stanowczo przeciwny pomysłowi, bo właśnie zaczęła studia w Oxfordzie, ale przyszła na test czytania i okazała się bardzo odpowiednia do roli. Właściwie to przesłuchiwaliśmy ją nawet dwa razy, żeby mieć całkowitą pewność, a to dało jej czas żeby przekonać tatę!'
Tłumaczenie: Trzykrotka
BeeMeR - Pią 06 Lis, 2009 13:06
| Trzykrotka napisał/a: | To podrzucam więcej materiału |
Gosia - Pią 06 Lis, 2009 16:20
„Pracowaliśmy w tym dziwacznym systemie w latach 70, kiedy to przez osiem dni odbywały się próby, a potem kręcono wszystko w dwie godziny. W rezultacie tego filmowania w studio otrzymywaliśmy wszystko, czego nie znoszę w ekranizacjach klasycznych dramatów. Zawsze wyglądały na nieco wysilone.
Teatralne i sztywne....
Szukaliśmy więc dowcipu, uroku i charyzmy, a także umiejętności zagrania zgodnie z epoką. Niektórzy po prostu tego nie potrafią, są na wskroś nowocześni. Trudno jest to analizować; mamy mnóstwo utalentowanych młodych aktorów i aktorek, ale są zbyt dwudziestowieczni, nie mają tego czegoś – rodzaju gracji. Nie sądzę, żeby tego się można było nauczyć,
Tak, tak i jeszcze raz tak! Na tym polega problem filmów kostiumowych.
Bardzo ciekawy fragment dotyczący castingu. Widać ile pracy w to włożyli.
Sofijufka - Pią 06 Lis, 2009 16:23
ale to ciekawe - i tłumaczenie dobre!
Trzykrotka - Sob 07 Lis, 2009 13:18
Cieszę się, ze wam się podoba - dziękuję
Ruszymy po weekendzie z detalami przygotowań do kręcenia.
damamama - Sob 07 Lis, 2009 19:55
| Trzykrotka napisał/a: | | W końcu Simon zasugerował Emilię Fox, 19-letnią córkę Edwarda Foxa i Joanny David (grała w serialu panią Gardiner – przypisek mój), która pasjonuje się aktorstwem. |
Gdyby tego nie powiedziano, to w życiu nie domyśliłabym się, że to matka i córka.
| Trzykrotka napisał/a: | | Jej ojciec był stanowczo przeciwny pomysłowi, bo właśnie zaczęła studia w Oxfordzie, |
Ciekawe czy na Oxfordzie mają wydział aktorski, bo w końcu została aktorką a może to rola w tym serialu popchnęła ją w tym kierunku.
BeeMeR - Pon 09 Lis, 2009 09:28
Trzykrotko
tłumaczenie pochłonęłam wieczorem w piątek, po czym zabrałam się za oglądanie serialu jeszcze raz
Wydaje mi się, że dla amatorów poprzednich, sztywnych ekranizacji osobliwym musiał się wydawać fakt, że bohaterem wykazującym największe zamiłowanie do czystości i rozdziewania się jest pan Darcy - myje twarz, kąpie się, pływa etc. - podczas gdy panny to nawet chyba rąk nie myją
Trzykrotka - Pon 09 Lis, 2009 09:48
| BeeMeR napisał/a: | Wydaje mi się, że dla amatorów poprzednich, sztywnych ekranizacji osobliwym musiał się wydawać fakt, że bohaterem wykazującym największe zamiłowanie do czystości i rozdziewania się jest pan Darcy - myje twarz, kąpie się, pływa etc. - podczas gdy panny to nawet chyba rąk nie myją |
Myją, myją, Jane raz nalewa wode z dzbanka do miednicy i myje dłonie, pamiętasz? To tylko pan Collins wygląda na permanentnie spoconego .
Zachęcona jestem do dalszej pracy
BeeMeR - Pon 09 Lis, 2009 09:53
| Trzykrotka napisał/a: | | Myją, myją, Jane raz nalewa wode z dzbanka do miednicy i myje dłonie, pamiętasz? | Nie bardzo, ale być może wybiórczo przyglądałam się ablucjom Darcy'ego
Pana Collinsa uwielbiam w całokształcie - jak on się cudnie zaperza, ach ach a jak przesłania usta, gdy Lady Katarzyna wchodzi mu w słowo
To jest tak genialnie wykreowana postać, że tłuste włosy pasują do niej jak ulał
I cóż z tego, że ponoć powieściowy miał być młodszy - mnie pasuje ten Collins jak żaden inny
Trzykrotka - Pon 09 Lis, 2009 09:57
| BeeMeR napisał/a: | To jest tak genialnie wykreowana postać, że tłuste włosy pasują do niej jak ulał
I cóż z tego, że ponoć powieściowy miał być młodszy - mnie pasuje ten Collins jak żaden inny |
Mam tak samo, uwielbiam właśnie tego pana Collinsa. Te tłuste włosy, jak się o tym dowiemy niedługo, były robione celowo i z dużym staraniem
Trzykrotka - Pon 09 Lis, 2009 11:03
Pomijam kilka akapitów, mówiących szczegółowo o tym, jak zawiera się kontrakty aktorskie. Wydaje mi się to mało to ciekawe z punktu widzenia kręcenia serialu. Zanim przetłumaczę rozdział o poszukiwaniu domów, rezydencji i plenerów - krótka wypowiedź Jennifer Ehle
Jennifer Ehle o tym, dlaczego chciała zagrać Elizabeth
Elizabeth to wręcz niewiarygodna rola. Przeczytałam po raz pierwszy książkę, kiedy miałam około 12 lat, a był to pierwszy romans dla dorosłych, czy w ogóle klasyka, jaką przeczytałam. Wcześniej próbowałam podejść do „Wichrowych Wzgórz”, ale nic z tego nie rozumiałam – tamta namiętność była jednak zbyt dorosła. Czytając „Dumę i uprzedzenie” zakochałam się i w Darcym i w Elizabeth. Wtedy jeszcze nie miałam pomysłu, że chcę być aktorką, nie myślałam więc o zagraniu Lizzy, bardzo chciałam po prostu nią być. Chyba nawet przez kilka dni udawałam, ze nią jestem.
Jest wspaniałą bohaterką do naśladowania. Jest niezależna. Jest bardzo wolna duchem w społeczeństwie, które nie sprzyja wolnym duchom, a to natychmiast zyskuje jej sympatię współczesnych młodych kobiet, które z nią sympatyzują. Łatwo jest się z nią identyfikować. Uwielbiam jej poczucie humoru i inteligencję. Nie ma wiele kobiecych wzorców postępowania, ani w literaturze, ani w filmie, które byłyby tak pozytywne jak ona. Nie ma w sobie nic z ofiary.
Cudownie jest czytać książkę, którą może przeczytać i zrozumieć kobieta w wieku 12 lat, wiedząc, ze została ona napisana w 1813 roku. I zdajesz sobie na dodatek sprawę, że nie jesteś pierwszą, która tak właśnie czuje. I cudownie jest przeżyć fantazję o zakochaniu się – powieść jest tak pełna flirtu a jednocześnie bezpieczna, nie zdarza się w niej nic niebezpiecznie seksualnego. Cudownie było przeżyć te fantazję.
„Kiedy zaproszono mnie na zdjęcia próbne, nie miałam pojęcia, ile potencjalnych Elizabeth będzie testowanych. Oczywiście, bardzo się denerwowałam, ale jednocześnie cieszyłam się tym. Obawiam się, ze kostium nie pomagał, bo był o wiele za ciasny i suknia nie dopinała się na plecach i musiałam być po prostu opasana kablem od mikrofonu! Ale peruka i makijaż bardzo pomogły. Nigdy tego wcześniej nie mówiłam, ale trochę oszukiwałam. Wiedziałam, że wszystkich niepokoił fakt, że jestem blondynką, ponieważ uważali, ze Elizabeth powinna mieć ciemniejsze włosy. Ta więc wieczorem przed zdjęciami próbnymi trochę przyciemniłam sobie brwi i celowo nie umyłam rano włosów, żeby wyglądały na ciemniejsze. Wszyscy mi mówili, „Nie wiedzieliśmy, że masz takie ciemne brwi, to świetnie! Będziesz wyglądać dobrze w ciemniejszej peruce!”
Teraz mogę powiedzieć, że wszystko poszło dobrze, ale bardzo się denerwowałam, czekając na decyzję. Byłam niesamowicie podekscytowana, kiedy mój agent zadzwonił i powiedział, że dostałam rolę. Rodzice zabrali mnie na obiad, żeby to uczcić. Byłam chyba najszczęśliwszą osobą na świecie, mogąc przez całe lato być Elizabeth Bennet
damamama - Pon 09 Lis, 2009 11:10
W tej ekranizacji nie ma chyba źle zagranej postaci, wszystkie wydają się "być" na właściwym miejscu.
| BeeMeR napisał/a: | | po czym zabrałam się za oglądanie serialu jeszcze raz |
Ja też to uczyniłam.
Trzykrotka - Pon 09 Lis, 2009 14:21
I ja!
Kolejny fragment:
POLOWANIE NA PLANY ZDJĘCIOWE
„Wybieranie miejsc do kręcenia to złożony proces,”mówi Simon Langton. „Na tym etapie pracy nie miałem jeszcze całościowej wizji, jak to wszystko powinno wyglądać, choć miałem już pojęcie, jakie powinny być nasze lokacje.”
Wyszukiwanie planów filmowych to niezwykle czasochłonne zajęcie, a negocjowanie kontraktów z właścicielami odpowiadających nam posiadłości wymaga wielu godzin dyskusji i starannego planowania. Odpowiedzialnym za to zadanie został Sam Breckman, uzbrojony w szczegółowe wskazówki od scenografa, reżysera i producenta, które pozwoliły ustalić priorytety przy wyszukiwaniu obiektów i mający w pamięci szereg detali co do tego, co będzie potrzebne.
„Głównym obiektem wymaganym do kręcenia 'Dumy i uprzedzenia' był dom Bennetów, Longbourn,” mówi Sam. „Mieliśmy w nim kręcić przez około 10 tygodni, zarówno sceny we wnętrzach, jak i na zewnątrz, musiał więc naprawdę być wyjątkowy. Potrzebowaliśmy pokoju dziennego, jadalni, biblioteki, dużego hallu, klatki schodowej, podestów i trzech sypialni, a także rozległego ogrodu. Musieliśmy też wysunąć żądania w stosunku do właściciela, ponieważ wiedzieliśmy, że przygotowanie domu zabierze co najmniej pięć tygodni. Chcieliśmy kręcić tutaj w co najmniej dwóch turach, najpierw zdjęcia letnie, a potem październikowe, żeby w filmie było widać zmianę pór roku.”
Znalezienie odpowiedniego Longbourn było największą troską scenografki Gerry Scott. „Pamiętam, że mówiłam Samowi, jak trudno będzie znaleźć Longbourn. To musiało być miejsce bardzo specyficzne, a jednocześnie niezbyt wspaniałe, musi być odpowiednie dla pozycji społecznej mieszkańców, którą chcieliśmy podkreślić. Musiało także mieć sporo własnego terenu wokół i musiało pochodzić z właściwej epoki. Nie mieliśmy pojęcia, gdzie szukać takiego domu i po prostu serca nam zamierały na myśl o proszeniu jakiegokolwiek właściciela o wyprowadzenie się na trzy miesiące, podczas których my będziemy filmować!
„Innym problemem z tymi małymi domami z epoki jest to, że wiele oryginalnego wyposażenia już z nich usunięto, założono centralne ogrzewanie, rozłożono dywany i zrobiono wiele udogodnień, tak, żeby mogły w nich mieszkać współczesne rodziny. Z tego powodu przywracanie im pierwotnego wyglądu jest prawie niemożliwe, bo pociągnęłoby za sobą za duże koszty.”
Początek poszukiwań
Sam Breckman:
„Gerry Scott miała w pamięci wieś Lacock w Wiltshire i sądziła, że może ono posłużyć jako Meryton, małe miasteczko obok Longbourn. Ona i ja zabraliśmy Sue i Simona na oględziny i wszyscy zgodziliśmy się, że będzie idealne, więc pozostało nam przekonać National Trust (który jest właścicielem wsi) i wszystkich mieszkańców, żeby pozwolili nam tam kręcić. Tak więc potem obejrzałem na mapę, żeby znaleźć dom odpowiedni do zagrania Longbour niedaleko Lacock. Trzeba znać się na topografii, żeby wiedzieć, gdzie wybudowano odpowiednie domy. A potem wsiadłem w samochód i zacząłem jeździć i jeździć. Przy takiej pracy uczysz się, jak patrzeć, nabierasz instynktu, w które drogi wyjeżdżać. Zobaczyłem cień ochry na wzgórzu, pomyślałem, 'A to co?' i podjechałem do Luckington Court. Pomyślałem, 'Znalazłem!' Zapukałem do drzwi i przedstawiłem się właścicielce. Zaprosiła mnie do środka, a tam okazało się, że w domu mamy wszystko, co będzie potrzebne. Mieliśmy wielkie szczęście, że znaleźliśmy to wszystko w jednym miejscu, a jeszcze większe z właścicielką, Angelą Horn, której bardzo spodobał się pomysł kręcenia właśnie u niej.”
Gerry kontynuuje opowieść. „Już samo to, że Sam znalazł właściwy dom we właściwym miejscu, z życzliwą właścicielką, zakrawał na cud! Ale pani Horn nie miała wcześniejszych doświadczeń z ekipami filmowymi, a Sam i ja kładliśmy nacisk na to, żeby właściciele mieli dokładne pojęcie, co oznacza dla nich kręcenie filmu. Uważaliśmy obydwoje, że byłoby to rażącą niesprawiedliwością, sugerowanie właścicielowi, ze nasze przyjście do jego domu nie będzie największym z możliwych kłopotów, bo będzie. Nie możesz sprawić, żeby codzienny pobyt w twoim domu sześćdziesięciu czy siedemdziesięciu ludzi wchodzących i wychodzących tam i z powrotem dzień w dzień nie było maksymalnym utrapieniem. Musisz więc jasno wyliczyć wszystkie niedogodności. Jeśli właściciel nadal nie ma nic przeciwko, wtedy w porządku, wszyscy wiemy na czym stoimy. Pani Horn była w stosunku do nas absolutnie wspaniała. Rozumiała, przed jakimi problemami możemy stanąć, przewidywała, czego możemy potrzebować.”
Od Pemberley do Hunsford
Wszystkim nam zależało, żeby ustalić pewne proporcje pomiędzy poszczególnymi domami i ich rangą. Pemberley, które jest domem Darcy'ego, musiało być największe. Potem, jako nieco mniejszy w kolejności ważności umieściliśmy dom lady Catherine de Bourgh, Rosings Park, zaraz za nim szło Natherfield, które dzierżawi Bingley, następnie Longbourn i plebania w Hunsford, gdzie mieszka pan Collins. Mając już Longbourn, postanowiliśmy szukać w następnej kolejności Pemberley, żeby potem inne domy dopasować „pomiędzy” nimi. Tutaj znowu wkroczył Sam: „Domów rangi Pemberley jest niewiele i są one od siebie oddalone. Ma on leżeć w Derbyshire, co oznacza pewien wyróżniający go północny wygląd, musi też być ogromny i stać w przepięknej scenerii. Musi mówić, 'Jestem potężny, jestem bogaty, ale mam dobry gust.'”
„Część osób uważa, ze Jane Austen pisząc o Pemberley miała na myśli Chatsworth, ale Chatsworth występuje w 'Dumie i uprzedzeniu' pod własną nazwą. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Lyme Park, usytuowany na granicy między Derbyshire i Cheshire. Niestety, w związku z tym, że kiedy filmowaliśmy, zmieniał się tam akurat administrator budynku, pozwolono nam kręcić tylko z zewnątrz. Wywołało to wielkie problemy, bo musieliśmy znaleźć wnętrza, które pasowałby do zewnętrza, ale w innym miejscu. W trakcie naszych wypraw Gerry i ja obejrzeliśmy wiele przepięknych wnętrz, ale z różnych powodów nie można tam było kręcić na zewnątrz. W końcu wytypowaliśmy Sudbury Hall w Derbyshire i na szczęście dla nas, nie leży ono zbyt daleko od Lyme Park. Postanowiliśmy więc podzielić plan filmowy i kręcić Pembeley z zewnątrz w Lyme Park, a wewnątrz w Sudbury.
„To oczywiście pociąga za sobą problemy. Jeśli mamy scenę, że grupa ludzi wchodzi po schodach do domu, musimy ją kończyć w innym miejscu, może kilka dni później i o kilka mil dalej. W związku z tym kluczową sprawą jest, żeby wszystkie detale kostiumów, makijażu i roli pasowały. Inną trudnością podczas kręcenia w Lyme Park było to, że nie byliśmy bezpieczni z powodu pogody. Jeśliby padało, nie mogliśmy kręcić alternatywnych zdjęć we wnętrzach. A jeśli harmonogram się zmienia, rosną koszty. Ekipa wiedziała, że podejmujemy duże ryzyko. Na szczęście dla nas, lato 1994 pobłogosławiło nas słoneczną pogodą i ryzyko się opłaciło!”
Rosings, Hunsford, Netherfield, ulice Londynu
Sam Breckman:
Na dom lady Catherine de Bourgh, Rosings Park, wybraliśmy ostatecznie Belton House w Lincolnshire, nasz czwarty obiekt będący własnością National Trust. Jest to wspaniały dom z czasów Restauracji z pięknie utrzymanymi ogrodami przed frontem i rozległym parkiem należącym do posiadłości. Do domu należy też mała kaplica, idealna na kościół, którego proboszczem jest pan Collins. Musieliśmy teraz znaleźć plebanię w najbliższej okolicy. Musiała być skromniejsza niż Longbourn, położona tuż obok kościoła, który pasowałby do tego z Belton House (bo miał go udawać), z pięknym ogrodem, który miał pielęgnować pan Collins. Stara Plebania w Teigh w Leicestershire, własność Barry'ego i Tora Owenów, pasowała idealnie i na dodatek przyjęto nas tam bardzo serdecznie.
Ostatni duży obiekt, Netherfield, znaleźliśmy koło Banbury, a w naszym harmonogramie chcieliśmy połączyć go ze scenami z Darcym na ulicach Londynu. Mieliśmy ogromny problem ze znalezieniem odpowiedniego miejsca na sam Londyn. Sceny historyczne kręcone w miastach to zawsze duży problem. Jak mówi Gerry Scott, „zawsze umieram, kiedy czytam w scenariuszu: 'sceny na zewnątrz: ulice Londynu.' Żeby wyjść z kamerą na ulice miasta, trzeba wydać wprost niewiarygodne pieniądze, bo należy wykonać masę „negatywnej” pracy: musisz usunąć znaki drogowe, nazwy ulic, skrzynki alarmowe, dzwonki do drzwi, kable telefoniczne i przykryć nawierzchnię ulic, a wszystko to jeszcze zanim zaczniesz rozmieszczać elementy dekoracji. Potrzebowaliśmy Londynu tylko na jeden dzień zdjęciowy, nie mogliśmy więc sobie pozwolić na niedociągnięcia czasowe. To, czego potrzebowaliśmy, znaleźliśmy w końcu w Warwick w Lord Leycester's Hospital. Nakręciliśmy tam także zdjęcia jednej z gospód, co dało nam trochę oszczędności. Kręciliśmy tam na szczęście sceny nocne, co było dla nas pomyślne, bo choć budynek jest piękny, to przypomina wizerunek z bombonierki, kiedy patrzy się na niego za dnia.
Negocjacje.
Kiedy już zaaprobowano lokacje, Sam Breckman ustalił z Departamentem Artystycznym detale tego, co będzie wymagane w przypadku każdego z obiektów i wrócił do właścicieli i kustoszy, żeby negocjować umowy. W przypadku wsi Lacock na przykład, negocjacje trwały pięć miesięcy. Kiedy National Trust, zarządca, dał zgodę na zamknięcie głównej ulicy na czas filmowania i pokrycie asfaltu ziemią i trawa, należało się skonsultować z władzami i policją. Na tym etapie Sam napisał do wszystkich mieszkańców, wyjaśniając, co się będzie działo i zapraszając do udziału w zebraniu, na którym miały być wyjaśnione wszelkie wątpliwości. Następnie zapisano wszystkie informacje i zadzwoniono do każdego domu, żeby odpowiedzieć na ewentualne pytania. Kiedy już uzyskał zgodę wszystkich, musiał zorganizować front robót dla ekipy scenograficznej, cieśli i malarzy. Trzeba było zorganizować park narzędziowy, parking dla samochodów, zorganizować objazdy na czas kręcenia, wynająć ochronę i informować o wszystkim na każdym etapie przygotowań. Sam mówi: „Wymagało to wiele czasu i taktu. Nie możemy zapominać, że ludzie mieszkają tam na co dzień, a my im przeszkadzamy. Jednak w Lacock współpraca była wspaniała i wszyscy włączyli się w atmosferę karnawału panującą podczas filmowania.”
Gosia - Pon 09 Lis, 2009 16:50
Dzięki wielkie. Bardzo fajnie jest dowiedzieć się o tym wszystkim
Lacock to miasteczko, w którym kręcono także "Cranford", jak mi się wydaje.
W ogóle to dobieranie odpowiednich miejsc do kręcenia filmów, zdjęcia na ulicy dużego miasta - to faktycznie bardzo trudne i wymaga wiele pracy.
Uwielbiam jej poczucie humoru i inteligencję. Nie ma wiele kobiecych wzorców postępowania, ani w literaturze, ani w filmie, które byłyby tak pozytywne jak ona. Nie ma w sobie nic z ofiary.
Tak samo odbieram Elizabeth.
Trzykrotka - Wto 10 Lis, 2009 23:47
Opuszczam ciąg dalszy rozdziału o pre-produkcji. Przedstawiają się w nim poszczególne departamenty opowiadając o specyfice pracy; to jest rodzaj hołdu dla nich, ale dla nas to jakby too much information.
Zaczynamy rozdział 3
PRZYGOTOWYWANIE PRODUKCJI
Projektowanie: Gerry Scott
Budowanie podstaw.
Spotkałam się z Sue i przeczytałam scenariusze przed Bożym narodzeniem w 1993 roku, ale do właściwej pracy zabrałam się w styczniu, co dało pięć miesięcy na przygotowania. Musieliśmy wyszukać dwadzieścia cztery obiekty, niektóre z nich miały być wspaniałymi domami, zaprojektować i wybudować osiem planów w studio. Styczeń spędziłam na planowaniu i naradach z Sue i Simonem na temat tego, co chcieliby osiągnąć, planowaniu budżetu z producentem wykonawczym i polowaniu na plany filmowe z Samem. W lutym dołączył do nas dział artystyczny.
Naszym głównym zadaniem jest założenie podstaw całej produkcji, musimy więc skoordynować prace wszystkich działów, tak, żeby mogły one pracować w tym samym czasie. Nie ma na przykład sensu wyszukiwanie kolacji, którą my będziemy uważać na doskonalą, jeśli nasz oświetleniowiec nie będzie w stanie doprowadzić tam kabli, ekipa filmowa się nie wpasuje, nie będzie nas stać na wynajęcie, albo nie będziemy mogli włączyć mikrofonów, bo tuż obok przebiega autostrada. Pogodzenie ze sobą tylu spraw oczywiście zawęża nasze możliwości.
Nasza praca ma służyć zarówno tekstowi jak i dobrym występom aktorskim. Wkładamy w to ogromnie dużo ciężkiej harówki, a na ironię zakrawa fakt, że jeśli na planie i w studiu wszystko jest jak należy, to na ekranie nie powinno być widać finalnego efektu; wszystko powinno wyglądać tak naturalnie, że widzom nie powinna nawet przemknąć przez głowę myśl o tym, że to jest specjalnie zaprojektowane.
Zgodność historyczna
Każdy pisarz portretuje specyficzny świat, a naszym zadaniem jest odtworzyć ten świat i przestawić go publiczności. Choć lubię być jak najbardziej w zgodzie z prawdą historyczną, to nie zamierzam być jej niewolnicą. Ważne jest, żeby zrozumieć, jak ludzie żyli w roku 1813, ale przecież nie robimy naukowego studium historycznego, ważniejsze jest uchwycenie ducha epoki. Tak czy owak, nawet gdybyśmy nawet mieli całe pieniądze i czas tego świata, to i tak nie osiągniemy pełnej zgodności, bo ogromna ilość rzeczy już nie istnieje, chyba że w muzeach. Bierzemy więc ile się da, a resztę tworzymy sami, wybieramy coś, co ma pewien klimat epoki, jakiś deseń, który wydaje się podobny, kolor, który powinien pasować i stosujemy go w rozważny sposób, żeby nie wydawał się na swoim miejscu.
Podkreślanie różnic społecznych.
Duża część powieści mówi o klasie i pieniądzach, więc istotną częścią naszej pracy jest podkreślenie różnic poziomów społecznych. W momencie, kiedy pojawia się nowa postać, natychmiast wymieniany jest jej dochód. Na przykład wiemy od razu, że Bingley ma 4.000 czy 5.000 funtów rocznie, że Darcy ma 10.000 i wielką posiadłość w Derbyshire, że nowe okna lady Catherine kosztowały 800 funtów.
Jest wiele dziedzin, w których można uwypuklić te różnice. Oczywiście, nasze domy wybieramy mając w pamięci ten wzgląd, ale piętrzymy też masę różnych gadżetów żeby uwydatnić poziomy zamożności. Na przykład jedzenie, które widzimy na ekranie, odzwierciedla wysokość dochodów w poszczególnych gospodarstwach. I choć w każdym domu jest fortepian, to również i je uszeregowaliśmy w hierarchii upewniając się, że najlepszy znajdzie się w Pemberley (ten, który Darcy kupił Georgianie), a najtańszy w Longbourne.
Powozy także występowały w skali od wspaniałych, po czysto użytkowe, aby mogły odzwierciedlać szczeble statusu społecznego. Ogólnie rzecz biorąc, zamożniejsze rodziny otrzymały bardziej eleganckie pojazdy, zaprzężone w cztery, a nie dwa konie. Mieliśmy na przykład olśniewająca czwórkę kasztanów, które zaprzęgaliśmy do powozu Darcy'ego. Cały ten zaprzęg mówił „to jest liga samochodu sportowego”, podczas, gdy lady Catherine miała, jak to czuliśmy, raczej odpowiednik wygodnego mercedesa.
Darcy miał całą kolekcję koni, ale rodzaj konia i to, jak aktor go dosiada, są bardzo ważne. Na szczęście Colin jeździ świetnie, ale kto inny mógłby wyglądać komicznie siedząc na koniu za małym lub za dużym w stosunku do jego wzrostu . Tak więc każdy koń dobierany był specjalnie pod jeźdźca, konie z największą klasa dostały się bohaterom z najwyższej półki.
Tłumaczenie: Trzykrotka
damamama - Śro 11 Lis, 2009 21:25
Jak czytam ten tekst to przyszło mi na myśl, że pracuje przy filmie masa osób, które mają do wykonania mrówczą pracę a do ewentualnej nagrody branych pod uwagę jest ich tylko kilkoro. Tak na przykład: reżyser, scenarzysta czy też operator.
Gosia - Śro 11 Lis, 2009 21:46
Tak, dużo jest pracy przy tych drobiazgach, które tak umilają nam oglądanie filmów.
BeeMeR - Czw 12 Lis, 2009 07:50
| Cytat: | | Tak na przykład: reżyser, scenarzysta czy też operator. | oraz główni aktorzy
Trzykrotko
Pemberley - Czw 12 Lis, 2009 15:13
Trzykrotko bardzo dobrze sie czyta, trzymam kciuki za dalsza wytrwalosc
|
|
|