To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Thornton- dziewica?

spin_girl - Pią 25 Kwi, 2008 15:36

Sofijufka napisał/a:
spin_girl napisał/a:
Bardzo interesujaca teoria z tym zanikiem owłosienia po utracie dziewictwa. :mrgreen: A jak ktoś ma bardzo słabe owłosienie na klacie od początku (jak np Ryś) to co to oznacza? Rozluźnione zasady moralne? Nadaktywne libido? :rotfl:

Ojej, nic nie rozumiecie: w języku filmowym wspólczesnym zarośnięta klata oznacza, że facet jeszcze jej nie pokazywał żadnej pani, ani nie narażał jej raczek na zetknięcie z kłakami. Jak juz jest PO [a dama wyłoży mu kawę na ławę] - to leci do pierwszego gabinetu kosmetycznego i każe się oskubać, bo jest juz w pełni wspólczesnym samcem i wie, jak powinien wyglądać metroseksualny okaz męskości :mrgreen: NO!!!
jak oskubany i nadmuchany mrozony kurczak

Pytanie za 100 punktów: czy pan Thornton był metroseksualny? Czy w chwili spotkania Margaret od razu zamówił długą wizytę w wiktoriańskim salonie kosmetycznym na wypadek ewentualnego zbliżenia? :wink:

Sofijufka - Pią 25 Kwi, 2008 15:39

spin_girl napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
spin_girl napisał/a:
Bardzo interesujaca teoria z tym zanikiem owłosienia po utracie dziewictwa. :mrgreen: A jak ktoś ma bardzo słabe owłosienie na klacie od początku (jak np Ryś) to co to oznacza? Rozluźnione zasady moralne? Nadaktywne libido? :rotfl:

Ojej, nic nie rozumiecie: w języku filmowym wspólczesnym zarośnięta klata oznacza, że facet jeszcze jej nie pokazywał żadnej pani, ani nie narażał jej raczek na zetknięcie z kłakami. Jak juz jest PO [a dama wyłoży mu kawę na ławę] - to leci do pierwszego gabinetu kosmetycznego i każe się oskubać, bo jest juz w pełni wspólczesnym samcem i wie, jak powinien wyglądać metroseksualny okaz męskości :mrgreen: NO!!!
jak oskubany i nadmuchany mrozony kurczak

Pytanie za 100 punktów: czy pan Thornton był metroseksualny? Czy w chwili spotkania Margaret od razu zamówił długą wizytę w wiktoriańskim salonie kosmetycznym na wypadek ewentualnego zbliżenia? :wink:

To nie - ale po nocy poslubnej....?

Anonymous - Pią 25 Kwi, 2008 17:37

Sofijufka napisał/a:
To nie - ale po nocy poslubnej....?

hmmm to zależy niektóre Damy lubią jak mężczyzna ma bobera(jak klatowe owłosienie jest nazywane w moich kręgach)

Tamara - Pią 25 Kwi, 2008 17:46

Ale czyż Margaret będąc 100% dziewicą mogła mu wyłuszczyć niestosowność posiadania zarostu na męskiej piersi ? Tę wiedzę posiada się będąc aktywną seksualnie i socjologicznie współczesną kobietą , a raczej tu nie miało to miejsca :mysle: .Więc i noc poslubna ( o ile nie przebiegłaby zgodnie ze scenariuszem Sofi) nic by nie wniosła .

:olsnienie: a czy Thornton miał owłosione ręce? Włochatość z reguły leci po całości , więc możnaby wnioskować co do klaty , a ręce łatwiej pokazać w filmie :-P , no chyba że nigdy rękawów nie podciągał...
Metroseksualność można ocenić na podstawie ilości spojrzeń rzucanych przez delikwenta w lustra i szyby wystawowe na własne cudne odbicie i wygląd zgodny z najświeższą modą...

agne - Pią 25 Kwi, 2008 18:52

lady_kasiek napisał/a:

hmmm to zależy niektóre Damy lubią jak mężczyzna ma bobera(jak klatowe owłosienie jest nazywane w moich kręgach)


W moich mówi się,że już ciepło i może zdjąć szetland lub po prostu fukerko :wink:
To znaczy, że jak JT był nieopierzony to już z jakowymś doświadczeniem, a jak fukerkowy to jeszcze nienaruszony!? Jakość i ilość owłosienia wiąże się ponoć ściśle z poziomem testosteronu. A poziom testosteronu z .... aparycją?
Coś mi się wydaje że ten mój pierwszy raz z JT będzie bardzo ekscytujący :rumieniec:

spin_girl - Pon 28 Kwi, 2008 10:23

Mag13 napisał/a:
Gosia napisał/a:
Temat zrobil sie nieco obceniczny, to fakt :roll:
Bede miala sporo do sprzatania :frustracja:

Przez chwilę człowieka nie ma, by przypilnować, i już miotła! :mrgreen: Szanowne Panie, kto mieczem wojuje, od miecza (a może miotły?) ginie. Kto proponuje wątek o Thornton's virginity, ten niech się nie gorszy! :wink: Chyba że dyskusja będzie w stylu epoki wiktoriańskiej :ops1: Np. o pożytkach z pedałowania na welocypedzie........

A owe robótki ręczne, Szanowne, to zaczął w latach 60. XVIII wieku piętnować pewien Szwajcar nazwiskiem Tissot. Trudno, ale jak gorszyć, to gorszyć - wcześniej były one stosowane przez niańki, matki i opiekunki do usypiania dziatwy męskiej! :rumieniec: :rumieniec: :rumieniec: , przeciwko czemu ów szlachetny człowiek wystąpił właśnie, nadając całości niezdrowego moralnie wymiaru praktyk zboczonych.....

[Dlatego zostałam historykiem - bo może on o takich rzeczach pisywać bez posądzenia o niecne sprawy! :zalamka: ]

Ja zaproponowałam wątek toteż się wcale nie gorszę :mrgreen:
Co do robótek ręcznych to jakoś zupełnie nie mogę uwierzyć, że JT (albo jakikolwiek inny facet) zupełnie się bez nich obył. W końcu te praktyki są stare jak świat, Onan i jego "zabawy" opisane są wszak w Biblii.
JT, jak każdy facet, musiał sobie radzić z okresem dojrzewania i latami 20-30 kiedy popęd u mężczyzny jest olbrzymi. Pewnie właśnie około 30-stki trochę mu zaczął spadać, kiedy, jak na złość, pojawiła się Margaret i żądze ożyły. Pewnie niejeden sen erotyczny od tego czasu go nawiedzał (o czymś takim wspomina nawet nieśmiało pani Gaskell). To gdzie wtedy były rączki? :ops1:

Sofijufka - Pon 28 Kwi, 2008 10:35

Na KOŁDRZE!!!!!! :bejsbol:
spin_girl - Pon 28 Kwi, 2008 15:28

Ciężko to oni mieli, ale i tak ominęły ich menstruacje, coroczne porody i inne tego typu przyjemności. Dobrze mieli również z tym, że to oni byli aktywną stroną w sprawach damsko-męskich- to oni wykonywali pierwszy krok i oświadczali się. Kobietom pozostawało czekanie i niepewność. Dopiero w obliczu konkretnej deklaracji mogły się do niej ustosunkować negatywnie bądź pozytywnie. Przy mękach niepewności nawet i klękanie i całowanie w rączki to pikuś :wink: To widać najlepiej właśnie na przykładzie N&S: Margaret w jakimś momencie zdała sobie sprawę, że kocha Thorntona. Gdyby była mężczyzną (albo żyła ze 100 lat później) mogłaby po prostu pojechać do JT, poprosić o chwilę rozmowy w cztery oczy i wyłupać mu prawdę: że go niesłusznie osądziła, że teraz go kocha, że tam na stacji to był jej brat, etc. Po czym paść na kolana i poprosić o jego rękę :thud: a tak pozostawało jej czekanie na cud (który się, na szczęście, wydarzył)
spin_girl - Wto 29 Kwi, 2008 10:28

Tamara napisał/a:
Słusznie , Kasiek :oklaski: Co samo wpada w ręce , nie jest cenione , i to jest fakt nic nie tracący na aktualności :wink:

I dlatego lepiej spędzić życie w samotności, ubolewając nad popełnioną pomyłką. Spójrzmy prawdzie w oczy: JT i MH pomógł w dużej mierze przypadek. Gdyby pan Bell nie umarł i nie zapisał jej fortuny, gdyby JT jednak wdał się w spekulacje i uratował młyn od bankructwa, etc., Margaret żyłaby w Londynie jako stara panna, za wszelką cenę pragnąc cofnąć czas a John byłby przekonany, że ona kocha innego a nim pogardza.
Nie wiem, może to kwestia różnego rodzaju charakteru i temperamentu, ale mając do wyboru bierność albo działanie, zawsze wybieram działanie. I nawet wolałabym rekuzę niż zastanawianie się do końca życia, co ktoś do mnie czuje (jak na przykład Elinor Dashwood, która nie wiedziała co myśleć o uczuciach Edwarda Ferrasa, aż do momentu, gdy ten wreszcie się oświadczył.). Ja bym chyba jednak wyłupała. No, może dałoby się znaleźć jakiś subtelniejszy sposób, jakąś energiczną zachętę, która stanowiłaby jasny znak, że wszelkie deklaracje tym razem są mile widziane. Ale działać, działać- oto moja dewiza. Zresztą Margaret trochę działała- usiłowała przez pana Bella przekazać wiadomość o istnieniu Fredericka, ale przecież pan Bell umarł w najbardziej nieodpowiedim momencie i, że wyrażę się kolokwialnie, sprawa się rypła. I znowu musiał zadziałać przypadek, a przypadek to kapryśne bóstwo. Ja bym w jego rękach swojego losu nie zostawiała.

Darcy - Wto 29 Kwi, 2008 13:34

Spin_girl, dzielna dziewczyna! :-) Zgadzam się z każdym słowem. Losem JT i MH pokierował przypadek. Gdyby nie zaskakujący splot okoliczności, oboje cierpieliby z powodu niespełnionej miłości do końca życia. On zbyt dumny, ona zbyt hm... powściągliwa.

Ktoś pewnie powie, że realia historyczne, że obyczaje, że konwenanse i tak dalej... Słowem - że Margaret nie miała możliwości powiedzieć Thorntonowi o swojej miłości. A ja się nie zgadzam. Oczywiście, wachlarz środków nie obejmował tekstu w stylu - John, kocham cię, ty mnie też, to może weźmiemy ślub i skończymy tę komedię omyłek? Ale kobiety miały wówczas mnóstwo możliwości wysyłania sygnałów o różnym stopniu intensywności, które - rzeczywiście - czasem mogły zostać źle odebrane, ale najczęściej łatwo było je rozszyfrować.
Nie musiały więc milczeć jak głaz w oczekiwaniu na wyznanie miłości ze strony ukochanego.

spin_girl - Wto 29 Kwi, 2008 15:06

Darcy napisał/a:
Spin_girl, dzielna dziewczyna! :-) Zgadzam się z każdym słowem. Losem JT i MH pokierował przypadek. Gdyby nie zaskakujący splot okoliczności, oboje cierpieliby z powodu niespełnionej miłości do końca życia. On zbyt dumny, ona zbyt hm... powściągliwa.

Ktoś pewnie powie, że realia historyczne, że obyczaje, że konwenanse i tak dalej... Słowem - że Margaret nie miała możliwości powiedzieć Thorntonowi o swojej miłości. A ja się nie zgadzam. Oczywiście, wachlarz środków nie obejmował tekstu w stylu - John, kocham cię, ty mnie też, to może weźmiemy ślub i skończymy tę komedię omyłek? Ale kobiety miały wówczas mnóstwo możliwości wysyłania sygnałów o różnym stopniu intensywności, które - rzeczywiście - czasem mogły zostać źle odebrane, ale najczęściej łatwo było je rozszyfrować.
Nie musiały więc milczeć jak głaz w oczekiwaniu na wyznanie miłości ze strony ukochanego.

Dzięki stukrotne Darcy! Już myślałam, że jestem zupełnie odosobniona w swoich opiniach :kwiatki_wyciaga:
Masz absolutną rację: Margaret była zdecydowanie zbyt powściagliwa (dumna?) dlatego prawie pogrzebała swoją szansę na szzcęście. Dobrze, że niektórych uczuć nawet jej nie udało się ukryć (na przykład pełnego miłości spojrzenia na kolacji na Harley Street, czy zdenerwowania w trakcie składania "biznesowej" propozycji), no i, że John był wyjątkowo domyślny (odważny? zdesperowany?) i postanowił zaryzykować ponownie. Ale w najważniejszej sprawie- Fredericka- i tak zdała się na pośredników i przypadek. A tymczasem, jak napisała Mag, wystarczyło sie odwrócić w powozie (film), albo dać jakiś znak podczas pożegniania z Milton (książka), cokolwiek, to nie- dalej dumna, powściągliwa, tajemnicza. A przecież miała całkiem niezłą szansę. JT zadał wtedy pytanie, które brzmiało mniej więcej (chyba nie przekręcam strasznie?) "A więc wyjeżdża Pani na zawsze z Milton?" i to był moim zdaniem ten moment, kiedy należało coś powiedzieć, np. "Gdyby komukolwiek z Milton na mnie zależało,gdybym wiedziała, że mam tu prawdziwego przyjaciela- zostałabym". Czy coś w tym stylu :mysle: Myślę, że JT wtedy nie wytrzymałby nerwowo i mogłoby dojść do interesującej konwersacji, dającej możliwości dalszych aluzji co do zmiany uczuć.

Darcy - Wto 29 Kwi, 2008 15:17

Widzę, że zaczynamy tworzyć alternatywne scenariusze. A stąd już tylko krok do fan fiction. :mrgreen:
Gosia - Wto 29 Kwi, 2008 18:29

Po tym jego: So, you're going and never come back - to mnie tak wkurza jej reakcja, kiedy mowi: Zycze panu szczescia, ze mam ochotę ją kopnąć .... :roll:
Zareagowala w sumie dosc chlodno, jakby powiedziala cos w rodzaju: No to do widzenia, moge pana juz wiecej nie ogladac ...
Mogla powiedziec cos zupelnie innego - chocby "zawsze bedzie pan moim przyjacielem", to by dało juz jakąs nadzieję.

Anonymous - Wto 29 Kwi, 2008 18:39

ale ona nie powiedziałą tego na odwal, uśiechnęla się do niego, tak mógł się domyśłić, ze nie jest dla nie jakimś fabrykantem a jeszcze wcześniej po tej awanturze z policją, dworcem and companymówi, sugeruję, ze jej sposób postrzegania go zmienił się
Gosia - Wto 29 Kwi, 2008 20:40

No sorry, ale on w scenie pozegnania takim smutnym glosem mowi: And never come back? ze ona nie mogla pomyslec, ze on ją nienawidzi ...
nicol81 - Śro 30 Kwi, 2008 20:08

Darcy napisał/a:
Ktoś pewnie powie, że realia historyczne, że obyczaje, że konwenanse i tak dalej... Słowem - że Margaret nie miała możliwości powiedzieć Thorntonowi o swojej miłości. A ja się nie zgadzam. Oczywiście, wachlarz środków nie obejmował tekstu w stylu - John, kocham cię, ty mnie też, to może weźmiemy ślub i skończymy tę komedię omyłek? Ale kobiety miały wówczas mnóstwo możliwości wysyłania sygnałów o różnym stopniu intensywności, które - rzeczywiście - czasem mogły zostać źle odebrane, ale najczęściej łatwo było je rozszyfrować.
Nie musiały więc milczeć jak głaz w oczekiwaniu na wyznanie miłości ze strony ukochanego.

Szkoda, że Małgosia nie znała języka wachlarza :mrgreen:
Mag13 napisał/a:
Z tego wynika, że hipotetyczny fakt utraty dziewictwa przez Thorntona zawdzieczamy wyłącznie niedorozwojowi i jednotorowości kolejnictwa na Wyspach Brytyjskich w XIX wieku.

Niezbadane ścieżki opatrzności :rotfl:
Jakby Thorton usłyszał od matki, że Małgosia chce mu dać kasę, to pewnie i tak poleciałby do Londynu...

Gosia - Śro 30 Kwi, 2008 20:43

Mag13 napisał/a:
To przecież Margaret podchodzi do przedziału pociągu, którym jechał - ona już przed nim nie ucieka, lecz zbliża się doń!


W dodatku patrzy na niego jak zahipnotyzowana, jakby zobaczyla ciastko z kremem :mrgreen:

spin_girl - Czw 01 Maj, 2008 09:05

Oczywiście, tu się wszystko zgadza, ale z wersją filmową. Przypomnijmy sobie wersję książkową. Margaret nie jedzie do Milton. Siedzi na yłku w Londynie i czeka...nie wiadomo na co. Przypadkiem dowiaduje się o bankructwie Thorntona. Postanawia mu pomóc, ale zatrudnia do tego Henry'ego. Gdyby Henry nie okazał się spostrzegawczy i nie zostawił ich samych znikając nie wiadomo gdzie, ta historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej (znowu przypadek!!!!!!!). Kiedy JT mówi to swoje cudowne zdanie o uznaniu za swoją, Margaret bynajmniej nie zdobyw się na bohaterski czyn całowania dłoni wybranka, tylko ukrywa twarz we własnych i wreszcie na niego omdlewa(opada, zsuwa się...). Bardzo energiczne to to nie jest... :roll:
Sofijufka - Czw 01 Maj, 2008 09:07

spin_girl napisał/a:
Oczywiście, tu się wszystko zgadza, ale z wersją filmową. Przypomnijmy sobie wersję książkową. Margaret nie jedzie do Milton. Siedzi na yłku w Londynie i czeka...nie wiadomo na co. Przypadkiem dowiaduje się o bankructwie Thorntona. Postanawia mu pomóc, ale zatrudnia do tego Henry'ego. Gdyby Henry nie okazał się spostrzegawczy i nie zostawił ich samych znikając nie wiadomo gdzie, ta historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej (znowu przypadek!!!!!!!). Kiedy JT mówi to swoje cudowne zdanie o uznaniu za swoją, Margaret bynajmniej nie zdobyw się na bohaterski czyn całowania dłoni wybranka, tylko ukrywa twarz we własnych i wreszcie na niego omdlewa(opada, zsuwa się...). Bardzo energiczne to to nie jest... :roll:

No, ale tak to robiły damy.... Facet miał mysleć cały czas, że to ON jest taki zdobywczy i nieodoparty.... I o wszystkim decyduje....

spin_girl - Czw 01 Maj, 2008 11:12

O, nie do końca. W książce Margaret zastanawia się, dlaczego JT tak dobitnie oświadcza, że już nic do niej nie czuje, dlaczego kładzie taki nacisk na to, żeby ją o tym przekonać. To wzbudza jej podejrzenia. Poza tym JT zachowuje się zdecydowanie zbyt emocjonalnie, jak na kogoś, kto nic nie czuje i Margaret to widzi. Zgadzam się, że przy sprawie Fredericka i swoim kłamstwie mogła myśleć, że John nią gardzi, ale na pewno nie myślała, że jest mu zupełnie obojętna. A przecież po prostu wyjaśniając sytuację można było pogardę zamienić w zrozumienie. W filmie natomiast jego spojrzenie i ton przy słowach 'so you're leaving?' są wyraźnie błagalne i gdyby Margaret była chociaż odrobinkę sprytna, to mogła zaaranżować jakąś chwileczkę sam na sam (choćby przy sprezentowaniu książki ojca) i wtedy dać mu do zrozumienia, że jej uczucia uległy zmianie. Kto nie gra ten nie wygrywa. Naprawdę, dziewczyna miała więcej szczęścia niż rozumu. :zalamka:
trifle - Czw 01 Maj, 2008 13:43

Czytam tutaj, co piszecie - o działaniu i pasywności - i tak się zastanawiam, jak ja bym się zachowała. I nie wiem, chyba jednak tak jak Margaret :roll:

Co do tego, że mogła dać cokolwiek JT do zrozumienia przy tym ich pożegnaniu (w filmie) - nie mogła! Przecież ona była załamana, smutna, straciła matkę, potem ojca, znowu olbrzymie zmiany w życiu. Wątpię, żeby wtedy myślała o tym, jakby tu sobie "zapewnić" - wg słów Charlotte Lucas - mężczyznę. Mogła myśleć o nim później, jak się już uspokoiła, ale nie wtedy.

Anonymous - Czw 01 Maj, 2008 14:03

podzielam opinię trifle, nie bardzzo miała jak się zadeklarować przy pożegnaniu no i musiałą być mocno załamana. biedulka
trifle - Czw 01 Maj, 2008 16:03

Mag13 napisał/a:
Jego słowa: I hope you realise that any foolish passion for you on my part is entirely over. I'm looking for the future, i wcześniejsze I'm only concerned as your father's friend były takim samym odrzuceniem. A przecież już wtedy nie żyła mama Margaret, Thornton wiedzieć musiał, jak smutna była Margaret, a mimo to nie potrafił przezwyciężyć swej dumy i uprzedzenia.


Te jego słowa nawet mnie, oglądaczkę, dotknęły :roll: Przecież widział, że ona coś chce mu powiedzieć, wyjaśnić, ale nie może. On jest tam nieprzyjemny i zimny jak lód. To rzeczywiście cud, że się spotkali (cały czas mówię o wersji filmowej). Choć! Cały czas mnie dziwi ta otwartość i błogość JT na tym peronie - widzi ją i wychodzi uśmiechnięty. Jest tak inny od ich ostatniego spotkania! Tak, to jest romantyczna i ładna scena ;) ale trochę taka hmm nie umotywowana :mysle:

Tamara - Czw 01 Maj, 2008 16:53

Ale to wszystko nadal nie wyjaśnia Dylematu Głównego : był czy nie był :-P ?
Sofijufka - Czw 01 Maj, 2008 16:55

Tamaro: pewne jest tylko jedno! Według Gaskell - był cnotliwy jako białorunny baranek. Koniec, kropka!


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group